/ Królewiec

Na gwarnych ulicach Królewca

Na gwarnych ulicach Królewca

W 1983 roku w Hamburgu ukazała się broszura Herberta Meinharda Mühlpfordta (Herbert Meinhard Mühlpfordt) „Życie Królewca w obyczajach ludowych” (Königsberger Leben in Braeuchen Volkstum). Dzięki uprzejmej zgodzie tłumaczki Tatiany Koliwaj przedstawiamy Państwu rozdział o ulicznych handlarzach.

LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.


— Hie frischen Redick, Volck!
— Hej, świeża rzodkiewka, ludzie!

— Dreege Speene, Frue!
— Smaczny szpinak, kobiety!

— Hie frische Rieben, Volck!
— Hej, świeża rzepa, ludzie!

— Hie frischen Krabben!
— Hej, świeże kraby!

— Hie frische Krebser!
— Hej, świeże raki!

Najdawniejsze okrzyki ulicznych handlarzy rozbrzmiewały na ulicach Królewca najprawdopodobniej w czasach księcia Albrechta, ale całkiem możliwe, że kobiety na miejskich targach krzyczały, zawodziły i zachwalały swoje towary już we wczesnym średniowieczu. Zwyczaj ten przetrwał aż do 1945 roku, kiedy miasta Królewca już nie stało.

— Kept Schabbelbohne, Zeloatgurk, Sellerie!
— A proszę, fasolka, ogórki, seler!

— Ei Reddis, fresche Reddis! Steenpilz! Peterzilie!
— Hej, rzodkiewka, świeża rzodkiewka! Borowiki! Pietruszka!

— Blubeere blau, wat goots Blubäre!
— Jagody, jagody! Co za wspaniałe jagody!

— Na Zittrone wohlfeil — Zittrone!
— A oto cytryny tanio — Cytryny!

— Appelzine — goode — Köpp — Appelzine!
— Pomarańcze — dooobre — kupujcie — Pomarańcze!

— Zooke-bäre! Apple, Apple!
— Smaczne! Jabłka, jabłka!

— melodyjnie dobiegało z ust przekupek warzywnych, które dźwigały na szerokich barkach nosidła z podłużnymi koszami plecionymi z wikliny.

Carl Friedrich Zelter, stary przyjaciel Goethego, wolnomularz i dyrektor Berlińskiej Akademii Śpiewaczej, usłyszał te melodyjne zawołania podczas swojego pobytu w Królewcu od 22 lipca do 17 września 1809 roku, szybko chwycił za pióro i zapisał melodię:

Melodia

Przekupki rybne ciągnęły za sobą swoje małe wózki i donośnymi głosami ogłaszały na całą okolicę:

— Fett — Streem — Laß! Dörsche — freesche Dörsche!
— Tłusty łosoś rzeczny! – Dorsz, świeeeży dorsz!

— Na Karpe, Karpe — fresche goode Karpe, wohlfeil!
— Oto karpie, karpie — Świeże, dooobre karpie, tanio!

— Strämling — Kulbärsch — Späckflundre, Fruus!
— Szprot bałtycki — Okoń — Tłusta flądra, kobiety!

— Ei Broetzant — Ei Broatzant — Ei Butterzant — Fleetkräft! (Flußkrebse)
— Hej, smażony sandacz — Hej, smażony sandacz — Hej, maślany sandacz — Raki rzeczne!

W naszych czasach zniknęli też chłopcy handlujący tatarakiem1. W 1835 roku malarz Johann Ferdinand Bender, urodzony w Królewcu w 1785 roku, przedstawił dwóch z nich na swoim obrazie, który wisiał niegdyś w muzeum królewieckiego zamku. Ukazuje on Mokry Ogród (Nasser Garten), gdzie mali sprzedawcy tataraku tną go na sprzedaż. Zbierali tę roślinę nad Stawem Górnym i w fosie fortecznej i sprzedawali ją, wołając:

— Ihr Keept Kalmus!
— Proszę, tatarak!

albo krzyczeli, przyłożywszy dłonie do ust:

— Ei Kalmus, Kalmus drö Bundkes far e Dittche!
— Hej, tatarak, tatarak! Trzy pęczki za dittchena!
2

Zniknęli, gdy zarzucono zwyczaj sypania białego piasku i tataraku przed domami. A wraz z nimi zniknął też woźnica, który ochrypłym głosem całymi dniami wykrzykiwał:

— Kä-ke, witt Sand!
— A oto biały piasek!

Do dawno minionej epoki należą też małe dziewczynki, które chodziły po jarmarku z glinianą butelką w jednej ręce i dzbankiem w drugiej i nalewały spragnionym przechodniom cienkie piwo, zawodząc przy tym:

— Na, Lüd, drinke, wems durscht, drinke, drinke!
— No, ludzie, kogo męczy pragnienie? Pijcie, pijcie!

To samo dotyczy kobiety, która handlowała kurzymi jajami. Sprzedawała też „Botterdwarg” — karłowatych rozmiarów kawałki twarogowego sera. I zmieniających ją sprzedawców kiełbasy na placu przed kościołem staromiejskim, którzy mglistym listopadowym wieczorem wołali:

— Na, recht heete fette Worscht, recht heete!
— A oto bardzo gorąca, tłusta kiełbasa, no bardzo gorąca!

Zniknęli też szlifierze noży ze swoimi toczydłami, i Słoweńcy z Chorwatami — sprzedawcy losów loteryjnych i zestawów do wróżenia, zniknęła też żona druciarza, która kiedyś przeciągłym głosem, słyszalnym kilka kwartałów dalej, wołała:

— Toppke binden, Toppke!
— Garnki łatam, garnki!

I dopiero w 1898 roku zakończyło swoją nieapetyczną działalność stowarzyszenie o wymownej nazwie „Utilitas”, o którym jeszcze w 1842 roku pisał filozof Karl Rosenkranz w swoich „Szkicach królewieckich”.

Odtąd wczesnym rankiem nie było już słychać okrzyków

— Schütt opp! Schütt opp!
— Wytrząsajcie! Wytrząsajcie!

woźniców, którzy odbierali od służących wiadra z nocną zawartością i wylewali je do beczek swoich wozów, ciągniętych przez całe miasto przez cierpliwe koniki. Ukończenie budowy miejskiej kanalizacji i nowy angielski wynalazek – klozet ze spłuczką – sprawiły, że ich zawód stał się w Królewcu zbędny.


LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.


PRZYPISY TŁUMACZKI

1. Tatarak — w mowie potocznej turzyca. Rośnie w wilgotnych miejscach lub na płyciznach — na brzegach strumieni, rzek i jezior, na skrajach bagien.

2. Dittchen (10-Pfennig-Stück) — moneta o wartości 10 fenigów.


Rysunek: Erich Behrendt


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.