Mikołaj Kopernik (Nicolaus Copernicus) urodził się 2 (17) lutego 1473 roku w Toruniu, w „ziemi chełmińskiej”, która stanowiła część Prus. W połowie XIV stulecia wybrzeże Morza Niemieckiego (Północnego) i Bałtyckiego, od Wisły po Niemen, znajdowało się pod władzą rycerzy krzyżackich.
Zbudowany przez Zakon Toruń był już wówczas ważnym ośrodkiem handlowym słynnej Hanzy, a w chwili narodzin przyszłego astronoma był miastem polskim o mieszanej ludności. Większość jego mieszkańców stanowili Niemcy. W XIX wieku Michaił Engelgardt pisał, że „… odkrycie Kopernika pojawia się na granicy starej i nowej Europy, jego ojczyzna leży na pograniczu dwóch plemion, słowiańskiego i germańskiego, a on sam jest to Polakiem, to Niemcem”.
Przypuszcza się, że ród Koperników wywodzi się z Górnego Śląska, ze wsi Koperniki. Jej mieszkańcy (wszyscy co do jednego Kopernikowie) zajmowali się wydobyciem i obróbką miedzi oraz handlem wyrobami miedzianymi. Około 1396 roku wielu z nich przeniosło się do Krakowa, ówczesnej stolicy Polski. Wśród przesiedleńców byli także zamożni przodkowie przyszłego astronoma.
O jego ojcu, „oddanym synu Kościoła katolickiego”, krążyło sporo bajek. Jedni twierdzili, że był chłopem (rolnikiem), inni – piekarzem, piwowarem, kamieniarzem… W rzeczywistości jednak był, podobnie jak jego praojcowie, kupcem, człowiekiem bogatym i wpływowym. Przeniósłszy się w 1458 roku z Krakowa do Torunia, objął wysokie stanowisko w sądzie miejskim. W 1464 roku poślubił Barbarę Watzenrode, córkę bogatego toruńskiego patrycjusza (przewodniczącego sądu miejskiego). Urodziła mu czworo dzieci: Barbarę, Katarzynę, Andrzeja i Mikołaja.
O dzieciństwie Kopernika wiadomo z całą pewnością bardzo niewiele. Dorastał w zamożnej rodzinie. Pierwsze nauki pobierał najprawdopodobniej w położonej niedaleko domu szkole przy kościele św. Jana. Często odwiedzał babcię, od której słuchał podań z dawnych polskich dziejów, ludowych pieśni i baśni w języku polskim. W szkole uczono go łaciny. Tak więc w wieku 10 lat chłopiec doskonale władał trzema językami.
W domu Koperników często bywali ludzie wykształceni i znani w mieście. Mikołaj przysłuchiwał się ich rozmowom i niczym gąbka chłonął wszystko, o czym rozprawiali dorośli. Dla przyszłego burzyciela starożytnych doktryn była to atmosfera jak najbardziej sprzyjająca.
Pod skrzydła „diabła”
Zimą 1483 roku do Europy dotarła straszliwa epidemia dżumy. Jedną z jej pierwszych ofiar był ojciec Mikołaja. Oszalała z rozpaczy matka doszła do siebie dopiero wtedy, gdy w domu pojawił się jej brat Łukasz Watzenrode. Przyszły biskup warmiński (z woli zmarłego dziadka – opiekun sierot) szybko zadecydował o losie rodziny. Sprzedał dom przy ulicy św. Anny. Jedna siostrzenica wstąpiła do klasztoru, druga korzystnie wyszła za mąż. Mikołaja zaś wraz z bratem oddał do szkoły katedralnej przy Uniwersytecie Krakowskim, w której kształcili się chłopcy z całej Polski.
Bracia Kopernikowie mieli wielkie szczęście, że trafili pod opiekę wuja Łukasza – człowieka wprawdzie surowego, ale mądrego, wykształconego i bardzo wpływowego, a przy tym wolnego od purytańskiej ciasnoty poglądów. Odebrał znakomite wykształcenie: był magistrem Uniwersytetu Krakowskiego i doktorem prawa kanonicznego Uniwersytetu Bolońskiego. Ponieważ Watzenrode obrał karierę duchowną, musiał przestrzegać celibatu – ślubu bezżenności (co zresztą nie przeszkodziło mu mieć nieślubnego syna).
Łukasz brał bardzo aktywny udział w życiu politycznym kraju, a z jego zdaniem się liczono. Pisano o nim, że ów Watzenrode „tak dokuczał królowi Kazimierzowi IV, że ten nazywał go »diabłem« i wszelkimi siłami przeciwdziałał wyborowi Watzenrodego na biskupa”. Oto pod wpływ jakiego człowieka trafił 10-letni Mikołaj Kopernik. I ani razu w życiu tego nie żałował.
„Zrodził mnie Toruń, a Kraków nauką ozdobił”
Jesienią 1491 roku Mikołaj i Andrzej, uiściwszy opłatę za naukę w wysokości ćwierci grzywny każdy (jak na owe czasy były to duże pieniądze), zostali studentami wydziału sztuk wyzwolonych Uniwersytetu Krakowskiego. Świeżo upieczonych studentów – fuksów – czekała pierwsza próba: obrzęd „chrztu”. „Dziadowie” zaciągnęli ich do karczmy, kazali upić się piwem i sami upili się do nieprzytomności. Następnie sprawili fuksom lanie i wysmarowali im głowy miodem i popiołem.
Na studia do Uniwersytetu Krakowskiego przyjeżdżała młodzież z całej Europy, nawet z Niemiec, Szwecji i Włoch. Wykładano tu wiele różnych nauk, ale najbardziej kwitła astronomia.
Mikołaj po raz pierwszy zobaczył kilka obszernych rękopisów na pergaminie, ciężkie tomy inkunabułów i cztery astronomiczne przyrządy z brązu – globus nieba, astrolabium (starogrecki przyrząd do wyznaczania szerokości geograficznej), zegar słoneczny i triquetrum wykonane ręką samego Regiomontana, najbardziej uznanego niemieckiego astronoma. Uniwersytet słynął także ze swojej kadry naukowej. 76 profesorów – to nie żarty!
W tym właśnie czasie w średniowiecznym szkolnictwie wyższym zarysowały się nowe prądy, budził się duch swobodnych badań. Na arenę życia kulturalnego wkroczyli humaniści, przedkładający starożytność nad zaczadzenie średniowiecza. Starzy, utytułowani uczeni wykładowcy bronili średniowiecznych tradycji nauczania, młodzi zaś pragnęli czytać dzieła Hellenów w oryginale, a nie w miernych przekładach na łacinę.
Humanistów wspierał również wykładowca matematyki i astronomii, znany w całej Europie profesor uniwersytetu Wojciech Brudzewski. To właśnie jemu Mikołaj przez całe życie będzie wdzięczny za umiłowanie nauki o gwiazdach. „Zrodził mnie Toruń, a Kraków nauką ozdobił” – napisał Kopernik o latach studiów.
Jednak „wolny duch”, przyniesiony do Krakowa zza Alp, wkrótce zaczął ulatniać się z uniwersytetu. Spory scholastyków z humanistami coraz częściej kończyły się bijatyką, ponieważ żadna ze stron nie grzeszyła delikatnością obyczajów. Po trzech latach nauki Mikołaj w 1495 roku wrócił do Torunia. Bez dyplomu.

Okres wielkiego fermentu
Wuj, zaniepokojony tak nieoczekiwanym obrotem spraw, zaczął zastanawiać się nad karierą Mikołaja. Nalegał na duchowną i na początek doradził mu ubieganie się o godność kanonika diecezji warmińskiej we Fromborku. Było to chyba najbardziej intratne stanowisko w epoce średniowiecza. Liczne majątki należące do diecezji, grunty, prawa łowieckie i rybackie przynosiły ogromne dochody. Działalność kapituły (kolegium duchownych) sprowadzała się głównie do zarządzania majątkami, zbierania i dzielenia dochodów.
Zresztą i praca kanonika nie była uciążliwa: nabożeństwa w katedrze, msze żałobne, niezbyt skomplikowane sprawy i zlecenia… Kanonikom przysługiwał pokaźny dochód – prebendy – zarówno w postaci pieniędzy, jak i gruntów, majątków itp.
Oczywiście Kopernik obrał drogę duchowną, lecz – jak przypuszczają biografowie – nie po to, by służyć Bogu, ale skuszony ciepłą posadką.
Co prawda, Kopernik wybory przegrał. O jedyny wolny wakat ubiegało się tak wielu kandydatów, że nie zdołał pomóc nawet wszechmocny wuj. Być może główną rolę odegrał brak stopnia naukowego – zgodnie z tradycją kanonicy powinni byli mieć dyplom ukończenia uniwersytetu.
Latem 1496 roku Mikołaj Kopernik wyjechał na dalsze studia do Włoch, na Uniwersytet Boloński, uchodzący za najlepszą w Europie szkołę prawa. Gdy student zgłębiał nauki, zaocznie wybrano go jednak na kanonika i zaczął otrzymywać swoją część dochodów. Włochy pochłaniały dużo pieniędzy. Niemało kosztowały książki niezbędne do badań astronomicznych. Tu, na Uniwersytecie Bolońskim, 9 marca 1497 roku przeprowadził jedną z dwudziestu siedmiu własnych obserwacji, które weszły do jego słynnego traktatu o sferach niebieskich. I oczywiście opanował do perfekcji grekę.
Prawo kościelne interesowało Kopernika najmniej – dyplom z tej dziedziny uzyskał nieco później, w maju 1503 roku w Ferrarze, w pałacu arcybiskupim. Na razie jednak był rok 1501. Mikołaj zapisał się jako słuchacz na wydział medycyny Uniwersytetu w Padwie. Medycyna niespodziewanie porwała astronoma, a później przyniosła mu sławę utalentowanego lekarza. W ojczyźnie nazywano go drugim Eskulapem.
Dziś niektóre średniowieczne metody leczenia budzą uśmiech, jeśli nie śmiech. Ale… do zaawansowanych technologii było jeszcze, oj, jak daleko.
Oto jedna z notatek Kopernika: „Pigułki de Villa Nova można zażywać o każdej porze. Poprawiają trawienie, przynoszą wesołość, opóźniają siwienie, które bierze się z zepsucia soków życiowych, uśmierzają kaszel, wzmacniają rozum, chronią zęby przed psuciem, pogłębiają sen, delikatnie przeczyszczają”.
Dalej następuje przepis na cudowne pigułki: „Weź dwie uncje glinki armeńskiej, pół uncji cynamonu, dwie drachmy korzenia cytwaru, po dwie drachmy uzyku (galgant. – przyp. aut.), dyptamu (ziele górskie. – przyp. aut.), czerwonego sandałowca, po drachmie opiłków kości słoniowej i żelaza, po dwa skrupuły popiołu i rumianku, po drachmie skórki cytrynowej i pereł, po jednym skrupule szmaragdu, czerwonego hiacyntu, szafiru, po jednej drachmie kości z serca jelenia, szarańczy morskiej, rogu jednorożca, czerwonego korala; złota i srebra w płatkach – po jednym skrupule, cukru – pół funta”. I jeszcze kilka zaleceń: „Mycie rąk ciepłą wodą przed jedzeniem i zimną po jedzeniu pomaga na bóle żołądka”, „Koci kał z siarką leczy uderzenia krwi do głowy”.
Obok takich „cudownych” środków medycyna czasów Kopernika dysponowała jednak także trafnymi wyobrażeniami o zdrowym i chorym organizmie człowieka, dzięki którym ocalono niejedno życie.
Kopernik spędził we Włoszech według jednych źródeł siedem lat, według innych – dziewięć. Zgłębił niemal wszystkie dziedziny ówczesnej wiedzy. Atmosfera sprzyjała poznawaniu wszystkiego, co nowe.
Dziś trudno sobie nawet wyobrazić ów okres wielkiego fermentu, w którym żył i tworzył uczony. Epoka pełnego renesansu! Epoka tytanów: Kolumba, wielkich Leonarda, Michała Anioła, Rafaela, Machiavellego, Erazma z Rotterdamu, Paracelsusa… Rozwijały się wszystkie gałęzie rzemiosła, pojawiła się pierwsza prasa drukarska, dzięki czemu w Europie zaczęła się gwałtownie rozwijać nauka. Wszystko to inspirowało Kopernika. Bardzo interesował się sztuką, uczył się malarstwa, malował pejzaże i portrety. Nic więc dziwnego, że w latach spędzonych we Włoszech ostatecznie stracił zainteresowanie sprawami Kościoła, choć do końca życia pozostał jego sługą. Kanonia była dla niego jedynie cichą przystanią, zapewniającą dochód, pozycję społeczną i możliwość zajmowania się astronomią. Do dyplomów, zaszczytów, sławy i godności odnosił się zaś z pogardą.
Powrót do Fromborka
W domu marzył tylko o jednym – o obserwowaniu gwiazd.
Ciężka choroba wuja pokrzyżowała jednak wszystkie plany 33-letniego Mikołaja. Przez sześć lat był jego domowym lekarzem. Pomagał biskupowi we wszystkim, towarzyszył mu na rozmaitych sejmach, rozprawiał się z krzyżakami. A równolegle, jakby mimochodem, przełożył z greki na łacinę zbiór „Listy obyczajowe, sielskie i miłosne” bizantyjczyka z VII wieku Teofilakta Symokatty.
Łukasz zmarł w 1512 roku, wracając z jednego z sejmów. Zakon krzyżacki pozbył się groźnego przeciwnika, Kopernik zaś stracił swojego protektora i najwierniejszego przyjaciela.

Przez pierwsze cztery lata po jego śmierci Kopernik wiódł we Fromborku dość jednostajne życie. Jak wszyscy kanonicy mieszkał przy katedrze, w której wieży urządził obserwatorium. Jesienią 1516 roku wybrano go administratorem południowych dóbr diecezji warmińskiej w miejsce Tiedemanna Giesego – przyjaciela i człowieka wielce wykształconego – i Mikołaj przeniósł się na cztery lata do Olsztyna. Do jego obowiązków należał nadzór nad pracą urzędników miejskich i sołtysów wiejskich, pobór podatków oraz czuwanie nad wymiarem sprawiedliwości na podległych kapitule terenach.
W tym czasie gwałtownie zaostrzyły się stosunki z zakonem. Był to bardzo trudny okres dla diecezji. Wojska krzyżackie zajęły część ziem warmińskich, paliły i pustoszyły wsie.
Kopernik zorganizował obronę miast niezdobytych przez zakon, z niewielką grupą wiernych pomocników spośród miejscowej ludności wzniósł umocnienia i budowle obronne. Pozostali pochowali się w lasach, a członkowie kapituły ze strachu rozpierzchli się z Fromborka, kto gdzie mógł: jedni do bezpiecznych twierdz, inni za granicę.
Kopernik do zwycięskiego końca bronił Olsztyna, za co król nadał mu tytuł komisarza Warmii. W ten sposób uczony zajął w kapitule kierownicze stanowisko i zabrał się do pracy nad „Małym komentarzem”. Teraz trzeba było jeszcze znaleźć czas na spisanie wielkiego dzieła. Ale właśnie tego czasu katastrofalnie brakowało. Gospodarstwo nie dawało mu wytchnienia.
„Tu ujarzmione wody zmuszono płynąć pod górę”
Zdumiewające, jak wiele Mikołaj Kopernik wiedział i potrafił. We Fromborku na przykład przez dwa stulecia działało urządzenie hydrotechniczne, przy którego budowie miał swój udział uczony, a – jak się okazało – także znakomity gospodarz. Przypomina o tym napis na jednej z wież katedry:
Tu ujarzmione wody zmuszono płynąć pod górę,
By obfitym źródłem ugasić pragnienie mieszkańców.
Czego ludziom odmówiła natura – sztuką przezwyciężył Kopernik.
To dzieło, pośród innych, jest świadkiem jego chwalebnego życia.
Napis sporządzono, rzecz jasna, po łacinie. Organizacji zaopatrzenia w wodę miast diecezji warmińskiej i wykorzystaniu zasobów wodnych na potrzeby gospodarcze poświęcone są badania kandydata nauk technicznych Fiodora Niesteruka – „Prace inżynierskie Mikołaja Kopernika”. Potwierdzają je również badania polskich uczonych. W książce „Mikołaj Kopernik” radziecki i rosyjski astronom i matematyk, od 1996 roku wykładowca uniwersytetu w polskich Siedlcach, Jewgienij Aleksandrowicz Grebienikow, którego imieniem nazwano planetoidę 4268, pisze, że według projektu Kopernika dwa kilometry od Fromborka na rzece Baudzie zbudowano duży jaz przelewowy, groblę, zbiornik wodny oraz śluzę regulującą poziom wody w zbiorniku. Z Baudy woda odprowadzana była kanałem nazwanym Kopernikowskim. „Trasa kanału miejscami pokrywała się z korytem rzeki, lecz dwa kilometry przed wzgórzem, na którym stała katedra fromborska, skręcała ostro w jego stronę. Dzięki ukształtowaniu miejscowego terenu woda wyraźnie przyspieszała tu bieg, a koła młyna zbożowego, zbudowanego na końcu kanału, obracały się pod jej naporem. Dalej woda przepływała pod wieżą, w której zainstalowano urządzenie mechaniczne z czerpakami, podnoszące część wody na wysokość 25 metrów na potrzeby gospodarcze. Płynąca dalej kanałem woda napędzała dwa młyny wodne, po czym spływała do Morza Bałtyckiego. Łączna długość całego kompleksu hydrotechnicznego wynosiła około czterech kilometrów”.
Późniejsze badania dowodzą, że Kopernik był inicjatorem i kierownikiem budowy wodociągów w Toruniu, Braniewie, Lubawie, Grudziądzu i innych miastach diecezji warmińskiej.
Reforma kalendarza
Autorytet Kopernika był tak wielki, że do Rzymu zaprosił go biskup Paweł z Middelburga, znany matematyk zajmujący się zagadnieniami rachuby czasu. Poprosił uczonego o opinię w sprawie reformy kalendarza juliańskiego. Rok był w nim dłuższy od rzeczywistego, zwrotnikowego. Od 325 roku do początku XVI stulecia rozbieżność osiągnęła dziewięć dób. Zmiany były, rzecz jasna, konieczne. Najbardziej jednak potrzebował ich Watykan, by prawidłowo wyznaczać datę Wielkanocy i innych świąt ruchomych. Kopernik stanowczo odmówił dyskusji, dopóki nie zostaną poznane najdrobniejsze szczegóły ruchu Słońca i Księżyca. W rezultacie reformę przeprowadził dopiero 68 lat później papież Grzegorz XIII. U jej podstaw legły dokładne obliczenia samego Kopernika.
Reforma pieniądza
Jak widać, uczony astronom przez większą część życia musiał zajmować się sprawami, które z astronomią nie miały nic wspólnego. Bardzo niepokoił go na przykład problem psucia i deprecjacji monety. Kopernik napisał po łacinie trzy prace o usprawnieniu systemu pieniężnego: „Rozważania”, „O sposobie bicia monety” i „Traktat o biciu monety”.
Prawo bicia monety było niezwykle intratnym przywilejem i miasta pruskie bały się je utracić. W Koronie grzywny i grosze bito w jednej mennicy. A w małych Prusach – w czterech. Zawartość srebra w królewieckich talarach i szelągach nieustannie spadała. Dlaczego – należało to wyjaśnić. Kopernik zrozumiał, że psucie pieniądza daje zakonowi dodatkowe środki na wojnę, i zażądał pozostawienia tylko jednej mennicy. W swoim „Traktacie” pisał:
„Choć niezliczone są klęski, od których upadają królestwa, księstwa i republiki, moim zdaniem cztery są najważniejsze: niezgoda, śmiertelność, nieurodzaj ziemi i psucie monety. Pierwsze trzy są tak oczywiste, że nikt ich nie kwestionuje, czwartą zaś uznają tylko nieliczni, którzy głębiej wnikają w rzeczy; prowadzi ona bowiem do upadku państwa nie od razu i gwałtownie, lecz stopniowo i skrycie”.
W pracy „O sposobie bicia monety” doszedł do wniosku, że każda próba zaoszczędzenia przez państwo na emisji pełnowartościowego pieniądza i wprowadzenia do obiegu „lżejszych” monet nieuchronnie doprowadzi do wypierania „dobrego” pieniądza przez „zły”. To zaś podkopie gospodarkę, a szkodę „pogłębi nieunikniona korupcja przy wymianie w skarbcu monet o różnej wadze, lecz formalnie równowartościowych”. Kopernik wzywał do podjęcia pilnych działań, w przeciwnym razie „wkrótce Prusy będą miały monetę z samej miedzi. Wtedy ustanie wszelki handel zagraniczny. Któryż bowiem kupiec zgodzi się oddawać swoje towary za miedziane monety? Nieuchronnie drożeją towary niezbędne do życia. Wszystko drożeje albo tanieje zależnie od tego, jaka jest wartość pieniądza. Ceny towarów wyznacza nie miedź, lecz złoto i srebro”.
Większość propozycji Kopernika nie została jednak przyjęta. Żądanie, by państwo nie próbowało czerpać zysku z bicia monety, wydawało się wówczas równie absurdalne jak hipoteza o ruchu Ziemi. Poza tym nie było jasne, kto miałby za reformę zapłacić. Na tej smutnej nucie zakończył się udział Kopernika w sprawach monetarnych. Do kwestii gospodarczych powrócił jeszcze w 1531 roku, kiedy opracował „Olsztyńską taksę chlebową” z zaleceniem, by wagę jednofenigowej bułki dostosować do ceny zboża. Podchodząc do problemu z charakterystyczną dla siebie skrupulatnością, obliczył ruchomą skalę, która uwzględniała szeroki zakres przewidywanych wahań rynkowych.
Wszystkie te średniowieczne problemy z czasem zostaną w oświeconej Europie rozwiązane dzięki jego następcom.

Życie osobiste
Dobiegając sześćdziesiątki, uczony postanowił wreszcie zająć się badaniem ciał niebieskich i dokończyć książkę, do której wciąż nie mógł się zabrać. Uzbierał się ogromny stos rękopisów zapisanych drobnym pismem z pięknymi zawijasami. Na wierzchniej karcie widniał tytuł przyszłego dzieła: „Mikołaja Kopernika, torunianina, o obrotach sfer niebieskich”.
Postarzały i nieco zaokrąglony Kopernik wciąż prezentował się imponująco i jak na swoje lata wyglądał na pełnego wigoru. Zdrowie pozwalało mu dużo pracować. Obserwował gwiazdy, biegał do chorych. Leczył zarówno syfilis, jak i podagrę. Najwyższy czas było pomyśleć o wydaniu książki, ale jak na grzech (zresztą w przypadku kanonika był to grzech prawdziwy) zakochał się w młodej pięknej Annie, córce swojego dalekiego krewnego ze strony matki, Macieja Schillinga, znanego wówczas medaliera i grawera. W jednej ze swoich tablic astronomicznych Mikołaj otoczył znak Wenus konturem z liści bluszczu. Był to rodowy znak Schillingów, zdobiący monety i medale bite przez ojca Anny.
Zgodnie z kanonami kościelnymi w domu duchownego nie mogła przebywać żadna kobieta poza gospodynią, a i ta musiała być bliską krewną w mocno już dojrzałym wieku.
Kopernik jednak „okazał nieposłuszeństwo” i wprowadził ukochaną do domu. Przecież u jego kolegi i przyjaciela, kanonika Aleksandra Scultetiego, również mieszkała wcale nie stara kobieta, która w dodatku miała z nim dzieci.
Przez kilka lat panował spokój. Kościelne środowisko pogodziło się z obecnością młodej rzekomej gospodyni w domu uczonego. Szczęście nie trwało jednak długo. W 1538 r. biskupem warmińskim wybrano dawnego przyjaciela Kopernika, Dantyszka. Od niedawna nie znosił on wykształconych i wolnomyślnych kanoników, a nad przestrzeganiem praw kościelnych zaczął czuwać tak gorliwie, że natychmiast zareagował na donosy nieżyczliwych i zawistnych. Dantyszek uznał, że urok Anny jest w istocie niebezpieczny i kuszący dla innych konfratrów, i kazał jej opuścić najpierw dom Kopernika, a po drugiej skardze – sam Frombork. Przeciwko całkowicie złamanemu uczonemu sformułowano oskarżenie. Ta brudna historia ciągnęła się dość długo i nadwątliła jego zdrowie. Po wylewach krwi do mózgu został sparaliżowany. Sculteti również zapłacił za swoje grzechy: wykluczono go z kapituły i wygnano z Polski.
„Szczęśliwy wiek, który zrodził takiego uczonego”
Rewolucyjna (a w tamtych czasach grożąca sądem inkwizycji i na przykład spaleniem na stosie) myśl, że Ziemia krąży po orbicie wokół Słońca, pojawiła się u Kopernika na długo przed narodzinami jego największego dzieła „O obrotach sfer niebieskich”. Wizja systemu heliocentrycznego ukształtowała się u niego już w latach 1506–1508. Nie mógł jednak poprzestać na stawianiu hipotez. Niemal przez całe życie szukał dowodów na obrót Ziemi wokół Słońca. W jego czasach nauka nie dysponowała jeszcze metodami ani przyrządami, które pozwoliłyby to wykazać w sposób naoczny. Korzystając ze wszystkich dostępnych wówczas uczonym osiągnięć matematyki i astronomii, Kopernik dowiódł swoich założeń w gruncie rzeczy teoretycznie. Dopiero w 1851 roku francuski fizyk, matematyk i astronom Jean Bernard Léon Foucault skonstruował doświadczalne wahadło – ciężarek zawieszony na drucie długości 67 metrów, ukazujący trajektorię dobowego obrotu Ziemi.
Kopernik długo nie mógł się zdecydować na opublikowanie swoich badań. Wybitni i niezwykle mądrzy ludzie namawiali go, by dłużej nie zwlekał i ogłosił dzieło „dla wspólnego pożytku zajmujących się matematyką”. Uczony uległ.
W dniu jego śmierci, 23 maja 1543 roku, dostarczono Kopernikowi rękojmię jego nieśmiertelności – księgę „O obrotach sfer niebieskich”. Według przekazów „przyjaciele włożyli ją w ręce chorego, lecz śmierć już zawładnęła swoją ofiarą”. Kilka godzin później wielki torunianin zmarł. Nie dane mu było poznać obojętności, z jaką przyjęli jego dzieło nawet niektórzy wykształceni ludzie tamtych czasów, ani doświadczyć prześladowań, które spadły na jego naukę ze strony Kościoła.
„Szczęśliwy wiek, który zrodził takiego uczonego” – powiedział o Koperniku jego jedyny uczeń, niemiecki astronom i matematyk Joachim Retyk.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

