/ Kalinin-Twer-Kaliningrad

Prezydent bez władzy. Jaki ślad w historii zostawił Michaił Iwanowicz Kalinin

Prezydent bez władzy. Jaki ślad w historii zostawił Michaił Iwanowicz Kalinin

W magazynie Twerskiej Obwodowej Uniwersalnej Biblioteki Naukowej stoją dwie pojemne zabytkowe szafy na książki. Od blisko siedemdziesięciu lat tłoczy się w nich niemal półtora tysiąca książek — od solidnych tomów z tłoczeniami na okładkach po broszury wydrukowane na szarawym, dziś już pożółkłym papierze. To naukowa część prywatnej biblioteki człowieka, który stał na czele naszego kraju przez ponad ćwierć wieku. Nie, nie chodzi o Stalina, który rzeczywiście dzierżył pełnię władzy w państwie. Formalnym „prezydentem” najpierw RFSRR, a od 30 grudnia 1922 roku — Związku SRR był Michaił Iwanowicz Kalinin, na którego cześć w 1946 roku przemianowano przyznaną Związkowi Radzieckiemu na mocy wyników II wojny światowej część Prus Wschodnich. Los „cytadeli niemieckiego militaryzmu” podzieliła też jej stolica — słynne miasto-twierdza Królewiec.

Sądząc po doborze książek, towarzysz Kalinin był poważnym czytelnikiem. Sporą część zbioru stanowią prace z historii Rosji i Europy Zachodniej, dzieła klasyków światowej filozofii. Jest nawet przedrewolucyjne wydanie dialogów Platona, które na polecenie N.K. Krupskiej jako ideologicznie szkodliwe usunięto ze wszystkich bibliotek w kraju albo umieszczono w tak zwanych zbiorach specjalnych. Rzecz jasna, są też dzieła Marksa, Engelsa, Lenina, stenogramy zjazdów partyjnych. Prace naukowe takich luminarzy myśli jak fizjolodzy Miecznikow i Pawłow. A przecież właściciel biblioteki nie miał niemal żadnego wykształcenia. I skąd miałby je mieć chłopak z biednej rodziny (według niektórych danych jego ojcem był żołnierz nadterminowy, który wrócił ze służby i nigdy nie nabrał wprawy w pracy na roli).

„Wybitny działacz partii komunistycznej i państwa radzieckiego” (jak pisano w radzieckich encyklopediach) urodził się we wsi Wierchnia Troica, niedaleko Kaszyna, starego miasteczka guberni twerskiej, 7 (19) listopada 1875 roku. Michaił był pierworodnym synem Iwana Kałinycza Kalinina i jego żony Marii Wasiljewny i wcześnie musiał zostać pomocnikiem rodziców we wszystkich pracach gospodarskich. Czytać i pisać nauczył się w domu, a w wieku 11 lat zdołał dostać się do czteroklasowej ziemskiej szkoły początkowej. Ukończył ją w dwa lata z listem pochwalnym za zdolności i pilność. A wtedy nadarzyła się okazja, by uwolnić się od chłopskiej pracy, która jawnie chłopcu ciążyła. Okazja nosiła dziwne nazwisko Morduchaj-Bołtowscy. Była to rodzina szlachecka, wywodząca swój ród z jednej strony od tatarskich wodzów z czasów Złotej Ordy, z drugiej — od białoruskiej szlachty. Niedaleko Wierchniej Troicy mieli majątek Tietkowo, dokąd rodzina przenosiła się na lato, jak na daczę. Chłopiec poznał dzieci właściciela majątku. A potem do państwa przyszła matka Kalinina i ze łzami błagała: mąż pijak, bieda beznadziejna, pomóżcie. Tak Misza Kalinin został lokajem w zamożnej rodzinie cywilnego generała, znanego inżyniera kolejnictwa Dmitrija Piotrowicza Morduchaja-Bołtowskiego.


Rodzina Kalininów

Wiele lat później, opowiadając radzieckim uczniom o swoim smutnym dzieciństwie, Kalinin barwnie opisywał, jak generałowa, jego pani, karała go za stłuczony stos talerzy i za drobniejsze przewinienia.

Ale to było na pokaz. W rzeczywistości Kalinin, już na szczytach radzieckiej hierarchii, nieraz pomagał synom swojego dawnego pana — i pieniędzmi, i protekcją. Dlaczego? Ano dlatego, że młodego służącego obarczano obowiązkami w minimalnym stopniu. Dzieci generała chętnie się z nim bawiły, odnosiły się do niego ze szczerą życzliwością. A przede wszystkim nikt nie zabraniał mu korzystać z bogatej biblioteki, która stała się głównym źródłem wiedzy dla wiejskiego chłopaka, który trafił do stolicy. Nawiasem mówiąc, wszyscy trzej synowie generała-kolejarza nie wyemigrowali po rewolucji październikowej 1917 roku, zostali w ojczyźnie. Rówieśnik Kalinina Dmitrij Dmitrijewicz Morduchaj-Bołtowski został wybitnym matematykiem, profesorem Uniwersytetu Rostowskiego; przed wojną studiował u niego Aleksandr Sołżenicyn, a przyszły noblista uwiecznił jego charakterystyczne rysy w jednej z postaci powieści „W kręgu pierwszym”. A w dawnym majątku swoich dobroczyńców Michaił Iwanowicz polecił urządzić sanatorium dla partyjnych urzędników i sam wielokrotnie spędzał tam urlopy w latach 20. i 30.

W wieku 18 lat Kalinin został uczniem tokarza w petersburskiej państwowej fabryce wojskowej „Stary Arsenał”. Zaczął uczęszczać do szkoły dla robotników. Po dwóch latach przeszedł do Zakładów Putiłowskich. Tam wstąpił do podziemnego kółka socjalistycznego, którego założyciel, 26-letni prawnik ze szlachty, był już aresztowany. Z Uljanowem, przyszłym Leninem, Michaił poznał się osobiście znacznie później.

Fascynacja działalnością rewolucyjną wkrótce przyniosła swoje „owoce”: Kalinina aresztowano pod zarzutem pisania i kolportowania ulotek „buntowniczej treści”. Carskiej Ochranie nie udało się wprawdzie znaleźć dowodów antypaństwowej działalności młodego robotnika i po krótkim pobycie w więzieniu wydalono go z Petersburga.

Co ciekawe, nie na daleką Północ ani na jeszcze dalszy Wschód, lecz… do Tyflisu. Wkrótce jako jednego z organizatorów strajku Kalinina aresztowano i osadzono w słynnym zamku Metechi. Po czym wydalono go… do Rewla (dziś Tallinn). Podczas tych niby zesłań, niby delegacji do przyszłych stolic niepodległych państw Kalinin ani myślał się poprawiać: od razu znajdował towarzyszy (w Tyflisie był to młody gruziński rewolucjonista o pseudonimie Koba, przyszły Józef Stalin), prowadził agitacyjne rozmowy z robotnikami, układał ulotki. Kiedy zaczęły wychodzić gazety podziemne, zaczął publikować w nich swoje notatki. Zresztą sam autor notatek nigdy nie działał w podziemiu. Aresztowano go 14 razy.

Łącznie Kalinin spędził pod śledztwem dwa lata i osiem miesięcy. Ani razu jednak sprawa nie zakończyła się wyrokiem pozbawienia wolności. W czasach radzieckich historycy tłumaczyli tę osobliwość talentem konspiracyjnym Kalinina.

W czasach postradzieckich pojawiły się inne wersje: jakoby Michaił Iwanowicz po prostu współpracował ze śledczymi, pisał przyznanie się do winy i wychodził z opresji suchą nogą. Ustalenie prawdy po tylu latach jest raczej niemożliwe.

Radzieccy biografowie pisali o „wielkich rewolucjonistach” nie biografie, lecz żywoty świętych. Dlatego wiele z tego, co opisywano w historiach życia pisarzy, aktorów, malarzy, ukrywano przed publicznością, a często i przed biografami radzieckich wodzów — w szczególności życie prywatne. W dziesięcioleciach przed rewolucją rosyjska młodzież chłopska wcześnie zawierała małżeństwa, zapewniając ów wielki wybuch demograficzny, który, jak uważają współcześni uczeni, sprzyjał rewolucyjnej burzy nie mniej niż przyczyny polityczne i ekonomiczne. A tymczasem Kalinin długo pozostawał kawalerem. Twerscy dziennikarze, badający biografię swojego krajana, w publikacjach z czasów pierestrojki nieraz powielali niczym niepoparte plotki i „świadectwa”, że jako młody człowiek Kalinin przyjeżdżał w rodzinne strony, do Wierchniej Troicy, i starał się o rękę pewnej wiejskiej dziewczyny, ale został odrzucony z powodu niepozornego wyglądu, okularów na nosie i pobytów w areszcie. Tak czy inaczej, w trzydziestym roku życia Kalinin wreszcie zaznał szczęścia rodzinnego.

W przededniu pierwszej rewolucji rosyjskiej znów znalazł się w Petersburgu. Tam, w mieszkaniu bolszewiczki Tatiany Słowatinskiej, przyszłej babki znakomitego pisarza Jurija Trifonowa, poznał 22-letnią rewolucjonistkę, tkaczkę z Estonii Jekatierinę Lorberg. Jekatierina miała już nieślubne dziecko — syna Waleriana. Z nieprawego łoża.

Świadectwa ślubu Kalininów historycy dotąd nie odnaleźli. Biograf W.M. Mołotowa, poeta i publicysta Feliks Czujew, w książce „Sto rozmów z Mołotowem” wysunął wersję, że ślubowi przeszkodził fakt, iż narzeczona w rzeczywistości nie była Estonką i wyznawała judaizm.

To przypuszczenie należy jednak raczej do sfery fantazji, ponieważ zachowały się świadectwa, że ojciec Jekatieriny, prosty chłop-wyrobnik, był prawosławny. Tak czy owak, Michaił Iwanowicz z dumą przywiózł młodą żonę do Wierchniej Troicy — by pokazać ją krajankom, które odrzucały jego zaloty. Pojawiły się dzieci: córka Julia, syn Aleksandr, córka Lidia.

Gorącą jesienią 1905 roku — w czasie ogólnorosyjskiego strajku, zbrojnych wystąpień, obustronnego (rewolucyjnego i rządowego) terroru — Kalinin wreszcie poznał Lenina i wywarł na nim jak najlepsze wrażenie. Prawdziwy robotnik, prosto od obrabiarki, jakich tak bardzo brakowało w bolszewickiej frakcji rosyjskich socjaldemokratów, nazywających siebie „partią robotniczą”. Do tego potrafi przemawiać do audytorium, nie sięga po słowa do kieszeni, nieźle zna podstawowe tezy teorii marksistowskiej (dzieła Marksa w carskiej Rosji nie były zakazane), ma doświadczenie w działalności rewolucyjnej.

W dniach rewolucji lutowej (tego samego 1917 roku) Kalinin stanął na czele tłumu demonstrantów i poprowadził go pod petersburskie więzienie „Kriesty”.


Michaił Kalinin przemawia do żołnierzyMichaił Kalinin przemawia do czerwonoarmistów.

W wyniku wystąpienia mas ludowych, któremu przewodził, na wolność wypuszczono wszystkich więźniów. W tym dziesiątki recydywistów, którzy zagarnęli broń strażników więziennych. Piotrogród na tydzień pogrążył się w kryminalnym chaosie: rabunki, gwałty, kradzieże, zabójstwa zdarzały się codziennie w ogromnej liczbie.

We frakcji bolszewickiej Piotrogrodzkiej Rady Kalinin stał się jednym z najaktywniejszych funkcjonariuszy, choć nie od razu przyjął kurs na przejęcie władzy, zaproponowany w „tezach kwietniowych” przez Lenina, który powrócił z emigracji. W sierpniu 1917 roku wybrano go z listy bolszewików na członka Piotrogrodzkiej Dumy Miejskiej. A gdy po przewrocie październikowym dawną dumę rozwiązano, stanął na czele scentralizowanego komisariatu gospodarki komunalnej przy Piotrogrodzkiej Radzie. Wkrótce rząd bolszewicki przeniósł się do Moskwy. Kalinin został na gospodarstwie w dawnej stolicy cesarskiej. W mieście zaczął się głód, wielu mieszkańców wyjeżdżało na wieś, gdzie można było znaleźć pożywienie. Miejskie systemy podtrzymywania życia przestawały działać, pojawiła się groźba epidemii.

Kalinin i jego współpracownicy zorganizowali przesiedlenie robotników z przedmieść do zarekwirowanych mieszkań „burżuazji”, dając początek epoce słynnych „komunałek”. Przy tym Kalinin doskonale rozumiał, że bezlitosna walka z burżuazją, z tym, co dziś nazywa się małym i średnim biznesem, grozi ciężkimi skutkami dla gospodarki miasta i kraju w ogóle. Opublikował nawet artykuł, w którym wzywał nową władzę, by nie izolowała się od drobnej burżuazji, by jak najszybciej zawarła z nią pakt o współpracy i dała przedsiębiorcom możliwość pracy. Tym razem jednak nie znalazł zrozumienia u Lenina, rwącego się do komunizmu i rewolucji światowej. Odpowiedź przywódcy partii była surowa: „Ostro występuję przeciwko towarzyszowi Kalininowi, albowiem blok z drobną burżuazją, z szowinistami jest nie do pomyślenia. Najmniejsza myśl o bloku z drobną burżuazją, popieraną przez burżuazję, to zdrada socjalizmu”. Kalinina to jednak nie powstrzymało.

Najwyraźniej zupełnie nie rozumiał tego, co w tych samych miesiącach zrozumiał Jewgienij Zamiatin, który zaczął pisać swoją znaną, przez dziesięciolecia zakazaną w ZSRR powieść „My”: bolszewicy budują nie marksistowskie królestwo, w którym „swobodny rozwój każdego jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”, lecz to, co uczeni nazwą później totalitaryzmem.

W nowym polemicznym artykule, opublikowanym na początku 1919 roku, Kalinin pisał: „Możemy dać drobnej burżuazji nie mniej, niż dawał jej ustrój kapitalistyczny… Rząd powinien zagwarantować prawo do drobnej własności… Rząd zezwala chłopu, rzemieślnikowi, chałupnikowi, drobnemu ogrodnikowi, drobnemu handlarzowi, mleczarzowi korzystać z pracy najemnej pod kontrolą Rady Związków Zawodowych. Więcej drobny burżua w historii nigdy nie miał i jego pretensje dalej nie sięgają”.

Lenin i tym razem nie wsłuchał się w argumenty „człowieka z ludu”. Potrzeba było jeszcze dwóch lat szalonych eksperymentów, które doprowadziły gospodarkę kraju niemal do całkowitego załamania, i groźnego wystąpienia marynarzy Kronsztadu, by argumenty Kalinina zostały usłyszane i by proklamowano nową politykę ekonomiczną — NEP, do której wzywał Kalinin. Ale dwa miesiące po publikacji „wywrotowego” artykułu, w marcu 1919 roku, Kalinina zgłoszono (według jednej wersji — sam Lenin, według innej — Trocki) na stanowisko przewodniczącego Centralnego Komitetu Wykonawczego, zwolnione po nagłej śmierci J.M. Swierdłowa. Nawiasem mówiąc, Trocki w swoich niezupełnie wiarygodnych wspomnieniach przypisał sobie autorstwo nieoficjalnego tytułu, który przylgnął do Kalinina na resztę życia: „ogólnorosyjski starosta”.

Całkiem logiczne, że Kalinin w pełni poparł nową politykę ekonomiczną. Ale dokumenty i rozporządzenia, które musiał teraz podpisywać, coraz częściej zmuszały go do kompromisów z jego dawnymi przekonaniami, z zasadami moralnymi. Był wśród nich i słynny dekret o konfiskacie kosztowności cerkiewnych pod pretekstem walki ze straszliwym głodem w Powołżu w latach 1921–1922, który w rzeczywistości zapoczątkował terror wobec Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i doprowadził do masowych represji wobec duchownych i aktywnych parafian.

I — listy rozstrzelanych „wrogów rewolucji”. W pociągu agitacyjnym, którym Kalinin jeździł po kraju w latach 1919–1920, był wagon-trybunał, którego pasażerowie dokonywali rozstrzeliwań na miejscu.

W stosunku Lenina i Trockiego (obaj uważali się za wybitnych teoretyków i filozofów) do Kalinina wyraźnie widać protekcjonalność intelektualistów wobec praktyka-empiryka. Lenin, omawiając sprawy na posiedzeniach Politbiura, niezmiennie zwracał się do Kalinina: „A co na ten temat powie głowa państwa?” — choć Michaił Iwanowicz pod względem swoich uprawnień w żaden sposób nie mógł się równać z „wodzem rewolucji”. Jeszcze otwarciej pisał później, na emigracji, Trocki: „Były twerski chłop i petersburski robotnik zachowywał się na swoim niespodziewanie wysokim stanowisku dość skromnie, a w każdym razie ostrożnie. Dopiero stopniowo prasa radziecka ugruntowała jego nazwisko i autorytet w oczach kraju. Co prawda warstwa rządząca długo nie traktowała Kalinina poważnie…”

Wraz z początkiem nowej polityki ekonomicznej zaczęto uważniej wsłuchiwać się w opinie i propozycje Kalinina. W tych latach opublikował swoje najlepsze prace teoretyczne, w których ujawniły się i wrodzona inteligencja, i rozumienie bieżącej sytuacji — owoc ogromnej liczby spotkań z prostymi ludźmi, organizowanych podczas licznych podróży po kraju, a także osobistych przyjęć obywateli ze skargami, o których zawczasu zamieszczano ogłoszenia w gazetach.

Z oczywistych przyczyn kilka lat NEP-u nie przyniosło dalszego rozwoju. Polityka wspierania prywatnego biznesu nie zdołała się utrwalić w naszym kraju nawet w umiarkowanych formach.


Stalin i KalininKalinin w towarzystwie Stalina i Woroszyłowa.

Logika walki wewnątrz elity partyjnej, logika walki o osobistą władzę, rozpętanej przez Stalina, logika dogmatycznie pojmowanego marksizmu były nie do pogodzenia ze stosunkami rynkowymi i normalnym rozwojem gospodarczym.

Od 1928 roku w partii rozpoczęła się walka z tak zwanym „prawicowym” odchyleniem, rok 1930 zapoczątkował „całkowitą kolektywizację” i „likwidację kułactwa jako klasy”. Na pierwszym etapie tych wydarzeń, przełomowych i tragicznych przede wszystkim dla rosyjskiego chłopstwa, Kalinin jeszcze odważał się czasem nieśmiało występować przeciw woli Stalina, który na oczach wszystkich stawał się Gospodarzem. Wkrótce jednak utracił wszelką samodzielność sądów, całkowicie kapitulując.

Co było przyczyną tej kapitulacji? Trzeba przyznać, że Kalinin nigdy nie był silnym przywódcą. Nie był też wyrafinowanym intrygantem. W znacznej mierze jego, chłopskiego syna, zgubiły i zdeprawowały przywileje władzy, w tym możliwość folgowania nie zawsze niewinnym słabostkom. Te słabostki doprowadziły do rozpadu życia rodzinnego „prezydenta”. Na początku lat 20. w mieszkaniu Kalinina pojawiła się młoda kobieta, pełniąca funkcję gospodyni: przecież ani Kalinin, ani jego żona, która została działaczką partyjną, nie mieli czasu zajmować się domem i doglądać dzieci. Ta niezbyt piękna historia skończyła się tym, że Jekatierina Kalinina poprosiła KC, by wysłano ją gdzieś jak najdalej od męża, przejawiającego nadmierną żwawość w sprawach sercowych, i wyjechała na kilka lat na Ałtaj.

Jak to mówią, pierwsze koty za płoty. Po pięćdziesiątce Michaił Iwanowicz nadrabiał to, czego był pozbawiony w kawalerskich latach. Pewnego razu w prasie ukazał się nawet felieton o zalotach „ogólnozwiązkowego starosty” do aktorki teatru operetkowego. Później tego rodzaju publikacje o wybitnych działaczach raz na zawsze zakazano.

Ale przygody Kalinina na froncie miłosnym na tym się nie skończyły. Niespodziewanie, jak na swoje wykształcenie i gusta, stał się wielbicielem baletu. I nie tyle baletu jako sztuki, ile młodziutkich baletnic...

Złamały go jednak jako osobę nie te „figle”, lecz wydarzenia o wiele surowsze. W latach 1931–1932 on, jeszcze dekadę wcześniej obrońca drobnego biznesu, w pełni poparł wszystkie działania stalinowskiego kierownictwa wymierzone w chłopstwo i miejską drobną burżuazję. W archiwum Kalinina przechowywane są dosłownie setki tysięcy listów chłopów opisujących okropności kolektywizacji. Ale tylko w kilku przypadkach Kalinin udzielił pomocy pojedynczym średniakom, których wysiedlano na Północ i Wschód jako „kułaków”. Jego podpis widnieje pod uchwałą CKW ZSRR „O ochronie mienia przedsiębiorstw państwowych, kołchozów i spółdzielczości…”. Ta ustawa z 7 sierpnia 1932 roku doprowadziła do aresztowań i długoletniego więzienia mnóstwa biedniaków i średniaków — „za kłoski”, jak mówiono wśród ludu. Głodnych chłopów aresztowano za „kradzież” choćby garści zboża z kołchozu, choć to właśnie oni je wyhodowali. Podpis Kalinina widnieje pod uchwałą o systemie paszportowym, która zamieniła mieszkańców wsi praktycznie w nowych chłopów pańszczyźnianych, pozbawiając ich swobody przemieszczania się. Ten sam podpis — pod potworną uchwałą z 1 grudnia 1934 roku „O trybie prowadzenia spraw o przygotowanie lub dokonanie aktów terrorystycznych”. Uchwała ta pozostawała główną normą prawną dla pseudosądowych procedur lat 30. i 40. Kalinin podpisał też akt rozciągający wszystkie rodzaje ustawodawstwa karnego na dzieci od 12. roku życia. Obóz za spóźnienie do pracy, za nieobecność, za samowolne porzucenie pracy, za drobne kradzieże — wszystkie te drakońskie środki w 1940 roku przypieczętował swoim podpisem „ogólnozwiązkowy starosta” o wyglądzie dobrotliwego dziadka ze schludną siwą bródką.

W nagrodę za posłuszeństwo i brak woli, a ściślej — za współudział w państwowej „legitymizacji” stalinowskiego terroru „ojciec narodów” nie tylko przymykał oczy na erotyczne przygody swego towarzysza, ale i na swój sposób go nagradzał. Już w pierwszych dniach listopada 1931 roku robotnicy zakładów starego Tweru nagle zaczęli występować z listami zbiorowymi zawierającymi prośbę: nadać ich miastu imię krajana — „ogólnozwiązkowego starosty”.

Nic to, że Twer nie był dla Kalinina rodzinnym miastem i do tej pory bywał w nim przejazdem dwa czy trzy razy. Na 56. urodziny Michaił Iwanowicz dostał w prezencie miasto swojego imienia.

A przecież jeszcze pięć lat wcześniej rozsądnie i z namysłem sprzeciwiał się propozycji nadania jego imienia ośrodkowi rejonowemu Kimry, położonemu znacznie bliżej jego rodzinnej Wierchniej Troicy…

Ale oprócz takich „marchewek” Stalin stosował w stosunkach z towarzyszami i kij. Michaił Iwanowicz nie był wyjątkiem. W 1938 roku aresztowano Jekatierinę Iwanowną. Choć faktycznie mieszkała osobno, formalnie wciąż była jego żoną. Starszej kobiecie, pracującej wówczas w aparacie Sądu Najwyższego, zarzucono dawną tragiczną historię. Jeszcze w 1924 roku zwróciła się do Czeka z wyznaniem, że jej starszy brat Władimir przed rewolucją współpracował z carską Ochraną. Brata wówczas rozstrzelano. I oto czternaście lat później dręczy się ją pytaniami: dlaczego nie wydała brata wcześniej? Wyrok typowy dla czasów „jeżowszczyzny”: 15 lat łagrów. Czy Kalinin próbował zwrócić się do Stalina, obronić żonę? Wiadomo o takiej prośbie na początku wojny. Stalin odmówił wtedy grubiańsko: „Zajmę się twoją sprawą, kiedy skończymy wojnę” — powiedział. Podczas „czystki” w dowództwie Armii Czerwonej w przededniu wojny aresztowano też zięcia Kalinina — męża jego córki, wojskowego. Udało się go jednak uwolnić: Beria, który zastąpił Jeżowa, chcąc zdobyć reputację „bojownika z wypaczeniami”, zainspirował zwolnienie części osób aresztowanych pod zupełnie już absurdalnymi zarzutami.

Represje dotknęły także członków kierowanego przez Kalinina CKW ZSRR. Kalinin nawet nie próbował ratować ludzi, z którymi przez lata pracował ramię w ramię, których dobrze znał jako oddanych partii i państwu.

Członek CKW ZSRR, bezpośredni podwładny Kalinina, były przewodniczący rady miejskiej Kazania Pawieł Aksionow, ojciec znanego pisarza, który zdołał przetrwać 18 lat w łagrach, opowiadał, że aresztowano go wprost na posiedzeniu CKW. Poproszono go, by przeszedł do gabinetu Michaiła Iwanowicza, gdzie czekało już trzech funkcjonariuszy NKWD. W obecności Kalinina okazali Aksionowowi nakaz aresztowania. Michaił Iwanowicz ze łzami w oczach objął Aksionowa, wymamrotał coś w rodzaju prośby o przebaczenie. A potem się odsunął i pozwolił działać funkcjonariuszom „organów”.

Do sekretariatu Kalinina w latach „wielkiego terroru” płynął strumień listów od krewnych bezprawnie represjonowanych ludzi. Pisały nawet dzieci, prosząc za swoich aresztowanych tatusiów i mamy. Na tych listach nie ma żadnych rezolucji ani adnotacji ręką Kalinina. Po prostu bał się już wstawiać za kimkolwiek... I podobno odpowiadał tym, którym udało się przedrzeć na osobiste przyjęcie: „Sam mam aresztowaną żonę i nie mogę jej w niczym pomóc. I wam w niczym nie mogę pomóc”.

Zachował się stenogram z tego samego okresu, ze spotkania „ogólnozwiązkowego starosty” z mieszkańcami Chibinogorska w obwodzie murmańskim (dziś Kirowsk).


Pogrzeb KalininaW ostatniej drodze Kalininowi towarzyszyli Malenkow, Beria, Mołotow, Stalin (od lewej).

Stenografistka utrwaliła dla historii następujące zdanie „prezydenta”: „O nic mnie nie proście, jestem człowiekiem bez władzy. Zwracajcie się do Mołotowa”.

W latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Kalinin pełnił głównie formalne funkcje „głowy państwa”. Do tego zaczął chorować. Zaraz po Zwycięstwie lekarze stwierdzili chorobę nowotworową. Operacja nie pomogła. Przed nią Kalinin po raz ostatni zwrócił się do Stalina z błaganiem o uwolnienie żony. Jekatierina Iwanowna spędziła wówczas w łagrach już ponad siedem lat — połowę wymierzonej przez „sąd” kary katorgi. Ułaskawiono ją z najwyższej woli i przez kilka miesięcy opiekowała się gasnącym mężem. Po jego śmierci, która nastąpiła 3 czerwca 1946 roku, szła za trumną z prochami męża obok Stalina…

Rok po śmierci Michaiła Iwanowicza Jekatierinę Iwanowną spotkał kolejny straszny cios. Jej pierworodny Walerian Kalinin, wówczas już błyskotliwy dyplomata, który przez kilka lat pracował w USA, popełnił samobójstwo w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach…

Pomysł nadania imienia Kalinina dawnej stolicy Prus Wschodnich (choć mapa ZSRR i tak pstrzyła się tym prostym rosyjskim nazwiskiem — Kalinin, Kaliningorsk, Kalininabad, Kalininakan) pojawił się zaraz po śmierci „ogólnozwiązkowego starosty”. Choć do tego czasu podjęto już decyzję o przemianowaniu Królewca na Bałtijsk, a nowy obwód miał się nazywać Bałtyckim. Ale… ukształtowała się już reguła nadawania imienia zmarłego męża stanu jakiejś miejscowości. I na mocy tej absurdalnej tradycji Bałtijskiem nazwano Pillau, a Królewiec nieoczekiwanie otrzymał imię człowieka, który zapisał się w historii kraju wprawdzie na proscenium, lecz bynajmniej nie w pierwszoplanowych rolach.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.