/ Obwód kaliningradzki

Legendy o pruskich kamieniach. Część pierwsza: kamienie ofiarne i diabelskie

Kontynuując cykl publikacji o tym, jak pruska podświadomość ucieleśnia się w miejscowych pomnikach przyrody i nie tylko, tym razem opowiem wam o wielkich kamieniach pozostawionych tu przez lodowiec, które od niepamiętnych czasów przyciągają wzrok i umysły mieszkańców tych stron. Wiele z tych kamieni było obiektami kultu pogańskiego i służyło jako ołtarze oraz do składania ofiar, łączyły bowiem różne sfery bytu – podziemną, świat przodków i duchów, oraz nadziemny świat żywych ludzi.


„Ponieważ nie znali Boga, zdarzyło się,

że w swym błędzie całą przyrodę

czcili zamiast Boga, mianowicie słońce,

księżyc i gwiazdy, grom, ptaki, także czworonogi,

aż po ropuchę. Mieli też święte

lasy, pola i rzeki, tak że nie śmieli w nich

ścinać drzew ani orać, ani łowić ryb”.

Piotr z Dusburga o Prusach, 1326 rok



Pomocą w naszej podróży będą nie tylko teksty legend wschodniopruskich, mapy topograficzne i dawne publikacje1, lecz także katalog pruskich kamieni kultowych Roberta Klimka, wydany w Olsztynie w 2010 roku.

W pamięci ludowej i na mapach kamienie takie najczęściej występują jako „ofiarne” (Opferstein), „święte” (Heiligestein), „diabelskie” (Teufelstein), pogańskie (Heidenstein) oraz „eratyczne”/polodowcowe (Erratische Stein, Block/Err.Bl.) i in.


Heilige Stein – Święty Kamień koło Tolkmicka


Heilige Stein — Święty Kamień koło Tolkmicka (Tolkemit, Polska) w prawym górnym rogu mapy F. Schröttera.

(Rysunek z katalogu Roberta Klimka, 2010)


Istnieją też spersonifikowane nazwy kamieni kultowych, jak na przykład „kamień biskupi” – Bischofstein, od którego nazwę wzięła miejscowość koło Rößel/Reszla. Szczególnie interesujący jest tak zwany Kamień Kłamstwa, leżący pod dzisiejszym Pionierskim.

Najczęściej kamienie takie wpisane są w szczególny kontekst krajobrazowy. Świadczą o tym nie tylko skupiska zabytków archeologicznych, ale również wzmianki o takich kamieniach na skraju świętych gajów („ad sanuotam silvam”), przy świętych drzewach i na granicach ziem pruskich. I oczywiście położenie kamieni kultowych, często oznaczanych na mapie po prostu jako „eratyczne”, nierzadko wiąże się z ciekawymi reliktami toponimicznymi, które przetrwały na terenie naszego obwodu do 1945 roku w postaci Heidenberg (Góra Pogan), Höllen-Berg (Piekielna Góra) i in.

Prawdopodobnie zanim dogmaty chrześcijańskie utrwaliły się w świadomości miejscowej ludności, kamienie te pełniły funkcje sakralne, które zmieniały się z biegiem czasu pod wpływem reform religijnych i czynników zewnętrznych, tak jak sama religia: od kultu przodków do kultu płodności, od „wielkich” bogów chtonicznych do lokalnych „biesów” i strażników domowego ogniska.

Opierając się na tekstach legend, umownie podzielę te kamienie na „ofiarne i święte” oraz „diabelskie”, a osobno opowiem o wspomnianym już Kamieniu Kłamstwa i kilku innych ciekawych kamieniach. Wszystkie one odgrywały w krajobrazie kulturowym ważną rolę, nie mniejszą niż znane nam dziś kina i kawiarnie, jako punkty styku ludzi w obrębie jednej kultury. Nazwijmy je „portalami codzienności”.

Oczywiście legendy odzwierciedlają skrajnie zniekształcone postrzeganie takich kamieni w XIX wieku przez napływową i miejscową zniemczoną ludność Prus, które ma niewiele wspólnego z tym, co mogły one znaczyć dla wyznawców pruskiego pogaństwa. Mimo to nawet te okruchy informacji mogą się przydać w odtwarzaniu szerokiego obrazu przeszłości naszego regionu.

Kamienie ofiarne i święte

Niektóre z tych kamieni znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie pruskich „piramid ziemnych”. Jeden kamień ofiarny wspomniany jest w legendzie o Groß Hausen – drugim co do wielkości grodzisku Sambii, o którym była mowa w jednym z wcześniejszych tekstów:

„Ludzie powiadają, że do dziś na bagnie u stóp wysokiej góry Groß Hausen Berg leży wielki kamień, wydrążony z jednej strony.

Kamień ten nazwano „kamieniem ofiarnym”, był bowiem ołtarzem, na którym Prusowie składali ofiary swym krwiożerczym bogom.

Wioska Romehnen (Romehnen), gdzie znajdowało się sanktuarium Romowe, leży zaledwie około ćwierć mili od kamienia”.

Tak oto wielki kamień z zagłębieniem lub otworem, nazywany niekiedy „ofiarnym”, wspominany jest jako pogański „ołtarz”, który nie dość, że leży u stóp pruskiego grodziska, to jeszcze znajdował się w okolicach sambijskiej Ramawy.

Mogło to być jedno z miejsc domniemanej lokalizacji głównego sanktuarium Prusów (tutaj umiejscowił je historyk J. Voigt), znanego w źródłach jako Romowe Rikojto.

Być może na polach między dzisiejszymi miejscowościami Russkoje i Szatrowo (rejon zielenogradski) rzeczywiście znajdowało się niegdyś lokalne centrum sakralne Prusów-Sambów, a może i coś ważniejszego.

Dziś jest tu tylko niewielkie wzniesienie przecięte na pół zrujnowaną drogą i opuszczone pola otoczone malowniczymi wzgórzami polodowcowymi.

Kamień koło Groß Hausen, zdaniem porucznika Giesego, który w latach 1826–28 prowadził inwentaryzację pruskich umocnień, mógł się znajdować w południowo-zachodniej części grodziska. Hansowi Cromemu w 1940 roku nie udało się tego kamienia odnaleźć. To samo można powiedzieć o dzisiejszym stanie terenu. Podczas oględzin konstrukcji wałów nie znaleziono niczego, co przypominałoby wielki „ofiarny” kamień ze sztucznym zagłębieniem. Mimo to w fosie u stóp dolnego wału leży kilka kamieni, przy jednym z których neopoganie, zwolennicy New Age czy po prostu uczestnicy „biegów na orientację” i dziś zostawiają swoje ślady.


Jeden z kamieni ofiarnych u stóp dolnego wału pruskiego grodziska Groß Hausen


Jeden z „ofiarnych” kamieni u stóp dolnego wału pruskiego grodziska Groß Hausen (osiedle Russkoje-II).

Fot. autora.


O tym, jak mógł wyglądać kamień z Groß Hausen, można się przekonać, odwiedzając zachowany głaz narzutowy z zagłębieniem, który leży przy dawnym Grünfeld (z niem. Zielone Pole) w okolicach osiedla Dołgorukowo w rejonie bagrationowskim. To masywny kamień o wymiarach 1,2 x 1,0 m. Oto jak miejscowi mieszkańcy tłumaczyli pochodzenie „ofiarnego” otworu w górnej części kamienia:

„Pewnego razu diabeł grał na nim z pastuchem w karty i przegrał. Rozzłościł się diabeł i w gniewie uderzył pięścią w kamień!”.

Według relacji C. Beckherrna miejscowi mieszkańcy pod koniec XIX wieku przywiązywali do tego kamienia szczególne znaczenie i pamiętali o jego funkcjach ofiarnych, zdaniem tego autora nieświadomie składając mu dary.

Kilkadziesiąt metrów na zachód od kamienia znajduje się pruskie grodzisko, a wokół jeszcze kilka zabytków archeologicznych z różnych epok. Fakt, że niektóre „ofiarne” kamienie nazywane są jednocześnie „diabelskimi”, a także ich położenie w wilgotnych, bagnistych miejscach w zakolach rzek, jednoznacznie wskazuje na ich chtoniczny wymiar i związek z bóstwem „podziemno-grobowym”, którym w przypadku Prusów jest Patollus (łac. Patollo).


Kamień Ofiarny, czyli Diabelski w Grünfeld (osiedle Dołgorukowo)


Kamień „Ofiarny”, czyli „Diabelski” w Grünfeld (osiedle Dołgorukowo).

Fot. z artykułu W. Sahma z 1943 r.


Kamień Ofiarny, czyli Diabelski w Grünfeld (osiedle Dołgorukowo) dziś


Ten sam kamień (zob. wyżej) dziś, z autorem artykułu dla skali.

Fot. N. Potapow.


Innym ciekawym przykładem kamieni ofiarnych Prusów jest „Święty” Kamień (Heiligen Stein) w zalewie koło Tolkmicka (Polska), godzinę jazdy od Fromborka w stronę Elbląga. Pierwszy legendę o nim opublikował F. Bentler w 1865 roku, a później – w 1915 roku – K. Krollmann:

„Dawno, dawno temu na wybrzeżu morskim koło Tolkmicka i Krynicy Morskiej (lub zamku Naito na Mierzei Wiślanej) żyło dwóch braci – potężnych olbrzymów. Do rąbania drewna mieli jedną siekierę na dwóch i przerzucali ją przez morze, gdy któryś z nich jej potrzebował. Lecz pewnego razu pokłócili się, do kogo ta siekiera należy. Brat mieszkający na mierzei nie chciał jej oddać. Wtedy olbrzym, który mieszkał w tak zwanym Lesie Wieckim między Tolkmickiem a Luisenthal, chwycił wielki kamień, by zabić nim brata. Lecz gdy już szykował się do rzutu, kamień wyślizgnął mu się i wpadł do morza, gdzie leży do dziś. Tak powstał granitowy głaz, sterczący nad wodą na 10–12 stóp [stopa — około 0,3 metra], a na nim wyraźnie widać palce olbrzyma. Żeglarze, dla których kamień jest bardzo niebezpieczny, nazywają go świętym kamieniem, by uniknąć złych czarów”.

Według innej wersji legendy:

„Olbrzymi byli ze sobą skłóceni i pierwszy rzucił kamień ten, który mieszkał w zamku Naito, lecz kamień nie doleciał i spadł na mieliznę niedaleko brzegu, gdzie leży po dziś dzień”.

Według legendy kamień ten był poświęcony bogu urodzaju i płodności Kurcho (Kurko, Kurka), a Prusowie składali mu ofiary z pierwszych złowionych ryb, zebranych kłosów lub kwiatów, paląc je w ogniu w zagłębieniu kamienia.

Obok kamienia w dno zalewu wkopana była żerdź z wizerunkiem Kurki. W związku z tym bóstwem, którego głównym regionem czci mogły być południe Natangii, Barcja i Warmia, „Święty” Kamień koło Tolkmicka wspomina w XVI wieku Szymon Grunau – mnich, autor „Kroniki pruskiej”.

K. Hartknoch i M. Praetorius na przełomie XVII i XVIII wieku piszą, że kamień ten był szczególnie czczony przez Prusów. Tak więc i długo po zaszczepieniu chrześcijaństwa kamień ten czcili miejscowi rybacy, ofiarowując mu pierwszy połów. Podobnie jak kamień koło Grünfeld-Dołgorukowa, wciąż leży na swoim miejscu i jest dość popularny wśród podróżników, którzy interesują się najdawniejszą przeszłością naszego regionu i ofiarowują mu teraz swoje siły i uwagę.


Święty Kamień koło Tolkmicka


„Święty” Kamień koło Tolkmicka, z archeologiem dr. Arkadiuszem Koperkiewiczem dla skali.

Fot. autora.


Kamienie „ofiarne” nie są rzadkością w krajobrazie wschodniopruskim. J. Voigt i C. Beckherrn wspominają dawne pruskie ołtarze ofiarne koło Heiligenbeil (osiedle Mamonowo – czyżby przy tym samym dębie?), w Nordenburgu (osiedle Kryłowo, rejon prawdinski) i Kreuzburgu (osiedle Sławskoje, rejon bagrationowski), kilka pod Gumbinnen (miasto Gusiew) i w Wargen (osiedle Kotielnikowo, rejon niemański). Sam C. Beckherrn opowiada ciekawą historię, która wydarzyła się około 1843 roku, gdy w okolicy wsi parafialnej Abschwangen (osiedle Czechowo, rejon bagrationowski) zbocze osunięte po deszczach odsłoniło wielki i wysoki kamień z zagłębieniem w górnej, zaokrąglonej części, otoczony węglami, popiołem i spaloną ziemią, pozostałą, jak twierdzi autor, po odprawianych tu rytuałach.

Najsłynniejszy kamień ofiarny na terenie Prus Wschodnich znajdował się oczywiście na świętej górze Rambynas (pamiętacie legendę „Upiory Rambynasu”?). Według opisu C. Beckherrna „ofiarny” kamień miał podłużny, zaokrąglony kształt, mierzył 15 stóp z północy na południe i miał ściętą powierzchnię. W części północnej kamień miał 9 stóp wysokości, a od południa – 5 stóp. Powierzchnię kamienia pokrywały liczne odciski, podobne do śladów stóp ludzi i rozmaitych zwierząt. Oto co opowiada o nim XIX-wieczne podanie, zachowane w różnych wersjach i oparte, jak mówią w Hollywood, „na prawdziwych wydarzeniach”:

„Pod Ragnetą, tylko na drugim brzegu Niemna, wznosi się nad wodą porośnięta sosnami góra z kilkoma szczytami i wąwozami. Imię jej Rambynas. Było tu w dawnych czasach sanktuarium Litwinów (Skalowów), a stał tam wielki kamień ofiarny, na którym Litwini składali ofiary swemu najważniejszemu bogu – Perkunasowi, bo stamtąd po całym kraju rozchodziły się dobro i szczęście. Kamień stał na szczycie góry. Postawił go tu dla siebie bóg Perkunas. Pod kamieniem zakopane były złota misa i srebrna brona, gdyż Perkunas był też bogiem urodzaju. Tak więc potem Litwini przychodzili do niego i składali ofiary, zwłaszcza czynili to w nowszych czasach, by wyprosić obfitość dla domów i pól.

Dawne podanie głosi, że szczęście dopóty nie opuści tego kraju, dopóki kamień i góra będą trwać razem; góra jednak zniknie, jeśli kamień zostanie z niej usunięty.

I oto w 1811 roku we wsi Bardinai, na północny zachód od Rambynasu, młynarz imieniem Schwarz stawiał dwa młyny i potrzebował dwóch kamieni młyńskich. Obejrzawszy kamień ofiarny na Rambynasie, uznał, że można z niego zrobić dobre żarna. Młynarz ten był Niemcem. Gdy się dowiedział, że Litwini z dobrej woli kamienia nie oddadzą, udał się do rady państwowej i otrzymał pisemne pozwolenie na zabranie kamienia. Chłopi z sąsiednich wsi podnieśli wielki krzyk, gdy tylko zechciał kamienia dotknąć, ale musieli się podporządkować rozkazowi rady. Wiele czasu upłynęło, zanim młynarz zajął się kamieniem, widocznie nie mógł znaleźć robotników; ludzie mówili, że stanie się nieszczęście, jeśli ktoś ośmieli się naruszyć ostatnie sanktuarium bogów. W końcu młynarz najął trzech robotników, silnych i odważnych czeladników, którzy za wysoką zapłatę postanowili kamień zabrać i przewieźć do młynów w Bartach. Ludzie ci nie byli stąd, jeden pochodził z Gumbinnen, drugi z Tylży, a trzeci z pruskiej wsi koło Tylży. Z tą trójką młynarz wspiął się na Rambynas i zaczął pracę. Lecz gdy tylko chłop z pruskiej wsi uderzył w kamień ofiarny, odprysk wpadł mu do oka i tego samego dnia oślepł na oba oczy. Żył jeszcze długo w Tylży, ale aż do śmierci pozostał ślepy. Potem do kamienia zabrał się czeladnik z Tylży, lecz przy drugim uderzeniu złamał sobie rękę, dalej nie mógł już pracować i musiał wracać do domu. W końcu czeladnik z Gumbinnen rozłupał kamień i dostarczył go do młyna. Ale i on trzeciego dnia, gdy właśnie wracał do domu, nagle zachorował, legł i zmarł, nie dotarłszy do domu. Tak bóg Perkunas pomścił swój kamień ofiarny, przy którym przez tysiąclecia oddawano mu cześć. Złotej misy i srebrnej brony nigdy nie znaleziono, choć wiele razy ich szukano. Gdy kamień wywieziono, nurt Niemna zaczął podmywać Rambynas, a wiatr zaczął nanosić na górę piasek, tak że z miejsca, gdzie niegdyś leżał słynny kamień ofiarny, nic już nie zostało. Coraz częściej wielkie płaty ziemi spływały do Niemna, a zaniepokojeni Litwini patrzyli na coraz większe osuwisko”.

I rzeczywiście, według relacji C. Beckherrna przylądek Rambynasu, gdzie znajdował się „ofiarny” kamień, około 1835 roku runął w wody Niemna-Memel. Święte miejsce nie pozostaje puste. Miejscowi mieszkańcy nigdy nie zapomnieli o szczególnym znaczeniu Rambynasu. Co więcej, od końca XIX wieku po dziś dzień, niezależnie od okoliczności politycznych, różne litewskie stowarzyszenia i zwykli miłośnicy starożytności obchodzą tu rozmaite święta, w tym dzień letniego przesilenia.


Współczesne ołtarz i ofiarnik-aukuras na szczycie Rambynasu


Współczesne „ołtarz” i „ofiarnik”-aukuras na szczycie Rambynasu (Litwa).

Fot. Wikipedia.


Kamienie diabelskie

Niektóre „ofiarne” kamienie Prusów w późniejszych czasach zaczęto nazywać „diabelskimi”. Wiele legend o charakterze etiologicznym wyjaśnia ludowe pochodzenie tej nazwy. Tak się złożyło, że chtoniczni bogowie Prusów i ich sąsiadów, wykraczający poza granice „dobrego” postrzegania przez chrześcijan, nie zdołali wcielić się w postacie świętych i stali się czartami, biesami lub samym Diabłem. Niektóre z takich kamieni wprost oznaczono na starych mapach topograficznych jako „Teufelstein” (z niem. Diabelski Kamień).


„Diabelski” kamień w Pronitten (osiedle Sławianskoje)


„Diabelski” kamień w Pronitten (osiedle Sławianskoje) na przedwojennej mapie topograficznej.


To właśnie, obok rozmiarów kamieni, zdradza ich szczególne znaczenie dla miejscowej ludności, jak w przypadku imponującego „diabelskiego” kamienia w Pronitten (osiedle Sławianskoje, rejon polesski), leżącego na podejrzanie niezabudowanym, podmokłym polu przy zakolu rzeki w centrum osiedla.


Podróżnicy Altes Haus przy „Diabelskim” kamieniu w Pronitten (osiedle Sławianskoje)


Podróżnicy „Altes Haus” przy „Diabelskim” kamieniu w Pronitten (osiedle Sławianskoje).

Fot. autora.


„Demoniczność” innych takich kamieni zdradzają podania ludowe spisane w XIX wieku. Jednym z najbardziej znanych takich kamieni na Sambii był ołtarz ofiarny z grodziska Pillberg (prus.-niem. „Góra Zamkowa”) koło Kraam/Graczewki (rejon zielenogradski). Podanie opublikowane w 1838 roku przez R. Reuscha głosi:

„Na zboczu Pillbergu w Hölle (wąwozie między Kraam a Plinken) leżał pewien dziwny kamień, który później zatonął w bagnie. Kamień przypominał stół. Z każdej jego strony jakby siedziały dzieci grające w karty. Widać było jeszcze odciski dziecięcych rąk, choć kamień z wierzchu stał się niemal gładki. Prócz tego jakby leżała na nim nietknięta talia kart. Były też otwory po obu stronach, w których mogły leżeć pieniądze. Wieść niesie, że to diabeł grał tu z dziećmi w karty w czasie kazania. Parafianie przeklęli te dzieci, a diabeł jak zwykle się wymknął”.

Beckherrn w swej publikacji z 1893 roku nazywa go wprost „Diabelskim Kamieniem” i wspomina o „ofiarnym” otworze w górnej części. Podczas wielokrotnych oględzin tej imponującej ziemnej piramidy Prusów nie udało się znaleźć niczego podobnego do „diabelskiego stołu”. Najwyraźniej nie widzieli go też H. Crome pod koniec lat 30. ani F. Gurewicz, prowadząca wykopaliska na grodzisku w Graczewce w latach 1949–51.


Piekielny jar przy grodzisku Pillberg-Kraam, gdzie mógł się znajdować kamień ofiarny


„Piekielny” jar przy grodzisku Pillberg-Kraam (osiedle Graczewka), gdzie mógł się znajdować kamień ofiarny.

Fot. autora.


Motyw gry hazardowej z czartem lub diabłem podczas mszy na dawnych ołtarzach ofiarnych Prusów był dość popularny. Oto co opowiada legenda wydana w 1865 roku przez W. Tettaua i J. Temmego o innym takim przypadku, który wydarzył się na wschodzie Natangii w Domnau (osiedle Domnowo, rejon prawdinski):

„Ćwierć mili od miasta Domnau leży na polu kamień średniej wielkości. Są w nim 3 kwadratowe wgłębienia, jakby na 3 duże kości do gry. A stało się to tak. Żył w Domnau dawno temu pewien czeladnik ciesielski. Zwykle człowiek pobożny i bogobojny. Raz jednak był pod dobrą datą. I tak się przechwalał, aż powiedział, że choćby samego diabła mógłby teraz ograć w kości. A diabeł już tu jest. I poszli razem na pole do tego kamienia. Zaczęli grać o duże pieniądze, które diabeł postawił za duszę chłopaka. Diabeł rzucił pierwszy i od razu wyrzucił najwięcej oczek. Chłopak wytrzeźwiał ze strachu, zrozumiał, w jakie tarapaty się wpakował. Wzniósł ręce do nieba i zaczął się modlić do Najświętszej Panny. A gdy rzucił kości, jedna z nich pękła na dwie części, co dało mu wyższy wynik. Diabeł natychmiast zniknął w gniewie, a w kamieniu pozostały trzy dziury po kościach rzuconych przez cieślę”.

Tak otrzymujemy ciekawe wyjaśnienie otworów, które częściej nazywano odciskiem „kopyta szatana” albo „stopką Boga” lub jakiegoś świętego. Według J. Voigta na północ od Domnau znajdował się święty las poświęcony pruskiemu bogu podziemi – Patalsowi. Być może wspomniany kamień znajdował się właśnie w tym gaju.

Kamienie z odciskami śladów stóp lub kopyt często przyciągały uwagę miejscowych mieszkańców i niewykluczone, że odgrywały szczególną rolę w światopoglądzie Prusów, nabierając w czasach nowożytnych cech demonicznych.

Takie kamienie znano na Sambii koło Pobethen-Romanowa, a mnóstwo – w okolicy Kirtigehnen (na południowy wschód od Rauschen-Swietłogorska). Odciski na niektórych z nich miało jakoby zostawić „siedzenie” diabła, gdy uciekał przed Perkunsem, co jest typowe dla wyobrażeń o relacjach między bogami gromowładnymi a chtoniczną „nieczystą siłą”. Jeden podobny kamień z „dziwnymi” odciskami o charakterze geologicznym leży wśród innych u stóp pruskiego grodziska i prawdopodobnie sanktuarium znanego jako Pokirben.


Kamień ze śladami przy pruskim grodzisku Pokirben


Kamień ze śladami przy pruskim grodzisku Pokirben (rejon zielenogradski).

Fot. G. Surotkin.


„Diabelskie” kamienie, naznaczone „diabelskim kopytem” lub mające zagłębienie w górnej części, przed drugą wojną światową znaleziono także na terenie Prus Wschodnich, który przypadł Polsce: w Braunsbergu-Braniewie, Marienburgu-Malborku, w Rehfeld-Sarnikach (niemal przy granicy z naszym obwodem).

„Diabelski Kamień” koło Kreislacken (na południe od osiedla Donskoje), leżący na brzegu morza i przez to podobny do kamienia koło Tolkmicka, wspomina w 1922 roku Oskar Schlicht, autor niepowtarzalnego dwutomowego dzieła „Zachodnia Sambia”. Pierwotnie masywny granitowy głaz o wymiarach 12 x 3,5 m leżał na urwistym brzegu (gdzie też zwrócił uwagę Prusów), lecz w 1907 roku w noc na Wielki Piątek spadł na plażę. Teraz kamień ten najpewniej spoczywa już w morskiej głębinie. Podobnie jak ogromny głaz narzutowy, 5(!) razy od niego większy, wspomniany w 1661 roku, który według relacji O. Schlichta w 1850 roku był już 10 m w morzu, a w 1865 roku skrył się pod wodą.


„Diabelski” kamień koło Kreislacken


„Diabelski” kamień koło Kreislacken (na południe od osiedla Donskoje).

Fot. z 1907 r. z książki O. Schlichta z 1922 roku.


„Diabelskie” kamienie znane są także na wschodzie historycznych Prus, na granicy Prusów i Jaćwingów – w Ramincie, znanej jako Puszcza Romincka/Krasnolesje. Oto co opowiada o nim legenda opublikowana przez Fridę Borbstadt w 1931 roku:

„W Puszczy Rominckiej, w samej głębi leśnej gęstwiny, leży ogromny głaz narzutowy, diabelski kamień. Sam diabeł, powiadają, rzucił tam ten kamień, a było to tak. Gdy w Tollmingkehmen budowano kościół i mury wznosiły się już nad fundamentami, nagle pojawił się diabeł. Podchodzi diabeł i pyta robotników: »A co wy tu takiego budujecie?«. Robotnicy bali się powiedzieć diabłu prawdę i powiedzieli mu, że będzie tu karczma. Ucieszył się diabeł i obiecał, że pomoże przy budowie. I zaczął gorliwie znosić tu kamienie. Lecz gdy zobaczył, że po kilku dniach zbudowano już okna kościoła, zrozumiał, że go oszukano. I we wściekłości postanowił rzucić wielki kamień, który właśnie niósł w powietrzu, na budowany kościół, by go rozbić. Gdy diabeł szykował się do rzutu, usłyszał, jak w domu pastora trzykrotnie zapiał kogut. A diabeł, który, jak wiadomo, tego nie znosi, zatrząsł się i kamień wypadł mu ze szponów. Tak leży po dziś dzień tam w lesie”.

Tak miejscowi mieszkańcy tłumaczyli sobie obecność w lasach i na polach kamieni tak niezwykłych pod względem rozmiarów i kształtu. Dziś w Ramincie, i to tylko na terenie obwodu kaliningradzkiego, znane są co najmniej dwa głazy pretendujące do roli w legendzie. Oba mają imponujące rozmiary. Jeden leży głęboko w lesie, a drugi jest dostępny do oglądania i znajduje się 300 metrów w głąb lasu, na prawo od drogi prowadzącej do Szwentiszki-Pugaczowa, niemal przy samym rozwidleniu.


Podróżnicy Altes Haus przy jednym z „diabelskich” kamieni w Ramincie


Podróżnicy „Altes Haus” przy jednym z „diabelskich” kamieni w Ramincie.

Fot. S. Kurow.


A w następnej publikacji postaram się jak najdokładniej opowiedzieć o chyba najciekawszym kamieniu Prusów w obwodzie kaliningradzkim – słynnym Kamieniu Kłamstwa!

___________________

1. W swoim artykule „Dziwne kamienie Prus Wschodnich i Zachodnich” z 1893 roku w „Altpreussische Monatsschrift” Carl Beckherrn zebrał informacje o ponad 50 kamieniach kultowych z obszaru zamieszkanego przez Prusów.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.