POCZĄTEK
Nowy Rok po raz pierwszy czujemy pod którymś ze sklepów „Wiktoria”. Wpadasz do „Wiktorii” 15 grudnia, a tam wszystko jak zwykle. Wpadasz 22 grudnia i od razu rozumiesz, że coś się zmieniło.
Kolejki urosły, wolnych miejsc na parkingu nie ma, koszyki się skończyły, w każdym koszyku – delikatesy, butelki, mandarynki usypane w całą wydmę Efa, a nie w pagórek zasypany piaskiem w Parku Centralnym.
Ludzie wyjmują z portfeli banknoty pięciotysięczne i to jest bardzo widowiskowe. Można usiąść niedaleko jednej z kas i napatrzeć się na pieniądze na cały rok naprzód. Kupujący rozstają się z nimi wesoło! Ich oczy świecą jak bombki na choince. W ich oczach już wtedy widać, jak kurczak stanie się kośćmi, mandarynki – skórkami, pełne butelki – pustymi, a cała reszta zamieni się w opakowania i papierki po cukierkach.
Ale najbardziej zaawansowanych w „Wiktorii” nie spotkasz, oni jadą do Polski, uzbrojeni w chińskie torby w kratę. I nie chodzi nawet o to, że towary są tam tańsze albo lepszej jakości, to po prostu część procedury witania Nowego Roku. Bo potem przy świątecznym stole można powiedzieć, jaka to jednak wspaniała kaczka wyhodowana w Katowicach, a ten indyk jeszcze tydzień temu drżał w objęciach indora z Poznania, a ten kawałek sera marniał na dziale nabiałowym sieci „Biedronka”. I wszyscy twoi przyjaciele przy świątecznym stole na sekundę zamrą, szeroko otworzą oczy i zaczną synchronicznie mlaskać. A potem, kiedy 1 stycznia będą do nich dzwonić bliscy przyjaciele, ale nie aż tak bliscy, żeby witać Nowy Rok razem, za to dość bliscy, żeby zadzwonić następnego dnia od samego rana. Zadzwonią i zapytają:
– Cześć! Wszystkiego najlepszego! Jak powitałeś?
– Jadłem kiełbaski krakowskie.
– A ja szczupaka mazurskiego!
– Super!
– Tak, świetny Sylwester!
– Najlepszy!
A to dopiero POCZĄTEK.
BLIŻEJ
Mniej więcej 27 grudnia przejechać przez miasto staje się niemożliwe. Właściwie nikt już nie pracuje, ale wszyscy po same uszy muszą gdzieś pojechać.
– Ja to nazywam zamykaniem spraw – mówi mi rozmowny taksówkarz. – Wczoraj na przykład wiozłem jednego. Powiedział, że tuż przed Nowym Rokiem po prostu zamawia taksówkę i jeździ, specjalnych spraw nie ma, ale za to, kiedy ktoś do niego dzwoni, może odebrać z najróżniejszych części miasta. Jest najbardziej zajętym człowiekiem! I to potem pomaga w biznesie w następnym roku. Wszyscy pamiętają, jak bardzo był zajęty przed świętami. A więc konkretny facet.
Przy tym sam taksówkarz zatrzymuje się przy jakimś warzywniaku, przeprasza i wysiada. Obserwuję go – podchodzi do sklepikarza i wyjmuje z kieszeni plik pieniędzy. Sklepikarz się uśmiecha, taksówkarz się uśmiecha. Nikt nie chce obudzić się pierwszego stycznia i uświadomić sobie, że jest dłużnikiem.
Miasto staje. Wszystkie samochody, rzecz jasna, udają, że gdzieś jadą, ale w rzeczywistości bardzo skutecznie stoją w miejscu.
Wszyscy wystają w ogromnych kolejkach na alejach i na ulicach jednokierunkowych. W takich chwilach chciałoby się, żeby ktoś zakomenderował: Gasić silniki! Żeby wszyscy zaczęli wysiadać z samochodów i żeby w tym momencie zagrał walc.
W PRZEDDZIEŃ
To dzień choinek. W poprzednie dni też można zobaczyć ludzi uzbrojonych w choinki, przy czym wielu z nich dosłownie przykręca się do choinek, przywiązuje się do nich drutem, żeby móc poruszać się z nimi po mieście bez większych trudności. To dzień, w którym pary mężczyzna i choinka stają się o wiele bardziej aktualne niż pary mężczyzna i kobieta. Mężczyźni z choinkami z ciekawością przyglądają się idącym naprzeciw mężczyznom z choinkami. Ocena zaczyna się od czubka. U niego czubek jakiś wyliniały, i pień jakiś lekko chorowity, i w ogóle cała jest jakaś niedość puszysta, i krótkonoga, i krzywołapa. A chłopy, którym udaje się zdobyć dla siebie choinkę-piękność, potem paradują z nią po mieście aż do 2 stycznia, z błyskiem w oczach, i wydaje im się, że ktoś wciąż chce na nich napaść i odebrać im ukochaną.
SZAMPAN
Nowy Rok to jedyne święto, kiedy wszyscy piją szampana. W każdym razie na samym początku. Dopytywałem ludzi zahartowanych, którzy w zwykłe dni nie wezmą do ust tych wszystkich babskich słodziutkich szampanków, dlaczego nawet oni robią jeden łyk, kiedy zegar wybija 12. U nich to jakaś nostalgia.
Nostalgia za dzieciństwem i za fajerwerkami. Bo szampan jest jak fajerwerki, jak absolutne szczęście.
Tyle że żeby porządnie uczcić Nowy Rok, w żaden sposób go nie wystarcza. Ale to swego rodzaju sygnał do rozpoczęcia jedenastodniowej wojny z własną wątrobą.
22-00
O tej porze w Kaliningradzie wszyscy siadają do stołu. Wyróżniamy się. Może jesteśmy jedynymi w kraju, którzy świętują Nowy Rok dwa razy z rzędu. I na pewno jesteśmy jedynymi, którzy najpierw świętują Nowy Rok według czasu moskiewskiego, a godzinę później według kaliningradzkiego. Mogę sobie wyobrazić kogoś we Władywostoku, kto świętuje Nowy Rok według Władywostoku, upija się, zasypia, wysypia się, budzi się po 7 godzinach i rozumie, że teraz jest najlepsza pora, żeby posłuchać kurantów, i wszystko się powtarza.
ORĘDZIE PREZYDENTA
To najbardziej odpowiedzialny moment. Nie zagłębiałem się zbytnio w telewizyjne rankingi oglądalności, ale wydaje mi się, że to najpopularniejsze kilka minut czasu antenowego w każdym roku. Co więcej, w tym czasie po prostu nie da się kupić żadnej reklamy, za żadne pieniądze. Nie chodzi nawet o to, co dokładnie powie prezydent. Po prostu ważne jest dla nas, żeby go widzieć, jest ważny jako gwarant stabilności i nadziei, że następny rok będzie lepszy.
Ważne jest dla nas, żeby widzieć, jak bucha mu para z ust. Podziwiamy tę parę.
Dla wielu kaliningradczyków w tym roku ta para była w ogóle jedynym przypomnieniem, że w kraju jest zima. U nas na ulicach było przecież prawie plus 10. Moja córka niedługo przed Nowym Rokiem powiedziała, że po szkole myśli o studiach w wiedeńskiej akademii, tej samej, w której uczył się Gustav Klimt. Na kierunku animacji. A ja akurat pomyślałem, że wcale nie byłoby źle, gdyby została specjalistką właśnie od tej pary. Bądź co bądź to jakiś sakralny symbol dla całego narodu. Robi się od niego dobrze i ciepło.
KURANTY
To moment, kiedy cały kraj wstaje. Kiedy po prostu rozbrzmiewa nasz hymn, wcale nie wszyscy tak robią. Ja na przykład nie pamiętam, żeby widzowie wstawali przed telewizorem na jakichś igrzyskach olimpijskich, kiedy rozlegały się pierwsze akordy naszego wielkiego hymnu. Naprawdę uważam, że jest najbardziej imponujący i potężny na świecie. Bardzo chce się wstać. Ale kiedy są kuranty, a zaraz potem hymn, to nawet umarli powinni wychodzić z grobów. Stajemy wokół świątecznego stołu i liczymy uderzenia kurantów. To moment najwyższej jedności kraju. Wypijamy jednocześnie. Żadnej innej czynności nie wykonujemy tak wspólnie.
GODZINĘ PÓŹNIEJ
Ale nam to nie wystarcza. My – to znaczy mieszkańcy obwodu kaliningradzkiego! Dokładnie godzinę później znowu wstajemy i znowu napełniamy kieliszki szampanem. Tym razem bynajmniej nie wszystkich nas łączy telewizor. Niektórzy oczywiście oglądają przemówienie gubernatora, ktoś patrzy na obraz katedry, ktoś po prostu stara się utrzymać na nogach.
Na zegar też bynajmniej nie zawsze zwracamy uwagę. Tym razem sygnałem stają się dla nas wybuchy petard za oknem. Stukamy się kieliszkami, wkładamy buty i idziemy w stronę choinki na placu Zwycięstwa.
Po co idziemy do tej choinki, nikt już nie potrafi wyjaśnić. Po prostu wychodzimy i idziemy. Kiedyś mi podpowiedziano, że chodzimy tam koło drugiej w nocy tylko po to, żeby udowodnić sobie, że jeszcze potrafimy chodzić. A ponieważ miasto jest małe i wszyscy tak czy inaczej się znają, można zobaczyć, w jakim stanie są wszyscy pozostali obywatele. Kto doszedł, a kto zboczył z drogi i zaczął udawać nieobecną zaspę gdzieś na podwórku.
13 DNI PÓŹNIEJ
No a poza tym niczym się już nie wyróżniamy. Chyba tylko tym, że możemy postać w kolejce na granicy 2 albo 3 stycznia. Nie po to, żeby wyrwać się do Polski albo na Litwę, ale po prostu, żeby postać w kolejce. Bardzo emocjonujące zajęcie, można wrzucić na Instagram z dopiskiem, że jesteś 469., i wszyscy, którzy nie stoją w kolejce, znów się stukną.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

