W naszym mieście obowiązuje pewna ciekawa reguła. Jeśli jesteś w przyzwoitym towarzystwie ludzi aspirujących do miana inteligencji i rozmowa schodzi na architekturę, w żadnym wypadku nie wolno chwalić Rybnej Wioski. To absolutne tabu. Bić naruszyciela oczywiście nikt nie będzie, ale przyklei mu się etykietkę człowieka, który nie zna się na pięknie. Wyrazić się pozytywnie o Rybnej Wiosce w rozmowie z miejscowym artystą, architektem, dziennikarzem, kulturoznawcą itd. — to tak, jakby wyznać wielbicielowi Händla, że tak naprawdę bardzo podobają ci się piosenki Arkadija Ukupnika i zespołu „Na-Na”.
Z drugiej strony, jeśli mimochodem zauważyć, że ten kicz nie ma nic wspólnego z architekturą wschodniopruską, jeśli z pobłażaniem pośmiać się z niedorzecznej latarni morskiej i nazwać kwartał tanią dekoracją, można sprawić wrażenie człowieka mądrego, subtelnie czującego, głębokiego, o rozległej wiedzy w różnych dziedzinach.
Słowem, gdyby istniała nagroda za najbardziej nieudany projekt architektoniczny postradzieckiego Kaliningradu, miejscowa śmietanka towarzyska z pewnością zagłosowałaby na Rybną Wioskę.
Zarazem jest ona, jak się wydaje, jedynym kandydatem do nagrody publiczności, ponieważ jej popularność wśród szerokich mas ludności po prostu przekracza wszelką skalę. Codziennie przychodzą tam tysiące kaliningradczyków i gości miasta. Spacerują, fotografują, kupują pamiątki, siedzą w restauracjach. Przez minione dziesięć lat Rybna Wioska stała się jednym z symboli miasta, jego wizytówką. W gruncie rzeczy to jedyny obiekt zbudowany po wojnie, który może rywalizować pod względem popularności z katedrą, basztą Dohna, Bramą Królewską i innymi zachowanymi niemieckimi zabytkami architektury.
Można do woli okazywać pogardę Rybnej Wiosce, ale gdzie uciec od faktu, że jej wizerunek jest chyba najpopularniejszy w internecie w temacie „Kaliningrad”? Ludzie specjalnie planują przyjazd tutaj, żeby zobaczyć Rybną Wioskę. I dotyczy to nie tylko publiczności dalekiej od sztuki. W zeszłym roku, będąc służbowo w Moskwie, poznałem tam jedną z czołowych dziennikarek z Sankt Petersburga, specjalizującą się w tekstach o kulturze. Kiedy dowiedziała się, że jestem z Kaliningradu, wyznała, że od dawna marzy o odwiedzeniu naszego miasta, by zobaczyć coś z niemieckiego dziedzictwa architektonicznego. „Na przykład to” — powiedziała i pokazała mi na swoim smartfonie zdjęcie Rybnej Wioski.
Wśród architektów spoza regionu też często można spotkać wielbicieli tego kompleksu.
Na przykład wiceprezes Związku Architektów Rosji Maksim Pietrow, odwiedziwszy kilka lat temu Rybną Wioskę, powiedział, że choć generalnie podchodzi sceptycznie do nowoczesnych imitacji, akurat ta bardzo mu się podoba.
Dlatego radziłby kaliningradczykom zabudowywać miasto właśnie w takim duchu. Jednak kaliningradzka elita (w sensie ludzi, którzy podejmują tu decyzje) nie posłuchała jego rady. Rybna Wioska będzie się rozrastać. Ale nowe budynki mają powstawać w zupełnie innym stylu.
Latem ubiegłego roku ogłoszono wyniki zorganizowanego przez miejscowy oddział Związku Architektów konkursu na projekt Rybnej Wioski-2, w którym zwyciężył białoruski specjalista Siergiej Furduj, proponujący „pociąć na plasterki” spichlerze, przypominające kształtem niemieckie portowe domy-magazyny, z fasadami w gruncie rzeczy nowoczesnymi. Z jednej strony nowa Rybna Wioska odsyła nas do Królewca, do Hanzy, a z drugiej — odżegnuje się od tego wszystkiego. „Mamy dwudziesty pierwszy wiek — jakby mówi nam Furduj. — I nie ma w nim miejsca na staroświeckie precelki i zawijaski”.
Projekt Siergieja Furduja. Rybna Wioska-2. Widok od strony Pregoły.


Nie znalazło się na nie miejsce także w projekcie „Kompleksu wielofunkcyjnego” , który obecnie intensywnie powstaje nad brzegiem Pregoły, obok kompleksu sportowego „Junost”.
Grunt pod zabudowę spółce Lastadie sp. z o.o. przydzielono już kilka lat temu, projekt był wielokrotnie zmieniany. Ale teraz podobno wypracowano ostateczny wariant. Jeśli się przyjrzeć, można dostrzec pewne podobieństwo między nim a projektem Rybnej Wioski-2. Według architekta Witalija Rusakowicza przy projektowaniu obiektu postawiono sobie za zadanie zachowanie historycznej ciągłości zabudowy tego terenu.
Dlatego segmenty kompleksu z daleka przypominają spichlerze, które stały w tej dzielnicy Królewca. Fasady mają przy tym nowoczesne.
Jak udało się ustalić, w kompleksie będzie hotel na mniej więcej 150 pokoi, restauracje, sklepy, a nawet coś w rodzaju prywatnej galerii.
Początkowo zakładano budowę obok hotelu mostu przez Pregołę, ale obecnie, o ile wiadomo, ta kwestia nie jest już tak stawiana. W planach jest za to budowa niewielkiego dworca rzecznego. Ogólnie Rusakowicz ma nadzieję, że nowy kompleks stworzy przestrzeń publiczną podobną do tej, która istnieje obecnie w Rybnej Wiosce. Wychodzi więc na to, że ten nowy kompleks aspiruje do tego, by stać się swego rodzaju Rybną Wioską-3.
Kompleks wielofunkcyjny nad brzegiem Pregoły obok kompleksu sportowego „Junost”.


…Trzeba powiedzieć, że ani białoruski architekt Furduj, ani jego kaliningradzki kolega nie wynaleźli nowego stylu. Taki zabieg jest często stosowany w Europie, na przykład w sąsiednim Gdańsku.
Ale tam tego rodzaju budynki często sąsiadują z odbudowanymi jeden do jednego i dlatego jakby rozpuszczają się w starym mieście. U nas natomiast planuje się zbudować wolnostojące kwartały, które przez wielu, obawiam się, będą postrzegane po prostu jako kompleksy nowoczesnych budynków, i dlatego mam poważne wątpliwości, czy zdołają zdobyć taką miłość ludzi, jaką zdobyła istniejąca dziś Rybna Wioska.
Być może zasłużą na pochwały ze strony specjalistów (i najprawdopodobniej — słusznie), ale centrum przyciągającym turystów, jak się wydaje, nie zostaną.
Przecież ludzie nie jadą do Kaliningradu oglądać nowoczesnej architektury. Przyjeżdżają tu po Królewiec. A Rybna Wioska stwarza iluzję, że on tu jednak jest. Tak, zgadzam się, to wymyślony, jarmarczny Królewiec. Ale chyba lepszy taki niż żaden.
Co do kaliningradczyków, oni również odczuwają potrzebę architektury pseudohistorycznej.
Choć może się to wydawać dziwne, wielu z nich albo nigdy nie było za granicą, albo było tam zaledwie kilka razy. Dla jednych takie wyjazdy to zbyt droga przyjemność, inni wciąż nie mogą się zebrać, by wyrobić paszport zagraniczny, jeszcze innych nie puszczają sprawy domowe. Myślę, że nie warto przywiązywać dużej wagi do oficjalnych statystyk przekraczania granic obwodu, gdzie liczby robią wrażenie — idą w miliony. W rzeczywistości jednak jeżdżą, z grubsza rzecz biorąc, ciągle ci sami ludzie. Większość natomiast cieszy się z możliwości przyjścia w weekend do Rybnej Wioski i znalezienia się na jakiś czas w Europie — takiej, jaką ją sobie wyobrażają.
…Odnosi się wrażenie, że dziesięć lat temu w Kaliningradzie intuicyjnie wyczuto właściwą drogę architektoniczną i należało nią iść, poprawiając po drodze najbardziej oczywiste błędy, to znaczy czyniąc repliki starych budynków bardziej staranne i bardziej wiarygodne.
Jednak na pewnym etapie postanowiliśmy skręcić na inną drogę, wystawiając to, co zrobiono wcześniej, na pośmiewisko. I to na pośmiewisko dość okrutne, złośliwe. I w większości niezasłużone. W mieście i obwodzie przez ostatnie dwadzieścia parę lat pojawiło się mnóstwo architektonicznych nieporozumień, ale na żadne z nich — ani na „Wiktorię” przy Dworcu Południowym, ani na „Clover Center”, ani na hotel „Ibis”, ani na centrum handlowe „Plaza” — nie wylano tyle żółci i jadu, co na Rybną Wioskę.
Można powiedzieć, że miejscowa inteligencja (głównie twórcza) odniosła nad nią zwycięstwo. Oby tylko nie okazało się ono pyrrusowe…
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

