/ Obwód kaliningradzki

Legendy o pruskich wzgórzach: ziemne piramidy Sambii

Legendy o pruskich wzgórzach: ziemne piramidy Sambii

Plan rozmieszczenia pruskich grodzisk na Półwyspie Sambijskim.

Z książki Antje Wendt, 2011, według planu H. Cromego, 1940.

W jednej z wcześniejszych publikacji, a mianowicie „Galtgarben – czarodziejska góra”, była mowa o dawnych pruskich sanktuariach i zamkach. Rzeczywiście, na obecnie kaliningradzkim i polskim terytorium dawnych Prus Wschodnich zachowało się do dziś ponad 350 dawnych umocnień wałowo-ziemnych, a także wzniesień związanych z działalnością kultową naszych poprzedników. Ten artykuł rozpocznie niewielki cykl publikacji „Wschodniopruskie legendy o wzgórzach, kamieniach i drzewach”, w którym na podstawie dawnych niemieckojęzycznych podań, z interpretacją i komentarzami autora, czytelnicy bliżej poznają najstarszą warstwę kultury naszego regionu, nie zawsze dostępną na pierwszy rzut oka.

Wstęp

Na przedwojennych mapach topograficznych obiekty te występują najczęściej pod niemieckimi nazwami „Schlossberg” (góra zamkowa), „Burgwall” (obwałowany zamek), „Hausenberg” (zamek-dom na górze), „Schanzenberg/Alte-Schanze” (góra-schronienie/stare schronienie), „Schwedenschanze” („szwedzkie” schronienie, a ściślej późniejsza kalka (po 1630?) z bałtyjskiego swent-švent, które wcześniej wskazywało na świętość tego miejsca), „Hünenberg” („góra olbrzymów”, nazwa z etymologii ludowej). Spotyka się też inne, w tym hybrydowe prusko-niemieckie nazwy, jak Pillen-berg/Pill-berg (prus. Pils – zamek, niem. Berg – góra), a niekiedy zachowane pruskie nazwy gór zamkowych: Pilgar(bs) (gārbs – po prusku góra), Worpillen (z pruskiego „stary zamek”, od prus. Wārs – stary + zamek), nie mówiąc już o właściwych pruskich nazwach miejscowości, jak Galtgarben czy Wargen. Tak więc same nazwy z etymologii ludowej, utrwalone na mapach, po części mówią o pierwotnym przeznaczeniu tych budowli.

Zamki, schronienia, miejsca zgromadzeń społeczności, sanktuaria – to tylko część funkcji, jakie mogły pełnić grodziska Prusów.

Już od końca XVII – początku XVIII wieku obiekty te przyciągają uwagę historyków. Pierwszym badaczem pruskich grodzisk (wzgórz zamkowych) i innych umocnień wałowych był porucznik Johann Michael Gise, który w latach 1826–28 odnotował tu ponad 300 takich obiektów. Później zajmowali się nimi także inni badacze, na przykład Emil Hollack, który zaznaczył znane mu pruskie grodziska na swojej mapie archeologicznej Prus Wschodnich z 1908 roku. Do 1940 roku większość pruskich grodzisk skatalogował Hans Crome, który zaopatrzył swój katalog grodzisk sambijskich (samlandzkich) w dobre plany krajobrazowe; niektóre z nich pokazano w tej publikacji, na przykład na rysunku powyżej. Pruskie grodziska intensywnie badał też Carl Engel (wiele pozostało nieopublikowanych w jego archiwach).


Pruskie grodzisko w Jeziorkach

Pruskie grodzisko w Jeziorkach, Polska.

Archiwum Carla Engela w zasobie Archiwum R. Grenza, Szlezwik.


W miarę możliwości pruskimi grodziskami zajmowali się także badacze radzieccy: Frida Gurewicz (wykopaliska na grodzisku Graczewka-Pillenberg/Kraam), Władimir Kułakow i inni. Pełniejszą historiografię badań tych zabytków podaje artykuł Leonida Jefriemowa „Pruskie grodziska” z 2005 roku. Pracą podsumowującą na temat grodzisk Sambii jest rozprawa doktorska Antje Wendt, obroniona w Kilonii w 2011 roku. O archeologicznym, krajobrazowym i turystycznym znaczeniu pruskich gór zamkowych można mówić bardzo długo.

Mnie jednak bardziej interesuje to, co myśleli o nich sami potomkowie budowniczych tych grodzisk, którzy do XIX wieku stali się częścią niemieckojęzycznej cywilizacji Bałtyku. Co widzieli oni i inni mieszkańcy Prus Wschodnich w tych ziemnych „piramidach”, pozostawionych przez kogoś w cienistych lasach?

Wschodniopruskie podania o pruskich grodziskach, spisane przez Reuscha, Temmego, Engela i innych w XIX – pierwszej tercji XX w., mimo że niektórym wydają się niepoważne, zachowują bardziej archaiczne warstwy światopoglądu – jeśli nie sięgające czasów wznoszenia tych obiektów (wiele z nich liczy ponad 2000 lat), to odzwierciedlające moment zderzenia i konfrontacji kultury pruskiej i niemieckiej, a także reakcję chrześcijańskiego potocznego światopoglądu na inny sposób życia, kulturę i obyczaje – pogaństwo Prusów.

Ziemne piramidy Sambii

Zwróćmy się najpierw ku podaniom związanym z grodziskami Półwyspu Sambijskiego – najważniejszego ośrodka administracyjnego i kulturowego Prusów. Znanych jest ponad pięćdziesiąt takich legend. Ich wątki często krzyżują się ze źródłami folklorystycznymi innych regionów Bałtyku, co świadczy o wspólnej warstwie wyobrażeń przedchrześcijańskich, wplecionych później w kanwę zabobonów chrześcijańskiej Europy.

Ponieważ największe grodzisko Prusów-Sambów, Galtgarben, i związane z nim legendy zostały tu omówione osobno, zwrócimy się ku nie mniej imponującemu pruskiemu zamkowi znanemu jako Gross-Hausen – Gross Hausen albo Hausenberg, położonemu kilka kilometrów na północny zachód od osady Russkoje/Germau (rejon zielenogradski). Grodzisko ma imponujące wymiary 120 x 50 m i wysokość od podnóża około 20 m. Otaczają je trzy wysokie wały i głębokie fosy.


Plan pruskiego grodziska Gross Hausen


Plan pruskiego grodziska Gross Hausen (os. Russkoje-II).

Rysunek z książki Fridy Gurewicz z 1960 r.


Takiej góry, wznoszącej się na 89 metrów nad poziom morza, trudno było nie zauważyć okolicznym mieszkańcom i przejeżdżającym podróżnym.

Jedno z podań o Hausenbergu głosi:

„Pewien mieszkaniec – czy to z Groß, czy z Klein Kuhren – wybrał się raz w noc noworoczną do Germau. Gdy zbliżył się do łysej góry Hausen, ku swemu niemałemu zdziwieniu odkrył, że stoi na niej wspaniały zamek. Zamku tego nie widział nigdy w życiu, choć często jeździł tą drogą. Niewiele myśląc, skierował swój wóz pod górę. Brama zamku była otwarta. Gdy wszedł, zobaczył tam strojnie ubranych podziemnych mieszkańców, bawiących się na uczcie. Zaprosili go do stołu. Chłop jadł, pił i tańczył. Ale potem przypomniał sobie, że trzeba wracać. Gdy zaczął się zbierać w drogę, podziemni mieszkańcy zawołali za nim, że nie godzi się odchodzić z pustymi rękami. «Dawaj swój worek!» – wrzasnęli. Chłop podziękował im za dobroć, zarzucił pełny worek na ramię i poszedł do wozu. Rzuciwszy worek na wóz, postanowił zajrzeć, co też mu tam podarowano. Ach, jakże mu się zrobiło przykro – cały worek był wypełniony końskim nawozem! Ale sam worek mógł się jeszcze przydać, więc wytrząsnął nieczystości i ruszył w swoją stronę. Lecz już w domu, wytrzepując worek, w jego rogach, tam, gdzie zostały resztki nawozu, znalazł monety ze szczerego złota! O tym, że w każdą noc noworoczną na Hausenie spod ziemi wyłania się piękny zamek, wie wielu miejscowych mieszkańców”.


Panorama wałów pruskiego grodziska Gross Hausen


Panorama wałów pruskiego grodziska Gross Hausen (Russkoje-II).

Fot. autor.


Druga legenda opowiada o „Dziewczynie z Wielkiego Hausenu”:

„W przeklętym zamku na Hausenbergu mieszkała pewna zaczarowana dziewczyna. Aby ją uwolnić, trzeba było wjechać na górę tyłem wozem, w którym wszystkie części są odwrócone na odwrót. Pewien młodzieniec poprzestawiał odpowiednio wszystkie części swojego wozu i ruszył na górę. Zapomniał jednak odwrócić jeden gwóźdź w dyszlu. Dziewczyna, ujrzawszy go, zaczęła krzyczeć: «Odwróć gwóźdź w dyszlu, odwróć gwóźdź!». Ale było już za późno. I w tej samej godzinie zamek wraz z dziewczyną zapadł się pod ziemię”.

Istnieje też trzecia legenda o grodzisku Hausenberg koło Germau, ze zbioru Reuscha:

„Góra Hausen jest po Galtgarbenie najwyższą górą w Sambii. W tej górze ma być ukryty wielki skarb. I to nie są puste słowa – niektórym zdarzyło się zobaczyć go na własne oczy. Babka owdowiałego Schulza, który do dziś mieszka w Rauschen, w młodości służyła jako pokojówka w Germau i pewnego razu została posłana z jednym parobkiem na Hausen na grzyby. W gęstych zaroślach wkrótce stracili się z oczu. Wtem parobek zauważył tuż przed sobą wielką kupę złota, jasno lśniącą w słońcu. Dookoła, zwinięty w krąg, pełzał gruby czarny wąż. Wąż przez cały czas patrzył na parobka tak, jakby chciał powiedzieć: «No weźże pieniądze! Weź pieniądze!», aż w końcu parobek nie wytrzymał i nabrał swoim koszykiem tyle złota, że był pełen po brzegi. Parobkowi wydawało się, że to bardzo dużo, ale ze złotej kupki jakby nic nie ubyło. Wtedy parobek migiem ściągnął z siebie koszulę i napchał ją złotem. Więcej jednak nie mógł unieść i przypomniał sobie, że dobrze byłoby zawołać biedną dziewczynę, żeby wzięła sobie resztę. I ledwie zaczął wołać swoją towarzyszkę, na górze podniósł się taki szum i świst, że jego słaby głos w nim utonął. Z gęstych chmur dobiegł przenikliwy głos: «Wysyp pieniądze! Wysyp pieniądze!». Parobek bardzo się przestraszył i, chwilę się ociągając, wpatrując się to w złoto, to w chmury, wysypał całe złoto najpierw z koszyka, a potem z koszuli z powrotem na kupkę. I natychmiast burza ucichła. Wąż zanurzył się wraz ze swoim skarbem w górę i ziemia za nim się zamknęła. Znów jasno świeciło słońce i wreszcie dziewczyna usłyszała krzyki parobka. Ale nie było już żadnego pożytku z tego, że przybiegła, bo skarb zniknął i tylko kilka monet, które wypadły poza krąg zakreślany przez węża, leżało na miejscu. Gdyby parobek wysypał złoto trochę dalej, mogłoby mu się dostać więcej. Potem jeszcze wielu próbowało wykopać te skarby, ale nikt nic nie znalazł. Tylko raz jeszcze inny parobek widział tam złoty przedmiot. Wspiąwszy się na Hausen, potknął się jakby o gałązkę jałowca, ale przyjrzawszy się, zobaczył, że był to cenny róg myśliwski z wytwornym pendentem, jaki mógł należeć jeszcze do pogan. Podniósł go i zawiózł do urzędu, skąd róg podobno trafił do Berlina”.

Tak więc miejscowi mieszkańcy wiedzieli o istnieniu zamku na obecnie „łysej górze”, zanim zainteresowała się nim nauka.

Jego zniknięcie tłumaczyli jakąś klątwą. Zamek uważano za „przeklęty” być może i dlatego, że należał do innej – pogańskiej – epoki, a więc do czasu „przed historią”, do mitologicznego czasu Ciemności i Olbrzymów. Dlatego właśnie zamek staje się widoczny tylko raz w roku – w magicznym czasie, w noc noworoczną.

A ludzie, którzy dawniej go zamieszkiwali, stali się w świadomości prostych ludzi zjawami lub „podziemnymi mieszkańcami” – mitycznymi przodkami, poprzednikami, z którymi opowiadający mógł odczuwać jakąś więź. Być może „podziemni mieszkańcy” to tutaj pruskie istoty nadprzyrodzone: kauki, barzdukowie i markopole, które po części przejęły funkcje totemów-przodków. Według innych źródeł pisanych takie istoty, zwłaszcza te związane ze światem zmarłych, a więc z niewyczerpanymi bogactwami (przypomnijmy tysiące pruskich pochówków z bogatym wyposażeniem grobowym i końmi), mogą przynosić i odbierać dobytek. Zapewne dlatego wątek obdarowywania przez „podziemnych mieszkańców” złotem, które ukazuje się człowiekowi jako nawóz, węgle lub gliniane skorupy, jest tak popularny w folklorze europejskim, i nie tylko. Ponieważ śladów obecności Zakonu na Gross Hausenbergu dotąd nie odkryto (cała znaleziona przez archeologów ceramika jest pruska, o czym świadczy też sam kształt obiektu), można przypuszczać, że drewniane palisady pruskiej twierdzy, w miarę jak przestawały być potrzebne, stopniowo popadały w ruinę, zarastały lasem i ulatywały z pamięci miejscowych mieszkańców. To nadawało budowli nowy, stopniowo zmieniający się sens – opuszczonego, przeklętego zamku zamieszkanego przez złe moce, który raz w roku otwiera swoje wnętrze przed ciekawskim wędrowcem.


Widok na fosę i wał pruskiego grodziska Gross Hausen


Widok na fosę i wał pruskiego grodziska Gross Hausen (os. Russkoje-II).

Fot. autor.


Przy tym w drugiej, uromantycznionej legendzie klątwa zamku przechodzi na pewną księżniczkę, którą można ocalić w ciekawy sposób – wjeżdżając wozem na górę tyłem, po uprzednim odwróceniu w nim wszystkiego na opak. Taki wątek powtarza się w jednej z legend o Galtgarbenie i o zamku na Korallenbergu koło Rossitten (os. Rybaczij). Takie przekształcenie, odwrócenie rzeczy „na opak” przy przejściu w inny stan, na przykład do świata przodków, znane jest od najdawniejszych czasów: łamanie i gięcie broni w pochówkach Europy, począwszy od epoki brązu, etnograficzne zwyczaje i obrzędy z przebieraniem się itd. W trzeciej legendzie o Hausenie na pierwszy plan wysuwa się skarb – skarb strzeżony przez węża. Z jednej strony to wspólny wątek, charakterystyczny także dla innych ludów Europy. Z drugiej zaznaczę, że skarby w postaci wyrobów i sztab z brązu i srebra niekiedy znajdowano u podnóża pruskich grodzisk. Być może legenda odzwierciedliła, a później, jak to bywa, wyolbrzymiła taką sytuację archeologicznego odkrycia skarbu. Poza tym zaskroniec i rogi do picia zajmują szczególne miejsce w mitologii i rytuałach Bałtów zachodnich, o czym będzie można opowiedzieć osobno.

Sądząc po konstrukcji – kilka wejść (dodanych później?) oraz, co niemało ważne, brak przy Gross Hausenbergu rzeki czy innego źródła wody (poza bagnami), a to było niezbędne dla stałej osady – grodzisko było wykorzystywane przez Prusów do zgromadzeń społeczności na wzór nowogrodzkiego wiecu, jako schronienie przed wrogami i/lub jako sanktuarium. Według legendy przy Gross Hausen znany był także kamień ofiarny, o którym opowiem później w ramach publikacji o „świętych kamieniach Prusów”. Nawiasem mówiąc, ślady działalności kultowej wyznawców religii Starej Europy i New Age spotyka się na tym pruskim zabytku także dziś, zwłaszcza przy dużych płaskich kamieniach w fosach, przypominających dawne ołtarze ofiarne.


Płaski kamień u podnóża zewnętrznego wału pruskiego grodziska Gross Hausen i współczesne ofiary w postaci węzełków ze szmatek


Płaski kamień u podnóża zewnętrznego wału pruskiego grodziska Gross Hausen

i współczesne ofiary w postaci węzełków ze szmatek. Fot. autor.


Wątek dziewczyny-zjawy i zaczarowanych skarbów powtarza się w legendzie o innym sambijskim grodzisku – „Hünenberg” (Góra Olbrzymów) koło Ekritten (niedaleko osady Sirieniewo w rejonie zielenogradskim). To wyraziste grodzisko leży na wzniesieniu o wymiarach 130 x 120 m i jest otoczone wałem o wysokości do 4–5 metrów.

Plan pruskiego grodziska Ekritten


Plan pruskiego grodziska Ekritten (obecnie os. Sirieniewo).

Rysunek z artykułu H. Cromego z 1940 r.


A oto co opowiada o nim legenda:

„Góra Olbrzymów w Ekritten była dawniej sanktuarium, na którym pogańscy Prusowie składali ofiary swoim bogom. Dziś straszy tam, a szczególnie często ukazuje się pewna kobieta. Pewien chłop wiele razy o tym słyszał i postanowił pojechać konno na tę górę, żeby zobaczyć zjawę na własne oczy. I oto, wjechawszy na górę, zauważył zjawę kobiety czeszącej swoje długie proste włosy. Przestraszył się i natychmiast się odwrócił, szepcząc modlitwy. Ale kobieta była dla niego uprzejma i podarowała mu coś, co wyczesała grzebieniem ze swoich włosów. Chłop, trzęsąc się ze strachu, podziękował jej i nie patrząc wsunął podarunek do torby. Pognawszy konno z góry, gdy tylko zjawa zniknęła mu z oczu, chłop wyrzucił podarunek, który, rzecz jasna, należało zachować. Dopiero w domu znalazł w rogach swojej torby kilka złotych ziarenek”.

Znów w wątku podania widzimy postać chtonicznej istoty-darczyńcy (zjawy) i „złota” ze świata zmarłych, które początkowo nie przypomina złota. Ciekawe, że zjawa kobiety wyczesuje podarunek grzebieniem z włosów. Grzebień, włosy i czesanie miały magiczne znaczenie u wielu ludów Europy. Obecność grzebieni w pochówkach Prusów, począwszy od epoki wikingów, wskazuje być może nie tylko na kosmetyczne użycie wytwornych grzebieni z rogu, ale być może także na ich rytualny aspekt.

Ponadto w legendzie spisanej przez Reuscha ze słów miejscowych mieszkańców Góra Olbrzymów koło Ekritten nazywana jest „sanktuarium, na którym pogańscy Prusowie składali ofiary swoim bogom”, co prawdopodobnie mogło być jedną z funkcji tej budowli.

Podróżując w poszukiwaniu ciekawych miejsc na zachód Półwyspu Sambijskiego, trudno nie zauważyć wysokiej góry Ziegenberg (Kozia Góra) koło dawnego Wischehnen (na wschód od osady Niwy w rejonie bałtijskim). Na szczycie góry znajduje się pruskie grodzisko o wymiarach 58 x 45 m, otoczone wałami o wysokości do 3 metrów.


Plan pruskiego grodziska Ziegenberg

Plan pruskiego grodziska Ziegenberg.

Rysunek z artykułu H. Cromego z 1940 r.


Od końca XIII wieku pruskie grodzisko zaczęli wykorzystywać Niemcy jako schronienie przed najazdami litewskimi. A oto co o Ziegenbergu opowiada legenda:

„Przy wiosce o tej samej nazwie leży Ziegenberg. Góra ta najpierw powoli wznosi się nad okolicznym krajobrazem, potem jej zbocza stają się niemal pionowe, a wierzchołek jest zupełnie płaski. Na jej szczycie leży duży kamień, gładki jak stół i okrągły, jakby specjalnie przeznaczony do tego, by przy nim palić tytoń. Co to za kamień – nikt nie wie. Wiadomo jednak, że na Ziegenbergu stał niegdyś wspaniały zamek. W pierwszy dzień każdej Wielkanocy wychodziła z niego piękna panna i schodziła, by umyć się w stawie młyńskim. Pewnego razu pewna chłopka szła na targ do Fischhausen. Dziewczyna, która zeszła z Ziegenbergu, zobaczyła ją i pozdrowiła. Chłopka w milczeniu przeszła obok. Ale dziewczyna nie odstępowała jej i, podszedłszy do chłopki, uprzejmie zapytała, dokąd ta idzie. Chłopka odpowiedziała, że na targ – do Fischhausen. I wtedy dziewczyna dała jej pieniądze, poprosiła, by przyniosła kawałek płótna, i powiedziała, żeby w żadnym razie się nie targowała. Chłopka się zgodziła. A kiedy była już na targu, przyszła jej do głowy myśl, żeby zaoszczędzić. Ej, pomyślała chłopka, to byłoby za wiele – wyrzucać na płótno takie duże pieniądze! Słowem, postanowiła trochę na tym zarobić. I tak przy kupnie płótna udało się jej utargować kilka groszy. I oto podchodzi już do Ziegenbergu. Dziewczyna zaczęła schodzić na dół, ale ledwie ją ujrzała, natychmiast krzyknęła: «Bądź przeklęta, bądź przeklęta na wieki!» – i od razu zniknęła”.


Widok na górę i grodzisko Ziegenberg

Widok na górę i grodzisko Ziegenberg.

Fot. z książki O. Schlichta z 1922 r.


Tu powtarza się postać istoty-zjawy, tym razem proszącej o przysługę. Jaka nagroda mogła nastąpić za spełnienie prośby, nie wiemy, ponieważ kobieta oszukuje zjawę. Zapewne stereotypowe widzenia „kobiet-zjaw” na pruskich grodziskach mogą być podobne do innych przejawów schrystianizowanego światopoglądu (widzeń Najświętszej Marii Panny, aniołów), nawarstwionych na pogański obraz świata i wizualizujących jakieś duchy-zjawy-strażników miejsca i zapewne umownych przodków. Ciekawe, że motyw płótna czy tkaniny występuje w łotewskim folklorze i etnografii, które opowiadają o szczególnych „miejscach mocy” (przeważnie dużych kamieniach), gdzie pozostawione kawałki tkaniny lub skóry do rana zamieniają się w gotowe suknie i obuwie.

I rzeczywiście, w epoce narastającej industrializacji, gdy spisywano te legendy, praca ręczna (kowala czy krawca) nabiera w odbiorze ludowym cech magicznych. To, co niegdyś było codzienne i zwyczajne, a teraz wypierane jest przez produkcję masową, staje się „sakralne”.

Na terenie Sambii, oprócz Wielkiego Hausenu i Galtgarbenu, znane są też inne pruskie zamki, które „zapadły się pod ziemię”. Na przykład malownicze grodzisko Rodmannshöfen, położone na prawym brzegu stawu młyńskiego w Lauth (osada Bolszoje Isakowo).


Plan pruskiego grodziska Rodmannshöfen


Plan pruskiego grodziska Rodmannshöfen.

Rysunek z artykułu H. Cromego z 1940 r.


Ludzie tak sobie wytłumaczyli istnienie zagłębienia za wałem grodziska, przypominającego półkolistą dolinę obrzeżoną fosami: „Niegdyś stał tu zamek z kaplicą. Ale ponieważ mieszkańcy zamku zasłynęli jako grzesznicy, pewnej nocy zamek wraz z kaplicą zapadł się pod ziemię. I teraz w każdą niedzielę o północy słychać tu spod ziemi, jak ktoś gra na organach”.


Ziemne wały i fosy pruskiego grodziska Rodmannshöfen


Ziemne wały i fosy pruskiego grodziska Rodmannshöfen.

Fot. autor.


Za nieco zabawną romantyczno-gotycką fasadą hiperbol takie podania przekazują ducha czasu, w którym powstawały i były spisywane te teksty, a także głębsze warstwy archaicznego postrzegania świata: pamięć o starym zamku i jego dawnych mieszkańcach, którzy nie mieścili się w ramach potocznego „pozytywnego” paradygmatu chrześcijańskiego.

Trzeba zaznaczyć, że wiele z tych malowniczych i interesujących zabytków naszej historii ulega aktywnemu niszczeniu: od zakładania na nich piaskowni po budowę tras rowerowych i motocrossowych albo po prostu wysypisk śmieci.

Dlatego pierwszą część „legend o pruskich wzgórzach” chcę zakończyć przesłaniem Carla Engela z połowy lat 30. XX wieku:

„Ci, którzy dziś orzą pługiem wały staropruskich twierdz albo rozkopują je dla gliny i piasku, czynią to z tym samym brakiem szacunku dla dziedzictwa, co ludzie, którzy dla szybkiego zysku niszczyli zamki zakonne w Malborku i Bałdze, używając ich jako kamieniołomów”.

Można różnie odnosić się do niemieckiego i pruskiego okresu historii naszego regionu – od zupełnej obojętności po ostre upolitycznienie. Ale wygląda na to, że Prusowie to nasi „Majowie” i mamy co chronić i co tracić.

Druga część „ziemnych piramid” Prus już niedługo!


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.