LIST
Czcigodnemu mężowi i miłującemu Chrystusa bratu Wernerowi von Orseln, mistrzowi szpitala Najświętszej Marii Domu Niemieckiego w Jerozolimie, brat Piotr z Dusburga, sługa świętego dzieła tegoż [domu. — W. M.], wyraża należne posłuszeństwo i przesyła pozdrowienie. Jasne jest dla każdego, kto patrzy, z jakim starannym namysłem i przemyślaną starannością dawni i święci ojcowie szczegółowo opisali przedziwne czyny Pana naszego Jezusa Chrystusa, dokonane przez Niego samego lub przez Jego sługi, ku Jego chwale i czci oraz ku zbudowaniu obecnego i przyszłego pokolenia. Zważali oni też na owe słowa Tobiasza, że chwalebnie jest ogłaszać dzieła Boże. Poszedłem ich śladami, aby nie zostać wrzuconym w ciemności zewnętrzne jak nieużyteczny i niegodny sługa, który zatrzymał dla siebie talent powierzony mu przez pana, i bitwy, które przez nas i naszych poprzedników, braci naszego zakonu, zwycięsko były toczone, spisałem i zebrałem w tej księdze, którą umyślnie przesyłam do Waszego rozpatrzenia, pokornie prosząc (albowiem nikt nie może w pełni ocenić samego siebie), abyście w miarę możności ją sprawdzili, a jeśli znajdzie się w niej coś, co godne jest poprawienia, by zostało poprawione, i tak poprawiona stała się własnością wszystkich, aby zawarte w niej wydarzenia każdego roku pozostały w pamięci potomnych. Napisano i Ukończono w roku od Wcielenia Pańskiego 1326.
PROLOG
Znaki i cuda uczynił nade mną Najwyższy. Przeto przystoi mi głosić Jego znaki, gdyż są wielkie, i Jego cuda, gdyż są potężne. Daniela. III.
Słowa te należały do Nabuchodonozora, króla babilońskiego; gdy Daniel i jego stronnicy, którzy wydali ciała swoje, aby nie służyć i nie oddawać pokłonu żadnemu bogu oprócz Boga, w którego wierzyli, zostali związani wrzuceni do pieca, w którym płonął ogień siedmiokroć większy niż zwykle, on, ujrzawszy, że płomienie wznoszące się nad piecem na 49 łokci spaliły jego sługi, Daniela zaś i jego stronników wcale nie tknęły ani nie wyrządziły im żadnej szkody, rzekł: znaki i cuda itd. Pasują jednak te słowa do autora tej księgi, który, ujrzawszy w postaci świętej wspólnoty braci szpitala Najświętszej Marii Domu Niemieckiego w Jerozolimie tak wielkie znaki i tak niezwykłe, od wieków niesłychane cuda, które w ziemi pruskiej miłościwie raczył uczynić Najwyższy przez wspomnianych braci, nielękających się wydać ciał swoich na śmierć w obronie wiary, mógł powiedzieć: znaki i cuda uczynił nade mną Najwyższy itd. Ponieważ zaś napisano w Ewangelii: aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie, przeto ku chwale i czci imienia Jezusa Chrystusa i ku zbudowaniu obecnego i przyszłego pokolenia upodobało mu się głosić znaki Boże, gdyż są wielkie, i cuda Jego, gdyż są potężne. Znaki wielkie: powiedziano w Dziejach Apostolskich, że Szczepan, pełen wiary i mocy, czynił wielkie znaki. I niechaj nie ulega wątpliwości, że i bracia Domu Niemieckiego pełni byli wiary i mocy, kiedy oni, nieliczni, podbili tak silny, dziki i niezliczony lud pruski, którego nawet wielu władców, choć nieraz próbowało, żadną miarą nie mogło ujarzmić. Niech nie będzie też pominięty milczeniem ów wielki znak, że wojna była prowadzona przez wyżej wspomnianych braci tak pomyślnie, iż w ciągu jedenastu lat od dnia ich wkroczenia do ziemi pruskiej władczo podbili i nawrócili na wiarę chrześcijańską pogan, którzy zajmowali ziemię chełmińską i Lubawę, oraz te ludy, które żyły w ziemiach Pomezanii, Pogezanii, Warmii, Natangii i Barcji, wznosząc tam liczne umocnienia, miasta i zamki, których liczba i nazwy zostaną podane niżej. Oto jaki wielki znak ukazał się na niebie Kościoła walczącego. Naznacz zaś, dobry Jezu, sługi Tobie oddane, przez które raczyłeś uczynić tak wielkie znaki, aby zadrżeli i ulękli się znaków Twoich poganie żyjący na krańcach ziemi. Przystoi mu również głosić cuda Jego, gdyż są potężne. Pamiętnymi uczynił cuda swoje miłosierny i hojny Pan za pośrednictwem wspomnianych braci, jak gdyby prawdziwie można było powiedzieć o nich to, co napisano o ludzie izraelskim po wyjściu z Egiptu: niech chwalą Pana za Jego łaskawość i za Jego cudowne dzieła dla synów ludzkich, albowiem nasycił duszę spragnioną i duszę łaknącą napełnił dobrami. Aby zrozumieć, dlaczego dusza, to jest życie braci, niegdyś spragniona i łaknąca, teraz jest nasycona dobrami ziemskimi, trzeba pokazać coś z tego, czego brakowało w przeszłości, a czego jest obfitość w teraźniejszości, aby w takim przeciwstawieniu jedno drugiemu wiele wyjaśniły. Od samego początku bracia, aby łatwiej zwyciężać wrogów wiary, ze wszystkich sił duszy dążyli do zdobycia mocnych koni, solidnego uzbrojenia, potężnych umocnień, i nikt im tego nie dawał; o odzienie i pożywienie troszczyli się tylko o tyle, o ile było to niezbędne do życia. Idąc za przykładem życia i nauki Zbawiciela naszego, który rzekł: „Jeśli kto chce iść za mną, niech zaprze się samego siebie i weźmie krzyż swój, i idzie za mną”, zapierali się siebie w tym, że jeśli byli szlachetnego rodu, posiadali bogactwa, byli wolni duchem, to jednak mało cenili zaszczyt swej szlachetnej krwi, pokornie miłując to, co skromne i najskromniejsze, czym nie przyozdabiali swego stanu stosownie do światowej godności; i obrawszy prawdziwe ubóstwo, wyrzekli się własnych pragnień; i tak w imię Chrystusa związali swe życie z różnymi niezliczonymi niewygodami, niebezpieczeństwami, troskami i niepokojami. I ponieśli swój krzyż, i poszli za Chrystusem, albowiem każdego dnia i każdej godziny gotowi byli przyjąć zniewagę i karę śmierci w obronie wiary. Ubierać się w piękne szaty, w czym kryje się grzech pychy, uważano u nich za hańbę. Jedni z nich zamiast koszuli nosili włosiennicę, inni — pancerz, tak że każdy wraz z prorokiem mógłby powiedzieć: „Ja, gdy oni chorowali, to jest poganie, przyodziewałem się w wór”. Także z płóciennych worków, w których przewożono dla nich morzem mąkę, robili płócienne odzienie, w które z radością się ubierali. Jadło zaś ich i napój były niezwykle skąpe. Wydzielano bowiem na wagę i miarę, tak że prawdziwie mogliby powiedzieć wraz z prorokiem: „Karmiłeś nas chlebem łez i poiłeś łzami w wielkiej mierze”. Ziściło się w nich to, co Pan rzekł przez Izajasza: „Da ci Pan chleb w utrapieniu i wodę w niedostatku”. Nieraz zmuszali ich krewni, którzy przy zwyczajnej wstrzemięźliwości braci nie mogli oddać im należnej usługi, do przyjmowania mięsa za pokarm, od którego w wyznaczonym czasie z umartwioną duszą i radosnym obliczem się powstrzymywali. Napój i pożywienie braci i drużyny były tak skąpe, że barwę i zapach chleba czy bobu ledwie można było rozróżnić ludzkim wzrokiem i powonieniem. To i wiele innych rzeczy, o których długo trzeba by pisać, cierpliwie znosili w swych chatach i lepiankach. Ile zaś trudów i niedostatków znosili w wyprawie, kiedy wyruszali na wojnę z poganami, wie Ten, któremu wszystko jest wiadome. Ziściło się w nich to, co apostoł, mówiąc o świętych męczennikach, napisał do Hebrajczyków: inni zaś byli zamęczeni, inni doznali zniewag i chłosty, a także więzów i więzienia; byli kamienowani, przerzynani piłą, poddawani torturom, umierali od miecza, tułali się w owczych i kozich skórach, cierpiąc niedostatek, ucisk i udręki; ci, których świat nie był godzien, błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi.
Tu wymienione są niedostatki, które niegdyś znosili bracia, w których dusza ich była spragniona i łaknąca. Jeśli chcesz wiedzieć, jak doszli do dostatecznej obfitości budowli, koni, broni, jadła, napoju i pomnożenia wszystkiego, co niezbędne do ludzkiego życia braci i ich ludzi, otwórz oczy swoje i patrz; wszystko otworzy się przed twoim wzrokiem. I niech chwalą Pana za Jego łaskawość i za Jego cudowne dzieła dla synów ludzkich, albowiem skruszył bramy miedziane i połamał żelazne zawory. Oto cuda potężne, jak przez wspomnianych braci wszyscy poganie zamieszkujący ziemię pruską, o których niezliczonym mnóstwie będzie mowa niżej, zostali zniszczeni, a miedziane bramy ich grodów i twierdz skruszone, i żelazne zawory połamane; i tak Pan odwiódł ich z drogi nieprawości, i zostali poniżeni z powodu swej nieprawości. I niech chwalą Pana za Jego łaskawość i za Jego cudowne dzieła dla synów ludzkich! Niech składają Mu ofiarę chwały. Zważ, jak bracia, niczym Juda Machabeusz, oczyścili święte miejsca ziemi pruskiej, które poganie przedtem skalali bałwochwalstwem, i składa się w nich codziennie Panu ofiarę chwały i czci. Przyjmij więc, dobry Jezu, tę ofiarę za cały lud Twój i zachowaj to dziedzictwo, i uświęć je. I niczym Dawid ustanowili także kapłanów i codziennie chwalili Boga. Tak oto widać, jakie wielkie znaki i potężne cuda uczynił Najwyższy przez wspomnianych braci w ziemi pruskiej; a to, co o nich mówiono, zostanie ukazane niżej. Ponieważ jednak w dniach ostatecznych nastaną czasy ciężkie; i ludzie będą samolubni, szukający tego, co należałoby do nich, a nie do Jezusa Chrystusa, to z powodu wzrostu nieprawości oziębnie miłość wielu. Przeto, najmiłosierniejszy Jezu, wlej w nich zdrowy rozsądek, aby nie zasmucili ducha, którym zostali opieczętowani; odnów znaki i uczyń nowe cuda, i wybaw ich mocą cudów Twoich, i daj chwałę imieniu Twojemu, i niech się zawstydzą wszyscy, którzy czynią zło sługom Twoim, i niech się zawstydzą z całą swą potęgą, a siła ich niech zostanie skruszona; i niech poznają, że Ty jesteś Pan jedyny i chwalebny na całym świecie.
O UKŁADZIE TEJ KSIĘGI
Układ tej księgi będzie taki. Po pierwsze, opiszę, w jakim czasie, przez kogo i jak został założony zakon Domu Niemieckiego; po drugie — kiedy i jak wspomniani bracia weszli do ziemi pruskiej; po trzecie — o bitwach i innych rzeczach, których dokonano we wspomnianej ziemi; z tych wydarzeń nieliczne widziałem sam, o innych słyszałem od tych, którzy je widzieli i brali w nich udział, pozostałe zaś to te, o których opowieści uznałem za wiarygodne. Po czwarte, wspomnę na końcu papieży i cesarzy panujących w czasie ustanowienia tego zakonu oraz niektóre godne uwagi wydarzenia, które zaszły w tym czasie. Ponieważ jednak zdaję sobie sprawę, że nie starczy mi sił, by dokonać tego dzieła, zwłaszcza że podobne wydarzenie niemal już zniknęło z pamięci ludzi obecnie żyjących, a bez Boga nie mogę uczynić nic , przeto błagam Cię, dobry Jezu, w którym ukryte są wszystkie skarby mądrości i wiedzy, abyś odsłonił tajemnice nie tylko przyszłe, lecz także obecne i minione. Oświeć łaską ducha Twego mój rozum i daj mi wymowę i mądrość do rychłego ukończenia tego dzieła, aby ci, którzy usłyszą o wielkich Twoich znakach i cudach potężnych, w niej zawartych, ufali Tobie, sławili Cię i wychwalali, abyś Ty, od którego — wszystko, przez którego — wszystko, w którym — wszystko, był wywyższony ponad wszystko, żyjący i królujący na wieki wieków. Amen.
Część I
O POCZĄTKU ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
PRZEDMOWA DO USTANOWIENIA ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
Mądrość zbudowała sobie dom, wyciosała siedem jego słupów. Księga Przysłów Salomona, IX. Chociaż słowa te należały do Salomona, nazywającego Syna Bożego mądrością Ojca, w związku z czym apostołowie mówią: „Dla samych zaś powołanych, Żydów i Greków, głosimy Chrystusa, moc Bożą i mądrość Bożą”; i w psalmie: „Wszystko uczyniłeś mądrze”, to jest w Synu, który, przyjąwszy ludzką postać, wzniósł po swej śmierci ku swej chwale i czci dom Kościoła walczącego i wyciosał siedem słupów, to jest siedem przykazań, którymi jest on podtrzymywany; mogą one jednak być słowami świętej matki Kościoła, która pana papieża Celestyna III nazywa mądrością, albowiem na ziemi zamiast Syna Bożego działa on według słów Eklezjastesa: „Mądrość odpowiada imieniu swemu”. Do niego bowiem zdąża Kościół powszechny, aby słuchać i oglądać jego naukę, jak królowa Saby — mądrość Salomona. Ten pan papież Celestyn III zbudował, to jest ustanowił i zatwierdził sobie i świętemu Kościołowi na pożytek dom, mianowicie święty Niemiecki Jerozolimski szpital Najświętszej Marii, i wyciosał siedem słupów, to jest siedmiu braci komturów, czyli preceptorów krajowych, mianowicie Inflant, Prus, Teutonii, Austrii, Apulii, Romanii i Armenii, którymi bracia wspomnianego zakonu są podtrzymywani, jak prawdziwy dom wsparty na wzniesionych słupach, tak że wielki mistrz i kapituła są fundamentem tego domu, komturowie, czyli preceptorzy krajowi — słupami, pozostali bracia — wszystkim, co się na nich wspiera. I tak pan papież upodabnia się do męża mądrego, który zbudował dom swój na skale, i może powiedzieć: „Ja umocniłem jego słupy”. Ponieważ jednak mówi się w Piśmie: duch ożywia, ciało nic nie pomaga, przeto należy postawić siedem takich duchowych słupów w tej świątyni, z których trzy, mianowicie: pokora, ubóstwo, czystość, tworzą stały porządek, a cztery pozostałe, mianowicie: skrucha, pokuta, przebaczenie i miłość, która zakrywa mnóstwo grzechów, — usuwają wszelkie niedbalstwo w zachowywaniu świętego obrzędu w imię niewzruszonej sprawiedliwości. Oto one — duchowe słupy, wyciosane ręką mądrości, w tym domu świętej pobożności, który wzniósł pan papież, tak że jeśli lunie deszcz chciwości i rozleją się rzeki zbytku, i powieją wiatry pychy, i uderzą nań, nie mógłby upaść; ponieważ jest założony na mocnej skale; a skałą tą jest Chrystus.
1. O USTANOWIENIU ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
W imię Pańskie amen. W roku od Wcielenia Jego 1190, w czasie gdy gród Akka był oblegany przez chrześcijan i z łaski Pana odbity z rąk niewiernych, byli w wojsku chrześcijańskim pewni pobożni ludzie z miast Bremy i Lubeki, którzy, będąc ludźmi niezdolnymi bez miłosierdzia i współczucia patrzeć na różne nieznośne niedostatki i niewygody chorych znajdujących się we wspomnianym wojsku, urządzili szpital w swoim namiocie, zrobionym z żagla statku nazywanego po niemiecku „koga”, gdzie, zebrawszy wspomnianych chorych, oddanie i pokornie im służyli i z dóbr zesłanych im przez Boga, oszczędnie z nich korzystając, miłosiernie ich leczyli, sądząc, że w osobie każdego chorego lub nędzarza przyjmują samego Chrystusa, który powie tym, co w Dzień Sądu będą po prawicy: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie” itd.; a gdy powiedzą: „Kiedy widzieliśmy Cię chorym?”, On odpowie: „Amen, powiadam wam, gdy pomagaliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie pomagaliście”. Oto jak Chrystus wszystkich chorych, kalekich i odtrąconych nazywa braćmi; i słusznie, bo On jest ciałem naszym i bratem naszym. Ponieważ jednak mówi apostoł: „Ja zasadziłem, Apollos podlewał, ale Bóg dał wzrost”; choć z tych słów wynika, że ani ten, kto sadzi, ani ten, kto podlewa, nie jest niczym, lecz wszystkim jest Bóg, który daje wzrost; to jednak ludzka gorliwość obok trosk o niedostatki powinna otoczyć opieką rośliny, które po dziś dzień przynoszą nowe obfite owoce, a w swoim czasie obiecują jeszcze obfitsze. Oto dlaczego, gdy pan patriarcha jerozolimski, sławny król Henryk Jerozolimski, arcybiskupi Nazaretu, Tyru i Cezarei oraz biskupi Betlejem i Akki, mistrz szpitala świętego Jana i mistrz domu templariuszy, i wielu braci obu domów, i wielu baronów Ziemi Świętej, mianowicie Rudolf z Tyberiady i pan Hugo, jego brat, i Rainald, pan Sydonu, i pan Aymar z Cezarei, i pan Jan z Ibelinu, i wielu innych z Królestwa Jerozolimskiego, a z Alemanii Konrad, arcybiskup moguncki, Konrad, biskup würzburski i kanclerz Cesarstwa Rzymskiego, Wolfger, biskup Pasawy, Gardolf, biskup halberstadzki, i biskup Zeitz, Fryderyk, książę szwabski, Henryk, palatyn reński i książę brunszwicki, Fryderyk, książę austriacki, Henryk, książę brabancki, stojący wówczas na czele wojska; Herman, palatyn saski i landgraf Turyngii, margrabia brandenburski Albrecht i Henryk von Kalden, marszałek cesarstwa, margrabia Konrad z Landsbergu, margrabia Dytryk Miśnieński, a także hrabiowie i możni, i mnóstwo szlachty ze wspomnianego wojska, ujrzawszy łaskawym okiem, że ten nowo zasadzony szpital z nadmierną obfitością przynosi owoce czci i chwały, i niewzruszenie ufając, że przy Panu dającym wzrost, rozpostarłszy swe gałęzie, wyda w przyszłości najbogatszą obfitość owoców, rada wszystkich wyżej wymienionych władców postanowiła, aby pan Fryderyk, książę szwabski, wysłał oficjalnych posłów do swego brata, najjaśniejszego pana Henryka VI, króla rzymskiego, przyszłego cesarza, aby ten wyprosił u pana papieża zezwolenie na ustanowienie i zatwierdzenie wyżej wspomnianego szpitala. Usłyszawszy to, papież, przychyliwszy się do prośby poselstwa z pobożnymi błaganiami, ustanowił we wspomnianym szpitalu, na wzór zakonu braci templariuszy, zakon szpitala jerozolimskiego nad ubogimi i niedołężnymi, nad duchownymi i rycerzami oraz pozostałymi braćmi i zatwierdził go w imię Pańskie, pozwalając braciom wspomnianego szpitala nosić biały płaszcz z czarnym krzyżem, i nadał wszystkie wolności, immunitety i odpusty, przyznane przez Stolicę Apostolską na znak czci wspomnianym domom szpitala i świątyni, aby korzystali z nich tak samo swobodnie jak tamci. Przystało bowiem, aby ci, którzy z pobożnym zamiarem pragną stać się równymi w dziełach męstwa, stali się równymi i w otrzymaniu apostolskiego błogosławieństwa. I tak został ustanowiony i zatwierdzony, i otrzymał liczne przywileje ten czcigodny zakon rycerski braci szpitala Najświętszej Marii Niemieckiego Domu Jerozolimskiego. To jest wybrana winorośl Pana Zastępów, którą Ty, Jezu Chryste, zasadziłeś i byłeś wodzem na drodze w jej oczach. Umocniłeś jej korzenie i napełniła ziemię; potem przeniosłeś ją i wypędziłeś pogan z ziemi pruskiej i Inflant, i zasadziłeś ją tam, i oto rozpostarła gałęzie swoje aż do morza i latorośle swoje aż do rzeki. To czcigodne rycerstwo nie tylko przez ludzi na ziemi zostało zatwierdzone, lecz także w wielu sprawach przeznaczone na obraz nieba i różnorodności ziemi. Czytamy bowiem w starych historiach, że wielki patriarcha Abraham ze sługami swymi walczył o uwolnienie swego bogobojnego brata, a gdy uwolnił niewinnego z niewoli i wracał, odniósłszy zwycięstwo nad królami, ofiarował mu król i kapłan Melchizedek dar chleba i wina z błogosławieństwem Boga najwyższego, dzięki którego ochronie wrogowie znaleźli się w jego rękach. Od tego czasu zaczęła się urzeczywistniać walka chrześcijan z buntami ludów, objawiając odtąd przez Ducha Świętego, jak bardzo z łaski tych, którzy zajmują najwyższe miejsce w Kościele, należy utrzymywać takich bojowników dla obrony kościelnego błogosławieństwa, wspierając ich szczególną przychylnością i zatwierdzając swymi odpustami i przywilejami uświęcenie dziedzictwa Ukrzyżowanego, powierzone tym rycerzom. Wydaje się, że to rycerstwo, stworzone na obraz nieba i ziemi, jest jedyne i najważniejsze, które zamiast Chrystusa będzie cierpieć przy zniewadze Jego krzyża i poświęci się sprawie odzyskania obiecanej Ziemi Świętej spod pogańskiego jarzma. Widział bowiem Jan Kościół walczący w obrazie nowego Jeruzalem, zstępującego z nieba od Boga, w którym walczą oni wraz z innymi zastępami mocy niebieskich, odpierając wszelką siłę przeciwną. Zaiste ta wizja przypomina nam, jacy rycerze winni wchodzić do Kościoła walczącego, których powołaniem powinno być odpieranie wrogiej Kościołowi tyranii niewiernych, umacniając ponad wszystko cele prawowiernych ludów według liczby i obowiązków aniołów Bożych. Zgodne jest z nią i świadectwo ziemi. Wszak za Mojżesza i Jozuego, i innych sędziów Izraela wojownicy Boży w nowej wojnie, którą wybrał Pan, ród Enaka i innych wrogich Ziemi Świętej mieszkańców, zjednoczonych wielką złością, wtargnąwszy na podobieństwo lwów, wytępili do szczętu, z wyjątkiem tylko tych, którym dla wychowania ludu Bożego przypadł los żyć pod jarzmem niewoli. A z biegiem czasu rosły jednocześnie zapowiedzi tej religii. Albowiem Dawid, mąż według serca Pana, który wywyższył się w królestwie prawowiernych, jako przenikliwy prorok przyszłości, dając jaśniejsze zapowiedzi tego rycerstwa, legiony Keretytów i Peletytów zamierzał uczynić członkami swego domu, którego sługami by się stali, ponieważ zgodnie z dosłownym znaczeniem ich imion uważano ich za strażników jego głowy, najwidoczniej po to, by, zniweczywszy zamachy na życie Dawida, cudownym ocaleniem ochronili poddanych. Objaśniają, że Keretyci zostali cudownie wytępieni, a Peletyci ocaleni. Albowiem gdy Dawid był prorokiem i sercem Ducha Świętego, przewidującym zarówno teraźniejszość, jak i przyszłość w pismach prawdy, w swym jasnowidzeniu oznajmił tłumom, że u samego kresu dziejów Chrystus postawi strażników na czele Kościoła, którzy, przeznaczając swe drogocenne dusze nie dla samych siebie, przepasaliby się po biodrach Jego świętym mieczem, aby, otoczywszy łoże Salomona, mocarze spośród mocarzy Izraela przegnali nocne strachy mrocznej niewiary z granic chrześcijańskich. Ukazała się też tej duszy godnej pochwały i cenionej przez Boga wojna Machabeuszy, którzy, żywiąc się na pustyni ziołami, aby nie stać się uczestnikami skalania, w imię prawa i pełni wiary Antiocha Epifanesa i korzeń grzechu, który usiłował nakłonić lud Boży do pogańskich obrzędów i jaskini rozpusty, podeptali z pomocą Bożą, aby oczyścić i odnowić świątynie, odzyskać ziemię Syjonu i przywrócić ziemi pokój. Ich wojnom ten święty zakon rycerski, mianowicie Dom Niemiecki szpitala Najświętszej Marii w Jerozolimie, gorliwie naśladując, zasłużył na to, by być ozdobionym sławnymi członkami, różnymi i ku chwale przeznaczonymi do spełniania różnych bogobojnych obowiązków. Są oni bowiem rycerzami i wojownikami wybranymi, którzy twardą ręką gromią wrogów w imię prawa ojczyzny. Są oni też wiecznym źródłem dobrodziejstw miłości, dającym schronienie cudzoziemcom, pielgrzymom i ubogim. Co więcej, to oni, będąc uosobieniem miłosierdzia, z płomienną duszą dają w klasztorach schronienie umęczonym i chorym, nie brzydząc się brudem. Wśród tych członków zaszczytne i bardzo pożyteczne miejsce zajmują duchowni, aby niczym iskry, biegnące przez życie w czasie pokoju, pobudzać świeckich do przestrzegania obrzędów i nawiedzać nabożeństwa, i sprawować sakramenty, a gdy chwytają za broń, udzielać komunii, to jest przypomnienia o życiu i śmierci ukrzyżowanego Pana, przygotowywać ich do męstwa rycerskiego, i tak od najdzielniejszego rycerza do najbardziej niedołężnego chorego, którego spokoju duszy strzegą i którego zejście umacniają, umocnieni w słodyczy ducha, pełnią swą posługę. Tak ten duchowny zakon, który na pożytek świętego Kościoła szybko się rozprzestrzenia, pozostając pod czujnym okiem różnych najwyższych duchownych, umocnił się i wywyższył licznymi przywilejami, immunitetami i wolnościami.
2. O BRACIE HENRYKU WALPOCIE, I MISTRZU SZPITALA ŚWIĘTEJ MARII DOMU NIEMIECKIEGO
Brat Henryk, zwany Walpot, I mistrz szpitala Najświętszej Marii Domu Niemieckiego w Jerozolimie, stał na jego czele wiele lat, zmarł w nony [kalendy] listopada i pochowany jest w Akce. Gdy mieszczanie Bremy i Lubeki, którzy, jak mówiono, byli pierwszymi założycielami tego zakonu, po wypełnieniu swego ślubu pielgrzymiego zamierzali wrócić do siebie, za radą pana Fryderyka, wspomnianego księcia szwabskiego, i innych możnych ludzi z Alemanii, uczestniczących w oblężeniu grodu Akki, przekazali mu wspomniany szpital ze wszystkimi darami i posiadłościami, których było wówczas niemało, gdzie wspomnianym niedołężnym wraz ze swymi braćmi pokornie służył i spełniał, co trzeba. Po zdobyciu zaś wspomnianego grodu Akki ten brat Henryk wybrał jedno miejsce w obrębie murów przed bramą świętego Mikołaja, na którym wzniósł kościół i szpital, i różne budynki, i tam służył Bogu wraz ze swymi braćmi i niedołężnymi. W tym kościele pochowany jest też książę Fryderyk Szwabski, zmarły w drodze pielgrzymki, albowiem jeszcze za życia wybrał tam miejsce kościelnego pochówku.
3. O BRACIE OTTONIE, II MISTRZU
Brat Otto, II mistrz, stał na czele zakonu wiele lat, zmarł w IV dniu przed nonami czerwca i pochowany jest w Akce.
4. O BRACIE HERMANIE, III MISTRZU
Brat Herman, zwany Bart, III mistrz, stał na czele zakonu wiele lat, zmarł w XIII dniu przed kalendami kwietnia i pochowany jest w Akce.
5. O BRACIE HERMANIE VON SALZA, IV MISTRZU
Brat Herman von Salza, IV mistrz, stał na czele zakonu długie lata, zmarł w IX dniu przed kalendami sierpnia i pochowany jest w Barletcie. Był wymowny, uprzejmy, mądry, przezorny, dalekowzroczny i sławny we wszystkich swoich czynach. Gdy po swym wyborze ujrzał tak niepewny stan zakonu, przysiągł w obecności niektórych braci, że oddałby oko, byle tylko jego zakon z czasem rozrósł się tak, by mógł mieć przynajmniej dziesięciu braci rycerzy. Lecz cóż uczyniłeś w tej sprawie Ty, o najdobrotliwszy Jezu, zawsze sprzyjający słusznym pragnieniom proszących i niestrudzenie, łaskawie wysłuchujący pobożnych ślubów? Czyż został on zawiedziony w swym pragnieniu? Bynajmniej. Przeciwnie, dałeś mu więcej, niż pragnęło jego serce. Albowiem z biegiem czasu tak rozwinął się kierowany przez niego zakon, że wkrótce po jego śmierci liczono we wspomnianym zakonie dwa tysiące braci ze szlachetnych rodów królestwa Alemanii. Wszak i ów jaśnie oświecony landgraf Turyngii, pan Konrad, z którego rodziny on się wywodził, gdy był jeszcze w świecie, z licznym dworskim rycerstwem wstąpił do wspomnianego zakonu. A za jego brata Hermana nadano zakonowi nowe przywileje, zarówno papieskie, jak i cesarskie. Albowiem przedziwne nadania w Apulii, Romanii, Armenii, Alemanii, na Węgrzech, mianowicie kraina zwana Burca, w Inflantach i Prusach zostały za niego zakonowi podarowane. Wszak tak wywyższył się zakon dzięki niemu, że niesłychane było od wieków, by jakakolwiek inna religia czy zakon tak rozwinęły się na tym świecie dzięki jednemu człowiekowi. I nic dziwnego. Albowiem tak łaskawy był dla niego Bóg, że był kochany przez wszystkich i prawdziwie można by o nim powiedzieć, że był umiłowany przez Boga i ludzi. Trzymał w swym ręku pana papieża i cesarza, nie mówiąc o innych władcach i możnych, i tak zjednał sobie ich dusze, że otrzymywał wszystko, o cokolwiek ich prosił dla czci i pożytku swego zakonu. Oto dlaczego stało się tak, że gdy Wenecjanie zostali surowo ukarani za bunt podniesiony przeciw cesarstwu, większą część Krzyża Świętego ofiarowali w charakterze szczególnego daru cesarzowi Fryderykowi II; ten zaś cesarz oddał ją wspomnianemu mistrzowi, który posłał ją w granice Prus, do zamku elbląskiego, gdzie po dziś dzień przechowywana jest w wielkiej czci ze strony chrześcijan z powodu mnóstwa cudów, które Pan przez nią zdziałał. Zdarzyło się też, że gdy między panem papieżem Honoriuszem III a cesarzem Fryderykiem II ujawniły się pewne ukryte nieporozumienia i obaj wprowadzili tego brata Hermana w sprawę, aby ich rozsądził, on, usłyszawszy to, odmówił, zapewniając, że byłoby wielce niestosowne, gdyby wziął na siebie sprawę władców całego świata, albowiem sam był człowiekiem skromnym i niewykorzystującym korzyści swego położenia. Oto dlaczego stało się, że sam pan papież i cesarz, aby otoczyć tego brata Hermana jeszcze większą czcią, nadali jemu i jego przyszłym następcom, mistrzom ustanowionego zakonu Domu Niemieckiego, godność książąt, a na znak tego księstwa pan papież ofiarował mu pierścień, cesarz zaś przyznał królewskie insygnia na jego chorągiew, i tak jeszcze nieraz doprowadzał między nimi do przyjaznych pojednań.
Część II
O PRZYBYCIU BRACI DOMU NIEMIECKIEGO DO ZIEMI PRUSKIEJ
1. O SPUSTOSZENIU ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ PRZEZ PRUSÓW
W czasie gdy ów szlachetny i sławny, najbardziej chrześcijański władca, książę Konrad, panował na Mazowszu, Kujawach i w Polsce, był pewien biskup z Prus, imieniem Chrystian, z zakonu cystersów, który nieraz siał wśród Prusów ziarno słowa Bożego, napominając ich, aby, porzuciwszy bałwochwalstwo, oddawali cześć prawdziwemu Bogu Jezusowi Chrystusowi. Ponieważ jednak ziarno to padło na jałową glebę, nie wydało żadnego owocu. Tak bowiem zatwardzieli w swych występkach, że żadne zbawienne napomnienia nie mogły odwieść ich od błędu ich niewiary. Jedno wszakże było w nich godne pochwały i pod wieloma względami ujmujące: choć byli poganami i czcili różnych bogów, to jednak żyli w pokoju z sąsiednimi chrześcijanami, nie przeszkadzali im czcić Boga żywego i w niczym nie wyrządzali im szkody. Lecz ów wróg rodzaju ludzkiego, zawistny wobec pokoju, odczekawszy niedługo, posiał kąkol. Podburzył ich bowiem do najokrutniejszych prześladowań, tak że po niewielu latach, częściowo wymordowawszy chrześcijan, niektórych pojmawszy w niewolę i uprowadziwszy w wieczne poddaństwo (tylko nieliczni z nich ocaleli ucieczką), Prusowie, całkowicie spustoszywszy ziemię chełmińską, obrócili ją w pustkowie.
2. O SPUSTOSZENIU ZIEMI POLSKIEJ
A ponieważ ten książę nie powstrzymywał podżegaczy i nie znalazł odpowiedniego środka przeciw ich wrogim wypadom i zamachom, przechodząc dalej do coraz gorszego, wpadali oni do ziemi polskiej z wielką siłą wojowników tyle razy i wyrządzali jej taką szkodę, że, spaliwszy domy, dorosłych mężczyzn przebijali mieczem, a kobiety i dzieci uprowadzali w wieczną niewolę; a jeśli zdarzało się, że jakaś brzemienna niewiasta, rodząc, nie mogła iść za nimi, zabijali ją; i wyrywając dzieci z objęć matek, często je uśmiercali, wbijając na pal. Tak więc spustoszyli ziemię do tego stopnia, że ze wszystkich umocnień i zamków jego księstwa pozostał mu tylko jeden zamek, stojący nad rzeką Wisłą, zwany Płock. Ponadto 250 kościołów parafialnych, nie licząc klasztorów duchownych regularnych i świeckich, kaplic, klasztorów męskich i żeńskich, wydali na pastwę ognia. Zabijając kapłanów i innych duchownych, tak regularnych, jak i świeckich, jednych poza kościołem, innych — wewnątrz, wielu przy ołtarzu, gdy służyli świętemu Ciału i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, same świętości na znak pogardy dla Boga, bez czci rzuciwszy na ziemię, deptali nogami. Zabrawszy kielichy, ampułki i inne naczynia kościelne oraz szaty przeznaczone do nabożeństwa, obchodzili się z nimi w sposób świętokradczy; dziewice poświęcone Bogu bezwstydnie wykorzystywali dla swej żądzy. A dla zwięzłości powiem, że nie starczy słów, by w pełni opisać, ile zła i obrzydliwości uczynili wierze i chrześcijanom.
3. O DARACH OFIAROWANYCH PRUSOM, ABY ZŁAGODZIĆ ICH OKRUCIEŃSTWO
Zanim wspomniana ziemia polska została tak gruntownie spustoszona, gdy jeszcze coś z niej pozostawało, ten książę został przez nich postawiony w tak beznadziejnym położeniu, że ilekroć wspomniani Prusowie wysyłali do niego swych posłów, żądając koni i pięknie barwionych szat, on żadną miarą nie ośmielał się im odmówić. Gdy zaś nie miał już czym ich zadowolić, zaprosił do siebie na ucztę szlachtę i innych wraz z ich żonami, a gdy oni, weseląc się, siedzieli za stołem, jedli i pili, potajemnie kazał podarować ich szaty i konie wyżej wspomnianym posłom pogan. I nie wyszło to nikomu na pożytek ani nie mogło złagodzić ich złości, albowiem spustoszyli wspomnianą ziemię, jak już powiedziano wyżej.
4. O BRACIACH ZAKONU RYCERZY CHRYSTUSOWYCH
Gdy więc wyżej wspomniany książę ujrzał, że ziemia jego popadła w tak żałosny upadek, a on nie może jej w żaden sposób obronić, za radą brata Chrystiana, biskupa pruskiego, i niektórych możnych ustanowił dla obrony swej ziemi braci zwanych rycerzami Chrystusowymi, z czerwonym mieczem i gwiazdą na białym płaszczu, którzy byli wówczas w granicach Inflant i wiele ziem pogańskich władczo poddali wierze chrześcijańskiej, a wyżej wspomniany biskup przyjął do wspomnianego zakonu pewnego wybitnego męża, imieniem Bruno, a wraz z nim czternastu innych. Następnie ten książę wzniósł dla tych braci zamek zwany Dobrzyń, od którego później zaczęto ich nazywać braćmi dobrzyńskimi, i dał im alod, czyli posiadłość, w ziemi kujawskiej, zwaną Sedlec. Ten książę i bracia umówili się na tych warunkach, że po równo podzielą między sobą ziemię pogan, którą zdołają sobie w przyszłości z pomocą Pańską podporządkować. Gdy dowiedzieli się o tym Prusowie, rozwścieczywszy się jeszcze bardziej, z ogromnym mnóstwem wojowników nieraz napadali na wspomniany zamek Dobrzyń i byli tak wrodzy tym braciom, że rzadko który z nich odważał się pokazywać poza zamkiem. I w końcu doszło nawet do tego, że czterech lub pięciu Prusów ośmielało się uprawiać rozbój w okolicach tego zamku.
5. O NADANIU ZIEMI PRUSKIEJ, CHEŁMIŃSKIEJ I LUBAWSKIEJ BRACIOM ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
W tym samym czasie zakon Domu Niemieckiego dzięki bratu Hermanowi von Salza, swemu mistrzowi, bardzo się rozwinął w pomnożeniu liczby braci, bogactw, władzy i czci, tak że wieść o jego dobrej sławie, rozchodząc się wszędzie, dotarła w końcu i do wiadomości wspomnianego księcia. To wlało w jego serce boskie natchnienie, że pragnie on wspomnianych braci zaprosić dla obrony swej ziemi, wiary i chrześcijan, z czego wynika, że bracia rycerze Chrystusowi, ustanowieni przez niego w tym celu, nie odnieśli w tej sprawie powodzenia. I zwoławszy swych biskupów i możnych, otworzył przed nimi swój umysł, prosząc, by dali mu w tym zdrową radę. Oni jednomyślnie poparli jego wolę, dodając, że z prawdziwych doniesień wiadomo im, iż wspomniani bracia to dzielni rycerze, od młodych lat zahartowani w bitwach, ponadto są uznani i przyjęci zarówno u pana papieża, jak i u cesarza i władców Alemanii, tak że niewzruszenie ufają, iż z łaski dla nich pan papież stanie się inicjatorem wyprawy krzyżowej na pomoc wspomnianej ziemi. Oto dlaczego wysłał oficjalnych posłów ze swymi listami do wspomnianego brata mistrza Hermana; gdy przedstawili przed nim i jego braćmi przyczynę swego przybycia, ów mistrz po wielu naradach i różnych rokowaniach, przeprowadzonych z jego braćmi o tej trudnej sprawie, w końcu, na polecenie pana papieża i cesarza Fryderyka II oraz władców Alemanii, którzy słowem i czynem obiecali mu w tym pomagać, spełnił prośbę wspomnianego księcia. Tak więc wspomniany mistrz posłał brata Konrada von Landsberg i jeszcze jednego brata swego zakonu do tego polskiego księcia, aby przeszli przez ziemię chełmińską i dowiedzieli się, czy poselstwo przybyło z jego woli. Gdy pod nieobecność księcia przybyli do Polski, nadciągnęło wojsko Prusów i spustoszyło ziemię polską ogniem i mieczem. Z tym wojskiem wspomniani bracia na rozkaz pani Agafii, żony księcia, zebrawszy wokół siebie mnóstwo Polaków, mężnie stoczyli bitwę, lecz Prusowie, stawiając opór ze swej strony (a Polacy uciekli po pierwszym starciu), śmiertelnie zranili wspomnianych braci i, pojmawszy i uprowadziwszy wodza wojska polskiego, zabili wielu ludzi. Wyżej wspomniana pani po bitwie kazała jednak przynieść z powrotem pozostałych na polu bitwy na wpół żywych braci i oddać ich pod opiekę medyków. Gdy zaś owi bracia wyzdrowieli, rozsądnie dokończyli powierzonego im poselstwa. Usłyszawszy o tym, wyżej wspomniany pan Konrad, książę polski, po dojrzałym namyśle, jak powiedziano wyżej, za radą, jednomyślną wolą i gorącą zgodą swej żony Agafii i swych synów Bolesława, Kazimierza i Siemowita, dał wspomnianym braciom Domu Niemieckiego, obecnym i przyszłym, ziemię chełmińską i lubawską oraz ziemię, którą zdołają z pomocą Bożą w przyszłości odzyskać z rąk pogan, ze wszystkimi prawami i użytkami, które on i jego przodkowie mieli, w wieczyste posiadanie, nie zachowując dla siebie w nich żadnych praw i własności, lecz zrzekając się słowem i czynem wszystkiego, do czego mógłby rościć sobie prawo on sam lub jego żona, lub dzieci, lub potomkowie. A aby ta darowizna była trwała i wieczna i aby nikt w przyszłości nie mógł jej odwołać, dał im listy opatrzone swymi pieczęciami. Stało się to około roku 1226 od Narodzenia Chrystusa w obecności niżej podpisanych świadków, mianowicie: Guntera mazowieckiego, Michała kujawskiego, Chrystiana, biskupów pruskich, prepozyta Gernolda, dziekana Wilhelma, starszego i młodszego komesa Pakosława z Dirsowii, kanclerza Jana, wicekanclerza Grzegorza i wielu innych wybitnych osób duchownych i świeckich.
6. O UTWIERDZENIU POWYŻSZEGO I O ZWRÓCENIU SIĘ PANA PAPIEŻA DO BRACI
Gdy zaś o tym spustoszeniu ziemi polskiej, dzięki głośnej skardze wspomnianego księcia, doszło do wiadomości Kurii Rzymskiej, najświętszy ojciec i pan papież Grzegorz IX, współczując mu i strzegąc się niebezpieczeństw w przyszłości, cały porządek, z braćmi Domu Niemieckiego ustalony rozumnie i według przyjętego obrzędu, zatwierdził w imię Pańskie, nakładając na wspomnianych braci, dla odpuszczenia grzechów, by pomścili zniewagę ukrzyżowanego Pana i odzyskali ziemię obiecaną chrześcijanom, zajętą przez pogan. I zagrzewając ich do boju, rzekł: „Przepaszcie się i bądźcie mężni, i gotowi do walki z tymi poganami, którzy zebrali się przeciw nam, aby zgubić nas i naszą świątynię, albowiem lepiej nam umrzeć w boju, niż patrzeć na nieszczęścia naszego ludu i świątyni”. I umacniając ich w hartowności ducha, pocieszał ich słowami Pana, który rzekł, zwracając się do synów Izraela: „Gdy wyjdziesz na wojnę przeciw wrogowi twemu i ujrzysz konie i rydwany, i lud liczniejszy niż ty, nie bój się ich, albowiem z tobą jest Pan, Bóg twój”; a nieco dalej ciągnął: „Wy dziś wstępujecie do boju z waszymi wrogami: niech nie słabnie serce wasze, nie bójcie się, nie trwóżcie się ani nie lękajcie się ich; albowiem Pan, Bóg wasz, idzie z wami, aby walczyć za was z waszymi wrogami i was ocalić. Nie wasza to bowiem wojna, lecz Boża”. Tę największą hartowność ducha miał Juda Machabeusz, który, stojąc z garstką ludzi przeciw wielkiemu mnóstwu pogan, dodając otuchy swoim, mówił: „Nie bójcie się ich mnóstwa i nie lękajcie się ich natarcia. Wspomnijcie, jak ocaleni zostali ojcowie nasi w Morzu Czerwonym, gdy faraon ścigał ich z wojskiem. I teraz wołajmy do nieba; może zmiłuje się nad nami, wspomniawszy przymierze z ojcami naszymi, i zetrze dziś to wojsko przed obliczem naszym, a wszyscy poganie poznają, że jest Ten, który wybawia i zbawia Izraela. Nie bójcie się słów męża grzesznego, albowiem chwała jego obróci się w gnój i robactwo. Dziś się wywyższa, a jutro go nie znajdą. Przeto, dzieci, bądźcie gorliwi o prawo i oddajcie życie wasze za przymierze ojców naszych. Wspomnijcie na czyny, których dokonali oni za swoich czasów, a zdobędziecie wielką chwałę i imię wieczne. Bądźcie mocni i mężnie trwajcie przy prawie, albowiem przez nie okryjecie się chwałą. Zgromadźcie więc przy sobie wszystkich wypełniających prawo i pomścijcie krzywdy ludu waszego, i odpłaćcie poganom zapłatę”.
7. O NOWEJ WOJNIE BRACI DOMU NIEMIECKIEGO Z LUDEM PRUSKIM
Wiele wojen od dawna prowadzono z Prusami, jak opowiadają stare historie: Juliusz Cezar, także dziewięciu braci ze Szwecji, którzy nazywali się Gampti, także Hugo, zwany Potir, wreszcie brat Chrystian, biskup pruski, i bracia rycerze Chrystusowi, zwani braćmi dobrzyńskimi. Lecz Prusowie, wykorzystawszy chwilę, zabijali lub zmuszali do ucieczki wodzów i innych, którzy nimi dowodzili, i tak zrzucali jarzmo niewoli ze swych karków i znów popadali w dawne błędy. Teraz zaczęte są z nimi nowe wojny przez braci szpitala Świętej Marii Domu Niemieckiego w Jerozolimie. To są te nowe wojny, które wybrał Pan, aby zburzyć bramy wrogów, albowiem jeśli jednego lub wielu wodzów czy prefektów zabiją lub zniszczą jednego dnia, to tego samego lub następnego dnia na miejscu zabitych powstaną inni, lepsi od nich lub im równi. Nie tyle nowego w wojnie, ile w nowym sposobie prowadzenia wojny, albowiem nie tylko cielesną, lecz i duchową bronią osiąga się zwycięstwo nad wrogami, mianowicie modlitwą. Oto dlaczego mówi się w Piśmie o Mojżeszu, że gdy się modlił, Izrael zwyciężał Amaleka, gdy zaś przestawał się modlić, Izrael bywał pokonany. Napisano bowiem o tymże Mojżeszu w Księdze Mądrości, że zwyciężył niszczyciela nie siłą cielesną ani działaniem oręża, lecz słowem, mianowicie modlitwą. I o nim także mówi się w Księdze Sędziów: „Pamiętajcie, słudzy Boży, że Amaleka, ufnego w swe warownie, zwyciężył on nie walcząc, lecz odmawiając modlitwy”. Napisano i o Machabeuszach, że chórem wznieśli modlitwy i zmusili wojska do ucieczki. I o Judzie Machabeuszu mówi się, że w dwóch bitwach się nie modlił; mianowicie przeciw Antiochowi Eupatorowi, i wtedy nie zwyciężył, lecz się wycofał; w drugiej — przeciw Bakchidesowi i Alkimowi, i wtedy sam poległ w boju, a wojsko synów Izraela rzuciło się do ucieczki. Jest też inny nowy sposób zwyciężania, mianowicie pokora, którą ratowali swe dusze męczennicy Chrystusowi, o czym mówi Poeta:
Szlachetnym sposobem zwyciężania jest pokora; zwycięża ten,
Kto cierpi; jeśli chcesz zwyciężać, naucz się cierpieć.
I w innym miejscu:
Największa z cnót, pokora, zwycięża bezbronnych,
A bywa, że nierzadko zwycięża i zbrojnych mężów.
O tej pokorze mówi Grzegorz: „Bez żelaza i ognia możemy stać się męczennikami, jeśli prawdziwie zachowamy w duszy pokorę”. O tym także Hieronim: „Który święty otrzymał koronę bez pokory?” Od powstania Kościoła nie brakowało tego, że nieprawość triumfowała, a sprawiedliwość była deptana. Tak więc mamy nową wojnę i nowy sposób prowadzenia wojny, gdy przezwyciężamy wrogów wiary i Kościoła bronią duchową.
8. O ORĘŻU CIELESNYM I DUCHOWYM
Napisano w Pieśni nad Pieśniami, że na wieży Dawida wisiała broń mocarzy, a w Księdze Mądrości, że 60 mocarzy spośród mocarzy Izraela, wszyscy dzierżący miecze i doświadczeni w boju, otaczało łoże Salomona, każdy z mieczem u biodra z powodu strachu nocnego. Z czego można zauważyć, że strażnicy głowy Jezusa Chrystusa powinni mieć broń, którą broniliby twierdzy wiary po wypędzeniu napastników i strzegliby łoża pokoju i spokoju świętej matki Kościoła. Wszak Judyta słynie z tego, że zabiła Holofernesa nie działaniem oręża, lecz cnotą; kto zaufał łukowi swemu, a miecz jego go ocalił? Albo kto mieczem swym zdobył ziemię? Przeto, jak uczy apostoł, i my powinniśmy przywdziać pełną zbroję Bożą, to jest cnoty, które jedynie, jak mówi Makrobiusz, czynią człowieka szczęśliwym i mocą strzegą swego posiadacza. Tą bronią cnoty powinniśmy też chronić się przed wrogami, jak mówi Boecjusz: „Przynieśliśmy ci taką broń, która, jeśli tylko przedwcześnie jej nie odrzucisz, będzie cię chronić niezwyciężoną mocą”. O poszczególnych zaś rodzajach broni, cielesnej i duchowej, symbolicznie sobie odpowiadających, o których wspomina Pismo Święte i którymi należy walczyć w tej nowej wojnie Pańskiej, mówi się tutaj.
O długiej tarczy
O tarczy mówi się, że Salomon uczynił 200 wielkich tarcz i 300 mniejszych tarcz, a Eklezjastes mówi, że wiara lepiej niż mocna tarcza obroni cię przed wrogiem. Przez tarczę rozumiej wiarę, o której Paweł mówi: „A nade wszystko weźcie tarczę wiary”, która jest podstawą wszystkich cnót; bez niej, jak mówi Augustyn, każda cnota usycha jak gałąź bez mocy korzenia; i jak mówi Paweł: „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu”; lecz gdy ona jest, przychodzą z nią do nas wszelkie dobra. Oto dlaczego mówi Pan: „Miejcie wiarę w Boga; albowiem zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś powie tej górze: »Podnieś się i rzuć się w morze«, a nie zwątpi w sercu swoim, lecz uwierzy, że spełni się według jego słów, stanie mu się, cokolwiek powie”. Oto jaka jest moc wiary. To niezwyciężona tarcza, którą Jozafat, król Judy, dodawał otuchy drżącemu ludowi, mówiąc: „Wierzcie Panu, Bogu naszemu, a będziecie silni i powiedzie się wam”; oto dlaczego stało się tak, że Ammonici i Moabici, zwróciwszy się jedni przeciw drugim, zginęli od wzajemnie zadanych ran, albowiem nie ocalał ani jeden, który mógłby uniknąć śmierci. Wielkiej wiary pełne było słowo, gdy Dawid przed walką z Goliatem rzekł: „Ty idziesz przeciw mnie z mieczem, włócznią i tarczą, a ja idę przeciw tobie w imię Pana”, i wydał go Pan w jego ręce. O, jakaż była wiara w Jonatanie i Judzie Machabeuszu, gdy rzekli: „Dla Pana nietrudno jest ocalić przez wielu czy przez niewielu”. Tu przez Jonatana i jego giermka zostało zabitych 20 ludzi na połowie pola, jakie para wołów zaorze w ciągu dnia, i powstał strach w ludzie Filistynów. I porażony został Seron przez Judę i jego wojsko. Oto zwycięstwo, które zwycięża świat: któż zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym; on mówi: „Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie”. Rozważaj więc raz po raz cały tekst Ewangelii, a jakby podwójne zbawienie ciała i ducha znajdziesz w tym, że wyrok Pana potwierdza: „Wiara twoja cię zbawi”.
O mieczu
Mówi się o mieczu, że Jeremiasz wyciągnął prawicę i dał Judzie miecz, mówiąc: „Weź ten święty miecz, dar od Boga, którym zetrzesz wrogów mego ludu izraelskiego”. Ten miecz, o mocarni rycerze Chrystusowi, jak miecz Saula, nigdy nie wróci próżno, albowiem nasyci się wrogami krzyża Chrystusowego: na zewnątrz będzie ich gubić miecz, w domach — trwoga — i młodzieńca, i dziewicę, i niemowlę, i starca, aby, kiedykolwiek spotkałby się z nimi ktoś z wrogów, zawsze mówili: „To nie co innego, jak miecz Gedeona”, to jest rycerstwa chrześcijańskiego. Przez miecz rozumiej sprawiedliwe uczynki, albowiem wiara bez uczynków jest martwa. Jeśli inna broń chroni ciało przed ciosem wroga, to miecz skierowany jest ku czynowi, którym zostaje powalony przeciwnik, a ponieważ jest obosieczny, to i sprawiedliwe uczynki z jednej strony chronią tego, kto je spełnia, przed grzechem śmiertelnym, z drugiej — wiodą do wiecznej radości.
O włóczni
Mówi się o włóczni, że Jojada, kapłan, rozdał setnikom stojącym na straży domu Pańskiego włócznie. To są włócznie, które Joab, wódz wojska, wbił w serce Absaloma, ścigającego swego ojca Dawida. Przez włócznię, która jest prosta, rozumiej szczery zamiar, i według nauki apostoła: „I wszystko, cokolwiek czynicie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana, czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą”. Przeto włócznia jest nagrodą i zasługą każdego uczynku, albowiem nigdy zły zamiar nie zrodzi dobrego uczynku, i odwrotnie.
O okrągłej tarczy
O tarczy nakazuje Izajasz: „Powstańcie, książęta, namaszczajcie tarcze”. I rzekł Pan do Jozuego: „Wyciągnij włócznię, która jest w twej ręce, ku Aj, albowiem wydam je w twoje ręce”, i tamże dalej: „Jozue nie opuszczał ręki swojej, którą wyciągnął z włócznią, dopóki nie obłożył klątwą wszystkich mieszkańców Aj”. Niech wybrani wojownicy postępują tak, a nie jak Saul, o którym mówi się w Piśmie, że powalona jest tarcza mocarzy, tarcza Saula, jak gdyby nie była namaszczona oliwą. Przez tarczę rozumiej słowo Boże, pouczające nas we wszystkich dobrych uczynkach, o czym mówi się: „Słowo Boga jest ognistą tarczą dla wszystkich, którzy Mu ufają”. Dlatego nazywa się ognistą, że chroni przed wszystkimi ognistymi strzałami diabła. Mówi się o tym, że Juda Machabeusz każdego ze swoich ludzi uzbroił nie tarczami i włóczniami, lecz przekonującymi dobrymi mowami. Dlatego zaś nazywają się przekonującymi dobrymi, że słowo Boże spełnia to, co podoba się Bogu, i dokonuje tego, do czego zostało posłane. Jeśli nie odpłaca jednemu, to przynosi pożytek drugiemu; nigdy nie wraca daremnie.
O pancerzu
Mówi się o pancerzu, że Juda Machabeusz przywdziewał pancerz jak olbrzym i bronił swego wojska. Przez pancerz rozumiej sprawiedliwość, o której mówi apostoł: „Przywdziejcie pancerz sprawiedliwości”. Ta sprawiedliwość oddaje każdemu, co mu się należy, Bogu — pokorę posłuszeństwa, o czym mówi Pan: „Tak godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość”; bliźniemu — współczucie, dlatego Grzegorz mówi: „Prawdziwa sprawiedliwość ma współczucie, fałszywa — oburzenie; sobie — poskromienie ciała, albowiem sprawiedliwe jest, by ciało jak służebnica było pod jarzmem duszy”, dlatego mówi Eklezjastes: „Synu mój, jeśli przystępujesz do służby Bogu, przygotuj duszę swoją na pokusę”, — i nieco dalej ciągnie: „Walczyć dla prawdy znaczy poświęcać się dla duszy twojej, i walcz za prawdę aż do śmierci, a Pan Bóg będzie walczył za ciebie”. I wtedy dopełni się to, co w psalmie: „Sprawiedliwość i pokój się ucałują”, w przeciwnym razie nie będzie pokoju, lecz ciało zawsze pożąda tego, co przeciwne duchowi, a duch — tego, co przeciwne ciału.
O łuku i kołczanie
O łuku i kołczanie rzekł Izaak do swego syna Ezawa: „Weź swą broń, swój kołczan i swój łuk”.
O strzale
O strzale mówi Izajasz: „Pan wzbudził ducha królów medyjskich przeciw Babilonowi, napełniajcie kołczany strzałami”; niech spełni się słowo Pana nad wrogami krzyża Chrystusowego: „Zgromadzę na nich nieszczęścia i wyczerpię na nich strzały moje”. Przez te trzy rozumiej trzy rzeczy, które leżą u podstaw każdej religii, mianowicie: pokorę, czystość i ubóstwo. Łukiem oznaczona jest pokora, albowiem jak on się gnie, zgina i prostuje, nie łamiąc się, tak pobożny wśród szczęśliwych i przeciwników obojętnie i bez szemrania powinien się zginać i prostować pokorą. O tej giętkości pokory Izaak, błogosławiąc swego syna Jakuba, mówi: „Bądź panem nad braćmi twymi, i niech kłaniają ci się synowie matki twojej”; jak pokorny może powiedzieć z Izajaszem: „Napiął Pan łuk swój i postawił mnie jakby celem dla strzał”. O, jak sprężyście napina się łuk tej pokory tam, gdzie wierzący w bitwie, widząc, że grozi mu śmierć, nie śmie się cofnąć. Tu posłuszeństwo lepsze jest od ofiary, albowiem, jak mówi Grzegorz, ofiarą czci się cudze, pokorą zaś własne ciało. Przez strzały rozumie się czystość, albowiem jak strzała, jak mówią, pochodzi od sagio, sagis, to jest „działać mądrze” lub „prorokować”, tak przystoi człowiekowi, aby mógł żyć w czystości, mądrze kierować zgodnie ze swą duszą siłę naturalną przeciw zmysłowi ciała, zawsze skłonnemu do złego, i należy mu prorokować, to jest napełnić się Bogiem, albowiem stać się czystym można tylko z woli Bożej. Jak strzała porusza się dzięki dwóm piórom na podobieństwo ptaka, aby szybko razić wroga, tak i czystość, aby od dawna czystością razić wroga, posługuje się dwiema strzałami, którymi są odnowienie dawnego życia i pożytek odnowienia. O tych dwóch piórach mówi Izajasz: „Ufający Panu odnowią się w sile”, mianowicie zamienią cielesną na duchową, opierzą się jak orły, które, gdy chcą się odnowić, zrzucają stare pióra i okrywają się nowymi. Do tego wzywa nas apostoł, mówiąc: „Porzućcie dawny sposób życia starego człowieka, który ulega zepsuciu w zwodniczych żądzach, i przyobleczcie się w nowego człowieka, stworzonego według Boga”. I tak odnowi się jak u orła młodość twoja, i polecisz w doskonałości czystości, i nie zginiesz, albowiem strzała Jonatana nigdy nie wraca. Tak więc może powiedzieć ciało człowieka czystego wraz z Hiobem: „Strzały Wszechmocnego są we mnie, ich jad pije duch mój”, mianowicie jad zbytku. Jakie jest oburzenie czystości przeciw zbytkowi i jak ona się oburza, wie tylko ten, kto tego doświadczył. O pożytku odnowienia mówi Bernard: „Cóż piękniejszego nad czystość, która czyni czystym poczętego z nieczystego nasienia, bliskim — z wroga, wreszcie — aniołem z człowieka?” Także Judyta mężnie działała i zabiła Holofernesa, i uwolniła lud Boży od niebezpieczeństw, ponieważ miłowała czystość. O, jak piękne i pożyteczne jest czyste pokolenie! Kołczanem, który przeznaczony jest do przechowywania strzał, oznaczone jest ubóstwo, albowiem jak strzała ukrywa się i przechowuje w kołczanie, tak i czystość — w ubóstwie, albowiem wdowa rozkoszująca się za życia umarła. Oto dlaczego czystość może powiedzieć to samo co Izajasz: „I uczynił mnie Pan strzałą zaostrzoną; w kołczanie swoim mnie przechował”. I niedostateczne jest to ubóstwo pobożnych, o którym mówi Bernard: „Chcą być ubogimi pod warunkiem, że niczego nie będzie im brakowało, i tak czczą ubóstwo, by nie doznawać żadnego niedostatku”; lecz owo dobrowolne, pełne wyrzeczeń ubóstwo, o którym mówi Pan: „Błogosławieni ubodzy w duchu”, co według Bernarda oznacza: z zamiarem i pragnieniem duchowym jedynie dla upodobania Bożego i zbawienia duszy. To były kołczany sług Hadadezera, co oznacza „najważniejszy rozdzielający”, albowiem oddziela on ubóstwo od bogactw. Te kołczany niósł Dawid przed obliczem Niezapomnianego, Chrystusa, na którego i aniołowie pragną patrzeć, to jest przeniósł je na ten świat i przyniósł do Jerozolimy, gdzie On nagi został ukrzyżowany na krzyżu, abyśmy szli śladami Jego ubóstwa. To ubóstwo jest lecznicze, albowiem, jak mówi Grzegorz, tych, których porazi choroba pychy, uzdrawia lekarstwo ubóstwa: ubóstwo bowiem zabija pychę i dusi dwie piekielne pijawki — chciwość i zbytek.
O procy
O procy mówi się u Zachariasza: „Pan Zastępów będzie ich bronił, a oni będą niszczyć i deptać kamienie z procy”. Czytamy też w Księdze Królewskiej, że duszę wrogów Dawida wyrzuci On jakby z procy. To jest proca, z której Dawid wyrzucił kamień i trafił Filistyna w czoło, i kamień utkwił w jego czole, a on upadł twarzą na ziemię, i przemógł Dawid Filistyna procą i kamieniem, i zabił ogłuszonego Filistyna.
O lasce
O lasce mówi Pan przez Izajasza: „O, Asurze, laso gniewu mego! i biczu”; a nieco dalej ciągnie: „Uderzy cię laską i podniesie na ciebie swój kij, jak Egipt”. O duchowym znaczeniu laski i procy napisano, że Dawid, mając walczyć z Goliatem, niósł kij pasterski, który zawsze miał przy sobie, i wybrał pięć gładkich kamieni, które włożył do torby pasterskiej, procę zaś niósł w ręku, i zabił uzbrojonego Filistyna. Przez uzbrojonego Filistyna rozumiej diabła, gotowego do kuszenia. Bądź więc ty Dawidem o mocnej ręce, pokutującym, i zawsze miej przy sobie laskę Krzyża Świętego, i wybierz pięć kamieni, to jest pięć ran Chrystusowych, i włóż je do torby pasterskiej, to jest do duszy twojej, i owiń rękę procą, to jest wspomnieniem tego wszystkiego, i porazisz go, aby cię nie przemógł w pokusie. Co więcej, jeśli tylko ta laska Krzyża Świętego, według rady proroka Elizeusza, zostanie położona na twarzy martwego dziecka, to jest tego, kto żyje jak dziecko, w grzechu, ożyje ono.
O hełmie
O hełmie mówi się, że Saul przyodział Dawida w swe szaty i włożył na jego głowę miedziany hełm. I rzekł Pan przez Jeremiasza: „Wstępujcie do boju; siodłajcie konie i siadajcie, jeźdźcy, i stańcie w hełmach”. Hełmem oznaczone jest zbawienie, które człowiek otrzymuje od Boga dzięki tej broni cnót. O czym mówi apostoł: „I weźcie hełm zbawienia”; a Izajasz: „Przywdział sprawiedliwość jak pancerz, a hełm zbawienia — na głowę swoją”. O, w jakim bezpieczeństwie będziesz trwał w bitwie, jeśli osłonisz się tą bronią, a Pan Bóg zbawienia twego będzie twoim zbawieniem aż po krańce ziemi. To jest broń, którą patriarcha Jakub wziął z rąk Amorytów jeden dział ziemi mieczem i łukiem i dał go swemu synowi Józefowi, którą też synowie Izraela odzyskali Ziemię Świętą, spustoszoną przez najeźdźców, Dawid pokonał wrogów swego królestwa, a Machabeusze odbudowali zburzone święte miasto Jerozolimę i oczyścili świątynię Bożą, skalaną nieczystościami pogan, zabiwszy wrogów. O najdzielniejsi rycerze i sławni wojownicy, przywdziejcie tę broń i pomścijcie zniewagę ukrzyżowanego Pana, i odzyskajcie Ziemię Świętą, obiecaną chrześcijanom, zajętą przez pogan! Bądźcie mocni, i niech nie słabną ręce wasze w bitwie. Jest bowiem zapłata za wasze czyny, ta zapłata, o której Pan rzekł do Abrahama: „Nagroda twoja będzie wielka”. Jeśli przerażają was trudy, patrzcie na nagrodę, wiedząc, że jak występki nigdy nie pozostają bezkarne, tak i cnoty nie pozostają bez nagrody, a nagrodą cnoty będzie Ten, który dał cnotę.
9. O UŻYWANIU ORĘŻA CIELESNEGO I DUCHOWEGO
Jest sześć przyczyn, dla których posługujemy się bronią cielesną i duchową. Pierwsza — dla ćwiczenia, abyśmy ćwiczyli się w bitwach według woli Bożej, który wielu pogan rozmieścił wśród synów Izraela, aby Izraela i wszystkich, którzy nie znali wszystkich wojen kananejskich, przez nich doświadczać, i aby uczyły się ich dzieci walczyć z wrogami i umiały wojować. Któż bowiem ocaleje w bitwie, jeśli nie ten, kto umiejętnie włada bronią? Oto dlaczego w czasie pokoju urządza się turnieje i inne gry wojenne dla ćwiczenia, aby w razie wojny, gdy wrogowie stoją u bram, nie było nikogo, kto, nie umiejąc obchodzić się z bronią, nie musiałby powiedzieć jak Dawid: „Nie mogę w tym chodzić”, i nie mógłby wystąpić przeciw wrogom, będąc bezbronnym. Ponieważ jednak życie człowieka na ziemi jest bojowaniem, to gdy tylko człowiek przychodzi na świat, wstępuje na pole bitwy, aby walczyć przeciw powietrznym mocom piekielnym, a oręż naszego bojowania nie jest cielesny, lecz potężny w Bogu. Przeto, według nauki apostoła, powinniśmy przywdziać zbroję Bożą, to jest cnoty, które pochodzą od jedynego Boga, dającego cnotę i moc swemu ludowi, i ćwiczyć się w nich, abyśmy mogli się przeciwstawić w dzień zły pokusy i aby cnoty mnożyły się w nas przez ćwiczenie, jak mówi Złotousty: „Jak każda sztuka cielesna przez ćwiczenie jest podtrzymywana, pomnażana i uzupełniana, tak i każda cnota przez ćwiczenie się pomnaża, przez bezczynność umniejsza”. Druga przyczyna, dla której posługujemy się bronią cielesną, to podstępy wrogów. Oto dlaczego synowie Izraela, bojąc się podstępów wrogów, wziąwszy broń bojową, siedzieli w miejscach bliskich drogom i trwali na straży dzień i noc. Napisano też o Judzie Machabeuszu, że postawił w potrzebnych miejscach uzbrojonych synów Izraela w gotowości, aby od wrogów nie nastąpiło nagle jakieś złoczyństwo. Właśnie w tym celu posługujemy się bronią duchową, jak mówi apostoł: „Umacniajcie się w Panu i w potężnej Jego mocy; przywdziejcie pełną zbroję Bożą, abyście mogli się ostać wobec podstępów diabła”, który czyha na nas jak lew w swej kryjówce. To jest ów lew, przeciwnik nasz diabeł, który szuka, kogo pożreć, i któremu powinniśmy się przeciwstawić mocni w wierze. Trzecia przyczyna, dla której posługujemy się bronią cielesną, to otwarta napaść wrogów. Oto dlaczego mówi się w Księdze Machabejskiej, że gdy Lizjasz, polegając na liczbie wojowników, wcale nie pomyślał o mocy Bożej, lecz, mając nieokiełznanego ducha, zamierzał zburzyć święte miasto Jerozolimę i świątynię Bożą i już obległ twierdzę, Machabeusz, wziąwszy broń, i wszyscy, którzy z nim byli, dowiedziawszy się o tym, w szlochu i łzach wołali do Pana, by zesłał im na ratunek dobrego anioła. Umocnili się na duchu i siłach i, rzuciwszy się na nich, wytępili z nich 11 tysięcy pieszych i tysiąc sześćset jezdnych, a wszystkich pozostałych zmusili do ucieczki; wielu z nich, odniósłszy rany, ratowało się obnażonych, a sam Lizjasz ocalał haniebną ucieczką. To jest przyczyna, dla której bracia Domu Niemieckiego od przybycia do ziemi pruskiej po dziś dzień stale posługują się mieczem, aby mieć pod ręką czym się bronić, jeśli przeciw nim ze strony wrogów nagle powstaną jawne lub tajne podstępy. Tak samo posługujemy się bronią cnoty przeciw jawnym podstępom diabła. Oto dlaczego mówi apostoł: „Choć bowiem chodzimy w ciele, nie walczymy według ciała; oręż naszego bojowania nie jest cielesny, glosa: to jest przemijający, lecz potężny, to jest mocny w Bogu, to jest przez Boga, na zburzenie twierdz, to jest podstępów diabła, nim obalamy zamysły, mianowicie złoczyństwa demonów, i wszelką wyniosłość, to jest głębię umysłu, powstającą przeciw poznaniu Boga, to jest wierze”. Bądź więc zawsze gotów w pełnej zbroi cnoty przeciw podstępom diabła, albowiem, jak pisał biskup Paulin do Augustyna, „ten nasz wróg ma tysiąc sposobów, by nam szkodzić; powinniśmy walczyć z nim tak samo różnorodną bronią jak ta, którą on nas prześladuje”. Jeśli jawnie lub skrycie napadnie na ciebie grzechem pychy, wystaw dla obrony swojej cnotę pokory, a ucieknie od ciebie. I tak postępuj przy wszystkich przewinieniach. Jeśli wystawisz dla swej obrony broń cnoty, wyjdziesz zwycięzcą. Czwarta przyczyna, dla której posługujemy się bronią cielesną, to pokój, abyśmy mogli bezpiecznie władać naszymi posiadłościami. Oto dlaczego mówi Pan: „Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego domu, bezpieczne jest jego mienie. Tak więc tylko wtedy, gdy posługujemy się bronią cnoty, żyjemy w pokoju, bezbożnym zaś nie ma pokoju”. Oto dlaczego mówi Eklezjastes: „Ludzie bogaci, obdarzeni siłą, spokojnie mieszkali w swych domostwach. Wszyscy oni byli szanowani wśród swych plemion i za dni swoich byli chwałą”. Oto dlaczego mówi Baruch: „Gdybyś chodził drogą Bożą, żyłbyś w pokoju na wieki”. Dlatego mówi i Salomon: „Gdy drogi człowieka podobają się Panu, nawet wrogów jego godzi z nim”. Piąta przyczyna — ta, abyśmy odzyskali utracone. Tak synowie Izraela w pełnym uzbrojeniu weszli do ziemi obiecanej, którą Bóg dał ich ojcom, i ją, zajętą przez wrogów, odzyskali z rąk wrogów. Tak królestwo niebieskie, które tracimy przez grzechy, zdobywa się mocą cnoty, a gwałtownicy porywają je i władają nim wiecznie. Glosa brzmi tak: potrzeba wielkiego wysiłku, by narodzić się na ziemi i cnotą zdobyć niebo, którym z natury władać nie możemy. Szósta przyczyna — dla zastraszenia, aby wrogowie, widząc broń, ulękli się, jak rzekła Judyta, zabiwszy Holofernesa: „Gdy słońce wzejdzie, weźcie każdy swą broń bojową, wyjdźcie szybko, nie po to, by zejść na równinę, lecz jakby czyniąc natarcie, aby straż Holofernesa usłyszała to i, budząc go, znalazła go pływającego we własnej krwi, i wtedy padnie na nich strach i uciekną”. Tak i my posługujemy się bronią cnoty, aby pokazać, że jesteśmy na służbie Tego, który jest Królem królów i Panem panów. Do tego napomina nas apostoł, mówiąc: „We wszystkim okazujemy się sługami Bożymi, w wielkiej cierpliwości itd. z orężem sprawiedliwości w mocy Bożej”. Orężem mocy Bożej jest sprawiedliwość, która uczy nas oddawać każdemu według zasług, mianowicie porzucić świat i wszystko, co światowe, i przylgnąć do Boga, który na swej chorągwi, którą zostawił nam do niesienia, umieścił znak, o którym przy narodzeniu Pana rzekł anioł do mędrców: „Oto znak; znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki, leżące w żłobie”. Czym oznaczone są trzy cnoty, mianowicie: pokora (niemowlęctwo) w przeciwieństwie do pychy, ubóstwo (pieluszki) w przeciwieństwie do chciwości i surowość (żłób) w przeciwieństwie do rozwiązłości ciała. Podnieście tę chorągiew i wystawcie przed diabłem, a ogarnie go strach i ucieknie.
10. O PIERWSZYM ZAMKU BRACI DOMU NIEMIECKIEGO, KTÓRY NAZYWAŁ SIĘ VOGELSANG
Określiwszy broń potrzebną do bitwy, należy zwrócić się do rzeczy, o której mowa. Gdy wspomniani bracia Domu Niemieckiego, mianowicie brat Konrad i jego towarzysz, w ziemi pruskiej, oddanej im już dawno przez wspomnianego księcia polskiego, nie wiedzieli, gdzie skłonić swe głowy, postanowili podejść z daleka, aby mieć między sobą a wspomnianymi Prusami dla bezpieczeństwa rzekę Wisłę. Poprosili wspomnianego księcia, aby zbudował im jeden zamek, a on, będąc człowiekiem w pełni pobożnym i gorliwym o wiarę, wsłuchawszy się w to poetyckie powiedzenie: „Połowę zrobił ten, kto dobrze zaczął”, zebrał swych ludzi i naprzeciw dzisiejszego grodu Torunia zbudował im na pewnej górze zamek zwany Vogelsang, co w przekładzie na łacinę oznacza „ptasi śpiew”, gdzie bracia z garstką giermków, opierając się niezliczonemu mnóstwu pogan, śpiewali pieśń smutku i żalu.

„Przybycie rycerzy krzyżackich na ziemię chełmińską” (1713). Dzieło eksponowane jest w Ratuszu Staromiejskim w Toruniu i stanowi dosłowną ilustrację tego epizodu Kroniki. Obraz przedstawia spotkanie księcia Konrada Mazowieckiego z cesarzem Fryderykiem II oraz obronę legendarnej twierdzy na potężnym dębie przed Prusami (malarz przedstawił ich jako Saracenów).
Opuścili bowiem słodką ziemię swej ojczyzny i wkroczyli na obczyznę, w której czekały ich długie lata poniżenia, i nie było wtedy nadziei, że w czwartym czy szóstym pokoleniu stamtąd powrócą. Odeszli zaś z ziemi obfitej, spokojnej i cichej, a weszli do ziemi pełnej grozy, nieuprawnych przestrzeni i okrutnych bitew. Na zakończenie powiem, że, porzuciwszy ze wszystkiego, co światowe, zbytek, wolność, wygody i zaszczyty, oni, łaknący i spragnieni, pokornie idąc naprzeciw głodowi i wszelkiego rodzaju wzgardzie i poniżeniom, związali się z niekończącymi się trudami, niedostatkami i niebezpieczeństwami. Mogli powiedzieć z Piotrem: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, Chryste; cóż więc otrzymamy?” Jeśli korona chwały Twojej jest w niebie, o najdobrotliwszy Chryste, koronie wszystkich świętych, to zasługują oni na to, by zostać przez Ciebie ukoronowani, ci, którzy tyle wycierpieli dla Ciebie. Zaiste ziściło się w nich to, co Bóg rzekł przez Izajasza: „Pan pocieszy Syjon, pocieszy wszystkie jego ruiny i uczyni jego pustynie jak raj, a jego step jak ogród Pana; radość i wesele będą w nim, dziękczynienie i śpiew”.
11. O PRZYBYCIU WIELU BRACI DOMU NIEMIECKIEGO I O ZBUDOWANIU ZAMKU NIESZAWA
Gdy ten zamek został zbudowany, wyżej wspomniany brat Konrad wysłał gońców do czcigodnego i pobożnego brata Hermana von Salza, wielkiego mistrza Domu Niemieckiego, donosząc mu o wszystkim, co zostało zrobione w powierzonej mu sprawie, pokornie i najuniżeniej prosząc, aby przysłał mu jeszcze braci i giermków. On, wysłuchawszy jego próśb, posłał mu na mistrza brata Hermana, zwanego Balk, mówiąc mu, jak Pan do Jozuego: „Bądź mocny i mężny, albowiem ty prowadzisz synów Izraela, to jest braci twoich, do ziemi, którą Pan przysiągł im dać, a Bóg będzie z tobą”. Dał mu też na pomocników brata Dytryka von Bernheim jako marszałka, brata Konrada von Tüttleben, niegdyś szambelana świętej Elżbiety, brata Henryka von Berg, Turyngczyka, i brata Henryka von Kitz ze wsi Wittkendorf z wieloma giermkami i końmi. Gdy przybyli do zamku Vogelsang, zbudowali w dolnym biegu Wisły zamek Nieszawa. A gdy bracia mieszkali w tym zamku, Prusowie wrogo wtargnęli do Polski, a gdy ujrzeli, że uzbrojeni bracia ich ścigają, niezmiernie się dziwili, skąd i po co przybyli. Odpowiedział im pewien Polak, którego prowadzili, pojmawszy go w niewolę, że to pobożni ludzie i dzielni rycerze, przysłani z Alemanii przez pana papieża, aby wojować z nimi, dopóki nie poddadzą ich upartego i nieposłusznego karku świętemu Kościołowi Rzymskiemu. Usłyszawszy to, oni, szydząc, się wycofali.
12. O BRACIE HERMANIE, I MISTRZU ZIEMI PRUSKIEJ ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
Brat Herman, zwany Balk, I mistrz szpitala Najświętszej Marii Domu Niemieckiego w Jerozolimie w ziemi pruskiej, stał na jego czele 12 lat. Był także I mistrzem ziemi inflanckiej, gdzie stał na czele zakonu prawie 6 lat, a doprowadziwszy obie ziemie do dobrego stanu i bardzo pomyślnie poprowadziwszy wojnę, jak zostanie opowiedziane niżej, obciążony starością i trudami, powrócił do Alemanii i tam zmarł, i został pochowany. Jak sławny był we wszystkich swych czynach, świadczą jego przedziwne dzieła.
13. O KRZYŻU I ODPUSZCZENIU GRZECHÓW KRZYŻOWCÓW ZIEMI PRUSKIEJ I INFLANCKIEJ
Tymczasem brat Herman von Salza, wielki mistrz, mąż dalekowzroczny i we wszystkim przezorny, przybył do pana papieża i wśród innych próśb prosił o krzyż i otrzymał go, aby głosić w imieniu Stolicy Apostolskiej w królestwach i prowincjach wyznaczonych wówczas na pomoc ziemi pruskiej, i dał ów papież, a potem papież Innocenty IV pielgrzymom odwiedzającym Prusy i Inflanty przywileje i odpusty, jakie dawano idącym do Jerozolimy.
Część III
O WOJNACH BRACI DOMU NIEMIECKIEGO Z PRUSAMI
1. I NAJPIERW O WOJNIE Z MIESZKAŃCAMI ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ
Brat Herman Balk, mistrz Prus, pragnący służyć sprawie wiary, wraz z wyżej wspomnianym księciem i siłą jego wojska przeprawił się przez Wisłę do ziemi chełmińskiej i na brzegu, w dolnym biegu rzeki, zbudował w roku 1231 zamek Toruń. Budowla ta została wykonana na pewnym dębie, na którym urządzono umocnienia do obrony; ze wszystkich stron otoczyli się zasiekami; dostęp do zamku był tylko jeden. Tych siedmiu braci miało przy sobie łodzie, aby w razie napaści Prusów można było na łodziach wycofać się do Nieszawy, jeśli beznadziejne okoliczności zmuszą ich do tego. Z czasem wznieśli wokół wspomnianego zamku miasto, które później, porzuciwszy zamek, z powodu ciągłych wylewów rzeki przenieśli na to miejsce, gdzie obecnie znajduje się zarówno zamek, jak i miasto Toruń.
2. OPIS ZIEMI PRUSKIEJ
Ziemia pruska jako swe granice, w obrębie których jest położona, ma Wisłę, Morze Słone, Niemen, ziemię Rusi, księstwo Mazowsza i księstwo dobrzyńskie. Wisła to rzeka płynąca z ziemi krakowskiej do ziemi pomorskiej, wpadająca do morza przy twierdzy Gdańsk, oddzielająca Polskę i Pomorze od Prus. Niemen to także rzeka, wypływająca z królestwa Rusi, wpadająca do morza obok zamku i miasta Memelburg, oddzielająca od Prus także samą Ruś, Litwę i Kuronię.
3. O RÓŻNORODNOŚCI I SILE PRUSÓW
Ziemia pruska dzieliła się na 11 części. Pierwsza była ziemia chełmińska i Lubawa, która przed przybyciem braci Domu Niemieckiego była niemal niezamieszkana. Druga — Pomezania, w której żyli Pomezanie. Trzecia — Pogezania, w której żyli Pogezanie. Czwarta — Warmia, w której żyli Warmowie. Piąta — Natangia, w której żyli Natangowie. Szósta — Sambia, w której żyli Sambowie. Siódma — Nadrowia, w której żyli Nadrowowie. Ósma — Skalowia, w której żyli Skalowowie. Dziewiąta — Sudowia, w której żyli Sudowowie. Dziesiąta — Galindia, w której żyli Galindowie. Jedenasta — Barcja i Plika Barcja, które obecnie nazywają się Wielką i Małą Barcją, w której żyli Bartowie, czyli Bartensowie. Nie było chyba ani jednego z tych ludów, który nie miałby do bitew dwóch tysięcy jazdy i wielu tysięcy wojowników. Bogata i ludna Sambia mogła mieć cztery tysiące jazdy i 40 tysięcy wojowników. Szlachetni Sudowowie, jak szlachetnością obyczajów wyróżniali się spośród innych, tak przewyższali ich i bogactwem, i siłą. Mieli bowiem sześć tysięcy jazdy i niemal niezliczone mnóstwo innych wojowników. Każdy z tych pogańskich ludów miał wiele mocnych zamków, których wyliczanie trwałoby zbyt długo. Ujrzyj więc wielki znak Boży i cuda potężne! Siedmiu braci Domu Niemieckiego z garstką giermków, zbudowawszy umocnienie w ziemi chełmińskiej na jednym dębie, jak mówiono, najpierw ośmieliło się wystąpić przeciw tak ogromnemu i niezliczonemu mnóstwu pogan, a z czasem, w ciągu 53 lat, wybili ich tak, że nie pozostał ani jeden, który nie poddałby karku swego pod jarzmo wiary, z pomocą Pana Jezusa Chrystusa, błogosławionego na wieki wieków. Amen.
4. O SPUSTOSZENIU ZIEMI GALINDII
Galindowie rozplenili się i rozmnożyli, i wzrośli, i stali się niezmiernie silni, i napełniła się nimi ich ziemia, tak że żadną miarą nie mogła ich pomieścić. Oto dlaczego, jak rzekł faraon do położnych, aby wytępić lud izraelski: „Jeśli będzie syn, zabijajcie go; a jeśli córka, niech żyje”, tak i tym wydało się rozsądne zabijać każde nowo narodzone dziecko płci żeńskiej, a męskiej — zachowywać dla wojny. A ponieważ nie powiodło im się to zarządzenie, gdyż kobiety, widząc wdzięk noworodków, potajemnie zostawiały je [dziewczynki. — W. M.] przy życiu, za wspólną radą i zgodą, aby nie mogły karmić żadnego dziecka, obcięli piersi wszystkim swoim żonom. Po tym nikczemnym i obrzydliwym czynie oburzone kobiety przyszły do pewnej pani, czczonej według ich obyczaju jako święta i prorokini, z której woli działy się wszystkie sprawy w tej ziemi, prosząc, aby wydała zbawienne rozstrzygnięcie w tej sprawie. Ona, współczując swej płci, zwoławszy do siebie najlepszych ludzi całej ziemi, rzekła do nich: „Bogowie wasi chcą, abyście wszyscy bez broni i zbroi czy innych środków obrony wyszli na wojnę z chrześcijanami”. Usłyszawszy to, natychmiast usłuchali, i wszyscy zdatni do rzemiosła wojennego z radosną duszą poszli do sąsiedniej ziemi chrześcijańskiej. Stamtąd uprowadzili mnóstwo ludzi i bydła, nie mówiąc już o innych wyrządzonych nieszczęściach. Po ich powrocie niektórzy z niepostrzeżenie zbiegłych jeńców, wróciwszy do chrześcijan, donieśli im, że w całym wojsku pogan nie ma żadnej broni i w ogóle niczego, czym mogliby się bronić, zaklinając na wiarę i prawdę, aby śmiało wystąpili do walki z nimi. Ośmieleni tymi słowami chrześcijanie, ruszywszy za nimi w pogoń ogromną gromadą, napadli na nich i zabili wszystkich, nie napotkawszy oporu; dowiedziawszy się o tym, Sudowowie i inne sąsiednie ludy weszli do wyżej wspomnianej ziemi Galindii, a kobiety i niemowlęta, i pozostałych przy życiu uprowadzili w wieczną niewolę, i tak ziemia ta po dziś dzień pozostaje pustkowiem.
5. O BAŁWOCHWALSTWIE, OBRZĘDACH I OBYCZAJACH PRUSÓW
Prusowie nie mieli pojęcia o Bogu. Ponieważ byli głupcami, nie mogli Go pojąć rozumem, a ponieważ nie mieli pisma, nie mogli oglądać Go i w Piśmie. Na samym początku bardzo się dziwili temu, że ktoś, będąc nieobecnym, może wyjaśnić swe zamiary za pomocą liter. I oto, ponieważ nie znali Boga, stało się, że w swym błędzie całą przyrodę czcili zamiast Boga, mianowicie słońce, księżyc i gwiazdy, grom, ptaki, także czworonogi, aż do ropuchy. Mieli też święte lasy, pola i wody, tak że nie śmieli w nich ścinać drzew ani orać, ani łowić ryb. Było zaś pośrodku tego pogrążonego w występku ludu, mianowicie w Nadrowii, pewne miejsce zwane Romowe, biorące swą nazwę od Rzymu, w którym mieszkał niejaki Kriwe, którego czcili jak papieża, albowiem jak pan papież rządzi powszechnym Kościołem chrześcijan, tak według jego woli lub rozkazu rządzeni byli nie tylko wyżej wspomniani poganie, lecz także Litwini i inne ludy ziemi inflanckiej. Taka była jego władza, że nie tylko on sam czy ktoś z jego krewnych, lecz nawet goniec z jego laską lub z innym znakiem rozpoznawczym, przechodząc przez granice wyżej wspomnianych pogan, był w wielkim poważaniu u królów, możnych i prostego ludu. Strzegł on także według dawnego obyczaju wiecznego ognia. Prusowie wierzyli w zmartwychwstanie ciała, jednak nie tak, jak należało. Wierzyli bowiem, że jeśli ktoś jest szlachetnie urodzony lub nie, bogaty lub ubogi, możny lub bezsilny w tym życiu, takim będzie po zmartwychwstaniu w przyszłym życiu. Oto dlaczego zdarzało się, że ze zmarłymi możnymi palono broń, konie, sługi i służące, odzież, psy myśliwskie i ptaki łowne i inne rzeczy, należące u nich do rzemiosła wojennego. Z ludźmi nieznacznego stanu palono to, co należało do ich zajęcia. Wierzyli, że wszystko spalone zmartwychwstanie wraz z nimi i będzie służyć, jak przedtem. Wokół tych zmarłych było takie omamienie diabelskie, że gdy umierali rodzice, szli do wspomnianego papieża Kriwe, prosząc, aby w taki a taki dzień lub noc zobaczył, czy przeszli oni do swego domu; ten Kriwe bez żadnego wahania pokazywał i to, jak zmarły rozporządzał odzieżą, bronią, końmi i czeladzią, i dla większej wiarygodności mówił, że na nadprożu swego domu on [zmarły. — W. M.] zostawił taki a taki ślad włócznią lub innym narzędziem. Po zwycięstwie składali ofiarę swoim bogom i ze wszystkiego, co przypadło im w zwycięstwie, trzecią część ofiarowywali wspomnianemu Kriwe, który to palił. Teraz zaś Litwini i inni poganie tych stron palą wspomnianą ofiarę w pewnym świętym miejscu według swego obrzędu, lecz zanim spalą konie, zajeżdżają je tak, że ledwie mogą ustać na nogach. Prusowie rzadko przystępowali do jakiejś ważnej sprawy, zanim nie dowiedzieli się, rzuciwszy według swego obyczaju losy, od swoich bogów, czy spotka ich dobro, czy zło. Nie troszczyli się o zapasową czy odświętną odzież, i do dziś się nie troszczą; jak zdjął ją dziś, tak jutro znów wkłada, nie zważając, że jest przenicowana. Nie używają miękkich posłań ani wykwintnych potraw. Jako napój piją zwykłą wodę i miód, czyli zacier, i kobyle mleko; mleko to zaś piją tylko wtedy, gdy zostanie poświęcone. Innych napojów od wieków nie znali. Gościom swoim okazują wszelką gościnność, na jaką tylko ich stać, i nie ma w ich domu takiego jadła czy napoju, którymi nie podzieliliby się z nimi w tym przypadku. Wydaje im się, że źle troszczą się o gości, jeśli ci nie upiją się ich napojem do nieprzytomności. Mają w zwyczaju, że w pijatykach wszyscy uczestniczą równo i piją bez umiaru, skutkiem czego zdarza się, że wszyscy gospodarze podają swemu gościowi określoną miarę napoju pod warunkiem, że gdy sami wypili, to i ich gość wychyli tyle samo, a takie podawanie powtarza się dopóty, dopóki gość z gospodarzami, żona z mężem, syn z córką nie upiją się wszyscy. Zgodnie z dawnym obyczajem Prusowie do dziś przestrzegają tego, że żony swe kupują za określoną sumę pieniędzy. Oto dlaczego on [mąż. — W. M.] odnosi się do niej jak do służącej, a ona nie jada z nim przy jednym stole i każdego dnia myje nogi domownikom i gościom. Nikomu wśród nich nie wolno prosić o jałmużnę; żebrak swobodnie chodzi u nich od domu do domu i bez skrępowania je, kiedy zechce. Jeśli zdarzy się u nich zabójstwo, pojednanie następuje dopiero wtedy, gdy krewni zabitego zabiją tego zabójcę lub kogoś z jego bliskich. Gdy przez nieoczekiwany zbieg okoliczności napotykają nieprzezwyciężone trudności, zwykle odbierają sobie życie. Nie mieli ani rozróżnienia, ani rachuby dni. Oto dlaczego zdarza się, że gdy wyznacza się termin narady czy rokowań między sobą lub z cudzoziemcami, jeden z nich pierwszego dnia robi nacięcie na jakimś drzewie lub zawiązuje węzeł na sznurku czy pasie. Drugiego dnia dodaje znowu drugi znak, i tak po jednym, aż dojdzie do tego dnia, w którym ma zostać zawarta ta umowa. Jedni z nich codziennie chodzą do łaźni na znak czci dla swoich bogów, inni łaźni w ogóle nie uznają. Mężczyźni i kobiety muszą prząść, jedni — len, drudzy — wełnę, czym, jak sądzą, przypodobują się swoim bogom. Jedni nie śmią jeździć konno na karych koniach, drudzy zaś — na siwych lub innej maści z powodu ich bogów.
6. O PEWNYM CUDZIE
Był pewien Prus w ziemi Sambii, w miejscowości Skoken, imieniem Dorge, który brzydził się białymi końmi; brat Dytryk, wójt Sambii, zechciał odwieść go od tego błędu i kupił mu białego konia; gdy ten wbrew jego [Dorgego. — W. M.] woli przestał w jego stajni jedną noc, rano znalazł on wspomnianego konia zarżniętego, a całe swoje bydło martwe. Tak działo się trzy razy i za każdym razem kończyło się tak samo. I po raz czwarty ów wójt kupił mu białego konia i zapewnił, że będzie to powtarzał dopóty, dopóki nie odwiedzie go od tego błędu. Tak w końcu, gdy czwarty koń nie został zgładzony przez diabła jak trzy poprzednie, ów Dorge uwierzył i pokornie wyznał swój błąd, i stał się wielkim gorliwcem wiary, chrześcijaninem i żarliwym sługą Boga i świętych, i umocnił w wierze serca wielu błądzących nowo nawróconych.
7. O ZBURZENIU DWÓCH ZAMKÓW I ŚMIERCI PIPINA
Opowiadają niektórzy, że gdy bracia mieszkali we wspomnianym drewnianym zamku, Prusowie mieli powyżej Torunia na brzegu Wisły zamek zwany Rogów, a poniżej niego w dolnym biegu rzeki drugi, blisko miejsca, gdzie obecnie znajduje się stary zamek. Był też w tych stronach pewien możny człowiek z Pomezanii, Pipin, który mieszkał w pewnym umocnionym miejscu nad jeziorem, które od jego imienia nazywa się jeziorem Pipina, i z wieloma poganami uprawiał rozbój: żaden chrześcijanin nie mógł wyjść z zamku, aby on go nie pojmał lub nie zabił. Jedni z tyłu, drudzy z przodu, trzeci pomiędzy nimi napadali na nich. W końcu bracia wyszli do walki z mieszkańcami zamku Rogów, a ponieważ tak spodobało się Bogu, zabili wielu z nich i, pojmawszy przywódcę, uprowadzili go; przywódca ten, aby ocalić sobie życie, oddał im swój zamek, a z czasem, gdy mieszkańcy drugiego zamku leżeli pijani po jakiejś hulance, poprowadził tam braci z wojskiem, a oni, wdarłszy się potężnym natarciem i wybiwszy, i pojmawszy wszystkich, obrócili zamek w proch. Wkrótce potem wydał w ręce braci Pipina, swego szwagra, którego przyprowadzili przywiązanego do ogona konia do Torunia i powiesili na drzewie. Ten Pipin był ojcem owego możnego człowieka z Pomezanii, którego zwano Matto, i jak bardzo ojciec szkodził prześladowaniem wiary i chrześcijan, tak bardzo syn był pożyteczny, gorliwy o wiarę i chrześcijan, albowiem aż do swej śmierci niewzruszenie stał na straży wiary chrześcijańskiej.
8. O PIELGRZYMACH I O ZBUDOWANIU ZAMKU I GRODU CHEŁMNA
Gdy zaś głos kazania o krzyżu Chrystusowym rozniósł się po całej ziemi królestwa Alemanii i ogłoszona została nowa wojna, którą Pan wybrał w ziemi pruskiej, oraz odpuszczenia grzechów i wolności nowej wojny, poruszyli się ci, których serc dotknął Bóg, mianowicie wybrani i sławni wojownicy Alemanii, i przypiąwszy krzyż do swych ramion, zaczęli się zbroić, aby pomścić zniewagę ukrzyżowanego Pana, odrzucając od siebie wszystko, co mogłoby przeszkodzić im w tym świętym zamiarze. Rozważali owo zbawienne napomnienie Hieronima, w którym rzekł: „Jeśli ojciec twój stanie na progu, a brat twój rzuci ci się na szyję, a matka twoja obnaży piersi, które karmiły cię mlekiem, porzuć zrozpaczonego ojca, porzuć zrozpaczoną matkę i pospiesz do znaku Krzyża”. Gdy z tymi pielgrzymami przybyli do Torunia, brat Herman, mistrz, zbudował zamek i gród Chełmno w roku od Narodzenia Chrystusa 1232, w tym miejscu, gdzie obecnie znajduje się stary zamek.
9. O WOJNIE BRACI Z POMEZANAMI I O ZBUDOWANIU ZAMKU KWIDZYN
Gdy te zamki z łaski Bożej zostały zbudowane, a granice ziemi chełmińskiej oczyszczone ze starego kwasu występków i przewrotności pogan, aby Bóg, zbawiciel nasz, zesłał nam powodzenie w drodze do ziem sąsiednich pogan, jak niektórzy z pewnością sądzą, mistrz i bracia, przygotowawszy to, czego potrzeba do budowy zamków, niepostrzeżenie przeprawili się na wyspę koło Quidina, leżącą obecnie niemal naprzeciw Kwidzyna, i tam w roku od Narodzenia Chrystusa 1233 wznieśli na pewnym wzgórzu zamek, nazwawszy go Marienwerder. Lecz gdy ów szlachetny mąż i dzielny rycerz z Saksonii, burgrabia magdeburski, zwany „z małą ręką”, w otoczeniu wielu rycerzy i giermków przybył do zamku Chełmno, w ciągu roku, który tam spędził, ruszył z mistrzem i braćmi i przeniósł wyżej wspomniany zamek Kwidzyn z wyspy Quidin na to miejsce, gdzie obecnie się znajduje, do włości Pomezanii zwanej Reisen, zmieniając miejsce, lecz nie nazwę.
10. O BUDOWIE GRODU KWIDZYN
Do burgrabiego magdeburskiego, wciąż przebywającego w Chełmnie, gdyż nie wypełnił jeszcze swego ślubu, przyłączyło się wielu władców, mianowicie z Polski: książę Konrad, książę kujawski, książę krakowski, i z Wrocławia książę Henryk, później zabity przez Tatarów, a także Odonic, książę gnieźnieński, i wielu innych szlachetnych i możnych mężów, żyjących od rzeki Odry do rzeki Wisły i od rzeki Biebrzy do rzeki Nysy, także Świętopełk, książę Pomorza, ze swym bratem Samborem. Weszli z ogromnym mnóstwem rycerzy i wojowników, jakiego nigdy nie widziano w Prusach, i zbudowawszy gród Kwidzyn, umocnili wcześniej wzniesiony zamek.
11. O ZWYCIĘSTWIE CHRZEŚCIJAN, GDY ZABITO PIĘĆ TYSIĘCY PRUSÓW
Potem mistrz brat Herman i inni bracia zimą, gdy wszystko było skute mocnym lodem, wziąwszy ze sobą wyżej wspomnianych pielgrzymów, których pragnieniem było zacząć poskramiać zuchwałość Prusów, dotarli do włości Reisen i, zabiwszy i wziąwszy tam w niewolę wielu ludzi, wyruszyli nad rzekę Dzierzgoń, gdzie dokonali od dawna upragnionego. Znaleźli bowiem wielkie wojsko Prusów w pełnym uzbrojeniu i już gotowe do bitwy. Gdy zaś śmiało wystąpili przeciw nim, oni [Prusowie. — W. M.] rzucili się do ucieczki. Lecz książę Pomorza i Sambor, jego brat, bardzo biegli w wojnie z Prusami, zajęli ze swymi giermkami drogi wokół zasieków, aby nie mogli ujść, i stamtąd razili w swym gniewie bezbożnych. Tam lśniący miecz wojska chrześcijańskiego nasycił się ciałem pogan, tu włócznia nie wróciła, nie zadawszy rany, albowiem Prusowie ani tu, ani tam nie mogli uchylić się przed obliczem ścigających, i dokonano wielkiej rzezi ludu pruskiego, albowiem tego dnia padło ponad pięć tysięcy. Potem wszyscy pielgrzymi z radością powrócili do siebie, wysławiając łaskę Zbawiciela.
12. O ZBUDOWANIU ZAMKU RADZYŃ I O CUDOWNEJ WIZJI JEDNEGO BRATA W NIM
W roku od Narodzenia Chrystusa 1234, gdy Prusowie zostali już wypędzeni z ziemi chełmińskiej, mistrz brat Herman, zebrawszy wojsko braci i giermków, zbudował zamek Radzyń przed puszczą znajdującą się między ziemią Pomezanii a chełmińską, w tym miejscu, gdzie były ciągłe najazdy Prusów i dostęp do ziemi chełmińskiej. W tym zamku był pewien brat, który, zwiedziony podstępami diabła, zaiste sądził, że w zakonie Domu Niemieckiego nie może osiągnąć zbawienia duszy, skrywając w sercu pragnienie wstąpienia do surowszego zakonu. Potem ujrzał we śnie świętych Bernarda, Dominika, Franciszka, Augustyna, idących na czele swych braci, i on, zwracając się do nich, ze łzami prosił, aby przyjęli go do bractwa, oni zaś jeden po drugim odmawiali. Na samym końcu szła Najświętsza Maryja Panna z wieloma braćmi Domu Niemieckiego; zaczął pokornie ją błagać, prosząc, aby pozwoliła mu przynajmniej pozostać w gronie swoich braci. Rzekła mu Najświętsza Panna: „To niemożliwe, albowiem wydaje ci się, że twój zakon jest tak mało surowy, że nie ma w nim nic, co według twego pragnienia mógłbyś wycierpieć”. I zdejmując płaszcze z każdego z braci, pokazała rany, które zostały zadane przez pogan i od których zginęli w obronie wiary, i rzekła: „Czyż nie wydaje ci się, że ci twoi bracia wycierpieli coś w imię Jezusa Chrystusa?” I z tymi słowami wizja znikła. A ten brat, obudziwszy się i przyszedłszy do siebie, poszedł na zgromadzenie, gdzie zebrali się bracia, i to, co przedtem lekkomyślnie wyjawił im o swym zamiarze, teraz, jako mądry i doświadczony, pokornie odrzucając jako błędne, wszystkim opowiedział o wizji, która mu się ukazała. Ten brat, idąc drogą służby Bożej, wkrótce potem został zabity przez pogan.
13. O PRZYBYCIU MARGRABIEGO MIŚNIEŃSKIEGO
W tym czasie ów szlachetny i sławny, posłuszny Bogu władca Henryk, margrabia miśnieński, z 500 szlachetnymi i zahartowanymi w bitwach mężami i z mnóstwem różnych bogactw przybył do ziemi pruskiej. Wszystkie wysiłki i myśli tego człowieka skierowane były na wytępienie pogan i na rozszerzenie granic chrześcijańskich.
14. O ZBURZENIU WIELU ZAMKÓW I O PODBOJU POMEZANÓW
W ziemi pomezańskiej była niegdyś włość zwana Reisen, gdzie żyli sławni mężowie i dzielni wojownicy, na których wspomniany władca, przyłożywszy rękę do pługa i nie oglądając się wstecz, śmiało napadał i nierzadko pustoszył ją ogniem i mieczem, przelewając niemało krwi pogan. Ich zamek, stojący nad rzeką Mokerą, i wszystkie umocnienia, które mieli w tym miejscu, zwanym Sztum, koło Postolina, koło Prabut i Riesenkirchen, koło jeziora Drużno i Wildenbergu, zburzył potężnym uderzeniem i, obróciwszy w popiół, zrównał z ziemią, a pogan zabił lub wziął w niewolę. Lecz nikt nie zdoła godnie ani słowami powiedzieć, ani kalamusem opisać, jak potężnie i jak mężnie wyżej wspomniany margrabia, niczym lew, nieustępujący przed nikim, walczył ze wspomnianymi poganami. Tak groźny był dla nich na wojnie, że podporządkowali się wierze i braciom. A według umów i wolności, które wówczas im nadano, kierowali się potem pozostali nowo nawróceni.
15. O PEWNYCH OKRĘTACH WOJENNYCH I O ODJEŹDZIE MARGRABIEGO
Mądry zawsze działa mądrze i z góry przewiduje wiele trudności. Oto dlaczego ów pan margrabia, jako mąż dalekowzroczny i przezorny, kazał wyposażyć dla siebie dwa okręty wojenne, z których mniejszy nazywał się „Pilgerim”, większy zwał się „Fridelant”, co w przekładzie na łacinę oznacza „Pielgrzym” i „Ziemia pokoju”. I zaiste słusznie tak się nazywały. Przyniosły bowiem wiele dóbr pokoju chrześcijanom ziemi pruskiej. Przez ludzi ze wspomnianych okrętów zostały zbudowane dwa zamki: Elbląg i Bałga, a Zalew Wiślany został oczyszczony od naporu pogan, czego samo w sobie nie można było porównać z niczym innym. Okręty te po wielu latach zatonęły w jeziorze Drużno. Wypełniwszy w ten sposób ślub swej pielgrzymki, ów władca, pozostawiwszy w Prusach wielu wojowników do budowy zamku Elbląg, powrócił do siebie.
16. O WOJNIE Z POGEZANAMI I ZBUDOWANIU ZAMKU ELBLĄG
Podbiwszy z łaski Bożej Pomezanów, mistrz i bracia skierowali ostrze wojny przeciw Pogezanom. Oto dlaczego mistrz z braćmi i pielgrzymami pozostawionymi przez pana margrabiego miśnieńskiego, prowadząc owe okręty ze wszystkim, co potrzebne do budowy, udał się do ziemi Pogezanii, na tę wyspę, jak mówią niektórzy, która znajduje się pośrodku rzeki Elbląg, w tym miejscu, gdzie Elbląg wpada do Zalewu Wiślanego, i wzniósł tam zamek, który od nazwy rzeki nazwał Elbląg, w roku od Wcielenia Chrystusa 1237. Inni podają, że zamek ten został potem zdobyty przez pogan i wtedy przeniesiony na miejsce, gdzie znajduje się obecnie, a wokół niego wyrosło miasto.
17. O PEWNYM CUDZIE
Wiele sławnych bitew, o których niepodobna wyczerpująco ani napisać, ani opowiedzieć, stoczyli przeciw Pogezanom bracia z Elbląga. Przytoczę jednak jedno znamienne zdarzenie. Pewnego razu bracia z Elbląga z garstką giermków ścigali wielkie wojsko Prusów, które grabiło ich okolicę, a gdy już byli gotowi zewrzeć się do bitwy, wszyscy Prusowie uciekli oprócz jednego, którego pojmali. Gdy ujrzał tak nielicznych wojowników w wojsku braci, zapytał, gdzie są pozostali. Odpowiedziano mu, że więcej nikogo nie ma. A on rzekł: „Widzieliśmy wyraźnie, że całe pole jest pełne zbrojnych ludzi, ubranych zupełnie jak bracia i z taką samą bronią, i dlatego nasze wojsko rzuciło się do ucieczki”. To samo przyznali przy wszystkich Pogezanie, którzy byli w tamtym wojsku, po swym nawróceniu na chrześcijaństwo. A Pogezanie, choć byli twardzi w walce z braćmi, ujrzawszy ten cud, a także nie mogąc wytrzymać uporczywego naporu braci, dawszy zakładników, uparte swe głowy i nieposłuszne karki schylili przed wiarą i braćmi.
18. O WOJNIE BRACI Z WARMAMI, BARTAMI I NATANGAMI ORAZ O ŚMIERCI WIELU BRACI I CHRZEŚCIJAN
Nie sposób należycie opowiedzieć, na ile trudów, na ile niebezpieczeństw i na ile przeciwności nieustannie narażali się mistrz i bracia, aby dzięki nim wiara Chrystusowa mogła należycie się szerzyć i aby rozszerzyły się granice świata chrześcijańskiego. Dlatego stało się tak, że gdy z woli Boga, bez którego żadne dobro się nie dokonuje, Pomezanie i Pogezanie poddali się wierze i braciom, ten sam mistrz i bracia przygotowali się do walki z Warmami, Natangami i Bartami. Na rozkaz zaś mistrza kilku braci i giermków przepłynęło na wspomnianych statkach Zalew Wiślany, by zobaczyć, gdzie można wznieść zamek przeciwko wspomnianym Prusom. Gdy podpłynęli do ziemi warmińskiej, zeszli na brzeg i w pobliżu miejsca, gdzie dziś stoi zamek Bałga, ujrzeli jakiś gród Prusów, na który jednak nie odważyli się uderzyć z powodu swej nielicznej gromady. Aby jednak nie wracać z niczym, napadli na pobliskie wsie, pustosząc je ogniem i mieczem. Widząc to, Prusowie napadli na nich i zabili wszystkich braci i giermków prócz tych, których pozostawiono dla ochrony statków. Ci, widząc zgubę swoich, szybko odpłynęli i donieśli mistrzowi o tym, co się stało.
19. O ZAMKU BAŁGA
Usłyszawszy to od żałobnego poselstwa, mistrz niezmiernie się poruszył, lecz biorąc sobie za przykład Dawida, który do swego wodza Joaba, nie mniej opłakującego śmierć swoich ludzi, jakby dodając mu otuchy, rzekł: „Niech cię ta sprawa nie trapi; różny jest wynik bitwy, bo miecz pożera raz tego, raz owego. Dodaj ducha swoim wojownikom i wezwij ich, by zabijali tych, którzy napadają na królestwo”. Wreszcie, uspokoiwszy się, wysłał ogromne wojsko morzem, by pomścić niewinnie zabitych; oni, przybywszy do Bałgi, zeszli na brzeg i rozstawiwszy łuczników w odpowiednich miejscach oraz przystawiwszy do murów drabiny, mężnie uderzyli na wspomniany gród Prusów i z pomocą wodza oblężonych Kodruna potężnym natarciem go zdobyli, część ludzi biorąc w niewolę, część zabijając. Potem bracia, składając dzięki Bogu, osiedlili się ze swymi giermkami we wspomnianym grodzie w roku od Narodzenia Chrystusowego 1239 i stamtąd jeszcze chwalebniej toczyli boje wojsk Pana Boga przeciwko wspomnianym Prusom.
20. O OBLĘŻENIU ZAMKU BAŁGA
Gdy doszło to do uszu Prusów, pewien Prus, Piopso, wódz warmiński, zebrawszy całą siłę swego wojska, obległ wspomniany zamek Bałga, a ponieważ stał na czele pozostałych, jako wódz chciał sam iść do bitwy przed innymi; na podejściach do zamku, przeszyty strzałą jednego z braci, padł na ziemię i wyzionął ducha, wskutek czego pozostali, przestraszywszy się, odstąpili z niczym.
21. O BUDOWIE MŁYNA I JEGO ZNISZCZENIU
W tym czasie wielu szlachetnych i możnych mężów Warmii, widząc, że Bóg jest po stronie braci, zawstydziło się i z całym domem i czeladzią przeszło do braci z Bałgi; zyskawszy dzięki ich przyjściu nowe siły, bracia zbudowali młyn za mostem przez jezioro, w pobliżu brodu, dziś powszechnie używanego, przez pewną rzekę, i umocniwszy go na kształt zamku, pozostawili tam dwóch braci i wielu giermków dla jego ochrony. Potem Prusowie, obległszy ten zamek silnym wojskiem, zdobyli go i zabiwszy braci i giermków, obrócili go w popiół.
22. O POBOŻNYM ŻYCIU BRACI Z BAŁGI
Jaka była czystość życia, jaka cnota wstrzemięźliwości i jaka surowość reguł karności wśród braci z Bałgi i z innych wspomnianych zamków, nie wie nikt prócz Tego, przed Którym otwarte jest każde serce i przed Którym nic się nie ukryje. Kaplice prawie nigdy nie bywały bez modlącego się, i nie było kąta we wspomnianym zamku, gdzie po nieszporach i jutrzni nie znalazłby się jakiś brat biczujący się. Na zamek Engelsberg przybyli pewni pobożni ludzie, którzy ujrzawszy tam stan i sposób życia braci, zapytali, jak nazywa się zamek. A gdy im powiedziano, że nazywa się Engelsberg, czyli „góra aniołów”, odpowiedzieli: „Zaiste nie na próżno nosi tę nazwę, bo jego mieszkańcy wiodą życie anielskie”.
23. O WZNIESIENIU ZAMKU PARTEGAL I UMOCNIENIA SKRANDONA
W ziemi warmińskiej byli pewni ludzie, przewyższający władzą wszystkich innych, zwani Gobotinami, bardzo wrogo usposobieni wobec braci. Zebrawszy wielu wojowników, zbudowali oni jeden gród, zwany Partegal, na polu o tej samej nazwie, a drugie umocnienie na górze Skrandona, osadzając w nich giermków. Codziennie napadali na braci z Bałgi, tak że odtąd nikt nie odważał się pokazywać poza zamkiem.
24. O WZNIESIENIU ZAMKU SCHNICKENBERG
Pole, na którym stoi zamek Bałga, otaczają jeziora, tak że w porze letniej można się tam dostać tylko po moście; przed tym mostem, na pewnym wzgórzu, bracia zbudowali zamek zwany Schnickenberg, osadzając w nim wielu braci i pewnego szlachetnego męża Hertwiga, ojca Hertwiga z Pokarwis, oraz wielu innych wojowniczych mężów, którzy bronili go przed najazdem pogan.
25. O PRZYBYCIU KSIĘCIA BRUNSZWICKIEGO
W tym czasie – jak zimna woda dla spragnionej duszy i jak dobra wieść z dalekiego kraju – ten szlachetny, bogobojny Otton, sławny władca i książę brunszwicki, zwany także lüneburskim, przybył z ogromną rzeszą pielgrzymów do ziemi pruskiej na pomoc braciom, którzy znaleźli się w skrajnie ciężkim położeniu.
26. O WYCIĘCIU POGAN I ZNISZCZENIU GRODU I UMOCNIENIA PARTEGAL
Ze wspomnianych grodów Prusów codziennie wychodziło do walki tylu wojowników, że braciom zamknięte były wszystkie drogi do napadania na wrogów i całkowicie odebrana możliwość walki z nimi. Zaniepokojeni tym bracia nieraz zbierali się na naradę, rozważając stosowny środek. Wreszcie sam Chrystus, który nie przestaje miłosiernie pocieszać oddanych Mu, cierpiących męki, powołał łaską swego Ducha pewnego Pomandę, szlachetnego męża, który wśród Prusów cieszył się niegdyś wielkim poważaniem, lecz dopiero co nawrócił się na wiarę Chrystusową i przeszedł do braci, aby w ten sposób przyłączyć się do sprawy wiary i prawowiernych. Ów Pomanda udał się z zamku Bałga do swoich rodaków Prusów, udając wroga wiary i chrześcijan; ujrzawszy go, Prusowie uradowali się radością wielką, mieli bowiem nadzieję, że działaniami tego człowieka osłabią całą siłę braci. Tak więc za radą tego Pomandy wszyscy najlepsi ludzie Warmii, Natangii i Barcji oraz pozostali zdolni do walki zebrali się i rozbili obóz, oblegając Bałgę, lecz bracia, którzy dużo wcześniej przewidzieli taki obrót sprawy, połączywszy się już ze wspomnianym władcą Brunszwiku i z pozostałymi pielgrzymami, w pełnym uzbrojeniu stoczyli z nimi bitwę i wszystkich wybili, tak że nie pozostał z nich ani jeden, który by potem doniósł o tym wydarzeniu. Potem ów książę i bracia ze swym wojskiem ruszyli na gród Partegal i na umocnienie i zdobyli je, wszystkich ludzi zabijając lub biorąc w niewolę, a gród i umocnienie obracając w popiół. Ten sam władca stoczył wiele innych bitew w ciągu jednego roku, gdy przebywał we wspomnianym zamku Bałga, i tak często napadał na Prusów, że nie mogli oni złapać tchu. A po upływie roku, wypełniwszy ślub swojej pielgrzymki, z radością powrócił do siebie.
27. O PODBOJU WARMÓW, NATANGÓW I BARTÓW ORAZ O WZNIESIENIU WIELU ZAMKÓW
A ponieważ Prusowie z Warmii, Natangii i Barcji, z woli Bożej pozbawieni sił przez braci i wspomnianego księcia, nie mogli już stawiać oporu, uczynili z konieczności cnotę i dawszy zakładników, poddali się wierze i władzy braci. A bracia, aby uniknąć niebezpieczeństw w przyszłości i odebrać Prusom możliwość wznawiania działań, zbudowali w ziemi Natangii, w pobliżu rzeki zwanej Kaustera, Kreuzburg, w ziemi Barcji – trzy zamki: Bartoszyce, Wiesenburg i Reszel. Niektórzy mówią, że z czasem zbudowali w ziemi Warmii Braniewo i Lidzbark, a w ziemi Galindii jakieś miasto, osadzając w nich dla ich obrony wielu braci i giermków. Wiele innych zamków zbudowali możni i lennicy, którzy z granic Alemanii z całym domem, czeladzią i domownikami przybyli na pomoc wspomnianej ziemi; ich imiona zna jeden Bóg. Od tego czasu chrześcijanie w ziemi pruskiej zaczęli się mnożyć, a boska nauka szerzyć się ku chwale i czci Jezusa Chrystusa.
28. JAK ZIEMIA INFLANCKA PRZESZŁA DO BRACI DOMU NIEMIECKIEGO
W tym czasie brat Wolkwin, II mistrz Zakonu Rycerzy Chrystusa w ziemi inflanckiej, już od sześciu lat przez oficjalnych posłów nalegał na brata Hermana von Salza, wielkiego mistrza Domu Niemieckiego, by włączyć swój zakon w skład jego zakonu. W tej sprawie brat Herman, wspomniany mistrz, z bratem Janem von Medeborg, posłem wspomnianego brata Wolkwina, przybył do pana papieża. Tymczasem nadjechał brat Gerlach Rudy z Inflant z wiadomością, że mistrz Wolkwin z wieloma braćmi i pielgrzymami i ludem Bożym poległ w bitwie. Usłyszawszy to, pan papież zakończył wspomnianą sprawę i przyjął wspomnianych brata Gerlacha i brata Jana do zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego, dając im biały płaszcz z czarnym krzyżem i nakazując im oraz innym braciom tego zakonu rycerzy Chrystusa, przebywającym w Inflantach, na odpuszczenie wszystkich grzechów przestrzegać reguł życia zakonu Domu Niemieckiego. Potem brat Herman, wielki mistrz, wysłał brata Hermana zwanego Balk, mistrza ziemi pruskiej, z 40 braćmi i wieloma giermkami do ziemi inflanckiej; gdy wspomniany brat Herman Balk, jak powiedziano wyżej, spędził tam prawie sześć lat, powróciwszy do Alemanii, spoczął w pokoju.
29. O BRACIE POPPONIE, II MISTRZU ZIEMI PRUSKIEJ
Brat Poppo von Osterna, II mistrz ziemi pruskiej, stał na czele zakonu przez 7 lat, a odszedłszy od swego urzędu, powrócił w granice Teutonii i wkrótce potem został wybrany wielkim mistrzem.
30. O RÓŻNYCH NIEDOSTATKACH BRACI I CHRZEŚCIJAN W PRUSACH
Początkowo bracia i wszyscy chrześcijanie w ziemi pruskiej doznawali licznych i niewiarygodnych niedostatków w jedzeniu, piciu i odzieniu oraz w innych rzeczach niezbędnych do życia ludzkiego. Jeśli zamierzali uprawiać jakieś pola, mogli to czynić tylko nocą, a to, co z wielkim ryzykiem i staraniem zasiali, inni, wtargnąwszy, niszczyli. I oto zstąpiła na nich cudowna łaska Boża. Szli bowiem ku błogosławieństwu, gdy znosili takie rzeczy w imię Chrystusa, a także gdy wypijali kielich zbawiennego cierpienia.
31. O PIERWSZEJ APOSTAZJI PRUSÓW. O WOJNIE ŚWIĘTOPEŁKA Z BRAĆMI DOMU NIEMIECKIEGO W ROKU OD NARODZENIA CHRYSTUSOWEGO 1242, A NAJPIERW O NIENAWIŚCI DIABŁA DO ROZKWITU WIARY
Długo by trwało i przekraczałoby moje skromne pojęcie opowiadać po kolei, jak potężnie i wspaniale, jak umiejętnie i dzielnie mistrz i wspomniani bracia, niczym nowi Machabeusze, przyłożyli swe siły do przesuwania i poszerzania granic świata chrześcijańskiego, do walki z wrogami, do zdobywania umocnień; o ich bitwach i zwycięstwach będzie do końca świata opowiadał cały Kościół świętych. A gdy z łaski Bożej wspomniane zamki zostały zbudowane ku chwale i czci Chrystusa i okoliczni poganie poddali najbardziej uparte karki wierze i braciom – nie bez wielkiej zresztą rzezi tych pogan i niemałego przelewu krwi chrześcijańskiej – i wiara Chrystusowa bardzo się wśród nich umocniła, starodawny wąż, jadowity smok, wróg rodzaju ludzkiego, nie mogąc długo znieść takiego rozkwitu wiary i chrześcijan, a mianowicie tego, że święty Kościół dotarł do granic Prus, rozszerzył się boski obrządek, poganie wpadli w zamęt, chrześcijanie się uradowali, odnowiły się znaki, dokonały się nowe cuda – jakby rażony od wewnątrz śmiertelną raną swej złości, zaczął na tysiąc sposobów knuć i gotować rozmaite podstępy, jak by niepostrzeżenie wlać swój jad, zniszczyć winnicę Pańską i na polu Pana posiać kąkol. Wreszcie wzniecił najokrutniejszą falę prześladowań wiary i chrześcijan, a oto w jaki sposób.
32. O PRZEŚLADOWANIU WIARY I CHRZEŚCIJAN W PRUSACH PRZEZ ŚWIĘTOPEŁKA
Był w ziemi pomorskiej pewien książę imieniem Świętopełk, syn nieprawości i syn zatracenia, jak mówi Pismo, z sercem pełnym wszelkiej przewrotności i podstępu, który zaczął z ludem Prusów, dopiero co nawróconym na wiarę Chrystusową, prowadzić rokowania pokojowe z ukrytym zamysłem, zawierając z nimi przymierze pod tym warunkiem, że potężnym uderzeniem wypędzą braci Domu Niemieckiego i pozostałych chrześcijan z granic Prus; i dobre wydało się to słowo w ich oczach, i przyszło wielu, i prawie wszyscy zawarli z nim ugodę. Potem ten sam książę umocnił swoje zamki stojące nad brzegiem Wisły i osadził w nich lud bezbożny, ludzi bezprawnych, którzy stali się wielką przeszkodą dla braci. Wychodzili bowiem ze wspomnianych zamków i jeśli widzieli, że ktoś z poddanych braci przepływa obok, nagle na nich napadali i urządzali im wielką rzeź, uwożąc wiele łupów, innych brali w niewolę, jeszcze innych zaś, ku naszej boleści, zabijali, i tak przelewali wokół krew chrześcijańską, a działo się to tyle razy, że nikt odtąd nie miał już nadziei prowadzić interesów z braćmi ani dowozić braciom żywności z Elbląga i Bałgi i z innych miejsc w razie ciężkiego położenia. Wszystko to bracia woleli znosić z łagodnością i pokorą, niż broniąc się, podnieść ręce na pomazańca Pańskiego.
33. O LEGACIE STOLICY APOSTOLSKIEJ
Papieżem był w tym czasie Innocenty IV, który w pierwszym roku swego pontyfikatu, to jest w roku od Narodzenia Chrystusowego 1243, dowiedziawszy się z głośnej skargi brata Hermana von Salza, wielkiego mistrza zakonu Domu Niemieckiego, że nowo zaszczepionej wierze w ziemi pruskiej wyrządzono znaczną szkodę przewrotnością Świętopełka, wspomnianego księcia, wysłał do wspomnianych ziem legata Wilhelma, wcześniej biskupa Modeny, a później papieża Aleksandra IV, aby podzielił wspomniane ziemie na cztery biskupstwa i, gdyby uznał coś za godne naprawy, naprawił to i doprowadził do należytego stanu. Ów legat napisał do wspomnianego księcia i zażądał od niego władzą apostolską, by zaprzestał prześladowań wiary i chrześcijan. On zaś, lekceważąc swoje zbawienie, zatwardziały upartą duszą niczym sękate drzewo, które nie może się zginać, nie słuchał ojcowskich napomnień, które zaiste płynęły z korzenia miłości, nie był posłuszny, coraz bardziej grzązł w występku i szkodził prawowiernym Chrystusa to na lądzie, to na wodzie i po prostu, gdzie tylko mógł, jednych pozbawiając ich mienia, innych biorąc w niewolę, jeszcze innych zabijając. Legat zaś, widząc, że u tego księcia nie pojawiają się oznaki poprawy i że w żaden sposób nie chce on powrócić na łono świętej matki Kościoła, poprzedziwszy to stosownym napomnieniem, że wraz ze wzrostem uporu zasłużenie rośnie i kara, rozkazał, aby dla ukrócenia występków wspomnianego tyrana i jego wspólników w przeznaczonych do tego królestwach i prowincjach głoszono krucjatę władzą apostolską, pouczając krzyżowców i braci Domu Niemieckiego i nalegając na nich w imię cnoty świętego posłuszeństwa i na odpuszczenie grzechów, aby odtąd bronili wiary Chrystusowej i Kościoła chrześcijańskiego w granicach Prus przed tak okrutnymi i niesprawiedliwymi prześladowaniami wspomnianego księcia przez wzgląd na swoich ludzi.
34. O SPUSTOSZENIU WEWNĘTRZNYCH OBSZARÓW ZIEMI PRUSKIEJ
Tak więc po tym wszystkim Świętopełk, odrzuciwszy bojaźń Bożą, dokładając zbrodni gorszych od pierwszych, występek prześladowania, który wcześniej był niemal niewidoczny, uczynił jawnym. Rozkazał bowiem, aby neofici, którzy łatwo staczali się ku dawnym błędom, pewnego dnia ze wszystkich stron ziemi pruskiej wznowili wojnę z braćmi, by zrzucić wzgardzone i podłe wyznanie. I zebrali się Prusowie wszyscy jak jeden mąż; ów Świętopełk został ich księciem i wodzem, i ręką mocną i ramieniem wyciągniętym wtargnęli do wewnętrznych obszarów wspomnianej ziemi i wszystkich starych chrześcijan, którzy przybyli z Alemanii na pomoc ziemi pruskiej, ku naszej boleści wycięli, a kobiety i dzieci uprowadzili w wieczną niewolę. Zabili także brata Konrada von Dortmund, męża prawego i biegłego w sprawach wojennych, z całą jego drużyną, i zdobywszy wszystkie zamki prócz Bałgi i Elbląga, zrównali je z ziemią, wybijając wszystkich co do jednego braci i chrześcijan.
35. O SPUSTOSZENIU ZEWNĘTRZNYCH OBSZARÓW ZIEMI PRUSKIEJ
Wkrótce potem ten sam Świętopełk, syn diabła, zebrał znowu wspomnianych nowo nawróconych odstępców, a oni, napadłszy z bronią w ręku, spustoszyli zewnętrzne obszary, a mianowicie ziemię Pomezanii i ziemię chełmińską, mieczem i ogniem, zdobywając i zrównując z ziemią wszystkie zamki i umocnienia prócz trzech, a mianowicie Torunia, Chełmna i Radzynia. Zabili też z ludu Bożego, który mieszkał tam ku Jego chwale i czci, cztery tysiące, tak że cała ziemia pruska wydawała się zbroczona krwią chrześcijańską.
36. O ZDOBYCIU ZAMKU SARTOWICE 134 I ODNALEZIENIU RELIKWII GŁOWY ŚWIĘTEJ BARBARY, DZIEWICY I WIELKIEJ MĘCZENNICY
Nikt przy zdrowych zmysłach nie może pomyśleć ani usłyszeć bez wstrząsu duszy i słusznego współczucia, że oto dzieło wiary we wspomnianych granicach, tak wspaniale posunięte naprzód z niezmiernymi niedostatkami i trudami ku chwale Bożej, zostanie doprowadzone do zguby zbrodnią jednego tyrana. Dlatego bracia, strapieni na duchu tym widokiem, woleli zginąć w walce, niż patrzeć na nieszczęścia swego ludu i świętości. Jeden z nich, a mianowicie brat Dytryk von Bernheim, stary marszałek, uosobienie męstwa (był bowiem duchem Ulissesem, a ręką nie słabszy od Hektora), i czterech braci oraz 24 giermków w noc przed dniem świętej Barbary, dziewicy i wielkiej męczennicy, przybyli pod zamek Świętopełka Sartowice i przystawiwszy drabiny do murów i po cichu wszedłszy, zastali 50 ludzi pozostawionych dla jego ochrony, ludzi zarówno o niepospolitej sile, jak i doświadczonych w wojnie, na których bracia z 24 giermkami śmiało uderzyli. Tamci ze swej strony, dając odpór, dzielnie się bronili. Raz jedni, raz drudzy brali górę; rozpoczęła się między nimi najzaciętsza bitwa i trwała od świtu do trzeciej godziny. Wreszcie sam Bóg, który nie opuszcza ufających Mu, zesłał braciom pomoc i zwycięstwo z nieba, tak że wybiwszy wszystkich prócz nielicznych, którzy ocaleli ucieczką, związali 40 kobiet z dziećmi, wziętych tam do niewoli. Potem znaleźli w pewnej spiżarni skrzynię, czyli arkę, a w niej srebrną szkatułę, a w szkatule relikwię głowy świętej Barbary, dziewicy i wielkiej męczennicy; ujrzawszy to, padli na twarz na ziemię, oddając chwałę Bogu za odnalezienie tak sławnego daru. I podniósłszy te święte relikwie, z wielką radością wyszli ze spiżarni. Widząc to, pewna stara kobieta, stojąca związana wraz z innymi, rzekła do braci: „Możecie słusznie się radować i zaiste powinniście, bo teraz, gdy posiadacie relikwie świętej Barbary, sądzone wam jest powodzenie”. Bracia zwrócili się do niej: „Kto ci to powiedział? [66] I skąd możesz to wiedzieć?”. Odpowiedziała: „Ja zawsze ze szczególną czcią wielbiłam świętą Barbarę, dlatego tej nocy trzykroć mi się ukazała, przepasana i jakby gotowa do drogi, a ja rzekłam do niej: «Dokąd idziesz, Święta Dziewico?». Odpowiedziała: «Udaję się do grodu chełmińskiego, by wysłuchać tam mszy», a gdy ukazała mi się po raz trzeci i rzekła: «Bywaj, moja miła», zerwałam się z mego łoża i odprowadziłam ją do progu domu, gdzie, gdy znikła, ujrzałam was uzbrojonych w zamku. Stąd wiem na pewno, że relikwiami i modlitwami jej oddany wam został ten zamek, abyście jej relikwie zabrali ze sobą do ziemi pruskiej, gdzie będą otaczane większą czcią niż tutaj”. Potem brat Dytryk, wyznaczywszy kilku braci i giermków do ochrony owego zamku, powróciwszy z nielicznymi z nich, przyniósł te święte relikwie do Chełmna, gdzie duchowieństwo i lud, powitawszy je uroczystą procesją, zanieśli je do kościoła i umieścili na starym zamku, gdzie po dziś dzień spoczywają otaczane nieustanną czcią dzięki cudom, jakie Pan nierzadko przez nie czyni.
37. O OBLĘŻENIU ZAMKU SARTOWICE I ZABICIU 900 POMORZAN
Gdy zaś doszło to do uszu wspomnianego księcia, bardzo się rozgniewał i obróciwszy wszystkie swe wysiłki w jad zemsty, zwołał wszystkich nowo nawróconych odstępców ziemi pruskiej i obległ wspomniany zamek Sartowice, i uporczywie atakował go przez pięć tygodni za pomocą machin wojennych, strzał i innych możliwych środków, a bracia i inni oblężeni stawiali im mężny opór. Ponieważ jednak ten książę był uosobieniem wszelkiej przewrotności, zawsze działał podstępnie. Wreszcie, by swą złością ściągnąć gniew Boży, zebrał większą część swego wojska, pozostawiwszy drugą część w zasadzce, potajemnie nocą przeprawił ją po lodzie Wisły i w wielu miejscach spustoszył ziemię chełmińską. Naprzeciw niemu wyszedł brat Dytryk, marszałek, z garstką ludzi, ufając w miłosierdzie Boga, któremu łatwo wydać wyrok na małych czy na wielu, i wdawszy się w bitwę, zadał im wielką klęskę. Zabił bowiem 900 ludzi, resztę obróciwszy w ucieczkę, i oprócz innych łupów, które były wielkie, zdobył 400 nieprzyjacielskich koni. Książę zaś, zmieszany, z garstką ludzi powrócił do drugiej części swego wojska, którą zostawił przy oblężeniu, tak niepostrzeżenie, że oblężeni w zamku nie mogli się zorientować, co zaszło w bitwie. Dlatego wysłali jednego brata do marszałka, by dowiedział się prawdy o tym wydarzeniu; marszałek odesłał go z wiadomościami, polecając, aby gdy rozpocznie bitwę ze wspomnianym wojskiem Świętopełka, wyszli z zamku i pomogli, dodając, że niech zamek przypadnie potem temu, kto tu odniesie zwycięstwo. Gdy więc marszałek zamierzał znowu wdać się w bitwę z wojskiem księcia, Świętopełk, otrzymawszy z pierwszej klęski pewne znaki i oczywiste oznaki, że Bóg strasznie się na niego rozgniewał, i nie wątpiąc, że tarcza Boża została od niego odsunięta, przeląkł się, i tak zadrżało jego serce, że mając wielu wojowników, nie odważył się jednak czekać na nielicznych, lecz rzuciwszy się do ucieczki, haniebnie odstąpił. Widząc to, marszałek powoli posunął się naprzód ze swym wojskiem i zniszczył obóz wrogów. Obawiając się podstępnej zbrodni wspomnianego księcia i tej przebiegłej lisiej chytrości, która często zwodzi umysł myśliwego, nie odważył się ścigać uciekających, lecz przez cały dzień trzymał swe wojsko w gotowości, umacniając wyłomy w zamku powstałe w wyniku szturmu. Wreszcie wieczorem, zostawiwszy tam wielu giermków, odstąpił.
38. O UPADKU ZAMKU NAKŁO I SPUSTOSZENIU ZIEMI PRUSKIEJ
Legat Stolicy Apostolskiej, przytłoczony nieustannymi troskami i niepokojem o sprawę wiary, by się umacniała i by zginął wróg wiary, książę Pomorza, widząc, że powodzenie w wojnie zaczyna przechodzić w ręce braci, wezwał do siebie z Polski księcia Kazimierza i księcia kaliskiego oraz braci i naradzał się z nimi, by wyruszyć z wojskiem przeciwko Świętopełkowi. Oni, idąc za jego wskazówkami, ruszyli z wielkim wojskiem na jego zamek Nakło i rozbili tam swój obóz, a gdy rozłożyli się tam obozem według zasad sztuki wojennej i ustawili tam rozmaite machiny i urządzenia wojenne i przygotowali wszystko, co potrzebne do natarcia na miasto, wtedy w tych warunkach mieszkańcy zamku, przestraszywszy się, że nie zdołają wyjść cało i bez szwanku, poddali zamek braciom. Ci, osadziwszy w nim braci i giermków dla ochrony, z drugą częścią wojska wtargnęli do ziemi pomorskiej, rozciągnąwszy się od jednego jej krańca do drugiego, lecz urządzając wszystko nie żartem, a na serio, wszystko bowiem, co można było spalić, palili i zabiwszy wielu oraz pojmawszy kobiety i dzieci, powrócili z ogromnym łupem.
39. O PRZYWRÓCENIU POKOJU MIĘDZY ŚWIĘTOPEŁKIEM A BRAĆMI
Gdy więc zostało to tak urządzone i miłosiernie załatwione przez Boga z księciem Świętopełkiem, który wcześniej był tak uparty i zatwardziały w bezbożności, że ani modlitwą, ani karą, ani wyrzutami sumienia nie dał się zmiękczyć, by zechcieć powrócić na łono świętej matki Kościoła, teraz ta porażka dała mu nauczkę, i on, widząc, że odtąd nie może stawiać oporu braciom, przyszedł do legata i braci i pokornie wyznał przed nimi, że błądził w swoich działaniach przeciwko wierze i chrześcijanom, błagając na klęczkach, by się nad nim zlitowali i ułaskawili go, oddając się wraz ze swymi ludźmi braciom do poprawy. Legat, wysłuchawszy ich, radził i rozważał z braćmi tę sprawę, mówiąc, że trudno wierzyć temu, kto często łamał układy pokojowe. Z drugiej strony uznał, że proszącemu o przebaczenie nie należy odmawiać objęć miłosierdzia, wybierając z tego to, co uważał za najlepsze, a mianowicie pokój, bo tylko w czasie pokoju czci się pokój czyniącego. Dlatego za radą braci przyjął go na łaskę Kościoła na tych warunkach. Aby pojednanie między nim a braćmi było trwałe, Świętopełk dał braciom w zastaw swój zamek Sartowice i swego pierworodnego syna Mściwoja, Wimara, burgrabiego, i Wojaka, swego wodza, i przysiągł na święte Ewangelie Boże, położywszy na nich rękę, że będzie pomagał braciom w walce z poganami, ilekroć zażądają tego okoliczności, i że odtąd nie będzie próbował dopuszczać się tak haniebnych działań przeciwko wierze i chrześcijanom jak wcześniej, i dał braciom swoje dokumenty opieczętowane jego pieczęcią na potwierdzenie powyższego. Potem bracia zwrócili mu wszystkich jeńców, jakich zdołali pojmać, wśród których było 70 szlachetnych i czcigodnych matron, a ponadto inne kobiety, mężczyźni i dzieci, a wspomnianego pokoju bracia tak ściśle przestrzegali, że oprócz wszystkiego, co niezbędne do zachowania pokoju, żadnych działań wojennych przeciwko poganom nie zamierzali już podejmować bez rady wspomnianego księcia.
40. O NOWEJ WOJNIE ŚWIĘTOPEŁKA I BITWIE NAD JEZIOREM RENSEN
Ponieważ jednak duch ludzki zawsze skłonny jest do złego, a z drogi, do której człowiek od młodości przywykł, nie zboczy i na starość, ten występny książę Pomorza, uosobienie zła, swoich wrodzonych występków, które od młodości przejawiał, nie mógł długo ukrywać, lecz w rok po zawarciu pokoju, zapomniawszy o swym zbawieniu i o przysiędze, którą przypieczętował wspomniany pokój, i nie pamiętając o swoich krewnych, a mianowicie o synu i innych zakładnikach, których dał w zastaw, złamawszy układ pokojowy, z nowo nawróconymi odstępcami ziemi pruskiej i z Jaćwingami zebrał bardzo wielką rzeszę wojska, która całą ziemię chełmińską, prócz trzech zamków: Torunia, Chełmna i Radzynia – obróciła w pustynię, wyrządzając i inne zło w postaci jeńców i zabitych oraz niezliczonych łupów wojennych. Potem przybyli ze swym wojskiem pod zamek i gród Chełmno i stali tam aż do wieczora z pychą i wzgardą. Potem odeszli do jeziora zwanego Rensen i tam przenocowali. Dowiedziawszy się o tym, bracia z Chełmna z 400 ludźmi poszli za nimi, a gdy połowa wojska pogan przeprawiała się przez wspomniane jezioro, brat Dytryk, stary marszałek, zamierzał uderzyć na idących z tyłu, zapewniając, że zanim tamci powrócą, ci zostaną wybici. Jego radzie sprzeciwił się brat Berlwin, nowy marszałek, i choć starsi bracia działali niechętnie, wydawało im się bowiem, że napadając na nich wcześniej, skupią ich do odporu, to jednak poszli za jego radą i potężnym uderzeniem spadli na nich od tyłu, a tamci natychmiast rzucili się do ucieczki. Ścigając ich, chrześcijanie wielu zabili, a gdy wojsko chrześcijan się rozproszyło, marszałek z 24 giermkami poszedł ku pewnej górze, na której znalazło się 4 tysiące pogan gotowych do walki z nim. A ponieważ Prusowie widzieli tak niewielu braci wokół chorągwi, zebrawszy siły i ducha, nagle na nich napadli i zabili marszałka i wszystkich braci z 400 ludźmi; zostało tylko dziesięciu ludzi, którzy ocaleli ucieczką. Wreszcie przybyli bracia z Torunia z 200 ludźmi na miejsce i o godzinie wyznaczonej przez marszałka i ujrzawszy zabitych braci, uciekli. Pognawszy za nimi, Prusowie wielu zabili, pozostali ocaleli. I zabrawszy łupy, które były bardzo wielkie, z wielką radością uprowadzili wiele kobiet i dzieci. Wśród nich był Marcin z Golina ze swą brzemienną siostrą; gdy z powodu rozpoczynającego się porodu nie mogła ona nadążyć za spieszącym się wojskiem, ten, który prowadził ją w niewolę, rozpłatał jej mieczem brzuch, i żywe dzieciątko upadło na piasek, a ona sama zmarła. Ten ohydny czyn tak przeraził Marcina i taką nienawiść zachował on w sobie do pogan, że gdy został uwolniony z ich niewoli, nieraz urządzał im wielkie rzezie, jak to okaże się niżej. Po ich odejściu, gdy bracia ujrzeli zło, jakie wyrządzili ludowi, mówili jeden do drugiego: „Biada nam! Po cóż urodziliśmy się, by oglądać zniszczenie ludu naszego i zniszczenie ziemi naszej i pozostawać tu, gdy została wydana w ręce wrogów? Zabici są jej starcy, jej młodzieńcy padli od miecza wroga. Ta, która wcześniej była wolna, stała się niewolnicą. Oto świętości nasze i ozdoba nasza, i chwała nasza zostały spustoszone, i poganie je splugawili. Po cóż mamy jeszcze żyć?”. I rozdarli szaty swoje, i oblekli się w wory pokutne, a z nimi cały obecny lud, pełen wielkiego strachu, gorzko płakał.
41. O PEWNYM CUDZIE
Gdy po bitwie pewna kobieta wraz z innymi mieszkańcami Chełmna poszła na pobojowisko, by pochować ciała poległych, i chciała przenieść do miasta swego na wpół żywego męża, on się sprzeciwił, a gdy zapytała, czemu tak chce tam pozostać, odpowiedział, że tego dnia Najświętsza Dziewica Maryja z kadzielnicą, w towarzystwie dwóch dziewic z płonącymi świecami, okadzała wonnościami wszystkich zabitych, a gdy podeszła do niego i ujrzała, że jeszcze żyje, rzekła: „Trzeciego dnia umrzesz, i raduj się, bo dusza twoja, jak i dusze pozostałych pobitych, wzniesie się ku wiecznej radości”. I oto, przeniesiony wraz z pozostałymi do grodu chełmińskiego, zgodnie z tym, co przepowiedział, trzeciego dnia umarł, a wszyscy ludzie uwierzyli jego słowom.
42. O SPORZE DWÓCH WDÓW O JEDNEGO MĘŻCZYZNĘ
Gdy po tej bitwie biskup chełmiński ujrzał, że w grodzie chełmińskim zabrakło mężczyzn, wszyscy bowiem zostali zabici we wspomnianej bitwie, nakazał wdowom na odpuszczenie wszystkich grzechów wziąć za mężów swoich sługi, by nie wydać tam na zgubę dzieła wiary. Dlatego zdarzyło się, że gdy dwie kobiety szły do kościoła, ujrzały wśród innych grających na placu w kości pewnego sługę, silnego i pięknego z oblicza, choć źle odzianego; toteż jedna z nich po cichu powiedziała swojej służącej, by przyprowadziła go do jej domu. Druga zaś, ujrzawszy go, potajemnie poleciła swojej służącej, by zaprowadziła go do jej komnat i nie wypuszczała, dopóki ona nie wróci. Potem przyodziała go należycie i wstąpiła z nim w związek małżeński, biorąc ślub w kościele. Pierwsza kobieta, dowiedziawszy się o tym, długo gniewała się na drugą. Ów sługa pochodził z Halle i był tak uczciwy i mądry, że nie było w Prusach nikogo równego mu w zaletach.
43. O MĘKACH BRACI PO BITWIE
Z powodu tej rzezi braci Świętopełk uradował się radością bardzo wielką i piętrząc zło na swoje zło i dokładając boleść do boleści braci, starał się wszelkimi sposobami podburzyć przeciwko nim lud im podległy i znajdujący się w ciężkim położeniu i nakłonić go do swej złej woli pochlebstwem i darami. I choć niektórzy zostali przez niego zwiedzeni i potajemnie skłonili się ku jego łaskawości, to jednak opatrzność Boża i przezorność braci surowo czuwały, by nikt nie mógł okazać tego jawnie. I tak jego złe zamysły zostały zniweczone, a on nie odniósł powodzenia w swoich złych zamiarach.
44. ----
Gdy Świętopełk, wspomniany książę Pomorza, nie odniósł powodzenia w tej przewrotnej pokusie, znalazł inną, jeszcze gorszą, niezachwianie sądząc, że nadchodzi odpowiedni i dawno upragniony czas, gdy będzie mógł bez żadnego oporu tę małą iskrę wiary chrześcijańskiej, która jeszcze się tliła po ostatniej bitwie, całkowicie zgasić i unicestwić. I zebrał dwa tysiące ludzi, wybornych wojowników, i przeprawiwszy się na statkach przez Wisłę, wkroczył do ziemi chełmińskiej, a gdy wszystko, co jeszcze pozostało, wytrwało dwa dni i dwie noce, resztę obrócił w proch i popiół. Gdy to się działo, bracia z Chełmna, zebrawszy się z możnymi i mieszkańcami grodu chełmińskiego, widząc zło, jakie uczynił Świętopełk ze swym wojskiem, szlochali i zraszając swe piersi łzami, wołali do Boga, mówiąc: „Oszczędź, Panie, oszczędź lud Twój i nie wydawaj dziedzictwa Twego”. Bracia sądzili, że jeśli znowu uderzą na to wojsko i poniosą klęskę, stracą ziemię pruską bez nadziei na jej odzyskanie, a w konsekwencji zginie tam i wiara Chrystusowa. Możni zaś i mieszczanie Chełmna mówili, że lepiej by im było uczciwie paść w boju, niż żyjąc tak, marnie umierać dzień po dniu. I zstąpił Duch Boży na braci i na wszystkich obecnych, i choć było ich bardzo niewielu w porównaniu z wrogami, to jednak, ufając Panu, groźnie i mężnie uderzyli na wrogów pod grodem chełmińskim, i rozegrała się między nimi wielka bitwa, i wielu padło z każdej strony. Wreszcie Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, pocieszający swoich ludzi w każdym utrapieniu, umocnił braci tak dalece, że Świętopełk, przestraszony tym, ze wszystkimi swymi ludźmi uciekł i skierował się do miejsca, gdzie zostawił statki, mając nadzieję na nich się ocalić. Lecz nie tak, bezbożni, nie tak: lecz są oni jak proch, który wiatr zmiata z oblicza ziemi! Oto zadął silny wiatr i wszystkie te statki odpędził daleko od brzegu, i stało się z nimi i z tymi statkami tak, jak przydarzyło się pogańskiemu królowi saraceńskiemu, gdy poniósłszy klęskę, uciekał przed Karolem. A ponieważ nie znaleźli statków, weszli do Wisły i prócz Świętopełka i nielicznych innych utonęli wszyscy ci, którzy z nim uchodzili, a wcześniej ocaleli od miecza. I tak pocieszył Pan swój lud, który znalazł się na krawędzi zguby.
45. O POKOJU ZNOWU PRZYWRÓCONYM I ZŁAMANYM ORAZ O WZNIESIENIU ZAMKU ZANTYR
I oto bracia, zewsząd przyciśnięci niedostatkiem, wśród innych rad, których wszędzie szukali, otrzymali wreszcie radę brata imieniem Rawe z Radzynia, męża roztropnego i rozważnego w trudnych sprawach, by oddać Mściwoja, syna Świętopełka, w zastaw księciu Austrii 166 i opowiedzieć w granicach Alemanii, Czech, Krakowskiego i Polski o stanie ziemi pruskiej i braci, ostrzegając, że sprawa wiary i chrześcijan wkrótce tu zginie, jeśli nie zostanie jej szybko udzielona pomoc siłą Pańską i ich własną. Potem przybył brat mistrz Poppo z czterema braćmi oraz sześciu braci z Marchii, Miśni i Turyngii. Również książę Austrii wysłał 30 konnych łuczników na pomoc wspomnianej ziemi. Z ich przybycia bracia bardzo się uradowali, Świętopełk zaś, przeciwnie, tak się zaniepokoił i przeląkł, że prosząc ze strachu o łaskę, znowu otrzymał ją od braci, i odnowił się dawny pokój. Jednak z powodu właściwych mu występków nie zaprzestał podstępnych i potajemnych prześladowań braci i ich ludzi i nie słuchał, gdy bracia go za to ganili. Wreszcie, aby jego ukryta złość stała się jawna, zebrawszy silne wojsko, groźnie wtargnął do ziemi kujawskiej księcia Kazimierza, by ją na wszelkie sposoby spustoszyć ogniem i mieczem, a pojmawszy i zabiwszy tam wielu chrześcijan i dokonawszy innych czynów, powrócił z ogromnym łupem. Potem, gdy znowu wezwano go do odpowiedzi, powiedział, że ani przez wzgląd na papieża, ani na cesarza, ani na nikogo innego z żyjących nie zaprzestanie prześladowania swoich wrogów, i dodał: „Oddajcie mi mojego syna, jeśli chcecie żyć ze mną w pokoju”. A ponieważ bracia nie oddali mu jego syna, zaczął ich jawnie prześladować, tak jak wcześniej. I zbudował u zbiegu rzek, a mianowicie Wisły i Nogatu, zamek zwany Zantyr, w którym osadził bezbożnych ludzi; przeszkadzali oni poddanym braci spokojnie pływać statkami w górę lub w dół rzeki albo odbierali im ich dobra, albo brali w niewolę, albo zabijali.
46. O WZNIESIENIU ZAMKU ŚWIECIE I JEGO SZTURMIE
Tak więc bracia, widząc, że czeka ich nowa wojna, zapisawszy zamek Sartowice wiernemu sobie Samborowi, synowi Świętopełka, przekazali mu go ze wszystkim, co do niego należało. Oto rzecz cudowna i bardzo zadziwiająca: synowie wystąpili przeciwko ojcu z powodu okrucieństwa, które haniebnie obracał przeciw wierze i chrześcijanom. Potem bracia wysłali posłów do legata Stolicy Apostolskiej i wielkiego mistrza, którzy donieśli im o nowej wojnie i o stanie ziemi pruskiej. Usłyszawszy to, legat osobiście ogłosił krucjatę przeciwko wspomnianemu tyranowi i rozkazał ogłaszać ją w różnych królestwach i prowincjach władzą apostolską. Lecz ponieważ przewrotne występki i występna przewrotność złych ludzi radują się, czyniąc zło, i zachwycają się złą rozpustą, tak i on, bardzo radujący się z zamku Zantyr, który zbudował dla zagrożenia wierze i chrześcijanom, zaczął budować drugi zamek, dziś niemal naprzeciw grodu chełmińskiego, który nazywa się Świecie, by całkowicie zamknąć bardzo potrzebny braciom przepływ statków po rzece Wiśle, zarówno w górę, jak i w dół jej biegu. Gdy usłyszał o tym mistrz, rozkazał braciom z Chełmna, by przybyli ze swymi ludźmi na statkach, sam zaś z braćmi z Torunia i księciem Kazimierzem zamierzał wyruszyć we wskazane miejsca z wojskiem konnym. Chciał bowiem przeszkodzić budowie wspomnianego zamku. Świętopełk, widząc, że statki braci przybiły do brzegu, zwinąwszy obóz, zniszczył most, przez który otwierał się dostęp do zamku, i uciekł. Wreszcie, obejrzawszy się i widząc, że bracia na koniach ze swym wojskiem nie mogą zbliżyć się do tych, którzy przybyli z Chełmna na statkach, z powodu głębokości dzielącej ich rzeki, odzyskawszy ducha, powrócił ze swymi ludźmi, a gdy zobaczył, że mistrz zamierza zdobyć zamek, szybko odbudowawszy most, posłał 300 ludzi do zamku, by go bronili. A nacierający bracia z księciem Kazimierzem potężnym uderzeniem runęli na zamek, i tak zacięta była między nimi bitwa, że z obu stron wielu ludzi zostało śmiertelnie rannych i padło wielu z zamku, lecz ponieważ zamek był tak umocniony, że niełatwo było go zdobyć, to gdy bracia odstąpili z niczym, Świętopełk, powróciwszy, jeszcze lepiej ten zamek umocnił.
47. O WZNIESIENIU ZAMKU POTTERBERG
Mistrz brat Poppo, widząc przebiegłość wspomnianego księcia w tym, że wszędzie przezornie umacnia się zamkami, na górze między obecnym grodem chełmińskim a starym zamkiem zbudował zamek, który od nazwy góry nazwał Potterberg, osadzając w nim 12 braci z wieloma giermkami. Budowli tej dokonano, by Świętopełk nie zabudował wspomnianej góry i by nie popełniono jeszcze jednego grzechu, gorszego od pierwszego.
48. O SZTURMIE ZAMKU I GRODU ELBLĄSKIEGO
Świętopełk, książę Pomorza, dowiedziawszy się o nieobecności braci i mieszczan z Elbląga, zebrawszy wielką rzeszę wojska, wyruszył do szturmu na zamek i miasto. Widząc to, kobiety, zdjąwszy niewieście ozdoby, przyoblekły się w męskiego ducha i przypasawszy sobie miecz do biodra, weszły na mury, okazując się tak mężnymi w obronie, jak nigdy tam nie występowała płeć słaba. Dlatego książę, sądząc, że powróciło wojsko braci i mieszczan, w popłochu odstąpił. Nie myśl, że tak było tylko tutaj, lecz i w wielu innych miejscach, gdzie pod nieobecność mężczyzn umocnienia mogłyby upaść, gdyby wrogowie nie natknęli się na męstwo kobiet.
49. O PEWNYM WOJOWNIKU ŚWIĘTOPEŁKA
Był pewien wojownik z drużyny Świętopełka, który tak bał się braci Domu Niemieckiego, że na samą wzmiankę o nich dusza uciekała mu w pięty. Dlatego zdarzyło się wtedy, że ów książę udał się na odpoczynek do pewnej wsi i ku największej, hucznej radości przywołał do siebie kilku wojowników i rzekł: „Poślijmy jednego sługę na pola, a on po pierwszym daniu szybko wróci i oznajmi, że nadciągają bracia z wojskiem, a my zobaczymy, jak zachowa się ten tchórz”. Bardzo im się to spodobało, i wysłano w tym celu gońca. Gdy zaś bracia, którym o tym doniesiono, podeszli blisko wspomnianej wsi, goniec już wyszedł i widząc nadchodzących braci z giermkami, oszołomiony i zbladły z wielkiego strachu, cały we łzach i z obnażonym mieczem, wróciwszy do Świętopełka, rzekł: „Szybko wstawajcie i uchodźcie, bo naprawdę idą bracia z wojskiem”. Ci, którzy to wymyślili, zaśmiali się, lecz ów tchórzliwy wojownik, usłyszawszy o braciach, natychmiast przeskoczył przez stół i uciekł. Goniec zaś powtórzył swoje słowa i potwierdziwszy je przysięgą, powiedział, że bracia z wojskiem są już niedaleko. Dlatego książę, podczas gdy pozostali się śmiali, odszedł z jednym sługą, a tego sługę jeden brat, wysłany w tym celu, pognawszy za nim, utopił w rzece, ponieważ księcia nie zdołał dopaść; pozostali bracia pojmali i zabili wszystkich, którzy zostali tam z jego drużyny.
50. O BITWIE NA STATKACH
Mistrz brat Poppo, troszczący się o zbawienie prawowiernych, wysłał brata Konrada zwanego Bremer z wieloma giermkami, by poprowadził trzy statki załadowane żywnością do Elbląga; gdy podpłynął do Zantyru, odkrył, że Świętopełk i wielu jego ludzi czekają z 20 statkami. Gdy brat Konrad ich ujrzał, nie przeląkł się jak tchórz, lecz jak mężny, ufający Panu, podczas gdy jego statki szybko mknęły na wiosłach męstwa, gwałtownie i potężnym uderzeniem runął na nich, tak że wiele statków księcia zatonęło, pozostałe zostały rozbite. Dlatego wrogowie, widząc ich obok, podeszli od brzegu, rzucając kamienie. Bratu Konradowi wybili ząb, a wielu innych zranili, pozostali przybyli do Elbląga bez szwanku.
51. ZNOWU O TYM SAMYM
Bracia z Elbląga, którzy boleśnie długo oczekiwali przybycia tych statków, dowiedziawszy się o stanie ziemi chełmińskiej, ze swej strony wysłali statki ze swoimi gońcami. A gdy przepływały one obok zamku Świecie, Świętopełk z wieloma giermkami i 10 statkami znowu na nich napadł. A wódz wspomnianego księcia napadł na brata Fryderyka von Weide, który dowodził pozostałymi, i przebił mu włócznią podbródek, lecz brat Fryderyk, wystąpiwszy ze swej strony, zabił go. Na statku mieszczan z Elbląga, który gwałtownie przybiwszy, osiadł nieruchomo na piasku, zabito dwóch braci, lecz brat Fryderyk, nadpłynąwszy, uwolnił pozostałych i umieścił na swoim statku, tak że prócz dwóch braci i trzech ludzi, a po stronie przeciwnika 20 zabitych, pozostali ocaleli.
52. O PEWNYM SZLACHETNYM MĘŻU, PRZYJĘTYM DO ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
Wkrótce potem, gdy zabrakło im żywności w zamkach, bracia ze swą drużyną, prawie już wyczerpani głodem, wołali o pomoc do Pana, który zawsze łaskawie syci upadłych na duchu. Dlatego duszę pewnego szlachetnego męża z Krakowskiego skłonił do przyjęcia habitu zakonnego, a on napełnił trzy wielkie statki winem i miodem, czyli piwem, oraz innymi rzeczami potrzebnymi do wyżywienia, i 300 wołów i krów oraz wiele innego bydła dostarczył do zamku Toruń, w zamian zaś został przyjęty z wielkimi honorami i przyjął habit zakonu Domu Niemieckiego, i uwolnił braci od wielkich niedostatków.
53. O ZWYCIĘSKIEJ BITWIE, W KTÓREJ BRACIA ZABILI 1500 POMORZAN
Mistrz brat Poppo, wysławszy przodem zwiadowców, którzy starannie wybadali, co robi Świętopełk, spotkał się z wojskiem księcia Kazimierza w pobliżu zamku Wyszogród, i tam rozbito obozy. Powróciwszy zwiadowcy powiedzieli, że Świętopełk z wielką rzeszą wojska stoi pod zamkiem Świecie i umacnia go. I wszystkim wydało się rozsądne uderzyć na niego tam, i wysłano przodem z Chełmna 10 jeźdźców, którzy zaniepokoili wojsko nieprzyjacielskie, a oni, napotkawszy 20 przeciwników, zabili jednego wojownika, pozostałych 19 uciekło na widok chorągwi braci, a gdy przybiegli do wojska Świętopełka, wszyscy rzucili się do ucieczki; ocalało z nich niewielu, którzy dotarli do zamku, wszyscy pozostali albo utonęli, albo padli od miecza. Tak oto tego dnia 1500 ludzi z ludu pomorskiego zostało zabitych przez braci. Z tej zwycięskiej bitwy bracia powrócili, składając dzięki Bogu, z ogromnym łupem wojennym, radując się w Panu.
54. O PEWNYM CUDZIE
Gdy pewien krzyżowiec z Miśni, spędziwszy rok w ziemi pruskiej, po wypełnieniu ślubu swojej pielgrzymki wracał do ojczyzny, zmarł w drodze. Jego syn, zaniepokojony długą nieobecnością ojca, szukając go w Prusach, nie znalazł go, lecz w drodze powrotnej przybył do pewnej wsi, gdzie biskup poświęcał cmentarz. Gdy podczas tego poświęcenia biskup kropił wodą święconą groby zmarłych, ciało pewnego zmarłego, podniósłszy się, przywarło do ściany kościoła; początkowo widział to tylko biskup, lecz wreszcie modlitwą sprawił, że wyraźnie ujrzał to i cały lud obecny przy poświęceniu. Biskup nakłonił więc tego zmarłego, by powiedział, kim jest i dlaczego podniósł się z grobu. Ten odpowiedział, że przez rok był pielgrzymem w ziemi pruskiej, w drodze powrotnej zaś zmarł i został tu pochowany, a z powodu pewnego pola, które za życia niesprawiedliwie odebrał swemu sąsiadowi, był potępiony, lecz dzięki ślubowi pielgrzymki sam Chrystus, którego zniewagę pomścił, zamienił karę wieczną na doczesną, a mianowicie by odbywał karę w czyśćcu, dopóki ktoś z jego bliskich nie zwróci wspomnianego pola. Potem biskup zapytał, czy ktoś go rozpoznaje. Syn odpowiedział mu, że ten zmarły jest jego ojcem, i obiecał uczciwie zwrócić wspomniane pole. Gdy to powiedział, biskup rozkazał wspomnianemu zmarłemu wrócić do grobu, co ten też uczynił. Oto jaką łaskę zsyła sam Chrystus i żywym, i zmarłym pielgrzymom, którzy podobnie jak On cierpią z powodu znieważenia Jego krzyża i nie lękają się bronić świętego Kościoła przed uciskiem niewiernych, nie szczędząc rąk i nie żałując życia.
55. RÓWNIEŻ O ZWYCIĘSKIEJ BITWIE BRACI, W KTÓREJ ZNOWU ZABITO 1500 LUDZI Z POMORZA
Gdy legat Stolicy Apostolskiej sam ogłosił krucjatę i rozkazał przez innych, wyznaczonych do tego, ogłaszać ją w królestwach i prowincjach, władcy i możni Alemanii zaniepokoili się spustoszeniem ziemi pruskiej, i książę Austrii wysłał na pomoc Drusigera, swego seneszala, z wieloma rycerzami i mężami zahartowanymi w bojach; wyruszył także rycerz Henryk von Liechtenstein, a z nim wielu pielgrzymów. Z nimi i z księciem Kazimierzem mistrz i bracia ze swymi ludźmi wtargnęli do ziemi pomorskiej i przechodząc potężnym i groźnym natarciem, w ciągu dziewięciu dni i nocy z wielkim wojskiem ją spustoszyli, tak że nie pozostał w niej ani jeden kąt, gdzie by nie byli z ogniem i mieczem. Tymczasem Świętopełk ze swymi poddanymi i neofitami ziemi pruskiej zebrał bardzo wielką zgraję i idąc ze swym wojskiem trop w trop za ustępującymi braćmi, co noc zatrzymywał się tam, gdzie bracia rozbijali swoje obozy, przywiązując swoje konie bojowe tam, gdzie wcześniej stały konie braci, a z liczby namiotów i mnóstwa śladów wywnioskował, że jego wojsko jest dwakroć większe od wojska braci; i uradował się radością wielką i dodając ducha swoim ludziom, pocieszał ich takimi słowami: „Jutro sprawimy, że Pomorzanie i Prusowie na zawsze uwolnią się od jarzma niemieckiego”. Gdy nastał ranek, a bracia ustępowali, kilku ludzi z wojska Świętopełka zagarnęło łupy, które były niezwykle wielkie, zajmowały bowiem dwie mile, a z ludzi wyznaczonych do ich ochrony 30 zabili. Lecz Drusiger, wysłany im przez mistrza na pomoc, widząc, że wielu już zostało zabitych, uciekł jak tchórz. Dowiedziawszy się o tym, pan Henryk von Liechtenstein natychmiast uderzył na wrogów, a łupy przez nich porwane przywrócił na dawne miejsce. Dowiedziawszy się o tym, Świętopełk z trzema oddziałami ruszył na pomoc swoim; ujrzawszy ich, przestraszeni Polacy wszyscy uciekli prócz jednego rycerza – Marcina z Kruszwicy, chorążego – i księcia Kazimierza, za którego radą natychmiast posłano po pana Henryka von Liechtenstein. W tym czasie bracia przygotowali się do bitwy. Lecz Świętopełk, sądząc, że bracia nie zamierzają uciekać, rozkazał tysiącowi najlepszych ludzi ze swego wojska zsiąść z koni, pouczając ich, by z wielkim hałasem i wrzawą uderzyli na braci i stanąwszy z tyłu pod osłoną tarcz, swymi włóczniami przebijali konie chrześcijan, mówiąc: „Mają na sobie ciężkie zbroje i nie mogą walczyć pieszo”. Gdy oba wojska przygotowały się do bitwy, pan Henryk powrócił i patrząc na wrogów, rzekł do braci: „Zwłoka równa się śmierci. Uderzmy więc na nich”. I rzucili się na nieprzyjaciół, i zawiązała się między nimi zacięta bitwa, i z wojska Świętopełka na polu bitwy padło 1500 ludzi; z chrześcijan nikt nie został śmiertelnie ranny, padło tylko 10 ich koni bojowych, przebitych nieprzyjacielskimi włóczniami. Tak więc bracia i pielgrzymi z 1600 końmi przeciwników i innymi bardzo wielkimi łupami oraz ze sławnym zwycięstwem powrócili, z woli Pana naszego Jezusa Chrystusa, błogosławionego na wieki wieków. Amen. Drusiger, seneszal, który wcześniej jak tchórz uciekł ze swymi ludźmi z pola bitwy, ogłosił w grodzie toruńskim, że bracia i pielgrzymi i całe wojsko chrześcijan padli w bitwie, i chrześcijanie w ziemi chełmińskiej i w Polsce zaszlochali takim płaczem, jakiego od wieków nie słyszano. Lecz następnego dnia, pod wieczór, gdy bracia ze swym wojskiem powrócili ze zwycięstwem, nastała wielka radość w ludzie chrześcijańskim, i to taka, że wobec niej zbladł smutek dnia wczorajszego.
56. O PRZYWRÓCENIU POKOJU MIĘDZY ŚWIĘTOPEŁKIEM A BRAĆMI
I oto, gdy ziemia pomorska sprawiedliwym sądem Bożym się wyludniła, książę Świętopełk, który wcześniej jak lew ryczący chodził z podniesioną głową, szukając, jakby zniszczyć braci i nową wiarę, zaszczepioną w ziemi pruskiej wielkim rozlewem krwi wielu chrześcijan, teraz jak łagodny baranek, ze spuszczonym wzrokiem i twarzą przy ziemi, pokornie prosił braci, by jak zwykle raczyli przyjąć go z łaskawym miłosierdziem. Bracia, sądząc, że on, znalazłszy się w ciężkim położeniu, zawsze pod niewinnym wyglądem i owczą skórą ukrywa wilcze serce pełne złości i podstępu, co zostało dowiedzione czynem, bo już po raz trzeci złamał pokój przypieczętowany jego przysięgą, obawiali się, że znowu zostaną przez niego oszukani. Ponieważ jednak zawsze należy przedkładać dobry pokój w imię Tego, który jest pokój czyniącym i miłującym pokój, Jezusa Chrystusa, to po rozmaitych rokowaniach zawarli między sobą a wspomnianym księciem dawny pokój w dawnej formie za radą krzyżowców.
57. O BRACIE HENRYKU, III MISTRZU. 1247.
Brat Henryk von Weide, III mistrz ziemi pruskiej, stał na czele zakonu przez 8 lat. Przyprowadził ze sobą do ziemi pruskiej szlachetnego męża, pana z Weide, swego krewnego, z 50 najdzielniejszymi wojownikami (byli oni tak mężni, że wśród ludu chodziła o nich wieść, jakoby ich włócznie nie znały chybienia, a strzały zawsze trafiały w cel) oraz wielu szlachetnych pielgrzymów z Alemanii. Ów brat Henryk za zgodą swojej żony wstąpił do zakonu braci Domu Niemieckiego, ona zaś udała się do klasztoru żeńskiego w Kronowitz, który to klasztor on założył i ufundował i obdarzył cudownymi darami. I w nim, po wielu bitwach, które chwalebnie stoczył jako mistrz, jak ukażemy niżej, wezwany na kapitułę przez wielkiego mistrza, zachorowawszy w drodze, zmarł i został pochowany.
58. O ZDOBYCIU PEWNEGO ZAMKU I O ZAMKU CHRISTBURG
Ów mistrz brat Henryk, dowiedziawszy się od braci, ile zła wyrządzili wierze i chrześcijanom Świętopełk i jego sprzymierzeńcy, nowo nawróceni odstępcy ziemi pruskiej, zaczął z całym żarem duszy dokładać starań do ich zniszczenia i wywyższenia wiary. Zebrawszy więc braci i pielgrzymów, wyruszył na wojnę i w wigilię Bożego Narodzenia, głęboką nocą, gdy ludzie zasnęli, przybył pod gród Pomezanów, który stał wtedy w miejscu zwanym dziś Stary Christburg, a przystawiwszy drabiny do murów, bezgłośnie weszli i biorąc w niewolę i zabijając wszystkich, zdobyli go, osadzając tam braci i giermków dla ochrony wspomnianego zamku. Dlatego nadano mu tę nazwę Christburg, czyli „zamek Chrystusa”, że tej nocy Bożego Narodzenia został zdobyty przez chrześcijan; a nazwany został tak za wskazaniem anioła, zanim wymyślili to mistrz czy pozostali bracia.
59. O PRZENIESIENIU GRODU CHEŁMNA
W tym czasie ów szlachetny i sławny władca z Anhaltu z wieloma rycerzami przybył do ziemi pruskiej i oprócz wielu dobrych uczynków, których tam dokonał dla umocnienia wiary i chrześcijan, przeniósł gród chełmiński ze starego zamku na stok góry, gdzie znajduje się obecnie, i tym przeniesieniem ziemia chełmińska została ocalona.
60. O RÓŻNYCH ROKOWANIACH I RADACH ŚWIĘTOPEŁKA
Usłyszawszy o przybyciu mistrza, Świętopełk prosił go, by posłał do niego pana Henryka von Liechtenstein, a gdy ten do niego przybył, wyłożywszy mu wiele skarg na braci, rzekł: „Jestem gotów stanąć przed każdym sądem i czynić wszystko, cokolwiek rozkażą bracia, jeśli zwrócą mi mojego syna, którego dałem im w zastaw”. Pan Henryk, sądząc, że zaiste każdego należy kierować i pouczać, rzekł do niego: „W żaden sposób nie możecie odzyskać waszego syna, bo pokój, dla zachowania którego oddaliście go w zastaw braciom, nie raz, lecz wielokrotnie łamaliście, przyłączając się do odstępców i pogan, z których wojskiem pustoszyliście ogniem i mieczem ziemię chrześcijan i braci, a dzieło wiary, wspaniale posunięte naprzód za cenę niezliczonych strat chrześcijan, burzyliście waszą złością, jednych prawowiernych żałośnie uśmierciwszy, innych uprowadziwszy w wieczną niewolę; dlatego powinniście prosić nie o sąd, lecz o łaskę”. Ponieważ jednak prawda rodzi nienawiść, a słowa prawdy nieustannie ją wzbudzają u złych, ów przewrotny Świętopełk, jak głucha żmija, zatkawszy uszy swe na prawdę, odwrócił słuch i nie chcąc słuchać takich jego słów, odprawił wspomnianego pana Henryka całego i zdrowego do grodu chełmińskiego, gdzie ten opowiedział mistrzowi i braciom to, co usłyszał. Wkrótce potem ten sam książę zaproponował mistrzowi spotkanie na pewnej wyspie na Wiśle, gdzie po wielu rozmaitych rokowaniach, bez końca między nimi prowadzonych, rozstali się przyjaźnie.
61. O ZERWANIU POKOJU I SPUSTOSZENIU ZIEMI KUJAWSKIEJ
Po niedługim czasie Świętopełk, znowu niewdzięczny za dobrodziejstwa i rozmaite łaski okazane mu w ciężkim położeniu, nie raz szkodził braciom, potajemnie grabił ludzi braci, jednych zabijał, innych uprowadzał w niewolę i na różne sposoby im dokuczał. Wreszcie, jawnie złamawszy pokój, zaczął, jak wcześniej, wrogie prześladowania chrześcijan i zebrawszy silne wojsko, nagle wtargnął na Kujawy, ziemię księcia Kazimierza, i spustoszył je ogniem i mieczem, a zabiwszy wielu chrześcijan, uprowadził ze sobą kobiety i dzieci wraz z innymi ogromnymi łupami.
62. O ZDOBYCIU ZAMKU CHRISTBURG
Wciąż jeszcze nienasycony krwią chrześcijańską, ów Świętopełk postawił sobie za cel grzeszyć tak długo, aż znowu ściągnie na siebie gniew Najwyższego Boga. Nie do zniesienia była mu bowiem radość braci z tego, że oni [stronnicy Świętopełka. – W. M.] nie zdobyli zamku pomezańskiego, i zaczął myśleć, jak odnieść zwycięstwo. Zebrał więc całą siłę swego wojska i neofitów Prus, a ponieważ, jak powiedziano wyżej, był uosobieniem wszelkiej przewrotności, zawsze działał podstępnie. Dlatego podzielił swoje wojsko na dwie części, aby jedna uderzyła na zamek od przodu, druga od tyłu. Przeszedł więc z jedną częścią wspomnianego wojska ku bliższej i słabiej umocnionej części, i tak groźny był w natarciu, że bracia ledwo zdołali utrzymać tę część. Dlatego stało się tak, że druga część wojska, nie napotkawszy oporu, wdarła się do zamku z drugiej strony. I oto jedni od przodu, drudzy od tyłu na nich uderzyli, tak że, krótko mówiąc, wszystkich braci z ich drużyną wydali pod miecz.
63. O ODBUDOWIE ZAMKU CHRISTBURG
Niezmiernie zaniepokojeni tym żałosnym wydarzeniem bracia i mistrz uznali, że nieposłuszne karki tych pogan mogliby poddać wierze, gdyby tylko wśród tego zepsutego ludu mieli zamek, z którego codziennie by na nich napadali. Znowu zwoławszy wielu pielgrzymów, którzy nieustannie napływali z granic Alemanii dzięki głoszeniu Świętego Krzyża, przygotowawszy wszystko, co niezbędne do budowy zamków, wyruszyli do ziemi Pomezanii. Zmieniwszy miejsce, a nie nazwę, zbudowali zamek Christburg w miejscu, gdzie stoi po dziś dzień ku chwale i czci Jezusa Chrystusa, zaopatrzywszy go we wszystko, co niezbędne do ochrony zamków, i zostawiwszy tam też wielką załogę. Potem, z czasem, zbudowali wokół zamku miasto, do osiedlenia się w którym napływało wielu chrześcijan, którzy, nie szczędząc rąk i nie żałując życia, każdego dnia nieustraszenie bronili wiary chrześcijańskiej.
64. O ŚWIĘTYM ŻYCIU BRACI Z CHRISTBURGA
Na tym zamku Christburg żyli bogobojni ludzie, zadziwiający nieskazitelnością i przestrzeganiem obrzędów, a ponadto byli dzielnymi rycerzami, tak że zaiste można o nich powiedzieć, iż w klasztorze i na polu bitwy wiedli życie rycerskie. Wśród tych braci był jeden, zwany „z Gleissbergu”, odznaczający się taką świętością, że w piątek, gdy w kościele trwało nabożeństwo, a on, jak zwykle, uklęknął, by ucałować krzyż, drewniany wizerunek Ukrzyżowanego, podniósłszy się, wyciągnął ramiona, chcąc go objąć i ucałować. Uważając się za niegodnego tego, ów brat rzekł: „Nie przystoi Ci, Panie, obejmować tak nędznego grzesznika”. Był też inny brat, który aż do swojej śmierci nieustannie nosił na gołym ciele ciężkie żelazne łańcuchy zamiast nocnego pasa.
65. O ZGUBIE WIELU POMORZAN I PRUSÓW
Gdy wzniesiono zamek Christburg, szaleńcy, neofici i Świętopełk, zaniepokoili się w duszy i wszyscy jak jeden mąż zaczęli myśleć, jak go zburzyć i zniszczyć, rozważając rozmaite sposoby natarcia. Wreszcie zawiązali spisek, by razem oblec zamek Christburg i nie zwijać oblężenia, dopóki nie zrównają go z ziemią. Tak więc Prusowie zebrali ogromne wojsko i wysłali przodem wielu wojowników dla ochrony czterokołowych wozów i fur wiozących żywność i broń. Na wysłanych przodem napadli bracia i w potyczce wszystkich zabili, a wozy i fury zabrali do swojego zamku. Dowiedziawszy się o tym, rozgniewani Prusowie powrócili do siebie. Lecz Świętopełk ze swym wojskiem udał się do zamku Zantyr i tam rozbił obóz, i wysłał przodem wielu wojowników, by jak najstaranniej wybadali, czy można oblec zamek Christburg. Na tych rycerzy także napadli bracia z Christburga, a gdy wielu z nich zostało zabitych, pozostali, uciekając z głośnym krzykiem, przybyli do wojska swego pana Świętopełka. To wojsko Pomorzan tak się tym przestraszyło, że wszyscy rzucili się do ucieczki. Widząc to, bracia pognali za nimi i jednych zabili, innych wzięli w niewolę, pozostali utonęli w Wiśle, a książę z garstką ludzi ledwo ocalał na statkach. I oto Świętopełk, poniósłszy klęskę, gdyż cała siła jego wojska została podcięta, odtąd się uspokoił.
66. O BITWIE W NATANGII, GDZIE ZABITO 54 BRACI Z WIELOMA CHRZEŚCIJANAMI
Odkąd ów syn przekleństwa Świętopełk wystąpił przeciwko braciom i podburzał neofitów ziemi pruskiej do odstępstwa, bezpieczna droga zarówno lądem, jak i wodą, zarówno w głąb kraju, jak i z niego, stała otworem jedynie przy obecności ogromnej rzeszy rycerzy. Dlatego mistrz wysłał wielu braci i giermków, którzy wzięli ze sobą braci z Elbląga i Bałgi, i w pełnym uzbrojeniu wtargnąwszy do ziemi Natangii, spustoszyli ją ogniem i mieczem, a gdy, urządziwszy wielką rzeź, zamierzali odstąpić, odkryli, że wszystkie drogi są zajęte przez nieprzyjaciela i że droga powrotna jest całkowicie odcięta, tak że bracia zmuszeni byli wycofać się do wsi, która nazywa się Krücken. Widząc to, Prusowie oblegli ich, tak że ani jedni, ani drudzy nie odważali się ani natrzeć, ani wdać w bitwę. Wreszcie, gdy tłum Prusów urósł, bracia zmuszeni byli przystać na następujące warunki. Oddali bowiem brata Henryka zwanego Botel, marszałka, i jeszcze trzech braci w zastaw, jak żądali Prusowie, aby pozostali jeńcy zostali cali i zdrowi. Warunki te nie przypadły do serca jedynie temu umiłowanemu przez Boga bratu Janowi, wicekomturowi Bałgi, który w dobrej wierze radził, by bracia, ufając Bogu, śmiało wdali się w bój; gdy jednak większość poparła innych i, jak powiedziano, oddano zakładników, Prusowie, złamawszy warunki układu, napadli na pozostałych i zabili 54 braci i wszystkich innych, w roku od Narodzenia Chrystusowego 1249. Po tej rzezi pewien człowiek z Natangii wbił na włócznię głowę brata Jana, wspomnianego wicekomtura, i podniósłszy ją wysoko, rzekł: „Gdyby twoja zdrowa rada przypadła do gustu twoim braciom, to przynajmniej nie zostaliby zabici”. Wśród nich jeden brat doznał takiej męki: Prusowie przywiązali go żywego za rękę do drzewa i rozpłatawszy środek jego brzucha, do którego przylegają wnętrzności, przymocowali je do drzewa; potem, bijąc go, zmusili do biegania wokół drzewa, dopóki wszystkie jego wnętrzności nie zostały na drzewie, i tak, odchodząc do Boga, w wyznaniu prawdziwej wiary wyzionął ducha. Kartkuj i przekartkowuj wszystko, co napisano o męczennikach, a takiego męczeństwa nie spotkasz. Nawet Tarkwiniusz Pyszny, pierwszy wynalazca wszelkich tortur, nie wymyślił czegoś takiego. Stąd jasno wynika, że było ono niezwykłe i od wieków niesłychane. Oto jak wydał Pan pod miecz swój lud, bo poganie przelewali ich krew jak wodę po całej ziemi, i nie było komu ich pogrzebać, lecz ich proch pozostał zwierzętom ziemskim. Dokądże, Panie, będziesz się gniewał? Zmiłuj się nad nami wreszcie, Panie, zmiłuj się nad nami, aby pomsta za przelaną krew sług Twoich stanęła przed Twoim wzrokiem. Wylej gniew Twój na narody, które Cię nie znają, i na królestwa, które imienia Twego nie wzywają, i dla chwały imienia Twego zlituj się nad nami; czemu poganie mają mówić: „Gdzież jest ich Bóg?”.
67. O PIELGRZYMACH I O POKOJU PRZYWRÓCONYM ZIEMI PRUSKIEJ
Wieść o tej wielkiej klęsce, jaką Bóg zesłał na braci i lud, dotarła do władców Alemanii i wzbudziła w nich współczucie. Dlatego stało się tak, że sam Chrystus, który rani i uzdrawia, dotknął łaską swego Ducha serca niektórych władców, a mianowicie margrabiego brandenburskiego, który w roku od Narodzenia Chrystusowego 1251, oraz biskupa merseburskiego i hrabiego Henryka ze Schwarzburga, którzy w następnym roku wtargnęli do ziemi pruskiej z wieloma rycerzami, z których każdy groźnie przekroczył granice wspomnianych odstępców, by burzyć ogniem i mieczem, zabijać i pustoszyć, dopóki ich całkiem nie zniszczą, aby potem nie mogli się już podnieść. Odtąd Pomezanie, Pogezanie, Warmowie, Natangowie i Bartowie, z woli Pana Jezusa Chrystusa, w którego prawicy jest wszelka władza i prawa wszystkich królestw, powrócili do wiary i dawszy zakładników, znowu poddali się władzy braci. W tym samym czasie i z tej samej przyczyny Świętopełk, książę Pomorza, wyczerpany bitwami i stratami, niezdolny dłużej stawiać oporu braciom, aż do końca swego życia niezłomnie przestrzegał układu między nim a braćmi, sporządzonego przez Jakuba, archidiakona modyjskiego, późniejszego papieża Urbana IV. Tak więc od dnia, gdy zaczęła się wojna Świętopełka, minęło 11 lat, i ziemia pruska uspokoiła się w pokoju.
68. O WOJNIE BRACI Z SAMBAMI. O SPUSTOSZENIU WŁOŚCI GIRMAU
Wiele wojen toczono przeciwko ludowi sambijskiemu, a wyliczanie ich po kolei trwałoby bardzo długo, lecz o niektórych należy opowiedzieć. Brat Henryk zwany Stange, komtur Christburga, z wielkim wojskiem powierzonym mu przez mistrza wyruszył na wojnę z Sambią i zimą wtargnął do niej w pobliżu miejsca, gdzie dziś stoi zamek Lochstedt, zabijając i biorąc w niewolę wielu ludzi, pustosząc ogniem i mieczem ze wszystkich stron aż do wsi Girmau, gdzie w pełnym uzbrojeniu wyszli im naprzeciw Sambowie. Ów komtur wdał się z nimi w bitwę jak nieustraszony lew i aby ich zatrzymać, podczas gdy jego wojsko wycofywało się w bezpieczne miejsce, wielu zranił swoją włócznią. Wreszcie Prusowie podstępnie go otoczyli i zadawszy mnóstwo ciosów, strącili z konia. Ujrzał to brat Herman, brat wspomnianego komtura, i zawrzała w nim miłość do brata. Nie mogąc znieść tak niezasłużonej jego zguby, wdał się w bitwę, a gdy długo odpierając natarcie, wielu śmiertelnie zranił, obaj padli; pozostali bracia ze swym wojskiem ocaleli.
69. O PEWNYM CUDZIE
O tym bracie Henryku Stange, komturze Christburga, wiarygodnie opowiada się, że gdy w kaplicy, klęcząc przed ołtarzem, modlił się do Boga, by objawił mu jakiś znak, jeśli uważa go za godnego swojej łaski, drewniana figura Ukrzyżowanego, przed którą się modlił, wyciągnęła rękę i czyniąc znak krzyża, pobłogosławiła go, a on, ujrzawszy ten znak, odszedł zadowolony. Widział to i opowiedział wszystkim brat Heindrik, kapłan tego samego zamku, który modlił się w tym czasie w jednym z kątów kaplicy.
70. O PRZEPOWIEDNI WYNIKU WOJNY SAMBIJSKIEJ
Po wzniesieniu zamku Bałga Sambowie, ciekawi warunków życia braci i pragnąc pełniej poznać ich stan, wysłali jednego ze swoich starszych do Bałgi; bracia, dowiedziawszy się o przyczynie jego przybycia, chętnie go przyjęli i pokazali mu wszystko, co mają w refektarzu, dormitorium i kościele. Gdy dowiedział się wszystkiego o stanie braci, powróciwszy do Sambów, rzekł: „Wiedzcie, że bracia są takimi samymi ludźmi jak my; mają szerokie i miękkie brzuchy, takie, jakie widzicie i u nas; bronią, jedzeniem i innymi rzeczami są do nas dość podobni, lecz tym się od nas różnią: mają w zwyczaju jedną rzecz, która niechybnie nas zgubi. Co noc wstają ze swego łoża i schodzą się w kaplicy, a także wiele razy w ciągu dnia, i oddają cześć swemu Bogu, czego my nie czynimy. Dlatego na wojnie bez żadnej wątpliwości nas pokonają”. A ponieważ widział, że bracia jedzą kapustę, której nie znali Prusowie, pomyślał, że to trawa, i dlatego dodał: „A także jedzą trawę jak konie i muły; któż zdoła stawić opór tym, którzy w puszczy bez trudu znajdują sobie pożywienie?”.
71. O PODBOJU SAMBÓW
Gdy wspomniani poganie powrócili do jedności wiary, pozostawali jeszcze Sambowie, do których podboju Chrystus w roku swego Wcielenia 1254 posłał Otokara, króla Czech, męża zarówno pobożnego, jak i zahartowanego w bojach, Ottona, margrabiego brandenburskiego, który w tej pielgrzymce był marszałkiem, księcia Austrii, margrabiego Moraw, Henryka, biskupa chełmińskiego, Anzelma, biskupa warmińskiego, i biskupa ołomunieckiego z wielką rzeszą pielgrzymów oraz baronów, rycerzy i możnych z Saksonii, Turyngii, Miśni, Austrii, Nadrenii i innych części Alemanii, których dusze zapłonęły żądzą pomsty za zniewagę ukrzyżowanego Pana. Tak wielka była rzesza tego wojska, że liczyła ponad 60 tysięcy rycerzy; o liczbie wozów i fur z bronią i żywnością nie słyszałem. Wojsko to przybyło więc zimą do Elbląga, a dziełu wiary, które Bóg w swojej opatrzności przeznaczył ku zbawieniu, wróg rodzaju ludzkiego, diabeł, chciał przeszkodzić; urządził bowiem tak, że między pewnym człowiekiem z Saksonii a drugim z Austrii w pewnym młynie rozgorzał taki spór o to, który z nich ma pierwszy mleć, że nie tylko rycerze i piechurzy, lecz i król, i inni władcy chwycili za broń, lecz mąż Boży, biskup ołomuniecki, miłujący pokój, ukrócił sedno tego sporu i przywrócił dawny pokój. Gdy więc osiągnięto zgodę, król Czech poprowadził swoje wojsko aż do zamku Bałga, gdzie, jak urządzili bracia, spotkał pewnego starca imieniem Gedune, ojca Wissegauda z Medenau, z rodu tych, których zwą Kandeim, znającego dokładnie całą siłę wojowników z Sambii. Gdy król zapytał go przy pojawieniu się pierwszej niewielkiej części wojska, czy można wojować z tyloma rycerzami, odpowiedział, że nie. Potem nadciągnęło wojsko dwakroć większe, a ujrzawszy je, odpowiedział jak wcześniej; dalej przybyło wojsko trzykroć większe, lecz i to jeszcze mu nie wystarczało; wreszcie nadciągnęła cała pozostała część wojska, które pokryło lód, jak szarańcza pokrywa ziemię, a gdy król zapytał, czy można wojować w ziemi sambijskiej z takim wojskiem, odpowiedział: „Wystarczy. Idź, dokąd ci się podoba, a osiągniesz, czego zapragniesz”. Potem król dał mu swoje chorągwie, aby umieścił je na swoich posiadłościach i domach i u swoich poddanych i aby na widok królewskich znaków nikt nie wyrządził mu szkody. On jednak zbyt długo zwlekał, nie wiedząc, jak gwałtowni są Teutoni na wojnie, dlatego gdy powrócił do siebie, ujrzał, że jego dom i domy jego ludzi są spalone, a jego czeladź i jego ludzie, i jego brat imieniem Ringel, i wszyscy krewni zabici. Tak więc król wkroczył do Sambii ze swym wojskiem w pobliżu włości zwanej Medenau i spaliwszy wszystko, co mógł strawić ogień, i pojmawszy i zabiwszy wielu ludzi, tam też przenocował. Następnego dnia przybył do włości Rudau i tam potężnym uderzeniem zdobył gród, a taka rzeź ludu sambijskiego została tam dokonana, że możni zaofiarowali królowi zakładników, prosząc, by raczył ich łaskawie przyjąć i nie wytępił całego ludu. Potem przybył do włości Quednau, Waldau, Kaymen i Tapiau, a aby nie urządził im takiej samej rzezi jak innym, każda z nich oddała swoich synów jako zakładników, zobowiązując się pod groźbą kary śmierci pokornie słuchać wymagań wiary i braci. Gdy wszystko to zostało należycie dokonane, król przekazał wspomnianych zakładników braciom, przeszedłszy aż do góry, na której dziś stoi zamek Królewiec, zamierzywszy z braćmi wznieść tam zamek dla obrony wiary i pozostawiwszy im wspaniałe królewskie dary na pomoc w jego budowie. Gdy zaś trud jego pielgrzymki został dokonany, król powrócił do swego królestwa, nie poniósłszy wielkich strat.
72. O WZNIESIENIU ZAMKU KRÓLEWIEC, CZYLI TUWANGSTE
Po odejściu pana króla czeskiego mistrz i bracia pomyślnie przygotowali wszystko, co potrzebne do budowy, i wziąwszy ze sobą wiernych sobie Prusów, wyruszyli z wielkim wojskiem w roku od Narodzenia Chrystusowego 1255 i w miejscu, które dziś nazywa się starym zamkiem, zbudowali zamek Królewiec, nazwawszy go na cześć króla czeskiego Zamkiem Królewskim (u Prusów nazywa się on Tuwangste od nazwy lasu, który był w tym miejscu), pozostawiając tam jako komtura brata Burcharda von Hornhausen z wieloma braćmi i giermkami. Później zamek ten przeniesiono na miejsce, gdzie stoi obecnie, na tej górze, i otoczono dwoma murami z dziewięcioma kamiennymi basztami.
73. O SPUSTOSZENIU ZIEMI SAMBII I O WZNIESIENIU ZAMKU WILOW
W tym samym roku, w którym zbudowano Królewiec, Nadrowowie, Skalowowie i Jaćwingowie, sąsiedni poganie, oburzyli się tym, że Sambowie poddali się wierze i braciom (obawiali się bowiem, że przez nich i oni będą musieli poddać się wierze, co później potwierdziło się w rzeczywistości); dlatego, zebrawszy własnymi siłami wielką rzeszę wojska, przeszli przez ziemię Sambii z ogniem i mieczem, biorąc w niewolę i zabijając wielu ludzi, a przy odwrocie postanowili zbudować zamek Wilow, by odtąd utrudniać braciom i Sambom nagły i łatwy dostęp do ziemi Nadrowii. Wzniósłszy więc wspomniany zamek i pozostawiwszy tam Tirska i jego syna Maudela z wieloma giermkami, powrócili do siebie. Lecz oto cudowna opatrzność Boża, niemyląca się w swoich zamiarach; zrządziła ona, że to, co Nadrowowie uczynili wtedy dla swojej obrony, później obróciło się dla nich w wielką pułapkę i zgubę. Dotknął bowiem Bóg serca wspomnianego Tirska, starszego nad wspomnianym zamkiem, i ludzi, którzy z nim byli, aby porzuciwszy bałwochwalstwo, zwrócili się ku wierze Chrystusowej i braciom i stali się śmiałymi bojownikami wiary chrześcijańskiej.
74. O WOJNIE Z ZIEMIĄ WOHNSDORF I ZDOBYCIU GRODU KAPOSTETE
A ponieważ ów Tirsko dokładnie znał drogi do sąsiednich ziem, komtur Królewca z wojskiem Sambów, mając za przewodnika wspomnianego Tirska, nagle wtargnął do ziemi Wohnsdorf i przystawiwszy drabiny do murów i rozstawiwszy, jak należy, wszystko, co potrzebne do szturmu, potężnym natarciem zdobył gród Kapostete i obrócił go w proch, biorąc w niewolę i zabijając we wspomnianym grodzie i jego posiadłościach wielu ludzi, a całą ziemię pustosząc ogniem i mieczem.
75. O ZDOBYCIU INNYCH GRODÓW I PODBOJU ZIEMI WOHNSDORF
W następnym roku ów komtur Królewca znowu zebrał silną rzeszę wojska i wyruszył na wspomnianą ziemię Wohnsdorf, i rozbili obóz dla oblężenia grodu Ochtolite, a zdobywszy go wspomnianym sposobem, pojmawszy tam i w przyległych ziemiach i zabiwszy wielu ludzi, spalili go doszczętnie. Mieszkańcy zaś trzech innych grodów, a mianowicie Unsatrapis, Gundau i Angetete, widząc, że Pan walczy za braci i że nie mogą dłużej stawiać im oporu w wojnie, oddali zakładników i pokornie schylili karki przed wiarą chrześcijańską i braćmi.
76. O SPUSTOSZENIU JEDNEJ CZĘŚCI NATANGII
Z tych ludzi z Wohnsdorf i innych, którzy znaleźli się w dyspozycji tego komtura, zebrał on wojsko i uderzył na pewne pogranicze ziemi Natangii, które nie chciało uznać pokoju osiągniętego wreszcie z pozostałymi, i spustoszył je ogniem i mieczem. Przywódcę wspomnianego pogranicza imieniem Godukke z dwoma synami i wieloma innymi zabił, jego żonę i całą czeladź z kobietami i dziećmi oraz z innymi łupami uprowadził.
77. O PRZYBYCIU MARGRABIEGO BRANDENBURSKIEGO
W tym roku, a mianowicie w roku od Narodzenia Chrystusowego 1255, pan Jan, margrabia brandenburski, mąż dość biegły w sprawach wojennych, z wieloma rycerzami i rozmaitą bronią przybył zimą do ziemi pruskiej, lecz ponieważ zima była ciepła, nie zdołał przeprawić się do wrogów wiary znajdujących się w sąsiedztwie. Były bowiem między nimi bagna i inne niebezpieczne miejsca, przez które można przejść, gdy są pokryte bardzo mocnym lodem, a ponieważ nie były nim pokryte, przejście do nich okazało się niemożliwe. Dlatego okoliczności zmusiły go do powrotu do ojczyzny, a za swą gorliwość został nagrodzony, choć nie dokonał tego, do czego dążył.
78. O BRACIE GERHARDZIE, MISTRZU PRUS
Brat Gerhard von Hirzberg, IV mistrz ziemi pruskiej, stał na czele zakonu przez dwa lata. Gdy uczynił wiele dobrego w ziemi pruskiej, powrócił do Alemanii i został mistrzem ziemi niemieckiej, i tam zmarł i jest pochowany.
79. O GODNYM POCHWAŁY ŻYCIU PEWNEGO BRATA Z KRÓLEWCA
W tym czasie w drużynie braci z zamku Królewiec był brat Herman zwany Saracenem, rodem ze Szwabii, który, będąc dotąd w świecie, tak umiłował Najświętszą Dziewicę Maryję, że nigdy nikomu nie odmawiał, gdy ktoś prosił w jej imię. Dlatego zdarzyło się, że gdy żądał od pewnego rycerza, wziętego przez siebie do niewoli w bitwie, pewnej sumy pieniędzy, której ten nie mógł zapłacić, grożąc, że go zabije, wspomniany rycerz, któremu ktoś to podsunął, poprosił go, by przez cześć dla Najświętszej Dziewicy Maryi go oszczędził, a on, wysłuchawszy tej prośby, natychmiast go uwolnił, nic od niego nie biorąc.
80. ZNOWU O NIM
Gdy ów brat Herman był już przyjęty do zakonu Domu Niemieckiego i szedł na miejsce, gdzie miał przywdziać habit, spotkał na pewnym polu wielu rycerzy zebranych na turniej, z których jeden, już na koniu i w pełnym uzbrojeniu, kazał ogłosić wyzwanie, czy jest ktoś, kto odważyłby się stanąć z nim do pojedynku o konia i zbroję i o miłość swojej dziewczyny. Usłyszawszy to, brat Herman, ufając swojej Dziewicy Maryi, której obiecał służyć, zbliżył się do niego i pierwszym ciosem strącił go na ziemię, a konia i zbroję oddał ubogim.
81. ZNOWU O NIM
Z tym bratem Hermanem, który już dał się poznać w zakonie i w cudowny sposób postępował od cnoty do cnoty, Najświętsza Dziewica Maryja nieraz potajemnie rozmawiała na osobności, i zdarzyło się raz, gdy Najświętsza Dziewica ukazała mu się ze smutnym obliczem, a on uprzejmie zapytał o przyczynę smutku, że odpowiedziała: „Zasmuciło mnie to, że moje miłe dzieci, twoi bracia Domu Niemieckiego, niegdyś w swoich kazaniach mówili tylko o moim Synu i o mnie i o czynach świętych; teraz mówią tylko o czynach królów i władców i o światowej marności, tak że prawie nigdy nie czytają o moim Synu i o mnie i o żywotach świętych”.
82. O BRACIE HARTMANNIE, MISTRZU PRUS
Brat Hartmann von Grunbach, V mistrz ziemi pruskiej, stał na czele zakonu przez trzy lata. Nie na próżno nosił swoje imię, był bowiem bardzo surowego usposobienia. Hartmann znaczy „surowy człowiek”. Nazywano go Watmal, tak jak nazywał się ów wełniany płaszcz, który wprowadził jako odzież dla braci. Kazał on też spalić w Elblągu na oczach wielu ludzi dwóch braci swego zakonu, którzy zawiązali spisek z Prusami w czasie odstępstwa po bitwie w Kurlandii, o której będzie mowa niżej. Pan papież był tak wstrząśnięty tym czynem, że rozkazał samego mistrza odsunąć od jego obowiązków i poddać rocznej pokucie jego i wszystkich tych, za których radą to się stało.
83. O WZNIESIENIU ZAMKU NA GÓRZE ŚWIĘTEGO JERZEGO W KARSZOWII
W tym czasie w granicach Inflant był mistrz brat Burchard von Hornhausen, który został dany braciom w Inflantach na mistrza z ziemi pruskiej. Ponieważ dokładnie znał obie ziemie i będąc człowiekiem towarzyskim, zjednał sobie przychylność w oczach wszystkich, rozkazał, aby przy równym nakładzie sił i środków braci z Inflant i Prus zbudowano w roku od Narodzenia Chrystusowego 1259 zamek w ziemi Karszowii, na górze Świętego Jerzego, co było wtedy niezwykle potrzebne dla umocnienia wiary chrześcijańskiej. Gdy został zbudowany, dla ochrony wspomnianego zamku pozostawiono pobożnych ludzi, wybornych wojowników, braci i giermków z Prus i Inflant.
84. O BITWIE W ZIEMI KURLANDII, GDZIE PADŁO 150 BRACI I MNÓSTWO LUDU CHRZEŚCIJAŃSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusowego 1260 bracia z Inflant i Prus zebrali się z silnymi wojskami, by dostarczyć żywność braciom z zamku świętego Jerzego, a gdy zbliżyli się do tego zamku, przybył goniec, który powiedział, że cztery tysiące Litwinów pustoszą pewną część ziemi Kurlandii ogniem i mieczem, przelewają krew wielu chrześcijan i uprowadzili wzięte w niewolę kobiety i dzieci z mnóstwem innych łupów. Gdy, usłyszawszy o tym, bracia i całe wojsko przygotowywali się do bitwy, by wyzwolić z rąk nieprzyjaciela dusze odkupione krwią Chrystusa, pewien możny z Pomezanii imieniem Matto, syn Pippina, gdy brat Henryk, marszałek, zapytał go, w jaki sposób powinni uderzyć na wrogów, rzekł: „Zostawmy nasze konie daleko od nas, abyśmy nie mieli pokusy, by do nich wracać, i podejdźmy do nich pieszo, a tak lud, pozbawiony pomocy koni, pozostanie w bitwie, w przeciwnym razie niechybnie rzuci się do ucieczki”. Jego radzie sprzeciwili się rycerze króla Danii z Rewla i wielu innych, twierdząc, że z powodu ciężaru zbroi nie wytrzymają bitwy bez koni. Potem przyszli Kurowie, pokornie prosząc, by jeśli Bóg ześle chrześcijanom zwycięstwo, zwrócono im kobiety i małe dzieci. Choć bracia byli całkiem skłonni spełnić ich prośby, to jednak prości ludzie pruscy i inflanccy sprzeciwili się, oświadczając, że postąpią z ich jeńcami według obyczaju dotąd przestrzeganego na wojnie. Z tego powodu Kurowie zachowali w sobie taką złość przeciwko wierze i rzeszy chrześcijan, że gdy bracia zaczęli walczyć z Litwinami, oni, niczym odstępcy, runęli na chrześcijan od tyłu, a ponieważ Litwini walczyli z przodu, a Kurowie z tyłu, prawie cały lud obu ziem, porzuciwszy tam braci i wiernych im ludzi, odszedł. Odtąd niektórzy możni z Prus wiernie przyłączyli się do braci; jeden z nich, Samb Sklodo z Quednau, ojciec Naluba, zwoławszy swoich krewnych i przyjaciół, rzekł: „Przywołajcie dziś w pamięci piękno szat, nieraz darowanych wam przez braci, i niech na pamiątkę ich barwy szata waszego ciała zbroczy się dziś krwią ran, a na pamiątkę słodyczy miodu czy piwa, nieraz przyjmowanych przez was z ich rąk, wypijcie dziś gorycz złowieszczej śmierci, wyznając prawdziwą wiarę w wieczną Trójcę”. Potem mężnie wyszli do bitwy i walczyli jak nowi Machabeusze, i rozegrała się tam wielka bitwa, i wielu padło z każdej strony. Wreszcie, po długim zmaganiu, jakie toczyło się między nimi, bracia z woli Pana ponieśli klęskę, cała bowiem siła ich wojska została podcięta ucieczką piechoty, i padli w tej bitwie w dzień świętej Małgorzaty w ziemi kurońskiej, na polu w pobliżu rzeki Durbe, brat Burchard, mistrz Inflant, i brat Henryk Botel, marszałek Prus, a z nimi 150 braci, a z ludu Bożego takie mnóstwo, że o ich liczbie nie słyszałem. Po tej rzezi wrogowie pognali za uciekającymi ludźmi, którzy stali się tak tchórzliwi, że trzech czy czterech nieprzyjaciół zabijało stu chrześcijan albo ci w wielkim lęku uciekali. Oto jak wzmocnili się nasi wrogowie mnóstwem łupów wojennych, koni i broni, zagrabionych tylu tysiącom zabitych, i teraz triumfują w swojej sile. Wyczerp więc, Panie, ich siłę i rozprosz ich, aby wiedzieli, że nikt inny nie walczy za nas jak Ty, Pan nasz.
85. O PRZEPOWIEDNI TEJ BITWY
Gdy brat Herman zwany Saracenem miał wyruszyć z zamku Królewiec z innymi braćmi do wspomnianej bitwy w Kurlandii, ukazała mu się Najświętsza Dziewica Maryja i rzekła: „Hermanie, zapraszam cię na ucztę mojego Syna”. Dlatego ów brat Herman, odchodząc, rzekł do niektórych braci: „Bywajcie, odtąd mnie nie ujrzycie, bo Dziewica, Matka Boża, zaprosiła mnie do wiecznej radości”.
86. DO TEGO SAMEGO
Była w granicach Alemanii w pewnym klasztorze pobożna kobieta, siostra brata Konrada von Feuchtwangen, który został później wielkim mistrzem Domu Niemieckiego; Pan, ukazawszy się jej, objawił jej tę rzeź w widzeniu. Widziała bowiem, że bracia i ich giermkowie walczą z poganami i giną, a ich dusze są unoszone przez aniołów do nieba.
87. ZNOWU O TYM SAMYM
We wszystkim podobne do tego widzenie ujrzał pewien wiejski młocarz, człowiek prosty, prostoduszny i bogobojny, w ziemi pruskiej. Gdy stał u wrót swego domu, wyraźnie ujrzał w powietrzu braci walczących z Litwinami i przywołał do siebie swoją czeladź, i rzekł: „Czyż nie widzicie, jak bracia Pana naszego walczą z poganami? Oto uciekają i Prusowie, i Inflantczycy; oto biją się bracia z garstką rycerzy, mężnie się broniąc, ze wszystkich stron otoczeni przez wrogów; niestety, oto giną; teraz widzę, jak Najświętsza Dziewica Maryja i święte dziewice, i aniołowie Boży z ich duszami wznoszą się do nieba”. Wśród tych dusz, jak widzieli i on, i ona, dwie były bardziej widoczne od pozostałych, a były to dusze brata Hermana zwanego Saracenem i pewnego brata zwanego „z Gleissbergu”, o którego udziale w budowie zamku Christburg mówiono wyżej. Zgadzały się oba widzenia także i w tym, że wszystkie dusze, których ciała padły w tej bitwie w Kurlandii, zostały zbawione prócz jednej. Jaka była przyczyna jej potępienia, nie wiem, Bóg wie. I z tego należy wyciągnąć wniosek i mocno wierzyć, że sam Chrystus, który niczego na ziemi nie czyni bez przyczyny, pozwolił wybuchnąć tej minionej i przyszłej zarazie odstępstwa w swoim ludzie, aby polegli otrzymali w niebie zasłużoną nagrodę, a ocaleli, wytrwawszy w niebezpieczeństwach, jeszcze bardziej umocnili się w wierze, i aby zawstydzili się niewierzący, bo siła wiary w bezpieczeństwie jest zagrożona, a w niebezpieczeństwach nic jej nie grozi, i to samo rozumiej o dobrych uczynkach.
88. O SPALENIU ZAMKU LENZENBERG I WIELU PRUSÓW
W czasie, gdy Prusów podejrzewano o odstępstwo, brat Wolrad, wójt Natangii i Warmii, zwany Wolradem Godnym Podziwu (i tak też było), uczestniczył w uczcie z możnymi wspomnianej ziemi na zamku Lenzenberg, i wkrótce ktoś zgasił światło i rzucił się na brata Wolrada, i niechybnie by go zabił, gdyby ten nie był uzbrojony. Gdy potem zapalono światło, pokazał rozdartą szatę i zapytał możnych, na co zasługuje taki zabójca. Wszyscy odpowiedzieli, że zasługuje na spalenie. Innym razem ten sam brat Wolrad zaprosił na ten sam zamek wielu możnych, którzy byli tam poprzednim razem, a gdy, podpiwszy sobie, zaczęli szeptać między sobą, zmawiając się, by go zabić, wyszedł i zamknąwszy bramę, spalił doszczętnie wspomnianych możnych wraz z zamkiem.
89. O DRUGIEJ APOSTAZJI PRUSÓW, KTÓRA TRWAŁA 15 LAT
W tym samym roku, w wigilię świętego Mateusza, apostoła i ewangelisty, Prusowie, widząc, że bracia ponieśli w tej bitwie straty w braciach, giermkach, koniach, broni i innych rzeczach niezbędnych do walki, piętrząc zło na zło i nieszczęście na nieszczęście, znowu odstąpili od wiary i chrześcijan i stoczyli się ku dawnym błędom, a Sambowie pewnego człowieka imieniem Glande, Natangowie Henryka Monte, Warmowie Glappego, Pogezanie Auttumego, Bartowie Diwanego wybrali na przywódców i wodzów swego wojska.
90. O WIELKIM ROZLEWIE KRWI CHRZEŚCIJAN
Ci przywódcy i wodzowie wojsk wyznaczyli dokładny dzień, w którym wszyscy, zebrawszy się pod bronią, mieli co do jednego wybić i całkowicie wytępić głosicieli wiary chrześcijańskiej. Co też wykonali, bo wszystkich chrześcijan, których napotkali poza umocnieniami w ziemi pruskiej, jednych, ku naszej boleści, uśmiercili, innych, wziąwszy w niewolę, uprowadzili w wieczne poddaństwo; kościoły, kaplice i domy modlitwy Boże palili, ze świętościami kościelnymi obchodzili się świętokradczo, szat i naczyń kościelnych używali w sposób niedozwolony, kapłanów i innych sług Kościoła bezlitośnie zabijali. Sambowie pojmali pewnego kapłana, brata Domu Niemieckiego, przysłanego, by ich chrzcić, i ściskali mu szyję dwoma drągami, dopóki, straciwszy przytomność, nie wyzionął ducha; przy tym oświadczyli, że taki rodzaj męczeństwa przystoi świętym ludziom, których krwi nie śmieli przelewać.
91. O BITWIE POD POKARWIS, GDZIE ZABITO WIELU CHRZEŚCIJAN
W roku od Narodzenia Chrystusowego 1261, gdy wieść o tego rodzaju prześladowaniach obiegła Alemanię, władcy i baronowie zaniepokoili się. Dlatego pan z Reider i wielu przedstawicieli możnych z innych części Teutonii, współczując wierze i chrześcijanom w tym, że nowy szczep Kościoła w granicach Prus, wyrosły na krwi wielu chrześcijan, ma tak żałośnie zginąć, przybyli na pomoc wspomnianej ziemi. Z nimi bracia i ich giermkowie wtargnęli do ziemi Natangii i spustoszywszy ją ogniem i mieczem, wielu wziąwszy w niewolę i zabiwszy, powrócili na miejsce, gdzie dziś stoi zamek Brandenburg, i tam rozbili obóz. I umówili się bracia i pielgrzymi, że jedna część wojska powróci do wspomnianej ziemi, znowu wyludnionej, a druga część pozostanie we wspomnianym miejscu. Potem Natangowie, sądząc, że garstka ludzi nie odważy się złupić ich ziemi, zebrawszy się, uderzyli na pozostałą część wojska pod Pokarwis, a pielgrzymi i bracia ze swej strony stawiali im mężny opór, a szczególnie pewien rycerz z Westfalii imieniem Stenkel von Bentheim, który słyszał w pewnym kazaniu biskupa, że dusze chrześcijan zabitych w Prusach mają wznieść się do nieba, omijając czyściec; on, spiąwszy swego rumaka i nastawiwszy kopię, jak prawdziwy rycerz przemknął przez szeregi nieprzyjaciela, rażąc pogan na prawo i lewo, i padali od jego ciosów i w jedną, i w drugą stronę. Lecz w drodze powrotnej, gdy dostał się w sam ich środek, zabito go; i zawiązała się między nimi zacięta bitwa, i z obu stron wielu zostało śmiertelnie rannych i zabitych. Wreszcie, z woli Bożej, stało się tak, że sam pan z Reider z wielką częścią wojska i braćmi, którzy z nim byli, został zabity, niektórzy zostali wzięci do niewoli, pozostali rzucili się do ucieczki. Tymczasem bracia z drugą częścią wojska, zbliżając się do miejsca bitwy, ujrzeli, że wojsko chrześcijan jest rozbite, i nie mogli ich ocalić z powodu mnóstwa wrogów, i inną drogą powrócili do siebie. Po tej rzezi Natangowie, chcąc złożyć ofiarę bogom, rzucili los wśród wziętych tam do niewoli Teutonów, i dwukrotnie padł on na pewnego mieszczanina z Magdeburga, szlachetnego i bogatego, imieniem Hirzhals; on, znalazłszy się w takiej niedoli, prosił Henryka Monte, by przypomniał sobie dobrodziejstwa, jakie nieraz mu wyświadczał w mieście Magdeburgu, i wybawił go z tej niedoli. Usłyszawszy to, Henryk, współczując, dwukrotnie go wybawiał. Lecz gdy po raz trzeci los znowu na niego padł, nie chciał już, by go ratowano, lecz natychmiast, ofiarując się w dobrym wyznaniu na ofiarę Bogu, został przywiązany do swego konia i spalony. Zważ, że ten sam Henryk i wielu innych potem pod przysięgą zapewniali, iż gdy ów mieszczanin, spalony na koniu, wyzionął ducha, widzieli, jak z jego ust wyleciał śnieżnobiały gołąb.
92. O PRZEPOWIEDNI TEJ BITWY
Była w granicach Alemanii w pewnym klasztorze pewna kobieta świętego życia, która, usłyszawszy, jak mnóstwo demonów z wielkim hałasem i wrzawą wdziera się do jej celi, zaklinając je, zapytała, dokąd pędzą. Odpowiedziały: „Do Prus. Tam jutro będzie wielka bitwa”. Odpowiedziała: „Gdy wrócicie, opowiedzcie mi, co tam się wydarzyło”. One, wróciwszy, powiedziały, że chrześcijanie ponieśli klęskę i że dusze wszystkich, którzy tam polegli, dostąpiły zbawienia prócz trzech, którzy uczestniczyli w tej bitwie nie z pobożności, lecz dla wypróbowania swego rycerskiego męstwa.
93. O ŚMIERCI WIELU PIELGRZYMÓW
W tym samym roku hrabia von Barby przybył do Prus z wieloma rycerzami i wkroczył do ziemi Sambii. Po jej spustoszeniu Sambowie zebrali się i napadli na niego w dzień świętej dziewicy Agnieszki, ciężko go raniąc; z jego ludzi jedni rzucili się do ucieczki, inni zostali wzięci do niewoli lub zabici.
94. O SPUSTOSZENIU ZAMKU LIDZBARK
Wkrótce potem Prusowie z trzema wojskami, trzema machinami miotającymi kamienie i innym sprzętem wojennym obiegli zamek biskupa warmińskiego Lidzbark. Głód zmusił oblężonych do zjedzenia 250 koni razem ze skórą. Wreszcie, zupełnie pozbawieni zapasów, opuścili zamek i niepostrzeżenie odeszli do grodu elbląskiego, gdzie wszystkim 12 pruskim zakładnikom, których prowadzili ze sobą, wyłupili oczy i odesłali ich do współplemieńców.
95. O OBLĘŻENIU ZAMKÓW KRÓLEWIEC, KRZYŻBORK I BARTOSZYCE
A synowie Beliala, widząc, że wszystko idzie po ich myśli, uknuli i uradzili nikczemny czyn. Przeciw ludowi Twemu, Panie, uknuli podstępny zamysł i naradzają się przeciw tym, których strzeżesz. Rzekli: chodźcie, wytępmy ich spośród narodów, aby imienia Izraela więcej nie wspominano. I zeszli się, aby doszczętnie zniszczyć lud Boży, i obiegli zamki Królewiec, Krzyżbork i Bartoszyce. Wokół każdego z nich zbudowali trzy mocne umocnienia otoczone wałem, z wieloma giermkami, ludźmi wojennymi i zahartowanymi w bojach, tak że oblężeni byli zupełnie odcięci od świata zewnętrznego. Brak bowiem słów, by dokładnie opowiedzieć, ile szturmów, ile niebezpieczeństw, ile głodu, ile nieznośnych niedostatków znieśli oblężeni bracia i pozostali ludzie we wspomnianych zamkach. Gdy bowiem nie zostało im już owiec i wołów, świń, krów i koni, zmuszeni byli jeść ich skóry; skłoniło ich do tego beznadziejne położenie. A tak twarde były te skóry, to niezwykłe pożywienie, że wielu braci i innych, którzy je jedli, straciło zęby.
96. O BRACIE HELMERYKU, MISTRZU ZIEMI PRUSKIEJ. 1262.
Brat Helmeryk, VI mistrz ziemi pruskiej, stał na czele zakonu trzy lata i pochowany jest w kościele chełmińskim. W owym czasie marszałkiem ziemi pruskiej był brat Dytryk, człowiek zahartowany w bojach i miłujący Chrystusa.
97. O SPUSTOSZENIU ZAMKU RESZEL
Bracia z zamku Reszel, usłyszawszy, że zamki Królewiec, Krzyżbork i Bartoszyce są oblężone przez Prusów, bardzo się przestraszyli i po wielu naradach i różnych rokowaniach spalili zamek doszczętnie i tajnymi drogami odeszli w puszczę.
98. O ZWYCIĘSKIEJ BITWIE, W KTÓREJ HRABIOWIE Z JÜLICH I MARK ZABILI TRZY TYSIĄCE SAMBÓW
Wstrząśnięci wszystkimi tymi zamieszkami, bracia i chrześcijanie ziemi pruskiej, już na krawędzi zguby, strapieni na duchu, płakali gorzkim płaczem, aż zabrakło im sił do płaczu i nie mogli już pocieszać jeden drugiego, bali się bowiem ściągnąć na siebie jeszcze większy gniew Boży. Już dwa lata walczyli i zawsze ponosili klęski, a wrogowie wiary święcili triumf. Dlatego z pokorną i strwożoną duszą, wzniósłszy oczy ku niebu, ze łzami wołali do Pana o pomoc, a On ich wysłuchał. Posłał bowiem hrabiego z Jülich i z Mark hrabiego Engelberta z wielką siłą rycerzy, którzy w roku od Narodzenia Chrystusa 1262, w wigilię dnia świętego Wincentego, pod wieczór przybyli do zamku Królewiec. I chcieli jeszcze tego samego dnia zdobyć umocnienia Sambów, którymi oblężony był Królewiec, lecz bracia im to odradzili, zostawały bowiem już tylko nieliczne dni do tak sławnej bitwy. Rano, gdy wojsko chrześcijan zamierzało przystąpić do zdobywania umocnień, nie było już tam ani jednego Samba; odeszli, porzuciwszy umocnienia, i zagrodzili drogę pielgrzymom. Zaniepokojony tym hrabia z Jülich wycofał się ze swym wojskiem, nie wiedząc, czy na jego drodze nie ma zasadzek. Dlatego za radą braci wysłał przodem gońców, którzy mieli zbadać biegnące przed nimi drogi; jeden z nich, mianowicie Stanteko, który natknął się na straż Sambów, wrócił ciężko ranny z obnażonym i zbroczonym krwią mieczem i wskazał zasadzkę. Wobec tego pielgrzymi przygotowali się do bitwy, a hrabia z Mark konno, pozostali pieszo, uderzyli potężnie, tak że, strzeżeni mocą Bożą, zatriumfowali nad wrogami: jednych powalili mieczem, drudzy rzucili się do ucieczki, inni zaś schronili się we wsi, która niegdyś zwała się Kalige, a obecnie zwie się Sclunien, skąd z wielkim trudem ich wyparto. Trzeba było bowiem wezwać wszystkich braci i ich giermków z Królewca. Ci mężnie na nich natarli i po długiej bitwie, w której z obu stron wielu zostało rannych i zabitych, wszystkich wytępili. Tak więc z woli Bożej tego dnia zabito ponad trzy tysiące Sambów i innych Prusów, w ten sam dzień, co rok wcześniej, kiedy rozegrała się bitwa pod Pokarwis.
99. O PRZEPOWIEDNI TEGO ZWYCIĘSTWA
Tę rzeź Sambów przepowiedział pewien Prus i z taką pewnością twierdził, że nastąpi, że słyszano podobno, jak przysięgając na własną głowę, mówił do braci z Królewca – nie wiem, za czyim natchnieniem: „W dzień świętego Wincentego Sambowie zginą”. Kiedy jednak wojsko pielgrzymów tego dnia odeszło, zarzucono mu kłamstwo, on zaś, wciąż obstając przy swoim, rzekł: „Mimo wszystko, dziś Sambowie zginą albo ziemia się rozstąpi i jak Datana i Abirama pochłonie ich żywcem”. I jak przepowiedział, tak się stało.
100. O SAMBACH-CHRZEŚCIJANACH, KTÓRZY PRZYŁĄCZYLI SIĘ DO BRACI Z KRÓLEWCA
A jednak klęska ta nie przywiodła Sambów do rozumu, by powrócili na łono świętej matki Kościoła, lecz dumnie podniósłszy głowy, oburzyli się przeciw biczowi Pańskiemu i wyzwali braci do najzaciętszej walki; nie było wśród nich tylko nielicznych mężów znakomitego rodu i możnych, którzy, opuściwszy dom ojcowski, jeden po drugim przyszli do zamku Królewiec z całą swą czeladzią i wiernie przyłączyli się do braci.
101. O WOJNIE BRACI Z KRÓLEWCA Z SAMBAMI W CZASIE DRUGIEGO ODSTĘPSTWA OD WIARY, A NAJPIERW Z WŁOŚCIĄ QUEDENAU
Nalubo, syn Sclodona z Quedenau, człowiek o nieustraszonej duszy i nieposkromionym sercu, ale zarozumiały, uważając za hańbę tak szybko poddać braciom swój kark, nie chciał iść za swymi współplemieńcami. Kiedy więc zaniepokojeni bracia zamierzali wyruszyć przeciw niemu z wojskiem, jego brat, mianowicie Wargulo, rozgniewany, że tamten przez młodość jest tak krnąbrny, przyszedł do niego za pozwoleniem braci i rzekł: „Przeklęty Nalubo, teraz wstań i bądź wygnańcem i tułaczem z dala od ziemi twojej, bo nie usłuchałeś słów moich i twoich współplemieńców; inaczej bracia i ich giermkowie, którzy są już w drodze, zabiją cię”. Uciekł on do sąsiedniej włości Skoken i ocalał sam jeden, cała zaś jego czeladź i mienie zostały zniszczone przez braci. W końcu ów Nalubo, wyczerpany częstymi napaściami, poddał się wierze i stał się człowiekiem godnym pochwały w wierze i chrzcie.
102. O TYM, JAK TRUDNO BYŁO DOSTARCZAĆ ŻYWNOŚĆ DO ZAMKU KRÓLEWIEC
Prusowie, trwając w swych występkach, zastanawiali się, jak zniszczyć zamek Królewiec, a mianowicie to miejsce, które Pan przeznaczył ku chwale i sławie imienia Swego. Dlatego On, odpłacając za wszystkie ich knowania, wszystkie ich działania, jakichkolwiek by się podejmowali, obrócił wniwecz. Tak więc Prusowie, sądząc, że nie zdołają zdobyć zamku Królewiec siłą, jako ludzie doświadczeni i znający tajniki wojenne, wyposażyli wiele łodzi i z nich rozbijali i niszczyli statki braci, wiozące żywność do wspomnianego zamku, aby, pozbawiwszy ich w ten sposób pożywienia, uśmiercić samych braci. Zaniepokojeni tym bracia i komtur potajemnie wysłali pewnego człowieka, który przedziurawił wspomniane łodzie świdrem, i czynił to tyle razy, że wyczerpani walką i stratami od naporu statków braci, którzy wiele z nich rozbili, biorąc ludzi do niewoli i zabijając, musieli się wycofać.
103. O ZNISZCZENIU MOSTU ZBUDOWANEGO PRZEZ PRUSÓW NA RZECE PREGOŁA
A gdy Prusom to się nie powiodło, zebrali się znowu i wymyślając różne sposoby urzeczywistnienia zaczętej niegodziwości, w końcu wszyscy jednomyślnie postanowili zbudować most przez rzekę Pregołę, a na każdym końcu mostu – mocne umocnienie na kształt wieży, i w ten sposób przechwytywać wszystko, cokolwiek wysyłano rzeką do zamku Królewiec. Gdy bracia we wspomnianym zamku, już na pół martwi z głodu, dowiedzieli się o tym, woląc zginąć w walce niż tak marnie umrzeć z głodu, wyruszyli w pełnym uzbrojeniu na statkach; a gdy zbliżyli się do miejsca i już stanęli na kotwicach, zerwał się silny wiatr i szybko poniósł ich ku mostowi, co stało się z Opatrzności Bożej; podpłynąwszy do mostu, znaleźli na nim i w umocnieniach na jego końcach wielu zbrojnych; ci, którzy byli na moście i w umocnieniach, stawiali im mężny opór; i rozgorzała między nimi tak zacięta walka, jakiej nigdy w tym wieku nie widziano między tak nielicznymi wojownikami. W końcu zesłał im Bóg pomoc i obronę z wysoka, w co bez wątpienia należy wierzyć, gdyż ludzkiej sile niemal niemożliwe było oprzeć się takiemu mnóstwu, tak że, gdy wrogowie uciekli, bracia doszczętnie zburzyli i zniszczyli most i umocnienia. W tej walce pewien brat Gevehard, pochodzący z Saksonii, ścigając kilku uciekających Prusów, jednemu z nich jednym cięciem miecza uciął głowę; ten zaś, rażony tym ciosem, nie upadł od razu na ziemię, lecz bez głowy przebiegł z innymi jeszcze niewielki odcinek i dopiero wtedy upadł. Bracia i inni, którzy to widzieli, nadzwyczaj się temu dziwili, zapewniając, że nigdy jeszcze czegoś takiego nie widzieli.
104. O SZTURMIE NA ZAMEK KRÓLEWIEC
Wkrótce potem Henryk Monte, wódz Natangów, zebrawszy ogromne wojsko, przybył na pole królewieckie, by szturmować zamek. Naprzeciw niego wyszli bracia ze swymi giermkami, stawiając ze swej strony mężny opór. Lecz wspomniany Henryk Monte, ujrzawszy z daleka, że brat Henryk Ulenbusch napina kuszę, szybko do niego dopadł, mówiąc: „Dziś pójdziesz ode mnie prosto do nieba”, i przebił go swą włócznią, ciężko raniąc; z tej rany go jednak później uleczono. Widząc to, pewien sługa zranił wspomnianego Henryka krótką włócznią i tak go pomścił. Osłabiony tą raną, odstąpił z niczym ze swym wojskiem.
105. ZNOWU O TYMŻE I O PEWNYM CUDZIE, KTÓRY ZDARZYŁ SIĘ Z CZYJĄŚ KUSZĄ
Nikomu nie starczy słów, by dokładnie opowiedzieć, na ile i jak rozmaitych i wymyślnych sposobów Sambowie i pozostali Prusowie wielokrotnie szturmowali zamek Królewiec, tak że z obu stron było wielu zabitych i śmiertelnie rannych. Zdarzyło się więc pewnego razu, że Sambowie, szturmujący z wojskiem wspomniany zamek, stali się w tej walce tak groźni, że pewien brat spośród innych obrońców musiał porzucić napiętą kuszę i ledwie ocalił się ucieczką. Pewien Samb podniósł tę kuszę i powiesił ją sobie na szyi. Inni, otoczywszy go, niezmiernie się dziwili, co to takiego, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli, i dotykali jej rękami w różnych miejscach; w końcu, gdy ktoś nacisnął spust, cięciwa kuszy podcięła mu gardło, tak że wkrótce zmarł. Dlatego Prusowie od tego czasu bardzo bali się kusz.
106. O ZNISZCZENIU GRODU KRÓLEWCA, STOJĄCEGO NA GÓRZE ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA
Wokół kościoła parafialnego Świętego Mikołaja na górze w pobliżu zamku Królewiec bracia założyli pewne miasto, a ponieważ nie było ono dobrze umocnione, niespodziewanie napadli Sambowie i, wziąwszy do niewoli i zabiwszy wielu ludzi, poddali je opłakanemu zniszczeniu. Dlatego potem przeniesiono je do doliny między Pregołą a zamkiem, w to miejsce, gdzie znajduje się po dziś dzień.
107. O SPUSTOSZENIU WSI DRAMENOW I ŚMIERCI WIELU SAMBÓW
Nikt nie zdołałby opisać, a gdyby nawet opisał, mało kto by mu uwierzył, jak bardzo bracia, wobec naporu Sambów, zabiegali o to, by na nowo nawrócić ich na wiarę chrześcijańską. Dlatego, osłabiwszy i zmusiwszy do ucieczki tych, którzy mieszkali we włościach Waldau, Quedenau i Wargen oraz innych sąsiednich włościach, bracia wyruszyli z wojskiem przeciw włości Pobethen, a gdy wracali z ogromnym łupem, spustoszywszy jedną wieś, zwaną Dramenow, i wziąwszy do niewoli i zabiwszy wielu, napadli na nich ścigający ich wrogowie i omal nie zmusili do ucieczki. Lecz brat Henryk Ulenbusch, człowiek odważny, przeciwstawił się im i stawiał tak mężny opór, że pozostali, zebrawszy siły i nabrawszy ducha, wrócili do walki i zabili wielkie mnóstwo wspomnianych Sambów.
108. O ZWYCIĘSTWIE BRACI NAD SAMBAMI WE WŁOŚCI BETHEN
W ziemi Sambii jest pewna włość, zwana Bethen, w której mieszkają ludzie wojowniczy i tak silni, że z jednej wsi może wyruszyć do bitwy 500 ludzi; bracia z Królewca sami nie odważali się na nich napaść. Dlatego poprosili mistrza Inflant, by ze swych granic wysłał im na pomoc braci i giermków, wyznaczając dzień i miejsce, kiedy i gdzie mają się spotkać do bitwy. Tak więc bracia, którzy przybyli z Królewca ze swym wojskiem w wyznaczonym terminie na umówione miejsce, zaczęli pustoszyć wspomnianą włość ogniem i mieczem, nie połączywszy się jeszcze z Inflantczykami. Dlatego zaniepokojeni Sambowie, zebrawszy się, potężnym uderzeniem runęli na wojsko braci, a gdy ci byli już gotowi rzucić się do ucieczki, do czego zmuszała ich nadmierna siła wrogów, nadciągnęło wojsko braci inflanckich z liczną i silną jazdą, i oto, natarłszy razem na wrogów, wycięli w pień całe to wojsko Sambów, biorąc do niewoli kobiety i dzieci. Zamieszkane miejsca tej i sąsiednich włości obrócili w popiół.
109. O PRZYWRÓCENIU POKOJU MIĘDZY BRAĆMI A SAMBAMI
Sambowie, których Pan przez braci i innych chrześcijan tymi i innymi niedolami poprawił, niezdolni dłużej stawiać oporu, oddawszy swe dzieci jako zakładników, znów nawrócili się na wiarę chrześcijańską.
110. O ODSTĄPIENIU SAMBÓW Z WŁOŚCI RINAU
Lecz wróg rodzaju ludzkiego, diabeł, któremu zawsze nienawistny jest pokój i spokój chrześcijan, podszepnął tym ludziom Sambii, którzy mieszkali we włości Rinau, by znów popadli w grzech odstępstwa od wiary. Dlatego zebrawszy się, szturmowali z wojskiem zamek biskupa sambijskiego Fischhausen, w którym tym razem były tylko dwie osoby, mianowicie jeden brat i jego sługa. I oto cud. Złość ich, poraziwszy im źrenice, oślepiła ich, tak że nie widzieli pasa czy rzemienia, wiszącego przed ich oczami, za pomocą którego mogli otworzyć bramę wspomnianego zamku; wystarczyłoby bowiem, by tylko ruszyli małym palcem, a zamek zostałby zburzony do fundamentów. I tak po krótkim szturmie odstąpili z niczym.
111. O SPUSTOSZENIU WŁOŚCI RINAU I ŚMIERCI JEJ MIESZKAŃCÓW
Gdy doszło to do uszu braci z Królewca, oburzeni tym, zebrali z pozostałymi Sambami wojsko i, wtargnąwszy do wspomnianej włości Rinau, zabili wszystkich mężczyzn, a kobiety i dzieci z całym ich mieniem uprowadzili; tak więc znów spoczęła w pokoju ziemia Sambii, jak przedtem.
112. O ZBUDOWANIU ZAMKÓW TAPIAU I LOCHSTÄDT W ZIEMI SAMBII
Po drugim odstępstwie od wiary zbudowali zamek Tapiau, który Prusowie nazywają Surgurbi, a z czasem zamek Wiklantsort, zwany obecnie Lochstädt, od imienia pewnego Samba Laukstiete, który tam mieszkał, i umocnili je, by łatwiej było poskramiać podstępność Sambów.
113. O ZNISZCZENIU ZAMKU GIRDAWII
W tym czasie niejaki Girdaw, którego ród do dziś zwie się Rendalia, gorliwy obrońca wiary i chrześcijan, władał w ziemi Barcji zamkiem, od jego imienia zwanym Girdaw. Kiedy po wielu bitwach i szturmach, które wytrzymał ze strony swych rodaków-odstępców, nie zostało mu zupełnie żywności, spalił zamek i ze wszystkimi dziećmi i domownikami odszedł do braci do Królewca.
114. O ŚMIERCI SZEŚCIU BRACI I WIELU CHRZEŚCIJAN W ZAMKU WAISTOTEPILA
W tej samej ziemi Barcji, jak niektórzy opowiadają, bracia mieli zamek, zwany Waistotepila, stojący nad brzegiem rzeki Gobriony. Pewnego razu ci bracia ścigali wojsko Prusów, które spustoszyło tam dwie wsie. Lecz Prusowie, przedarłszy się przez zasadzki, które tamci zastawili, zabili sześciu braci i wielu chrześcijan.
115. O ZNISZCZENIU ZAMKU WAISTOTEPILA
Nie poprzestając na udrękach braci, Prusowie zebrali ogromne wojsko i, obległszy zamek Waistotepila, cały dzień aż do zmierzchu potężnie go szturmowali, a bracia ze swej strony mężnie się bronili. Kiedy jednak Prusowie odstąpili z niczym, bracia, uznawszy, że zamek nie jest mocny i w żaden sposób nie zdoła wytrwać cały i nienaruszony wobec tak potężnych szturmów, spalili zamek i niepostrzeżenie odeszli.
116. O ZAMKU WIESENBURG I ŚMIERCI 20 BRACI I WIELU CHRZEŚCIJAN
Zamek Wiesenburg, zwany przez Prusów Walewona, znajdował się w ziemi Barcji, nad brzegiem rzeki Gobriony; przyszło do niego z Jaćwieży i innych pogańskich krain wojsko i, spustoszywszy okolicę, odeszło. Potem ktoś z drużyny braci poradził im, by odrzuciwszy strach, puścili się za nimi w pościg. Bracia, zgodziwszy się z nim, szybko ruszyli za nimi ze swym wojskiem, lecz ponieważ od razu ich nie znaleźli, chcieli zawrócić. Ten zdrajca jednak nie pozwolił, obiecując pod przysięgą, że w pobliżu rzeki zwanej Wangrapia na pewno ich dopadną. Gdy zbliżyli się do tego miejsca, wrogowie nagle na nich napadli, jak gdyby było to przygotowane. Widząc to, bracia weszli na pobliską górę i z niej przez długi czas mężnie się bronili, i wielu padło z obu stron. W końcu, z woli Pana, Prusowie wzięli górę i zabili 20 braci oraz wybili całe ich wojsko.
117. O ROZGROMIENIU ZAMKU WIESENBURG
Ten zamek Wiesenburg był oblegany przez Prusów prawie trzy lata, a postawili oni trzy machiny miotające kamienie, którymi codziennie szturmowali zamek. Wreszcie bracia, szybko porwawszy jedną z nich, przywieźli ją do zamku i długo się nią bronili. Wkrótce potem, gdy wyczerpały się im zapasy, bracia ze swymi giermkami, opuściwszy zamek, niepostrzeżenie odeszli, w roku od Narodzenia Chrystusa 1263, kierując się do księstwa mazowieckiego. Gdy stało się to wiadome, Diwan, będący wówczas wodzem Bartów, puściwszy się za nimi w pościg z wieloma giermkami, nie mógł ich dopaść, gdyż ich zmęczone już konie odmówiły dalszej drogi; wziąwszy więc ze sobą 13 ludzi na szybszych koniach, poprowadził ich za sobą, a gdy się zbliżyli, znaleźli braci już wyczerpanych głodem i niezdolnych do walki ze zmęczenia; uderzył na nich potężnie i w pierwszym starciu zabił trzech. Pozostali, broniąc się, ciężko zranili wspomnianego Diwana, a wtedy przerwał on walkę, bracia zaś ze swymi ludźmi odeszli w pokoju.
118. O ZNISZCZENIU ZAMKU KRZYŻBORK
W tym samym roku od Narodzenia Chrystusa, mianowicie w 1263, gdy zamek Krzyżbork był oblegany przez Natangów przez trzy lata trzema machinami miotającymi kamienie i trzema umocnieniami, bracia ze swą drużyną po wielu chwalebnych bojach, stoczonych tutaj, gdy skończyły im się zapasy, niepostrzeżenie nocą opuścili zamek. Gdy Prusowie się o tym dowiedzieli, puścili się za nimi w pościg i wszystkich, oprócz dwóch braci, wycięli mieczem.
119. O SZTURMIE NA ZAMEK BARTOSZYCE
W czasie oblężenia w zamku Bartoszyce było 400 braci i innych giermków, Prusowie zaś zbudowali wokół zamku trzy umocnienia, w których stale przebywało 1300 doborowych wojowników. Mieli też trzy machiny miotające kamienie, którymi go szturmowali. Lecz przed jego upadkiem – nie mówiąc już o wielu cudownych czynach, dokonanych tam przez braci – był we wspomnianym zamku Bartoszyce pewien człowiek imieniem Miligedo, tak śmiały, że Prusowie, zabiwszy go, uznaliby, iż zabili połowę oblężonych. Naradzali się więc, jak podstępem wywabić go i zabić, i wymyślając różne chytre sposoby, zaczęli w ten sposób. Urządziwszy najpierw zasadzki, wysłali pewnego człowieka, dzielnego wojownika, na pohańbienie siły wojennej oblężonych, jak Goliata – na hufce synów Izraela. Zawołał on donośnym głosem, mówiąc: „Jeśli jest ktoś w zamku, kto odważy się stanąć ze mną do pojedynku, niech wyjdzie!”. Usłyszawszy to, Miligedo poprosił braci o pozwolenie, a otrzymawszy je, wyszedł i puścił się za nim w pogoń. Lecz gdy ujrzał, że z zasadzki wyłoniła się ogromna zgraja wrogów, zabił tamtego, uciekł do lasu i tajnymi drogami wrócił do zamku Bartoszyce. Nieraz i tak, i owak podchodzili go, aż w końcu, oszukawszy, zabili go. Tak samo zabili oni pewnego człowieka imieniem Troppo, uosobienie męstwa i gorliwego obrońcę wiary. Z ich śmierci była wielka radość w ludzie pruskim, braci zaś przeciwnie ogarnął wielki smutek. Lecz aby obrócić ich radość w smutek i żałobę, bracia powiesili na szubienicy, postawionej przy bramie zamku, 30 pruskich zakładników, których trzymali w niewoli. Stąd stało się, że gdy Prusowie ujrzeli swych synów i współplemieńców powieszonych, i oni zapłakali gorzkim płaczem.
120. O ZNISZCZENIU TRZECH UMOCNIEŃ I ŚMIERCI PONAD TYSIĄCA PRUSÓW
Potem doszło do pewnej potyczki między drużyną braci a Prusami, którzy ich oblegali, o pewien kocioł, który trzeba było przenieść z jednego umocnienia do drugiego; Prusowie zwykli byli gotować w nim święte ofiary według swego obyczaju. Na tę walkę wyszli bracia ze 150 wojownikami, i rozgorzała między nimi wielka bitwa. W końcu bracia, z woli Pana, siłą odebrali kocioł i, posuwając się dalej, doszczętnie zniszczyli owe trzy umocnienia, tak że z 1300 ludzi wyznaczonych do ich obrony ledwie ktoś ocalał, a ze strony braci poległ tylko marszałek.
121. O TYM, JAK BRACIA OPUŚCILI ZAMEK BARTOSZYCE
Kiedy umocnienia zostały na nowo odbudowane, a bracia w czwartym roku, to jest w roku od Narodzenia Chrystusa 1264, pozbawieni zapasów, nie mogli już dłużej stawiać oporu Prusom, trzykrotnie ich oszukali, a to w ten sposób. Bracia z całą swą drużyną w milczeniu kryli się za murami zamku od rana do godziny dziewiątej, a gdy Prusowie spostrzegli, że w zamku nikt się nie pokazuje, pomyśleli, że oblężeni uciekli, i potężnym uderzeniem szturmowali zamek. Lecz bracia, wyszedłszy z ukrycia, odparli ich, wielu zabijając i śmiertelnie raniąc strzałami i uderzeniami kamieni. Wreszcie po niezliczonych potyczkach i bitwach pewien pobożny brat wołał do Boga, by mu objawił, co należy czynić w takich okolicznościach. Głos z nieba odpowiedział mu: „Judo i Jeruzalem! Nie bójcie się i nie lękajcie. Jutro wyruszcie, a Pan będzie z wami; bądźcie wytrwali; zobaczycie, że pomoc Pana jest z wami”. Usłyszawszy to, nazajutrz bracia, rozdzieliwszy się i podzieliwszy swą drużynę na dwie części (jedna z nich poszła do zamku Królewiec, druga – do Elbląga), zabrawszy święte relikwie i zostawiwszy w zamku jednego brata, starego, zgrzybiałego i ślepego, który nie mógł iść z nimi, odeszli. Ten zaś brat, który pozostał w zamku, jak zwykle o każdej godzinie kanonicznej dawał dzwonem sygnał. W końcu, gdy nie mógł się już dłużej ukrywać, wrogowie podkradli się do zamku, a gdy ujrzeli, że nikt im nie stawia oporu, weszli i zabiwszy brata, a zamek zachowawszy dla siebie, prowadzili z niego wiele walk z braćmi.
122. O SZTURMIE NA ZAMEK WILOW
W tym czasie potężne wojsko Prusów, Jaćwingów i Litwinów wtargnęło do ziemi sambijskiej i, ustawiwszy Litwinów z jedną machiną miotającą z jednej strony, a pozostałych z drugą – z drugiej, przez osiem dni, codziennie szturmując, oblegało zamek Wilow. W końcu pewnego dnia, gdy wszyscy zeszli się do walki – łucznicy ze strzałami, machiny miotające, inni z drewnem i słomą do podpalenia zamku, a pozostali innymi sposobami dokuczali oblężonym – Henryk von Taupadel, który później został bratem zakonu domu Niemieckiego, mąż dzielny i doskonale władający sztuką kuszników, wezwał oblężony lud do obrony i wraz z nim gasił ogień, raz po raz rozniecany, by spalić zamek. W tej najzaciętszej bitwie wielu pogan zostało zabitych i śmiertelnie rannych; wspomniany zaś Henryk, strzeliwszy z kuszy, przebił bełtem i zabił pewnego znakomitego i możnego człowieka, wodza Litwinów, a z drugiej strony strzelił do pewnego majstra, który, by naprawić machinę, wspiął się na jej szczyt, i bełtem przybił mu rękę do machiny; widząc to, przestraszeni poganie odstąpili od oblężenia.
123. O ŚMIERCI BRATA HELMERYKA, MISTRZA, ORAZ 40 BRACI I WIELU CHRZEŚCIJAN
W tym samym roku Henryk Monte, wódz Natangów, z silnym wojskiem wtargnął do ziemi chełmińskiej i – nie mówiąc o mnóstwie ludzi i innym niezliczonym łupie, który zabrał ze sobą – spalił wszystkie budowle stojące poza umocnieniami i zbroczył tę ziemię krwią chrześcijańską. Gdy doszło to do uszu mistrza, brata Helmeryka, zwołał on całą siłę swego wojska i ścigał ich aż do ziemi lubawskiej, a ustawiwszy swe wojsko do bitwy, dzielnie na nich natarł. Prusowie zaś, otoczeni zasiekami, z początku stawiali zdecydowany opór, lecz w końcu uciekli, a chrześcijanie, ścigając ich, rozproszyli się i chociaż w tej ucieczce wielu zabili, to jednak, gdy Prusowie ujrzeli przy chorągwi garstkę ludzi, połączywszy się, wrócili do zasieków i, rozpocząwszy nową bitwę, która trwała długo, w końcu, z woli Pana, którego drogi są niezbadane, zabili mistrza i brata Dytryka, marszałka, oraz 40 braci i całe wojsko chrześcijańskie, i dokonano takiej rzezi ludu Bożego, że uważa się ją za większą niż ta, która była wcześniej w bitwie kurońskiej, bo choć nie było tu tylu zabitych co tam, to jednak zginęli niemal wszyscy znamienici i wybitni ludzie, których mądrością i gorliwością rządzona była ziemia pruska i prowadzona wojna. Później pewna pustelnica, mieszkająca w miejscu tej bitwy, wiele razy widziała nocą płonące świece, jawne świadectwo tego, że polegli tam przyjęli już cierniową koronę od Króla męczenników.
124. O BRACIE LUDWIKU, VII MISTRZU ZIEMI PRUSKIEJ
Brat Ludwik von Baldersheim 323, VII mistrz Prus, stał na czele zakonu sześć lat, w roku od Narodzenia Chrystusa 1265. W tym czasie marszałkiem był brat Fryderyk von Holdenstete.
125. O PRZYBYCIU WIELU PIELGRZYMÓW
Gdy wieść o zniszczeniu wszystkich zamków, o których mówiono wyżej, obiegła krainy Alemanii, zaniepokoili się królowie i władcy, i aby Kościół Boży w granicach Prus, po brzegi zalany krwią chrześcijańską, ostatecznie nie zginął, lecz ich radosnym przybyciem się umacniał, w roku od Narodzenia Chrystusa 1265 książę brunszwicki i landgraf turyński, w roku od Narodzenia Jego 1266 Otto, margrabia brandenburski, z synem i bratem rodzonym, w roku od Narodzenia Jego 1268 Ottokar, król Czech, w otoczeniu wielu rycerzy i w pełnym uzbrojeniu przybyli do Prus na pomoc wspomnianej ziemi, a mianowicie, by stłumić bunt Prusów. A ponieważ nie nadeszła jeszcze godzina, w której Bogu spodobało się zlitować nad ludem swoim, lecz On wciąż karał, wspomniani władcy nie zdołali spełnić upragnionego zamiaru z powodu łagodnej zimy, lecz, zostawiwszy chrześcijan ziemi pruskiej w wielkim niebezpieczeństwie, wrócili do siebie.
126. O BRACIE ULRYKU I ŚMIERCI 50 PRUSÓW
W owym czasie był w drużynie Królewca brat Ulryk z Magdeburga, który był tak silny w ciele, że przewyższał siłę wielu ludzi. Brał bowiem dowolnych dwóch giermków jednym palcem za pas z tyłu i wysoko ich podnosił, choć się opierali. Wraz z kilkoma braćmi i giermkami wyznaczono go do ochrony statków chrześcijańskich, które przypłynęły morzem do ziemi pruskiej, do tego czasu nierzadko pustoszonej przez Prusów. Zdarzyło się więc, że gdy pozostał z garstką ludzi przy wspomnianych statkach, przybyli zbrojni Prusowie na pięciu łodziach, a gdy się zbliżyli, by rozbić ich statki, brat Ulryk chwycił maszt ze swego statku i, przebiwszy ich łodzie, wszystkie zatopił, tak że wraz z łodziami utonęło 50 Prusów. Pozostali, widząc to, w strachu odeszli.
127. O ZBUDOWANIU ZAMKU BRANDENBURG
W roku od Narodzenia Chrystusa 1266 margrabia brandenburski, jak mówiono wyżej, z wieloma rycerzami przybył do ziemi pruskiej, a ponieważ niczego innego nie zdołał dokonać, za radą mistrza i braci zbudował zamek Brandenburg i zechciał go tak nazwać na wieczną pamiątkę ku czci swej marchii.
128. O ŚMIERCI ŚWIĘTOPEŁKA, KSIĘCIA POMORZA, I O BUNCIE MŚCIWOJA, JEGO SYNA, PRZECIW BRACIOM
W tym roku zachorował Świętopełk, książę Pomorza, a poczuwszy, że umiera, wezwał do siebie swych synów i jako ostatnią wolę, którą przypieczętował śmiercią, dał im takie pouczenie, mówiąc: „Odkąd między mną z jednej strony a braćmi domu Niemieckiego z drugiej rozpoczęła się wojna, wciąż słabłem; wszelkimi sposobami, godziwymi i niegodziwymi, tak i owak napadałem na nich, i nie miałem powodzenia, bo z nimi jest Bóg i On walczy za nich. Dlatego radzę wam, byście nigdy przeciw nim nie występowali, lecz czcili ich z wszelką czcią”. Pouczenia tego nie usłuchał Mściwój, jego pierworodny syn. Lecz po śmierci ojca, gdy został księciem Pomorza, przez jakąś nierozważną zuchwałość idąc pierwszymi złowieszczymi śladami swego ojca, podszepnął Prusom, by ziemię chełmińską i biskupstwo pomezańskie naprzeciw jego zamku Nowe spustoszyli z wojskiem ogniem i mieczem; i oni, Prusowie z jednej strony Wisły, a wojownicy z zamku Nowe – z drugiej, potężnie zaatakowali 15 statków braci, wyposażonych we wszystko, co potrzebne do obrony wiary i chrześcijan, aż żeglarze musieli odejść (inaczej bowiem nie mogli się ocalić), wyrzuciwszy wszystko ze statków.
129. O ZEMŚCIE ZA TEN BUNT
Dowiedziawszy się o tym, mistrz z braćmi, zebrawszy wielkie wojsko, w dzień świętych apostołów Piotra i Pawła wtargnął do ziemi Pomorza w pobliżu zamku Nowe, a potem, z nastaniem jesieni, obrócił w popiół włości w pobliżu grodu i zamku Tczewa oraz innego zamku, zagarniając wielu ludzi i bydło. Po tym Mściwój, książę Pomorza, który przedtem jak lew rzucał się na braci i ich poddanych, teraz, poskromiony takim wstrząsem, upokarzając się, z wieloma prośbami uzyskał u mistrza, by między nim a mistrzem i braćmi przywrócono dawny pokój.
130. O ZNISZCZENIU ZAMKU BRANDENBURG
Brat Fryderyk von Holdenstete, komtur Brandenburga, ze swymi braćmi i giermkami wyruszył na włość Natangii zwaną Solidow, w pobliżu zamku Krzyżbork, i spustoszył ją ogniem i mieczem, wielu zabijając i biorąc do niewoli. W drodze powrotnej spotkał go goniec, który powiedział, że zamek Brandenburg został zniszczony, a to w ten sposób. Pewna pruska kobieta niskiego stanu, córka Beliala, odeszła ze wspomnianego zamku i doniosła Glappie, wodzowi warmińskiemu, o nieobecności braci; ten, przybywszy z wieloma wojownikami, zdobył go. Usłyszawszy o tym, rozgniewany komtur poszedł ze swymi ludźmi na Królewiec, a wróciwszy statkiem do Brandenburga, braci i pozostałych ze swej drużyny, którzy bronili się w drewnianej wieży wspomnianego zamku, żywych i zdrowych wyprowadził ze sobą spod szturmu i naporu Prusów.
131. O ODBUDOWIE ZAMKU BRANDENBURG I O GODNYM POCHWAŁY ŻYCIU PEWNEGO BRATA W NIM
Margrabia brandenburski, dowiedziawszy się, że wzniesiony przez niego zamek został zniszczony przez Prusów, rozgniewał się i, zebrawszy znowu wielkie wojsko, wrócił do Prus i za radą mistrza i braci na tym samym miejscu postawił inny zamek o tej samej nazwie. W tym zamku był pewien szlachetny brat Herman von Lichtenburg, który stale nosił pancerz na gołym ciele zamiast koszuli, nie mówiąc już o innych umartwieniach i wstrzemięźliwościach, które sobie nałożył. Dlatego zdarzyło się, że gdy pospiesznie wyruszył do walki, przywdziawszy, jak należy, resztę zbroi, jego ciało było tak owrzodzone, jakby stoczyły je skorpiony. Gdy kapłan brat Piotr, jego spowiednik, przekonywał go, że podczas walki należy zdejmować pancerz z powodu ciężaru reszty zbroi, odpowiedział, że żadne okoliczności nie zdołają go zmusić, by za życia go zdjął. Lecz tej samej nocy ukazała mu się Najświętsza Panna Maria, która lekkim dotknięciem ręki go uzdrowiła, tak że gdy wspomniany brat Piotr znów go zobaczył, na jego skórze nie było żadnych chorobliwych plam.
132. O BRACIE DYTRYKU, VIII MISTRZU PRUS
Brat Dytryk von Gatersleben, VIII mistrz ziemi pruskiej, stał na czele zakonu 6 lat, w roku od Narodzenia Chrystusa 1271. Marszałkiem był w tym czasie brat Konrad von Thierberg Starszy.
133. O SPUSTOSZENIU ZIEMI NATANGII PRZEZ PANA DYTRYKA, MARGRABIEGO MIŚNIEŃSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1272, gdy wejrzawszy, ujrzał Pan cierpienia ludu Swego w Prusach i nadeszła już pełnia czasu, kiedy zechciał zlitować się nad Swymi ludźmi, pan Dytryk, margrabia miśnieński, syn sławnego władcy pana Henryka, o którym mówiono wyżej przy wojnie pomezańskiej, przybył do Prus z mnóstwem wojowników, a gdy wraz z mistrzem i braćmi zamierzał napaść na wrogów, natrafił na granicy ziemi Natangii na umocnienie bronione przez wielu giermków, którzy przeszkadzali w najeździe wspomnianego władcy. Lecz bracia Dytryk i Günther, bracia z Regenstein, wraz z braćmi zakonnymi i giermkami zniszczyli wspomniane umocnienie, wszystkich zabijając lub biorąc do niewoli. Potem wspomniany władca, idąc świętymi śladami swego ojca, jak nieustraszony lew, który nikogo się nie ulęknie, przeszedł ze swym wojskiem, wkroczywszy do ziemi Natangii, aż do targowiska zwanego Gerkin, gdzie pozostał trzy dni i trzy noce, każdego dnia przemierzając Natangię z ogniem i mieczem. I sprawił im taką rzeź, że w następnym roku znów poddali się wierze i braciom. Tak więc, dokonawszy tego, ów pan margrabia wrócił w swoje granice, ponosząc jednak straty w ludziach, gdyż z jego ludzi w pierwszym szturmie na umocnienie padło z ręki Prusów 150, a przy pustoszeniu zamku Natangii 50 ludzi. Ten pobożny władca, oprócz wielu innych dobrodziejstw, wyświadczonych braciom dla umocnienia ziemi pruskiej, wprowadził do zakonu domu Niemieckiego 24 szlachetnych i dzielnych ludzi ze swej drużyny i, zatroszczywszy się, by niczego im nie brakowało, co potrzebne do służby duchowej i wojennej, zostawił ich w ziemi pruskiej.
134. O BRACIE KONRADZIE, IX MISTRZU PRUS
Brat Konrad von Thierberg Starszy, IX mistrz ziemi pruskiej, stał na czele zakonu 6 lat, w roku od Narodzenia Chrystusa 1273. Wezwany przez wielkiego mistrza na kapitułę, zmarł w drodze. [108]
135. O ŚMIERCI HENRYKA MONTE, WODZA NATANGÓW
Po odejściu tego władcy Natangowie zaczęli lękać się lęku tam, gdzie nie było lęku. Nigdzie nie było tak umocnionego miejsca, gdzie nie baliby się nieuchronnego niebezpieczeństwa. Dlatego zdarzyło się, że Henryk Monte, ich wódz, z kilkoma swymi wspólnikami odszedł w puszczę, a gdy siedział sam w swym namiocie, podczas gdy jego towarzysze byli na polowaniu, napadli niespodziewanie bracia Henryk von Schönenberg, komtur Dzierzgonia, i brat Helwig von Goldbach z kilkoma giermkami, a ujrzawszy Henryka, bardzo się uradowali i, pochwyciwszy go, powiesili na drzewie, a powieszonego przebili mieczem.
136. O ŚMIERCI GLAPPY, WODZA WARMIŃSKIEGO, I O PODBOJU WARMÓW I NATANGÓW
Glappo, wódz warmiński, miał pewnego poddanego imieniem Steinow, którego najczulej kochał. Nieraz ratował go od śmierci. Lecz tamten, nie pamiętając o wyświadczonych mu dobrodziejstwach, odpłacał złem za dobro, a za miłość – nienawiścią. Zamyślił bowiem, jak wydać go na śmierć, a by tego dokonać, zaproponował mu zdobycie pewnego zamku, znajdującego się w ziemi Sambii, w pobliżu brzegu Zalewu Wiślanego, niemal naprzeciw zamku Brandenburg, wyznaczając mu dzień, w którym miał przybyć ze swym wojskiem. Tymczasem przyszedł ten Steinow do komtura Królewca i przekazał mu to, radząc, by ze swym wojskiem poszedł razem z nim. Ten, usłuchawszy jego rady, wziąwszy ze sobą wielu braci i giermków, przybył i znalazł Glappę z jego wojskiem przy oblężeniu wspomnianego zamku, a niespodziewanie na nich napadłszy, wszystkich zabił. Glappę zaś zabrał ze sobą do Królewca i powiesił na górze, która od jego imienia po dziś dzień zwie się Górą Glappy. Gdy zaś zabici zostali wodzowie i wszyscy, przez których prowadzona była wojna, Natangowie i Warmowie znów poddali się wierze i braciom.
137. O POSZCZEGÓLNYCH BITWACH WSZYSTKICH ZAMKÓW I MIAST ZIEMI PRUSKIEJ W CZASIE DRUGIEGO ODSTĘPSTWA OD WIARY, NAJPIERW O BAŁDZE
Opowiedziawszy w ogólnych zarysach o wojnie drugiego odstępstwa od wiary, należy przejść do wyliczenia bitew poszczególnych zamków i włości ziemi pruskiej. Niech więc nie niepokoi czytelnika, jeśli jakąś bitwę drugiego odstępstwa, przedstawioną wyżej czy niżej, znajdzie nie w tym porządku, w jakim się odbywały, zatarły się one bowiem już w pamięci ludzi obecnie żyjących, tak że nikt z nich nie potrafi ułożyć ich należycie. Przedstawia się bowiem przeważnie to, co się wydarzyło, lecz porządek wydarzeń jest zakłócony. Dlatego znajdziesz, że wiele rzeczy umieszczono tu i opisano z wyprzedzeniem. Gdy Warmowie, Natangowie i Bartowie w roku od Narodzenia Chrystusa 1260 odstąpili od wiary i chrześcijan, przemierzali swe ziemie z bronią i ilu tylko znaleźli chrześcijan, zabijali ich, a pochwycone kobiety i dzieci uprowadzali w niewolę. Potem poszli pod Bałgę i porwali konie braci i bydło, i działo się to nie raz, lecz wiele razy.
138. O ZABICIU TRZECH BRACI I 40 LUDZI
Wkrótce potem dwóch znakomitych i możnych ludzi, Scumo i Stuche, z wielkim wojskiem przybyło pod Bałgę. Bracia ze swymi ludźmi, wyszedłszy naprzeciw, zabili dwóch znakomitych Prusów. Tego dnia była taka mgła, że jeden drugiego nie mógł widzieć z oddali. Dlatego zdarzyło się, że gdy bracia zamierzali napaść na wycofujących się Prusów, połowa ich wojska przeszła bowiem już bagno, czający się w zasadzce wybiegli i zabili trzech braci z 40 wojownikami.
139. O ŚMIERCI KILKU PRUSÓW
Od samego jego założenia w zamku Bałga byli bracia i giermkowie tak mężni i odważni, że mało które wrogie wojsko mogło ujść przed nimi całe i nienaruszone. Dlatego zdarzyło się, że gdy Pobrawo, zebrawszy wojsko z Natangów i Warmów, wysłał nocą wielu pieszych na pole Bałgi, a sam, podążywszy za nimi rano z jazdą, zagarnął bydło braci, zabiwszy trzech ludzi, którzy go pilnowali, brat Gerhard z Nadrenii i wielu innych braci z giermkami, puściwszy się za nimi w pościg, zabili wspomnianego Pobrawę i sześciu ludzi i odebrali im łup.
140. O BITWIE MIESZCZAN BRANIEWA W CZASIE DRUGIEGO ODSTĘPSTWA OD WIARY I O ZDOBYCIU ZAMKU I MIASTA
Pan i brat Anzelm z zakonu domu Niemieckiego, biskup warmiński, zbudował zamek i miasto Braniewo na owej wyspie w dolnym biegu rzeki Sergii, ledwie o dwa rzuty kamieniem od miejsca, gdzie obecnie stoją; w pierwszym roku drugiego odstępstwa od wiary obiegli je Prusowie z wielkim wojskiem, cały dzień potężnie szturmując. Mieszkańcy miasta i zamku ze swej strony stawiali im mężny opór, zawaliwszy wozami, czterokołowymi furami i innymi belkami te miejsca zamku i miasta, gdzie mógł otworzyć się dostęp wrogom. W tym szturmie z każdej strony wielu zostało rannych, a niektórzy polegli. Wreszcie, nie odniósłszy sukcesu, odstąpili. Potem, zmuszeni okolicznościami, 40 ludzi ze wspomnianego zamku i miasta wyszło po siano i drewno, i wszyscy oni zostali zabici przez wrogów. Przestraszeni tym mieszkańcy miasta i zamku popadli w rozpacz, że w żaden sposób nie zdołają stawić oporu, jeśli zacznie się nowy szturm. Tak więc, spaliwszy zamek i miasto, odeszli z całą swą czeladzią, nie biorąc ze sobą żadnego dobytku i sprzętów oprócz tego, co mogli unieść na plecach. Gdy odchodzili, spotkało ich w drodze 60 chrześcijan, wysłanych przez braci z Elbląga im na pomoc. Lecz gdy ci usłyszeli, że zamek i miasto są spalone, wszyscy razem udali się do Elbląga. Następnie, w roku od Narodzenia Chrystusa 1297, pan Henryk, biskup warmiński, postawił miasto i zamek Braniewo w tym miejscu, gdzie obecnie się znajdują. Gdy ten biskup po raz pierwszy po swej konsekracji wkroczył do swego biskupstwa, otrzymał tam jako roczny dochód z całego biskupstwa tylko jedną grzywnę z jednego młyna.
141. O BITWIE BRACI Z DZIERZGONIA W DRUGIM ODSTĘPSTWIE OD WIARY, O PEWNYM CUDZIE I WYTĘPIENIU WIELU PRUSÓW
Brat Dytryk zwany Rode, komtur Dzierzgonia, w czasie drugiego odstępstwa od wiary wyruszył z braćmi i pielgrzymami w liczbie stu ludzi i spustoszył ziemię pogezańską, po czym ruszyło za nimi w pościg niezliczone mnóstwo Prusów; ponieważ nie mógł uniknąć bitwy z nimi, ufając miłosierdziu Bożemu, napadł na nich, a ponieważ dzielnie nacierał w bitwie, rzucili się do ucieczki, bracia zaś i pielgrzymi, puściwszy się za nimi w pościg, wszystkich zabili, tak że nigdy w ciągu jednego dnia garstka ludzi nie zabiła tylu ludzi. Jeńcy zaś, których bracia przyprowadzili związanych, powiedzieli, że widzieli podczas bitwy, jak pewna dziewica przedziwnej urody niosła w powietrzu chorągiew braci; od tego widzenia stali się tak tchórzliwi i tak zadrżało ich serce, że nikt nie odważył się bronić.
142. O ZDOBYCIU PEWNEGO UMOCNIENIA
Pogezanie, zebrawszy się, zechcieli znowu rozpocząć wojnę i, doszedłszy do Dzierzgonia, potężnym uderzeniem runąwszy na pewien zamek, znajdujący się w jego pobliżu, w którym mieszkali chrześcijanie-Pomezanie, w końcu wdarli się do niego i, wziąwszy do niewoli i zabiwszy wszystkich ludzi, oprócz tych, którzy zdołali uciec do zamku Dzierzgoń, doszczętnie zniszczyli wspomniane umocnienie.
143. O ŚMIERCI 12 BRACI I 500 LUDZI, O ZNISZCZENIU MIASTA DZIERZGONIA, ZAMKU POMEZANÓW I PODZAMCZA BRACI ORAZ O RZEZI WIELU CHRZEŚCIJAN
Diwan zwany Klekine, wódz Bartów, i Pogezanin Linko z wielkim wojskiem wtargnęli do ziemi chełmińskiej, a gdy na wieść o tym wojsku bracia z Dzierzgonia i inni ściągali do ziemi chełmińskiej, Pogezanie, jak wcześniej rozkazał Diwan, z silnym wojskiem jeźdźców i piechoty przybyli pod zamek zwany Tranpere, stojący między Dzierzgoniem a Malborkiem, do którego oblężenia zostawili piechotę, a pewnego człowieka imieniem Kolte ustanowili jej wodzem. Jazda zaś przeszła aż do włości zwanej Algent, w której obecnie znajduje się zamek Malbork, i aż do Kwidzyna, zabijając, chwytając i paląc wszystko, co tylko napotkała na swej drodze. Dowiedziawszy się o tym, bracia z zamków Pusilia i Wischow 360 ze swymi giermkami przybyli na pomoc braciom i mieszczanom z Dzierzgonia, już w pełnym uzbrojeniu. A gdy bracia, posuwając się naprzód, zbliżyli się do oblężonego zamku, Prusowie, przerwawszy szturm, rzucili się do ucieczki. W tej ucieczce i w szturmie na zamek wielu Prusów zostało zabitych i śmiertelnie rannych, a Kolte, ich wódz, również padł od miecza, i oto uciekająca piechota spotkała się z jazdą. Przestraszeni tym, zebrali się i jazda, i piechota, i rozbili obóz nad brzegiem Sirgune, a naprzeciw nich rozlokowali się bracia ze swym wojskiem. Prusowie, widząc, że bitwy nie unikną, wybrawszy chwilę, gdy chrześcijanie, jakby zapomniawszy o strachu, znaleźli się bez pewnej straży, a nawet rozsiodłali konie, połowę swego wojska potajemnie przeprawili przez rzekę i jedni z tyłu, drudzy z przodu narzucili chrześcijanom najzaciętszą bitwę, a zanim chrześcijanie zdołali przygotować się do odparcia, zabito 12 braci i 500 ludzi w pobliżu wsi Pogansten. Ścigali pozostałych, uciekających do miasta, i po krótkim szturmie siłą zdobyli i doszczętnie zniszczyli miasto i zamek Pomezanów oraz podzamcze braci, biorąc do niewoli i zabijając wszystkich, oprócz tych, którzy zdołali uciec do zamku braci. W owym czasie w zamku Dzierzgoń pozostali tylko trzej bracia i trzej słudzy oraz pewien Pomezanin imieniem Sirenes, z powodu jakichś popełnionych przez niego przewinień zakuty w kajdany. Ten, rozbiwszy dyby, z mieczem i włóczniami, jak nieustraszony lew, stanął na moście zamku braci i zagradzał dostęp wrogowi, dopóki nie opuszczono bramy. Potem pewien brat strzałą powalił pewnego Prusa, któremu powierzono pilnowanie 40 chrześcijańskich dzieci, wziętych do niewoli i związanych, a dzieci, uciekłszy do zamku, ocalały od wiecznej niewoli.
144. O ŚMIERCI WIELU PRUSÓW
Wspomniany Diwan, znów zawziąwszy się na ród chrześcijański, zebrawszy silne wojsko, ponownie złupił włości w pobliżu Dzierzgonia i Malborka, myśląc, że teraz, jak i przedtem, wszystko musi dziać się według jego kaprysu. Zabił on bowiem i wziął do niewoli już tylu braci i innych chrześcijan, że nie wierzył, by ocalał ktoś zdolny stawić mu opór. Dlatego, wysławszy przodem swe wojsko z łupem, sam z garstką ludzi podążył za nim. Lecz bracia z Dzierzgonia i Elbląga z niewielkim wojskiem, ufając Temu, którego mocą jeden ściga tysiąc, a dwóch gromi dziesięć tysięcy, przybyli nad rzekę Hower. Tam mężnie napadli na Diwana i zabili jednego jego krewnego imieniem Dabore oraz wszystkich ludzi. Diwan jednak ocalał, uciekłszy w wielkim zmieszaniu z garstką ludzi. Tak więc bracia, odzyskawszy odebrany im łup, składając dzięki, wrócili do siebie.
145. O TYM, JAK TRUDNO BYŁO DOSTARCZAĆ ŻYWNOŚĆ DO ZAMKU DZIERZGOŃ
Ponieważ bracia z Dzierzgonia byli ze wszystkich stron otoczeni siłą wrogów, rzadko bez wielkiego ryzyka i trudu mogli dostarczać to, co potrzebne, z Elbląga. Dlatego zdarzyło się trzykrotnie, że gdy dostarczano to rzeką Sirgune, bracia i słudzy tracili dobra i życie, przez co w zamku Dzierzgoń zaczął się taki głód, że gdyby nie nadszedł z pomocą Samile, pewien możny z Pomezanii, ojciec Tussina, mieszkający wśród nieprzyjaciół, lecz potajemnie czczący wiarę i braci, zamek by się wyludnił. Gdy Prusowie się o tym dowiedzieli, rozgniewani pochwycili wspomnianego Samilego i wlali mu do ust wrzątek, a przypiekłszy go nagiego na ognisku, tak że na pół żywy ledwie mógł oddychać, odesłali go do braci, on zaś, długo chorując, przeżył. W końcu znów zapanował we wspomnianym zamku głód, i to taki, że bracia zmuszeni byli z powodu głodu powiedzieć i doradzić swym prawowiernym Pomezanom, którzy się do nich przyłączyli, by odeszli od nich w inne miejsca bez uszczerbku dla swych praw i wolności, aby mogli znaleźć pożywienie, a nie umierać tam z głodu. Dlatego niewielu zostało, a pozostali odeszli. Oto cud Boży i najwyższa miłość, która łaskawie zwróciła się ku tym braciom i pozostałym chrześcijanom nie tylko w tym zamku, lecz i w całej ziemi pruskiej, tak że z taką pokorą i łagodnością znieśli tak niemal nieznośne i całkowicie sprzeczne z warunkami ludzkiego życia niedostatki, iż bez smutku, lecz niemal zawsze radując się, mniemali, że znajdują się pośród rajskiej szczęśliwości.
146. O BRACIE ENGELKONIE, MĘŻU Z DZIERZGONIA, KTÓREGO ŻYCIE JEST GODNE POCHWAŁY
W owym czasie we wspomnianym zamku Dzierzgoń był brat Engelko, pochodzący z Westfalii, mąż przedziwnej pobożności i wstrzemięźliwości, całkowicie oddany Bogu. Wyróżniał się on, oprócz innych cnót, tym, że na gołym ciele nosił żelazną kolczugę zamiast koszuli, i tak aż do swej śmierci znosił cztery takie kolczugi, przeżarte przez czas i rdzę.
147. O BITWIE POD MIASTEM KWIDZYN I JEGO ZNISZCZENIU W CZASIE DRUGIEGO ODSTĘPSTWA OD WIARY
I wciąż jeszcze nie nasyciwszy się krwią chrześcijańską, Prusowie znów się zbroją, by zabijać, biczować i krzyżować chrześcijan, aby tak spadła na nich cała krew sprawiedliwa, przelana na ziemi pruskiej dla obrony wiary chrześcijańskiej. Tak więc, zebrawszy się z ogromnym mnóstwem wojowników, w czasie drugiego odstępstwa od wiary wyruszyli przeciw miastu Kwidzyn i, urządziwszy zasadzki w odpowiednim miejscu, pokazali się w niewielkiej liczbie. Wrogo napadli na nich bracia i mieszczanie ze swymi giermkami, pędząc ich na pole, które jest między miastem a młynem, wielu zabijając i śmiertelnie raniąc, a gdy myśleli, że rozbili ich doszczętnie, pojawili się Prusowie, którzy byli w zasadzce, i zabili wszystkich braci i mieszczan, z wyjątkiem nielicznych, którzy uciekli do miasta. Wrogo ich ścigali i po krótkim szturmie zdobyli miasto, a część ludzi wzięto do niewoli, inni zostali zabici, pozostali uciekli do zamku i ocaleli. Tak więc, spaliwszy miasto doszczętnie, odeszli z ogromnym łupem.
148. O DRUGIM ZNISZCZENIU WSPOMNIANEGO MIASTA KWIDZYN
Gdy miasto Kwidzyn z wielkim trudem i w niedostatku zostało odbudowane przez braci, zdarzyło się, że Prusowie z wielkim wojskiem, spustoszywszy ziemię chełmińską, poszli na zamek Belichow pewnego możnego z Pomezanii imieniem Jonasz, syna Sargana, znajdujący się nad Osą. Z tego zamku wyszedł brat Konrad Schwab z Elbląga z wieloma giermkami i stoczył z nimi rycerski bój, w którym zostało rannych wielu z obu stron. Potem podeszli pod miasto Kwidzyn i po długim i zaciętym szturmie znów doszczętnie je zniszczyli; jedni uciekli do zamku, inni ocaleli, ukrywszy się w pewnym umocnieniu miejskim, pozostali zostali wzięci do niewoli lub zabici. W tych dwóch pruskich bitwach wyrządzili wielką szkodę wizerunkom świętych, szatom kościelnym i innym rzeczom przeznaczonym do służby Bożej oraz kościelnym świętościom.
149. O ZBUDOWANIU ZAMKU STARKENBERG I ŚMIERCI WIELU CHRZEŚCIJAN
W owym czasie brat Anno, wielki mistrz zakonu domu Niemieckiego, polecił mistrzowi i braciom w Prusach, by zbudowali zamek w granicach diecezji chełmińskiej i pomezańskiej nad Osą, sam zaś zamierzał hojnie zaopatrzyć mieszkańców zamku we wszystko, co potrzebne. Do jego budowy mistrz zwołał wielu ludzi, a gdy każdy był tam zajęty powierzoną mu pracą, niespodziewanie przyszło wojsko Prusów i wybiło całe to mnóstwo ludzi. Minęło jednak wiele czasu, a mistrz znów zwołał ludzi i wtedy z łaski Bożej zakończył budowę wspomnianego zamku, nazywając go Starkenberg 369, co w przekładzie na łacinę znaczy „mocna góra”, i wyznaczył do jego obrony wielu braci i giermków.
150. O ZDOBYCIU ZAMKU STARKENBERG I O ŚMIERCI WIELU BRACI I CHRZEŚCIJAN
Prusowie, usłyszawszy o budowie wspomnianego zamku, oburzyli się i z silnym wojskiem go obiegli. Lecz brat Konrad von Blindenburg, wyruszywszy z nimi do walki, otrzymał pięć ran na podobieństwo pięciu ran Chrystusa i został zabity, o co nieraz ze łzami modlił się do Boga. Następnie Prusowie, ze wszystkich stron otoczywszy zamek, przystąpili do szturmu. Bracia, stawiając ze swej strony opór, wielu zabili i śmiertelnie zranili strzałami. Jednak Prusowie, rozwścieczeni, woleli wszyscy umrzeć niż z niczym odstąpić od oblężenia, a podszedłszy bliżej, gdy wielu padło z obu stron, zdobyli wspomniany zamek i, zabiwszy braci ze wszystkimi jego mieszkańcami, sam zamek obrócili w proch. Po wielu latach wspomniany zamek przeniesiono za Osę, do biskupstwa chełmińskiego, i znajduje się tam po dziś dzień.
151. O SPUSTOSZENIU ZAMKU SPITTENBERG W CZASIE DRUGIEGO ODSTĘPSTWA OD WIARY
W ziemi pomezańskiej był pewien zamek zwany Spittenberg, w którym mieszkali bracia. Lecz ponieważ w czasie drugiego odstępstwa od wiary tyle razy niepokoili ich Prusowie, a oni w żaden sposób nie mogli stawić im oporu z powodu braku rzeczy niezbędnych, spaliwszy zamek, odeszli ze swymi giermkami, i tak do dziś pozostaje on w zapuszczeniu.
152. O WOJNIE ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ W DRUGIM ODSTĘPSTWIE OD WIARY, A NAJPIERW O BRACIE HEIDENRYKU, BISKUPIE CHEŁMIŃSKIM
Brat Heidenryk z zakonu kaznodziejskiego był w czasie drugiego odstępstwa od wiary biskupem chełmińskim. O nim wiarygodnie opowiadają, że Najświętsza Panna Maria ukazała się pewnemu biedakowi, dając mu list do wspomnianego biskupa; gdy biskup czytał ten list, ujrzał, że opisane jest w nim całe jego życie, a na dodatek powiedziano, że chrześcijanie w ziemi pruskiej muszą odtąd znosić niemało nieszczęść i ucisków ze strony Prusów.
153. O OBLĘŻENIU GRODU CHEŁMŻY
Potem przyszło wojsko Prusów i obiegło gród Chełmżę. Zaniepokojony tym biskup wezwał do siebie szlachtę i lenników, nakładając na nich jako zadośćuczynienie za grzechy, by poszli i najstaranniej rozpoznali liczebność i siłę wojska. W drodze spotkało ich kilku Prusów, z którymi wdali się w walkę, a jednego z nich, bardzo wysokiego człowieka, o ponad głowę przewyższającego wszystkich pozostałych, zranili i na pół żywego przyprowadzili ze sobą do miasta. Bardzo zaniepokojony tym, że go wzięto do niewoli, wódz Prusów obiecał zwinąć oblężenie i nie wyrządzać szkody żadnemu chrześcijaninowi, jeśli zwrócą mu tego wspomnianego rannego człowieka, co też zostało przez każdą ze stron spełnione.
154. O ŚMIERCI WIELU MIESZCZAN CHEŁMŻY
W czasie żniw przyszło wojsko Prusów i 13 dni kryło się w lesie w pobliżu miejsca zwanego Vogelsang, ale tak, że każdego dnia niewielkie grupy pojawiały się na polu i przepędzały mieszczan od żniw. W końcu, ponieważ zboża dojrzały i nie mogły dłużej stać bez szkody dla plonów, mieszczanie, sądząc, że wojsko odeszło, wszyscy wyszli do żniw. Widząc to, Prusowie, silnym i strasznym uderzeniem runąwszy na nich, zabili mężczyzn, a kobiety i dzieci uprowadzili w wieczną niewolę.
155. O BITWIE BRACI Z RADZYNIA I ZNISZCZENIU TEGO MIASTA
Nikt nie zdoła dokładnie opisać ani opowiedzieć, ile wycierpieli od Prusów bracia i mieszczanie z Radzynia w czasie drugiego odstępstwa od wiary dla obrony wiary chrześcijańskiej, w tym bowiem miejscu prawie stale było ich wychodzenie i wchodzenie do ziemi chełmińskiej. Mówią, że miasto Radzyń dwukrotnie zostało zdobyte w boju i wszyscy co do jednego ludzie, którzy w nim byli, zostali wzięci do niewoli i zabici.
156. O ŚMIERCI KILKU POGAN
Pewien brat z Radzynia i Marcin z Golina, jadąc konno po puszczy i wypatrując, czy nie spotkają przypadkiem kogoś, zaczęli zbaczać z drogi i, zabłądziwszy, natknęli się na trzech Prusów, z których dwóch zabili, trzeciego oszczędzili, by poprowadził ich prostą drogą, on zaś zaprowadził ich do ziemi wrogów. Gdy dostrzegli jego podstęp, zabili go, a gdy pospiesznie odchodzili, pochwyciło ich i związało pięciu pruskich jeźdźców, którzy puścili się za nimi w pościg, i zostawiło pod strażą dwóch ludzi. Trzej inni Prusowie zaś pognali za koniem owego brata, który uciekł. Potem, gdy ci dwaj chcieli ściąć związanego Marcina obnażonym mieczem, poprosił ich, by zdjęli z niego najpierw odzież, żeby nie splamiła się krwią. Gdy oni, zgodziwszy się, rozwiązali Marcinowi ręce, ten, wyrwawszy im miecz, obu zabił, a gdy ów brat uwolnił się z więzów, obaj wystąpili przeciw trzem pozostałym i zabili także i ich, a potem, nie zbaczając z drogi, wrócili do zamku Radzyń.
157. ZNOWU O MARCINIE Z GOLINA I O JEGO CUDOWNEJ WALCE
W tym samym czasie 20 Prusów pustoszyło Polskę. Na polecenie braci z Radzynia wspomniany Marcin z Golina puścił się za nimi w pościg z 17 towarzyszami. Ci Prusowie, wróciwszy z Polski, znaleźli strażników Marcina śpiących i, zabiwszy jednego, drugiego, gdy podał im liczbę towarzyszy i miejsce ich pobytu, przywiązali do drzewa. Potem napadli na nich; Marcin i jego towarzysze ze swej strony mężnie się bronili, wielu z obu stron zostało ciężko rannych. Gdy zobaczył to jeden z towarzyszy Marcina, który, rozebrawszy się, przepłynął pobliską rzekę, by nałowić raków, wróciwszy, chwycił miecz i tarczę jednego z zabitych i nagi przystąpił do walki. Został przez nich strasznie posieczony i poraniony, tak że w wielu miejscach wielkie płaty mięsa zwisały z jego ciała. Tak zacięta była walka między nimi, że zmęczeni, za dobrą zgodą obu stron, trzykrotnie odpoczywali i tyleż razy, zebrawszy siły, zaczynali nową walkę. W końcu, gdy już zginęli wszyscy chrześcijanie i Prusowie, ów strażnik, którego przywiązano do drzewa, uwolniwszy się z więzów, przyszedł na miejsce bitwy i znalazł tylko na pół żywego Marcina, a położywszy go na wóz, dowiózł do Radzynia razem z końmi, bronią i innym dobytkiem Prusów.
158. O BITWIE BRACI W ZAMKU WARTENBERG I O ŚMIERCI WIELU CHRZEŚCIJAN
Był pewien zamek w ziemi chełmińskiej, na pewnej górze zwanej Wartenberg, pośrodku jeziora, biorący swą nazwę od tej góry, w którym mieszkali bracia z wieloma giermkami. I nastał pewnego razu dzień niedzielny, gdy ludzie z sąsiednich wsi weselili się i tańczyli; zjawiło się niespodziewanie jakieś wojsko z Jaćwieży i wybiło wszystkich tych ludzi, a kobiety i dzieci uprowadzili ze sobą.
159. O ZDOBYCIU ZAMKU WARTENBERG
Ilekroć i w jakiejkolwiek ilości ci poganie przelewali krew chrześcijańską, nie przestawali jednak prześladowań. Dokładali bowiem wszelkich sił, by wytępić ich całkowicie. Dlatego Jaćwingowie, zebrawszy znowu przeogromne wojsko, poszli pod zamek Wartenberg i po wielu groźnych szturmach (a bracia stawiali im opór w miarę sił) w końcu doszczętnie go zniszczyli, spaliwszy, i zabili wszystkich braci z całą drużyną, i oto wspomniany zamek po dziś dzień pozostaje w zapuszczeniu.
160. O ZNISZCZENIU ZAMKU BIERZGŁOWO 375
Trojnat, syn króla litewskiego, przyłączywszy do siebie wielu innych pogańskich wojowników, zebrał do bitwy prawie 30 tysięcy ludzi i, zbliżywszy się do ziemi pruskiej, podzielił swe wojsko na trzy oddziały, z których jeden wysłał na Mazowsze, drugi – na Pomezanię, i obie ziemie spustoszył ogniem i mieczem. Pozostali wtargnęli do ziemi chełmińskiej i, oprócz innego zła, które tam uczynili, zdobyli zamek Bierzgłowo, porwawszy bydło i całe mienie braci i tych, którzy schronili się we wspomnianym zamku. Bracia i pozostali ludzie ocaleli, ukrywszy się w pewnej wieży.
161. O WOJNIE CAŁEJ ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ W CZASIE DRUGIEGO ODSTĘPSTWA OD WIARY. O ŚMIERCI WIELU CHRZEŚCIJAN
Gdy brat Heidenryk, biskup chełmiński, konsekrował kaplicę szpitala chorych w Toruniu, znajdującą się za murami miasta, Prusowie, którzy dowiedzieli się o jej konsekracji, zebrawszy wojsko, napadli na ludzi wracających po konsekracji i, zabiwszy mężczyzn, uprowadzili wziętych do niewoli kobiety i dzieci.
162. O SPALENIU SZPITALA TORUŃSKIEGO, O SZTURMIE NA GRÓD CHEŁMNO I ZNISZCZENIU ZAMKU I MIASTA LUBAWA
W tym samym czasie Jaćwingowie z największym wojskiem, jakiego nigdy nie widziano w Prusach, weszli do ziemi lubawskiej i doszczętnie zniszczyli zamek i miasto o tej nazwie. Następnie, w pobliżu zamku Brodnica wkroczywszy do ziemi chełmińskiej, podzieliwszy wojsko, zajęli najpierw wiele zamków, by zabijać i brać do niewoli ludzi, którzy się do nich zbiegali. Potem przybyli do Torunia i spalili szpital i wszystko, co było za murami i co mógł ogarnąć ogień. W końcu, przybywszy pod gród Chełmżę, dniem i nocą najpotężniejszymi uderzeniami go szturmowali, jednak bezskutecznie, gdyż mieszczanie ze swej strony mężnie się bronili. I oto po czterech dniach pustoszenia wspomnianej ziemi odeszli z ogromnym łupem wojennym: ludźmi, końmi, bydłem i innymi rzeczami. Pewien silny człowiek z Jaćwieży z tego wojska puścił się w pogoń za kobietą-chrześcijanką, która uciekała wtedy ku jezioru, a gdy chciał ją zabić, ona, zapomniawszy o słabości swej płci, stawiła mężny opór. On, rozwścieczony tym, odgryzł jej zębami kciuk; ona zaś z kolei, wpadłszy w szał, zatkawszy mu gliną usta i uszy, udusiła go na śmierć.
163. O ŚMIERCI WIELU PRUSÓW
Wkrótce potem wojsko Prusów, wtargnąwszy do ziemi chełmińskiej, spustoszyło ją ogniem i mieczem i wielką rzezią chrześcijan. W końcu przybyli pod gród Chełmżę, gdzie w pełnym uzbrojeniu wyszli im naprzeciw mieszczanie i, wdawszy się w bitwę, zabili ich wodza i wielu innych ludzi, i tak został ocalony cały wzięty przez nich do niewoli lud chrześcijański.
164. O SPUSTOSZENIU ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ I ŚMIERCI KILKU BRACI I GIERMKÓW
Potem Skomand z Jaćwingami, wkroczywszy do ziemi chełmińskiej, podzielił swe wojsko na dwie części, z których jedna wyruszyła na Toruń, druga – na gród Chełmżę, zabijając, chwytając i paląc wszystko, co tylko napotkali na swej drodze. Pod wieczór jednak zeszli się przy zamku Bierzgłowo i rozbili tam obóz. Tej samej nocy bracia wspomnianego zamku wyszli ze swymi giermkami i, zaalarmowawszy śpiące wojsko, wielu zabili i śmiertelnie zranili; podniósł się wielki krzyk, a usłyszawszy go, pełniący nocną straż wspomnianego wojska nadbiegli już z bronią i zabili dwóch braci z półbratem i wielu giermków.
165. O SZTURMIE NA ZAMEK KOWALEWO 383 I ŚMIERCI DIWANA, WODZA BARTÓW
W końcu Diwan, wódz Bartów, z 800 wojownikami obległ zamek Kowalewo i przysiągł na moc swych bogów, że jeśli nie oddadzą im od razu zamku, powiesi przy bramie zamku tak braci, jak i giermków. W tym zamku było tylko trzech braci i garstka giermków; na tych giermków bracia nałożyli swe płaszcze i tarcze, by przestraszyć oblegających, aby się wydawało, że braci jest wielu. Potem, gdy z każdej strony przygotowano wszystko, co potrzebne do szturmu zamków, przystąpili do szturmu, a gdy wielu wrogów zostało rannych i zabitych, brat Arnold Krop strzałem z kuszy przestrzelił gardło wspomnianemu Diwanowi. Gdy ten umarł, pozostali odeszli z niczym. Z tym bluźniercą Diwanem stało się to samo, co z Heliodorem, który, gdy zamierzał złupić skarbiec w świątyni Pańskiej, porażony przez Boga padł jak martwy na ziemię, a jego, który wszedł z wielką świtą i strażą przyboczną, wyniesiono bezradnego na noszach.
166. O ZDOBYCIU DWÓCH ZAMKÓW KILKU LENNIKÓW ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ, MIANOWICIE CHEMSOT I JESZCZE JEDNEGO
Potem Skomand, wódz Jaćwingów, z ogromnym wojskiem Jaćwingów i Rusinów w ciągu 9 dni spustoszył ziemię chełmińską ogniem i mieczem. W ciągu tych 9 dni, gdy wojsko zaczęło zbliżać się do grodu Chełmży, pewien rycerz z Polski, imieniem Nineriz, wszedł do wspomnianego miasta, które ten rycerz obiecał oddać w ręce wspomnianego Skomanda. Dlatego, gdy na widok wrogów mieszczanie weszli na mury, to samo uczynił i on, i jako zdrajca dał im znak; i oto raz i drugi zatrąbił w swój róg. Usłyszawszy to, przestraszeni mieszczanie pochwycili wspomnianego rycerza i, upewniwszy się, że zamierzał ich zdradzić, powiesili jego i jego syna z jednym sługą przy bramie miasta. Skomand, widząc, że go oszukano, wyruszył na zamek Chemsot i potężnym natarciem go zdobył, i zabił 40 ludzi wyznaczonych do jego obrony. Następnie potężnym uderzeniem runął na zamek innego lennika-rycerza, zwany Zippel, a gdy zabito i wzięto do niewoli wszystkich, którzy tam byli, oba zamki obrócono w popiół.
167. O PODSTĘPNOŚCI PRUSÓW ZNAJĄCYCH JĘZYK NIEMIECKI
Henryk Monte, wódz Natangów, i wielu innych Prusów, którzy od dziecięcych lat wychowywali się przy braciach, wyrządzili wiele zła ludowi chrześcijańskiemu w czasie tego prześladowania, bardzo często bowiem zdarzało się, że gdy wojsko pogan przechodziło przez krainy braci, lud chrześcijański, który nie mógł uciec do zamku, ukrywał się w lasach, jeżynach i bagnach. Dowiedziawszy się o tym, wspomniany Henryk, zebrawszy wielu giermków, przychodził w te miejsca, które wydawały mu się przez to podejrzane, i, osłaniając podstęp pokojowymi słowami, mówił po niemiecku: „Jeśli jest tu ktoś, niech wychodzi bez strachu, bo wojsko pogan już odeszło”. Gdy oni, uwierzywszy jego słowom, wychodzili, on, napadłszy na nich ze swymi ludźmi, wszystkich brał do niewoli lub zabijał.
168. O BITWIE BRACI I MIESZCZAN Z ELBLĄGA W CZASIE DRUGIEGO ODSTĘPSTWA OD WIARY I O NIEKTÓRYCH CHRZEŚCIJANACH POGEZAŃSKICH, KTÓRZY PRZYŁĄCZYLI SIĘ DO BRACI
Gdy zaczęły się prześladowania drugiego odstępstwa od wiary, niektórzy możni z Pogezanii, choć nieliczni, nie chcąc być niewdzięcznymi za dobrodziejstwa, wyświadczone im przez mistrza i braci, porzuciwszy ojcowiznę, przybyli ze wszystkimi dziećmi i domownikami do Elbląga i stali się wiernymi stronnikami braci.
169. O ZNISZCZENIU ZAMKU WEKLITZ I JESZCZE JEDNEGO UMOCNIENIA
Pogezanie z Jaćwingami i innymi poganami Prus, zebrawszy silne wojsko, przeszli przez całą Pogezanię i Pomezanię na początku drugiego odstępstwa od wiary i ilu tylko spotkali tam chrześcijan, wszystkich zabijali, biorąc do niewoli kobiety i dzieci. Następnie, posuwając się dalej, szturmowali zamek elbląski i tak szaleli, że z pewnością zdobyliby podzamcze, gdyby pewien człowiek imieniem Wirtel nie przebił włócznią ich wodza. Po jego śmierci w zamieszaniu wycofali się do pewnego umocnienia, znajdującego się między rzekami Rogow i Weseka, w tym miejscu, gdzie Weseka wpada do jeziora Drużno, i po krótkim szturmie spalili je, biorąc do niewoli i zabijając wszystkich, oprócz tych, którzy ocaleli, przeprawiwszy się łodziami przez Drużno. Potem, gdy ujrzeli, że wszyscy bez sprzeciwu im się poddają, przybyli pod zamek Weklitz, stojący nad rzeką Rogow, i po długim i ciężkim szturmie oraz mężnej obronie oblężonych w końcu obrócili go w popiół, wszystkich biorąc do niewoli lub zabijając.
170. O ZDOBYCIU MŁYNA LIEFARDA I ŚMIERCI WIELU MIESZCZAN Z ELBLĄGA
W roku od Narodzenia Chrystusa 1273, gdy już Sambowie, Natangowie, Bartowie i Warmowie, wyczerpani wojną i stratami, poddali się wierze i braciom, Pogezanie, wciąż jeszcze uparcie się opierając, zebrawszy swe wojsko pod Elblągiem, rozłożyli się w pewnym lesie, z którego wyjeżdżając, niewielkie grupy jeźdźców pokazywały się pod grodem elbląskim; mieszczanie elbląscy, stale trzymający broń w pogotowiu, przepędzając ich, kilku zabili. Lecz gdy mieszczanie, ścigając ich, zbytnio oddalili się od miasta, Pogezanie, znajdujący się w zasadzkach, wyszedłszy, zajęli drogę prowadzącą do miasta. Wtedy mieszczanie, obawiając się, że w polu nie zdołają stawić oporu takiemu mnóstwu wojowników, weszli na młyn Liefarda, umocniony na kształt zamku. Tak więc nadciągnięci Pogezanie zaciekle szturmowali wspomniany młyn. Ponieważ jednak mieszczanie, do tego czasu niezbyt zmęczeni, zdecydowanie się bronili i wielu zostało rannych z każdej strony, wkrótce, przerwawszy walkę, przycichli. Gdy Pogezanie zamierzali po raz drugi wyjść do walki, zwrócili się do chrześcijan, by oddali im zamek i sami się poddali, inaczej wszystkich zabiją i wytępią. W końcu umówili się pod tym warunkiem, że mieszczanie oddadzą im 25 najlepszych spośród siebie, aby w ten sposób pozostali zostali ocaleni. Potem Pogezanie, złamawszy układ pokojowy, znów przystąpili do szturmu, a ponieważ mieszczanie nie mieli już czym się bronić, rozpaliwszy ogień, podpalili zamek; gdy jedni, widząc to, próbowali ratować się z ognia, zostali zabici, inni, skacząc z ognia, padali na podniesione przez Prusów włócznie, pozostali spłonęli. Tyle przelano tam krwi chrześcijańskiej, że pobliska rzeka, straciwszy naturalną barwę, wydawała się krwawa. Opowiada wielu godnych zaufania (i w to należy bezwzględnie wierzyć), że gdy to się działo, niektórzy stojący na murach grodu elbląskiego widzieli na własne oczy, że niebo się otworzyło i aniołowie unosili dusze zabitych.
171. O PODBOJU POGEZANÓW, O NAJWIĘKSZEJ RZEZI ICH I O POKOJU PRZYWRÓCONYM CHRZEŚCIJANOM
Tak więc mistrz i bracia, zaniepokojeni tak smutnym wydarzeniem, by pomścić zniewagę zabitych, zebrali całą siłę swego wojska i, wkroczywszy do ziemi Pogezanii, pustosząc ją ogniem i mieczem od końca do końca, zabili mężczyzn, a wziętych do niewoli kobiety i dzieci uprowadzili. Oprócz tego zdobyli też zamek Heilsberg, będący wówczas w rękach Pogezanów, wszystkich biorąc do niewoli lub zabijając, i odtąd ziemia pruska uspokoiła się w pokoju.
172. O NIEUSTANNYM NAPORZE WROGÓW I RÓŻNYCH MĘCZARNIACH CHRZEŚCIJAN PRUS W CZASIE DRUGIEGO ODSTĘPSTWA OD WIARY
Tyle trudów, tyle niedostatków i tyle trwóg wycierpieli bracia i pozostali chrześcijanie w tym prześladowaniu, trwającym ponad 15 lat, od wrogów we wszystkich miastach, zamkach i innych miejscach, i wytrwali tylko dzięki wierze w Boga, że żaden człowiek obecnie żyjący nie może tego dokładnie przedstawić. Ledwie zdarzała się taka godzina, w której mogliby najeść się chleba do syta, nie rzucając się raz czy drugi albo więcej razy do walki, odpierając wrogów. Zaprawdę, spełniło się na nich to, co mówi się o Żydach, którzy chcieli odbudować święte miasto Jeruzalem, przeciwstawiając się oporowi pogan, że połowa z nich zajmowała się pracą, a druga trzymała włócznie od wschodu zorzy aż do ukazania się gwiazd; jedną ręką wykonywali pracę, a drugą trzymali miecz. Lecz ci słudzy Boży, jak naucza apostoł, we wszystkich swych utrapieniach, w potrzebach, w uciskach, pod razami, w więzieniach, na wygnaniu, w trudach, w czuwaniach, w postach żyli na granicy życia i śmierci w wielkiej cierpliwości; jakby smutni, zawsze jednak się radowali. Dlatego proszę tych, którym zdarzy się czytać tę księgę, by nie lękali się nieszczęść i zrozumieli, że te cierpienia służą nie ku zgubie, lecz ku upomnieniu naszego rodu. To bowiem, że bezbożnym nie daje się wiele czasu, lecz szybko spotykają ich kary, jest znakiem wielkiego dobrodziejstwa. Nie tak bowiem, jak wobec innych narodów, wobec których Pan cierpliwie zwleka, by ukarać je, gdy dopełnią miary grzechów, nie tak osądził On nas, by ukarać nas później, gdy już dojdziemy do kresu grzechów. Nigdy nie odejmuje od nas Swego miłosierdzia i, karząc nieszczęściami, nie opuszcza Swego ludu.
173. O DRUGIM ZNISZCZENIU ZAMKU BARTOSZYCE
Jaćwingowie, usłyszawszy, że Bartowie, Warmowie i pozostali Prusowie znów poddali się wierze i braciom, oburzyli się i, zebrawszy się, z ogromnym wojskiem niespodziewanie obiegli zamek Bartoszyce, który po odejściu braci Bartowie zatrzymali dla siebie, zburzyli go i obrócili w popiół, wszystkich biorąc do niewoli lub zabijając.
174. O OBLĘŻENIU ZAMKU BESELEDE I ŚMIERCI DWÓCH TYSIĘCY JAĆWINGÓW
W następnym roku Jaćwingowie, Nadrowowie i Skalowowie, przybywszy z ogromnym wojskiem, obiegli zamek Beselede, znajdujący się w lesie zwanym Kertene, w pobliżu Bartoszyc, najzaciekle go szturmując. Gdy zobaczyła to Nameda, matka Posdraupota z rodu Monteminów, rzekła do swych synów: „Na moje nieszczęście was urodziłam. Czemu nie chcecie obronić przed wrogami waszego życia i waszego ludu?”. Pod wpływem tych słów jej synowie i pozostali mieszkańcy zamku wyszli do walki i zabili ponad dwa tysiące ludzi z wojska pogan. Potem bracia odbudowali zamek Bartoszyce i mieszkali tam po dziś dzień.
175. O WOJNIE Z NADROWAMI I CHRZCIE WIELU Z WSPOMNIANEJ ZIEMI
W roku od Narodzenia Chrystusa 1274, gdy Pogezanie, Warmowie, Natangowie, Bartowie i Sambowie wrócili do jednego świętego Kościoła matki i, dawszy, jak należy, zakładników, by odtąd nie przedsiębrać niczego bezprawnego, lecz pokornie poddać się wierze i władzy braci, mistrz i bracia, dbający o poszerzenie granic chrześcijańskich, uzbroili się przeciw plemieniu Nadrowów. Gdy bowiem Tirsko, ojciec Maudela, kasztelan z Wilow, o którym mówiono wyżej, ze wszystkimi, którzy się do niego przyłączyli, poddał się wierze i braciom, wielu możnych i znakomitych ludzi z Nadrowii przyszło z czasem do braci z całą swą czeladzią i, odrodziwszy się w źródle chrztu, porzuciwszy bożki, służyło Bogu żywemu Jezusowi Chrystusowi.
176. O ZDOBYCIU DWÓCH ZAMKÓW ZIEMI NADROWII WE WŁOŚCI RETOW
Brat Konrad von Thierberg, mistrz, biorąc pod uwagę roztropność i wierność tych Nadrowów oraz to, że przez ich odejście ziemia Nadrowii byłaby pod wieloma względami osłabiona, wysłał brata Dytryka, wójta ziemi sambijskiej, i wojsko z nimi do wspomnianej ziemi Nadrowii. Oni, wkroczywszy, spustoszyli włość Retow ogniem i mieczem i, posuwając się dalej, pod dwa zamki wspomnianej włości, po długiej walce, która rozgorzała między nimi, w końcu z pomocą Bożą zdobyli oba i, zabiwszy i wziąwszy do niewoli wielu ludzi, wydali je wraz z podzamczami na pastwę ognia; i zdobyli tyle łupu w koniach, bydle i innym dobytku, że ledwie mogli wszystko zabrać.
177. O ZDOBYCIU ZAMKU OTOLICHIA
Wkrótce potem ten sam brat Dytryk, wójt, z polecenia mistrza, wraz z wieloma braćmi i 40 jeźdźcami, z wieloma pieszymi, płynącymi na łodziach, przybył do włości Nadrowii zwanej Kattow i, rozstawiwszy łuczników w odpowiednich miejscach i przystawiwszy do murów drabiny, przystąpili do szturmu zamku Otolichia. Ponieważ jednak mieszkańcy zamku słyszeli, że bracia wcześniej tak potężnym natarciem zdobyli dwa inne zamki, w rozpaczy i strachu nie mogli długo stawiać oporu, lecz po krótkim szturmie, w którym wielu z zamku zostało śmiertelnie rannych, a pozostali polegli, bracia gwałtownie wdarli się do zamku i, zabiwszy mężczyzn i wziąwszy do niewoli kobiety i dzieci, spalili go doszczętnie.
178. O ZDOBYCIU ZAMKU KAMENISWIKE
Następnie mistrz z wielkim wojskiem przeszedł przez ziemię Nadrowii z ogniem i mieczem, a gdy przybył pod zamek Kameniswike, stojący nad rzeką Arse, rozmieściwszy, jak należy, wszystko, co potrzebne do szturmu, natarł na zamek, i z obu stron wielu zostało rannych, gdyż we wspomnianym zamku było 200 dzielnych wojowników. W końcu po długiej i bardzo ciężkiej walce bracia gwałtownie się do niego wdarli i, zabiwszy wszystkich wspomnianych mężczyzn, wziąwszy do niewoli kobiety i dzieci i zagarnąwszy ogromny łup, sam zamek doszczętnie spalili.
179. O SPUSTOSZENIU ZIEMI NADROWII
Chwalebnie prowadzono przeciw tej ziemi Nadrowii wiele bitew, których nie opisano w tej księdze, zbyt długo bowiem byłoby opowiadać o każdej z osobna. Dlatego Nadrowowie, choć dotąd posiadali wielką siłę wojenną i wiele umocnień, porzuciwszy wszelką dzikość, poddali się wierze i braciom, z wyjątkiem nielicznych, którzy odeszli do ziemi Litwy; tak więc wspomniana ziemia Nadrowii aż do dnia dzisiejszego pozostaje w zapuszczeniu.
180. O WOJNIE ZE SKALOWAMI. O PRZESŁANCE WOJNY
Gdy z łaski Bożej Nadrowowie zostali podbici, bracia skierowali wojska do walki ze Skalowami, uważając, że nic nie zrobili, jeśli dotąd coś pozostało do zrobienia; a zważ, że wszystko, co następuje, zostało dokonane w czasie wojny z Nadrowami, możliwy był bowiem dostęp wodą do Skalowów, któremu Nadrowowie, mieszkający z dala od rzeki Niemen, nie mogli przeszkodzić.
181. O DŁUGIM OBLĘŻENIU PEWNEGO ZAMKU I O PEWNEJ PRZEDZIWNEJ RZECZY
Skalowowie mieli pewien zamek w pobliżu Ragnety, na pewnej górze, którego oblężenie Rusini z ogromnym wojskiem prowadzili przez dziewięć lat przed wkroczeniem braci domu Niemieckiego do ziemi pruskiej. W końcu Rusini, zmęczeni wojną i stratami, zapytali oblężonych, jakim pożywieniem się utrzymują. Ci odpowiedzieli, że rybami. Pośrodku zamku mieli bowiem staw długi na 20 kroków i prawie tak samo szeroki, wtedy obfitujący w ryby, których starczało na wyżywienie wszystkich oblężonych. Oto cud: gdy Skalowowie byli poganami, obfitował w ryby; teraz zaś, gdy stali się chrześcijanami, żyją w nim żaby; i nie ma we wspomnianym stawie tyle wody, ile by trzeba, żeby żyły w nim ryby. Dlaczego tak jest, nie wiem; wie Bóg, którego wyroki są niepojęte, a drogi niezbadane.
182. O ZDOBYCIU ZAMKU RAGNETA
Brat Dytryk, wójt sambijski, z polecenia mistrza prowadząc ze sobą wielu braci i tysiąc ludzi, wszystkich biegłych w szturmowaniu umocnień, przybył na statkach do ziemi Skalowów, położonej po obu brzegach Niemna, i, niespodziewanie podszedłszy pod zamek, stojący wówczas w tym miejscu, gdzie obecnie znajduje się zamek Ragneta, zaczął go szturmować. Niektórzy usiłowali wspiąć się po drabinach przystawionych do murów. Lecz gdy Skalowowie zamierzali ze swej strony wyjść, łucznicy braci deszczem strzał ich odparli. Tak więc, gdy gwałtownie się wdarli, jedni – przez mury, drudzy – przez bramę zamku, całe to mnóstwo pogan, których w zamku było więcej niż ludzi w wojsku braci, wycięli mieczem, a kobiety i dzieci z ogromnym innym łupem zabrali ze sobą. Potem spalili zamek i jego podzamcze oraz inne zabudowania znajdujące się w pobliżu.
183. O ZDOBYCIU ZAMKU RAMIGE
Rzeczy trudnej i niemal przekraczającej siły natury ludzkiej odważa się podjąć człowiek ufający Panu, gdy po pewnych znakach i oczywistych zwiastunach czuje, że Bóg jest mu łaskawy. Dlatego wspomniany brat Dytryk, przybywszy ze swym wojskiem na przeciwległy brzeg Niemna, tak samo szturmował zamek Ramige, a choć we wspomnianym szturmie niektórzy z jego ludzi zostali ranni i zabici, to jednak tego samego dnia gwałtownie go zdobył i zburzył, część ludzi biorąc do niewoli, pozostałych zabijając.
184. O ZNISZCZENIU ZAMKU LABIAWA
Gdy zaś doszło to do uszu Skalowów, zadrżały ich kości, a zebrani starsi ludu wszyscy razem postanowili, jak się pomścić. I jednomyślnie wybrali 400 doborowych wojowników, którzy, przybywszy na łodziach pod zamek braci Labiawa, niespodziewanie o świcie, gdy ludzie jeszcze spoczywali na swych posłaniach, zdobyli go, zabijając w nim wszystkich co do jednego osobników płci męskiej, lecz oszczędzając kobiety i dzieci, które, spaliwszy wcześniej zamek, z wielkim łupem uprowadzili ze sobą.
185. O SPUSTOSZENIU ZIEMI SKALOWII
Ponieważ jednak łatwość przebaczenia zachęca do popełniania występków, trzeba było surowo ukarać Skalowów za popełnienie takiego występku, by na przyszłość się tego wystrzegali. Tak więc mistrz i bracia zebrali silne wojsko, by ukarać prowodyrów; gdy przybyli do ziemi Skalowii, przeszli przez nią z ogniem i mieczem od końca do końca w tej części, która przylega do ziemi pruskiej, i, wybiwszy wielu ludzi, uprowadzili związane kobiety i dzieci. Tymczasem Stinegota, wódz Skalowów, z wielkim wojskiem ścigał ich; zauważywszy to, mistrz i bracia, niepostrzeżenie zastawiwszy zasadzki, napadli na nadciągające wojsko Skalowów i wielu z nich zabili, pozostałych zmusili do ucieczki.
186. O PEWNEJ ZDRADZIE POPEŁNIONEJ PRZECIW BRACIOM
Był pewien potężny człowiek, Skalow imieniem Sareka, kasztelan w zamku Sareka, nazwanym tak od jego imienia, z tej części Skalowii, która przylega do ziemi litewskiej. Nie mając wojska, które mogłoby zadać cios braciom, uknuwszy podstępną zdradę, postanowił, udając dobrego, ich oszukać. Wysłał bowiem swych gońców do komtura Memelburga, pokornie i z oddaniem prosząc go, by przybył ze swymi giermkami i jego, który zamierzał ze wszystkimi dziećmi i domownikami, porzuciwszy bałwochwalstwo, przyjąć łaskę chrztu, niezwłocznie wyprowadził, bo tylko ręką mocną można go wyprowadzić z rąk pogan. Komtur, wysłuchawszy tego poselstwa, uradował się radością wielką i choć nie mógł być w pełni pewny tej sprawy, zechciał jednak w nadziei na pożytek dla tylu dusz podjąć niebezpieczne i ryzykowne przedsięwzięcie w imię Boże. Wyruszył więc wraz z kilkoma braćmi i giermkami, a w drodze spotkał go pewien człowiek, który ostrzegł go przed tą zdradą, zapewniając, że wspomniany Sareka z wieloma wojownikami czeka w drodze, by zabić jego i braci. Usłyszawszy to, komtur, nie chcąc, by ten Sareka odniósł korzyść z takiej niegodziwości, obszedłszy go, niespodziewanie na niego napadł i, wziąwszy go do niewoli z ośmioma najlepszymi ludźmi z jego strony, uprowadził, a pozostali w strachu uciekli. Już pierwszej nocy, gdy bracia spali w swych namiotach, ten Sareka, będąc człowiekiem silnym, uwolnił się z więzów, którymi był przywiązany na stojąco do drzewa, i, chwyciwszy miecz, zabił jednego brata i trzech giermków, a jeszcze jednemu odrąbał rękę; w tej walce sam też został zabity.
187. O ZDOBYCIU ZAMKU SASSOWIA
Brat Konrad von Thierberg, mistrz, dowiedziawszy się o tym, rozgniewał się i zebrał wojsko z 1500 jeźdźców, a pozostali popłynęli na 15 statkach; spotkali się w pobliżu skalowskiego zamku Sassowia i, zdecydowanie przystąpiwszy do jego szturmu, po długim boju potężnym uderzeniem go zdobyli i obrócili w popiół, część ludzi biorąc do niewoli, a pozostałych wycinając mieczem.
188. O SPUSTOSZENIU ZIEMI SKALOWII
Wiele innych bitew stoczyli bracia przeciw Skalowom, o czym długo byłoby pisać. Tak więc, gdy najlepsi ludzie tej ziemi, mianowicie panowie Surbantz, Swisdeta i Surdeta, ujrzeli, że Bóg straszliwie się na nich rozgniewał, a dla braci jest przedziwnie łaskawy, nie śmiąc dłużej opierać się mocy Bożej, stopniowo ze wszystkimi dziećmi i domownikami przyszli do chrześcijan, porzuciwszy dziedzictwo przodków. Prosty zaś lud, usłyszawszy, że wodzowie jego wojska, którzy prowadzili wojnę, złożyli broń, również poddał się wierze chrześcijańskiej. I oto ziemia ta pozostała wyludniona na wiele lat.
189. O TRZECIM ODSTĘPSTWIE PRUSÓW OD WIARY I WZIĘCIU DO NIEWOLI KOMTURÓW DZIERZGONIA I ELBLĄGA Z ICH DRUŻYNĄ
Gdy zaś z niezliczonymi stratami i nieskończonymi trwogami, nie bez największych ofiar wśród chrześcijan, bracia po raz drugi poddali jarzmu wiary to dzikie i nieposkromione plemię Prusów i myśleli, że nastanie pokój i spokój, nagle spadła na nich zguba. Nieprzyjaciel bowiem rodzaju ludzkiego, wróg wiary, zazdrosny o pokój diabeł, wszedłszy w ich serca, podburzył ich, by znów wkroczyli na drogę buntu i, zatwardziawszy się w występku, wierzgali przeciw ościeniowi. Zgodni z jego radą, wszyscy oprócz Pomezanów-chrześcijan, zawiązawszy spisek, zamierzali dopuścić się zła odstępstwa od wiary. Nikt jednak nie odważył się otwarcie wystąpić przeciw braciom, oprócz Pogezanów, którzy, napadłszy z bronią w ręku na komtura Elbląga i na Helwiga von Goldbach, komtura Dzierzgonia, oraz ich towarzyszy, uprowadzili ich w niewolę. Lecz niejaki Powida natychmiast ich uwolnił. Kapelana, ich kapłana, powiesili na drzewie i zabili jednego ich sługę, pozostała część drużyny, zmuszona do ucieczki, ledwie ocalała.
190. O ZABICIU WIELU POGEZANÓW
W owym czasie brat Dytryk von Liedlau, wójt sambijski, wróciwszy z Alemanii, odwiódł Sambów, którzy go czule kochali, od takiego błędu. Gdy dowiedzieli się o tym Natangowie i Warmowie, i oni odstąpili od zamierzonego zła, obiecując w dobrej wierze wiernie przyłączyć się do braci. Tak więc, zebrawszy wielkie wojsko, brat Konrad von Thierberg, mistrz, i bracia wtargnęli do ziemi Pogezanii i, zabiwszy bez liku mężczyzn i spustoszywszy ziemię ogniem i mieczem, uprowadzili w niewolę kobiety i dzieci. Gdy zaś tego dokonali, i mężczyźni, i kobiety złorzeczyli pewnemu Sambowi imieniem Bonse, komornikowi włości Pobethen, sądząc, że to on popełnił tę straszną zbrodnię, był jej pierwszą przyczyną i źródłem. Ten Bonse chciał, nie kryjąc się z tym, mieć dwie żony, a ponieważ bracia tego zabraniali, rozgniewany podburzył do odstępstwa od wiary niemal wszystkich Prusów. Dlatego, jak zasługiwał za swe grzechy, został skazany na śmierć.
191. DO TEGOŻ
W tym samym roku, jesienią, bracia znów z bronią w ręku wtargnęli do wspomnianej ziemi Pogezanii i, ponownie spustoszywszy ją ogniem i mieczem, wziąwszy do niewoli i zabiwszy wszystkich, oprócz nielicznych, którzy odeszli ze swą czeladzią na Litwę, do włości zamku Garthen, obrócili ją w pustynię.
192. O SPUSTOSZENIU ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ I WŁOŚCI ZAMKÓW GRUDZIĄDZ, KWIDZYN, ZANTYR, DZIERZGOŃ I ZNISZCZENIU ZAMKU KLIMENT
W owym czasie był w ziemi chełmińskiej pewien brat, Bertold von Nordhausen, komtur krajowy, który, choć był troskliwym zarządcą w sprawach pokoju, do rzemiosła wojennego był jednak mniej zdolny (zdolności bowiem ludzi do różnych rzeczy są nierówne), dlatego nie przeciwstawiał się naporowi pogan, jak należało. Dlatego Jaćwingowie nieraz wpadali do ziemi chełmińskiej i, dokonawszy wielkiej rzezi ludu Bożego i spustoszywszy ziemię ogniem i mieczem, odchodzili, a gdy poczuli, że nikt nie stawia im oporu, odważyli się z niewielkim wojskiem wrogo wdzierać do wspomnianej ziemi chełmińskiej. W końcu mistrz wyznaczył brata Hermana von Schönenberg, człowieka zahartowanego w bojach, komturem krajowym we wspomnianej ziemi, który stawił im mężny opór, ilekroć bowiem Jaćwingowie z niewielkim wojskiem wpadali do ziemi chełmińskiej, on ze swymi giermkami śmiało wychodził im naprzeciw i, napadając na nich, zwyciężał w bitwie, a zabiwszy wielu, pozostałych zmuszał do ucieczki, i powtarzał to tyle razy i tylu było zabitych, że Jaćwingowie nie odważali się już przychodzić bez wielkiego wojska. Tak więc z powodu takiej rzezi ich i bardzo wielu nieszczęść, które spadły na ziemię chełmińską, Skomand, wódz Jaćwingów, z czterema tysiącami swych pogan i siłą wojska Litwinów potężnym natarciem wtargnął do ziemi chełmińskiej w dzień 11 tysięcy dziewic i wielokrotnie pomścił swoich. Przy pierwszym natarciu potężnym uderzeniem runęli na zamek pewnego lennika, zwany Plowist, stojący nad rzeką Osą, i z pewnością by go zburzyli, lecz w końcu umówili się pod tym warunkiem, że mieszkańcy zamku dadzą dwóch biegłych ludzi, którzy przeprowadzą pogańskie wojsko przez krainy chrześcijan i z powrotem, i tak pozostali cali i nienaruszeni. Potem poszli na zamki, mianowicie na Radzyń, Lipienek, następnie na zamek Welsais, którego podzamcze spalili doszczętnie. Potem najpotężniejszym uderzeniem runęli na zamek Turnitz pewnego lennika, a mieszkańcy zamku ze swej strony wystąpili przeciw nim, i chociaż tego dnia szturmowali bezskutecznie, to jednak spędzili tę noc na jego oblężeniu. Nazajutrz zaś, gdy poczuli, że zamku strzeże większa liczba giermków niż przedtem, nie podejmując kolejnego szturmu, odstąpili. Potem przybyli pod zamek Kliment, należący do pewnego lennika, i, otoczywszy go ze wszystkich stron, szturmowali; w końcu, rozłożywszy ogień, spalili go doszczętnie, a spłonęło w nim stu chrześcijan, oprócz kobiet i dzieci, które uprowadzili w niewolę. W końcu wyruszyli przeciw tym zamkom i miastom, mianowicie Grudziądzowi, Kwidzynowi, Zantyrowi i Dzierzgoniowi, i cokolwiek napotkali na swej drodze, albo zabijali, albo brali do niewoli, albo obracali w popiół. Następnie z ogromnym łupem w ludziach, złożonym z chrześcijan, i innymi rzeczami odeszli. Żaden rozsądny człowiek nie może bez łez pomyśleć o tym, ile zła i jak wielką rzeź ludu Bożego uczyniło i ile szkody wyrządziło to wojsko świętościom Kościoła i jego sługom.
193. O WOJNIE Z JAĆWINGAMI I O OSTATNIEJ WOJNIE ZIEMI PRUSKIEJ
Gdy z pomocą Pana Jezusa Chrystusa wszystkie plemiona ziemi pruskiej zostały pokonane, pozostawało jeszcze jedno, mianowicie jaćwieskie, najsilniejsze ze wszystkich, na które bracia nie siłą ludzką i nie mnóstwem wojowników, lecz ufając, że Pan ich ustrzeże i pomoże, mężnie natarli, uważając, że nie tylko głowa i pozostałe części ciała, lecz i ogon wroga, według pouczenia Pańskiego, przeznaczony jest na ofiarę. Tak więc, by ostatecznie zniszczyć swego wroga, bracia rozpoczęli wojnę z ziemią Jaćwieży, a to w ten sposób.
194. O SPUSTOSZENIU WŁOŚCI KIMENOW W ZIEMI JAĆWIEŻY
Brat Konrad von Thierberg, mistrz, i wielu braci z 1500 jeźdźcami wtargnęli do ziemi Jaćwieży i we włości zwanej Kimenow wytępili wszystkich ludzi, a oprócz zabitych, których było mnóstwo, uprowadzili w niewolę tysiąc ludzi z innym, niemal niezliczonym, łupem wojennym. Nazajutrz, gdy wojsko braci, wycofując się, przybyło do lasu zwanego Winse, Jaćwingowie z trzema tysiącami doborowych ludzi puścili się za nimi w pościg; bracia, mężnie natarłszy na nich ze swymi ludźmi, wielu zabiwszy i śmiertelnie zraniwszy, przegnali ich aż do samej granicy ich ziemi. W tej bitwie z wojska braci padło tylko sześciu ludzi, pozostali wrócili bez szwanku.
195. O SPUSTOSZENIU ZIEMI POLSKI
W tym czasie silne wojsko Litwinów wtargnęło do Polski i, spustoszywszy ogniem i mieczem pogranicze brzeskie, łęczyckie i dobrzyńskie, dokonało takiej rzezi chrześcijan, zabijając i biorąc do niewoli, że nikt nie mógł dokładnie ustalić ich liczby.
196. DO TEGOŻ; O ŚMIERCI 800 LITWINÓW
Wkrótce potem 800 jeźdźców z Litwy zniszczyło w tej części Polski, która zwie się Kersow, 10 wsi i, zabiwszy wielu chrześcijan, odeszło z wielkim łupem. Tymczasem pobożny mąż Leszek, książę krakowski, zebrawszy wiele tysięcy ludzi, wszedł na pewną górę i rzekł: „Kto nie jest z bojaźliwych, niech wejdzie do mnie, by dziś pomścić zniewagę Ukrzyżowanego”. Jednym słowem, on, jak Gedeon, z wielu rycerzy otrzymał tylko 300 ludzi, z którymi poszedł do bitwy i mężnie natarł na wrogów z łaski Boga, który nie opuszcza nikogo, kto Mu ufa, i, uwolniwszy najpierw jeńców chrześcijańskich, sprawił wielką rzeź wrogów wiary, tak że z 800 ludzi ledwie dziesięciu ocalało ucieczką.
197. O SPUSTOSZENIU JAĆWIESKIEJ WŁOŚCI MERUNISKA
Brat Konrad, mistrz, zawsze zabiegający o zgubę pogan, zebrawszy wielką siłę, wojsko jeźdźców i pieszych, wtargnął z jeźdźcami do włości Jaćwieży zwanej Meruniska, pozostałych zostawiwszy u wejścia do wspomnianej ziemi, i zabił 18 panów tej włości. Spośród innych ludzi obojga płci zabił i wziął do niewoli 600 osób, a wspomnianą włość spustoszył ogniem i mieczem.
198. O NAJEMNIKACH
Dziwne i niezwykłe czyny zostały dokonane przez chrześcijańskich najemników, mianowicie przez Marcina z Goliny, Konrada zwanego Diabłem i pewnego człowieka imieniem Stovemel, i Kudara z Jaćwieży, i Nakama z Pogezanii, i wielu innych; wszystkich ich niepodobna wymienić. Ów Marcin z czterema mężami niemieckimi i 11 Prusami zajął jedną wieś w ziemi Jaćwieży, biorąc ludzi do niewoli i zabijając ich. A gdy po długiej drodze przybył na takie miejsce, gdzie, odrzuciwszy wszelki strach, siedząc przy stole ze swymi towarzyszami, posilał się po bitwie, wrogowie, napadłszy go znienacka, zabili czterech jego towarzyszy Niemców; pozostali ocaleli, porzuciwszy tam wszystko, co mieli z broni i zapasów. Jaćwingowie bardzo się z tego uradowali; Marcin zaś, rozgniewany, błąkał się po lesie, aż zwołał swych ocalałych towarzyszy, a ponieważ stracili oni całą broń, udało mu się, gdy wrogowie spali, wykraść im tarcze, miecze i włócznie; zawładnąwszy nimi, podkradł się ze swymi ludźmi i zabił wszystkich na ich posłaniach prócz jednego, którego Marcin zabił, zastąpiwszy mu drogę, gdy ten zamierzał uciec; i tak z dawniejszym łupem, z bronią wspomnianych pogan i z innymi rzeczami powrócił.
199. DO TEGO SAMEGO
Ten sam Marcin z garstką innych znowu wszedł do jednej wsi w ziemi Jaćwieży i o zmierzchu, gdy jedni byli w łaźni, drudzy przy posiłku, a pozostali zajmowali się różnymi sprawami, napadli na nich i wszystkich pozabijali. A Marcin zabił w łaźni 10 ludzi, i tak zabrali konie, bydło i inne rzeczy, a także kobiety i dzieci.
200. O UCIECZCE JAĆWINGÓW
W tym samym czasie Jaćwingowie, zebrawszy się, by pomścić to, co zaszło, z niewielkim wojskiem wtargnęli do ziemi Natangii, a gdy niewielka jej część się wyludniła, odeszli. Bracia ze swymi giermkami zdecydowanie ich ścigali, wielu zabijając i śmiertelnie raniąc; pozostali w strachu uciekli.
201. O BRACIE KONRADZIE, MISTRZU ZIEMI PRUSKIEJ W ROKU OD NARODZENIA CHRYSTUSA 1279
Brat Konrad z Feuchtwangen, X mistrz Prus, kierował zakonem przez jeden rok. Gdy po śmierci brata Konrada z Thierbergu, mistrza ziemi pruskiej, i brata Ernesta, mistrza ziemi inflanckiej, zabitego przez pogan, posłowie z obu ziem zwrócili się do wielkiego mistrza, został on dany za mistrza braciom zarówno w Prusach, jak i w Inflantach w roku od Narodzenia Chrystusa 1279. Lecz gdy po upływie roku poczuł, że nie starczy mu sił, by rządzić obiema ziemiami, zrzekłszy się swego urzędu w Prusach, pozostał jedynie mistrzem ziemi inflanckiej.
202. O SPUSTOSZENIU WŁOŚCI POKIMA W ZIEMI JAĆWIEŻY
W tym czasie z polecenia mistrza brat Konrad z Thierbergu Młodszy, marszałek ziemi pruskiej, zebrawszy całą siłę swego wojska, wtargnął do włości ziemi Jaćwieży zwanej Pokima, a gdy odchodził, dokonawszy wielkiego spustoszenia ogniem i mieczem, wziąwszy do niewoli i zabiwszy wielu ludzi, z nastaniem ciemności przeszedł ze swym wojskiem po lodzie jezioro, które zwie się Nogotin. Gdy zaś nastał ranek, lód stopniał, tak że ślady zostawione przez jego wojsko zniknęły.
203. O BRACIE MANGOLDZIE, MISTRZU PRUS W ROKU OD NARODZENIA CHRYSTUSA 1280
Brat Mangold był XI mistrzem Prus przez dwa lata. Był on wcześniej komturem na zamku Królewiec, gdzie dokonał wielu dobrych dzieł, i został mistrzem ziemi pruskiej; gdy kierował zakonem już prawie dwa lata, wezwany na kapitułę, po uroczystym wyborze brata Burcharda ze Schwanden na wielkiego mistrza zakonu domu niemieckiego, zmarł w drodze powrotnej.
204. O SPUSTOSZENIU ZIEMI SAMBIJSKIEJ
Za tego mistrza, brata Mangolda, Jaćwingowie, ukarani przez braci za wyżej opisane i inne nieszczęścia, niezmiernie się rozgniewali i, żywiąc przeciw nim wielkie oburzenie, zebrali radę, w jaki sposób pomścić się za taki ucisk, a ponieważ sami nie mogli tego uczynić, zapewniwszy sobie pomoc Litwinów, zdecydowanie wtargnęli do ziemi Sambii. Bracia zawczasu się przed tym zabezpieczyli. Dlatego nie mogli oni uczynić nic innego, jak tylko przez 10 dni przejść wzdłuż granic wspomnianej ziemi i spalić domy i wszystko, co znajdowało się poza zamkami i umocnieniami, i tak, straciwszy zabitych pięciu ludzi ze swego wojska, odeszli.
205. O NAPAŚCI NA ZIEMIĘ JAĆWIEŻY ORAZ O WZIĘCIU DO NIEWOLI I ŚMIERCI WIELU JAĆWINGÓW
Gdy to wojsko pogan było w ziemi Sambii, brat Ulryk Bauwar, komtur Tapiau, z 12 braćmi i 250 jeźdźcami wszedł do Jaćwieży i oprócz innych szkód wyrządzonych jej ogniem i mieczem wziął do niewoli i zabił 150 ludzi, wziął do niewoli żony możnych, dzieci i domowników, tak że Jaćwingowie stracili tu więcej, niż zyskali w Sambii.
206. O BITWIE BRATA ULRYKA Z JAĆWINGAMI
Ten brat Ulryk był uosobieniem męstwa. Ważył się bowiem na trudne sprawy, na które tchórz bałby się nawet spojrzeć. Wyrządził Jaćwingom niezmiernie wielkie szkody. Tyle razy chodził na nich wojną, że mistrz, obawiając się, by nie skończyło się to dla niego jakimś poważnym nieszczęściem, zabronił mu odtąd napadać na nich bez swego szczególnego pozwolenia. A gdy go zapytano, dlaczego jest wobec nich tak srogi, odpowiedział: „Wszystko mi jedno, co czynić, byle tylko otrzymać od nich pięć ran, jak Chrystus otrzymał za mnie”. Tak też mu się stało, albowiem Jaćwingowie w końcu go zabili, zadając mu w bitwie pięć ran.
207. O NAWRÓCENIU NA CHRZEŚCIJAŃSTWO JEDNEGO JAĆWINGA I O CUDOWNYM CZYNIE
W owym czasie pewien możny z Jaćwieży imieniem Russigen ze wszystkimi dziećmi i domownikami przyszedł do komtura Bałgi i, wyraziwszy życzenie, by być obecnym na nabożeństwie, otrzymał odmowę. Dowiedziawszy się o przyczynie odmowy, ochrzcił się z całą swą czeladzią, a zaraz po chrzcie zachorował i, gdy się położył, posłał po jednego brata, kapłana z Bałgi, który go ochrzcił, pokornie prosząc go o namaszczenie. Kapłan uczynił to z całą starannością i, rozejrzawszy się, ujrzał u jego stóp drewniany krzyż, który ów Jaćwing kazał dla siebie wykonać. Kapłan, zdziwiwszy się, że ten, ochrzczony owego dnia, powziął taką miłość do wiary Chrystusa, zaczął pytać, czy uczynił on coś dobrego przed przyjęciem wiary. Ten odpowiedział, że zabił wielu chrześcijan; z innych rzeczy nie pamiętał żadnego dobrego uczynku poza tym jednym, że gdy z wielkim wojskiem wszedł do Polski, pewien Jaćwing porwał obraz Najświętszej Maryi Panny z synem na ręku, a gdy w drodze powrotnej zaczęli ciskać w ten obraz swymi włóczniami, on, zlitowawszy się, siłą go odebrał i dał pewnemu chrześcijaninowi, mówiąc: „Weź ten obraz twego Boga i zanieś go tam, gdzie byłby otoczony należną czcią”. Potem we śnie ukazała mu się Najczystsza Dziewica, piękna na obliczu i w przepięknej szacie, i rzekła: „Za tę przysługę, którą wyświadczyłeś mi w moim obrazie, zostanie ci odpłacone w królestwie mego Syna”. Gdy ów Jaćwing opowiedział to kapłanowi, prawie tego samego dnia szczęśliwie zasnął w Panu.
208. O BUDOWIE ZAMKU MALBORK
W roku 1280 zamek Zantyr, ze zmianą nazwy i miejsca, przeniesiono tam, gdzie stoi obecnie, i nadano mu nazwę Marienburg, to jest zamek Świętej Marii, ku której chwale i czci owo przeniesienie zostało dokonane.
209. O SPUSTOSZENIU WŁOŚCI JAĆWIEŻY ZWANEJ KRASIMA
Brat Mangold, mistrz, aby wojna jaćwieska, mężnie rozpoczęta przez jego poprzednika, nie ucichła za jego czasów, lecz rozszerzała się każdego dnia, zebrał całą siłę swego wojska i w dzień Ofiarowania Pańskiego wszedł do włości Jaćwieży zwanej Krasima, pustosząc ją ogniem i mieczem. Dom zaś owego potężnego człowieka Skomanda, wodza wspomnianej włości, obrócił w popiół i, wziąwszy do niewoli i zabiwszy 150 ludzi, powrócił z wielkim łupem. Gdy to wojsko miało już wejść do wspomnianej włości, zboczyło z drogi i w tym błądzeniu, które zdarzyło się z opatrzności Pana, przez którego nic nie dzieje się bez przyczyny, rozproszyło się i, tak wkroczywszy, zajęło i spustoszyło całą włość. W tej bitwie polegli brat Ulryk Bauwar, komtur Tapiau, i czterech ludzi, a brat Ludwik z Liebenzell został wzięty do niewoli.
210. O PIERWSZEJ NIEWOLI BRATA LUDWIKA Z LIEBENZELL
Brat Ludwik z Liebenzell, człowiek znakomity i od młodości zahartowany w rzemiośle wojennym, dokonał w swym życiu dziwnych czynów, o których będzie mowa niżej. Gdy wzięto go do niewoli, oddano go Skomandowi, który bardzo go pokochał, bo męstwem swym był do niego podobny; dlatego zdarzyło się, że on, odtąd przebywającego w niewoli, zabrał go ze sobą tam, gdzie najlepsi ludzie ziemi Jaćwieży zebrali się na ucztę. Na tej uczcie pewien znakomity i potężny człowiek usiłował obelgami i wyzwiskami wyprowadzić brata Ludwika z równowagi. Rzekł on więc do Skomanda: „Czy przyprowadziłeś mnie tutaj, aby ten zasmucał moją duszę swymi zuchwałymi słowami?”. Skomand mu odpowiedział: „Żałuję twego zmartwienia, a jeśli się odważysz, odpowiedz na wyrządzoną ci zniewagę, a ja ci pomogę”. Usłyszawszy to, brat Ludwik nabrał ducha i zabił swego przeciwnika mieczem. Potem brat Ludwik został przez jednego sługę wspomnianego Skomanda uwolniony z niewoli i zwrócony braciom.
211. O NAWRÓCENIU SKOMANDA, WODZA JAĆWINGÓW, NA CHRZEŚCIJAŃSTWO
Ten Skomand był potężnym i bogatym człowiekiem we włości Jaćwieży zwanej Krasima, a ponieważ nie mógł się opierać ustawicznym napaściom braci, z całą czeladzią i przyjaciółmi opuścił swą ziemię i udał się do ziemi ruskiej. Przeżywszy w niej jakiś czas, znużony wygnaniem, powrócił do ziemi swej ojczyzny. Dowiedziawszy się o tym, bracia znów ruszyli na niego wojną, tyle razy go niepokojąc, że w końcu ze wszystkimi dziećmi i domownikami poddał się wierze i braciom.
212. O SPUSTOSZENIU WŁOŚCI JAĆWIEŻY ZWANEJ SILIA I O DRUGIEJ NIEWOLI BRATA LUDWIKA
Gdy brat Mangold, mistrz, wezwany na kapitułę, wyruszył w drogę, brat Konrad z Thierbergu, marszałek, z wieloma braćmi i ogromnym wojskiem wtargnął do włości Jaćwieży zwanej Silia. Tak liczne było to wojsko, że rozciągnęło się na wiele mil. Tam wszystkie zabudowania wspomnianej włości obrócili w popiół, zabiwszy jednego możnego imieniem Wadole, tamtejszego wodza, i wielu innych, i zabrali niezliczony łup. W tym wojsku brat Ludwik z Liebenzell, który otrzymał wiele śmiertelnych ran, został zostawiony na śniegu na pół żywy. Potem Jaćwingowie, znalazłszy go, położyli go na koniu tak, że głowa i ręce zwisały z jednej strony, a nogi z drugiej, i wieźli go w tak niezgrabny sposób, że krew płynąca z ran, która już skrzepła w ciele, chcąc nie chcąc gwałtownie popłynęła, i tak został uleczony, jak sam prawdziwie sądził. Ten brat Ludwik, ponownie wzięty do niewoli, został oddany pod dozór jednemu możnemu imieniem Kantegerd.
213. O ZBURZENIU ZAMKU POTTERBERG I O BUDOWIE ZAMKU GNIEW
Świętopełk, niegdyś książę Pomorza, o którym była mowa wyżej, miał czterech synów: najstarszego Mściwoja, którego, jak powiedziano, oddał jako zakładnika, Sambora, Warcisława i jeszcze jednego. Ów Warcisław został bratem zakonu domu niemieckiego i część wspomnianego księstwa, którą posiadał, nadał braciom domu niemieckiego w Prusach. Sambor, widząc, że ze swej części nie może uczciwie żyć zgodnie z godnością swego stanu, oddał ją wspomnianym braciom, aby w razie potrzeby pomagali jemu i jego drużynie. To samo uczynił czwarty brat, a aby to nadanie było trwałe i wieczne, ci trzej zrzekli się wszelkich roszczeń do praw i dóbr, które mogliby zgłaszać oni lub ich następcy we wspomnianym księstwie, dając o tym braciom swe dokumenty, mocno umocnione ich pieczęciami. Mściwój zaś, usłyszawszy o tym, siłą zajął te trzy części księstwa pomorskiego i wbrew woli braci utrzymywał je przez wiele lat. Wreszcie przybył pan Filip, biskup Fermo, legat Stolicy Apostolskiej, wysłany do ziemi polskiej, przed którym brat Konrad z Thierbergu, mistrz, poskarżył się na gwałt wyrządzony przez wspomnianego Mściwoja braciom w Prusach w tych trzech częściach wspomnianego księstwa i na dowód, że on i bracia mają do nich prawdziwe prawo, przedstawił wspomniane przywileje. Wysłuchawszy zaś racji obu stron i uchyliwszy wspomniane przywileje braciom i wszystkim, którzy mieli prawa do tych ziem, legat ten zakończył spór między nimi w ten sposób: aby bracia domu niemieckiego posiadali włość zwaną Wanceke we wspomnianym księstwie pomorskim, gdzie obecnie stoi zamek Gniew, i tym położył kres wszelkim nieporozumieniom między nimi. Dlatego w roku od Narodzenia Chrystusa 1283 bracia przenieśli zamek Potterberg z ziemi chełmińskiej, a z jego budulca zbudowali zamek Gniew w tym miejscu nad Wisłą, gdzie stoi obecnie, ku chwale i czci Jezusa Chrystusa.
214. O BRACIE KONRADZIE Z THIERBERGU, MISTRZU PRUS
Brat Konrad z Thierbergu Młodszy, XII mistrz Prus, kierował zakonem pięć i pół roku. Ten brat Konrad był rodzonym bratem brata Konrada z Thierbergu, wspomnianego wyżej mistrza, i obaj byli dzielnymi mężami, sławnymi w rzemiośle wojennym i we wszystkich sprawach, a wojna z poganami szła w ich rękach tak pomyślnie, że po ich woli wszystko im się udawało.
215. O SPUSTOSZENIU JEDNEJ CZĘŚCI ZIEMI SAMBII
W roku od Narodzenia Chrystusa 1283 800 jeźdźców z Litwy zimą przez Mierzeję Kurońską wtargnęło do ziemi sambijskiej i dwie jej włości, mianowicie Abendę i Pobethen, spustoszyło ogniem i mieczem, zabiwszy 150 chrześcijan, a ponieważ nikt nie stawił im oporu, wszyscy odeszli cali i zdrowi. Sądzi się z pewnością, że stało się tak dlatego, iż mistrz i bracia, wiedząc zawczasu o nadejściu tych Litwinów, czekali na nich z wojskiem kilka dni; w końcu, znudzeni długim oczekiwaniem, które zatrzymywało ich w drodze dłużej niż zwykle, rozeszli się i wrócili do domów. A następnego dnia Litwini wtargnęli do Sambii i, nie napotkawszy żadnych przeszkód obronnych, uczynili to, o czym mówiono wyżej.
216. O BUDOWIE NEUHAUS W ZIEMI SAMBII NA BRZEGU MORZA SŁONEGO NA MIERZEI KUROŃSKIEJ
Brat Konrad, mistrz, jako mąż mądry i przezorny, sądząc, że przez Mierzeję, drogę znikąd niewidoczną, mogą znów powstać dla braci i ziemi Sambii ze strony pogan liczne niepokoje i przykrości, założył na wspomnianej Mierzei, na brzegu Morza Słonego, potężny zamek zwany Neuhaus, aby Litwini nie wtargnęli niespodziewanie do ziemi Sambii.
217. O ZDOBYCIU ZAMKU KIMENOW I NAWRÓCENIU NA CHRZEŚCIJAŃSTWO 1600 JAĆWINGÓW
W tym samym czasie ów brat Konrad, mistrz, troszczący się o powierzone mu dzieło, spędził wiele bezsennych nocy, rozmyślając, jak nawrócić wrogów wiary, Jaćwingów, na drogę prawdy. Dlatego gdy, zebrawszy dla dokonania tego wielkie mnóstwo braci i innych wojowników, zmierzał do Jaćwieży, spotkał go brat Ludwik z Liebenzell, prowadzący ze sobą Kantegerda, który trzymał go w niewoli, oraz 1600 ludzi obojga płci z Jaćwieży, których, przebywając w niewoli, nawrócił na wiarę Chrystusa. Ujrzawszy ich, mistrz się uradował i polecił im udać się do ziemi sambijskiej. Następnie nazajutrz mistrz ze swym wojskiem wszedł do włości Jaćwieży zwanej Kimenow i zamek o tej samej nazwie tak zaciekle szturmował, że mieszkańcy zamku pod warunkiem, że zachowa im życie i mienie, w końcu mu się poddali, obiecując przyjąć wiarę Chrystusa. Dlatego, dawszy im przewodnika, polecił im bez zwłoki udać się w granice Sambii. Lecz następnego dnia, gdy bracia, rozgromiwszy wspomnianą włość Kimenow, odchodzili ze swym wojskiem, stało się wiadome, że wspomniani mieszkańcy zamku Kimenow, zabiwszy swego przewodnika, inną drogą udali się do ziemi litewskiej. Brat Ludwik zaś ze swą świtą wyruszył do ziemi Sambii, gdzie wszyscy odrodzili się w źródle chrztu.
218. O ŚMIERCI BRATA FRYDERYKA HOLLE I 30 LUDZI
W tym samym roku brat Fryderyk zwany Holle, rodzony brat brata Marquarda z Röblingu, ze 100 jeźdźcami z zamku Brandenburg ruszył na Jaćwież, a gdy, zdobywszy wielki łup we włości Kersow, odchodził, ścigający go wrogowie zabili jego i 30 ludzi. Sądzę jednak, że nie należy przemilczać tego, iż ów brat Fryderyk, zanim został zabity, pewnemu dzielnemu wojownikowi, z którym walczył, zadał tak silny cios mieczem w głowę, że ten, nie mogąc się utrzymać, upadł z koniem na ziemię, a jednak od tego ciosu nie miał na ciele ani jednej rany, nie pojawił się nawet siniak, co on sam i inni Jaćwingowie, którzy uczestniczyli w tej bitwie i to widzieli, po nawróceniu na wiarę Chrystusa potwierdzili wobec wszystkich.
219. O NAWRÓCENIU NA CHRZEŚCIJAŃSTWO JEDNEGO MOŻNEGO I 1500 LUDZI Z JAĆWIEŻY ORAZ O SPUSTOSZENIU WSPOMNIANEJ ZIEMI
Wiele niekończących się wojen toczono z Jaćwingami; przemilczę je dla zwięzłości. A gdy pewien człowiek, Jedet, szlachetny rodem i obyczajem, potężny i bogaty, wódz Jaćwingów z Kimenowa, nie mógł już dłużej znosić tak częstych i srogich napaści braci, przyszedł do braci ze wszystkimi dziećmi i domownikami oraz z 1500 ludźmi obojga płci i został ochrzczony. Skurdo zaś, wódz innej części Jaćwieży, gardząc prawdziwą wiarą, udał się ze swymi ludźmi do ziemi litewskiej; i tak ziemia Jaćwieży po dziś dzień pozostaje pusta.
220. O ŁASCE OKAZYWANEJ POGANOM NAWRÓCONYM NA WIARĘ CHRYSTUSA
Ktokolwiek nawróci się na wiarę Chrystusa, porzuciwszy bałwochwalstwo, z tym bracia obchodzą się łaskawie, a mianowicie tak. Jeśli jest znakomity i pochodzi z rodu możnych, otrzymuje ziemie w wolne posiadanie i w takiej ilości, by mógł żyć stosownie do swego stanu; jeśli nie jest znakomity, sam służy braciom według zachowywanego dotąd obyczaju ziemi pruskiej; chyba że z godnymi nagrody lub nagany postępuje się inaczej. Na przykład: czy nieznakomici, którzy w czasie odstępstwa od wiary lub w innych okolicznościach wiernie trzymali się wiary braci, swymi chwalebnymi zasługami nie wymagają, by ich niskie pochodzenie przemieniło się w szlachetną znakomitość, a niewola w zasłużoną wolność? Z pewnością, Panie. I stosownie do tego rozumiej też rzecz odwrotną. Dlatego w ziemi pruskiej jest wielu nowo nawróconych, których przodkowie pochodzili ze znakomitego rodu, oni zaś z powodu zła wyrządzonego przeciw wierze i chrześcijanom zostali uznani za nieznakomitych; innym zaś, których rodzice byli nieznakomici, za wierną służbę oddaną wierze i braciom darowano wolność.
Część IV
O WYDARZENIACH
1. O PAPIEŻU CELESTYNIE III I CESARZU HENRYKU VI
W czasie, gdy powstał zakon domu niemieckiego, mianowicie w roku od Narodzenia Chrystusa 1190, rządzili papież Celestyn III i cesarz Henryk VI (Dusb. I, c. 2).
2. O PAPIEŻU INNOCENTYM III 1 I CESARZACH OTTONIE IV 2 I FRYDERYKU II 3
Potem rządzili kolejno papież Innocenty III i cesarze Otto IV i Fryderyk II (Ptol. 21, 1; Mart., p. 385).
3. O ZDOBYCIU GRODU KONSTANTYNOPOLA
W roku od Narodzenia Chrystusa 1200 gród Konstantynopol, o którym przepowiedziano, że zostanie zdobyty jedynie przez anioła, został zdobyty przez Franków i Wenecjan, którzy wdarli się przez mur, na którym był wizerunek anioła. Mieszczanie dali się zwieść dwuznaczności znaczenia anioła. I został tam cesarzem Baldwin, hrabia Flandrii, i rządzili tam Łacinnicy przez 57 lat (Ptol., 21, 4; Mart., p. 387).
4. O PUBLICZNEJ POKUCIE CHRZEŚCIJAN
Za tego papieża Innocentego prawie wszyscy chrześcijanie poddali się publicznej pokucie, a ponieważ biczowali się sami, po niemiecku nazywano ich geislerami.
5. O POCZĄTKU PANOWANIA TATARSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1202 zaczęło się panowanie tatarskie (Ptol., 1. c.; Mart., 1. c.). [188]
6. O PRZEMIENIENIU WINA W KREW, A CHLEBA W CIAŁO PRZY KONSEKRACJI OŁTARZA
W owym czasie w Rozay-en-Brie przy konsekracji ołtarza wino widocznie przemieniło się w krew, a chleb w ciało (Ptol., 21, 4; Mart., p. 395).
7. O WSKRZESZENIU UMARŁEGO RYCERZA
W Vermandois zmartwychwstał pewien umarły rycerz i przepowiedział wielu wiele rzeczy na przyszłość, i żył długi czas bez jadła i napoju (Ptol., 1. c.; Mart., 1. c.).
8. O MIODOWEJ ROSIE, KTÓRA ZABARWIŁA ZBOŻA
W Galii w wigilię święta świętego Jana Chrzciciela miodowa rosa spadająca z nieba zabarwiła kłosy zbóż, tak że wielu, wziąwszy je do ust, wyraźnie czuło smak miodu (Ptol., 1. c.; Mart., 1. c.).
9. O GRADZIE Z WIELKICH KAMIENI
Pod Arras w lipcu rozpętała się wielka burza i spadło z nieba takie mnóstwo kamieni, że doszczętnie zniszczyły zboża, winnice i sady (Ptol., 1. c.; Mart., 1. c.).
10. O ŚMIERCI WIELU TATARÓW W HISZPANII
W tym samym czasie Almimolin, cesarz saraceński 6a, przybył z niezliczonym mnóstwem do Hiszpanii i wypowiedział wojnę wszystkim czczącym krzyż. Zwyciężyli go zjednoczeni królowie Hiszpanii i doszło do takiej rzezi, że płynęły strumienie krwi zabitych Saracenów. Okryty hańbą Almimolin ocalał z garstką ludzi (Ptol., 21, 9; Mart., p. 392).
11. O NAWRÓCENIU ZIEMI INFLANCKIEJ NA CHRZEŚCIJAŃSTWO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1204 ziemia inflancka, mianowicie prowincja ryska, staraniem papieża Innocentego została nawrócona na wiarę Chrystusa 7 (Ptol., 21, 10; Mart., 1. c.).
12. O NARODZINACH ŚWIĘTEJ ELŻBIETY 8
W roku od Narodzenia Chrystusa 1207 urodziła się święta Elżbieta.
13. O HONORIUSZU III 9 I CESARZU FRYDERYKU II
Rządził papież Honoriusz III i cesarz Fryderyk II.
14. O POCZĄTKU I POWSTANIU ZAKONÓW KOŚCIELNYCH
Zakon świętego Benedykta powstał w roku od Narodzenia Chrystusa 500 za papieża Feliksa III (Ptol., 8, 13?).
Zakon kluniacki – w roku od Narodzenia Chrystusa 900 za papieża Hadriana III (Ptol., 16, 23-24).
Zakon kartuzów – w roku od Narodzenia Chrystusa 1082, za papieża Wiktora III (Ptol., p. 1078).
Zakon cystersów – w roku od Narodzenia Chrystusa 1097.
Mniszy zakon świętego Jana – w roku od Narodzenia Chrystusa 1104, za papieża Urbana II 18.
Zakon templariuszy – w roku od Narodzenia Chrystusa 1112, za papieża Paschalisa II; został zniesiony przez papieża Klemensa V na soborze weneckim w roku od Narodzenia Chrystusa 1312, w XI kalendy kwietnia, w 7. roku pontyfikatu wspomnianego papieża, nie ostatecznym wyrokiem, lecz staraniem Stolicy Apostolskiej, za cesarza Henryka VII.
Zakon domu niemieckiego – w roku od Narodzenia Chrystusa 1190, za papieża Celestyna III i cesarza Henryka IV (Dusb. I, 2).
Zakon Braci Kaznodziejów – w roku od Narodzenia Chrystusa 1216, za papieża Honoriusza III (Ptol., 21, 20 i 25; Mart., p. 399-400).
Zakon Braci Mniejszych – w roku od Narodzenia Chrystusa 1223, za papieża Honoriusza III.
Zakon pustelników z góry Karmel i Zakon Braci Scholarów zostały ustanowione przez tego samego pana papieża Honoriusza.
15. W KTÓRYM ROKU ŚWIĘTA ELŻBIETA WYSZŁA ZA MĄŻ
W roku od Narodzenia Chrystusa 1221 Elżbieta wyszła za mąż za landgrafa Turyngii.
16. O PRZESUNIĘCIU GÓRY SIŁĄ TRZĘSIENIA ZIEMI W BURGUNDII
W roku od Narodzenia Chrystusa 1225 w Burgundii, w górach solnych, siłą trzęsienia ziemi jedna góra oderwała się od innych, przesunęła się ku górom naprzeciwko, zajęła całą dolinę i przygniotła 5 tysięcy ludzi (Ptol., 21, 26; Mart., p. 400).
17. O ŚMIERCI MAŁŻONKA ŚWIĘTEJ ELŻBIETY
W roku od Narodzenia Chrystusa 1227, w III idy września, landgraf, małżonek świętej Elżbiety, krzyżowiec, zmarł w drodze pielgrzymiej w mieście Sycylii zwanym Otranto.
18. O PAPIEŻU GRZEGORZU IX I CESARZU FRYDERYKU II
Rządzą papież Grzegorz IX i cesarz Fryderyk II.
19. O GIBELINACH I GWELFACH
W roku od Narodzenia Chrystusa 1228 we Włoszech powstały stronnictwa gibelinów i gwelfów, od imion dwóch braci, którzy się poróżnili. Gibelin stał po stronie cesarstwa, Gwelf – po stronie Kościoła (Ptol., 21, 27).
20. O ZDOBYCIU WYSP MAJORKI I MINORKI
W roku od Narodzenia Chrystusa 1230 król aragoński zdobył w Hiszpanii wyspy zwane Majorka i Minorka, zajęte przez Saracenów (Ptol., 21, 33).
21. O ŚMIERCI ŚWIĘTEJ ELŻBIETY
W roku od Narodzenia Chrystusa 1231, w XIII kalendy grudnia, zmarła święta Elżbieta.
22. O SPUSTOSZENIU WĘGIER I POLSKI
W tym samym roku Tatarzy spustoszyli Węgry i Polskę (Ptol., 21, 31).
23. JAK FERDYNAND, KRÓL KASTYLII, ODNIÓSŁ ZWYCIĘSTWO NAD KRÓLEM GRENADY
W tym samym czasie Ferdynand, król Kastylii, zwyciężył saraceńskiego króla Grenady, tak że ten już od dawna płaci mu codziennie daninę w wysokości 1000 marabotynów złota (Ptol., 21, 33).
24. O ZNALEZIENIU KSIĘGI WEWNĄTRZ KAMIENIA W TOLEDO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1232 w hiszpańskim Toledo pewien Żyd znalazł w jaskini księgę zamkniętą wewnątrz kamienia, która miała jakoby drewniane karty, zapisane po hebrajsku, po grecku i po łacinie. Było w niej zapisane tyle, co w Psałterzu, i mówiła o trzech wiekach świata od Adama do Antychrysta, ukazujących właściwości ludzkie. O trzecim świecie mówiła tak: w trzecim świecie narodzi się Syn Boży z Dziewicy Maryi i przyjmie mękę dla zbawienia ludzkiego. Żyd, który to przeczytał, ochrzcił się z całą swoją rodziną. I było tam napisane, że ma ona zostać znaleziona za Ferdynanda (Mart, p. 400; Ptol., 21, 34).
25. O KANONIZACJI ŚWIĘTEJ ELŻBIETY
W roku od Narodzenia Chrystusa 1235 święta Elżbieta została kanonizowana w Perugii, w klasztorze Braci Kaznodziejów, przez papieża Grzegorza IX, gdzie ten sam papież konsekrował ołtarz na jej cześć.
26. O PRZENIESIENIU KORONY CIERNIOWEJ PANA
W roku od Narodzenia Chrystusa 1239 korona cierniowa Pana została przeniesiona przez Ludwika, króla Francji, z Konstantynopola do Paryża (Ptol., 21, 36).
27. O SPUSTOSZENIU WĘGIER I POLSKI ORAZ O ŚMIERCI KOLOMANA, BRATA KRÓLA WĘGIER, I HENRYKA, KSIĘCIA WROCŁAWSKIEGO
W tym samym roku plemię tatarskie ze wschodnich krain wtargnęło na Węgry i do Polski, i zabili tam w bitwie Kolomana, brata króla Węgier, i Henryka, księcia polskiego, i resztę ludu, jaka mogła im wpaść w ręce, a ich ziemie obrócili w pustynię, tak że wielu używało pyłu z pewnej góry zamiast mąki (Mart, p. 399).
28. O CAŁKOWITYM ZAĆMIENIU SŁOŃCA
W tym samym roku, trzeciego dnia czerwca w południe, było całkowite zaćmienie słońca, tak że można było nawet widzieć gwiazdy jak o zmierzchu (Ptol., 21, 37).
29. O PAPIEŻU CELESTYNIE IV I CESARZU FRYDERYKU II ORAZ O PAPIEŻU INNOCENTYM IV I CESARZU FRYDERYKU II
W roku od Narodzenia Chrystusa 1240 rządzili papież Celestyn IV i cesarz Fryderyk II.
W roku od Narodzenia Chrystusa 1243 rządzili papież Innocenty IV i Fryderyk II.
30. O USTANOWIENIU OKTAWY NARODZENIA NAJŚWIĘTSZEJ MARII
W roku 1245 ten sam papież odbył sobór w Lyonie, na którym ustanowił obchodzenie oktawy Narodzenia Najświętszej Maryi Panny (Ptol., 22, 3).
31. O KANONIZACJI ŚWIĘTYCH EDMUNDA, STANISŁAWA I PIOTRA
Kanonizował on także świętego Edmunda, arcybiskupa Canterbury, świętego Stanisława krakowskiego, zabitego przez wrogiego władcę, i świętego męczennika Piotra z Zakonu Kaznodziejów (Ptol., 22, 4; Mart., p. 409).
32. O WYBORZE LANDGRAFA TURYNGII NA KRÓLA RZYMSKIEGO
W roku 1246 landgraf Turyngii został wybrany na króla rzymskiego (Ptol, 22, 5; Mart., p. 303, 309).
33. O BRACIE KONRADZIE, NIEGDYŚ LANDGRAFIE TURYNGII, V WIELKIM MISTRZU ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
Brat Konrad, niegdyś landgraf Turyngii, V wielki mistrz zakonu domu niemieckiego, zmarł w IX kalendy sierpnia i został pochowany w Marburgu. Gdy był jeszcze w świecie, zdobył siłą miasto Fritzlar, czego, zamierzając wstąpić do zakonu, żałował, i za ten występek postanowił ponieść karę: boso i z odkrytą głową szedł na czele procesji we wspomnianym mieście i stanął przed bramą kościoła, podając ludziom laskę, którą trzymał w ręku, aby każdy mógł go do woli obić. Nikt go jednak nie tknął prócz jednej staruchy, która zadała mu wiele razów. Tak oto ów brat Konrad został przyjęty do zakonu domu niemieckiego. Pewnego razu, uciekając od ludzkich tłumów i od zgiełku, z Hartmannem z Heldrungen i Dytrykiem z Grüningen oraz z garstką swej czeladzi udał się do swego zamku Tenneberg; gdy tam przebywali, przyszła pewna nierządnica, do której landgraf zwrócił się, mówiąc: „Skąd idziesz?”. Ona odpowiedziała: „Cały dzień siedziałam w jeżynach, przemoknięta i zmarznięta”. A on jej rzekł: „Ty, nieszczęsna, więcej cierpisz dla mąk piekielnych niż niejeden dla wiecznej radości”. Ona zaś odpowiedziała: „Czcigodny panie, nie znam innego sposobu, w jaki mogłabym zarobić na wyżywienie”. Zapytał ją landgraf: „Czy chcesz żyć w czystości, jeśli będziesz miała wszystko, co potrzebne do życia?”. Usłyszawszy to, westchnęła, zaszlochała i ze łzami rzekła: „Zaprawdę, panie”. Dlatego landgraf, współczując cierpieniu jej duszy, ustanowił dla niej określony dochód, z którego mogła korzystać, dopóki żyła. Potem wszystkie słowa tej nagany, którymi ją łajał, zachował w swym sercu, sądząc, że bardziej pasują do niego niż do niej. Ona bowiem grzeszyła przymuszona ubóstwem, on zaś, zajęty mnóstwem spraw, bezmyślnie swymi grzechami obracał Boga przeciw sobie, i zajęty tymi myślami całą noc spędził bez snu. Gdy rano powiedział o tym wspomnianym Hartmannowi i Dytrykowi, zajętym tymi samymi rozmyślaniami, poszedł razem z nimi boso i bez lnianej bielizny do kościoła Świętego Mikołaja w Goldbach, prosząc tam o Bożą radę w tej sprawie. Tam doznał boskiego natchnienia, by z garstką swej czeladzi udał się do pana papieża i wyspowiadał mu się ze wszystkich swych grzechów. Papież ten nakazał mu, by wstąpił jako zakonnik do zakonu domu niemieckiego. Potem, powróciwszy, odmówił poślubienia córki księcia austriackiego, przeznaczonej mu za żonę, i, wierny świętemu postanowieniu, opowiedział o tym, co się stało, swoim pustelnikom, wzywając ich, aby z łaski Bożej i jego wstąpili do wspomnianego zakonu. Wszyscy oni, ulegając jego słowom, zgodzili się. Tymczasem pewien rycerz z wieloma giermkami spustoszył ziemię wspomnianego landgrafa, a gdy odchodził, spotkał go sługa z jego zamku, który oznajmił mu, że jego żona w tym czasie ciężko rodziła i zmarła wraz z martwym chłopcem. Usłyszawszy to, rycerz zaniepokoił się i pomyślał, że Bóg tak go ukarał za to, iż tym spustoszeniem chciał przeszkodzić świętemu postanowieniu swego pana, landgrafa. Wtedy, zwróciwszy cały łup, który zabrał, przyszedł do swego pana, prosząc o karę za swój czyn. Rzekł mu landgraf: „Jak śmiałeś pokazać mi się na oczy?”. A on rzekł: „Ufny w zwykłą łaskawość waszej miłości, przyszedłem do was, gdyż mocno postanowiłem w sercu swoim wstąpić do zakonu domu niemieckiego, tak jak wy”. Na te słowa landgraf tak się uradował, że z radością rzuciwszy się go całować, z miłością go odprawił. Potem ze wspomnianym rycerzem i wyżej wspomnianymi Hartmannem i Dytrykiem oraz z wieloma innymi rycerzami i znakomitymi ludźmi przybył do braci domu niemieckiego w Marburgu, gdzie, gdy mieli przywdziać habit i, jak to jest w zwyczaju, padli krzyżem przed ołtarzem, a kapłan po innych modlitwach zaintonował donośnym głosem: „Alleluja! Przyjdź, Duchu Święty!” – Duch Święty zstąpił na nich widocznie, jak języki ognia, a im bardziej ktoś z nich płonął miłością do Boga, tym większy wydawał się ów płomień w oczach wszystkich obecnych. Ten brat Konrad, landgraf i mistrz, był tak oświecony łaską Ducha Świętego, że znał ukryte sprawy ludzi, dlatego nie mógł znieść przy sobie ani jednego grzesznika z występkiem rozpusty. Pewien opat, dowiedziawszy się o tym, chciał sprawdzić, czy tak jest naprawdę, i przyprowadziwszy ze sobą dwóch młodych rozpustników, przyszedł do mistrza, który na widok tych sług natychmiast kazał ich przepędzić. Lecz gdy słudzy, dręczeni prawdziwymi wyrzutami sumienia i skruchą, powrócili, mistrz, przyjąwszy ich, rzekł: „O najdobrotliwszy Jezu, jakże miłosierny i dobry jesteś! Ci dwaj słudzy byli przedtem dziećmi diabła, teraz są dziećmi Bożymi”.
34. O WYBORZE WILHELMA, HRABIEGO HOLANDII, NA KRÓLA RZYMSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1249, po śmierci landgrafa, Wilhelm, hrabia Holandii, został wybrany na króla rzymskiego, lecz wkrótce potem został zabity przez Fryzów, i tak obaj nie dostąpili korony cesarskiej (Ptol., 22, 9).
35. O ŚMIERCI HENRYKA, KRÓLA DANII
W roku 1250 król Danii Henryk został zabity przez swego młodszego brata Abla, który chciał panować zamiast niego, lecz ze sprawiedliwego wyroku Bożego, aby nie odniósł korzyści ze zbrodni, w drugim roku został zabity przez Fryzów (Mart., p. 404). Wydarzenie to przepowiedział królowi święty Wacław, książę czeski, który tak samo 300 lat wcześniej został zabity przez swego brata, i prosił on wspomnianego króla Henryka, by kazał zbudować kościół ku czci jego imienia, co ten też uczynił, a mianowicie wzniósł klasztor zakonu cystersów w Rewlu, leżącym w ziemi inflanckiej.
36. O ZBURZENIU MIASTA NEAPOLU I ŚMIERCI KONRADA, SYNA CESARZA FRYDERYKA II
W roku od Narodzenia Chrystusa 1251 Konrad, syn cesarza Fryderyka II z córki króla jerozolimskiego, przybył do królestwa Apulii i do Neapolu. Zburzył on doszczętnie mury, lecz w następnym roku zmarł od trucizny (Mart, p. 404).
37. O PAPIEŻU ALEKSANDRZE IV I WAKANSIE WŁADZY
W roku od Narodzenia Chrystusa 1253 doszedł do władzy papież Aleksander IV, niegdyś legat w ziemi polskiej i pruskiej, ponieważ był wakans. Był on dobroczynny, łaskawy i bogobojny w stosunku do ubogich i (Ptol., 22, 13) uczynił wiele dobrego dla umocnienia ziemi pruskiej, albowiem trudności, których doznawali tam bracia domu niemieckiego i inni chrześcijanie, widział na własne oczy.
38. O BRACIE POPPONIE, VI WIELKIM MISTRZU ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
Brat Poppo z Osterny był w tym czasie VI wielkim mistrzem. Po wielu bitwach, które przed objęciem urzędu i po nim chwalebnie toczył w ziemi pruskiej i inflanckiej, znużony starością i trudami, pokornie zrzekł się swego urzędu, a wspomniany urząd przeszedł od niego na brata Annona.
39. O SPORZE PRZY WYBORZE ALFONSA, KRÓLA KASTYLII 54, I RYSZARDA, HRABIEGO KORNWALII, BRATA KRÓLA ANGLII, NA KRÓLA RZYMSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1256 władcy Alemanii w sporze wybrali na króla rzymskiego dwóch, mianowicie Alfonsa, króla Kastylii, i Ryszarda, hrabiego Kornwalii, brata króla Anglii; spór ten trwał długi czas (Ptol., 22, 15).
40. O KANONIZACJI ŚWIĘTEJ KLARY
W roku od Narodzenia Chrystusa 1257 papież Aleksander kanonizował świętą Klarę z Zakonu świętego Damiana, który potem przyłączył się do Zakonu Braci Mniejszych (Ptol., 22, 16).
41. O ALBERCIE WIELKIM I TOMASZU Z AKWINU
W tym czasie żył Albert Wielki, duchowny z Alemanii, z Zakonu Kaznodziejów, któremu nie było równego w naukach. Zrzekłszy się biskupstwa ratyzbońskiego, w grodzie kolońskim przez 18 lat był nauczycielem i zmarł w wieku 80 lat w roku od Narodzenia Chrystusa 1280, i pochowany został w Kolonii. Rozkwitał w tym czasie także brat Tomasz z Akwinu, uczeń Alberta, z Zakonu Kaznodziejów (Ptol., 22, 18-20), który potem został kanonizowany przez papieża Jana XXII.
42. O ODZYSKANIU GRODU KONSTANTYNOPOLA
W roku od Narodzenia Chrystusa 1259 Konstantynopol, który został zdobyty przez Galów i Wenecjan, został odzyskany przez greckiego cesarza Paleologa (Mart., p. 405).
43. O ŚMIERCI SZEŚCIU TYSIĘCY Z FLORENCJI I LUKKI
W tym samym roku ponad sześć tysięcy ludzi z Florencji i Lukki, którzy walczyli z Sieneńczykami, dostało się do niewoli i poległo (Mart, p. 405, 406).
44. O WOJNIE KRÓLÓW CZECH I WĘGIER
W roku od Narodzenia Chrystusa 1260 król Węgier ruszył wojną na króla Czech, mając 40 tysięcy konnicy z różnych ludów. Naprzeciw niemu wyruszył król Czech ze stu tysiącami jeźdźców i siedmioma tysiącami koni, a gdy jednocześnie się zderzyli, podniósł się taki kurz, że w biały dzień człowiek człowieka ledwie mógł rozróżnić. W końcu król Węgier, ciężko ranny, uciekł ze swymi ludźmi, a w jednej rzece utonęło 14 tysięcy ludzi z Węgier, nie licząc zabitych (Mart, p. 406, 407).
45. O USTANOWIENIU ŚWIĘTA BOŻEGO CIAŁA
W roku od Narodzenia Chrystusa 1261 papież Urban IV ustanowił święto Ciała Chrystusowego, które potem zostało zatwierdzone w Vienne przez papieża Klemensa V na soborze powszechnym w roku 1310 (Ptol, 22, 23-25). [196]
46. O NADANIU KRÓLESTWA SYCYLII KAROLOWI
W roku od Narodzenia Chrystusa 1263 ten sam papież Urban oddał królestwo Sycylii, które Manfred zajął przemocą, Karolowi, hrabiemu Prowansji, bratu króla Francji, w ten sposób odbierając je tamtemu (Mart., p. 407; Ptol., 22, 26).
47. O BRACIE ANNONIE, VII WIELKIM MISTRZU ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
Brat Anno, VII wielki mistrz zakonu domu niemieckiego, był w owym czasie człowiekiem niezmiennie pobożnym, który uczynił wiele dobrego dla umocnienia zakonu i Ziemi Świętej. Zmarł w VIII idy lipca.
48. O KOMECIE I JEJ ZNAKU
W roku od Narodzenia Chrystusa 1264 pojawiła się tak jasna kometa, jakiej wówczas nie widział nikt z żyjących. Wzniósłszy się od wschodu w wielkim blasku aż do środka półkuli, pociągnęła ku zachodowi lśniący ogon, a choć w różnych częściach świata wiele zwiastowała, to jednak pewne i prawdziwe jest tylko to, że – jako że była widoczna przez ponad trzy miesiące – od jej pojawienia się zachorował papież Urban, a w tę noc, gdy papież umierał, zniknęła także kometa (Mart, p. 407; Ptol., 22, 26).
49. O KORONACJI KAROLA W KRÓLESTWIE SYCYLII I O ŚMIERCI MANFREDA, NIEŚLUBNEGO SYNA CESARZA FRYDERYKA II
W roku od Narodzenia Chrystusa 1265 papież Klemens IV koronował wspomnianego Karola w królestwie Sycylii, które nadał mu papież Urban. Ten Karol pozbawił życia i królestwa nieślubnego syna cesarza Fryderyka II, Manfreda (Mart., p. 408; Ptol, 22, 30).
50. O SPUSTOSZENIU HISZPANII PRZEZ SARACENÓW
W roku od Narodzenia Chrystusa 1266 wielu Saracenów, przybywszy z Afryki, zajęło Hiszpanię, lecz chrześcijanie, ponosząc niemałe straty, odnieśli nad nimi zwycięstwo (Mart., p. 408).
51. O SPUSTOSZENIU ARMENII I ANTIOCHII PRZEZ SUŁTANA BABILONII
W roku od Narodzenia Chrystusa 1267 sułtan Babilonii, spustoszywszy Armenię, zdobył Antiochię, jedno z najsławniejszych miast ziemi, i, wszystkich wybiwszy i wziąwszy do niewoli, obrócił ją w pustynię (Mart., p. 408; Ptol., 22, 33).
52. O ŚMIERCI KONRADYNA, WNUKA CESARZA FRYDERYKA II
W roku od Narodzenia Chrystusa 1268 Konradyn, wnuk byłego cesarza Fryderyka II, został wzięty do niewoli w bitwie przez Karola, króla Sycylii, i wraz z wieloma znakomitymi ludźmi z Alemanii ścięty (Mart., p. 409; Ptol., 22, 34-38).
53. O ŚMIERCI LUDWIKA, KRÓLA FRANCJI, I JEGO SYNA ORAZ WIELU KRZYŻOWCÓW W WYPRAWIE PO ODZYSKANIE ZIEMI ŚWIĘTEJ
W roku od Narodzenia Chrystusa 1270, w VIII kalendy września, Ludwik, król Francji, z dwoma swymi synami i wieloma władcami wyruszył, by odzyskać Ziemię Świętą, lecz sam z jednym synem i wieloma innymi ludźmi zmarł w drodze. Ten najbardziej chrześcijański król po wielu modlitwach wzniósł taką: „Wejdę do domu Twego, wzniosę modlitwę w świętej świątyni Twojej i wysławię imię Twoje, Panie”. I powiedziawszy to, zasnął w Panu. Druga część wojska poszła dalej, a gdy przybył do nich Karol, król Sycylii, ze swymi ludźmi, uradowali się i tak przyparli sułtana i jego ludzi, że musieli oni zawrzeć pokój na takich warunkach, aby sułtan ten wypuścił wszystkich jeńców chrześcijańskich, aby pozwolił budować kościoły Boże we wszystkich miastach swego państwa, aby wiara Chrystusowa była głoszona w całym jego państwie, a chcący się ochrzcić byli chrzczeni, i aby stał się on lennikiem chrześcijan. Potem przybył Edward, król Anglii, z mnóstwem Fryzów i pielgrzymów, a w jego wojsku liczono 200 tysięcy wojowników, i chrześcijanie mieli nadzieję, że podporządkują sobie nie tylko Ziemię Świętą, ale i ziemię saraceńską. Lecz za grzechy całe wojsko chrześcijańskie się rozpadło, tak że nie przyniosło żadnego innego pożytku, albowiem papież, patriarcha, legat i król Nawarry zmarli (Mart., c. 414; Ptol., 22, 41, 42).
54. O PAPIEŻU GRZEGORZU X 72 I KANONIZACJI ŚWIĘTEJ JADWIGI, KSIĘŻNEJ POLSKI 73
W roku od Narodzenia Chrystusa 1272 papieżem był Grzegorz X. Kanonizował on świętą Jadwigę, księżnę Polski (Mart., c. 413; Ptol., 23, 1).
55. O WYBORZE RUDOLFA 74 NA KRÓLA RZYMSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1273 Rudolf z Habsburga został wybrany na króla rzymskiego (Mart., c. 420; Ptol., 23, 3).
56. O BRACIE HARTMANNIE Z HELDRUNGEN, VIII WIELKIM MISTRZU ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
W tym czasie brat Hartmann z Heldrungen był VIII wielkim mistrzem zakonu domu niemieckiego; zmarł w XIV kalendy września.
57. O SOBORZE LYOŃSKIM I ŚMIERCI KARDYNAŁA BONAWENTURY 76 I TOMASZA Z AKWINU
W roku od Narodzenia Chrystusa 1274 papież Grzegorz X zwołał w Lyonie sobór w sprawie pomocy Ziemi Świętej, na którym Grecy powrócili do jedności świętego Kościoła, a także zostali ochrzczeni posłowie tatarscy. Pan kardynał Bonawentura z Zakonu Braci Mniejszych zmarł… (Mart., c. 416; Ptol., 23, 2).
58. O PAPIEŻU INNOCENTYM V I RUDOLFIE, KRÓLU RZYMSKIM
W roku od Narodzenia Chrystusa 1275 rządzili papież Innocenty V, który przedtem nosił imię Piotr z Tarentazji, z Zakonu Kaznodziejów, i Rudolf, król rzymski (Mart., c. 416; Ptol., 23, 17, szp. 2).
59. O ŚMIERCI NAJSTARSZEGO SYNA KRÓLA RUDOLFA
W tym czasie najstarszy syn króla Rudolfa, odniósłszy zwycięstwo nad hrabią Sabaudii, utonął w Renie (Ptol., 23, 18).
60. O PAPIEŻU HADRIANIE V 81 I KRÓLU RUDOLFIE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1276 rządzili papież Hadrian V i Rudolf, król rzymski (Mart., c. 417; Ptol., 23, 20).
61. O BUDOWIE ZAMKU I MIASTA PRABUTY
W tym roku Albert, biskup pomezański, zbudował zamek i miasto Prabuty w ziemi pruskiej.
62. O PAPIEŻU JANIE XXI 82 I KRÓLU RUDOLFIE, KRÓLU RZYMSKIM
W tym samym roku papież Jan XXI, z pochodzenia Hiszpan, napisał wielką księgę o sztuce lekarskiej, która nazywa się „Suma, czyli skarb ubogich”… (Ptol., 23, 21; Mart., c. 418). [199]
63. O ZWYCIĘSTWIE RUDOLFA, KRÓLA RZYMSKIEGO, NAD OTTOKAREM, KRÓLEM CZECH
W tym czasie Rudolf, król rzymski, zabił w bitwie Ottokara, króla Czech, a księstwo Austrii oddał swemu synowi Albrechtowi, który potem został królem rzymskim, swą zaś córkę wydał za mąż za syna zabitego króla Czech (Ptol., 23, 25).
64. O PAPIEŻU MIKOŁAJU III 86 I KRÓLU RUDOLFIE ORAZ O WYLEWIE TYBRU
W roku od Narodzenia Chrystusa 1277 rządzili papież Mikołaj III i Rudolf. W tym czasie w Rzymie Tyber tak wylał i wezbrał, że o ponad cztery piędzi podniósł się nad ołtarz Rotundy Najświętszej Marii (Ptol., 23, 26; Mart, p. 420).
65. O ODNALEZIENIU CIAŁA ŚWIĘTEJ MARII MAGDALENY
W roku od Narodzenia Chrystusa 1280 Karol, król Salerno, który potem został królem Sycylii, odnalazł ciało Marii Magdaleny (Ptol., 23, 25).
66. O ŚMIERCI ALBERTA WIELKIEGO
W tym samym roku w Kolonii zmarł Albert Wielki (Ptol., 22, 19).
67. O CUDACH ŚWIĘTEGO JODOKA 87 W POMEZANII PRUSKIEJ
W tym samym roku święty Jodok zaczął czynić cuda w biskupstwie pomezańskim w Prusach.
68. O PAPIEŻU MARCINIE IV I KRÓLU RUDOLFIE, O CUDOWNEJ RYBIE MORSKIEJ I O ŚMIERCI WIELU GALÓW NA SYCYLII
W roku od Narodzenia Chrystusa 1281 rządzili papież Marcin IV i król rzymski Rudolf. W tym czasie, w lutym, złowiono rybę morską podobną do lwa w tym nadmorskim kraju, który leży naprzeciw góry Montalto, i dostarczono ją do Starego Miasta, dokąd zbiegło się mnóstwo duchownych, aby zobaczyć to monstrum, albowiem jego skóra była pokryta sierścią, łapy miało krótkie, ogon lwi, głowę lwią, uszy, paszczę, zęby i język miało jak lew. Mówiono, że gdy je złowiono, wydało straszny ryk, tak że wielu widziało w tym znak na przyszłość. I oto wkrótce potem na Sycylii mieszkańcy Palermo, rozpaleni gniewem, wszystkich mieszkających tam Galów, zarówno mężczyzn, jak i kobiety, gardząc wspomnianym królem, wymordowali, a co jeszcze ohydniejsze – rozpruwszy brzuchy niektórym brzemiennym Sycylijkom, o których mówiono, że poczęły z Galami, zabili je, zanim zdążyły urodzić (Ptol., 24, 1; Mart., p. 422; Mart., p. 424).
69. O ŚMIERCI 50 TYSIĘCY SARACENÓW I 30 TYSIĘCY TATARÓW
W tym samym czasie wschodni Tatarzy zabili ponad 50 tysięcy Saracenów, lecz sułtan, zebrawszy siły i ducha, napadł na Tatarów i, obróciwszy ich w ucieczkę, wybił 30 tysięcy (Mart., p. 426).
70. O BRACIE BURCHARDZIE, IX WIELKIM MISTRZU ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
Brat Burchard ze Schwanden, IX wielki mistrz zakonu domu niemieckiego, kierował w tym czasie zakonem. Gdy miał wyruszyć na obronę Ziemi Świętej, nie wiem, czym się kierując, poprosiwszy o pozwolenie i otrzymawszy je, wystąpił z Zakonu Niemieckiego i wstąpił do zakonu joannitów, w którym potem zmarł.
71. O PAPIEŻU HONORIUSZU IV I KRÓLU RUDOLFIE ORAZ O USTANOWIENIU ZAKONU KARMELITÓW I WYNIESIENIU ZAKONU ŚWIĘTEGO AUGUSTYNA DO RANGI GŁÓWNEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1284 rządzili papież Honoriusz IV i król rzymski Rudolf. Papież ten zatwierdził zakon karmelitów, którego sprawa pozostała nierozstrzygnięta na soborze lyońskim, i karmelici zamienili zapinane pod brodę płaszcze na białe kapy. W tym samym czasie zakon augustiański został wyniesiony w Paryżu do rangi głównego (Ptol., 24, 13; Mart., c. 432; Ptol., 24, 14).
72. O BRACIE IDZIM, WIELKIM DOKTORZE ZAKONU ŚWIĘTEGO AUGUSTYNA, I O JEGO ŚMIERCI
W tym samym czasie rozkwitał magister Idzi, wielki doktor zakonu augustiańskiego, który potem, ustanowiony przez papieża Bonifacego VIII arcybiskupem Bourges (Ptol., 24, 14), zmarł w Awinionie, gdy przebywała tam za papieża Jana XXII Kuria Rzymska, w roku od Narodzenia Chrystusa 1316, w kalendy stycznia, i został pochowany w Paryżu u braci swego zakonu.
73. O ŚMIERCI KONRADA, KAPŁANA Z ALEMANII, KTÓRY UDAŁ SIĘ NA LITWĘ, BY NAWRACAĆ POGAN NA CHRZEŚCIJAŃSTWO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1285 Konrad, kapłan z Alemanii, udał się do ziemi litewskiej, aby nawrócić tamtejszych pogan na chrześcijaństwo. Po dwóch latach jego pobytu tam Litwini go zabili. W miejscu, gdzie został zabity, potem często widywano płonące świece.
74. O PAPIEŻU MIKOŁAJU IV I KRÓLU RUDOLFIE ORAZ O ZBURZENIU MIASTA TRYPOLIS
W roku od Narodzenia Chrystusa 1288 rządzili papież Mikołaj IV z zakonu Braci Mniejszych i król rzymski Rudolf. W drugim roku pontyfikatu tego papieża zostało zburzone miasto Trypolis, po tym jak mieszkający w nim chrześcijanie zostali wzięci do niewoli i zabici (Ptol., 24, 20; Mart., p. 432; Mart., p. 421).
75. O PEWNEJ DZIEWICY W DIECEZJI LEODYJSKIEJ, KTÓRA PRZEŻYŁA PONAD 30 LAT BEZ JADŁA I NAPOJU
W tym czasie w Alemanii, w diecezji leodyjskiej, we wsi zwanej Erkel, pewna dziewica zaczęła żyć bez jadła i napoju i tak żyła ponad 30 lat. Kapłan wspomnianej wsi podał jej niekonsekrowaną hostię w dniu, w którym zwykle przyjmowała ciało Pańskie, a ona nie mogła jej przełknąć, lecz gdy jej odmówiła, dał jej hostię konsekrowaną, którą natychmiast przełknęła, potwierdzając tym, że w żaden sposób nie mogła przyjmować pokarmu materialnego.
76. O BITWIE POD KOLONIĄ PRZY WSI WORRINGEN
W tym czasie odbyła się bitwa pod Kolonią, w pobliżu wsi Worringen, w której Jan, książę Brabancji, odniósł zwycięstwo nad Zygfrydem z Runkel, arcybiskupem kolońskim, a z każdej strony poległo 1300 znakomitych ludzi, nie licząc prostego ludu.
77. O ZBURZENIU GRODU AKKI
W roku od Narodzenia Chrystusa 1290, w dniu dziewicy Potencjany, to jest w XIV kalendy czerwca, gród Akka został zburzony przez sułtana, a niezliczone mnóstwo chrześcijan wzięto do niewoli i zabito (Mart, c. 421; Ptol., 24, 23, 24). [202]
Zważ, że około roku 600 od Narodzenia Chrystusa, w czasie, gdy zmarł Mahomet, cesarz Herakliusz, wyruszywszy na wojnę z Chosroesem, królem Persów, odniósł zwycięstwo i część Krzyża Świętego, którą tamten wyniósł ze świątyni Bożej, zwrócił oraz odbudował kościoły Boże i Ziemię Świętą, którą tamten spustoszył.
78. O STANIE ZIEMI ŚWIĘTEJ
Wkrótce po odejściu cesarza Herakliusza z Ziemi Świętej niejaki Omar, władca arabski, który rządził jako trzeci po Mahomecie, wtargnąwszy wojną do Ziemi Świętej, zajął ją, i oto chrześcijanie mieszkający w świętym grodzie Jerozolimie i w przyległych krainach przez 490 lat dźwigali najcięższe jarzmo pogan i okrutnych panów. W końcu, gdy Pan już długo się gniewał, wspomniawszy na Swoje miłosierdzie i widząc cierpienia Swego ludu, natchnął pewnego ubogiego i pobożnego człowieka z królestwa Francji, wiodącego żywot pustelnika w biskupstwie Amiens, którego zwano Piotrem Pustelnikiem, aby nawiedził grób Pański i święte miejsca Ziemi Świętej. Gdy przybył do świętego miasta, widząc, jak bez czci obchodzą się bezbożnicy ze świętymi miejscami, a czcigodnego męża Symeona, patriarchę miasta, poniżają wraz z jego poddanymi jak ostatniego niewolnika, z całkowitą pogardą poddając go nieludzkim upokorzeniom, ponieważ był człowiekiem świętym i bardzo współczującym, przejąwszy się litością dla poniżonych, zaczął żarliwie się smucić i boleć i rozważać w sobie różne sposoby, jakimi mógłby przyjść poniżonym z pomocą. A gdy pewnej nocy w kościele Zmartwychwstania Pańskiego czuwał, wznosząc modlitwy do Pana, i, znużony długim czuwaniem, zdrzemnął się na posadzce kościoła, Pan nasz Jezus Chrystus ukazał mu się we śnie, powierzając mu poselstwo do pana papieża i władców zachodnich dla wyzwolenia Ziemi Świętej. A on, umocniony boską opatrznością i rozpalony miłością, z listami wspomnianego patriarchy Symeona i innych mieszkających w Jerozolimie chrześcijan, najpierw zwrócił się do papieża Urbana II, przez którego został łaskawie przyjęty, i przeszedł przez Italię, i przekroczył Alpy, aby z przejęciem zwrócić się zarówno do władców wschodnich i zachodnich, jak i do prostego ludu, i różnymi napomnieniami (był bowiem człowiekiem mądrym i mocnym w czynie i słowie) skłonił dusze wielu do podjęcia pielgrzymki do Jerozolimy, z pomocą Pana, który modlitwy swego posła wynagradzał wielką łaską. Wkrótce potem pan papież Urban, podążywszy za wspomnianym Piotrem do Galii, zwoławszy sobór powszechny, opowiedział szczegółowo wszystkim, których Duch Święty natchnął do pomszczenia zniewagi Ukrzyżowanego i do wyzwolenia Ziemi Świętej, o nieszczęściach i prześladowaniach chrześcijan przebywających w Ziemi Świętej oraz o grobie Pańskim, jak również o innych świętych miejscach, deptanych i bezczeszczonych przez plugawe psy, wzywając do świętej i drogiej pielgrzymki na odpuszczenie wszystkich grzechów. A ziarno słowa Bożego padło na dobrą i żyzną glebę i wydało obfity plon, tak że wielu biskupów, prałatów kościołów, władców, książąt, hrabiów, baronów i szlachty oraz inni, przypiąwszy znak życiodajnego krzyża do swych ramion, złożyli Panu ślub krucjaty. Tak więc w roku od Narodzenia Chrystusa 1096 wspomniany Piotr z krzyżowcami i wielkim mnóstwem Niemców, przeprawiwszy się przez morze Hellespont, zdobyli miasto zwane obecnie Ramieniem Świętego Jerzego, a także miasto Antiochię i święty gród Jerozolimę, a z czasem, gdy przybyli inni pielgrzymi, niezliczone i jakoby niezdobyte miasta i zamki, wyzwalając je z rąk pogan, tak że w świętym grodzie Jerozolimie ustanowiono patriarchę, który stał nad czterema arcybiskupami, mianowicie tyryjskim z czterema podległymi, cezarejskim – z jednym, nazaretańskim – z jednym i petrejskim – z jednym podległym. Gdy ustanowiono Kościół, pojawiło się bardzo wiele czynnych klasztorów, bractw mniszych, pustelni, klasztorów żeńskich. Był też w Jerozolimie król, który stał nad wieloma władcami, hrabiami i panami. Któż zdołałby wyliczyć cuda i wielkie dzieła Pańskie, dokonane z całą Jego wolą, które stworzył On dla Swej chwały i naszego zbawienia! Ujrzał Bóg wszystko, co stworzył, i było to bardzo dobre, i umiłował wszystko, co uczynił. Jedynie grzech, który jest niczym, znienawidził, wygnał i zniszczył. Dlatego jeśli w sześć dni jednym słowem wszystko stworzył, to na zniszczenie grzechu poświęcił na świecie ponad 33 lata. Oto to, co Mu się sprzeciwia, co obraża wzrok Jego majestatu, co Jemu, dobremu i miłosiernemu dla nas, przynosi ciernie; oto to, co z anioła czyni diabła, z wolnego – niewolnika, z niepokalanego – śmiertelnego i występnego, z błogosławionego – poniżonego, z obywatela – wygnańca i odrzuconego, z dzieci Bożych – dzieci diabła; oto to, co nigdy nie pozostaje bez kary. Dlatego, rozgniewany grzechami bezbożnych, którzy splamili Ziemię Świętą mnóstwem różnych występków i targnęli się na Niego, stał się okrutny Ten, który z natury jest łaskawy i dobry. Dlatego zostali wystawieni na pośmiewisko swym sąsiadom, a wrogowie na oczach wszystkich szydzili z nich. Ich cytra stała się smutna, a ich siła obróciła się w łachmany. Stała się jak wdowa; wielka między narodami, księżna nad krainami stała się lenniczką. Oto dlaczego wydał Bóg Swój lud pod miecz i rozgniewał się na Swoje dziedzictwo. Oto dlaczego ich wrogowie stali się głową, a oni ogonem, tak że nie tylko ziemię obiecaną, lecz prawie wszystkie krainy, miasta i umocnienia od początku ziemi egipskiej aż do Mezopotamii, na drodze ponad 20 dni, ich wrogowie siłą odebrali, oprócz wielu innych miast i umocnień nadmorskich. Potem wielu królów i władców, przybywszy z niezliczonym mnóstwem wojowników, odzyskało Ziemię Świętą, a odzyskaną znów utracili, tak że w roku od Narodzenia Chrystusa 1250 zaczęła ona wyraźnie słabnąć, aż w roku od Narodzenia Chrystusa 1290 gród Akka, jedyny ocalały, został doszczętnie zburzony przez pogan. Były dwie przyczyny zburzenia tego miasta: po pierwsze, mnogość panów, między którymi przy jego obronie wybuchły spory; po drugie, krzyżowcy, których pan papież posłał na pomoc, byli bez wodza i nieustannie wybuchały niepokoje i bunty.
79. LAMENT NAD SPUSTOSZENIEM ZIEMI ŚWIĘTEJ
I oto ty, o Ziemio Święta obiecana, umiłowana przez Boga i czczona przez świętych aniołów, i budząca podziw całego świata, wybrana i przeznaczona przez Boga, aby przez ciebie widocznie objawić Jego obecność i w tobie, służąc świętościom naszego wyzwolenia, odkupić ród ludzki, obrócona jesteś w pustkowie i ogarnięta smutkiem. Pan stał się jak nieprzyjaciel, spustoszył wszystkie twoje pałace, zburzył twoje umocnienia i zabrał twoje ogrodzenie jak w ogrodzie, kazał zapomnieć o świętach i szabatach; i w oburzeniu gniewu odrzucił króla i kapłana 113. Wszyscy twoi prześladowcy dopadli cię wśród ucisku, tak że gorzko płakałaś w nocy i łzy są na twoich policzkach, i nie masz pocieszyciela spośród wszystkich, którzy cię kochali.
80. WEZWANIE ZIEMI ŚWIĘTEJ DO CHRZEŚCIJAN O JEJ RATUNEK
Zaklinam, słuchajcie, wszystkie ludy chrześcijańskie, i spójrzcie na mą boleść 115, wspomnijcie, co się ze mną stało, wejrzyjcie i zobaczcie moją zniewagę 116, weźcie tarczę i pancerz i powstańcie mi na pomoc, dobądźcie miecza i zagrodźcie drogę moim prześladowcom 117, wybawcie mnie, ubogą i opuszczoną, i wyrwijcie z ręki bezbożnych 118.
81. O PAPIEŻU CELESTYNIE V 119 I KRÓLU ADOLFIE Z NASSAU
W roku od Narodzenia Chrystusa 1294 rządzą papież Celestyn V i Adolf z Nassau, król rzymski (Ptol., 24, 27, 29; Mart., p. 433).
82. O PAPIEŻU BONIFACYM VIII I KRÓLU ADOLFIE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1295 rządzą papież Bonifacy VIII i Adolf, król rzymski (Ptol. app., p. 1217; Mart., p. 435).
83. O KANONIZACJI ŚWIĘTEGO LUDWIKA, KRÓLA FRANCJI
W roku od Narodzenia Chrystusa 1296 papież Bonifacy kanonizował Ludwika, króla Francji (Ptol. app., p. 1217; Mart., p. 436).
84. O BRACIE GOTFRYDZIE Z HOHENLOHE, WIELKIM MISTRZU ZAKONU DOMU NIEMIECKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1297 brat Gotfryd z Hohenlohe został wybrany na wielkiego mistrza zakonu domu niemieckiego i kierował nim 13 lat. A jednak nie zalicza się go do innych mistrzów, gdyż po 13 latach zrzekł się swego urzędu i znów nierozważnie go objął.
85. O ŚMIERCI ADOLFA, KRÓLA RZYMSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1298 Albert, książę Austrii, zabił w bitwie Adolfa, króla rzymskiego, i zaczął panować po nim (Ptol. app., p. 1219; Mart., p. 433, 434-435).
86. O ALBRECHCIE, KRÓLU RZYMSKIM
W roku od Narodzenia Chrystusa 1299 122 rządzą papież Bonifacy VIII i Albrecht, król rzymski (Ptol. app., p. 1220; Mart., p. 434).
87. O ŚMIERCI 200 TYSIĘCY SARACENÓW
W roku od Narodzenia Chrystusa 1300 Tatarzy, wyruszywszy ze swych siedzib, napadli na Saracenów, najpierw na Kapadocję, następnie na krainy Seleucji, czyli Antiochii, stamtąd na Wielką i Małą Armenię, stamtąd na całą ziemię obiecaną i na Damaszek, i na Gazę, aż po granice Egiptu; we wszystkich tych ziemiach zabili ponad 200 tysięcy Saracenów (Ptol. app., p. 1220).
88. O ODPUSZCZENIU GRZECHÓW ROKU JUBILEUSZOWEGO
Był to rok jubileuszowy i pan papież Bonifacy dał wszystkim, którzy nawiedzili przybytek świętych apostołów Piotra i Pawła, zupełne odpuszczenie grzechów (Ptol. app., p. 1220; Mart., p. 437).
89. O KOMECIE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1301, we wrześniu, na zachodzie pojawiła się kometa w znaku Skorpiona, to jest w miejscu Marsa, która niekiedy zwracała ogon na wschód, niekiedy na południe, i pojawiała się wieczorem (Ptol. app., p. 1221; Mart., p. 437). [206]
90. O ŚMIERCI KRÓLA WĘGIER I O KAROLU, JEGO SPADKOBIERCY
W tym czasie zmarł Andrzej, król Węgier 124, i po wielu sporach między królem Czech a księciem Austrii 126 Karol Martel 127 otrzymał królestwo Węgier (Ptol. app., p. 1221).
91. O WOJNIE ALBRECHTA, KRÓLA RZYMSKIEGO, Z KSIĘCIEM BAWARII ORAZ Z ARCYBISKUPAMI MOGUNCKIM I KOLOŃSKIM
W tym samym roku Albrecht, król rzymski, odniósł zwycięstwo w wojnie nad księciem Bawarii 128 oraz arcybiskupami mogunckim i kolońskim (Ptol. app., p. 1221).
92. O PEWNYM CUDZIE NAJŚWIĘTSZEJ PANNY
W roku od Narodzenia Chrystusa 1302 pewien rozbójnik, czczący Maryję Pannę, został ścięty w Perugii, we Włoszech; jego głowa, już odcięta od ciała, zawołała donośnym głosem: „Przyprowadźcie mi kapłana, albowiem Najświętsza Maria za to, że na koniec każdego dnia zwracałem się do niej w modlitwach, nie pozwala mi umrzeć, dopóki nie wyspowiadam się ze wszystkich moich grzechów”. I tak się stało.
93. O SPORZE MIĘDZY PAPIEŻEM BONIFACYM A FILIPEM, KRÓLEM FRANCJI
W tym samym roku rozpoczął się spór między papieżem Bonifacym z jednej strony a Filipem, królem Francji, z drugiej. Papież bowiem oświadczył, że król Francji wśród osób świeckich i duchownych ma podlegać bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, i posłał papież królowi Francji reskrypt o podporządkowaniu z bullą, oświadczając, że nieposłuszny jest heretykiem. Reskrypt ten został odczytany i spalony w Paryżu, w pałacu króla, w obecności niezliczonego mnóstwa duchownych i świeckich. A król wystawił przeciw papieżowi 15 artykułów oskarżenia i odwołał się do przyszłego soboru lub papieża. Papież jednak z tych oskarżeń oczyścił się na soborze w Rzymie (Ptol., p. 1221-1222; Mart., p. 438).
94. O ŚMIERCI WIELU GALÓW I FLAMANDÓW
W tym samym roku, w lipcu, Flamandowie powstali przeciw królowi Francji, a trzy tysiące hrabiów, baronów i szlachty galijskiej, zebranych do bitwy, poległo (Ptol., p. 1222).
W roku od Narodzenia Chrystusa 1303 papież Bonifacy ustanowił cesarzem Albrechta, króla rzymskiego, i podporządkował mu królestwo Francji, co jednak papież Klemens V potem uchylił (Ptol., p. 1222, 1227; Mart., p. 438, 442).
W tym samym roku doszło do wielkiej bitwy między Galami a Flamandami i z każdej strony wielu poległo (Ptol., p. 1223).
95. O UWIĘZIENIU PAPIEŻA BONIFACEGO I GRABIEŻY SKARBCA
W tym samym roku, na początku września, pod Anagni, to jest w swych rodzinnych stronach, papież Bonifacy został pojmany, a cały skarbiec kościelny rozgrabiony. Lecz w końcu, uwolniony przez mieszkańców wspomnianego miasta, został przywieziony do Rzymu i posadzony na stolcu świętego Piotra. Wkrótce zmarł (Mart., p. 438; Ptol., c. 1223).
96. O PAPIEŻU BENEDYKCIE XI 130 I KRÓLU ALBRECHCIE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1303 rządzili papież Benedykt XI z Zakonu Braci Kaznodziejów i Albrecht, król rzymski (Mart., p. 1440; Ptol., p. 1224).
97. O WYLEWIE RZEK
W roku od Narodzenia Chrystusa 1304, w wigilię Jego Narodzenia, był taki wylew rzek, że ludzie myśleli, iż zginą w powodzi. W Paryżu woda zmyła oba mosty, tak że nie został po nich ślad, i wyrządzone zostały wielkie szkody innym prowincjom.
98. O PAPIEŻU KLEMENSIE V I KRÓLU ALBRECHCIE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1305 rządzili papież Klemens V i Albrecht, król rzymski (Mart., p. 1441; Ptol., p. 1226).
99. O WYPADKU Z PAPIEŻEM I JEGO KORONĄ ORAZ O ŚMIERCI WIELU
Gdy ten papież Klemens w oktawę świętego Marcina 131 po swej koronacji wychodził z kościoła Świętego Justa na górze pod Lyonem, runął mur i przygniótł wielu, a książę Bretanii, który prowadził konia papieża, zginął. Karol, brat króla Francji, został ciężko ranny, i sam papież ucierpiał. Jego koń bowiem upadł i został przysypany kamieniami, a korona spadła mu z głowy i przy upadku zaginął bezcenny rubin, który znajdował się na szczycie niezwykle cennej korony; a wszystko to było dla niego znakiem na przyszłość (Mart., p. 441; Ptol., p. 1226).
100. O NABYCIU ZAMKU DÜNAMÜNDE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1305 bracia domu niemieckiego z Inflant w wigilię świętego apostoła Jakuba 132 na prawnej podstawie kupna nabyli zamek Dünamünde 133.
101. O CUDACH ŚWIĘTEGO RUPERTA W KRÓLEWCU
W roku od Narodzenia Chrystusa 1306 w Prusach, na zamku Królewiec, zaczął Pan czynić cuda za sprawą relikwii świętego Ruperta, i wielu ludzi, i psy, i bydło zostali uleczeni z różnych dolegliwości.
102. O ŚMIERCI WACŁAWA, KRÓLA CZECH, I PRZEKAZANIU JEGO KRÓLESTWA
W roku od Narodzenia Chrystusa 1307 135 zmarł Wacław, król Czech, a jego syn 136 został koronowany w Budzie i w tym samym roku zabity przez jednego ze swych rycerzy (Ptol., p. 1227), i tak królestwo Czech z braku dziedzica przeszło w ręce obcych, albowiem król rzymski Albrecht osadził w wymienionym królestwie swego syna 137.
103. O ZDOBYCIU WYSPY RODOS PRZEZ JOANNITÓW
W tym samym roku joannici zdobyli wyspę Rodos, na której żyli Turcy, i pięć innych wysp (Mart., p. 442).
104. O ZABÓJSTWIE ALBRECHTA, KRÓLA RZYMSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1308, w dzień świętych Filipa i Jakuba 138, Albrecht, król rzymski, został zabity przez księcia Jana, zwanego Bez Ziemi, swego bratanka, ponieważ odebrał mu część księstwa Austrii, choć ten był prawowitym dziedzicem.
105. O WYBORZE HENRYKA, HRABIEGO LUKSEMBURSKIEGO 139, NA KRÓLA RZYMSKIEGO
W tym samym roku, w dzień świętej Katarzyny 140, władcy Alemanii, mający prawo wyboru, jednomyślnie wybrali Henryka, hrabiego luksemburskiego, na króla rzymskiego (Mart., p. 444; Ptol., p. 1230).
106. O JEGO KORONACJI W AKWIZGRANIE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1309 ten wybrany został koronowany w Akwizgranie, w święto Objawienia Pańskiego 141 (Mart, p. 444; Ptol., 1. c.).
107. O KORONACJI TEGOŻ W MEDIOLANIE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1311, w dzień Jego Objawienia, Henryk, król rzymski, został koronowany żelazną koroną w Mediolanie (Ptol., p. 1234; Mart., p. 446). [209]
108. O ZABICIU PRZEZ TATARÓW DZIESIĘCIU TYSIĘCY JEŹDŹCÓW SARACEŃSKICH
I w tym roku Tatarzy z Ormianami i Gruzinami przybyli do Syrii i Palestyny i, wypędziwszy sułtana, zabili ponad 10 tysięcy jeźdźców (Ptol, p. 1235).
109. O KOŃCU ZAKONU TEMPLARIUSZY
W roku od Narodzenia Chrystusa 1312, w XI kalendy kwietnia 142, za cesarza Henryka VII, zakon templariuszy został potępiony na soborze w Vienne przez papieża Klemensa V nie ostatecznym wyrokiem, lecz staraniem Stolicy Apostolskiej; został on założony w roku od Narodzenia Chrystusa 1112 za papieża Paschalisa II i cesarza Henryka V (Mart., p. 445; Ptol., p. 1236).
110. O KORONACJI KRÓLA HENRYKA NA CESARZA
W tym roku Henryk VII, król rzymski, został koronowany na cesarza w kościele laterańskim w Rzymie, w 62. roku od zgonu cesarza Fryderyka II (Mart., p. 447; Ptol., p. 1238).
111. O KANONIZACJI ŚWIĘTEGO PIOTRA, NIEGDYŚ PAPIEŻA CELESTYNA V
W roku od Narodzenia Chrystusa 1313, 5. dnia maja, papież Klemens V kanonizował świętego Piotra Wyznawcę, który był papieżem Celestynem V, i polecił obchodzić jego święto 14. dnia czerwca (Mart, p. 446; Ptol., p. 1240).
112. O KOMECIE
W tym samym roku, w wigilię święta świętego Jerzego, wieczorem pojawiła się kometa, przez 10 dni zwracająca ogon ku Italii.
113. O ŚMIERCI CESARZA HENRYKA
W tym samym roku, w dzień Bartłomieja 143, cesarz Henryk zmarł w hrabstwie sieneńskim i został pochowany w Pizie. 10 dni, przez które widoczna była kometa, oznaczało 10 dni choroby cesarza przed jego śmiercią (Ptol., p. 1240; Mart., p. 449).
114. O USTANIU POŁOWU ŚLEDZI W PRUSACH
W tym roku nie było połowu śledzi w ziemi pruskiej, które od niepamiętnych czasów występowały tam w obfitości. [210]
115. O TRZECH PROMIENIACH SŁONECZNYCH I ROZŁAMIE KOLEGIUM
W roku od Narodzenia Chrystusa 1314, w kalendy marca 144, w Carpentras, gdzie wtedy była Kuria Rzymska, około ósmej godziny pojawiły się trzy słońca, jedno – nieprawdziwe, na wschodzie, dwa – na południu: jedno prawdziwe, drugie przeciwne naturze, i były długo widoczne, a każde wysyłało swe promienie. Był to jakiś znak i cud, oznaczający śmierć papieża, a wkrótce po jego śmierci – rozłam kolegium. Trwał jednak ten rozłam przez dwa lata i cztery miesiące, zanim kardynałowie doszli do zgody co do wyboru przyszłego papieża. Taki sam bowiem znak ukazał się także, gdy umarł Juliusz Cezar, jak pisze Komestor 145, a po jego śmierci nastąpił rozłam senatu (Ptol., p. 1241).
116. O ŚMIERCI PAPIEŻA
W tym samym roku, w XIV kalendy maja 146, zmarł papież Klemens, dokładnie rok od dnia, w którym po raz pierwszy pojawiła się kometa (Ptol., p. 1242).
117. O SPORNYM WYBORZE LUDWIKA BAWARSKIEGO I FRYDERYKA, KSIĘCIA AUSTRII, NA KRÓLA RZYMSKIEGO
W tym samym roku, w XII kalendy listopada 147, Ludwik Bawarski 148 i Fryderyk, książę Austrii 149, zostali w niezgodzie wybrani na króla rzymskiego w czasie, gdy Stolica Apostolska była nieobsadzona przez 28 miesięcy, a spór ten trwał między nimi do roku 1322, kiedy w wigilię dnia Michała Ludwik, książę bawarski, po wielu bitwach wziął do niewoli Fryderyka, księcia austriackiego, i trzymał go w niewoli dwa lata. Od tego czasu zapanowała między nimi zgoda.
118. O PAPIEŻU JANIE XXII I WYBRANYCH
W roku od Narodzenia Chrystusa 1316 papież Jan XXII rządził wraz z tymi wybranymi w niezgodzie.
119. O KANONIZACJI ŚWIĘTEGO LUDWIKA, BRATA KRÓLA ROBERTA SYCYLIJSKIEGO
W roku od Narodzenia Chrystusa 1317 papież Jan kanonizował świętego Ludwika 150, brata Roberta, króla Sycylii 151, z Zakonu Braci Mniejszych, i ustanowił obchodzenie dnia jego narodzin 5. dnia po Wniebowzięciu Najświętszej Panny (Mart., c. 449).
120. O SPALENIU TRĘDOWATYCH WE FRANCJI
W roku od Narodzenia Chrystusa 1320 we Francji spalono trędowatych. Mówiono bowiem, że zatruwali rzeki trucizną, od której zginęło wielu ludzi i bydła.
121. O PEWNYM CUDZIE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1321 w granicach Sklawii trzech ludzi, oskarżonych o to, że dostarczali truciznę, wrzucono do wrzącej wody; dwóch z nich natychmiast się udusiło, trzeci, będąc niewinnym, wyszedł bez szwanku.
122. O WSKRZESZENIU PEWNEGO ZMARŁEGO CHŁOPCA W ZIEMI PRUSKIEJ, NA ZAMKU BRANDENBURG
W roku od Narodzenia Chrystusa 1322 w ziemi pruskiej, na zamku Brandenburg, żył Tomasz, syn Hertwiga z Pokarwis, który zmarł w wieku czterech lat i wskrzeszony został mocą drewna Krzyża Pańskiego, które wcześniej brat z Fleckenstein przyniósł tam znad Renu, a brat Gebhard z Mansfeldu wrzucił je do ognia, i ono wyskoczyło na dowód dla wielu świadków, że jest to to samo drewno, z którego zrobiono krzyż, na którym ukrzyżowano Chrystusa.
123. O KROPLACH KRWI, KTÓRE SĄCZYŁY SIĘ Z CHLEBA W ZIEMI PRUSKIEJ NA ZAMKU DZIERZGOŃ
W roku od Narodzenia Chrystusa 1324, gdy Andrzej, cieśla na zamku Dzierzgoń w ziemi pruskiej, jadł obiad, z chleba, który maczał w piwie, wystąpiły krople krwi; jego współbiesiadnicy, myśląc, że płynie ona z jakiejś rany, uważnie obejrzeli i jego usta, i twarz, i ręce, lecz nie znaleźli żadnego śladu zranienia, czemu wielu się dziwiło.
124. O ZABICIU WIELU TYSIĘCY ZE STRONNICTWA GWELFÓW WE WŁOSZECH
W roku od Narodzenia Chrystusa 1325 we Włoszech gibelini zabili wiele tysięcy ze stronnictwa gwelfów.
125. O SPUSTOSZENIU ZIEMI WĘGIERSKIEJ I ZABICIU 30 TYSIĘCY TATARÓW
W roku od Narodzenia Chrystusa 1326 król Węgier 153 zabił 30 tysięcy z wojska Tatarów, którzy spustoszyli jego królestwo.
126. [W ROKU OD NARODZENIA CHRYSTUSA 1382 ZMARŁ BRAT WINRYCH].
Koniec pierwszej kroniki Piotra z Dusburga
UZUPEŁNIENIA
1. Z EWANGELII: NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO
W tym samym roku brat Werner, wielki mistrz, na kapitule generalnej postanowił, aby ku czci i chwale wcielenia Pana naszego Jezusa Chrystusa codziennie po zakończeniu mszy głównej duchowni czytali Ewangelię „Na początku było Słowo” z wersetem „Okaż nam, Panie, miłosierdzie Twoje”, a wszyscy razem „Wieczny i wszechmogący Boże, kieruj nasze czyny ku Twemu upodobaniu”, a przy słowach „A Słowo stało się ciałem” bracia klękali aż do samego końca modlitwy.
2. O BUDOWIE ZAMKU MORĄG
W roku od Narodzenia Chrystusa 1327 brat Herman, komtur elbląski i szpitalnik domu głównego, wzniósł miasto zwane Morąg, w pobliżu miasta Zalewo, nazwane tak od jeziora, nad którego brzegiem stoi.
3. O ZBURZENIU ZAMKU CHRISTMEMEL
W roku 1328 zamek Memelburg, który bracia z Inflant zbudowali w roku od Narodzenia Chrystusa 1252 i który do tego czasu im podlegał, został przekazany braciom z Prus. Dlatego zamek Christmemel, który zbudował mistrz brat Karol, został opuszczony w dzień świętego Piotra w Okowach.
4. O ZNAKU ZAPOWIADAJĄCYM TO ZBURZENIE
Zburzenie tego zamku poprzedził pewien znak. W roku od Narodzenia Chrystusa 1327, o tej samej porze roku co w następnym roku, gdy dokonano zburzenia, trzej bracia stali na górze wspomnianego zamku w zapadającym zmierzchu, gdy niewiele jeszcze gwiazd pojawiło się na niebie, i ujrzeli jedną gwiazdę po północnej stronie, która, porzuciwszy naturalny bieg, szybko przeszła ponad 100 kroków w przeciwnym kierunku, tam się zatrzymała i nie wróciła, choć wspomniani bracia długo czekali na jej powrót.
5. ZNOWU O TYM SAMYM
W roku od Narodzenia Chrystusa 1328 było trzęsienie ziemi, i to nie gdzie indziej, lecz we wspomnianym zamku, a ziemia drżała tak strasznie, że stare domy groziły zawaleniem, tak że przebywający w domach gotowi byli wyskoczyć na zewnątrz, by uniknąć śmierci.
6. O SPUSTOSZENIU WŁOŚCI ZAMKU GARTEN
W tym samym czasie 60 braci i drużyna z Prus wyruszyli na zamek Garten, a gdy dowiedzieli się, że ostrzeżono tamtejszych, posłali 400 ludzi, którzy weszli do włości wspomnianego zamku, spustoszyli ją i wrócili do wojska braci. Następnego dnia, gdy Litwini, uwierzywszy, że bracia wrócili do swej ziemi, poszli na swoje pola, bracia z całym swym wojskiem potężnym natarciem wtargnęli do wspomnianej ziemi i na sześć mil spustoszyli ją ogniem i mieczem. A wielu znakomitych ludzi ze wspomnianego zamku ze wszystkimi dziećmi i domownikami, do 94 dusz, przyłączyło się do braci i, przybywszy do Prus, przyjęło łaskę chrztu.
7. O ZNISZCZENIU PODGRODZIA
Tymczasem bracia z Ragnety z 80 ludźmi weszli do podgrodzia i ruszyli wojną na mieszkańców zamku Putenicka, do którego poprzedniego dnia przybyło 200 miejscowych mężczyzn, a bracia o tym nie wiedzieli. I wkroczywszy rano, o świcie, gdy tamci jeszcze spoczywali na swych posłaniach, znienacka na nich napadli i zabili mężczyzn, i kobiety, i niemowlęta, które nie mogły uciec, a potem spalili podgrodzie.
8. O SPALENIU PODGRODZIA ZAMKU OUKAIM
Wkrótce potem bracia z Ragnety ze swymi poddanymi weszli do podgrodzia zamku Oukaim, gdy mieszkańcy zamku spali, i spalili je doszczętnie, a z wyjątkiem czterech ludzi, którzy byli w zamku, i z wyjątkiem nielicznych, którzy uciekli, wszyscy pozostali z żonami, dziećmi, bydłem i zwierzętami domowymi zginęli od ognia lub miecza.
9. O MIESZKAŃCACH ZAMKU MEDEWAGE
W roku od Narodzenia Chrystusa 1329 Jan Luksemburski, król Czech, ze znakomitymi ludźmi swego królestwa i z księciem śląskim Falkenbergiem, i z hrabiami z Leiningen, Oettingen, Neuenahr, Weilnau, Wirtembergii, Schaumburg i Falkenstein, i z panami z Kerpen, Gery, Bergu, Rotenstein, Dahme, Chociebuża, Miśni, i z burgrabią z Dohny, i z wieloma znakomitymi ludźmi królestwa Alemanii i Anglii wkroczył do ziemi pruskiej. Ze wszystkimi nimi brat Werner i 200 braci oraz 18 tysięcy wojowników, nie licząc pieszych, ruszyli na Litwę i w wigilię Ofiarowania Pańskiego obiegli zamek Medewage, a po wielu szturmach jego mieszkańcy poddali się wierze chrześcijańskiej i sześć tysięcy ludzi ze wspomnianego zamku zostało ochrzczonych w imię Pana, lecz wkrótce potem od wiary odstąpili.
10. O SPUSTOSZENIU ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ
W czasie, gdy to się działo, i tego samego dnia Łokietek, król Polski, dokonał zbrodni, którą długo zamyślał: z sześcioma tysiącami wojowników, podstępnie, nie bacząc na rozejm, który zawarł z królem Czech i mistrzem, wkroczył do ziemi chełmińskiej i przez pięć dni i pięć nocy pustoszył ją ogniem i mieczem. Oto rzecz zdumiewająca i bezbożna! Król ten był przedtem księciem i dopiero co został przez Stolicę Apostolską wyniesiony na króla, aby stał się jeszcze gorliwszym i wierniejszym, i jeszcze dzielniejszym obrońcą świętego Kościoła, wiary i chrześcijan. Teraz zaś nie tylko nie broni wspólnoty chrześcijan, lecz okrutnie napada na jej obrońców. A co gorsza, dokonał zbrodni, o której powiedzieliśmy wyżej, gdy król Czech i mistrz oraz ich wojsko napadali na pogan i mścili zniewagę ukrzyżowanego Pana.
11. O ZNAKU ZAPOWIADAJĄCYM WOJNĘ
W roku od Narodzenia Chrystusa 1329, ostatniego dnia stycznia, w tę noc, która poprzedza wigilię Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w świątyni, pewien Prus, czujnie stojący na straży na zamku Gierdawy, usłyszał grzmoty i ujrzał błyskawice, a potem zobaczył w powietrzu wielkie mnóstwo ludzi potrząsających obnażonymi mieczami; potem zobaczył jaśniejące światło w czterech stronach świata, a w jego środku lśniący krzyż, którego górna część, rozciągająca się na wschód, pierwsza zaczęła się podnosić, potem stopniowo sąsiednia część – na zachód, po niej prawa część – na południe i lewa część – na północ. W końcu pojawił się wielki tłum, który, porwawszy to wszystko za sobą, poszedł na wschód, na Litwę. I wtedy wszystko zniknęło itd.
12. O ZBURZENIU ZAMKU WYSZOGRÓD
Choć Pan w Księdze Powtórzonego Prawa mówi: „Do Mnie należy pomsta i odpłata”, to jednak znowu, gdy zbliżyły się dni śmierci Matatiasza, rzekł on do swych synów: „Wspomnijcie na czyny naszych ojców, których dokonali w swoich czasach, a zdobędziecie wielką chwałę i wieczne imię”. I nieco dalej dodał: „Pomścijcie krzywdy waszego ludu i oddajcie odpłatę poganom”. A w innym miejscu, gdy zostali zabici ci, którzy, nie stawiając oporu poganom, zginęli w swej prostocie, rzekł mąż do swego bliźniego: „Jeśli wszyscy będziemy postępować tak, jak postępowali ci nasi bracia, i nie będziemy walczyć z poganami o nasze życie i nasze ustawy, to oni wkrótce wytępią nas z ziemi”. Na szczęście znający te i inne napomnienia Pisma Świętego mistrz i bracia postanowili bronić ziemi pruskiej, wyrwanej z rąk pogan wśród niezliczonych strat i trudów, oraz wiary zaszczepionej tam krwią wielu szlachetnych ludzi przed zakusami wspomnianego króla, nie składając przy tym rąk i nie szczędząc życia. Tak więc mistrz, zebrawszy wielkie wojsko, posłał je do Polski latem wyżej wskazanego roku i obiegł zamek Wyszogród króla Polski, gdzie żyli ludzie zbrodniczy, znani ze swych niegodziwości, którzy, zbudowawszy statek na Wiśle, rabowali przepływających obok ludzi, brali ich do niewoli i zabijali, i nikt nie mógł ujść od nich cało, a trwało to wiele lat, wyrządzając ciężkie szkody braciom i ich ludziom; i po wielu natarciach w końcu potężnie się wdarli, i porazili w swym gniewie bezbożnych, i, wszystkich wziąwszy do niewoli i zabiwszy, w gniewie doszczętnie spalili zamek.
13. O ZBURZENIU ZAMKÓW NAKŁO I INNYCH
W tym samym roku i lecie przyszło inne wojsko braci i ziemię przyległą do miasta Brześcia spustoszyło ogniem i mieczem. A potem wojsko poszło dalej i obiegło pewien zamek, gdzie oblężeni oddali go pod warunkiem, że odejdą, nie poniósłszy szkody materialnej. Następnie wspomniane wojsko przeszło do dwóch innych zamków i do zamku Nakło; jeden po drugim zdobyło trzy zamki i, wszystkich wziąwszy do niewoli i zabiwszy, obróciło zamki w proch. W tym zamku był pewien wódz imieniem Henryk, rycerz, który jednakowo grabił duchownych i świeckich, zakonników i ludzi świeckich, i wszystkich przechodzących obok, i okrutnie się z nimi obchodził. Został on pojmany przez braci, a gdy go zapytano, dlaczego popełnił wszystkie te zbrodnie, odpowiedział: „Przecież nikt mi tego nie zabraniał i nikt mi nie przeszkadzał”. Oto jak bezkarność przestępstwa sprzyja skłonności do popełniania występków.
14. O SPUSTOSZENIU WŁOŚCI WAIKEN
W roku od Narodzenia Chrystusa 1330 hrabiowie z Marki i z Mandy oraz brat hrabiego z Jülich z wieloma rycerzami i znakomitymi ludźmi z Alemanii przybyli do ziemi pruskiej, a zimą do kraju przybył mistrz i posłał z nimi 100 braci i trzy tysiące jeźdźców, którzy, wkroczywszy do ziemi litewskiej, włość zwaną Waiken spustoszyli ogniem, a ponieważ ludzie zostali dawno ostrzeżeni, zdobyli niewielki łup.
15. O SPALENIU ZAMKU GIEDYMINA I PODGRODZIA
W tym samym czasie bracia z Ragnety ze swymi poddanymi niepostrzeżenie, o świcie, gdy Litwini spali, weszli do podgrodzia zamku Giedymina i całe je wraz z mężczyznami, kobietami i niemowlętami i z całym dobytkiem doszczętnie spalili, z wyjątkiem 12 ludzi, którzy, uciekłszy do zamku, ocaleli od nieuchronnej zguby.
16. O ZBURZENIU GRODU RYSKIEGO
We wskazanym roku, mianowicie w roku 1330, w czasie Wielkanocy, gdy gród ryski był oblężony już prawie rok, niepohamowany (jak już wspominano) spór między mieszczanami ryskimi z jednej strony a braćmi domu niemieckiego z Inflant z drugiej na jakiś czas ucichł, ponieważ wyczerpani głodem i oblężeniem, co przerażało zarówno władze miasta, jak i prosty lud, mieszczanie musieli się poddać i oddać swych bliskich, i miasto, i swobody, i wszystkie prawa i przywileje w ręce brata Eberharda z Monheim, mistrza ziemi inflanckiej, i braci, aby rozporządzali tym wszystkim i dysponowali według swego upodobania. I mistrz nie wszedł do miasta, dopóki fosy nie zostały zasypane ziemią z wałów na przestrzeni 30 łokci. I rzekła pewna kobieta: „Widać ten mistrz jest bardzo tęgi, skoro żąda takiej przestrzeni, a nie wchodzi przez inne bramy jak pozostali chrześcijanie”.
17. O SPUSTOSZENIU ZIEMI CHEŁMIŃSKIEJ
W tym samym roku, jesienią, Łokietek, król Polski, ze wszystkimi jeźdźcami swego królestwa i wieloma lennikami oraz 8 tysiącami wojowników, których posłał mu na pomoc król Węgier ze swego ludu, potężnie wtargnął do ziemi chełmińskiej i obiegł miasto i zamek Kowalewo, a potem przyszedł do zamku Lipienek, jednak nie szturmował go kilka godzin, lecz przez 10 dni wyrządzał szkody wspomnianej ziemi ogniem i mieczem. W końcu, gdy skończyły mu się zapasy i zawarto pewne układy, odszedł.
18. O PEWNYM CUDZIE
W tym wojsku był pewien hrabia, magister Wilhelm, wódz węgierski, któremu w nocnym widzeniu, gdy spoczywał na swym posłaniu, ukazała się Najświętsza Panna i, surowo go ganiąc, rzekła: „Dlaczego pustoszysz moją ziemię, zroszoną krwią wielu chrześcijan? Jeśli nie odejdziesz, wiedz, że wkrótce umrzesz okrutną śmiercią”.
19. O POMŚCIE PAŃSKIEJ
Podczas gdy Węgrzy pustoszyli ziemię chełmińską, król Węgier z ogromnym wojskiem wyruszył przeciw pewnemu królowi, swemu poddanemu. Gdy napadł na jego królestwo, chłopi tej włości piłami podpiłowali pośrodku drzewa w lesie, przez który Węgrzy mieli przejść w drodze powrotnej, aby gdy jedno upadnie, dotknąwszy drugiego, przewróciło je i tak dalej. Dlatego zdarzyło się, że gdy przy odwrocie Węgrzy weszli do wspomnianego lasu, a wspomniani chłopi popchnęli drzewa, te padły jedno na drugie i tak wszystkie, padając ze wszystkich stron, przygniotły wielkie mnóstwo Węgrów. Oto choć Bóg z natury jest łaskawy, dobry i miłosierny, cierpliwy i pełen łaski, jednak, jak mówi prorok Nahum, jest też Pan mścicielem i strasznym w gniewie, mści się Pan na Swoich wrogach i nie oszczędza Swoich przeciwników. Jakże mógł Pan cierpliwie i łaskawie znosić to, że ten król Węgier posłał swych ludzi, aby pustoszyć ziemię Chrystusa i Bogarodzicy oraz mieszkających tam braci, którzy każdego dnia gotowi są nie składać rąk i nie szczędzić życia, by pomścić zniewagę ukrzyżowanego Pana. Zaiste, Pan nie mógł zostawić tego bez pomsty.
20. O ŚMIERCI WIELKIEGO MISTRZA
We wspomnianym roku, mianowicie w roku 1330, w oktawę świętego Marcina zimowego, brat Jan z Endorf, z ludu Sasów, z zakonu domu niemieckiego, podżegany przez diabła i własną nieprawość, zabił brata Wernera, wielkiego mistrza, gdy ten wychodził z kościoła po nieszporach, ponieważ ganił go za jego przewinienia. O Janie, bratobójco, coś ty uczynił? Oto głos krwi brata twego woła do Boga z ziemi. Czy słyszał kto coś podobnego? Wszak popełniłeś zło, jakiego nie popełniono od samego założenia zakonu. Nie odpowiadasz wykładni twego imienia; mówi się, że Jan to ten, w kim jest łaska. Lecz biada! Nie było w tobie łaski, gdyż skoro mistrz ukarał cię za twe przewinienia, ty, gdybyś był mądry, powinieneś był czcić go jak swego ojca. Teraz zaś jak głupiec go znienawidziłeś. Czemu nie byłeś nawykły do dobroci? Czemu z szaleństwem Judasza tego samego dnia spożywałeś jego pokarm i napój, a potem, przebiwszy jego ciało sztyletem, przelałeś jego krew? On, karząc cię, troszczył się o to, by przywołać duszę od śmierci do życia. Ty zaś, poraziwszy go, odebrawszy mu życie, okrutnie przyniosłeś śmierć. Któż dałby mojej głowie wodę, a moim oczom źródło łez! A ja dniem i nocą płakałbym nad głową mego ludu, tak żałośnie zabitą.
Przekład W. I. Matuzowej
Tekst odtworzony według wydania: Петр из Дусбурга. Хроника земли Прусской. М.: Ладомир. 1997
© tekst – W. I. Matuzowa 1997
© wersja sieciowa – Thietmar. 2003
© OCR – Halgar Fenrirsson. 2003
© Ladomir. 1997
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

