/ Obwód kaliningradzki – Polska

Okres polski za „żelazną kurtyną”

Okres polski za „żelazną kurtyną”

Młodzi kaliningradczycy ze szkoły nr 49 wraz z polskimi harcerzami i ich nauczycielami zwiedzają kwaterę Hitlera pod Kętrzynem (1978).

Trudno uwierzyć, że były czasy, gdy obwód kaliningradzki nie miał ani jednego przejścia na granicy z Polską. Granica była zamknięta na kłódkę. Na mocną kłódkę. Jednak kaliningradczykom zawsze chciało się zajrzeć przez dziurkę od klucza...

Zainteresowanie tłumaczyło się nie tylko romantyczną aurą, którą spowite były wyobrażenia ludzi żyjących w ZSRR o Polakach i Polsce. Popularności sąsiedniego kraju sprzyjały w szczególności Edyta Piecha, Polka z narodowości, idolka pokolenia naszych dziadków, która niespodziewanie w latach 50. XX wieku stała się szalenie popularną piosenkarką w Związku Radzieckim, wspaniała Anna German z niezapomnianym przebojem „Nadzieja” i Barbara Brylska, elegancka polska aktorka, która już czwartą dekadę pojawia się na ekranach naszych telewizorów w przeddzień Nowego Roku w (porządnie już obrzydłym) filmie „Ironia losu”.

Jednak sąsiadów po drugiej stronie granicy kaliningradczycy przez długi czas znali tylko z programów telewizyjnych.

Wielu oglądało transmisję międzynarodowego festiwalu piosenki w Sopocie, który co roku w sierpniu pokazywała nasza telewizja. Słuchano też w radiu Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a nawet festiwalu piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu! Kaliningradczykom polscy wykonawcy, śmiem twierdzić, byli znani o wiele lepiej niż pozostałym mieszkańcom ZSRR. Niezapomniany Seweryn Krajewski, lider „Czerwonych Gitar”, ze swoim słynnym szlagierem Nie spoczniemy, Czesław Niemen z potężnym wokalem, twórca własnego muzycznego świata, Maryla Rodowicz, Sława Przybylska, Irena Santor i wielu innych wykonawców otwierali nam drzwi do kultury polskiej. A zespoły „Skaldowie”, „Budka Suflera”, SBB? Kto kocha Polskę, ten pamięta. W 1978 roku w ramach swojej trasy po ZSRR do Kaliningradu przyjechał Czesław Niemen. Szał był NIESAMOWITY! Kino „Rossija”, gdzie dał jedyny koncert, było nabite, ludzie stali nawet w przejściach.

Miłość obywateli radzieckich do Polaków dochodziła do absurdu.

W telewizji radzieckiej był taki program humorystyczny, „Kabaczok 13 krzeseł”, w którym aktorzy Teatru Satyry nie wiedzieć czemu udawali Polaków odwiedzających polską kawiarnię. Tam też jeszcze śpiewali popularne polskie piosenki z playbacku. Program był emitowany od stycznia 1966 do października 1980 roku. Zdjęcia przerwano w listopadzie 1980 roku po zaostrzeniu się sytuacji politycznej w Polsce.

Nauka języka polskiego dla zainteresowanych kaliningradczyków zaczynała się od codziennego słuchania polskiego radia, a zwłaszcza jego audycji muzycznych. Dużą pomocą dla uczących się były czasopisma sprzedawane w kioskach „Sojuzpieczat'”. Kaliningradzkie modnisie uważnie oglądały, a nawet próbowały czytać czasopismo Kobieta i Życie („Kobieta i Życie”), a artyści prenumerowali czasopisma Projekt („Projekt”) i Sztuka („Sztuka”). Pożytek z nich był duży, można było nie tylko oglądać obrazki, ale i próbować czytać artykuły bardzo nietypowe dla ZSRR. Obrazki tak się wielu podobały, że dochodziło do śmieszności: niektórzy kaliningradzcy „nieformalni artyści”, należący do stowarzyszenia „Czas i my”, po prostu zżynali abstrakcyjne prace ze „Sztuki”. Ale było to bardzo „awangardowe”, a postępowa inteligencja starała się dostać na wystawy stowarzyszenia. Zwłaszcza po miażdżącym artykule „Bańki mydlane” w gazecie „Kaliningradskaja Prawda”...

Słownika polsko-rosyjskiego w Kaliningradzie nie dało się kupić. Po prostu nie było go w sprzedaży.

Moja przyjaciółka przywiozła mi taki słownik z Erywania, gdzie sprzedawano go swobodnie i nikt go nie potrzebował. Uzbrojony w słownik można już było zacząć poważnie uczyć się polskiego. Zapisać się na kurs języka polskiego też było trudno. Jedna z grup działała przy bibliotece obwodowej, w maleńkim pokoiku na samej górze, a nabór był ograniczony właśnie z powodu małego metrażu sali. Aby zdobyć znajomość polskiego, trzeba było wchodzić pieszo na 6. piętro, bo winda biblioteczna w burzliwych latach wojny utknęła na dobre na 4. Sprzątaczka używała kabiny windy jako szafy i trzymała tam wiadra i mopa.

Mój kolega nauczył się polskiego, samodzielnie tłumacząc książki Stanisława Lema. Była taka znana w Kaliningradzie księgarnia „Znanija” na Prospekcie Leninskim, miała dział literatury krajów socjalistycznych. Nic szczególnego, po prostu literatura z tak zwanych „krajów obozu socjalistycznego”: niemieckie, czeskie, węgierskie, polskie książki w języku oryginału. Największą popularnością cieszyły się polskie.

Tym bardziej że w ZSRR był nie wiedzieć czemu straszny deficyt porządnych książek.

Wielu pasjonowało się wtedy fantastyką, czytano Snegowa, braci Strugackich, Stanisława Lema. Otóż książki Lema, które nie były przetłumaczone na rosyjski, można było bez trudu kupić w księgarni „Znanija”. Mój kolega tak kochał Lema, że w trakcie tłumaczenia jego utworów nauczył się języka. I bardzo mu się to przydało, gdy w 1991 roku otwarto granicę.

W tamtych dawnych czasach kierownictwo radzieckie uważnie przyglądało się wydarzeniom w Polsce i nagle nie wiedzieć czemu postanowiło, że uczniowie z Kaliningradu powinni się zaprzyjaźnić z harcerzami z województwa warmińsko-mazurskiego. Wiosną 1978 roku niespodziewanie po kaliningradzkich szkołach rozeszło się polecenie, by zebrać trzy autobusy uczniów, prymusów i dobrych uczniów, którzy mogliby godnie reprezentować „młodzież uczącą się” w Polsce. Wczesnym rankiem autobusy przekroczyły specjalnie dla nich otwartą w Bagrationowsku granicę i skierowały się do trzech polskich miast: Bartoszyc, Kętrzyna i Olsztyna.

Pojawienie się uczniów z obwodu kaliningradzkiego wywołało furorę, bardzo ciepło przyjęto ich w polskich szkołach. Wieczorem tego samego dnia autobusy wróciły. Ale rewizyta polskich uczniów nie wiedzieć czemu nigdy się nie odbyła.

Sądząc po audycjach Radia Swoboda, w Polsce coś się szykowało... Wtedy kaliningradczycy po raz pierwszy usłyszeli nazwiska Jacka Kuronia, Adama Michnika, Lecha Wałęsy. A w lipcu 1980 roku zaczęły się strajki w zakładach w Lublinie. Protesty lubelskie przeniosły się do Gdańska. Legendarny strajk w Stoczni im. Lenina rozpoczął się 14 sierpnia 1980 roku. To było zupełnie blisko. Teraz wiemy, że do Gdańska są tylko trzy godziny samochodem, a wtedy po prostu z przejęciem śledziliśmy wydarzenia w stoczni. Tam przynajmniej działo się coś prawdziwego, żywego, tymczasem w ZSRR nadal wszystko było głuche jak w bagnie. Polacy tuż obok, za granicą, dawali czadu. A Kaliningrad tylko nasłuchiwał, co tam u sąsiadów...

13 grudnia 1981 roku w Polsce wprowadzono stan wojenny. Nie jest tajemnicą, że w obwodzie kaliningradzkim stacjonowało potężne zgrupowanie wojskowe, a wielu kaliningradczyków miało znajomych lub krewnych w koszarach.

Po wprowadzeniu stanu wojennego u sąsiadów ludzie tutaj zgadywali: czy wprowadzą nasze wojska, jak to było w Czechosłowacji w 1968 roku, czy nie?

Wojsk nie wprowadzono, ale przeprowadzano dziwne manewry. Jak opowiadał nasz znajomy, który służył w pułku artylerii, przyszedł rozkaz wymarszu do Polski, pułk przekroczył granicę w zorganizowanej kolumnie, zrobił koło po terytorium polskim i wrócił. Takie manewry trwały przez cały okres obowiązywania stanu wojennego – do lipca 1983 roku. Było ciekawe, co tam się dzieje w Polsce? Co, na przykład, pokazuje polska telewizja? I kaliningradczycy zaczęli masowo zaopatrywać się w anteny telewizyjne „na Polskę”. Robili je majsterkowicze, absolwenci wydziału radiotechnicznego KWIMU (obecnie BGA). Wprawdzie jeśli ktoś nieostrożnie wywiesił takie urządzenie na balkonie, mógł przyjść dzielnicowy z przedstawicielem administracji osiedla i zażądać usunięcia „nieautoryzowanej anteny”. Dlatego wieszano je wewnątrz mieszkań na oknach wychodzących na południe lub południowy zachód.

W tym czasie i w ZSRR coś zaczęło się zmieniać... 10 listopada 1982 roku zmarł Breżniew. Potem Andropow. Rządy Czernienki zaznaczyły się na nowo rozbudzonym zainteresowaniem kontaktami kulturalnymi z Polakami. Nagle komitet obwodowy partii poprosił miejscową organizację Związku Artystów o przygotowanie wystawy, by pokazać ją w Olsztynie. Zawiózł ją ówczesny przewodniczący Związku, artysta ceramik Władimir Aleksiejewicz Andriejew. Po powrocie opowiadał, że przyjmowano ich dobrze, tyle że na bankiecie w hotelu miejscowi artyści, podpiwszy sobie, zaczęli wysuwać wobec niego pretensje za działania ZSRR – Katyń i inne... Mało brakowało, a dostałby po gębie. Więcej wystaw do Polski postanowiono nie wozić. Jednak ten incydent nie przeszkodził kaliningradzkim grafikom uczestniczyć w polskich biennale. Szczególnie popularne było biennale ekslibrisu w Malborku. Można było tam wysłać prace po prostu w kopercie pocztowej, co znacznie ułatwiało komunikację. W ten sposób w unikalnej kolekcji ekslibrisów muzeum zamkowego w Malborku znalazły się prace kaliningradzkich mistrzów Siergieja Tiukanowa i Nikołaja Batakowa.

A potem nastała epoka Gorbaczowa – słynna pierestrojka i głasnost'.

Eter polskiego radia w 1987 roku zalała piosenka Andrzeja Rosiewicza „Michaił, Michaił, to piosenka dla ciebie”. Ale granica nadal była zamknięta na kłódkę. Wprawdzie pozwolono organizować „spotkania młodzieży radzieckiej i polskiej” w pobliżu granicy na naszym terytorium. Obwód otwarto dla odwiedzin cudzoziemców dopiero w 1989 roku, jednak wjeżdżać musieli przez Litwę. W 1990 roku na granicy litewsko-polskiej otwarto pierwsze przejście „Łoździeje”. Kaliningradczycy rzucili się do Polski. Okazało się, że można tam robić interesy: sprzedawać wódkę, konserwy, odzież, naczynia, w zamian kupując walutę. Wreszcie 26 grudnia 1991 roku otwarto przejście graniczne Mamonowo–Braniewo i zaczęła się już zupełnie inna historia.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.