LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
Określić charakter tego czy innego miasta jest dość trudno, a jednak nie obawiajmy się stwierdzić, że główną cechą Królewca jest jego uniwersalność. Można tu znaleźć wszystko: każde rzemiosło, każdy rodzaj sztuki, dziedzinę nauki, zobaczyć wszelki sposób życia, spotkać mnóstwo nurtów politycznych i religijnych. Jednak z powodu pewnej odrębności miasta ta uniwersalność jest nieco ułomna. Dlatego Królewiec można opisać jako miasto, w którym wszystko istnieje w formie „prawie”.
To prawie rezydencja dworska, ponieważ mieszkali tu — i niekiedy długo — książęta, elektorzy, królowie. To prawie miasto przemysłowe, ponieważ jest tu kilka dużych fabryk. To prawie wielki port morski, ponieważ dwu- i trzymasztowe żaglowce mogą wpływać do jego centrum, choć prawdziwy port — Piława — znajduje się siedem mil stąd. To miasto prawie bogate, ponieważ mieszka w nim mnóstwo bardzo zamożnych mieszczan i bardzo majętnych kupców. To prawie twierdza, ponieważ przynajmniej tak nazywa się niewielki fort w okolicy rzecznej komory celnej Holländer Baum i tak dalej.
Tak więc charakter Królewca jest uniwersalny. Do dziś pielęgnuje i hołubi on wiele archaicznych obyczajów, ale w równym stopniu jest otwarty na najśmielsze innowacje.
Tak oto można tu jeszcze zobaczyć fizjonomie należące do okresu sprzed najazdu francuskiego: rumiane twarze o szaroniebieskich oczach, siwych, często pudrowanych włosach. Panów tych cechuje solidność, noszą bardzo przyzwoite ubrania, nader wygodne i rozpoznawalne po niezbyt szerokiej białej chustce na szyi z prostą małą kokardką. To ludzie rozsądni, małomówni, niezawodni, swego rodzaju kantowscy racjonaliści zarówno w kwestiach religijnych, jak i politycznych. Ich żony im dorównują, z tą tylko różnicą, że w swoim ubiorze kobiety jednak starają się podążać za aktualnymi trendami mody. Poza tym twarze tak samo czerwone, oczy tak samo szaroniebieskie, maniery tak samo prostoduszne, charakter tak samo rzeczowy, a sposób myślenia całkowicie praktyczny.
Ale zarazem mamy też młodych ludzi ubranych według ostatniego krzyku żurnali: noszą długie, obcisłe pantalony, jakby gotowi do konnej jazdy, krótkie palta i żółte rękawiczki, mają białe mankiety, czarne krawaty i nieodłączną lornetkę, zwisającą nad równie obowiązkową jedwabną kamizelką. Jeden z nich ostrzyżony jest według najnowszej mody, a u innego wygląd zmienia się co cztery tygodnie: to sumiasta broda, to bujne wąsy, to obfitość ciasnych loków na głowie, które wkrótce ustępują miejsca rozczochranej lwiej grzywie — żadna nowinka nie powinna peszyć młodego człowieka, który chce być godny dziewiętnastego wieku!
Ale Królewiec, mając nordycką mentalność, w ogóle nigdzie się nie spieszy i nie będzie od razu zachwycał się czymś nowym. Pośpiech nie leży w jego naturze.
O, to miasto nie spieszy się z sądami i wnioskami. Potrzeba trochę czasu, by Królewiec coś przyjął, nazwał swoim. A jeśli to nowe choćby w czymś przeczy rozsądnej prostocie, to z pewnością zabrzmi bardzo lubiane przez królewczan powiedzonko: „Ach, maake Se mi doch nich tom Narre!" — „Nie róbże ze mnie durnia!”
To zdanie słychać w Królewcu wszędzie, z przyjemnością powtarzają je tu wszyscy: i przekupka na Rybnym Rynku, i żebrak przy Bramie Tragheim, i szacowny profesor, i ładniutka służąca, która chce pokazać żołnierzowi, próbującemu nawiązać z nią romans, że nie w ciemię bita.
Królewczanina tak łatwo nie oszukasz: „Ach, maake Se mi doch nich tom Narre!"
Litewskie ślady
Obok żydowskich i polskich cech Królewca w dawnych czasach bardzo wyraźne były tu nuty litewskie, ale teraz prawie zniknęły. Na samej Litwie w szybkim tempie postępuje germanizacja, tak że i tam stopniowo wymiera swoisty język litewski i pieśni ludowe dajny, z których wiele zebrał i przetłumaczył zmarły radca konsystorski Rhesa (Jalrath Rhesa) z Królewca.
Jednak przy uniwersytecie do dziś istnieje seminarium litewskie, w którym uczą się nie tylko Litwini, ale i Mazurzy. Na mapie położenie Litwy Mniejszej można określić po jej stolicy Gumbinnen [obecnie miasto Gusiew, obwód kaliningradzki], głównym miastem ojcowizny Mazurów jest Lyck [obecnie miasto Ełk, Polska]. Mazurzy to nie pruskie czy litewskie, lecz słowiańskie plemię, które, podobnie jak Litwa, ma wyraźnie zaznaczoną własną tożsamość.
Litwina i w naszych czasach wciąż łatwo rozpoznać po stroju.
Chodzi w dość długim granatowym lub białym palcie na podszewce z jasnoniebieskim lub jasnozielonym pasem, tak zwanym „passem” (der Paß). Zwykle ma gęste i długie kasztanowe włosy i niewielkie wąsy. Latem nosi kapelusz, zimą czapkę-uszankę w kształcie hełmu, która jest bardzo praktyczna. Nazywa się ją tu zwykle czapką litewską. Litwin nosi swoje rzeczy albo w plecionym koszyku, zwanym „liszke” (Lischke), który wisi na sznurze owiniętym wokół jego tułowia, albo w pudełku w rękach, które nosi nazwę „pandel” (Pandel). Takie pudełka wyrabia się tysiącami w ziemiankach nad Pregołą koło Niebieskiej Baszty. Wizerunek Litwina można zobaczyć w mieście na szyldach fabrykantów mydła, zapewne dlatego, że otrzymują oni większość surowca z Litwy, a może dlatego, że ich klientami są Litwini.
Nie udało mi się poczynić żadnych obserwacji co do wpływu języka litewskiego na niemiecki. Pamiętam tylko jedno zabawne zdarzenie. W polskim kościele student teologii wygłaszał kazanie w języku polskim. Sam był Litwinem. Początek kazania wygłosił po polsku. Ale potem student się rozkręcił, spłynęło na niego natchnienie i przeszedł na litewski, w którym dokończył całe kazanie. Polscy parafianie uznali, że ich młody duchowny zapewne mówił po francusku.
LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

