Nie tak dawno polscy inwestorzy, którzy proponowali Kaliningradowi projekt odbudowy jednego z opuszczonych niemieckich fortów, nazwali w swojej prezentacji miasto po polsku Królewcem, co wywołało niezadowolenie byłego gubernatora obwodu Nikołaja Cukanowa. Inwestorzy wyjaśnili wtedy użycie nazwy „Królewiec” zamiast „Kaliningrad” tym, że „i tak oznacza to jedno i to samo”.
Nikołaj Cukanow poprosił zaś stronę polską, by na przyszłość nie zapominała, że miasto ma jedną nazwę – Kaliningrad.
„Nasi litewscy koledzy przy wjeździe do Kaliningradu też napisali na tablicy na granicy ‘Karaliaučius’ (litewska nazwa miasta Królewca – przyp.). A kiedy nasze służby w odpowiedzi napisały na drogowskazie przy drodze do Wilniusa ‘Wilno’, wywołało to duże rozdrażnienie po stronie litewskiej. Myślę, że taką samą reakcję wywołalibyśmy po stronie polskiej, gdybyśmy umieścili tablice na przykład z pierwotną nazwą Gdańska (Danzig – przyp.). Dlatego myślę, że sprawiedliwie będzie napisać jednak nie ‘Królewiec’ (w prezentacji), lecz Kaliningrad” – wyjaśnił Polakom N. Cukanow. Od razu jednak warto podkreślić, że w Polsce z tablicami wszystko jest w porządku – wszystkie przygraniczne drogi prowadzą właśnie do „Kaliningradu”.
W tej sytuacji same przez się nasuwają się dwa pytania: „co to za Królewiec?” i „dlaczego Polacy otwarcie używają tej nazwy zamiast oficjalnej?”.
Odpowiedź na pierwsze pytanie będzie krótka i prosta. Królewiec to polska nazwa miasta Königsberg, które za czasów króla Kazimierza IV w 1454 roku przez około rok należało do Polski. Nazwy Königsberg w Polsce z zasady się nie używa, najpewniej z powodu „patriotyzmu językowego”.
Natomiast odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy nazywają Królewcem nie tylko Königsberg, ale i Kaliningrad, nawet przy całkiem oficjalnych okazjach, wymaga sięgnięcia nie do epoki Kazimierza IV, lecz do współczesności.
O przyczynach używania nazwy „Królewiec” w oficjalnych wystąpieniach polskich polityków
Sporność kwestii używania w Polsce nazwy „Królewiec” zamiast „Kaliningrad” najwyraźniej ujawniła się, gdy ministrem spraw zagranicznych Rzeczypospolitej został Radosław Sikorski, który usilnie zalecał, by nie posługiwać się sowiecką nazwą miasta. Radosław Sikorski był pierwszym ministrem spraw zagranicznych Polski, który użył nazwy „Królewiec” w oficjalnych wystąpieniach.
W 2011 roku użył nazw „Królewiec” i „obwód królewiecki”, przedstawiając w niższej izbie parlamentu Rzeczypospolitej exposé (krótkie przedstawienie priorytetów polityki). Nawiasem mówiąc, później Radosław Sikorski, również z trybuny parlamentarnej, porówna mały ruch graniczny między Polską a „obwodem królewieckim” z projektem „Prusy Wschodnie”.
Swobodnie posługiwał się nazwą „Królewiec” Sikorski nawet podczas spotkania z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem i szefem niemieckiego MSZ Guido Westerwellem, nazywając obwód kaliningradzki okręgiem królewieckim, a trójstronne rozmowy – poetycko „Trójkątem Królewieckim”.
Swój konsekwentny bojkot oficjalnej nazwy „Kaliningrad” minister Sikorski uzasadniał następująco: „Przypominam, że towarzysz Kalinin był stalinowskim zbrodniarzem, który podpisał rozkaz zamordowania polskich oficerów w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Nie uważamy, by właściwe było przyczynianie się do uwieczniania tego człowieka”.
Na tej podstawie Radosław Sikorski zalecił wszystkim przedstawicielom polskiej dyplomacji unikanie sowieckiej nazwy miasta. I przy każdej okazji podkreślał wymowę, jaką niesie ze sobą używanie nazwy „Królewiec”.
Co ciekawe, kwestią stosowności używania nazwy „Królewiec” na szczeblu oficjalnym, w szczególności w wystąpieniach polskich polityków, dwukrotnie (w 2005 i 2008 roku) zajmowała się specjalna Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej. W obu przypadkach Komisja doszła do niejednoznacznego wniosku. Z jednej strony Polska powinna na szczeblu oficjalnym używać wyłącznie nazwy „Kaliningrad”, ponieważ jest to podstawowa nazwa miasta i nie ma żadnego znaczenia, kim był Michaił Kalinin. Zarazem używanie historycznej nazwy „Królewiec” jako egzonimu1 Komisja uznała za dopuszczalne, choć niezalecane.
Tak więc w Polsce wybór formy nazwy naszego miasta zależy od poglądów konkretnego polityka, dyplomaty, urzędnika itd.
A używanie nazwy „Królewiec” zamiast oficjalnej „Kaliningrad” nie jest zjawiskiem marginalnym. Warto jednak zauważyć, że w żadnym oficjalnym dokumencie nazwa „Królewiec” nie jest stosowana – wynika to oczywiście z tego, że w przeciwnym razie taki dokument nie miałby mocy prawnej.
Oprócz byłego ministra spraw zagranicznych Polski nazwy „Królewiec” otwarcie używali i używają także inni wybitni przedstawiciele polskiej dyplomacji. Na przykład były ambasador Polski w Rosji Jerzy Bahr nawet w wywiadzie dla kaliningradzkich mediów zaznaczał, że nie akceptuje sowieckiej nazwy miasta.
„Mówiąc o Kaliningradzie, staram się używać słowa Królewiec, ta nazwa jest Polakom bliższa niż Kaliningrad. Pamiętam, jak w Warszawie rosyjskiemu ambasadorowi zadano pytanie, czy nie można by przywrócić nazwy Królewiec. Odpowiedział: ‘Brzmi pięknie, ale trudno to wymówić’.
Kalinin nie miał nic wspólnego z tym miastem, nawet ani razu tu nie był. <…> Tymczasem jego podpis widnieje na rozkazie rozstrzelania polskich oficerów w Katyniu. Dość żałosny patron miasta.
Dlatego staram się nie używać nazwy Kaliningrad, jeśli nie wymagają tego okoliczności” – zaznaczał ambasador.
Innymi słowy, argumentacja za używaniem w Polsce właśnie polskiej nazwy „Królewiec” jest standardowa – negatywny sowiecki ładunek znaczeniowy nazwy „Kaliningrad”.
O możliwości zmiany nazwy „Rondo Kaliningrad” w Elblągu
Co ciekawe, dylemat „Kaliningrad czy Królewiec?” istnieje także na polskim szczeblu regionalnym. W 2013 roku grupa inicjatywna mieszkańców Elbląga, polskiego miasta partnerskiego Kaliningradu, rozpoczęła zbieranie podpisów pod petycją domagającą się zmiany nazwy znanego wielu kaliningradczanom odwiedzającym Polskę ronda „Kaliningrad” (Rondo Kaliningrad). Autorzy petycji proponowali nazwać rondo na cześć polskich partyzantów antykomunistycznych okresu II wojny światowej – „Żołnierzy Wyklętych” (Żołnierze wyklęci) albo, w ostateczności, sięgnąć po historyczną nazwę „Królewiec”. Przyczyną petycji było wciąż to samo sowieckie brzmienie nazwy miasta. Pomysł ten nie wzbudził jednak większego entuzjazmu władz Elbląga. Ówczesny prezydent miasta Jerzy Wilk zaznaczał, że kwestia ta nie jest priorytetowa, a jeśli już zmieniać nazwę ronda, to należy to wcześniej uzgodnić ze stroną rosyjską i być może lepiej użyć nazwy funkcjonującej w „słowniku” stosunków międzynarodowych Rosji, Polski i Niemiec – Trójkąt Królewiecki.
Przykładów takich „kaliningradzko-królewieckich” dylematów w Polsce można przytoczyć jeszcze wiele. Ktoś uzna to za zabawne i się uśmiechnie, ktoś za dwuznaczne i się zamyśli, a ktoś może za ingerencję w nasze czysto wewnętrzne sprawy i nabierze podejrzliwości. Trzeba jednak przyznać, że przyczyną takich dyskusji jest sama historia naszego regionu.
Kaliningrad – jego przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – najpewniej jeszcze długo będzie przedmiotem dyskusji nie tylko regionalnych, ale i międzynarodowych. A skoro w Polsce dyskusja na temat „Kaliningrad czy Królewiec?” nie jest postrzegana jako marginalna czy niedopuszczalna, to i my, kaliningradczanie, powinniśmy zastanowić się nad jej przyczyną i sensem.
____________
1. Terminem egzonim określa się toponim nieużywany przez miejscową ludność lub naród, lecz stosowany w odniesieniu do nich przez społeczności zewnętrzne.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

