/ Królewiec

Piknik w Juditten

Piknik w Juditten

Trasa tramwaju nr 7: z Maraunenhof przez centrum do Juditten. 

Zapraszamy naszych czytelników, aby wraz z doktorem Pawelem, autorem artykułu opublikowanego w gazecie „Das Ostpreußenblatt” (Das Ostpreussenblatt) 28 lutego 1965 roku, wybrali się na spacer po lesie w Juditten z początku XX wieku.

Stara wieś kościelna Juditten (Juditten) zawsze przyciągała królewczan, którzy przyjeżdżali tu na cały dzień, o czym świadczy mnóstwo restauracyjek z werandami: jedne leżały w połowie zbocza w cieniu wysokich drzew, inne – wysoko na skraju lasu. Do Juditten można było dotrzeć Starą Drogą Piławską (Alte Pillauer Landstraße), a bliżej naszych czasów – tramwajem, gdy linię 4, kończącą się w Ratshof (Ratshof) przy restauracji „Korinthenbaum”, przedłużono z centrum przez Amalienau (Amalienau) i Lawsken (Lawsken).

Jeszcze później pojawiła się linia tramwajowa nr 7, której przystankiem końcowym było już samo Juditten.

Tramwaj zachwycał nie tylko dzieci, bo oszczędzał dość męczącego dla wszystkich pokoleń spaceru – albo drogą Hammerweg (Hammerweg) obok stawów bliźniaczych Zwillingsteichen (Zwillingsteichen), albo wzdłuż Landgrabenu (Landgraben) aż do Wilkie (Wilkie).

Zwykła polna droga, wytyczona później i prowadząca prosto od stawu Hammerteich (Hammerteich) przez majątek Friedrichswalde (Friedrichswalde) do cukierni „Packheiser” (Packheiser), była krótsza, ale zupełnie pozbawiona drzew, co nie wszystkim się podobało, zwłaszcza w upalne dni. Tramwajem było szybciej i wygodniej.


Restauracja


Restauracja „Korinthenbaum” w Ratshof.

Gdy tylko cała gromada – babcie, ciotki, dzieci (a tych było szczególnie dużo) – wysiadła na przystanku końcowym, barwny tłum zaczynał wspinać się prosto w górę zbocza, wśród malowniczej zieleni, pod rozłożystymi dębami.

Kawiarnia Cukiernia i kawiarnia „Packheiser” w Juditten.


Już pierwszy szyld z pozwoleniem „Rodziny mogą zaparzyć kawę” (Familien können Kaffee kochen) cieszył się popularnością wśród dorosłych. Ale jeśli w pobliżu były dzieci, rodzice zwykle decydowali, czy zatrzymać się tutaj, czy iść dalej, bo na górze, na wzgórzu, gdzie dawniej stała mała budka z ręcznie obsługiwaną wagą krzesełkową, pod rzadkimi sosnami, dzieciom było znacznie przyjemniej się bawić, a trawiasta polana jakby zapraszała wszystkich, którzy towarzyszyli dziatwie, do spokojnego odpoczynku.

W pogodne dni wrzało tu barwne życie obozowe, urozmaicone bardzo modnymi wówczas hamakami, rozpiętymi między drzewami.

Stali bywalcy tej cichej oazy, przemianowanej później na gaj Theodora Krohnego (Theodor-Krohne-Wäldchen), do dziś ciepło wspominają liczne rozrywki, jakie tu znajdowali. Ustronne ścieżki prowadziły do pięknych miejsc wypoczynku, między innymi w dół, na łąki, skąd widać było starą dzwonnicę kościoła w Juditten. Jeśli czas pozwalał, można było zbierać maliny i grzyby. Wysokie dęby na wschodnim skraju gaju graniczyły z ogrodami willi, ale jeśli ktoś miał ochotę na filiżankę kawy, mógł przejść obok nich i skierować się do cukierni „Packheiser”. Nas, dzieci, urzekała natomiast sosnowa polana, bo rosły tu zupełnie wyjątkowe drzewa: piasek, na którym rosły, musiał niegdyś zostać wymyty.


Korzenie sosny


Słynna sosna z Juditten z odsłoniętymi korzeniami.

Odsłonięte korzenie drzew sterczały na kilka metrów z ziemi, tworząc prawdziwe jaskinie, w których mogliśmy się świetnie chować!

Iglica kościoła w JudittenIglica kościoła w Juditten wygląda zza drzew.


Gdy maluchy były zajęte takimi ćwiczeniami, starsi mogli beztrosko oddawać się wypoczynkowi na werandach restauracyjek po drugiej stronie drogi. Ruch na niej był wówczas zupełnie znikomy. Ten piękny lasek w Juditten wybierano też czasem na wycieczki szkolne, przynajmniej uczniów klas młodszych. Odbywały się tu zawody i zabawy, a zasłużoną po wszystkich sportowych wysiłkach oranżadą czy lemoniadą maluchy delektowały się w ogrodzie najbliższego zajazdu.

Kto chciał przejść się jeszcze trochę na zachód, docierał do Szosy Okrężnej (Ringchaussee), skąd wieczorami roztaczał się szczególnie piękny widok na łąki zalewowe i Pregołę.

Równie radośnie było wszystkim, którzy wracali do domu drogą z Moditten (Moditten), widzieć, jak po lewej stronie w wieczornej mgiełce nad ciemną zielenią drzew wyłaniała się spiczasta dzwonnica kościoła w Juditten. I wtedy zmęczeni wędrowcy z ulgą rozumieli, że wkrótce wsiądą do tramwaju linii siódmej i dojadą nim do domu.


Źródło

https://archiv.preussische-allgemeine.de/1965/1965_08_28_35.pdf


Zdjęcia

Bildarchiv Ostpreußen bildarchiv-ostpreussen.de.


● Przeczytaj na VisitPrussia.com wywiad z tłumaczką niemieckich, a zwłaszcza pruskich baśni, naszą stałą autorką Tatianą Koliwaj, prowadzącą własny blog, na którym opublikowano niezliczone mnóstwo innych przypowieści, legend i baśni w jej przekładach.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.