/ Uljanowskoje

Klein Beynuhnen i willa Farenheida

Na południe od dzisiejszego Czerniachowska, gdzie równinny krajobraz łagodnie przechodzi w falisty grzbiet wzgórz rejonu oziorskiego, stał niegdyś Beynuhnen – pałac z okazałym starym parkiem, lustrzanymi stawami i wspaniałą kolekcją dzieł sztuki, rodowe gniazdo rodziny Farenheidów. Dziś to ruiny w okolicach osady Uljanowskoje, niedaleko granicy z Polską.

„Solny” monopolista

W historii majątku Beynuhnen wciąż jest wiele białych plam i tajemnic. Od czasów średniowiecza ziemia ta miała bardzo wysoką wartość. Niegdyś należała do rodu Schlieben, następnie do Lehndorffów, Dönhoffów i wreszcie Farenheidów — najbogatszej rodziny kupieckiej w całych Prusach Wschodnich.

Jeden z przodków tego rodu przeniósł się do Królewca z Rostocku przypuszczalnie w 1500 roku i na dobre osiadł w Kneiphofie. Niestety, nie zachowało się ani jego imię, ani daty urodzenia i śmierci. Pierwszym, o którym wspominają kroniki, jest „solny” monopolista i radca handlowy Friedrich Reinhold Farenheid. Handel solą przynosił ogromne pieniądze. Dzięki dostawom soli na front w czasie wojny siedmioletniej kupiec pomnożył swój majątek. Pieniądze wydawał głównie na zakup ziemi i nieruchomości w południowo-wschodniej części prowincji.

W 1760 roku Farenheid został wybrany do zarządu rady miejskiej, a trzy lata później za niepospolitość, erudycję, dalekowzroczność i znajomość handlu, a także za uczciwość i prawość król Fryderyk II mianował go pruskim radcą handlowym z miejscem i prawem głosu w Kommerzkollegium. Reinhold był rzeczywiście człowiekiem nieprzeciętnym. Życzliwym wobec innych, lecz niezwykle wymagającym wobec siebie.

Aktywnie działając na polu dobroczynności, założył w Królewcu przytułek dla ubogich, pokrywając wszystkie koszty budowy, i przekazał na wsparcie potrzebujących 50 tysięcy guldenów — sumę jak na owe czasy pokaźną.

Przeprowadzka do Beynuhnen

Jedynemu synowi i spadkobiercy, Friedrichowi Wilhelmowi Johannowi, przeznaczona była już kariera urzędnika państwowego. Wbrew woli ojca potajemnie zaciągnął się jednak do „czarnych huzarów”. Za nieposłuszeństwo Reinhold groził, że wydziedziczy swego potomka, a cały majątek przeznaczy na cele dobroczynne i potrzeby miasta. Po usilnych namowach krewnych i prośbach, by nie karał syna tak surowo, ojciec się zlitował.

Dzięki staraniom przyjaciela rodziny, generała von Lossowa, Friedrich został zwolniony z dalszej służby i otrzymał stanowisko radcy wojennego, a nieco później wszedł w skład rady do spraw zarządzania dobrami przy rejencji w Gumbinnen. Wkrótce nadano mu tytuł szlachecki.

Stacja kolejowa BeynuhnenStacja kolejowa „Beynuhnen”.

„Czarni huzarzy”

Pierwsze wzmianki o „czarnych huzarach” (zwanych też „huzarami śmierci”) pojawiły się w 1741 roku — za panowania króla pruskiego Fryderyka Wielkiego. Piąty pułk huzarów, złożony właśnie z „czarnych huzarów”, nosił mundury w przeważającej mierze czarne, a jego symbolem była trupia główka (niem. Totenkopf).

W Imperium Rosyjskim również byli „czarni huzarzy” — 5. Aleksandryjski Pułk Huzarów (na zdjęciu). Nazywali siebie jednak nie „Czarnymi”, lecz „Nieśmiertelnymi”. Według legendy tę półoficjalną nazwę pułk otrzymał po bitwie 14 sierpnia 1813 roku pod Kaubach, w której tworzył jedną brygadę ze swoimi sojusznikami — niemieckimi „czarnymi huzarami”.

Starochrześcijański symbol „głowy Adama” (czyli „trupiej główki”) interpretowano w tradycji armii rosyjskiej jako znak gotowości do oddania życia za Wiarę, Cara i Ojczyznę, a tym samym do osiągnięcia nieśmiertelności.

Tymczasem dobra ziemskie Farenheidów się powiększały, a zarządzanie nimi zajmowało tak wiele czasu, że Johann musiał zrezygnować ze służby państwowej. Rodzina i tak była bajecznie bogata. Jej posiadłości rozciągały się od południa okręgu darkiejmskiego aż po środek okręgu welawskiego. W Prusach Zachodnich należał do niej ponadto majątek Złotów, a także ziemie w Polsce. W 1793 roku Friedrich Wilhelm Johann kupił od Dönhoffów za 75 tysięcy talarów Klein Beynuhnen (niem. Klein — „Mały”) i osiadł tam, jak się okazało, na zawsze.

O Farenheidach mówiono, że mogliby wjechać do Królewca, nie zjeżdżając ze swojej ziemi. W okręgu darkiejmskim oprócz Beynuhnen należały do niego odziedziczone po ojcu dobra Medunischken, Mikalbude, Auerfluss, Dombrowken i inne.

Dziedzic rozsądnie prowadził gospodarstwo rolne, dysponował najnowocześniejszym jak na owe czasy sprzętem do uprawy zbóż i roślin pastewnych. Odnosił sukcesy w hodowli zwierząt i zasłynął z hodowli zarodowego bydła oraz koni pełnej krwi.

W życiu osobistym Friedrichowi Johannowi szczęściło się mniej. Spośród czworga dzieci troje zmarło. Utrata ukochanej żony zupełnie nadszarpnęła jego zdrowie. Do tego doszły wojny napoleońskie z ich straszliwymi skutkami, które znacznie pogorszyły sytuację materialną rodziny. Musiał wyzbyć się części swoich dóbr w okręgach gierdawskim i welawskim. W 1820 roku Farenheid sprzedał królowi pruskiemu Fryderykowi Wilhelmowi III majątek Złotów.

„Mędrzec z Angerapp”

7 września 1834 roku Friedrich Wilhelm Johann von Farenheid zmarł. Miał 88 lat. Spadek przejął jego 54-letni syn — Friedrich Heinrich Johann.

W 1799 roku wstąpił on na Uniwersytet Królewiecki, lecz go nie ukończył. Wiadomo jedynie, że z listem polecającym od Kanta student zmienił uczelnię i wyjechał do Getyngi. Dużo podróżował, poznając nie tylko sposoby prowadzenia gospodarstw rolnych w Ameryce Północnej, Francji, Szwajcarii, Włoszech i Anglii, ale też przejmując doświadczenia w hodowli koni i sztuce jeździeckiej.

Miłość do koni odziedziczył po ojcu i stała się ona sensem całego życia Farenheida. Po powrocie w rodzinne strony na dobre zajął się hodowlą ras pełnej krwi i został właścicielem drugiej co do wielkości (po stadninie księcia Holstein-Augustenburga) stadniny na kontynencie. Był też współzałożycielem torów wyścigowych w Królewcu i Gdańsku.

W latach wojny Friedrich Heinrich Johann wyróżniał się ofiarną gotowością niesienia pomocy potrzebującym chłopom, podniósł na należyty poziom szkolnictwo na wsiach i rentowność rolnictwa. Był prawdziwym patriotą swojej ojczyzny.

W 1822 roku był już notablem — osobą wybitną, należącą do najwyższych warstw społeczeństwa. Za swoje zasługi otrzymał miano „Mędrca z Angerapp”. Król Prus zapraszał Farenheida do opiniowania nowych ustaw dotyczących prowincji.

Friedrich Heinrich był żonaty z Wilhelmine Lehmann, siostrą przyjaciela z uniwersytetu w Getyndze. Z tego małżeństwa przyszło na świat czworo dzieci — syn i trzy córki. Pierwsza z nich, Ninette, zmarła we wczesnym dzieciństwie i została pochowana w rodzinnej krypcie w Angerapp. W 1847 roku obok niej spoczęła małżonka Friedricha Heinricha. Dwa lata później, podczas wizyty u Lehndorffów w majątku Sztynort, nagle zmarł sam głowa rodziny.

Po jego śmierci dobra zostały podzielone między troje dzieci. Syn Fritz von Farenheid odziedziczył majątki Klein Beynuhnen i Angerapp. Friederike Charlotte z mężem Sigmundem von Bujackiem otrzymała Groß Medunischken i Oschnagorren. Emilie Henriette von Farenheid, żonie duchownego Voigta, przypadły majątki Dombrowken i Auerfluss.

Ostatni z Farenheidów

Jedyny i ostatni dziedzic w linii męskiej i przedstawiciel sławnego rodu, Fritz von Farenheid, urodził się 31 października 1815 roku w Darkiejmach. Uczył się w królewskim Collegium Fridericianum w Królewcu, studiował literaturę grecką i historię religii. Oprócz dóbr materialnych odziedziczył po przodkach intelekt i zdolność do szczerego umiłowania bliźnich. Ogromny wpływ na jego wychowanie wywarł nauczyciel Collegium i znawca antyku Karl Lehrs, a także dzieła niemieckiego historyka sztuki Winckelmanna. Od tej pory świat starożytny stał się dla Fritza ideałem, a służba sztuce — celem całego życia.

Częste i długie podróże do Grecji i Włoch tylko utwierdziły go w pragnieniu poświęcenia życia sztuce klasycznej. Ale to nie wystarczało. W swoich rodzinnych stronach — w majątku Beynuhnen — Fritz postanowił odtworzyć świat antyczny.

Jego najlepszy przyjaciel, major Ulrich von Salpius, wspierał go na wszelkie sposoby. Ojciec natomiast uważał marzenia syna za niepoważne. Mimo to po ukończeniu Collegium wysłał Fritza do Grecji w nadziei, że po długiej i męczącej podróży jego namiętność do antyku nieco osłabnie. Nic z tego. Wszystko dopiero się zaczynało. Kolejna podróż do Grecji, potem do Konstantynopola, Azji Mniejszej, Jerozolimy… W 1851 roku, już po śmierci ojca, Fritz po raz pierwszy odwiedził Rzym. Od tego momentu zaczął gromadzić swoją kolekcję. Przywoził z Włoch, Paryża i Londynu gipsowe kopie wybitnych dzieł rzeźby antycznej. W tamtych czasach nie były one jeszcze towarem masowym, który można by zobaczyć w każdym muzeum. Dobre, dawne kopie były wysoko cenione i stanowiły dumę każdego właściciela.

Rzeźby w parkuRzeźby w parku majątku.

Ze względu na brak kolei (Kolej Wschodnia powstała dopiero w 1856 roku) gipsowe figury trzeba było przewozić drogą morską, a następnie furmankami do majątku. Kosztowało to nie tylko wiele wysiłku, ale i ogromne pieniądze.

Wielka przebudowa w Małym Beynuhnen

Z czasem arcydziełom zrobiło się w majątku Fritza Farenheida ciasno i w 1854 roku dobudował on do dworu skrzydło w stylu barokowym. Tak powstała Sala Antyczna, od której zaczęły się wielkie przekształcenia posiadłości. W tym samym roku Klein Beynuhnen odwiedził król Prus Fryderyk Wilhelm IV. Zachwyciła go zarówno sama sala, jak i zgromadzona przez Farenheida kolekcja dzieł sztuki antycznej.

Wkrótce Fritza ogarnęła nowa pasja — malarstwo włoskiego renesansu. Kupował kopie i oryginały znanych mistrzów. Kolekcja rosła i potrzebowała coraz więcej miejsca.

Z królewskim rozmachem, z udziałem najlepszych mistrzów, w 1862 roku rozpoczęto budowę pałacu. Według niektórych źródeł jego architektem był berlińczyk Christian August Hahnemann. To on nadał swojemu dziełu nazwę Willa Farenheida.

Istnieje również wersja, według której autorem projektu pałacu był przyjaciel Fritza — niemiecki rzeźbiarz Karl Konrad Albert von Wolff, uczeń Christiana Daniela Raucha, a później profesor berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych. Był on autorem konnego posągu króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III w Lustgarten, pomnika Immanuela Kanta w Królewcu i walczących lwów przed Nowym Muzeum w Berlinie. Logiczniej byłoby jednak przypuszczać, że był on raczej pomocnikiem i doradcą przy urządzaniu sal pałacowych i terenu parku.

W 1866 roku (według innych źródeł w 1864) budowę ukończono. Budynek składał się z trzech części — środkowej z niższymi budynkami bocznymi oraz dwóch poprzecznych skrzydeł. Wzniesiony w stylu późnego klasycyzmu, wyróżniał się reprezentacyjnym przepychem oraz wyrazistością i wytwornością form geometrycznych.

Boczna poprzeczna oficyna harmonijnie wieńczyła bryłę i nadawała jej plastyczność. Śnieżnobiałe posągi, kopie rzeźb antycznych, czasze i akroteria zdobiły fronton i gzyms i zdawały się unosić nad prostymi konturami budynku. Wygląd zewnętrzny harmonijnie współgrał z wnętrzem. Arcydzieła rozmieszczono w salach, z których każda miała swoją nazwę: Kolumnowa, Antyczna, Europa, Szara, Czerwona, Sala Rycin, Sala Kor, w której znalazły miejsce starogreckie posągi, oraz Pokój Kawowy. Jego ściany utrzymane były w dymnobrązowej tonacji. Brązowe meble. Sofa i fotele obite wzorzystym czerwonym aksamitem. Przed stołem dwa piękne krzesła w stylu późnego baroku. Na ścianach 19 dzieł, wśród nich oryginały Federica Barocciego, Agnola Bronzina, Guida Reniego, Francesca Trevisaniego… W pomieszczeniach zachodniego skrzydła mieściła się sala z kariatydami, w której prezentowano kopie słynnych posągów ze świątyni Erechtejon na ateńskim Akropolu.

Mapa-schemat parku pałacowego (1925)Beynuhnen. Schemat parku pałacowego (1925).

Schemat rozmieszczenia fundamentówSchemat rozmieszczenia obiektów majątku na współczesnej mapie (Yandex).

Marcantonio Raimondi

Grafik Marcantonio Raimondi wydał pierwszy w historii nakład rycin erotycznych, w tym według dzieł Rafaela. Siedział w więzieniu za rozpowszechnianie pornografii, a także przeszedł proces sądowy o podrabianie Dürera.

Na piętrze znajdowała się Sala Zielona, czyli Sala Bohaterów, w której zgromadzono portrety wybitnych postaci ówczesnej historii Europy, polityki, nauki i sztuki.

Katalog kolekcji liczył ponad 400 stron. Figurowało w nim na przykład 10 rycin Correggia, 7 Guida Reniego, 4 Tycjana oraz 33 ryciny według dzieł Rafaela, wykonane najprawdopodobniej przez Marcantonia Raimondiego.

Ponadto ściany pałacu zdobiło 67 oryginalnych płócien: Guido Reni — „Ukrzyżowanie świętego Piotra” i „Madonna”, Luca Giordano — „Porwanie Europy”, José de Ribera — „Umierający Sebastian”, Carlo Maratta — „Odpoczynek w czasie ucieczki do Egiptu”, Domenichino — „Józef z Dzieciątkiem Jezus”, Rafael Santi — „Święta Cecylia” (obraz ten należał niegdyś do papieża Klemensa XIII). „Mona Lisa” wielkiego Leonarda (najlepsza kopia) wisiała w gabinecie von Farenheida, który dla zwiedzających udostępniono dopiero na początku XX wieku. Tu również znajdowało się wiele dzieł sztuki. Na marmurowej posadzce leżał dywan ze starogreckiej Smyrny, a na kominku z białego kamienia stało popiersie Ateny. W gabinecie wisiało 35 obrazów, wśród nich oryginały Annibalego Carracciego, Giorgionego i Francesca Solimeny.

Farenheid kupował nie tylko antyczne dzieła sztuki oraz malarstwo mistrzów renesansu i baroku, ale też obrazy modnych wówczas artystów, swoich współczesnych – Anselma Feuerbacha (w rosyjskiej transkrypcji Fiejerbacha) i Arnolda Böcklina. Nabył również kilka wspaniałych płócien ostatnich niemieckich romantyków, Carla Blechena i Johanna Schirmera.

Park angielski

Wszędzie unosił się już duch wymyślnego wczesnego baroku, a Fritz Farenheid wciąż nie przestawał zachwycać się czystymi formami sztuki klasycznej. Teraz nie odpowiadał mu dawny park w stylu francuskim z regularnymi bukowymi alejkami i klombami. Po południowej stronie pałacu, na obszarze 150 hektarów, założył nowy, znacznie większy park — w stylu angielskim. Jeszcze wcześniej, przed budową Sali Antycznej, w samym centrum kompozycji parkowej Farenheid wzniósł świątynię dorycką i umieścił w niej kopię grupy rzeźbiarskiej „Laokoon i jego synowie”.

Jak wiadomo, oryginalna rzeźba, odlana w brązie w 200 roku p.n.e. w Pergamonie, nie zachowała się. Znajdujący się w watykańskim Muzeum Piusa i Klemensa „Laokoon” dłuta greckich rzeźbiarzy Hagesandra z Rodos i jego synów Polidorosa i Atenodorosa jest również marmurową kopią, tyle że oryginału starogreckiego rzeźbiarza Fidiasza (ok. 490 r. p.n.e. — ok. 430 r. p.n.e.), i datowany jest na drugą połowę I wieku p.n.e.

Na świecie istnieje kilka kopii „Laokoona”, jednak najcenniejsze są tylko dwie — ta w Watykanie i ta w Beynuhnen. Ta ostatnia niestety przepadła bezpowrotnie.

Mnóstwo gipsowych rzeźb przytulnie rozgościło się w nowym parku z jego stawami, jeziorami, strumieniami, kanałem okrężnym, a nawet rowami irygacyjnymi. Regulowany, samooczyszczający się system wodny tworzył zamknięty obieg z miejscowymi urządzeniami drenażowymi i był zasilany ze źródła artezyjskiego.

LaokoonGrupa rzeźbiarska „Laokoon”.

Fritz von Farenheid

Kariera nigdy nie była celem Fritza von Farenheida. Zamożny dziedzic hojnie wydawał cały swój majątek na zakup dzieł sztuki — na sprawę, która, jak sądził, będzie jeszcze długo służyć mieszkańcom Prus Wschodnich. Dlatego w testamencie zastrzegł, by po jego śmierci wstęp do muzeum był wolny dla wszystkich bez wyjątku.

Krajobraz parku kształtowano z pomocą najlepszych europejskich znawców sztuki ogrodowej. W rezultacie powstał spójny zespół architektoniczny o układzie amfiladowym. Stuletnie drzewa doskonale współgrały z ozdobnie przystrzyżonymi krzewami — boskietami — oraz egzotycznymi drzewami sprowadzonymi ze wszystkich stron świata. Awienir Pietrowicz Owsianow, kaliningradzki krajoznawca i historyk, pisał: „Są tu i budowle poświęcone nimfom, architektonicznie opracowane groty, ogródki skalne, altany z żywych drzew, tarasy widokowe, fontanny i pergole – otwarte galerie przykryte lekkimi daszkami z pnącą zielenią. Cały teren parku »ożywiało« przy tym ponad dwieście antycznych rzeźb, ustawionych na postumentach różnej wysokości na brzegach jezior, wzdłuż alejek parkowych i wśród leśnych polan”.

Koniec Beynuhnen

Latem Fritz Farenheid otwierał drzwi swojej posiadłości dla wszystkich, którzy pragnęli obcować ze światem sztuki. Był znakomitym przewodnikiem i nauczycielem. Zimy natomiast spędzał we Włoszech i wracał stamtąd natchniony pięknymi widokami południa i dobroczynnym powietrzem, przywożąc dzieła sztuki – zakupione lub otrzymane w darze.

W ostatnich latach życia Farenheid często chorował – cierpiał na zaburzenia krążenia, astmę i artretyzm stawów kolanowych. 8 czerwca 1888 roku majątek Beynuhnen osierociał. Odszedł ostatni przedstawiciel rodu w linii męskiej, którego cztery ostatnie pokolenia zapisały się w historii Prus Wschodnich.

Fritz von Farenheid był członkiem pruskiej Izby Panów w Berlinie, honorowym członkiem Królewskiej Akademii Sztuk, doktorem honoris causa filozofii królewieckiego uniwersytetu Albertina. Na rok przed śmiercią otrzymał z rąk króla pruskiego wysokie odznaczenie – Gwiazdę Orderu Korony.

Fritz von Farenheid jeszcze za życia zastrzegł, by nie chowano go pod ponurymi sklepieniami rodowej krypty w szlacheckim majątku Angerapp. Sam wybrał sobie miejsce – w centrum parku, na wschód od świątyni doryckiej, obok swego serdecznego przyjaciela majora von Salpiusa, pod smukłą kolumną, na której wznosi się rzeźba „Nadzieja”.

Plan muzeum w BeynuhnenPlan rozmieszczenia sal udostępnionych zwiedzającym w pałacu majątku Beynuhnen.

Na płycie nagrobnej widnieją słowa, które Farenheid sam dla siebie wybrał: „Opuszczając ten świat, pełen niezaspokojonych namiętności, w pokorze oczekuję wielkiego objawienia przed obliczem Pana”.

Spadek w formie majoratu przeszedł na Friedricha von Bujacka, syna siostry Fryderyki, który przyjął nazwisko Farenheidów. Kolejnym właścicielem został Wolfgang von Altenstadt, wnuk siostry Farenheida, który również przyjął jego nazwisko.

Losy kolekcji

W 1888 roku trafiła ona na listę zabytków prowincji, a nieco później – całych Prus. Dziś wschodniopruski rezerwat architektoniczny, krajobrazowy, dendrologiczny i parkowo-artystyczny Beynuhnen – „wschodnie Sanssouci”, jak go niekiedy nazywano – już nie istnieje.

W czasie pierwszej wojny światowej chowano tu poległych żołnierzy. 11 września 1929 roku na cmentarzu wojennym w parku pałacowym Beynuhnen odsłonięto pomnik. Wzniesiono go z ociosanych kamieni w kształcie piramidy, zwieńczonej kulą z wizerunkiem Krzyża Żelaznego. Pomnik nie przetrwał do naszych czasów.

W 1945 roku część pałacu wysadzono w powietrze, a ocalałe dzieła sztuki, jak donosiła miejscowa prasa, zarekwirowała radziecka komisja trofiejna. Uściślano przy tym, że w 1944 roku część kolekcji zdołali jednak wywieźć krewni Farenheida, a część zakopano w parku.

„Deutsches Adelsblatt” („Niemiecki Biuletyn Szlachecki”) z 15 czerwca 1973 roku pisał, że przed pierwszą ofensywą Rosjan łatwe do przewiezienia dzieła sztuki, na życzenie właścicielki, pani Gertrudy von Farenheid, wysyłano wagonami kolejowymi do majątku Flatow (Złotów). Cenne oryginały obrazów wyjmowano z ram i przewożono do Sopotu, gdzie sprzedano je zaufanej osobie.

Ze wspomnień przesiedleńców

Tatiana Nikonorowna Nadieżdina przyjechała do Beynuhnen w 1946 roku z rodziną z obwodu briańskiego w ramach werbunku: „Minęło wiele lat, ale do dziś pamiętam, co tu zobaczyliśmy. Przede wszystkim zdumiała nas obfitość kwiatów. Doglądało ich kilka zakonnic, mieszkających w niewielkim kościółku w parku. Park wydawał się nam zamieszkany, pełen ludzi, bo wszędzie stały śnieżnobiałe rzeźby. Cmentarz także przypominał park. Zadbane drzewa, altany, przystrzyżone ozdobne krzewy, pomniki z łańcuchami i różne nagrobki z kolorowych kamieni. Wszystko to otoczone było pięknymi ogrodzeniami.

Kiedy przyjechaliśmy, pałac stał jeszcze cały, tylko w jego środkowej części widać było niewielkie zniszczenia i ślady pożaru. Każdy pokój pałacu miał swój kolor. Na półkach wciąż stały figurki, wazony, czasze, dzbany i rzeźbione portrety. A ileż tego wszystkiego leżało na półkach – rozbitego, rozstrzelanego, zmiażdżonego, razem ze śmieciami!

W piwnicach pałacu i w ziemiankach znajdowało się duszone mięso w beczułkach, kapusta w wielkich kadziach, zgniłe ziemniaki i różne soki w butlach. Do jedzenia nadawała się tylko kapusta. Pamiętam, że była tu wtedy wielka niemiecka pasieka z setkami uli. Nie umiejąc się z nimi obchodzić, skorzystaliśmy jedynie z miodu, którego zapasy były duże. W różnych szafach, skrzyniach, szufladach i na półkach zostało mnóstwo naczyń, całych i stłuczonych.

Niestety, nie udało nam się tego ocalić. Nie było to nasze, nie swojskie, nie przez nas dorobione, a co najważniejsze – niczyje. Stopniowo zaczęto rozbierać pałac, bo myśleliśmy, że mieszkał tu sam Göring. To imię otaczała nienawiść i pogarda, więc niczego nie było nam żal. Niszczono i rozbierano wszystko jak leci.

Gipsowe figurki i sztukaterie ze ścian pałacu tłuczono w moździerzach, mieszano z wodą i bielono nimi mieszkania. Potem zaczęły do nas regularnie przyjeżdżać różne brygady i oddziały z rozkazami od wojskowych. Ładowano na ciężarówki i furmanki wszystko, co dało się wywieźć. Wywożono sprzęt rolniczy, elementy konstrukcji budowlanych, ozdobne kraty i słupy, wyposażenie parku, kominki i urządzenia sanitarne, pomniki, rzeźby, zbiorniki na wodę i paliwo, meble i wyposażenie pałacu”.

Beynuhnen - UljanowskojeZagroda dla owiec. Luty 2017 r.

Awienir Owsianow, były główny ekspert państwowej instytucji kultury „Centrum Naukowo-Produkcyjne Ochrony Zabytków”, opowiadał, że istniał plan utworzenia kompleksu muzealnego Beynuhnen. Ustalono miejsce, w którym stał ogromny pałac w stylu późnoklasycystycznym. Dziś nic z niego nie zostało. Cały teren został przekopany przez „czarnych archeologów”. W zaroślach wciąż można znaleźć resztki kolumn, fragmenty gzymsów, biegów schodów i balustrad. Z niegdyś wspaniałego parku pozostały jedynie zarośnięte krzewami ścieżki i zabagnione stawy. Uszkodzony został system drenażowy, co doprowadziło do podniesienia się poziomu wód gruntowych. Nie ma też śladu po świątyni doryckiej. Bez śladu zniknął „Laokoon”.

„Mieszkańcy osady nie rozkradali eksponatów z zamku, ale rzeźby stojące w parku rozbijali” – opowiadała jedna z mieszkanek Kaliningradu. Jej mąż, przewodniczący kołchozu, po pijanemu i z zazdrości rozbił posąg Apollina, bo żona często podziwiała nagą postać młodzieńca. A wnuk ostrzelał z pistoletu posąg Flory.

Kilkakrotnie próbowano wysadzić pałac w powietrze. Pewnej nocy zapalił się budynek z biblioteką...

Mieszkanka Kaliningradu A. Smirnowa opowiadała, że na początku lat 50. ojciec zabierał ją z siostrą do Beynuhnen. Stały tam jeszcze rzeźby, a w ocalałych pokojach zapamiętała duże muszle, które przykładały do uszu. Bardzo się jej podobały, ale kiedy odjeżdżały, niczego nie wzięły – wszystko zostało na swoim miejscu. Mniej więcej w 1955 roku z pałacu zostały już tylko mury.

W lutym 2017 roku na terenie dawnej posiadłości trzymano bydło.


Źródła:

А.П. Овсянов. «В руинах старого замка», «Сан-Суси на Востоке».

«Angerapper Heimatbrief», 1977

Ph. Fr. von Bujak-Ramburg. «Fritz von Farenheid-Beynuhnen»

Prof. Dr. K. H. Olasen. «Schloß Beynuhnen und seine KunstsammIungen».

K. H. Czerlinski. «Fritz von Farenheid, Beynuhnen».

«Deutsches Adelsblatt», 15.6.1973 №.6. «Beynuhnen, Kreis Angerapp».

Prof. Dr. Fritz Gause. «Die Geschichte der Stadt Königsberg».

Prof. Dr. M. Hecht. «Führer durch Beynuhnen, die Kunstschöpfung Fritz von Farenheids».

Katalog des Farenheidschen Schlosses Beynuhnen in Ostpreußen.

Beiträge zur Geschichte des Ostpreußischen Grundbesitzes.

G. Krüger. «Beiträge zur Geschichte der Familie Farenheid».

Cześć Jego pamięci!

Autorka i redakcja składają serdeczne podziękowania dyrektorowi Muzeum Historyczno-Krajoznawczego w Oziorsku, Augustowi Wasiljewiczowi Sołowjowowi (1937–2017), za nieocenioną pomoc w przygotowaniu tego materiału oraz za udostępnione informacje i ilustracje (pocztówki z jego prywatnej kolekcji). Niestety, on już nas nie usłyszy. Niedawno nasza ziemia straciła jednego ze strażników swojej historii, człowieka mądrego i wspaniałego. Miał 80 lat.

August Wasiljewicz był Honorowym Obywatelem Rejonu Oziorskiego. Przez ostatnie 13 lat praktycznie wyłącznie dzięki własnemu entuzjazmowi utrzymywał muzeum. Badał historię powojenną, okruch po okruchu „składał” dzieje pruskiej ziemi, pracował ze źródłami i tłumaczył je na język rosyjski, organizował wystawy. Był znakomitym gawędziarzem, człowiekiem wrażliwym i odpowiedzialnym.

August Wasiljewicz przyjechał do obwodu kaliningradzkiego wśród pierwszych przesiedleńców. Ukończył Kaliningradzkie Technikum Rolnicze w Gusiewie, a następnie wydział inżynieryjny Leningradzkiego Instytutu Mechanizacji Rolnictwa i wydział pedagogiczny Moskiewskiego Instytutu Inżynierów Produkcji Rolnej im. W.P. Goriaczkina. Trzykrotnie, na skierowanie komsomolskie, zagospodarowywał ziemie dziewicze (raz przydarzył mu się tam incydent z samym Leonidem Iljiczem!). Przez 44 lata wykładał w Oziorskim Technikum Mechanizacji Rolnictwa. Od 2004 roku aż do ostatniego dnia życia August Wasiljewicz był dyrektorem Muzeum Historyczno-Krajoznawczego w Oziorsku, które od dawna chciano zamknąć. Teraz mało kto przeszkodzi tej decyzji…

Cześć Pańskiej pamięci, Auguście Wasiljewiczu.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.