Fiołkową Górą (Veilchenberg) nazywano porośnięte trawą okazałe wzgórze za Bramą Ausfall (Ausfalltor), przez którą droga prowadziła na zachód, w kierunku Piławy. U jego podnóża stała stara gospoda „Neue Bleiche” (Neue Bleiche), ciesząca się popularnością we wszystkich czasach. Przyjeżdżano tu w niedziele, bo do tego lokalu, jak do wszystkich restauracyjek tego rodzaju na Hufen, za Bramą Królewską w Kalthof, a i wszędzie na wsi, pasowało przysłowie: „Ta rodzina umie parzyć kawę” (Die Familie kann Kaffee brühen). My, dzieci, nie wnikaliśmy jednak w takie subtelności. Dla nas ogromną przyjemnością było stać przy ogrodzeniu i machać ręką pociągom, które powoli jechały do Juditten albo do Metgethen. Pasażerom pociągów zapewne z kolei miło było widzieć roześmiane, szczęśliwe dzieci w kolorowych odświętnych strojach, machające do nich rękami.
Jeśli więc w 1898 roku wybrało się na długi spacer za miasto, obok Ogrodu Ludowego, gdzie stało stare obserwatorium, przez ponurą Bramę Ausfall, w której ciemnym tunelu głucho dudniły kroki przechodniów, dalej obok wodospadu na fosie twierdzy (zdawało się, że spada prosto z nieba!), a potem wspięło się długim grzbietem Fiołkowej Góry na sam jej szczyt, oczom ukazywała się zachwycająca panorama okolicy, rzeki Pregoły i zalewu.
Nie było tam wtedy jeszcze imponującego wiaduktu, przerzuconego później nad głębokim wąwozem Hufen (Hufenschlucht), nie było uniwersyteckiej kliniki psychiatrycznej, która stoi dziś na nieużytku, gdzie niegdyś falowało zboże, nie było elektrowni, zajezdni tramwajowej, gazowni, chłodni, stacji kolejowej, nie było fabryki szpulek. Wszystkie te budowle pojawiły się jakieś czterdzieści lat później. A wówczas równą linię horyzontu przerywały jedynie ogromny elewator (Kornsilo) i młyn walcowy (Walzmühle). Budynki te, wzniesione pod koniec XIX wieku z inicjatywy przewodniczącego gildii kupieckiej Richarda Posselta (Richard Posselt), budziły zachwyt jako cud myśli inżynierskiej, bo nasz elewator był wtedy największym spichlerzem zbożowym w Europie!
Na wschodzie tonęła w zieleni wysoka dzwonnica kościoła na Neuroßgarten (Neuroßgärter Kirche) z wielkim zegarem i pięknym kopułowym hełmem w stylu romańskim, który służył za punkt orientacyjny rybakom na zalewie. Na prawo od niej, za fosą twierdzy, znikał w tunelu skromny tor kolejki Lizent (Lizentbahn), zbudowanej w 1865 roku.
Daleko w dole, przy ścieżce ku łagodnemu nasypowi przed zewnętrzną fosą twierdzy, zamkniętej dla cywilów i później nazwanej przez ludność „Czarną Ścieżką” (Schwarze Weg), gdzie wysoko w niebo wznosiły się piękne topole kanadyjskie, stał niewielki budynek. Pilnował go żołnierz w niebieskim mundurze i lśniącym szpiczastym hełmie, z karabinem na ramieniu. Był to magazyn prochu – dziś nazwalibyśmy go składem amunicji. Kładka Prochowa (Pulversteg), łącząca Kosse z lewym brzegiem Pregoły, wzięła nazwę właśnie od tego budynku. Ilekroć widziałem wartownika, przypominał mi się wiersz1 Hauffa (Wilhelm Hauff, 1802–1827) o żołnierzu, który w głuchą północ stoi w milczeniu na warcie.
Fiołkowa Góra w tamtych czasach zasługiwała na swoją nazwę: wiosną robiła się cała niebieska od fiołków. Królewczanie okazali się jednak bezlitośni wobec tych pięknych zwiastunów wiosny, co w ciągu dwóch dziesięcioleci doprowadziło do ich niemal całkowitego wytępienia.
Dawno temu miejsce to cieszyło się złą sławą, ponieważ stała tam staromiejska szubienica. Pojawiła się na Fiołkowej Górze, gdy dawne miejsca straceń na placu Buttel (Buttelplatz), Targu Słomianym (Strohmarkt) i placu Trzech Szubienic (Platz an den drei Galgen), który potem stał się Targiem Siennym (Heumarkt), znalazły się w granicach miasta.
To właśnie z Fiołkowej Góry obserwowaliśmy w 1910 roku kometę Halleya – tę samą, na którą czekano z niecierpliwością i o której pisały wszystkie gazety. Uważano, że niegdyś była ogromna. Niestety, zanim to ciało niebieskie w wyznaczonym czasie ukazało się na naszym niebie, większą część swojego pięknego długiego ogona zgubiło gdzieś w dalekim kosmosie i było już tylko żałosną namiastką samego siebie – ale jednak jedyną kometą, jaką widziałem w życiu.
W ciągu 15 lat po pierwszej wojnie światowej, kiedy Królewiec dzięki dalekowzrocznym planom miejskiego radcy budowlanego Beustera2 (Fritz Beuster) i talentowi dyrektora parków miejskich Schneidera3 (Ernst Schneider, 1874–1968) zamienił się w piękne i bardzo zielone miasto, jakich było wtedy niewiele, odmieniła się także Fiołkowa Góra. Teraz tonęła we wspaniałych krzewach róż, a z jej szczytu, tak jak dawniej, roztaczały się zapierające dech widoki. Zimą nasza Veilchenberg stawała się miejscem zabaw i rajem dla narciarzy.
Miejmy nadzieję, że kiedyś znów ją zobaczymy!
Źródło: archiv.preussische-allgemeine.de
PRZYPISY TŁUMACZKI:
1. Chodzi o wiersz Wilhelma Hauffa „Miłość żołnierza” (Soldatenliebe, 1824), którego ogólny sens oddaje pierwsza strofa:
„Stoję w głuchą północ
Na warcie w cichej porze,
Marzeniem o ukochanej
Myśli me wszystkie się tworzą.”
2. Radca do spraw budownictwa i architektury Fritz Beuster, który wydał m.in. w 1913 roku książkę „Likwidacja umocnień w centrum miasta i przebudowa węzłów komunikacyjnych Królewca”.
3. Dendrolog i architekt krajobrazu Ernst Schneider. W 1919 roku zaproponowano mu kierowanie królewiecką Dyrekcją Ogrodów i Parków. W czasie pracy w Królewcu w latach 20.–30. XX wieku Schneiderowi udało się uczynić z miasta jedno z najbardziej zielonych w Niemczech. Jego najważniejszym dziełem jest zespół parkowo-architektoniczny „Zielony Pas”, który połączył w jedną całość lokalne tereny zielone „wewnętrznego” miasta, wał twierdzy, przekształcony w przestrzeń parkową, oraz nowe dzielnice zbudowane za nim.
LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

