/ Królewiec

Architektura Królewca [pocz. XIX w.]

Architektura Królewca [pocz. XIX w.]

W 1842 roku w gdańskim wydawnictwie Franka Gerharda ukazała się w dwóch tomach książka niemieckiego filozofa, historyka literatury i pisarza Karla Rosenkranza „Königsberger Skizzen” /„Szkice królewieckie”/. Dzięki uprzejmej zgodzie tłumaczki Tatiany Koliwaj publikujemy wybrane rozdziały tej książki.

LEGENDY PRUS w blogu Tatiany Koliwaj.

Jeśli mówić o architekturze, Królewiec jest miastem dość zadziwiającym. W oczach człowieka, który znalazł się tu po raz pierwszy, jest brzydki, a jeśli zapytać miejscowych – bardzo niewygodny do mieszkania. Jest jeszcze jeden problem. Rzecz w tym, że tutejszy grunt jest zimny i wilgotny. Jest tym, co w Niemczech nazywa się kaltgründig – zimny grunt. W miejscowej gwarze jest nawet specjalne słowo na jego określenie – sprindig. Wody gruntowe przesączają się tu raz po raz do ścian piwnic i niższych kondygnacji budynków. Do pewnego stopnia ratują sytuację jedynie wysokie sutereny i fundamenty budynków z nieociosanych kamieni. Zimą i wczesną wiosną większość piwnic jest pełna wody.

Zielona Brama i stara giełdaWidok z brzegu Przedmieścia na południowo-zachodni narożnik Knipawy. Pośrodku – wieża nad Zieloną Bramą, po prawej – stara Giełda, w oddali widać katedrę.

Niemal ze wszystkich okienek piwnicznych sterczą, niczym lufy armat, pompy. W wielu dzielnicach miasta przez cały rok trzeba codziennie co najmniej przez godzinę wypompowywać wodę z piwnic.

Wilgotne ściany budynków, pokryte plamami pleśni, oczywiście zgubnie wpływają na zdrowie mieszkańców, sprzyjając co najmniej rozwojowi reumatyzmu. I przybysz musi brać ten czynnik pod uwagę, szukając odpowiedniego mieszkania.

Jeśli spróbować określić styl architektoniczny Królewca, można wyróżnić trzy główne:

1) hanzeatycki;

2) mieszczański, czyli drobnomieszczański;

3) styl nowoczesny.

Architektura hanzeatycka jest bez wątpienia najstarsza1. Jest to ten sam styl, którego przykłady w obfitości widzimy na przykład w Gdańsku. Tu występuje on na Knipawie, Starym Mieście i Lipniku, czyli w trzech miastach, od których rozpoczął się niegdyś rozwój Królewca. Jeszcze na początku ubiegłego stulecia oddzielały je od siebie mury z bramami.

W porze nocnej przechodzić z jednego miasta do drugiego wolno było tylko lekarzom, duchownym i akuszerkom.

Dziś nie zobaczy się już ani bram, ani murów – zostały rozebrane. Lipnik, Stare Miasto i Knipawa, podobnie jak osady Tragheim, Sackheim i inne, zlały się w jedną całość.

Najpełniej styl hanzeatycki zachował się w zabudowie ulicy Długiej Knipawskiej (niem. Kneiphössche Langgasse). Kiedy latem jej tarasy i schody zdobi się zielenią i kwiatami, trudno uwierzyć, że jesteśmy w mieście północnym. Na dodatek ze względu na cechy tego stylu dachy domów wydają się płaskie, co przypomina budowle południowe.

Dachy KnipawyPołudniowe nabrzeże Knipawy. XIX w. – Pregelstraße. XX w. – Przy Niebieskiej Wieży (niem. Am blauen Turm).

Podwórka, często położone nie na ziemi, lecz na wysokości drugiego i trzeciego piętra, to w tych starych dzielnicach zjawisko zwyczajne, ponieważ domy, wciśnięte w niewielką przestrzeń, mogły rosnąć tylko w górę.

Dlatego mieszkańcy wyższych pięter urządzają sobie na dachach sąsiadów mini-podwórka z nawierzchnią z papy smołowej i żelaznymi balustradami i wykorzystują je do suszenia bielizny, trzepania ubrań, kąpieli słonecznych, a także po prostu do przebywania na świeżym powietrzu. Na Starym Mieście takie quasi-tarasy spotyka się bardzo często i z reguły są one bardzo malownicze.

Wchodząc do domu w stylu hanzeatyckim, trafia się przez drzwi w ryzalicie, który zdobi wejście, do przestronnej, jasnej sieni z dużym oknem. Dzięki szafom, paru krzesłom i stoliczkowi przy oknie sień wygląda jak salon. Jak w całych Niemczech, sień jest tu także pokojem mieszkalnym. W ciepłej porze roku jada się w niej obiady i kolacje, w których bierze udział cała rodzina ze służbą i czeladnikami. Gospodarz domu rozpoczyna i kończy posiłek modlitwą.

Kuchnia w królewieckich domach mieści się tu również i przypomina konstrukcją szafę.

Wąskie palenisko pod okapem kominowym jest jedynie umownie oddzielone deskową ścianką z wyciętymi okienkami. Światło żywego ognia z paleniska i niewielkiej lampy wystarcza do oświetlenia pomieszczenia.

Takie umieszczenie kuchni, wciśniętej w daleki kąt, bez własnego okna, wydaje mi się okropne. Utrzymanie czystości w takich kuchniach w starych domach wymaga mnóstwa wysiłku: trzeba nie dopuszczać do przykrych zapachów odpadków kuchennych, brudnej wody, gotowania, stale utrzymywać w porządku komin itd.

Widok z Lomse na KnipawęWidok z Lomse na południowo-wschodni narożnik Knipawy, który zdobi Niebieska Wieża.

Taką sień można porównać do pokładu statku. Sąsiedni pokój z jednym dużym oknem, sięgający w głąb domu, to kajuta.

Tak samo jak długość statku znacznie przewyższa jego szerokość, tak i te stare domy mają znaczną głębokość i tam właśnie kryją swoje najlepsze pokoje. I tak samo jak na statku, światło przez okna w przejściach i drzwiach dociera do wszystkich wewnętrznych pomieszczeń. Po schodach co prawda trzeba wchodzić po ciemku, ale w korytarzach pięter przez białe zasłony okien pokojów albo przez świetliki dachowe przebijają się zbawienne promienie dziennego światła, nie pozwalając – broń Boże – potknąć się i niechcący skręcić sobie nogi.

Dla tego stylu architektonicznego charakterystyczny jest bogaty wystrój z piaskowca na drzwiach, oknach i szczytach. Wystrój ten jest pokrewny formom rzeźbiarskim, które rzadko można zobaczyć w Królewcu. Na przykład na Domu Stypendialnym fundacji von Gröbena na Knipawie (niem. am Stipendienhause der v. Gröbenschen Stiftung im Kneiphof).

Nazywam ten styl architektury hanzeatyckim, ponieważ ukształtował się w okresie rozkwitu Hanzy.

Styl mieszczański, czyli drobnomieszczański, można spotkać na przedmieściach, które od XVI wieku wyrastały z wsi, osad, folwarków itp., a potem stopniowo zlały się z trzema starymi miastami Królewca. Styl drobnomieszczański wyróżnia się ubóstwem detali i obliczony jest jedynie na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Sień jest wąska i często połączona z kuchnią, która nie stanowi osobnej strefy. Po lewej lub prawej stronie jest duży pokój, a obok niego parę komórek. Na górze, jeśli jest jeszcze jedno piętro, powtarza się ten sam układ.

Burgkirche nad brzegiem Stawu ZamkowegoWidok na Staw Zamkowy, Burgkirche i kościół na Tragheimie.

Większość domów jest parterowa, najwyżej dwukondygnacyjna, i przeznaczona dla jednej rodziny. W razie potrzeby (gdy rodzina się powiększa) dom nadbudowuje się o mansardę.

W tych domach osiedlali się z reguły murarze, cieśle, rzeźnicy, garncarze, malarze, tokarze, stolarze i krawcy. W wielu domach na krańcach miasta mieszkały rodziny robotników dniówkowych i zwykle za domem mieli oni niewielki kawałek ziemi, który uprawiała cała rodzina.

Jeśli zaś mówić o trzech historycznych miastach Królewca, to na Knipawie mieszkali głównie kupcy prowadzący handel zamorski; Stare Miasto było siedzibą rzemieślników zajmujących się szyciem odzieży, przy czym za elitę uchodzili tu kuśnierze, pracujący z cennymi futrami, a także szewcy. Lipnik (albo, jak mówiono w miejscowej gwarze, „Löwening”) zamieszkiwali piwowarzy, warzący piwo według ścisłych reguł swojego cechu. Natomiast na przedmieściach, jak już powiedziano, nie było tak wyraźnego podziału stanowego. Panowała tam mieszanina przedstawicieli różnych rzemiosł.

Na Sackheimie znajdują się kramy przeznaczone dla chłopów przyjeżdżających tu z okolicznych wsi. Sąsiaduje z nimi mnóstwo piwiarni i winiarni, których godłem stały się niedawno trzy połączone w trójkąt mosiężne beczułki pomalowane na zielono.

Z ulic Königsstraße (niem. die Königsstraße) i Neue Sorge (niem. die Neuensorge) rzemieślników wyparto. Zbudowano tu wiele okazałych domów w stylu nowoczesnym. Tutaj też znajduje się Kościół Francuski, cmentarz kościoła zamkowego, którego wbrew prawu nie przeniesiono jeszcze za bramy, pałac Dönhoffów (niem. das Dönhof'sche Palais) z bardzo dużym ogrodem, Biblioteka Królewska, mieszcząca się w dawnym zameczku myśliwskim itd.

Roßgarten ma dwa zupełnie różne oblicza. Aż do ogrodu Borka (niem. der Bork'sche Garten) jest zabudowany okazałymi budynkami, sklepami, gospodami i wygląda dość pogodnie, ale potem widzimy po jednej stronie ulicy szpital miejski, a po drugiej – szpital wojskowy, i atmosfera, która tu panuje, staje się dość ponura.

Staw ZamkowyWidok na Staw Zamkowy w stronę zamku.

Za bramą miejską domów jest coraz mniej i wreszcie tam, gdzie wzdłuż wału fortecznego otwiera się duże pole, przypominające krajobraz berlińskiej dzielnicy Köpenick, znikają one zupełnie.

Tragheim, na którego skraju leży Staw Zamkowy, to oczywiście domy podmiejskie i letnie. Duże dwory stoją na przestronnych podwórzach otoczonych sztachetami, tonących w zieleni wspaniałych drzew. Bliżej Stawu Zamkowego leżą piękne, przestronne ogrody. Ale tuż obok w bardzo skromnych domostwach mieszkają drobni rzemieślnicy i robotnicy dniówkowi.

Steindamm to najbardziej różnobarwna ulica Królewca. Jej zabudowa, poza kilkoma godnymi wyjątkami, jest dość pospolita. Mieszka tu wielu kupców korzennych, rzeźników, a także hurtowników i urzędników. Steindamm to bardzo szeroka ulica, a na dodatek ma chodniki. Jest promenadą prowadzącą do domów podmiejskich i miejsc rozrywki, dlatego zawsze spotyka się na niej dobrze ubraną spacerującą publiczność i eleganckie powozy.

Niedostateczne rozmiary i dość umowne piękno domów stara się tu nadrobić starannym tynkowaniem ich fasad.

Jeśli Sackheim wyróżnia się plebejską żywością, Königsstraße – arystokratyczną oschłością, Roßgarten – kontrastem życia i śmierci, Tragheim – sielskim, idyllicznym nastrojem, to Steindamm jest ogniskiem towarzyskiego życia ulicy. Jeśli chcesz spotkać kogoś ze znajomych, przychodź tu kilka dni z rzędu, najlepiej wieczorem, kiedy tłumy spacerują do wału miejskiego i z powrotem. A na pewno spotkasz tego, kogo szukasz.

Przedmieście Brandenburskie (niem. die Brandenburger Vorstadt), oddzielone Pregołą od pozostałych ulic miasta, rozpada się na wiele oddalonych od siebie grup domów. Aż do samego mostu łączącego Przedmieście z jego obrzeżami domy zbudowane są w nowym stylu, do czego mimowolnie przyczynił się wielki pożar. W tych domach mieszkają niemal wyłącznie kupcy żydowscy. A w licznych gospodach zatrzymują się także sami żydowscy goście.

Armia wkracza na PrzedmieścieŁuk triumfalny przy Bramie Brandenburskiej dla powracającej armii.

Chodnik jest tu najszerszy w mieście i Żydzi stale gromadzą się na nim w grupach albo, pykając fajeczki, prowadzą ze sobą serdeczne rozmowy na ławeczkach.

Na ulicy Tylnego Przedmieścia (niem. die Hintere Vorstadt) znajdują się przestronne domy kilku fundacji dobroczynnych, stajnia artylerii, domy rzemieślników. Tak zwany Górny Haberberg (niem. der Obere Haberberg), biegnący w stronę Bramy Frydlandzkiej (niem. das Friedländer Tor), składa się niemal wyłącznie z parterowych budynków. Między główną ulicą dzielnicy a miejskim murem obronnym ciągną się uliczki ze spichrzami. Między nimi a Groblą Filozofów (der Philosophendamm) leży wyspa Wenecja (niem. die Insel Venedig), której główną ulicą jest Klapperwiese (niem. die Klapperwiese), sprawiająca bardzo przyjemne wrażenie. Domy są tu zbudowane w stylu nowoczesnym, zadbane, a między nimi biegnie aleja topolowa z drzewami w czterech rzędach i rabatami niskich krzewów. Mieszkają tu głównie hurtownicy (niem. An Kersch, Toussaint i in.).

Styl nowoczesny w architekturze2 powstał moim zdaniem w ubiegłym stuleciu, w czasach tak zwanego oświecenia, ale od tamtej pory był aktywnie doskonalony. Jego zasadą są wygodne, jasne pomieszczenia w połączeniu z prostotą i atrakcyjnością elewacji. Schody i kuchnia są dostatecznie jasne, pokoje połączone są ze sobą, a zarazem zachowują pewną odrębność dzięki własnym wyjściom na korytarz. Wysokość pokojów jest wygodna, są przewiewne, podczas gdy w stylu, który nazwałem mieszczańskim, czyli drobnomieszczańskim, sufity w pokojach są zwykle bardzo niskie. Otwory okienne są duże. Jeśli szyby są w nich pojedyncze, słabą stroną takich okien jest to, że otwierają się na zewnątrz, a nie do wewnątrz – wada tym poważniejsza dla Królewca z jego częstymi silnymi wiatrami, przy których okna można trzymać otwarte, tylko zaczepiwszy je na haczyk. Taki mechanizm sprawdza się, jeśli zamontowane są okna podwójne, co jest tu częstym zjawiskiem, ale nawet w tym przypadku można je otwierać tylko na zewnątrz.

Styl mieszczański, czyli drobnomieszczański, to zazwyczaj domy o konstrukcji szkieletowej, z muru pruskiego, które dawniej nazywano po prostu „murem pruskim”3 (pol. Mur pruski), w odróżnieniu od budowli z czasów panowania zakonu krzyżackiego, wzniesionych z cegły palonej.

Domy w stylu nowoczesnym są masywne. Ozdoby występują na nich tylko w postaci sztukaterii, rynien i fryzów.

Ostatnio zaczęto malować domy w stylu pompejańskim – modny trend, którego ostatnio zbytnio nadużywa się w Berlinie, i wydaje się, że Królewiec idzie tą samą drogą.

Nie uważam, by ornamenty, które pierwotnie służyły do dekorowania wnętrz, mogły być tak szeroko stosowane do zdobienia fasad, choćby dlatego, że odwracają uwagę od architektonicznego kształtu budynku.

Domy w stylu nowoczesnym rozrzucone są po Królewcu jak forpoczty jego najbliższej architektonicznej przyszłości. Jako przykłady starszych budowli tego typu można wymienić gmach fundacji „Die Gramatzkische Stift” na Krzywej Górce (niem. auf dem Schiefen Berge), dom radcy rządowego Hagena przy ulicy Kościoła Katolickiego, domy Przedniego Przedmieścia Brandenburskiego (niem. die Vordere Vorstadt Brandenburg) itd. Spośród najnowszych to gmach giełdy, cukiernia Meyera, dom przy Danziger Keller (niem. am Danziger Keller), dom przy Wasserstraße (niem. die Wasserstraße), którego okna wychodzą na Pregołę itd.

Plac Mennicy pod murami zamkuPlac Zamkowy, katedra na Knipawie i narożnik zamku.

Tak więc architektura Królewca odznacza się niezwykłą różnorodnością. Znajduję w tym wielki urok. Cudzoziemiec początkowo uzna, że Królewiec to miasto źle i bezładnie zbudowane. I będzie miał rację. Ale kiedy człowiek zmuszony jest żyć w jednym miejscu przez wiele lat, pewna niedbałość staje się ważnym czynnikiem zachowania zdrowia psychicznego.

W absolutnej jednostajności żyje się ciężej. Na przykład w Berlinie niektóre kwartały robią przygnębiające wrażenie. Tak długa Krausenstraße (niem. Krausenstraße) wygląda dokładnie tak samo jak Münzstraße (niem. Münzstraße), która wygląda tak samo jak Taubenstraße (niem. Taubenstraße), a ta z kolei przypomina Mohrenstraße (niem. Mohrenstraße). I tylko przestrzenie publiczne, okazałe gmachy, posągi, pięknie zdobione fontanny mogą pogodzić nas z tym koszarowym stylem.

W Królewcu zawsze można znaleźć odpowiednie miejsca na każdy gust: tu raz po raz średniowiecze ustępuje miejsca nowoczesności, gust idzie w ślad za bezguściem, imponujące rozmiary zastępuje kameralność budowli, zadbanie i przepych pałaców sąsiadują z brudem i nędzą lepianek.

Są tu domy tak małe, że składają się tylko z drzwi i mają przypadkowy zarys okna.

Mimowolnie roześmiejesz się serdecznie, kiedy zobaczysz na fasadzie takiego domu własny numer, tak jak na sąsiedniej rezydencji należącej do bankiera.

Są domy, na przykład w zakątku Münchenhofu (niem. der Münchenhof), które, zdaje się, istnieją tylko dzięki czarom, ponieważ trzymają się na słowo honoru. Popękane ściany stoją krzywo, dach groźnie się zapadł, szyby okien, tam gdzie nie są z naoliwionego papieru, tak zmatowiały, że ledwie przepuszczają światło i dygoczą w ramach przy każdym podmuchu wiatru, schody są wydeptane do granic możliwości, a drzwi wiszą na jedynym pozostałym zawiasie. Doprawdy, można żałować, że nie ma się talentu malarza Charlesa Mozina4, by uwiecznić ten Dwór Cudów5.

Ulica FrancuskaUlica Francuska, Burgkirche i Staw Zamkowy (po lewej).

Ulica Francuska jest jakby naszym Palais-Royal. Księgarnie, sklepy odzieżowe, kapelusznicze, z artykułami gospodarstwa domowego przeplatają się tu z winiarniami, restauracjami i cukierniami, i rzeczywiście na pierwszy rzut oka wydaje się ona zupełnie stołeczna.

Ale trzeba twardo stąpać po ziemi i nie dać się zwieść blaskowi witryn, ponieważ z wyjątkiem kilku budynków (Rabe, Krikhan i Bornträger) architektura domów jest tu nieatrakcyjna i nudna.

Nie mówię już o królewieckich kościołach, bo w gruncie rzeczy nie ma o nich nic do powiedzenia. Architektonicznie znaczące są jedynie kościół zamkowy i katedra. O pierwszym opowiem w rozdziale o samym zamku. Drugą szczegółowo i gruntownie opisał A. Hagen, z towarzyszącym atlasem bardzo pięknych litografii. Katedra jest dość duża, ale z zewnątrz raczej naga, bez żadnej artykulacji. W środku jest piękna i pełna ciekawych pomników, którym Hagen poświęcił w swojej książce staranną uwagę. Brakuje jej jednak lekkości. Jest coś przytłoczonego w jej proporcjach.

Katedra we Fromborku ma taki sam układ naw, ale jakże śmiało pnie się w górę, jak wdzięcznie łączy swoje sklepienia!

Z drugiej strony katedra królewiecka jakby daje nam jakąś mistyczną obietnicę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Pozostałe kościoły miasta to zwykłe budynki.

KatedraKatedra na Knipawie.

Najlepiej zbudowane są kościół katolicki, kościół na Starym Roßgarten, na Tragheimie i bardzo zgrabny Kościół Francuski. Kościół zamkowy jest duży i ma wyraźne, lecz niezgrabne formy. Kościół na Lipniku to po prostu kościół, taki sam jak kościoły na Haberbergu, Sackheimie i Nowym Roßgarten.

Z wyjątkiem ostatniego deskowy strop jest w nich pomalowany kiepskim malarstwem, w szczególności obszar wokół organów jest bez gustu przeładowany obłokami. Ciekawe, że w Królewcu żaden kościół nie nosi imienia świętego, lecz wszystkie nazwane są od miejsca, w którym się znajdują.

W Gdańsku jest zupełnie inaczej. Jest tam kościół św. Katarzyny, św. Brygidy, Mariacki, kościół Świętej Trójcy, kościół Bożego Ciała itd. W Królewcu protestanckie pochodzenie kościołów odzwierciedla się w nazwach parafii.



PRZYPISY TŁUMACZKI

1. Stylem hanzeatyckim autor nazywa najprawdopodobniej renesans. Zabytków architektury epoki odrodzenia jest rzeczywiście wiele [odtworzonych] w Gdańsku (Danzig) i najwyraźniej było ich wiele w Królewcu.

2. Przez styl nowoczesny autor ma oczywiście na myśli klasycyzm, który zaczęto tak nazywać znacznie później niż w pierwszej połowie XIX w., a który w latach 1830–40 był stylem najbardziej aktualnym – nowoczesnym.

3. Budowle szkieletowe (z muru pruskiego) znane są w północnej Polsce (tj. w dawnej części Prus). Polacy nazywają budownictwo szkieletowe „murem pruskim” i uważają je za typowo niemieckie. Dlatego zwłaszcza w okresie po II wojnie światowej liczne domy szkieletowe na obszarach nad Odrą i Nysą (przy granicy polsko-niemieckiej) otynkowano, by ukryć konstrukcję szkieletową. LINK

4. Charles Louis Mozin (Charles Louis Mozin; 1806–1862) – francuski malarz i litograf. LINK

5. Dwór Cudów (fr. La Cour des Miracles) – w średniowieczu nazwa kilku paryskich dzielnic zamieszkanych przez żebraków, włóczęgów, nierządnice, zbiegłych mnichów i poetów. Będąc często ludźmi fizycznie zdrowymi, żebracy udawali chorych i kalekich, prosząc o jałmużnę. Nocą, kiedy wracali do swojej dzielnicy, ich kalectwa w cudowny sposób znikały, co najwyraźniej dało nazwę dworom cudów. LINK

LEGENDY PRUS w blogu Tatiany Koliwaj.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.