Uruchamiał się, gdy zbliżający się skazaniec naciskał sprężynę w podłodze. Wtedy Dziewica podnosiła się, rozkładała „ręce” i mocno obejmowała skazanego na śmierć, wbijając jednocześnie w swoją ofiarę mnóstwo wystających z niej ostrych kolców. Skazany umierał w straszliwych męczarniach. O nieszczęśnikach, którzy znaleźli śmierć w jej objęciach, mówiono: „pocałowała go Żelazna Dziewica”. Podobne mechanizmy istniały też w epoce inkwizycji1. Nocą ludzie często słyszeli głuchy łoskot, podobny do stukotu kół młyńskich, i każdy starał się omijać tę część zamku szerokim łukiem.
Komendantem twierdzy Breslau był w tym czasie Werner von Bruneck, a miał on córkę Marię, dziewczynę mądrą, wykształconą, a co najważniejsze – bardzo piękną. Pewnego razu w sprawach zakonu krzyżackiego przybył na zamek rycerz imieniem Hermann von Salza2. Całkiem niedawno rozwiązano zakon templariuszy i z majątkiem templariuszy należało postąpić jak należy... Właśnie tymi sprawami polecono zająć się młodemu Hermannowi. I wtedy ujrzał Marię i nie pozostał obojętny na jej wdzięki...

Dzień dobry, jestem waszą dziewicą!
Bardzo mu się spodobała, a jej szlachetny wojownik spodobał się jeszcze bardziej. Młodzieniec nie chciał jednak zawracać pięknej dziewczynie w głowie pustymi obietnicami, bo ożenić się z nią nie mógł – wstępując do zakonu, złożył śluby czystości. Dlatego dzielny Hermann zaczął rozmyślać o tym, jak by tu jak najprędzej opuścić Breslau.
Wieczorem w przeddzień wyjazdu napisał list do rycerza von Brunecka i jeszcze jeden – do jego córki, a potem wyszedł się przejść. W drodze powrotnej młodzieniec zabłądził jednak w przejściach rozległego zamku, którego nie znał zbyt dobrze, i zamiast do swojej komnaty trafił do jakiegoś korytarza, na którego końcu migotało światło. Rycerz ruszył ku niemu i znalazł się w niewielkiej sali. Podłoga była tu kamienna, po lewej i prawej widniały drzwi. U sufitu wisiała lampa, z której sączyło się mdłe światło. Wokół panowała grobowa cisza.
W tej sali młodzieniec nigdy wcześniej nie był i już miał zawrócić, gdy zamkowy dzwon wybił północ. Nagle wokół zaczął się jakiś ruch: ściany zadrżały, drzwi ze skrzypieniem otwierały się i znów zamykały, podłoga zaczęła drobno się trząść, a gdzieś pod nią rozległ się zgrzyt kół zębatych gigantycznego mechanizmu. Hermannowi zrobiło się nieswojo, ale u boku wisiał mu miecz, z którym nie musiał się niczego ani nikogo obawiać. Przez salę przemknął podmuch wiatru. Lampa niemal zgasła, lecz nagle rozgorzała z nową siłą. Niespodziewanie rozległy się żałosne krzyki. Głosy należały do kobiety i mężczyzny.
Zbliżały się, aż do sali wbiegła dziewczyna z rozwianymi włosami i w zakrwawionym odzieniu, a za nią – mężczyzna w żelaznej zbroi. Zbroja była zgnieciona, a przez nią sączyła się krew. Oboje przebiegli przez salę i zniknęli w drzwiach, które otworzyły się przed nimi na oścież.
Ledwie zjawy zniknęły, znów rozległ się zgrzyt kół i dały się słyszeć żałosne jęki, które po kilku sekundach ucichły. Ale ledwie zamilkł ostatni dźwięk, obie postacie pojawiły się w pierwszych drzwiach i wydawało się, że scena powtarza się od nowa.
Wtedy Hermann dobył miecza i skierował go na zjawy, wołając: „Kim jesteście?” Te zastygły w miejscu, nie odrywając wzroku od krzyża na jego płaszczu, i milczały. Hermann powtórzył pytanie, a zamiast odpowiedzi mężczyzna skinął mu głową, wzywając, by poszedł za nimi. Rycerz zawahał się, a trupio blada twarz mężczyzny przybrała błagalny wyraz. Wtedy młodzieniec szczelniej otulił się płaszczem i ruszył za upiorną parą.

Żelazna Dziewica zamknięta (z lewej) i otwarta.
Nagle Hermann znalazł się na skraju oświetlonej czeluści, w której głębi ujrzał gigantyczne zarysy siedzącej Żelaznej Dziewicy. Z dziką rozpaczą męska zjawa zepchnęła do tej jamy swoją towarzyszkę i sama runęła tam w ślad za nią, po czym znów rozległ się straszliwy zgrzyt kół, krzyki, jęki i przedśmiertne rzężenie.
Ogarnięty nieopisanym przerażeniem, Hermann cofnął się do sali i zobaczył, że oboje nieszczęśnicy znów tam stoją. Zdawało się, że czekają od niego na swój wyrok.
Młodzieniec starał się nie tracić przytomności umysłu i zapytał, czy może coś dla nich zrobić. Wtedy mężczyzna wskazał ręką napis nad drzwiami prowadzącymi do diabelskiej machiny. Hermann przeczytał: „Wyrzeczenie prowadzi do zbawienia”. Rycerz natychmiast pojął głęboki sens tych słów i zrozumiał ich wielkość. A potem rzekł stanowczym głosem: „Wyrzekam się!” Wtedy twarz mężczyzny rozjaśnił uśmiech i podał mu zwój pergaminu, który wyciągnął spod zakrwawionej zbroi. A gdy ręka umarłego dotknęła żywego, rozległ się silny huk, lampa zgasła, ściany się zachwiały… zdawało się, że wali się cała budowla, a rycerz stracił przytomność.
Gdy znów doszedł do siebie, zobaczył, że jest w swojej komnacie, drzwi są zamknięte od środka, a na dworze jest jasny dzień. Wszystko, co przydarzyło mu się poprzedniej nocy, mógłby wziąć za wyrazisty sen, gdyby nie leżący przed nim zwój pergaminu. Hermann w milczeniu wpatrywał się w niego, a gdy tak trwał w zadumie, do drzwi zapukał jego giermek z wiadomością, że tej nocy podczas silnej burzy zawaliło się boczne skrzydło zamku, w którego podziemiach znajdowała się Żelazna Dziewica.
Ta dziwna nowina skłoniła go do rozwinięcia zwoju. Tekst po łacinie, spisany ręką, która dawno już obróciła się w proch, opowiadał historię rycerza, który uwiódł zakonnicę, i zakonnicy, która z miłości do rycerza zapomniała o swoich ślubach. Oboje odstępcy zostali za karę skazani na śmierć w objęciach Żelaznej Dziewicy. Ale i po śmierci grzesznicy mieli raz po raz przeżywać swoją straszną śmierć, dopóki nie spotkają rycerza gotowego dobrowolnie wyrzec się swojej miłości i tym samym ocalić dwie błąkające się dusze.

Nawet żelazne alibi nic nie znaczyło wobec „argumentów” tej Dziewicy.
Hermann czytał: „Śmiertelniku, którego niebiosa wybrały na mego wybawcę, wiedz: istnieje inne dobro – niezmiernie wyższe niż miłość i posiadanie ukochanej kobiety. Biada mężczyznom, którzy poświęcają swój obowiązek i przeznaczenie, zamieniając je na niewierną kobiecą miłość..”
Dalej rycerz nie był w stanie czytać, wykrzyknąwszy: „Masz rację, nieszczęsny! Jest dla mężczyzny męstwo wyższe niż miłość do kobiety!”
Młody krzyżowiec pospiesznie opuścił Breslau, a gdy po roku znów do niego wrócił, zastał piękną Marię żoną innego. Rycerz Hermann von Salza dotrzymał swego ślubu wyrzeczenia i został jednym z najsłynniejszych wielkich mistrzów Zakonu Niemieckiego, którego imię niezmiennie budziło strach w jego wrogach.
A z dawnego cesarskiego zamku nie zostało dziś nic poza fragmentem starego muru.
PRZYPISY TŁUMACZKI
1. „...Jak wspominał naoczny świadek, po zdobyciu Toledo legendarny francuski generał Lasalle odwiedził tamtejszy pałac inkwizycji. Liczne narzędzia tortur poruszyły wyobraźnię doświadczonego żołnierza, który nieraz patrzył śmierci w oczy. A jedno z tych narzędzi było w swoim rodzaju szczytem sadystycznie wyrafinowanej fantazji katów. W podziemnej sali, we wnęce, stał posąg przedstawiający Najświętszą Marię Pannę. Na głowie miała pozłacany nimb, a w prawej ręce – sztandar. Z ramion spływały fałdy jedwabnej szaty, pod nimi jednak widoczny był kirys. Przy bliższych oględzinach można było dostrzec, że cała przednia część figury najeżona była kolcami. Jej ręce miały zawiasy, a ich ruch zapewniał specjalny mechanizm. Jednemu ze służących kazano pokazać „posąg” w działaniu. Dziewica powoli rozłożyła ramiona, jakby zamierzała czule przytulić kogoś do „piersi”. W tym momencie zamiast człowieka podsunięto jej wypchany do granic tornister grenadiera. Posąg mocno przycisnął go do siebie, a gdy na rozkaz generała służący rozwarł jej „ręce”, wszyscy zobaczyli, że kolce przebiły tornister na głębokość kilku cali, a ten tak już pozostał wiszący na jej „piersi”...”
2. Hermann von Salza (niem. Hermann von Salza, ok. 1179–1239) – wielki mistrz zakonu krzyżackiego (1209–1239).
ŹRÓDŁO
1. Иоганн Грессе «Книга сказок прусского государства» (Johann Graesse. Sagenbuch des Preussischen Staats).
2. Видар Цинерт «Пруссие народные сказки и легенды» (Widar Ziehnert. Preußens-Volkssagen, Mährchen und Legenden).
● Od redakcji: Przeczytaj na VisitPrussia.com wywiad z tłumaczką niemieckich, a w szczególności pruskich baśni, naszą stałą autorką Tatianą Koliwaj, prowadzącą własny blog, na którym opublikowano niezliczone mnóstwo innych przypowieści, legend i baśni w jej przekładach.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

