W niewielkim miasteczku żyła pewna bogata, lecz bardzo prostoduszna kobieta. Ze swoim pierwszym mężem żyła w zgodzie jak dusza z duszą, lecz ten zmarł, a wdowa, opłakawszy go, po jakimś czasie znów wyszła za mąż.
Drugi małżonek do pierwszego nawet się nie umywał i żony zbytnio nie szanował. Żyli jak pies z kotem, a kobieta zaczęła codziennie w południe wychodzić z domu na cmentarz. Tam, na grobie swego pierwszego męża, modliła się, by wyprosił on dla niej u Boga choć trochę pociechy. Wszak jej obecny małżonek był niegdyś zwykłym włóczęgą, bezdomnym obdartusem. A ożeniwszy się z nią, stał się bogatym i przez wszystkich szanowanym panem! I cóż jej od niego przypadło w podzięce!? Wyzwiska i obelgi!
Jej modlitwy usłyszał pewnego razu pewien wytrawny szelma. Jak obchodzić się z wdówkami, które w dodatku miały pieniążki, uczyć go nie było trzeba.
I oto następnego dnia naciągnął na siebie białą szatę do pięt, przyprószył twarz i ręce mąką, usiadł przy wejściu na cmentarz i zaczął żałośnie łkać.
Kobieta szybko go zauważyła i zapytała ze zdziwieniem: „Mój przyjacielu, dlaczego tak boleśnie wzdychacie i smutno patrzycie w niebo?”
Szelma odpowiedział: „Ach, jakże mam nie wzdychać i się nie smucić?! Długo, bardzo długo nie oglądam oblicza Pana naszego i muszę przebywać na tym padole łez! Powiedz mi, moja miła, może wiesz, jak odnaleźć szlachetną panią Erdmutę Stolle? Rzecz w tym, że jej małżonek poprosił mnie, bym przekazał jej wieść, iż wszystkie jej modlitwy zostały wysłuchane i wkrótce się rozraduje!”
Kobieta zawołała radośnie: „O, błogosławiony niebiański posłańcze! To ja, ja jestem pani Erdmuta Stolle. Jak się miewa mój drogi, ukochany małżonek?”
„Wasz mąż — odpowiedział oszust — przebywa przy tronie Pańskim, błagając, byście jak najprędzej przybyli do niego, do królestwa wiecznej szczęśliwości!
Każdego dnia raduje się obcowaniem ze świętymi, których tak czcił za życia, i bardzo lubi grać ze świętym Piotrem w szachy.
Jedno tylko smuci Waszego najdroższego małżonka: bardzo wstydzi się swojego ubóstwa, ma bowiem na sobie tylko zniszczony całun, w którym złożono go do trumny”.
„Chętnie wierzę, że mój mąż i w niebie nie zmienił swoich przyzwyczajeń — odpowiedziała wdowa. — Dokładnie tak samo spędzał czas i na tym świecie. Ledwie wstanie rano z łóżka, idzie do kościoła na jutrznię. Wszystkich świętych czcił, a najbardziej — świętego Piotra. A i w szachy często grywaliśmy z nim po obiedzie. I choć już umarł, to i tak pozostaje moim najdroższym mężusiem i nie zostawię go na pastwę losu!”
Kobieta zaprosiła posłańca z tamtego świata do swego domu. Tam wręczyła mu osiemdziesiąt złotych guldenów reńskich, kilka pierścieni, srebrny puchar, narzutkę na kunim futrze i tuzin najlepszych koszul. Niechże, rzekła, przekaże to wszystko jej mężusiowi w niebie. A jeśli ten będzie potrzebował czegoś jeszcze, niech tylko da znać, a już ona postara się spełnić wszystkie jego życzenia.
Samemu zaś posłańcowi niebios podarowała jedną markę na koszty podróży i chciała go porządnie napoić i nakarmić. Lecz ten odmówił, mówiąc, że ma mało czasu, wieczorem niebiańskie wrota zamykają się wcześnie, a jeśli nie zdąży do nich wejść, diabły mogą mu odebrać wszystkie jej podarunki.
Bo nie ma dla złego większej radości niż napsocić jasnej, niewinnej duszy. Z tymi słowami szelma pospiesznie się pożegnał.
Ledwie wyszedł za bramę, do domu wrócił obecny małżonek. Żona radośnie go powitała i opowiedziała wszystko, co jej się tego dnia przydarzyło. Ten szybko zmiarkował, co się święci, i rzekł: „Pobiegnę i dogonię niebiańskiego posłańca, bo ja też chcę przekazać pozdrowienia twojemu mężusiowi!”
Mężczyzna wskoczył na konia i wkrótce dogonił hultaja, lecz ten okazał się nie w ciemię bity i schwytać się nie dał. A że był silniejszy i młodszy od swego prześladowcy, sprawił mu lanie, zabrał konia i odjechał na nim precz z całym dobytkiem.
Wkrótce na leżącego na ziemi i jęczącego nieboraka natknął się chłop z sąsiedniej wsi i jakoś doprowadził go do domu. Zdziwiona małżonka chciała się dowiedzieć, co się stało i dlaczego jej mąż kuleje na obie nogi? Ten odpowiedział: „Posłałem twojemu Stollemu swojego konika, żeby mógł wyjeżdżać wierzchem ze świętymi na przejażdżki, ale w drodze powrotnej nagle zobaczyłem, jak diabły ciągną grzesznika do piekła, i ze strachu odjęło mi nogi”.
Z czasem ludzie dowiedzieli się o tej historii i po całych Prusach rozeszło się porzekadło: „Jak tu żyłeś, tak i na tamtym świecie żyć będziesz. Zapytaj o to panią Erdmutę”.
ŹRÓDŁA
Johann Grässe, „Księga legend państwa pruskiego” (niem. Johann Georg Theodor Grässe, «Sagenbuch des Preussischen Staats»), Glogau, 1867.
Otto Richter, „Skarbiec legend Północnych Niemiec” (niem. Julius Wilhelm Otto Richter, «Sagenschatz aus dem mittleren Norddeutschland»), Glogau, 1900.
PRZYPISY TŁUMACZKI
1. „Wojna trzydziestoletnia” — umowna nazwa szeregu konfliktów zbrojnych w Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego i w Europie, trwających od 1618 do 1648 roku i dotykających w mniejszym lub większym stopniu praktycznie wszystkich europejskich regionów i państw.
Wojna rozpoczęła się od szeregu starć religijnych między protestantami a katolikami w Świętym Cesarstwie Rzymskim, a następnie przerodziła się w walkę różnych sił w Europie przeciwko dominującej pozycji domu Habsburgów. Konflikt stał się ostatnią wielką wojną religijną w Europie.
● Od redakcji: Przeczytaj na VisitPrussia.com wywiad z tłumaczką niemieckich, a w szczególności pruskich baśni, naszą stałą autorką Tatianą Koliwaj, prowadzącą własnego bloga, na którym opublikowano niezliczone mnóstwo innych przypowieści, legend i baśni w jej przekładach.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

