Stadniny Zakonu

Ognisty rumak
Oryginalnego brązowego ogiera naturalnej wielkości dłuta rzeźbiarza Reinholda Kübarta (Reinhold Kuebart, 1879–1937) ustawiono w Trakehnen w 1932 roku dla uczczenia 200-lecia rasy wyhodowanej przez pruskich hodowców. Obecnie oryginał pomnika wciąż znajduje się w Akademii Timiriazewskiej w Moskwie.
W Związku Radzieckim jej los był, delikatnie mówiąc, ciężki. Zwłaszcza na początku lat 50., kiedy sekretarz generalny KPZR Chruszczow nazwał hodowlę koni nieproduktywną gałęzią gospodarki i w praktyce postawił ją poza prawem.
Po takiej deklaracji pogłowie koni hodowlanych zaczęło gwałtownie spadać. Na początku 1949 roku w największej stadninie im. Kirowa było 378 klaczy, w tym 177 urodzonych w stadninie Trakehnen w Prusach Wschodnich. W 1953 roku wskutek celowego niszczenia pogłowia zostało ich już tylko 18. W innych stadninach sytuacja była jeszcze gorsza.
Tak oto w powojennym Związku Radzieckim niweczono nie tylko dzieło pruskich królów, lecz także wielowiekową pracę hodowlaną hodowców koni, sięgającą korzeniami XIII wieku, kiedy na ziemiach pruskich powstawało państwo zakonu krzyżackiego, a dobry koń kosztował tyle, że liczna rodzina chłopska mogłaby za te pieniądze żyć przez trzy miesiące, niczego sobie nie odmawiając.
Zakon utrzymywał ponad 30 stadnin. Pogłowie koni wahało się w granicach 10–15 tysięcy. Były to głównie miejscowe konie pruskie.
Z pokolenia na pokolenie uszlachetniano je ciężkimi „rycerskimi” ogierami oraz chyżymi wschodnimi pięknościami przyprowadzonymi z wypraw krzyżowych.
Na potrzeby chłopskie konie czystej krwi nie były potrzebne, dlatego do ich hodowli nadawały się miejscowe koniki, spokrewnione z leśnymi tarpanami. Niemcy nazywali je „Schweike”, czyli „brudne”. Co prawda do połowy XVII wieku te niewielkie, lecz wytrzymałe zwierzęta całkowicie wymarły. Jednak i dziś w rasie trakeńskiej spotyka się gniade konie z czarną pręgą wzdłuż grzbietu – dziedzictwo ich dzikich przodków.
Dzieło królów
W 1701 roku pierwszy król pruski Fryderyk I przywiózł wraz ze swoim dworem do Prus 1000 koni wierzchowych i 30 tysięcy koni zaprzęgowych. Łącznie w jego stajniach figurowało 1310 sztuk „prawdziwie pruskich, przednich koni”. Byli to potomkowie owych rycerskich i wschodnich piękności. Jednak z powodu epidemii dżumy w latach 1709–1711 prawie nic z nich nie zostało.
W 1713 roku po Fryderyku I na tron wstąpił Fryderyk Wilhelm I i hodowla koni w kraju nabrała prawdziwie królewskiego rozmachu. Król nie tylko energicznie zajął się umacnianiem armii, lecz także wydał edykt o doskonaleniu hodowli koni w Prusach. Za radą księcia von Dessau Fryderyk Wilhelm I postanowił w 1725 roku połączyć swoje stadniny w jednym miejscu i własnoręcznie sporządził plan osuszenia bagien – dawnego okręgu łowieckiego książąt litewskich między Gumbinnen a Stallupönen.
600 żołnierzy z Kłajpedy skierowanych do prac w ciągu sześciu lat przekopało całą sieć kanałów odwadniających. Później król przyłączył do tej ziemi majątek Trakehnen (z łotewskiego „trakis” – „las przy bagnie”) oraz kupił majątki Wikinlauken i Jodszlauken.
Na zagospodarowanych ziemiach wyrosły stajnie „wyróżniające się wdzięczną prostotą”. Latem 1731 roku przywieziono tu pierwszą partię – 1101 koni. Za oficjalny rok założenia stadniny Trakehnen przyjmuje się jednak rok 1732.
Z czasem jednak zainteresowanie króla stadniną osłabło, sprawy zaczęły iść źle, a uszlachetnianie rasy się nie udawało. Do tego kolejne nieszczęście – pastwiska zaczęły zabagniać się, co doprowadziło do niedoboru paszy, a w konsekwencji do padania koni. Zmęczony problemami Trakehnen Fryderyk Wilhelm I podarował w 1739 roku stadninę swojemu synowi Fryderykowi (przyszłemu Wielkiemu).
Następcę tronu, mimo wszystko, zdumiały zmiany, jakie zaszły na ziemi niegdyś spustoszonej przez dżumę. W Prusach Wschodnich, które stały się najżyźniejszą prowincją Niemiec, na nowo odbudowano miasta i wsie, uprawiano pola, kwitł handel… Szczęśliwy zakątek obfitości. Królewicz zamieszkał w Trakehnen i zajął się zaprowadzaniem porządku w gospodarstwie.
Domhardt i Lindenau
W tym samym 1739 roku, na rok przed swoją śmiercią, Fryderyk Wilhelm I mianował zarządcą części konnej (Oberstallmeistrem) Johanna Friedricha von Domhardta, uchodzącego za wybitnego specjalistę w dziedzinie hodowli koni. To właśnie on jako pierwszy przeszedł od niesystematycznego krzyżowania koni różnych ras do hodowli liniowej, uważanej za główny czynnik w hodowli zarodowej.
Ale tu znów nieszczęście: zwiększone pogłowie wkrótce stało się przyczyną niedoboru paszy i ciasnoty w stajniach. O budowie nowych król nie chciał słyszeć, a cała praca hodowlana została całkowicie podporządkowana potrzebom jego dworu. Najlepsze konie Fryderyk II albo zabierał do stajni królewskich, albo rozdawał dworzanom. W rezultacie w stadninie zostały konie najgorszej jakości. Domhardtowi jakimś cudem udało się jednak przekonać króla, by zwrócił stadninie 32 rasowe ogiery trakeńskie.
W 1756 roku wybuchła wojna siedmioletnia, Trakehnen zostało złupione, a najlepsze konie, jak podają źródła, uprowadzili Kozacy. Przed ostateczną ruiną stadninę znów uratował Domhardt. Wojna nieco otrzeźwiła króla. Nie żałował już środków na hodowlę koni. Praca nad hodowlą rasy trakeńskiej była kontynuowana.
Były to konie, które nie miały sobie równych, o czym Fryderyk niejednokrotnie się przekonywał – z Berlina do Poczdamu po piaszczystej drodze trakenami można było dojechać w zaledwie dwie godziny.
Tymczasem Domhardta zaprzątała już myśl o hodowli rasowych ogierów do krycia chłopskich klaczy. Król jednak po raz kolejny popadł w apatię, zasłaniając się podeszłym wiekiem. Domhardt ani myślał jednak odstępować od swoich planów. W 1779 roku sam założył stajnię ogierów rozpłodowych. Początkowo chętnych do skorzystania z bezpłatnej „usługi” zarodowych ogierów trakeńskich było niewielu – chłopi zawsze odnosili się nieufnie do wszystkiego, co nowe – ale po kilku latach popyt na rasowych „reproduktorów” wzrósł wielokrotnie.
Na znak pojednania i uznania zasług Fryderyk Wielki nadał Domhardtowi i jego potomkom tytuł szlachecki, przysyłając do Trakehnen jako wyraz „swej najwyższej łaskawości” ogiery krwi angielskiej i tureckiej, które odegrały nieocenioną rolę w uszlachetnieniu rasy trakeńskiej.
Johann Friedrich von Domhardt zmarł w 1781 roku i aż do śmierci Fryderyka Wielkiego w 1786 roku stadniną zarządzali urzędnicy z Królewca. Następnie Trakehnen przeszło na własność państwa i nastały dla niego chyba najlepsze czasy. Nowy król Fryderyk Wilhelm II polecił, by dochody stadniny przeznaczano na zakup reproduktorów, a kierownictwo nad całą hodowlą koni w kraju powierzył Oberlandstallmeistrowi i dziedzicznemu hodowcy koni hrabiemu Karlowi von Lindenau, który, kontynuując dzieło Domhardta, w praktyce położył podwaliny pod państwową hodowlę koni w Prusach. Za główny cel pracy hodowlanej młody hrabia uważał uzyskanie koni wierzchowych, a za najpewniejszą drogę do jego osiągnięcia – wykorzystanie w hodowli pełnej krwi angielskich i arabskich ogierów.
W rezultacie po pewnym czasie trakeny zaczęły cieszyć się ogromnym popytem nawet poza granicami Prus Wschodnich. Lindenau wprowadził również znakowanie wszystkich koni tej rasy – „jeden siedmioramienny róg łosia” na prawym udzie.
Z nazwiskiem Lindenaua wiąże się pewna zabawna historia. Pewnego razu wydał on polecenie, by klacze kryć bykami, a krowy – ogierami. Rzekomo widział takie zwierzęta w ogrodzie zoologicznym w Kassel. Jednak Friedrich von Brauchitsch, który objął już wówczas kierownictwo stadniny, stanowczo odmówił przeprowadzenia tak niedorzecznego eksperymentu.
Wojna za wojną
Rozpoczynająca się wojna z Napoleonem na długo przerwała pracę hodowlaną. W styczniu 1806 roku stadninę trakeńską ewakuowano przez Kłajpedę do majątku hrabiego Zubowa w Szawlach w guberni kowieńskiej. Po drodze wiele koni padło z wycieńczenia, chorób i zimna. Trud odbudowy zrujnowanego przez wojnę gospodarstwa spadł na barki koniuszego królewskiej stajni polowej Wilhelma Karla Friedricha von Burgsdorffa. W ciągu niemal trzydziestu lat służby odbudował on stadninę i stajnie wiejskie, uporządkował majątek dworski i wprowadził ścisłą ewidencję rasy. W budynku administracyjnym urządził muzeum z portretami słynnych koni, otworzył szkoły dla dzieci pracowników stadniny. Odtąd Trakehnen stanowiło małe państwo ze szpitalem, szkołą, gospodą, pocztą, cegielnią i stadem krów.
Jednak następcom von Burgsdorfa przez pewien czas nie wiodło się najlepiej. Niejaki Mühlheim nie utrzymał się na stanowisku nawet roku, a dziarski landstallmeister Max w ciągu 4 lat tak zaniedbał dokumentację, że jego następca, major kawalerii i, jak go określali niemieccy hipolodzy, „utalentowany mistrz hodowli” Friedrich von Schwichow, musiał ją odtwarzać przez kilka lat. Gdy wreszcie się to udało, zastąpił go Gustav von Dassel, który wprawdzie nie był mistrzem hodowli, ale zdolności organizacyjnych nie sposób mu było odmówić. Major huzarów postawił na hodowlę bardzo rosłych koni dla hodowli wiejskiej, które miały stać się niewyczerpaną rezerwą dla armii. Co roku Dassel sprzedawał wojsku ponad trzy tysiące koni. Zakupy rosły, do czego w niemałym stopniu przyczyniła się wojna francusko-pruska lat 1870–1871.
Jednak po I wojnie światowej, gdy traktat wersalski zabronił Niemcom posiadania armii, hodowla koni w Prusach Wschodnich straciła swój główny rynek zbytu.
Stosunkowo krótki okres wzmocnienia rasy rozpoczął się wraz z mianowaniem w 1922 roku na stanowisko landstallmeistera stadniny hrabiego Siegfrieda von Lehndorffa. W czasie jego kierownictwa pojawiły się tu ogiery, których obecność w rodowodzie konia do dziś jest gwarancją jego zalet. Jednak w 1931 roku z powodu konfliktu z ministrem rolnictwa niełaskawiony hrabia musiał opuścić swoje stanowisko i zamienić się miejscami z doktorem Ernstem Ludwigiem Karlem Ehlertem, który kierował stadniną w Braniewie.
Nowy dyrektor wniósł swój wkład w doskonalenie rasy. Mawiał: „U trakenów wewnętrzna harmonia powinna być następstwem ich wyglądu zewnętrznego”. W okresie jego dyrektury konie trakeńskie poddawano próbom pod siodłem i w zaprzęgu, a jednocześnie prowadzono selekcję pod kątem posłuszeństwa i łagodnego usposobienia.
Słynące z rzadkiego połączenia elegancji i wytrwałości trakeny rozkwitały przez niemal dwa stulecia, lecz podczas II wojny światowej doszło do katastrofy.
W 1944 roku, gdy rozpoczęła się ofensywa wojsk radzieckich, stadninę ewakuowano do Graditz, Neustadt i Perlin. Pozostałe konie czekał inny los – w sierpniu 1945 roku przewieziono je do stadniny im. Kirowa w obwodzie rostowskim. Konie trakeńskie, choć stały się brzemiennym w skutki łupem wojennym dla radzieckiej hodowli koni, okazały się, jak to się mówi, nie na miejscu… Po słynnym plenum KC KPZR w 1953 roku radzieckie konie dotknęła prawdziwa tragedia. Na krawędzi zagłady stanęły także konie trakeńskie. Nie znalazły zastosowania – kawalerię w armii radzieckiej zlikwidowano. Z powodu intensywnej mechanizacji nie było dla nich zastosowania również na wsi. Były to czasy, gdy witryny sklepów zawalone były końską kiełbasą...
Zapros od Zaponki i Pepła
Sytuacja zaczęła się poprawiać dopiero około 1957 roku, kiedy hodowcy z Kirowskiej stadniny zawarli korzystną dla obu stron transakcję z polskimi hodowcami koni: oddali im 14 klaczy, otrzymując w zamian ogiery pełnej krwi. Rozpoczęła się praca na rzecz radzieckiego sportu.
Wkrótce trakeny dały się poznać jako znakomite konie sportowe. W 1970 roku radziecka zawodniczka Jelena Pietuszkowa na trakeńskim ogierze o imieniu Pepeł zdobyła tytuł mistrzyni świata w ujeżdżeniu.
Nawiasem mówiąc, niemieccy hodowcy nie przepuścili okazji, by nabyć jego potomka – urodzonego z Zaponki i noszącego dziwne imię Zapros.
We wrześniu 1997 roku Rosja została członkiem międzynarodowej wspólnoty hodowców i miłośników konia trakeńskiego, zrzeszonych pod egidą niemieckiego Trakehner Verband, i otrzymała prawo do znakowania swoich koni podwójnym siedmiopromiennym porożem łosia z przyjętym dla Rosji symbolem „K”. A hodowlą koni na ojczystej ziemi rasy trakeńskiej, w obwodzie kaliningradzkim, zajmuje się dziś aktywnie Jurij Michajłowicz Łużkow, w minionych latach znany całemu światu jako mer Moskwy. Czy uda mu się odrodzić tę tradycję, pokaże czas. Mamy nadzieję, że Jurij Michajłowicz nie odmówi nam opowieści o tym, jak mu idzie.
Źródła:
Архивы ЗАО «Кировский конный завод»
Борислав Камзолов. «История Тракененской лошади»
Джудит Дрейпер. «Лошади и уход за ними»
E. Joachim, Johann Friedrich von Domhardt. Ein Beitrag zur Geschichte von Ost- und Westpreußen unter Friedrich dem Großen
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

