/ Królewiec – Kaliningrad

Zamek Królewiecki: od „Cytadeli” do „Serca miasta”

Jeśli weźmiecie do ręki stare pocztówki lub fotografie przedwojennego Królewca, to na większości z nich z pewnością zobaczycie Zamek. Może on stanowić centrum kompozycji albo majaczyć gdzieś w oddali, ale to właśnie dzięki niemu wiemy, że zdjęcie zrobiono w naszym mieście, a nie w jakimkolwiek innym. I choć określenie „wizytówka miasta” jest wyświechtane i banalne, to mówiąc o wizualnym odbiorze Królewca i roli, jaką odgrywa w nim Zamek, praktycznie nie sposób go uniknąć.

Rozpoznawalność Zamku szczególnie mocno kontrastuje z dzisiejszym bezbarwnym pustkowiem w jego miejscu. Pustkowiem, które, choć może to dziwić, również jest uosobieniem. Uosobieniem ogromnego i niezwykle ciekawego okresu, wyrwanego z dziejów miasta. Na szczęście pojawiła się wreszcie nadzieja, że dzielenie historii na „właściwą” i „niepożądaną” na zawsze odejdzie w przeszłość.

Nie bez powodu piszę słowo „Zamek” wielką literą. Sami Niemcy nie nazywali go „królewskim” i bardzo rzadko „królewieckim”. Na mapach, pocztówkach, w książkach i broszurach pisano po prostu Das Schloβ — „Zamek”. Wielką literą, tak jak w języku niemieckim zapisuje się rzeczowniki. I gdy w Królewcu mówiono „Zamek”, nikt nie dopytywał, o który chodzi. To również świadczy o jego znaczeniu dla miasta i jego mieszkańców.

Czym właściwie jest „Zamek”?

Ze szkolnych lekcji historii średniowiecza dobrze pamiętamy, że zamek to twierdza i siedziba feudała. W rzeczywistości jednak rola zamku feudalnego (rycerskiego) była znacznie szersza — uosabiał on i potwierdzał suwerenność feudała. Sytuacja polityczna w feudalnych państwach Europy i poziom rozwoju sztuki wojennej były takie, że właściciel zamku, dysponując potężnymi murami i niewielką, lecz oddaną załogą, mógł stawić czoła nie tylko sąsiadom-rycerzom, lecz także swemu suwerenowi.

Koncepcja obrony zamku polegała na tym, że nawet gdy oblegający pokonają wysokie i potężne mury albo wyłamią bramę i wedrą się na dziedziniec, każdą wieżę, piwnicę, budynek i oczywiście cytadelę (donżon lub bergfried) będą musieli brać szturmem, zużywając na to znaczne siły i tracąc ludzi.

Dla zamku charakterystyczne są kolejne linie obrony i możliwość tworzenia lokalnych ognisk oporu. Każde schody urządzano tak, by łatwiej było ich bronić, niż je zdobyć. Ukryte drzwi i przejścia pozwalały zaatakować przeciwnika od tyłu, skąd się tego nie spodziewał. Wieże zamieniały się w odizolowane bastiony, piwnice — w pułapki. Nierzadko zdarzało się, że po zdobyciu murów i zewnętrznych wież strona atakująca tak grzęzła w oblężeniu wewnętrznych zabudowań, że kończyły się środki na prowadzenie walk, a najemni żołnierze po prostu rozchodzili się do domów. Dlatego zamki nie poddawały się do ostatka, licząc na zniesienie oblężenia lub nadejście odsieczy z zewnątrz.

Nie łatwiej było prowadzić długotrwałe oblężenie zamku w nadziei, że głód zmusi jego obrońców do zdania się na łaskę oblegających. Załoga zamku była zazwyczaj znacznie mniej liczna niż wojska przeciwnika, toteż gdy w zamku obrońcy oszczędzali zapasy żywności i liczyli dni, za jego murami trzeba było nie tylko wyżywić ogromną armię, lecz także zbudować dla niej tymczasowe kwatery, osłonić je rowem i częstokołem (palisadą) przed wypadami przeciwnika, pilnować, by zmęczeni oblężeniem żołnierze nie tracili czujności na wartach i nie oddawali się pijaństwu i grabieżom. Jeśli oblężenie przeciągało się na zimę, dochodziły dodatkowe koszty ogrzewania tymczasowych budowli. Do zniesienia oblężenia przyczyniało się niekiedy nie tylko wyczerpanie skarbca, lecz także epidemie, inne konflikty zbrojne, bunty, a nawet śmierć wodza oblegającej armii. Zamek rycerski był więc nader skutecznym środkiem obrony, pozwalającym niewielkim kosztem utrzymania wojska przeciwstawić się znacznie silniejszemu przeciwnikowi. Właśnie dlatego zamki rozpowszechniły się w średniowiecznej Europie niemal wszędzie. Tylko we Francji ich liczba przekraczała pięć tysięcy.

Między zamkiem feudalnym a zamkiem zakonnym, jakim był Zamek w Królewcu, istnieje jednak zasadnicza różnica. Po pierwsze, zamek zakonny należał do korporacji, którą w istocie był zakon rycerski. Wojna z załogą sąsiedniego zamku była zatem wykluczona, a co za tym idzie, zamki można i należało budować tak, by jeden osłaniał drugi podczas oblężenia. Po drugie, zamki na ziemiach pruskich od samego początku obliczone były na przeciwnika niebieglego w arkanach sztuki oblężniczej. W czasach ekspansji nad Bałtyk Zakon miał ograniczone środki i zważywszy na techniczną i organizacyjną słabość Prusów, zamki budowano bardzo racjonalnie, bez fortyfikacyjnych zbytków i nieuzasadnionych wydatków.

Góra Twangste

Warto zaznaczyć, że konieczność budowy zamków na zajętych ziemiach przewidywała również reguła Zakonu Krzyżackiego, zgodnie z którą bracia zakonni mogli nocować wyłącznie w zamkach i nigdzie indziej. Wynikało to z potrzeby kontrolowania, czy bracia przestrzegają ślubów zakonnych, a przede wszystkim ślubu czystości.

Dlatego sieć zamków zakonnych i umocnień budowano z uwzględnieniem przeciętnej długości dziennego przemarszu konnego ciężkozbrojnego rycerza ze sługami i piechurami, a odległość między sąsiednimi zamkami nie przekraczała 30 kilometrów. W zamkach znajdowało się wszystko, co niezbędne do codziennego życia rycerzy-zakonników: pomieszczenia mieszkalne, refektarz (remter), infirmeria (firmaria), latryna (dansker), spichrze i składy, stajnie, kuźnie. Zaopatrzenie zamku w wodę wymagało obowiązkowo studni na dziedzińcu. Pomieszczenia mieszkalne ogrzewano kominkami i specjalnymi piecami z kanałami w ścianach i stropach, którymi płynęło gorące powietrze. Większość zamków budowano nad strumieniem, który przegradzano groblą, tworząc zamkowy staw. Na grobli wznoszono młyn, będący w tamtych czasach niemal obowiązkowym atrybutem zamku.

Wkroczywszy na ziemie pruskie, rycerze Zakonu Krzyżackiego odkryli, że wiele dogodnych pod budowę zamku miejsc zajmują już prymitywne drewniano-ziemne pruskie grodziska i sanktuaria. Bez żadnych uprzedzeń Zakon zakłada na ich miejscu własne zamki, wykorzystując gotowe już rowy i wały. Można nawet stwierdzić, że rycerze zakonni z reguły nie budowali swoich zamków w szczerym polu. Nie były wyjątkiem również dwa największe zamki komturskie* na terenie naszego obwodu — Balga i Królewiec.

Mówiąc o zamkach zakonnych jako budowlach obronnych, trzeba zauważyć, że w odróżnieniu od wielkich zamków Europy Zachodniej były one dalekie od doskonałości. O ile we Włoszech czy we Francji średniowieczni fortyfikatorzy wznosili całe spiętrzenia dodatkowych rubieży obronnych, umiejętnie wykorzystywali załamania murów i wysunięte przed mury wieże do flankowego ostrzału z łuków i kusz przeciwnika, który usadowił się pod murami zamku, o tyle w Prusach rycerze polegali przede wszystkim na naturalnych przeszkodach, rowach, wałach i wysokich murach.

Ewolucja zamku Królewiec

Kluczowym elementem obrony zamku zakonnego był parcham — przestrzeń między zewnętrznym murem obronnym (murem parchamu) a głównym murem zamku. Zgodnie z zamysłem zakonnych fortyfikatorów przeciwnik, pokonawszy w walce i z dużymi stratami mur zewnętrzny, znajdował się na otwartym placu, ostrzeliwanym przez obrońców zamku z kondygnacji bojowej (zazwyczaj drugiej).

Z murów na głowy napastników spadały kamienie i belki, a na koniec następował wypad ciężkozbrojnych wojowników, którzy ostatecznie rozprawiali się z oblegającym oddziałem. To właśnie tu, na placu parchamu, miały się rozgrywać główne wydarzenia, kończące się całkowitym rozgromieniem przeciwnika. Tak prosty plan aktywnej obrony zakładał, że napastnicy nie dysponują doskonałą techniką szturmowania zamków, a rycerze mają jakościową przewagę w uzbrojeniu zaczepnym i ochronnym. Dlatego zamki, które mniej lub bardziej radziły sobie z odpieraniem oddziałów pruskich, okazywały się niedostatecznie chronione, gdy przychodziło im się bronić przed wojskami litewskimi czy polskimi.

Od Ottokara do zamku marszałkowskiego

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że powstanie zamku Królewiec wiąże się z imieniem króla czeskiego Przemysła Ottokara II. Co prawda sam król nie zobaczył zamku nazwanego na jego cześć – był bowiem człowiekiem nader energicznym i zaraz po tym, jak udzielił Krzyżakom nieocenionej pomocy wojskowej w podboju Sambii, wrócił do siebie, ponieważ w Czechach czekało go mnóstwo spraw, poczynając od walki z krnąbrnymi baronami i umacniania władzy królewskiej. Sądząc z kronik, nie uczestniczył on również w założeniu Królewca — w chwili zakładania zamku Ottokar był już w drodze. Mimo to stosunki polityczne między Zakonem a Królestwem Czeskim pozostawały odtąd przyjazne, aż do samego schyłku Zakonu.

Niewątpliwy jest za to bezpośredni udział w założeniu Królewca innego uczestnika wypraw sambijskich — pierwszego komtura zamku Królewiec, Burcharda von Hornhausen. Według wykopalisk archeologicznych przeprowadzonych jeszcze przez Niemców najwcześniejsze drewniano-ziemne umocnienie znajdowało się w rejonie dzisiejszego Domu Sowietów i ścieżki na zboczu Góry Królewskiej, prowadzącej do supermarketu „Moskowskij”.

Jednak już około 1257 roku rozpoczęto budowę murowanego zamku w miejscu, w którym przetrwał on kolejne 700 lat. Na samym początku prace budowlane przerwało powstanie miejscowej ludności, które wybuchło w 1260 roku. Było to drugie powstanie pruskie od chwili, gdy Krzyżacy rozpoczęli podbój Prus.

Ku swemu zdumieniu bracia zakonni przekonali się, że przez te lata Prusowie wiele się od nich nauczyli, zwłaszcza organizowania oblężeń i posługiwania się machinami oblężniczymi. Sami rycerze zakonni nazywali to powstanie „apostazją Prusów”, ponieważ zbuntowali się Prusowie ochrzczeni, będący poddanymi państwa zakonnego, w tym także pełniący w nim służbę wojskową. Tym razem niezdobyte wcześniej dla nich zamki rycerskie padały jeden po drugim. Wyjątkiem były Balga i Królewiec, które Prusowie bezskutecznie szturmowali, a następnie wzięli w oblężenie. Oblężenie Królewca trwało dwa i pół roku i jedynie możliwość zaopatrywania Zamku w żywność drogą przez Pregołę pozwoliła załodze przetrwać do nadejścia pomocy wojskowej od książąt niemieckich. Zaraz po zniesieniu blokady w 1263 roku wznowiono budowę murowanego zamku, uwzględniając doświadczenia pruskiego oblężenia. Tak samo stało się w zamku Balga. Obrona zamków nie ograniczała się już wyłącznie do wznoszenia potężnych murów – niemal wszystkie zamki otrzymały teraz wysunięte umocnienie, czyli przedzamcze. Podjęto też działania, by zabezpieczyć odzyskane już ziemie przed najazdami z zewnątrz, wznosząc pierścień obronny z mniejszych zamków. Pod kontrolą zamków znalazły się rzeki Pregoła, Dejma i Łyna (Alle). O skuteczności tych środków świadczy fakt, że zamki w Królewcu i Baldze, dopóki miały znaczenie militarne, ani razu nie zostały zdobyte przez nieprzyjaciela.

Niezwykle korzystne położenie geograficzne Królewca sprawiło, że wysunął się on na czoło spośród pozostałych zamków zakonnych. Około 1312 roku, w okresie wzmożonego naporu na Litwę i nieustannych wypraw odwetowych wojsk litewskich, Królewiec staje się siedzibą marszałka zakonu krzyżackiego, a w istocie jego stolicą wojskową.

W tym czasie zamek przeszedł odpowiednią przemianę: we wszystkich czterech narożnikach stanęły wieże obronne, spośród których wyróżniała się ośmioboczna Wieża Owsiana (Haberturm), która przetrwała aż do ostatecznego wyburzenia ruin Zamku. Od północy zamek otrzymał dwie wieże pośrednie, a od południa – trzy. Wszystkie wieże wysunięto przed lico murów, co pozwalało razić ogniem flankowym przeciwnika, który usadowił się tuż pod murem. Wieże miały kształt prostokątny – według ówczesnych kanonów sztuki fortyfikacyjnej uważano je za skuteczniejsze od okrągłych. Pod koniec XIV wieku wzniesiono wielką wieżę zamkową, tak dobrze nam znaną z fotografii. Ze względu na swoją konstrukcję nie była ona donżonem ani bergfriedem, lecz raczej wieżą obserwacyjną, łączącą funkcję dzwonnicy, a później także wieży z głównym zegarem miejskim. Gdanisko (latryny) Zamku wznosiło się od strony zachodniej, mniej więcej tam, gdzie dziś biegnie prospekt Leninski.

Zamek w Królewcu, 1350Plan Zamku w 1350 roku. Rekonstrukcja z książki Friedricha Lahrsa „Zamek królewiecki”.

Zamek w Królewcu, 1450Plan Zamku w 1450 roku. Rekonstrukcja z książki Friedricha Lahrsa „Zamek królewiecki”.

Wówczas zresztą w tym miejscu znajdowała się fosa. Główną budowlą Zamku był czworoboczny dom konwentu (zgromadzenia rycerzy). Charakterystyczne, że właśnie na okres rozkwitu Zakonu przypada szczyt rozwoju Zamku jako obiektu fortyfikacyjnego. Ale nadchodziły już inne czasy. Broń palna, która pojawiła się w Europie, zmiotła z kart historii nie tylko rycerską jazdę, lecz także zamki.

Twierdza staje się rezydencją, zabytkiem, muzeum

Już pierwsze użycie artylerii oblężniczej w Europie pokazało, że wszystkie dawne formy fortyfikacyjne w postaci ceglanych murów i wież nie są w stanie oprzeć się nowemu rodzajowi wojsk. Kamienne, a później żeliwne kule, metodycznie wystrzeliwane ogniem na wprost z tak zwanych baterii wyłomowych, kruszyły cegłę, rozbijały strzelnice, łamały blanki przedpiersi. Same zamki zupełnie nie nadawały się do rozmieszczenia w nich dział fortecznych: wieże były zbyt ciasne, klatki schodowe wąskie i niewygodne, a ganki obronne na murach podatne na ostrzał artylerii oblężniczej. Zamiast zamków zaczęto stopniowo wznosić wały ziemne i bastiony i tylko bezwładność myśli wojskowej sprawiała, że kamiennym twierdzom niekiedy wciąż przypisywano rolę cytadeli otoczonej pierścieniem bastionów. W Prusach moment ten nadszedł w latach kształtowania się świeckiego księstwa.

Po raz ostatni liczne zamki jako umocnienia wymieniono w tekście traktatu krakowskiego, który świeżo upieczony książę Albrecht podpisał w 1525 roku. To właśnie Albrecht rozpoczął przebudowę Zamku na rezydencję władcy – wprawdzie ufortyfikowaną, ale przede wszystkim przed słabo uzbrojonymi buntownikami.

Za pierwszego księcia przebudowano południowe skrzydło Zamku (architekt Andreas Hesse), a nad bramą wschodnią wzniesiono znaną budowlę architekta Friedricha Nußdorfera, którą nazywano po prostu „budowlą Albrechta”. Największe zmiany zaszły w Zamku za regenta Jerzego Fryderyka w latach 1584–1594. Sprowadził on architekta Blasiusa Berwarta, który rozebrał pozostałości domu konwentu i wzniósł znane z licznych fotografii i rysunków skrzydło zachodnie ze szkarpami i dwiema dużymi okrągłymi wieżami. Na drugiej kondygnacji skrzydła zachodniego otwarto kościół zamkowy.

Zamek w Królewcu, 1400Rok 1400. Rysunek z książki Friedricha Lahrsa „Zamek królewiecki”.

Zamek w Królewcu, 1560Rok 1560. Rysunek z książki Friedricha Lahrsa „Zamek królewiecki”.

Królewskim uczynił Zamek pierwszy król pruski Fryderyk I. Po pierwsze, właśnie tu się koronował, po drugie, polecił uczynić go swoją drugą rezydencją. Projekt przebudowy skrzydła wschodniego przygotował architekt Schultheiß von Unfried, lecz zrealizowano go jedynie w niewielkim stopniu. Tak powstała barokowa „budowla Unfrieda” w południowo-wschodniej części Zamku. Jej budowę ukończono dopiero w czasach rosyjskiego panowania w Królewcu podczas wojny siedmioletniej. Ostatnie duże prace budowlane w Zamku przeprowadził architekt Schlüter, który w 1864 roku osadził na głównej wieży zamkowej neogotycki hełm. Odtąd wszystkie zmiany miały charakter lokalny: wymieniano szczyty, ogrodzenia murów oporowych, ustawiano rzeźby. Zamek ostatecznie przemienił się z twierdzy w zabytek architektury z różnych epok. W XX wieku pomieszczenia Zamku wykorzystywano przeważnie na cele muzealne – oddano na nie całe skrzydło południowe, część zachodniego oraz pojedyncze sale skrzydeł wschodniego i północnego.

Przede wszystkim jednak Zamek był główną atrakcją Królewca, jego reprezentacyjną fasadą, którą znali i rozpoznawali nie tylko mieszkańcy, ale i miliony ludzi na całym świecie. A co najważniejsze – jego sercem.

„Cytadela” czy „zepsuty ząb”

Nie ma i nie może być żadnego usprawiedliwienia dla hitlerowskiego faszyzmu. Niezliczone nieszczęścia i cierpienia przyniósł on nie tylko narodom Europy i naszemu krajowi, lecz także środowisku, w którym się narodził, które go wykarmiło i które wykorzystał do umocnienia swojej przerażającej ideologii. Zamek królewiecki to zaledwie maleńkie ziarnko piasku w tej ogromnej, niszczycielskiej, ognistej trąbie powietrznej, którą rozpętana przez Hitlera II wojna światowa przetoczyła się przez naszą planetę.

Wraz z dojściem faszystów do władzy Zamek spotkał nie do pozazdroszczenia los: stał się miejscem nazistowskich zgromadzeń i wystaw agitacji narodowosocjalistycznej, a także składnicą zrabowanych przez hitlerowców dóbr kultury. Raczej nie rozmyślały nad tym załogi brytyjskiego lotnictwa, zrzucając bomby zapalające w ciemność królewieckiej nocy, a jednak właśnie ten nalot z 30 sierpnia 1944 roku stał się początkiem końca Zamku. Skutki bombardowania okazały się katastrofalne: pożar, który wybuchł w Zamku, doprowadził do poważnych zniszczeń skrzydła południowego i wschodniego. W skrzydłach północnym i zachodnim spłonęły dachy i górne kondygnacje. Przepadła ogromna liczba eksponatów muzeów mieszczących się w Zamku. Cudem ocalała zawczasu zapakowana do skrzyń i ukryta w piwnicach Bursztynowa Komnata, ale wiele innych skarbów na zawsze zniknęło w płomieniach. Nie były to jednak bynajmniej ostatnie próby, jakie przypadły w udziale królewieckiemu Zamkowi.

W dokumentach wojskowych 3 Frontu Białoruskiego Zamek często określano mianem „Cytadeli”. Nie działo się tak bynajmniej dlatego, że dowództwo nie wiedziało, iż zamek jako obiekt fortyfikacyjny zestarzał się już pięć wieków wcześniej.

W ówczesnej radzieckiej propagandzie przywoływano historyczne paralele między „psami-rycerzami” a hitlerowskimi najeźdźcami. Z punktu widzenia historyka były one bezpodstawne, lecz trafiały do żołnierzy, którzy codziennie patrzyli śmierci w oczy.

Do ducha dawno spoczywających w Bogu rycerzy od czasu do czasu odwoływała się także nazistowska propaganda. Nie wnikając w istotę wydarzeń historycznych, jedni uczynili więc z Krzyżaków usprawiedliwienie swoich zbrodniczych planów, drudzy zaś mieli obalić te plany wraz z ich symbolem. Co ciekawe, niektórzy przedstawiciele nazistowskiej wierchuszki partyjnej w Królewcu rzeczywiście uważali mury Zamku za poważną osłonę przed ówczesną nowoczesną bronią. Komendant Królewca Lasch opisuje w swoich wspomnieniach, jak gauleiter Koch proponował wciągnąć działo na wieżę Zamku i ostrzeliwać stamtąd Rosjan, a później wzywał do obrony zamku jako ostatniego bastionu miasta. Żaden z tych planów nie doczekał się jednak realizacji. Działa po prostu nie dało się wciągnąć na wieżę, a grupa esesmanów i policjantów broniących Zamku starała się go opuścić przy pierwszym w miarę silnym ostrzale oddziałów Armii Czerwonej.

Choć szturmu Zamku jako takiego nie było, ostrzał artyleryjski i działania lotnictwa szturmowego doprowadziły go do stanu jeszcze bardziej opłakanego niż po angielskim bombardowaniu. Za ocalałe można było uznać jedynie stare piwnice Zamku. Z budowli naziemnych zostały tylko ściany bez stropów, z licznymi przestrzelinami i wyłomami. Zaraz po wojnie ruiny zamku zamieniono w „kamieniołom”, w którym „wydobywano” cegłę przeznaczoną na odbudowę radzieckich miast. Wreszcie w latach 60. kwestia dalszych losów Zamku stanęła na ostrzu noża.

Zamek w Królewcu

Według legendy ostatecznie rozstrzygnął ją główny ideolog KC KPZR, towarzysz Susłow. Podczas podróży służbowej do Kaliningradu, przejeżdżając obok ruin zamku, zbeształ miejscowe władze: „Jeszcze nie wyrwaliście tego zgniłego zęba faszyzmu?!”

Po tych słowach opinie autorów planu generalnego miasta, przedstawicieli Ministerstwa Kultury ZSRR i kaliningradzkich muzealników nie miały już żadnego znaczenia. Zamek ostatecznie rozebrano do 1969 roku, jednak jego piwnice pozostawały dostępne dla ciekawskich jeszcze przez kilka lat, dopóki nie rozpoczęto zagospodarowywania placu Centralnego.

Serce miasta

Przez prawie 700 lat nikt w Królewcu nie zastanawiał się, gdzie jest jego serce, bo odpowiedź była oczywista: Zamek i tylko Zamek. Zastanowiono się nad tym nieco później, gdy serce to ostatecznie przestało bić. Wtedy stało się jasne, że do roli serca miasta nie dorasta ani dawny magistrat (potocznie „CeGe” – od Centralnego Gastronomu, a później siedziba władz miasta), ani rozpoczęty, lecz nigdy nieukończony „DeEs”, czyli Dom Rad. Pierwszy jest w najlepszym razie jego głową, drugi – wielką i szpetną brodawką. Kawałek zatrzymanego serca miasta odkopali archeolodzy, ale ono od tego znowu nie zabiło. Czy miasto ma dalej żyć bez serca, czy jednak znajdziemy w sobie odwagę, by przyznać, że lepszego Serca niż to, w którym połączone są Historia, Kultura i Sztuka, miasto po prostu mieć nie może? Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest bliżej, niż się czasem wydaje.

____________

* Komturstwo (komandoria) – najmniejsza jednostka administracyjna Zakonu. Około 1300 roku Zakon Krzyżacki liczył około 300 komturstw rozsianych po całej Europie, od Sycylii po kraje nadbałtyckie. Komturstwo składało się zazwyczaj z jednego zamku i bezpośrednio przylegających do niego terenów. Na czele każdego komturstwa stał komtur. Najmniejsze i najuboższe komturstwa mogły wystawić zaledwie po kilkunastu zbrojnych, największe i najbardziej wpływowe – ponad tysiąc.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.