/ Prusy

Zapiski Diwoniusza o Ulmigerii

Zapiski Diwoniusza o Ulmigerii

Obraz wschodniopruskiego malarza Lovisa Corintha „Pejzaż leśny”, 1892.

Ta legenda jest najstarszą z tych, które zrodziły się na tej ziemi, i opowiada nam o Prusach. Chrystian, pierwszy biskup pruski, znalazł ją w starej kronice. Spisana była w języku staroruskim, lecz greckimi literami. Kronikę tę przekazał mu Jarosław, przełożony w Płocku nad Wisłą na Mazowszu…

„Cała w ścieżkach nieznanych, wiodących

Po skałach ciemnych i po jasnych wydmach,

Obmyta pienistą falą morską,

Leżała w niciach srebrzystych rzek

Ziemia..”


…Stało się to w owym wielkim, wiecznie pamiętnym czasie, gdy w Ziemi Świętej, za panowania cesarza rzymskiego Augusta, narodził się nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus. Gwiazdarze z miasta Salura w Bitynii, w Azji Mniejszej1, pragnąc się dowiedzieć, czy na północy żyją ludzie, a jeśli tak, to jak daleko, w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie opuścili swą ojczyznę i wyruszyli w daleką drogę. Był wśród nich niejaki Diwo, czyli Diwoniusz2, który właśnie pozostawił potomnym te zapiski. Wędrowcy przeszli przez całą Tartarię3 i ziemie Rusów, minęli krainy Wenedów i Alanów w Inflantach i wreszcie, po długich udrękach i niebezpieczeństwach drogi, dotarli do Prus.

Cóż, niech dalej sam Diwoniusz ciągnie swoją opowieść....

„Przeprawiwszy się przez wielkie wody morskie, przybiliśmy do krainy pustej i lesistej, lecz nie mającej własnej stałej nazwy. Ziemię tę nazywano to Sargatią, to Gelidą, to Watiną4. Z jednej strony obmywało ją morze, a z drugiej — wielka rzeka.

Nie było tu ani wsi, ani twierdz, ani miast — stały tylko na brzegach rzek, tu i ówdzie, nędzne chaty sklecone z trzciny — podobnie jak bobry budują tam swoje żeremia.

Ledwie zdołaliśmy wydostać się z bagien i trzęsawisk na twardy ląd, gdy pośród strasznej głuszy zaskoczyła nas noc. I ledwie zapadła ciemność, dziewicze lasy wokół nas napełniły się rykiem dzikich zwierząt. Pomruki niedźwiedzi i rysiów, wycie wilków, rozchodząc się po dolinach i górach, odbijały się wokoło stokrotnym echem. Wreszcie gdzieś daleko, w głuszy lasów, rozległ się potężny ryk turów, tych mocarnych byków, i od niego zadrżały nawet okoliczne drzewa!”

„I tutaj — ciągnie Diwoniusz — gdzie pod osłoną olbrzymich drzew, sięgających obłoków, o każdej porze roku soczysta trawa na bagnach daje pożywienie wszelkiemu leśnemu zwierzowi, żyją ludzie! Lecz żyją oni nie tylko tu, wśród dzikich potworów. Spotkaliśmy kilku Wendów z Sarmacji, których język nieco rozumieliśmy. Opowiedzieli nam, że tutejszy lud sąsiedzi nazywają Ulmigerami, ponieważ mają oni zwyczaj osiedlać się na brzegach rzek pod wierzbami5.

Z trzciny robią też narzutki, które noszą na gołe ciało.

A jednak, choć dziki jest ich wygląd, twarze Ulmigerów są piękne, a usposobienie przyjazne. Są prostoduszni i skromni, a przy tym bardzo życzliwi wobec cudzoziemców.

Bogów nie znają i zamiast nich czczą Słońce i Księżyc. Lecz czczą je bez nabożeństwa i bez modlitw — jedynie ze zdumieniem spoglądają na ciała niebieskie, gdy te w jasnym blasku pojawiają się na niebie.

Ich pożywieniem jest ryba, a napojem woda. Gdy zimą zamarzają rzeki, i na nich przychodzi zimowe odrętwienie, i przeważnie albo śpią, albo siedzą bezczynnie przy ogniu w swych chatach. Sztuk nie znają i nie umieją ani pisać, ani czytać. Ich mowa, w przeciwieństwie do mowy ludzi z południa, jest jednosylabowa i pełna osobliwych intonacji. Obcemu pozostaje tylko starać się zrozumieć tych ludzi, kierując się ich gestami, wyrazem twarzy i uczynkami”.

„Tak jak na południu, gdzie można spotkać wiele ludów, różniących się językiem i obyczajami, lecz często współistniejących w jednym państwie, tak i na północy te głuche miejsca zamieszkują różne plemiona. Oprócz brzegów rzek lubią one osiedlać się również na wybrzeżu morskim.

I o ile na południu osady i twierdze szybko powstają, sąsiadując ze sobą, a w przyjaznych dolinach i nad rzekami wyrastają wielkie miasta, o tyle tu, na północy, szukając schronienia przed surowymi zimnymi wiatrami i dzikim zwierzem pobliskich lasów, ludzie budują swe siedziby z dala od siebie, a jednak żyją w ścisłej jedności jako zwarty i ze wszystkiego zadowolony lud.

Lecz jest wśród innych jeden, w którym żyje wspólna dusza ludzka! Nazywają go wodzem, starszym. Wodzowi podporządkowuje się każdy, kogo bierze on pod swoją opiekę. I ziemię swoją, i siebie ludzie nazywają jego imieniem. Jest mu posłuszne wszystko wokoło, ileż by wspólnot i rodów nie mieszkało na jego ziemi.

Zresztą starszych tych jest wielu. Jednej wspólnej nazwy dla całej krainy, przez którą wiedzie nasza droga, nie ma. Jedną okolicę nazywają tak, drugą inaczej, jeśli wódz plemienny jest tam równie wpływowy i silny!

A siła tych plemion, wyrażona w potędze ich wodzów, polega na ich zwyczaju brania sobie jednocześnie trzech żon. Ale także na tym, by silną i mężną ręką walczyć z dzikim zwierzem w lasach lub karać sąsiada, który próbował wziąć sobie to, co do niego nie należy! Im szczęśliwszy wojownik w boju, tym większa jego władza; im większe szkody wyrządzi sąsiadom, tym bezpieczniejsze jego zasiewy na polach; im więcej synów mu się rodzi, tym więcej chat zbuduje i tym dalej wzdłuż brzegu rzeki będą się ciągnąć jego włości!

Im dalej posuwaliśmy się w głąb lądu, tym częściej zmieniały się imiona i nazwy. Lecz wydaje mi się, że choć zamieszkuje tę ziemię wiele plemion, w gruncie rzeczy niewiele się one od siebie różnią.

Wszystkie one, licząc czas, posługują się tymi samymi sposobami. Rachubę dni i zmian faz księżyca prowadzi się nacięciami na drewnie lub węzłami na sznurkach.

U wszystkich tutejszych plemion — kończy Diwoniusz swą opowieść — istnieje jeden obyczaj: syn po śmierci ojca dziedziczy także jego żony. I, jak niegdyś ojciec, syn, osiągając pełnoletność, buduje sobie siedzibę. Wracając z wyprawy w obce ziemie, mężczyźni przyprowadzają dla siebie — albo biorąc w niewolę, albo otrzymawszy za okup — trzy żony, i zawsze Słowianki! Lecz mało dzieci się u nich rodzi…”

Tak oto Bityńczycy poznawali sposób życia i obyczaje tego ludu. Pora zimowa zmusiła ich do pozostania w tamtych stronach, lecz gdy nastało lato, wszyscy, zapadłszy na chorobę, pomarli prócz jednego, zwanego Diwoniuszem. Ten ostatni, wracając do ojczyzny, zmarł w mazowieckim Płocku, gdzie po nim pozostały pewne zapiski, które później, jak powiedziano wcześniej, trafiły w ręce przełożonego Jarosława. Jarosław zaś przekazał je biskupowi Chrystianowi6.

A dziś czytamy je my.

PRZYPISY TŁUMACZKI

1. Bitynia (gr. Βιθυνία, łac. Bithynia) — kraina historyczna, starożytne państwo i prowincja rzymska, istniejąca w północno-zachodniej Anatolii (Azji Mniejszej) między cieśniną Bosfor a rzeką Sangarius. Największymi miastami Bitynii były Nikomedia i Nicea.

2. Autora zapisek nazywa się Diwo (Diwo), Diwon (Diwones). Tu jego imię przełożyłam jako Diwoniusz, ponieważ pochodzi on z Azji Mniejszej, regionu greckiego lub co najmniej zhellenizowanego.

3. Tartaria — termin geograficzny używany w literaturze i kartografii zachodnioeuropejskiej w odniesieniu do rozległych obszarów od Morza Kaspijskiego po Ocean Spokojny i po granice Chin i Indii. W źródłach europejskich Tartaria stała się najpowszechniejszą nazwą Azji Środkowej. Obszar nazywany wcześniej Tartarią we współczesnej tradycji anglojęzycznej nazywa się również Eurazją Wewnętrzną lub Środkową.

4. O zapiskach Diwoniusza krótko wspomniano w „Starożytnościach słowiańskich”, moskiewskim wydaniu z 1837 r. Oto co mówi się tu w szczególności o nazwach ziem:

„Przedstawiony tu opis tego ludu i wspomniane wyżej nazwy ziem Sargatia, Gelida, Watina upewniają nas, że w tym podaniu mowa jest o najbardziej północnym ludzie w dzisiejszej Rusi: o Czuchonach, a jeszcze lepiej — o Lapończykach. Sarganii zaś należy szukać w okolicach rzeki i miasta Siergacz, a starodawnych siedzib Wotów — w Guberni Sankt-Petersburskiej.

(„Starożytności słowiańskie”. Wyd. Pogodina, Moskwa, 1837. Link)

5. Prusowie nazywali swoją ziemię „Wyspiarskim królestwem” („Ulmigania”, „Ulmigeria”, „Ulmerigia” w wariancie gockim) — półwysep Sambia uważano do XII wieku za wyspę, ograniczoną wodami Morza Bałtyckiego oraz rzekami Pregołą i Dejmą.

„Ledwie tylko Bityńczycy poznali sposób życia i obyczaje tego ludu. Pora zimowa zmusiła ich do pozostania w tym kraju; lecz gdy nastało lato, wszyscy, zapadłszy na chorobę, pomarli prócz jednego, zwanego Diwonem (Diwones). Ten ostatni, wracając z powrotem, zmarł w Płocku, gdzie po nim pozostały pewne zapiski, które później dostały się w ręce przełożonego Jarosława. Jarosław wraz z Kroniką Cyryliańską posłał je Biskupowi Chrystianowi.“

(„Starożytności słowiańskie”. Wyd. Pogodina, Moskwa, 1837. Link)


● Od redakcji: Przeczytaj na VisitPrussia.com wywiad z tłumaczką niemieckich, a w szczególności pruskich baśni, naszą stałą autorką Tatianą Koliwaj, prowadzącą własnego bloga, na którym opublikowano niezliczone mnóstwo innych przypowieści, legend i baśni w jej przekładach.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.