Tymczasem bastiony pierwszego pierścienia wałów były świadkami najbardziej zdumiewających, interesujących i doniosłych wydarzeń w historii naszego regionu. Pamiętały ogłoszenie niezależności Księstwa Pruskiego i koronację pierwszego króla pruskiego. To właśnie przez ich bramy wjeżdżali do miasta Napoleon i Fermor, to właśnie wzdłuż ich wałów spacerował Immanuel Kant, to właśnie ich budowie przyglądał się młody car Piotr, by przenieść ich cechy do jeszcze niezbudowanego Petersburga. Z nimi los miasta związany był przez całe 200 lat.
Świeży wiatr i dym prochowy
Nadejście nowych czasów w Europie zwykle łączy się z epoką odrodzenia. Oczywiście samo wspomnienie tego niezwykłego okresu w dziejach ludzkości przywołuje przed oczami dzieła Rafaela i Leonarda da Vinci, heliocentryczny system świata Mikołaja Kopernika, badania medyczne Paracelsusa. Tymczasem nowe czasy nastały także w sztuce wojennej, w tym w fortyfikacji. Przyczyną było pojawienie się w uzbrojeniu armii europejskich broni palnej. Odtąd uzbrojona w arkebuzy i muszkiety piechota, wzmocniona artylerią, która nie stała się jeszcze samodzielnym rodzajem wojsk, była główną siłą na polach bitew, a konnica rycerska nie była już w stanie się jej przeciwstawić.
Gdy tylko artyleria wyszła z wieku niemowlęcego, wszystkie dawne rozwiązania fortyfikacyjne w postaci kamiennych murów i wież od razu okazały się przestarzałe.
Kamienne, a następnie żeliwne kule rozbijały mur, raniąc obrońców twierdzy odłamkami cegieł i kamieni. Odtąd, niezależnie od grubości i wysokości murów, wybicie w nich wyłomów, przez które do twierdzy wedrą się oddziały szturmujących żołnierzy, było jedynie kwestią czasu. I odwrotnie — zamki i miasta warowne zbudowane w oparciu o mury i wieże bardzo słabo nadawały się do rozmieszczenia w nich artylerii fortecznej. Na koronie muru mogły zmieścić się tylko niewielkie działa, które były łatwym celem dla ognia przeciwnika. Wieże zaś były zbyt małe i ciasne, by można było w nich umieścić działa, a używanie prochu czarnego zamieniało wieże zamkowe, w których dawało się ustawić lekkie armaty, w prawdziwe komory gazowe. Już w XV wieku w Europie rozpoczęto poszukiwania nowych form fortyfikacji, zdolnych stawić opór wszystko miażdżącym działom oblężniczym.
Dla Prus nowe czasy nadeszły w okresie, gdy urząd wielkiego mistrza objął Albrecht Brandenburski. Czasy te były dla zakonu, powiedzmy wprost, ciężkie. Cały system państwa zakonnego uparcie zmierzał ku upadkowi. A przyczyną nie była nawet klęska wojsk zakonnych w bitwie pod Grunwaldem (1410), ani nieumiejętność utemperowania krnąbrnych władz miejskich, które wyczerpały zakon krzyżacki w toku wojny trzynastoletniej 1454–1466.
Reguła zakonna, zabraniająca rycerzom zakonu posiadania majątku i rodzin (a co za tym idzie — także dziedziców), stała w jawnej sprzeczności z podstawami społeczeństwa feudalnego, z jego systemem wartości.
Zakon wyczerpał się jako korporacja zjednoczona celem podboju Prus i ustanowienia tu wiary chrześcijańskiej. Znalazłszy się w zależności lennej od Polski, stał się szczątkowym tworem na ciele Europy, która budowała teraz państwa narodowe, oparte na władzy monarchy i świadomości narodu jako jego poddanych. A reformacja, która ogarnęła północ Niemiec, wbiła ostatni gwóźdź do trumny państwa zakonnego.
Trzy linie umocnień Królewca z różnych epok: średniowieczna, gdy każde z trzech miast nad Pregołą miało własne mury obronne (pośrodku). Pierwszy wspólny obwód wałowy z XVII wieku. Drugi pierścień wałów, zbudowany w połowie XIX wieku (najdalej od centrum).
Gdy Albrecht zlikwidował (zsekularyzował) zakon, odziedziczył po czasach krzyżackich całą sieć zamków rozsianych po księstwie. Zamki te wymieniono w tekście traktatu krakowskiego, na mocy którego nowe księstwo uznawało króla polskiego za swojego seniora. Ponadto takie miasta jak Stare Miasto, Lipnik, Knipawa, Frydląd (Prawdinsk), Heiligenbeil (Mamonowo) i inne miały własne mury obronne. Rozumiejąc, że wszystkie te umocnienia dawno się zestarzały, a budowa nowych przekracza możliwości skarbu księstwa, Albrecht podjął jedyną słuszną na owe czasy decyzję — żyć w pokoju z sąsiadami, co wspierał obowiązek Polski do występowania w roli obrońcy księstwa w razie napaści z zewnątrz. W tym okresie należało nadrobić zapóźnienie Prus względem europejskiego poziomu rozwoju nauki, oświaty i kultury, a także kontynuować budowę państwa i umocnić pozycję nauki Lutra w księstwie. Pokojowy okres w życiu Prus trwał także po śmierci Albrechta, w czasie nominalnych rządów jego syna Albrechta Fryderyka. Doprowadziło to do tego, że gdy w Europie wybuchła wojna trzydziestoletnia (1618–1648), Królewiec miał zupełnie przestarzałe umocnienia w postaci rycerskiego zamku i murów miejskich, które w tamtym czasie nie stanowiły poważnej przeszkody dla armii europejskich.
Epoka frontów bastionowych
A co działo się w Europie? W Europie do tego czasu budowle fortyfikacyjne przeszły uderzające zmiany: kamienny mur zastąpiono wałem ziemnym, który był w stanie długo i skutecznie wytrzymywać trafienia kul armatnich. Wieże zaś stopniowo stawały się niższe i szersze, a następnie całkowicie zastąpiły je bastiony.
Uważa się, że pięcioboczny kształt bastionu zaproponował Albrecht Dürer — wielki artysta, matematyk, filozof i fortyfikator.
Odcinek wału między bastionami zaczęto nazywać kurtyną, a dwa bastiony z kurtyną między nimi — frontem bastionowym. Bezpośrednio przed frontem bastionowym kopano fosę, a dalej znajdował się stok bojowy (glacis) — otwarta przestrzeń opadająca w kierunku nacierającego przeciwnika. To właśnie po tym stoku, pozbawionym jakiejkolwiek naturalnej osłony, musiały nacierać oddziały wroga, zasypywane ogniem artylerii fortecznej. Baterie i żołnierze rozmieszczeni na wale mają niewątpliwą przewagę — profil stoku kształtowano tak, by kule armatnie i pociski przy strzale ścieliły się wzdłuż jego powierzchni. Nie trzeba przy tym zmieniać celownika ani ponownie się wstrzeliwać, gdy przeciwnik zmienia pozycję.

Bastiony pierwszego obwodu wałowego Królewca.
Wysoki wał zapewnia zasięg ognia znacznie większy niż u nacierających. Ponadto stok osłania podstawę wału przed salwami artylerii przeciwnika, która na dodatek zmuszona jest strzelać po niekorzystnym torze stromym. I wszystko to pod nieustannym ogniem obrońców. Te zaś oddziały oblegających twierdzę żołnierzy, którym udałoby się pokonać stok, sforsować fosę i dotrzeć do wału ziemnego, dostawały się pod zabójczy flankowy ogień karabinowy i artyleryjski z bastionów. Rozmieszczone na ich barkach baterie są osłonięte czołami bastionów i dlatego niewrażliwe na ogień artyleryjski z dalekich odległości. Wchodzą do walki całe i nienaruszone przeciwko już mocno nadwątlonemu przeciwnikowi, rażąc go morderczym ogniem z bliska. I wreszcie atak na sam bastion napotyka taki sam ogień krzyżowy z atakowanego bastionu, przyległych kurtyn i sąsiednich bastionów.
W wyniku budowy pasa bastionów powstaje system umocnień, w którym każdy obiekt fortyfikacyjny osłania ogniem sąsiednie i sam jest przez nie osłaniany.
Gdy opisana wyżej koncepcja twierdzy bastionowej ostatecznie zwyciężyła wstecznictwo z jego kamiennymi murami i wysokimi wieżami, pozostało jedynie opracować optymalne profile wału i zarys bastionu. Zajęli się tym matematycy (w tym wspomniany wyżej Dürer). Opracowano kilka systemów proporcji i sposobów wytyczania bastionów dla twierdz o różnych rozmiarach i kształtach, przy czym każdy z twórców uważał się za autora idealnej formy frontu bastionowego. Fascynacja matematycznymi metodami projektowania twierdz przybrała nawet nieco przerysowane formy, gdyż w pogoni za „poprawną” geometrią fortyfikatorzy niekiedy nie uwzględniali naturalnej rzeźby terenu, jakby ilustrując porzekadło „na papierze wszystko szło gładko, tylko o wąwozach zapomniano”.
Chcesz pokoju — szykuj się do wojny
Powinniśmy jednak wrócić do Królewca i historii jego fortyfikacji. Wojnę trzydziestoletnią, w której państwa, które przyjęły protestantyzm, stawiły czoła lidze państw wyznania katolickiego, historycy nazywają czasem „prawdziwą pierwszą wojną światową”. Jest w tym ziarno prawdy, gdyż choć nie wszystkie państwa Europy wzięły w niej zbrojny udział, to tak czy inaczej dotknęła ona wszystkich ziem europejskich. Podobnie jak po dwóch wojnach światowych w XX stuleciu, po wojnie trzydziestoletniej ustanowiono nowy powojenny porządek świata — system westfalski.
W tej wojnie Księstwo Pruskie, w którym rządziła już brandenburska dynastia Hohenzollernów, stanęło przed dylematem: jako państwo luterańskie Prusy powinny były poprzeć protestantów, a jako lennik Polski — ligę katolicką.
Dlatego książę w Prusach, a zarazem elektor brandenburski Jerzy Wilhelm zrobił wszystko, co możliwe, by uniknąć działań wojennych i zachować neutralność. Udało się to tylko częściowo. 6 lipca 1626 roku w Piławie (dzisiejszy Bałtyjsk) niespodziewanie wylądował szwedzki desant liczący 8000 żołnierzy. Dowodził nimi jeden z głównych bohaterów tej wojny — król szwedzki Gustaw II Adolf. Jego celem było opanowanie bałtyckiego wybrzeża Polski, co pozwoliłoby uczynić z Morza Bałtyckiego morze wewnętrzne sprzymierzonych państw protestanckich. Sam Królewiec właściwie go nie interesował, gdyż Gustaw Adolf z góry uznał go za swoje miasto na zapleczu. Zdziwiło go przy tym, że stolica Księstwa Pruskiego w czasie powszechnej wojny jest zupełnie nieprzygotowana do obrony. To właśnie król szwedzki przekonująco (czyli grożąc działaniami wojennymi) nalegał, by książę natychmiast rozpoczął budowę nowoczesnych umocnień wokół miasta, aby nie przeszło ono bez oporu w ręce jego przeciwników. Istnieje wprawdzie i inny pogląd, według którego książę podjął decyzję o budowie twierdzy samodzielnie, ponieważ zarówno strona polska, jak i szwedzka nieustannie groziły zajęciem miasta, gdyby neutralność Prus nie była przestrzegana. Obliczenia obwodu wałowego wykonał królewiecki matematyk Johann Strauß. Projekt budowlany — architekt Konrad Burk. Pracami budowlanymi kierował burgrabia Abraham zu Dohna.
Obwałowanie miasta w zasadzie ukończono przed jego śmiercią w 1631 roku, ostatecznie zaś pas bastionów był gotowy w 1634 roku.
Czym zatem była nowa „zbroja” Królewca? Po pierwsze, zauważmy, że twierdza wyszła duża. Być może nawet jedna z największych w Europie. Twierdza składała się z 26 bastionów, ośmiu półbastionów i dziewięciu bram miejskich. Według szacunków historyków wojskowości do jej obrony potrzebny był garnizon liczący 15 tysięcy żołnierzy. Takiej armii nie było w całym księstwie. (Pełnowartościowy garnizon pojawił się w Królewcu dopiero 100 lat później, za króla Fryderyka Wilhelma I.) Wały i bastiony twierdzy były drewniano-ziemne, bez jakichkolwiek pomieszczeń podziemnych. Wiele bram nosiło znane nam nazwy: Rossgarteńska, Sackheimska, Frydlandzka, Brandenburska, Ausfallska. Znajdowały się one stosunkowo niedaleko od jednoimiennych, lecz zbudowanych znacznie później bram drugiego obwodu wałowego, które zachowały się do naszych czasów. Brama Steindammska stała dokładnie przed obecnym wejściem do centrum handlowego „Jewropa”, zwróconym ku ul. Czerniachowskiego. Brama Ausfalltor („Brama Wypadowa”) — w miejscu skrzydła gmachu KJuI, wychodzącego na ul. Generała Butkowa. Brama Holländerbaum („Holenderska Belka”) — na nabrzeżu Marszałka Bagramiana przed wjazdem na most dwupoziomowy. Brama Brandenburska — na ul. Żeleznodorożnej przed budynkiem centrum sortowniczego „Poczty Rosji”. Brama Frydlandzka — na ul. Dzierżyńskiego, gdzie dziś znajduje się rozwidlenie nowego mostu estakadowego. Brama Neue Sorge — w miejscu prawego skrzydła koszar „Kronprinz”. Brama Tragheimska — na skrzyżowaniu ulic Czerniachowskiego i Gorkiego.
Brama Rossgarteńska i Sackheimska znajdowały się w tym samym miejscu, w którym przywykliśmy je oglądać dzisiaj. W 1765 roku przebito jeszcze jedną bramę, nazwaną najpierw Gąbińską, a od 1811 roku Królewską.
Bramy miejskie były umocnionymi murowanymi budowlami z przejazdem, nakrytymi czterospadowym dachem z dachówki. Przy bramie znajdowało się kazamatowe pomieszczenie dla straży. Bastiony obwałowania miejskiego nie miały własnych nazw. Odnosząc to do współczesnego planu miasta, pas bastionów biegł wzdłuż ulic: Czerniachowskiego, Generała Galickiego, Generała Butkowa, Żeleznodorożnej, Olsztyńskiej, Oktiabrskiej i Litowskiego Wału. Na wyspie Lomse (Oktiabrskiej) jakiekolwiek odniesienie wału obronnego do dzisiejszych ulic jest trudne.
Twierdza w twierdzy
Zwieńczeniem budowy obwodu wałowego było wzniesienie w 1657 roku twierdzy (fortu) Friedrichsburg. Inicjatorem budowy był książę pruski i elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm, znany jako „Wielki Elektor”. W latach jego panowania nie tylko uzyskano niezależność księstwa od Korony Polskiej, ale też zaostrzyła się walka o władzę z miejską szlachtą. W istocie ważyło się, czy Prusy staną się monarchią absolutną, czy też, na wzór Polski, przekształcą się w „rzeczpospolitą szlachecką”. Ponieważ cała walka o władzę rozgrywała się w Królewcu, budowa fortu miała właśnie utemperować władze miejskie.
Zbudowany według wszystkich kanonów ówczesnego zarysu bastionowego fort stał się kluczem do miasta od strony morza. Odtąd żaden statek nie mógł wpłynąć do portu miejskiego, nie znalazłszy się na celowniku jego groźnej artylerii.
Tym bardziej że przy forcie urządzono zaporę bonową — Holländerbaum, czyli „holenderską belkę”. Druga taka zapora — „litewska belka” — zamykała miasto w dole rzeki. W ten sposób w razie niepokojów i buntów miasto znajdowało się w stanie oblężenia bez szczególnych dodatkowych wysiłków ze strony księcia.

Fort Friedrichsburg na mapie z 1815 roku.
Fort Friedrichsburg miał klasyczny dla ówczesnej fortyfikacji kształt regularnej figury geometrycznej — kwadratu. W każdym jego narożniku znajdował się bastion. Strona przeciwległa do Pregoły była dodatkowo osłonięta trójkątnym rawelinem. Projekt fortu opracował Christian Otter, matematyk wykształcony w Albertynie, który stał się jednym z ojców tak zwanego „holenderskiego systemu fortyfikacji”. Cztery bastiony fortu miały własne nazwy: Rubin, Szmaragd, Diament i Perła. Wykonano je zaś z drewna i ziemi. Wewnątrz twierdzy znajdował się dziedziniec, służący do zbiórek i ćwiczeń żołnierzy garnizonu. Wyjątkowo korzystne położenie fortu sprawiło, że gdy w XIX wieku pojawiła się kwestia rozbiórki umocnień wałowych i budowy nowego pierścienia bastionowego, Friedrichsburg jako jedyna z dawnych budowli pozostał na swoim miejscu, przechodząc jedynie gruntowną przebudowę. Obecnie z twierdzy pozostała brama wjazdowa, zbudowana w 1852 roku podczas przebudowy fortu.
Dla historii Rosji fort Friedrichsburg jest godny uwagi dlatego, że w 1697 roku w jego murach podoficer pułku Preobrażeńskiego Piotr Michajłow, znany nam lepiej jako Piotr Wielki, celująco zdał egzamin ze strzelania z moździerzy, za co później, już po powrocie do Moskwy, otrzymał świadectwo uznające go za „doskonałego w miotaniu bomb, ostrożnego i biegłego artystę ogniowego”.
Historycy fortyfikacji zapewniają, że fort Friedrichsburg stał się później w zamysłach Piotra pierwowzorem Kronsztadu — twierdzy będącej kluczem do Petersburga. W każdym razie widać w tym pewną logikę.
Wydając polecenie rozpoczęcia budowy pierścienia wałów, Jerzy Wilhelm raczej nie mógł przypuszczać, że tak potrzebna miastu budowla wojskowa w istocie nie odegra w jego losach żadnej roli. A ściślej — żadnej zauważalnej roli wojskowej. W czasie istnienia pierwszego obwodu wałowego obca armia trzykrotnie gościła w Królewcu. Za każdym jednak razem sytuacja układała się tak, że to, czy Królewiec zazna wszystkich trudów oblężenia, czy też jego burmistrz przyniesie klucze do miasta i fortu Friedrichsburg dowódcy nadciągających wojsk (jak to się stało w styczniu 1758 roku, gdy pod miasto podeszła armia rosyjska), nie miało dla dalszego przebiegu działań wojennych żadnego znaczenia. W 1807 roku, po klęsce armii rosyjskiej pod Frydlądem, twierdza Królewiec po raz pierwszy od wielu lat najeżyła się przeciwko wojskom napoleońskim, ale dokładnie na jeden dzień. Komendant twierdzy 14 lipca rozkazał garnizonowi zająć pozycje obronne na mocno już rozmytych ziemnych bastionach, ale już 15 lipca otrzymał rozkaz poddania miasta i dołączenia do wycofującej się armii rosyjskiej. Pomiędzy tymi wydarzeniami doszło do niewielkiego ostrzału miasta przez artylerię francuską, który nie wyrządził mu znaczących zniszczeń. Jeszcze ciszej i już zupełnie bez walki w styczniu 1813 roku Francuzi opuścili twierdzę Królewiec, a w ślad za nimi do miasta weszły rosyjskie oddziały Wittgensteina. Na tym wojenna historia umocnień ziemnych się zakończyła. A najlepszym tego potwierdzeniem stała się budowa w 1813 roku na jednym z bastionów Obserwatorium Królewieckiego. Symboliczne? Chyba tak. Podobnie symboliczne jest i to, że ulubiona trasa spacerów Immanuela Kanta, nazwana Groblą Filozofów, wiodła akurat obok bastionów fortu Friedrichsburg. Prawda, że o wiele przyjemniej jest uświadomić sobie, że nasze miasto było cytadelą filozofii, astronomii i matematyki, a nie tylko „gniazdem pruskiego militaryzmu”?
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

