Zacznę od wzmianki o pewnej teorii, która nie weszła do poprzedniego tekstu. Według niej omawiane rzeźby kamienne zostały stworzone dopiero w czasach zakonnych przez kolonistów, którzy w ten sposób przedstawiali Prusów. Ci ostatni byli postrzegani jako bliscy „inni” – wojowniczy, uzbrojeni, brodaci ludzie z rytonami (rogami do libacji) i innymi osobliwymi przedmiotami. Pisał o tym już kiedyś polski badacz pruskich posągów Jerzy Łapo. Ku wielkiemu żalowi zwolenników tej teorii raczej nie odpowiada ona rzeczywistości, ponieważ plastyka i treść znaczeniowa najbardziej autentycznych wizerunków nie znajdują bezpośrednich analogii w sztuce ludowej Europy Północnej drugiej połowy XIII–XIV w. (z wyjątkiem może wcześniejszych zachodniosłowiańskich „idoli”). Takie posągi nie są też znane ani z terytoriów innych Bałtów zachodnich (Kurów, Skalowów), podbitych przez zakony niemieckie, ani z terytorium Inflant, gdzie kamienia na takie rzeźby jest znacznie więcej.
Przy tym na przykładzie legend ludowych i innych wzmianek pisanych, utrwalonych głównie w XIX w., można się przekonać, że postrzeganie pruskich rzeźb kamiennych przez kolonistów nie było po prostu dziwne czy zniekształcone, lecz całkiem odpowiadało realiom codzienności otaczającej naocznych świadków.
Głównym i najbardziej oczywistym dla świadomości prostego człowieka późnego średniowiecza i czasów nowożytnych, oglądającego pruskie „baby”, stał się obraz „skamieniałego człowieka”. Zwykle postać legendy zamienia się w kamień za jakieś grzechy lub przewinienia. Szereg przytoczonych dalej tekstów legend i podań o „babach” opublikowano w nowym wydaniu „Podania, mity i legendy dawnych Prus”*.
Najpierw opowiem legendę o jednym z najbardziej wyrazistych posągów Prusów, z Mózgowa-Łaseczna (powiat iławski, Polska). Ma on 1,43 m wysokości. Przedstawia mężczyznę w „kapocie” przepasanej pasem z mieczem, z niewielką bródką, trzymającego w prawej ręce róg do picia, a w lewej – dziwny przedmiot, przypominający zarazem rękojeść jakiegoś „sztyletu”, a nieco – „krywulę”, symbol władzy pruskich kapłanów, który później przeszedł na wiejskich sołtysów Prus Wschodnich. Dziś posąg stoi pod murami Muzeum Archeologicznego w Gdańsku.

Kamienna „baba” z Mózgowa-Łaseczna.
Fot. z archiwum Herberta Jankuhna, Szlezwik.
„Bluźnierca” z Mózgowa
„Niegdyś na granicy wsi Mózgowo i Łaseczno stała kamienna figura, której wysokość i wyraziste ludzkie kształty od dawna budziły zainteresowanie miejscowych mieszkańców. Nazwali tę figurę „Bluźniercą”, ponieważ, jak wszędzie mówiono, żył niegdyś w Mózgowie bogacz, właściciel trzech folwarków [majątków, – przyp. aut.]. Bardzo go irytowały deszcze, padające bez przerwy w czasie żniw, które przeszkadzały mu zbierać zboże z pól i tym samym zmniejszały jego zysk. Przeklinał Boga, który jego zdaniem był winien temu wszystkiemu. Pewnego razu ten bezbożnik chwycił nabity rewolwer [przedmiot w lewej ręce rzeźby?, – przyp. aut.], wybiegł na pole i trzykrotnie wystrzelił z pistoletu w zasnute chmurami deszczowe niebo – jakby chciał trafić kulami Wszechmogącego. W tej samej chwili nad wsią rozpętała się straszliwa burza. Z ciemnych chmur raz po raz biły pioruny, nieustannie rozlegały się straszne grzmoty, a ulewny deszcz przemoczył całe zboże związane w snopy i ułożone na polu. Gdy wreszcie burza ucichła i niebo się uspokoiło, bogacz wciąż stał na polu. Stał tam w tej samej pozie, w jakiej strzelał, z rewolwerem w ręku, ale skamieniał i tylko mrugał szklanymi oczami płonącymi wściekłością. W miejscu, w które trafiły wystrzelone z pistoletu kule, widniały czarne plamy. Mieszkańcy wsi napisali list do cesarza z uniżonym zapytaniem, co mogą zrobić ze stojącym na polu skamieniałym człowiekiem. Cesarz odpowiedział, że należy go pochować. Okazało się jednak, że to niemożliwe. Na próżno próbowano przesunąć kamienną figurę za pomocą sześciu zaprzężonych koni. Nie udało się go nawet ruszyć z miejsca, tak głęboko wszedł w ziemię. Doniesiono o tym cesarzowi z prośbą o ogrodzenie figury żelazną kratą, żeby skamieniała postać wyglądała jak zwyczajny pomnik.
Jeśli ten człowiek bluźnił, to nie powinien zostać pochowany; jeśli taki był kres jego życia, niech więc stoi w szczerym polu, żeby wszyscy mogli go widzieć.
Ludzie przybywali z całej okolicy, żeby zobaczyć skamieniałego człowieka, bo przez wiele lat stał tam ku przestrodze potomnych. Pewnego razu chciano użyć posągu do budowy ściany stajni i z wielkim trudem przywleczono go na podwórze dużego majątku. Jednak następnego dnia figury tam nie było – znów wróciła na pole. Jeszcze wiele razy próbowano przenieść kamiennego człowieka, ale za każdym razem wracał na swoje miejsce. Wtedy postanowiono zostawić go w spokoju”.
W legendzie o „babie” z Mózgowa łączy się kilka archaicznych motywów:
1. Ściganie przez gromowładcę Perkunasa jakiegoś wroga (zwykle chtonicznego, a tu – przeciwnika Boga);
2. Zamiana „niewiernego” w kamień (przypomnijmy starotestamentową historię żony Lota, która zamieniła się w słup soli).
Ciekawe jest też położenie kamienia w opisie legendy – na polu, czyli być może na granicy gruntów, co może wskazywać na pierwotne miejsce posągu lub na jego późniejsze użycie jako kamienia granicznego.
„Skamieniałe dziewczęta”
Przy tym w legendach o pruskich „babach” kamienieją przeważnie nie mężczyźni, lecz dziewczęta, co zapewne wiąże się z hierarchicznie niższą pozycją kobiety w patriarchalnym społeczeństwie chrześcijańskim. Tak w pierwszej publikacji wspomniana była tak zwana „Wstrętna dziewucha ze Skirwitten” – jedyna pewna kamienna „baba” znaleziona na terytorium dzisiejszego obwodu kaliningradzkiego. Do 1891 roku stała na polu na granicy wsi Husehnen-Rossiten-Wackern (mniej więcej między osadami Pogranicznoje i Dołgorukowo w rejonie bagrationowskim). Według legendy ludowej „w ten kamień zamieniła się dziewczyna przeklęta przez matkę za lenistwo”, a być może i za inne przewinienia.

„Wstrętna dziewucha ze Skirwitten” na polu między trzema wsiami, przed wywiezieniem do muzeum Prussia.
Fot. Adalbert Bezzenberger, 1891.
Motyw córki, która z powodu matczynej klątwy zamieniła się w kamień, jest dość popularny w Prusach Wschodnich. Oto jeszcze kilka przykładów. R. Reusch w jednej z legend wspomina o pewnym kamieniu z Woidehnen (obecnie osada Listowoje w rejonie zielenogradskim) w Sambii, przypominającym kształtem pochyloną kobietę. Z jednej strony trzymała pęk kluczy, a na brzuchu – wiązkę lnu. A oto co mówi o kamieniu legenda: „Kiedy wszyscy chłopi poszli w niedzielę do kościoła, jedna kobieta wyszła pracować w polu, zawiesiwszy u pasa pęk kluczy i owinąwszy pęczek lnu wokół bioder. I tak, pochylona, pracowała przy drodze. Przechodzący obok wieśniacy przeklęli kobietę takimi słowami: «Obyś taka skurczona skamieniała!». I klątwa się spełniła”. Ciężar klątwy potwierdza ludowa (?) nazwa posągu „Niedzielna bezwstydnica” (od niem. Sonntagsschänderin). Po raz ostatni kamień wspomina K. Becker w swojej książce z 1893 r., jego dalsze losy są nieznane.
Podobne historie istnieją też o innych niezachowanych pruskich rzeźbach kamiennych. Tak pojawienie się „baby” z Lubawy (powiat iławski, Polska) wiąże się z legendą, według której „matka przeklęła swoją córkę za to, że ta długo nie wracała z miasta. Ludzie mówią, że widzieli, jak z oczu kamienia płynęły łzy”. Historia z klątwą matki łączy także dwa inne antropomorficzne posągi z terytorium „polskich” Prus. Jeden kamień z Targowa (województwo warmińsko-mazurskie, Polska) znany był jako „Zła dziewucha”.
Uważa się, że matka przeklęła swoją córkę za to, że ta w niedzielę, zamiast pójść do kościoła, poszła do lasu na jagody…
Wolfgang La Baume łączy ten kamień z pobliskim posągiem z Rańska (województwo warmińsko-mazurskie, Polska), który miejscowi nazywali po prostu „Kamienną panią” i który miał podobne losy. „Skamieniałe dziewczęta”, przeklęte przez matki za lenistwo, odstępstwo od Boga lub niecnotę, wspominane są także koło Śliwy (województwo warmińsko-mazurskie, Polska) i Sudwy (województwo warmińsko-mazurskie, Polska). Tę ostatnią miejscowi nazwali „Skamieniałą nosiwodą”. „Ponieważ nieszczęsna, którą matka posłała do miejskiej studni po wodę, wracając nie wytrzymała i poszła na tańce. Matka czekała i czekała na swoją młodą córkę i, nie doczekawszy się, rzekła w gniewie: «Niech się stanie kamieniem!»”.
I oczywiście najsłynniejszy pruski posąg zaliczany do motywu „skamieniałej dziewczyny”, który wieść gminna wiąże z nikim innym, jak z pruską mityczną księżniczką Guste Balde (Guste Balde/Gustabalda), za sprawą Friedricha von Anhalta uznaną w 1769 r. za córkę pruskiego króla Widewuta. Od 1715 r. rzeźba ta znajdowała się w jednym z kościołów Bartenstein (obecnie Bartoszyce, Polska), razem z Bartelem, o którym mowa niżej, „zaliczona” w poczet świętych. A oto co opowiada o niej miejscowa legenda:
„Jest w Bartenstein duży człekokształtny kamień, który stał dawniej w kościele św. Jana, potem na rynku miejskim, a potem przeniesiono go do ogrodu szkolnego. Mówią, że zamieniła się w niego dziewczyna imieniem Guste Balde. Raz, w drodze na mszę, ciągle skarżyła się matce na swoją suknię, która nie była tak strojna jak u innych. Rozgniewała się na nią za to matka i rzekła w gniewie: «Obyś się stała kamieniem, bezwstydnico!». I natychmiast ta klątwa się spełniła”.
Jak zauważył polski badacz mitologicznych kamieni Prusów Seweryn Szczepański: „Klątwa rodzicielska w społeczeństwie tradycyjnym musiała mieć szczególną moc magiczną”. Właśnie dlatego fenomen kamiennych „bab” Prusów tak często znajduje takie etiologiczne wyjaśnienie w świadomości ludowej epoki przedprzemysłowej.

Skamieniała „księżniczka” Guste Balde, Bartenstein (Bartoszyce).
Fotografie z lat 20. XX w. i z 2006 r.
„Zaczarowany żołnierz”
Niekiedy z obrazem skamieniałego człowieka wiązano kamienie niezupełnie antropomorficzne. Na przykład duży prostokątny głaz granitowy ze Śliwy (województwo warmińsko-mazurskie, Polska), który jednym przypominał martwego człowieka, innym – trumnę, a jeszcze innym – „kamienną matuchnę” albo nawet „skamieniałą dziewczynę”. Najbardziej jednak zasłynął jako „Zaczarowany żołnierz”. Oto co opowiada o nim legenda:
„Na granicy wsi Śliwa i Boreczno (Schliewe, Schnellwalde) kilka lat temu stał ogromny kamień. Był tak wielki, że nawet rosły mężczyzna nie był w połowie tak duży jak on. Był to zaczarowany i zamknięty w kamieniu żołnierz. W górnej części kamienia wyraźnie widać było zarys jego twarzy. Któż może wiedzieć, kto zamienił go w kamień? W dawnych czasach takie rzeczy zdarzały się częściej. Żołnierz miał na głowie hełm, a w dłoniach trzymał talię kart. Wielu ludziom zdarzyło się widzieć, jak żołnierz wyłaniał się z kamienia i krążył wokół niego. A jeśli chciano mu się przyjrzeć z bliska, żołnierz znikał, a ciekawscy mogli tylko zobaczyć na kamieniu jego twarz. I nic więcej. W końcu postanowiono zniszczyć ten kamień. Z wielkim zapałem pracowali robotnicy, by go rozbić. Nie mogli go jednak pokonać. Bezskutecznie próbowano siedem razy. W końcu przyszła pewna kobieta, wzięła się do pracy i od razu, za pierwszym razem, udało się jej go rozbić. Potem kawałki kamienia wmurowano w ścianę jednego z domów w Śliwie”.
O wmurowanych w ściany kościołów bałtyjskich i słowiańskich „idolach” była mowa w pierwszym artykule, a teraz przyjrzymy się innym funkcjom i obrazom przypisywanym pruskim kamiennym „babom” przez świadomość ludową.
„Bartel”
Jedną z najsłynniejszych pruskich rzeźb jest tak zwany „Bartel”, przedstawiający brodatego mężczyznę w spiczastym hełmie, trzymającego ryton w prawej ręce przy piersi. „Bartel” jako pierwsza z kamiennych „bab” Prusów wzmiankowany jest w źródłach pisanych (w 1706 r.). Początkowo stał przy Starej Bramie Królewskiej w Bartenstein (obecnie Bartoszyce, Polska) i służył do uwiązywania koni, a także uchodził za swego rodzaju fetysz przynoszący szczęście. W 1769 r. z inicjatywy wspomnianego już tutaj Friedricha von Anhalta rzeźbę przeniesiono na plac przy ratuszu, a także „ozdobiono” złoconym nakryciem głowy podobnym do mitry biskupiej i opatrzono napisami w języku starogreckim i hebrajskim, głoszącymi, że jest to posąg patrona Bartenstein – św. Bartłomieja. W 1818 r. posąg przeniesiono na plac przy szkole, potem trafił na cmentarz żydowski, a następnie – w 1902 r. – „Bartla” wraz z wspomnianą wyżej „Guste Balde” wywieziono poza miasto i ustawiono na skrzyżowaniu dwóch dróg, gdzie stoją do dziś. A oto co mówi o nim legenda:
„Koło miasta Bartenstein, na pewnym wzgórzu nad brzegiem Łyny, wśród ruin zamku znajduje się duży kamień, kształtem podobny do człowieka. Mówią, że to sam władca tego kraju – Barto – pewnego razu o zachodzie słońca, gdy nadeszli wrogowie, a jego zamek runął do rzeki, zamienił się w kamień. I po dziś dzień ludzie nazywają ten kamień «Bartel». Opowiadają też o skarbach ukrytych w tej górze i o tajnym przejściu, które prowadzi tam z pobliskiego kościoła”.
Tutaj mamy do czynienia już nie z „winną” córką czy „grzesznikiem”, lecz z pewnym bohaterem – mitologicznym panem Barcji, Barto-Bartlem, który zamienił się w kamień.

„Bartel” na rysunku z XIX w. i na fotografii Carla Engela z lat 30. XX w.
Potrimpus, mnich i Francuz
Istnieją też inne przykłady pełnego szacunku stosunku do pruskich rzeźb. Tak zaginioną dziś „babę” z Christburga (obecnie Dzierzgoń, Polska) miejscowi nazywali „Potrimpusem” – imieniem pruskiego boga młodości, urodzaju, rzek i źródeł. Niektóre inne zaś – „mnichami”, jak na przykład antropomorficzną rzeźbę z Susza-Nipkowa w Pomezanii (województwo warmińsko-mazurskie, Polska), przedstawiającą brodatego wojownika z dużą okrągłą głową, rytonem w prawej ręce i przepasanego mieczem, znaną wśród ludu jako Mönch (mnich). Zdaniem Seweryna Szczepańskiego sam kształt rzeźby, przypominający mnicha w habicie, i być może ręce posągu złożone na piersi mogły ukierunkować postrzeganie ludowe.

„Mnich” z Susza-Nipkowa.
Fot. autor, 2007.
Ciekawe, że w okolicach Susza (powiat iławski, Polska) znana była inna pruska „baba”, zwana „Mniszką”, najwidoczniej jako dopełnienie „Mnicha” z Susza-Nipkowa. Losy tej rzeźby są nieznane. W jednym ze źródeł niewielka pruska rzeźba z mieczem i rytonem z Gałdowa-Jędrychowa (powiat iławski, Polska) również nazywana jest „mnichem”. W tym przypadku nie obserwuje się negatywnego kontekstu w postrzeganiu przez miejscową ludność zabytków należących do innej kultury, lecz raczej pełen szacunku stosunek do nich. Oba „mnichy” stoją dziś przy Muzeum Archeologicznym w Gdańsku, razem z „bluźniercą” z Mózgowa.

„Mnich” z Gałdowa-Jędrychowa.
Fot. autor, 2007.
Istnieje także jeszcze jedna warstwa legend o pruskich kamiennych „babach”, związana z konkretnymi wydarzeniami historycznymi czasów nowożytnych. Na przykład o losach rzeźby z Jelitek na Mazurach, którą odkopano w latach 40. XIX w. i w 1877 przekazano do muzeum Prussia w Królewcu (obecnie znajduje się na ekspozycji Kaliningradzkiego Muzeum Historyczno-Artystycznego), mówi się tak:
„W 1656 r. ze strachu przed najazdem Tatarów jeden z mieszkańców wsi ukrył posąg razem z pieniędzmi. Przez wiele lat przekazuje się tę historię z ust do ust, ale skarbu nikt nie znalazł”.

Posąg z Jelitek w muzeum Prussia.
Fot. Adalbert Bezzenberger, 1891.
Inną kamienną rzeźbę z Wejsun na Mazurach, tym razem wątpliwego pochodzenia, nazwano „Francuzem”, ponieważ uważa się, że ten posąg o wysokości 1,4 m i szerokości 0,3 m wyciosał jeden z miejscowych mieszkańców na pamiątkę pobytu tu wojsk Napoleona. Być może tak jest, o czym można wnosić z kształtu nakrycia głowy rzeźby, a być może do wykonania nowego „pomnika” wykorzystano bardziej archaiczną „babę”, jak to już bywało w historii.

„Francuz” z Wejsun.
Fot. R. Dethlefsen, Archiwum Konserwatora Zabytków Prus Wschodnich (Olsztyn).
Tak oto legendy i zwykłe ustne podania odchodzącej epoki przekazują zupełnie nowe znaczenia w postrzeganiu niegdyś pruskiej rzeczywistości w krajobrazie. Rzeźby domniemanych bogów, przodków, wodzów czy bohaterów stają się w świadomości ludowej w najlepszym razie „potrimpusami” lub „mnichami” albo zostają na nowo zmitologizowane, jak „Bartel” i „Guste Balde”, przede wszystkim jednak projektują lęk przed niezrozumiałym w postaci wyobrażeń o ludziach zamienionych w kamień za grzechy lub nieprzestrzeganie powszechnie przyjętych dogmatów. Czas, jak zepsuty telefon, przynosi nam strzępy słów i głosów, których często nie sposób ani naprawdę dosłyszeć, ani powiązać w odrębne teksty kultury. Dlatego fenomen pruskich kamiennych „bab” także dla nas pozostaje dziś zagadką.
_______________
* Wydanie „Podania, mity i legendy dawnych Prus” zostało przygotowane z udziałem autora wraz z kolegami z Kaliningradu, Polski i Litwy w ramach projektu „Skrzyżowania 2.0”. Obejmuje ono głównie przekłady legend ze znanych zbiorów R. Reuscha, W. Tettaua i J. Temmego, E. Pohla, a także z mniej znanych wydań, jak „Sagi i podania powiatu Rosenberg” G. Templina czy „Podania ludowe Prus Wschodnich” E. Lemke, wydanych w drugiej połowie XX w.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

