180 lat później, w czasie słynnej moskiewskiej odwilży, jeden z jego wielbicieli rozmyślał: „Pojawił się, jak mi się zdaje, niepodobny do nikogo. Jest nie tylko fantastą, lecz pełen jest rodzajowości, codzienności, autentyzmu. Czasem się plącze. Mówią, że pisał po pijanemu”. Autor tych słów, twórca słynnej baśniowej powieści „Trzej grubasi” Jurij Olesza (nawiasem mówiąc, również niebezgrzeszny w kwestii alkoholu), zadawał sobie pytanie:
„Kim był ten szalony człowiek, jedyny w swoim rodzaju pisarz w literaturze światowej, z uniesionymi brwiami, z cienkim, zagiętym w dół nosem, z włosami na zawsze stojącymi dęba? Są wiadomości, że pisząc, tak bał się tego, co przedstawiał, że prosił żonę, by siedziała obok niego”.
Życie Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna, urodzonego w rodzinie adwokata sądu królewskiego Christopha Ludwiga Hoffmanna, żonatego z własną kuzynką Luizą Albertyną z domu Doerffer, zdaje się, od początku się nie układało. Rodzina rodziców nie była wyspą statecznego, przykładnego małżeństwa. Już trzy lata po narodzinach Ernsta Theodora doszło do rozwodu – rzeczy w owym czasie rzadkiej. Dzieci podzielono: starszego syna pozostawiono na wychowanie ojcu, a przyszły romantyk przeniósł się z matką do domu babki Doerffer.
Talenty dziwnego dziecka zaczęły się ujawniać od najmłodszych lat. Jeden po drugim. Najpierw plastyczny: chłopiec wyraźnie przejawiał zdolności do rysunku. Potem muzyczny: młody Hoffmann sam nauczył się grać na kilku instrumentach muzycznych, wykazując doskonały słuch, bezdenną pamięć i przerażającą krewnych wrażliwość. W wieku 14 lat zaczyna brać lekcje muzyki i kompozycji u organisty katedralnego Podbielskiego, a jednocześnie – rysunku u malarza Saemanna.
Wreszcie, już w wieku młodzieńczym, ogarnia go namiętność do pisania.
W wieku 19 lat w najkrótszym czasie (Hoffmann przez całe życie będzie pisał, a potem i dyktował swoje utwory bardzo szybko) napisał dwie powieści, które nie dotrwały do potomnych, naśladując swoich ówczesnych literackich idoli – Jeana Paula i Rousseau.
W wieku szesnastu lat Hoffmann, zgodnie z tradycją rodzinną, wstąpił na wydział prawa Uniwersytetu Królewieckiego. W wieku siedemnastu – sprawił sobie kochankę: zamężną damę starszą od niego o dziewięć lat. Romans z płochą Dorą Hatt, która obdarzała łaskami oprócz młodego studenta także innych wielbicieli, ze skandalami, starciami z rywalami (dzięki Bogu, słownymi), próbami wyjazdu z Królewca, gdzie oczy poniosą – ciągnął się cztery lata. Podczas jedynej udanej próby wyjazdu Hoffmann zadebiutował jako zawodowy malarz: w śląskim Glogau (dziś Głogów w Polsce) wraz z tamtejszym mistrzem pokrył malowidłami ściany katolickiej świątyni.
Po ostatecznym zerwaniu z Dorą przyszły klasyk, który zdał już wtedy pierwszy egzamin końcowy i pracował jako sędzia śledczy, by zagłuszyć ból serca, pospiesznie zaręczył się z jedną ze swoich kuzynek. W tym roku (1797) zmarł jego ojciec – przeżywszy porzuconą przez siebie żonę zaledwie o rok. A Hoffmann, zdawszy w następnym roku drugi egzamin z prawa, po usilnych staraniach otrzymał przydział do stolicy królestwa, gdzie mieszkali krewni ze strony matki. U nich też się zatrzymał, rozpoczynając służbę na stanowisku referendarza sądu apelacyjnego. Młody prawnik nadal przygotowywał się do trzeciego, ostatniego egzaminu prawniczego, który pomyślnie zdał półtora roku później.
Oprócz służby w sądzie i pilnego studiowania praw żył twórczością – komponował singspiele: muzykę do sztuk obficie wyposażonych w numery wokalne.
Niestety, los początkowo go nie rozpieszczał: teatry nie spieszyły się, by wystawiać na swoich scenach utwory muzyka amatora, choćby i pilnie biorącego lekcje u znanych kompozytorów i przyjaźniącego się ze słynnym Carlem Weberem.
Po trzecim egzaminie, który ostatecznie potwierdził przynależność Hoffmanna do korporacji prawniczej, otrzymał on przydział do Poznania. Półtora roku służby w poznańskim sądzie okręgowym zakończyło się wielkim skandalem: z rąk do rąk zaczęły krążyć wykonane przez niego karykatury przedstawicieli miejscowej śmietanki towarzyskiej, w tym – strach powiedzieć – bezpośrednich przełożonych. Za karę Ernsta Theodora pospiesznie przeniesiono do małego miasta Płocka pod Warszawą. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: kara przyniosła krnąbrnemu szczęście osobiste: do Królewca poleciał list zawiadamiający o zerwaniu zaręczyn z kuzynką, a zakochany Hoffmann ożenił się z Polką Michaliną Trzcińską, którą czule nazywał Miszą (nie przypuszczając, że po rosyjsku to imię męskie).
W styczniu i lutym 1804 roku Hoffmann po raz ostatni w życiu odwiedził rodzinne miasto – spotkał się z przyjaciółmi, odwiedził córeczkę niewiernej kochanki, Malchen Hatt, której matka już wtedy nie żyła, i wyjechał do Warszawy, gdzie otrzymał posadę. I nie tylko.
Zaproszono go do udziału w artystycznym urządzeniu jednego z nowo zbudowanych pałaców, na którego uroczystym otwarciu dyrygował własną symfonią.
W miejscowym teatrze po raz pierwszy wystawiono jego utwór muzyczno-sceniczny. Misza dała mężowi córeczkę, której nadano imię Cecylia. Wszystko zatem zmierzało ku lepszemu. Wszystko oprócz polityki europejskiej.
W tym pomyślnym dla Hoffmanna roku Napoleon rozpoczął wojnę z Austrią i, rozgromiwszy armię austriacko-rosyjską pod Austerlitz, wkrótce wtargnął do Prus. Okupując królestwo, Francuzi przerwali działalność wszystkich pruskich urzędników państwowych. Hoffmanna zwolniono. Zaczęły się bezskuteczne próby zarobienia talentami artystycznymi na znośne utrzymanie, przymusowa rozłąka z żoną i córką, ratującymi się przed nędzą u krewnych w Poznaniu, przeprowadzki w poszukiwaniu zarobku – Berlin, Głogów, Bamberg, choroby, smutna wieść o śmierci dwuletniej maleńkiej Cecylii… I jeszcze jedno nieszczęście – miłość. Namiętne, nieodwzajemnione uczucie do młodziutkiej Julii Mark, której dawał lekcje śpiewu. Miłość, która omal nie doprowadziła do ruiny życia rodzinnego Hoffmanna, doprowadzała go do szaleństwa, do myśli o podwójnym samobójstwie z ukochaną, na wzór dramatopisarza i nowelisty Heinricha von Kleista, który w ten sposób odszedł z życia rok wcześniej.
Z rozpaczy Hoffmann zwrócił się ku pisarstwu. Jego pierwsze romantyczne nowele publikowano w berlińskiej „Allgemeine Musikalische Zeitung” („Powszechnej Gazecie Muzycznej”). W 1814 roku ukazał się w dwóch tomikach pierwszy zbiór prozy fantastycznej „Fantazje w manierze Callota”. Rok później wydrukowano mroczną powieść „Diable eliksiry”.
Wreszcie z sukcesem odbyła się premiera baśniowej opery „Undine”, a jego talent kompozytorski docenił sam Beethoven.

„Kocura Mruczysława poglądy na życie”
Okładka wydania niemieckiego (1855)
Ale marzenia o posadzie kapelmistrza w teatrze operowym pozostały marzeniami. I Hoffmann musiał znów wrócić do obowiązków urzędnika sądowego. Odtąd nie cierpiał niedostatku, przyszedł dobrobyt materialny – bez zbytku, ale z godnością. Próby lat wojennych odcisnęły piętno na trybie życia pisarza i kompozytora. Mówiąc bez ogródek, jego skłonność do wina, do długich wieczorów w winiarniach z przyjaciółmi, zaczęła przybierać coraz bardziej chorobliwy charakter.
Ale twórczy wzlot trwał nadal. W ciągu sześciu lat życia, jakie pozostały mu po triumfie „Undine”, Hoffmann stworzył swoje najdoskonalsze dzieła literackie. To wielka dwutomowa powieść w nowelach „Bracia Serapiońscy”, do której weszła słynna baśń „Dziadek do orzechów i Król Myszy”, fantastyczno-satyryczna powieść „Kocura Mruczysława poglądy na życie”*, krótkie opowieści „Mały Cynober”, „Księżniczka Brambilla”, „Mistrz Pchła”.
W ostatnim roku życia nad pisarzem znów zebrały się chmury: opowieść „Mistrz Pchła” spotkała się z prześladowaniami cenzury, a samemu Hoffmannowi grożono pociągnięciem do odpowiedzialności sądowej. Lecz sparaliżowany autor wywrotowej opowieści zmarł 25 czerwca 1822 roku w Berlinie w wieku 46 lat.
Hoffmann miał nieokiełznaną wyobraźnię. Jego fantastyka jest dziwaczna i potrafi zadziwić, ale ciekawe jest to: to fantastyka wydobyta z głębin codziennego życia. Jak wszyscy romantycy walczył z filisterstwem, z tym obcym wszelkim ideom i porywom natchnienia mieszczańskim samozadowoleniem.
Co mógł przeciwstawić pierwszemu wydaniu społeczeństwa konsumpcyjnego, które włada współczesnym światem jeszcze bardziej niż w czasach pisarza? Tylko sztukę i miłość. Nie bez powodu tak wielką rolę w jego opowiadaniach i powieściach odgrywają muzycy.
I oczywiście nieprzypadkowo geniusz pisarza zainspirował muzycznych geniuszy dziewiętnastego wieku do stworzenia słynnych baletów „Dziadek do orzechów” i „Coppélia” oraz opery „Opowieści Hoffmanna”.
Może się to wydać dziwne, ale w Niemczech aż do lat 20. ubiegłego stulecia Hoffmanna z powodu jego „niepoważności” nie uważano za znaczącego pisarza, godnego zachwytów i podziwu. Znacznie popularniejszy był we Francji, Anglii, a przede wszystkim – w Rosji. Gogol zachwycał się twórczością Hoffmanna i w „Opowieściach petersburskich” nie tylko wspomniał jego nazwisko, ale chwilami wyraźnie go naśladował. Dostojewski uważał go za geniusza i przeczytał dzieła zebrane – wszystkie siedem tomów – po niemiecku. Wielki reformator sceny Wsiewołod Meyerhold pisał artykuły pod pseudonimem „doktor Dapertutto”, zapożyczonym z opowieści Hoffmanna. Inny rosyjski reżyser – Aleksandr Tairow – stworzył inscenizację opowieści „Księżniczka Brambilla”, która przez wiele lat nie schodziła ze sceny moskiewskiego Teatru Kameralnego. Geniusz sztuki filmowej Andriej Tarkowski napisał scenariusz filmowy „Hoffmanniana”, w którym fantazyjnie splótł w jedno epizody z życia pisarza i postacie z jego utworów. Niestety, film według tego scenariusza nigdy nie powstał. Ale filmowe losy Hoffmanna ułożyły się dość pomyślnie. W ciągu stu lat na podstawie jego utworów nakręcono ponad sześćdziesiąt ekranizacji, filmów baletowych i filmów animowanych w Niemczech, Anglii, USA, Japonii i oczywiście w Rosji.
Ostatnia wiadomość o Hoffmannie w kinie: w 2015 roku klasyk gatunku horroru, Włoch Dario Argento, ogłosił przygotowania do zdjęć do filmu na motywach noweli „Piaskun”.
Ernst Theodor Amadeus Hoffmann wciąż bawi i straszy, śmieszy i skłania do myślenia. Jego rodzinne miasto pamięta o wielkim autorze i wcale nie wydaje się bluźnierczy pomysł, by nieoficjalnym symbolem Królewca-Kaliningradu uczynić wizerunek popularnej na całym świecie wśród dzieci i dorosłych postaci Hoffmanna – dzielnego zabawkowego Dziadka do orzechów.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

