/ Algawischken – Jasnoje

Schlompetters

Schlompetters

W stawie we wsi Algawischken, w Niederungu, mieszkał wodny duch, który lubił płatać ludziom figle. Nikt nie mógł przejść obok niego, nie zostawszy ochlapanym wodą albo błotem. Bywało, że rzucał nawet żywymi rybami. Chłopi przezwali wodnika-żartownisia Schlompetters, co w miejscowej gwarze znaczyło „Ten, który pluje błotem”. Przezwisko to nadano mu po tym, jak pewien obcy przybył do Algawischken przemoczony od stóp do głów, a do tego cały umazany mułem.

Z czasem jednak mokre żarty Schlompettersa sprzykrzyły się miejscowym, toteż wszyscy starali się wybierać inną drogę, omijając staw, w którym mieszkał. Właściciel pobliskiej karczmy zrozumiał, że sprawa wygląda źle – gości, a więc i dochodów, z każdym dniem było coraz mniej. Wypiwszy dla kurażu sznapsa, wyruszył nad staw, by poważnie porozmawiać z wodnikiem. Nie miał nic do stracenia: interes szedł jak po grudzie, gorzej już być nie mogło. Gdy karczmarz stanął na brzegu stawu, natychmiast oblano go błotem.

Nieborak zniósł to dzielnie i uważnie zajrzał w trzciny, gdzie rzeczywiście ujrzał oblepionego mułem chłopaka z pustym wiadrem w ręku. „Hej, ty – zwrócił się do niego – co to za błazeństwa?! Jestem twoim sąsiadem karczmarzem i wkrótce całkiem zbankrutuję, jeśli będziesz dalej stroił te swoje głupie żarty”.

Melodyjny głos odpowiedział przyjaźnie: „Och, tak mi przykro. Chcę się po prostu pobawić z ludźmi, przecież jestem jeszcze bardzo młody... Ale wszyscy uciekają, jakbym był zły i straszny”.

„No, twoje żarty są nieco grubiańskie, Schlompetters. Dziewczęta wolą, żeby dawać im prezenty, a nie obsypywać je rybimi wnętrznościami pół na pół z błotem. Chłopcy też nie chcą suszyć ubrań za każdym razem, gdy przyjdzie ci ochota sobie z nich pożartować. Mają ciekawsze zajęcia”.

„No proszę! – zawołał Schlompetters. – A ja myślałem, że i wam, ludziom, podoba się czasem trochę zmoknąć, przecież to takie przyjemne”.

„A czemu ty w ogóle zaczepiasz ludzi?” – „Spędźcie tu choćby tydzień, a zaczniecie dziwaczyć gorzej ode mnie – tak tu nudno! Zapraszajcie mnie do siebie na święta, żebym choć czasem mógł się zabawić!” – „Zgoda, ale za to ty nie będziesz zaczepiał przechodniów”. – „Umowa stoi. Ja dotrzymam słowa, a wy dotrzymajcie swojego!”

O tej umowie wkrótce dowiedziała się cała okolica i każdy chciał poznać wodnika. Niedługo potem pewien wieśniak miał chrzcić swoje dziecko i wyprawiał z tej okazji przyjęcie z tańcami. Dzień przed chrzcinami poszedł nad staw. „Schlompetters!” – zawołał. – „Tak!” – „Jutro są chrzciny mojego dziecka. Przyjdź w gości!” – „Dobrze, przyjdę!”

Następnego dnia wieczorem, po kościelnym obrzędzie chrztu, wszyscy zebrali się w domu ojca dziecka. Nagle drzwi wejściowe się otworzyły i do izby wszedł zawadiacki marynarz. Miał na sobie szerokie niebieskie spodnie, granatową kurtkę i marynarską czapkę zawadiacko przekrzywioną na jedno ucho. Pod pachą niósł duży kosz wybornych ryb, jakie rzadko łapią się na haczyk. „Petri Heil!”1 – głośno pozdrowił marynarz wszystkich obecnych, ale potem ukradkiem splunął w chusteczkę, bo imię świętego Piotra zostawiło mu na języku gorzki posmak.

„Oto mój prezent dla chrześniaka” – powiedział. Potem odwrócił się do niemowlęcia, czule pocałował je w czoło i rzekł: „Chłopcze, będziesz rybakiem, szczęśliwszym niż ktokolwiek. W twoich sieciach zawsze będzie mnóstwo ryb!”

Zagrały skrzypce i Schlompetters poprosił do tańca jedną z dziewcząt. Wieśniaczka jednak się uparła: „Ochlapałeś mnie niedawno błotem, nie będę z tobą tańczyć”.

Wtedy wodnik nie słuchał już żadnych sprzeciwów, objął krnąbrną dziewczynę w talii i porwał do tańca. A na uszko wyszeptał jej wierszyk:

W stawie Algawischken

Cudnie jak w bajce.

Ta, którą całuję,

Ma oczka tak samo.

A potem ją pocałował i dziewczyna uznała, że pocałunek był zbyt wilgotny, ale jej się spodobał, i zaczęli żwawo pląsać pośrodku izby. Potem w ich ślady poszły inne pary, a w przerwach między tańcami Schlompetters przysiadał się do męskiego towarzystwa i sypał tak zaraźliwymi żartami, że wszyscy po prostu zginali się wpół ze śmiechu. Jego humor był nieco grubiański, ale dla wiejskich chłopów to żaden kłopot. A kto nie wiedział, że to wodnik z wiejskiego stawu, brał go za wesołego marynarza, który dopiero co wrócił z rejsu. Nigdy jeszcze w całej okolicy nie było tak wesołych chrzcin.

Przez wiele lat Schlompetters był nieodzownym gościem na wszystkich zabawach w okolicy, żadne święto nie obywało się bez niego. Ale pewnego razu, gdy znów go zaproszono, nikt się nie odezwał, nie zjawił się też o umówionej porze i od tego dnia wszystkie wezwania wodnika były daremne. I choć po wodzie stawu w Algawischken wciąż przebiegają zmarszczki, nikt więcej nie słyszał o Schlompettersie i nikt go nie widział.

PRZYPISY TŁUMACZKI

1. Petri Heil! (Chwała Piotrowi!) – tradycyjne dawne pozdrowienie rybaków, którym życzyli swoim kolegom takiego samego szczęścia, jakie towarzyszyło św. Piotrowi, gdy łowił ryby razem z Jezusem Chrystusem. Zazwyczaj w odpowiedzi słychać to samo: Petri Heil! Jeśli zaś połów był udany, odpowiada się Petri Dank! – Dzięki Piotrowi!


Wieś Groß Algawischken (Groß Algawischken, ros. Bolszoj Algawiszken) najpewniej, zanim obok powstało Klein Algawischken (Klein Algawischken, ros. Małyj Algawiszken), nazywała się po prostu Algawischken, jak w tekście legendy. W 1946 roku Groß Algawischken przemianowano na Gribki. Klein Algawischken jeszcze Niemcy w 1938 roku przemianowali na Allgau (Allgau), od 1946 r. – Oziorki. Obie miejscowości leżały na zachód od Kaukehmen (Jasnoje) i dawno już odeszły w niepamięć.


Algawischken i Kaukehmen na mapie Prus Wschodnich


Powiat Niederung (Niederung, pol. Nizina) – poldery w delcie Memela (Memel, obecnie rz. Niemen). W 1938 roku nazwę powiatu zmieniono na Elchniederung (Elchniederung, dosłownie – Łosia Nizina). Do kaliningradzkiego leksykonu krajoznawczego tereny te weszły jako Łosia Dolina.

ŹRÓDŁO

«Сказки из Мекленбурга-Передней Померании» (Sagen aus Mecklenburg-Vorpommern).



● Od redakcji: Przeczytaj na VisitPrussia.com wywiad z tłumaczką niemieckich, a w szczególności pruskich baśni, naszą stałą autorką Tatianą Koliwaj, prowadzącą własny blog, na którym opublikowano niezliczone mnóstwo innych przypowieści, legend i baśni w jej przekładach.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.