Okoliczni chłopi starają się nie chodzić pod górę w godzinach wieczornych i nocnych, trzymając się od niej z daleka. Twierdzą, że dzieje się tam w tym czasie coś dziwnego. Biegnie na oślep czarna krowa z ognistymi rogami, a tuż za nią pędzi dziki czarny kot i nieustannie goni ją przed sobą. Inni twierdzą, że krowę ściga czarny rycerz na koniu i bez przerwy smaga ją batem. Często widują ludzie o północy, jak oboje błąkają się po zaroślach na górze w pobliżu szczytu, a każdy, kto stanął na drodze tym widmom, rozstawał się z życiem. Zdarzało się to już nieraz tym, którzy szukali nocami złota zakopanego na Kamswikusie.
I dziki kot, i ognista krowa byli niegdyś ludźmi — pogańskim księciem Kamswikusem i jego żoną. Opowiadają ludzie, że książę ten miał usposobienie okrutne i nieokiełznane. Ze swoich najazdów na ziemie chrześcijan przywoził wiele łupów, złota, klejnotów, a także jeńców, młodzieńców i dziewice, których składał w ofierze bogom. Jego żona na pierwszy rzut oka była miłosierna i dobra, troszczyła się o biednych i chorych, przynosiła do ich chat jedzenie i lekarstwa, lecz wszystko to było udawaniem i oszustwem, a kobieta była złoczyńczynią godną męża.
Jeden Bóg wie, jak to się stało, że tej bezbożnej parze urodził się syn naznaczony łaską dobroci, miłosierdzia i łagodności, a na imię mu było Medus.
W owych czasach po ziemi Prusów zaczęła się szerzyć wiara chrześcijańska, tu i ówdzie zaczęły powstawać klasztory, a w lasach pojawiać się pustelnie mnichów-eremitów.
Pewnego razu podczas polowania w posiadłościach swego ojca Medus poznał jednego z takich mnichów i zaprzyjaźnił się z nim. Lecz rodzicom nic o tym nie powiedział w obawie, że każą zabić mnicha. Jednak przemiana charakteru syna nie uszła uwagi matki i ta nie przestawała dociekać, dlaczego tak jasno zaczęły błyszczeć jego oczy, skąd wzięła się łagodność w jego zachowaniu. I w końcu Medus jednak opowiedział jej o swoim nowym przyjacielu, wziąwszy od niej obietnicę dochowania tajemnicy. Matka zapewniła syna, że nikomu nic nie powie, a sama dołoży wszelkich starań, by ojciec nigdy więcej nie był okrutny wobec ludzi.
Medus był szczęśliwy, słysząc jej zapewnienia. Nie mógł nawet przypuszczać, w jaki sposób zamierzała dotrzymać obietnicy, ponieważ matka wydawała mu się zupełnym przeciwieństwem ojca.
Sposobność, by dotrzymać obietnicy danej synowi, nadarzyła się pani zamku bardzo szybko, gdy Kamswikus na uczcie zwalił się pijany bez czucia.
Matka kazała sługom pochwycić go i żywcem zamurować w lochu zamku. Przez kilka dni słychać było w zamku rozpaczliwe krzyki skazanego na śmierć, lecz wkrótce ucichły.
Lecz Medus nie o to prosił i wcale nie chciał, by ojciec umierał! A jednak daremne były jego prośby do matki, by pozwoliła ojcu znów ujrzeć światło dzienne. Matka obłudnie odpowiadała, że jej męża się nie zmieni, a na taką śmierć zasłużył.
Syn próbował zrozumieć, jak ma dalej żyć, bo wciąż nie mógł uwierzyć, że jego matka okazała się zdolna do takiej zbrodni. Przekonywał sam siebie, że ona z pewnością zbyt gorliwie przyjęła nową wiarę, dlatego jest zdecydowana karać śmiercią tego, kto pozostaje wierny dawnym bogom. W końcu Medus uznał, że odpowiedzi na wszystkie swoje pytania może uzyskać tylko w leśnej pustelni u starego mnicha, i poprosił matkę o pozwolenie, by się tam udać. Księżna go nie odwodziła. Lecz gdy Medus po trzech dniach przyszedł do pustelnika, zobaczył, że pustelnia jest zburzona, a mnich leży martwy wśród jej szczątków. Zabójcy wysłani przez matkę okazali się szybsi i zręczniejsi!
W jednej chwili Medus stracił wszystko: ojca, matkę i przyjaciela, i, by odkupić straszne zbrodnie swoich rodziców, od tej godziny nie przyjmował żadnego pożywienia, wyrzekłszy się życia.
W chwili, gdy wyzionął ducha, uderzenie pioruna zburzyło pogański zamek, a klątwa wskrzesiła Kamswikusa w skórze dzikiego leśnego kota, jego żonę zaś skazała na przybranie postaci krowy z ognistymi rogami, którą odtąd wiecznie ściga ten czarny kot.
Klątwę, jak twierdzą ludzie, zesłali na bezbożników dawni pogańscy bogowie w karę za popełnione przez nich zbrodnie. Lecz mędrcy, którzy nie wierzą ani w duchy, ani w widma, ani w inne zjawiska nadprzyrodzone, twierdzą, że nocami na górze świecą nie ogniste rogi czarnej krowy, lecz ognie świętego Elma — wyładowania elektryczne w burzowym powietrzu, powstające wokół ostrych przedmiotów. Ale, powiemy my, skoro widać je i na masztach statków, i na kościelnych iglicach, to czemu te ognie nie miałyby zapalać się i na krowich rogach na górze Kamswikus?
A synowi okrutnego pana góry ludzie wznieśli pomnik. Uważa się, że jest to ten sam żelazny krzyż, który odnaleziono później i który obecnie przechowywany jest w jednym z kościołów Wystruci. Pochowano Medusa u podnóża Kamswikusa, gdzie niegdyś stał rodowy zamek jego rodziny. Na grobie leży ogromny głaz, długi i szeroki na dwadzieścia pięć stóp. I do dziś jeszcze w Wystruci nie zapomniano litewskich i niemieckich pieśni, opiewających szlachetność i śmierć młodzieńca.
ŹRÓDŁA
1. Zbiór Tettaua/Temmego. 1837. Podania ludowe Prus Wschodnich, Litwy i Prus Zachodnich. (W.J.A. v. Tettau und J.D.H.Temme. Berlin. 1837. Die Volkssagen Ostpreußens, Litthauens und Westpreußens.)
2. Christian Krollmann. Księga legend Prus Wschodnich. 1915. (C. Krollmann. 1915
Ostpreußisches Sagenbuch. )
3. Legendy Meklemburgii-Pomorza Przedniego. (Sagen aus Mecklenburg-Vorpommern.)
● Od redakcji: Przeczytaj na VisitPrussia.com wywiad z tłumaczką niemieckich, a w szczególności pruskich baśni, naszą stałą autorką Tatianą Koliwaj, prowadzącą własnego bloga, na którym opublikowano niezliczone mnóstwo innych przypowieści, legend i baśni w jej przekładach.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

