/ Mierzeja Wiślana – Bałtijsk

Strefa wojskowo-rekreacyjna Mierzeja Wiślana

W przededniu Dnia Marynarki Wojennej spędziłem z żoną tydzień na Mierzei Wiślanej. Bywałem tam oczywiście już wcześniej, i to nie raz, ale właśnie teraz z jakiegoś powodu wydało mi się, że na Mierzei Wiślanej powstała bardzo trafna metafora Rosji w ogóle.

Zresztą Dzień Marynarki Wojennej tym razem zapowiadał się wyjątkowo. Bałtijsk i okolice szykowały się na wizytę Zwierzchnika Sił Zbrojnych, a to, między innymi, groziło tym, że nasza przeprawa na mierzeję i z powrotem będzie się wiązać z pewnymi trudnościami. Oczekiwania od razu się potwierdziły – nasza chęć przeprawienia się okazała się nie do pogodzenia z chęcią dowództwa Floty Bałtyckiej, by przeprowadzić próbę parady. Przeprawę przesunięto o trzy godziny i mieliśmy okazję nie tylko obejrzeć próbę, ale i trochę pospacerować uliczkami Bałtijska niedaleko przystani.

A tam tymczasem działy się rzeczy niesamowite. Ostatni raz coś takiego widziałem chyba ze trzydzieści lat temu na sowieckich czynach społecznych. Kadeci i oficerowie, wojskowi i cywile, młodzi i starzy – wszyscy krzątali się przy swoich zadaniach, każdy na swoim odcinku. Ludzie układali płyty chodnikowe, kładli nowy asfalt, oklejali płoty, zakładali nowe klomby, odnawiali fasady.


Falochrony przy Forcie ZachodnimUmocnienia brzegowe przy Molo Południowym (Fort Zachodni, jako obiekt wojskowy, został poza kadrem).

Jakaś babcia zamiatała placyk przed sklepem przy przystani i psioczyła:
że niby jeżdżą tu różni, dla nich to rozrywka, a nas zmuszają do roboty.

Kształtowanie ekosystemu MierzeiPodobnie jak na Mierzei Kurońskiej, trzeba było tu stworzyć sztuczny ekosystem.


Po aktywności ludzi na ulicach rzeczywiście można było bezbłędnie określić zaplanowaną trasę przejazdu dostojnych gości – prace prowadzono wyłącznie wzdłuż trasy przejazdu. Patrząc na te przygotowania, od razu przypomniałem sobie, jak podczas poprzedniej wizyty głowy państwa na niektórych domach pomalowano fasady tylko z jednej strony. Potem długo lśniły tym jednostronnym blaskiem, jakby przypominając o całej jednostronności, wybiórczości i pokazówce wysiłków miejscowych urzędników.

Trzy godziny czekania i oto prom przeprawia już nasz mały samochodzik. Rosyjska część mierzei to czynne i opuszczone bazy wojskowe oraz niewielkie osiedle. Świetne miejsce na grę wojenną w stylu „Zarnicy” – dookoła same bunkry, podziemne umocnienia, puste hangary i magazyny. Osiedle jest małe, tłoczno bywa tu tylko przy dobrej pogodzie. Ściany starych niemieckich domów są podziurawione kulami i pociskami, a po ulicach chodzą ludzie w pasiastych koszulkach marynarskich i krzyczą „chwała Marynarce Wojennej, chwała Rosji”. Wielu najwyraźniej zaczęło już świętować.


Wypożyczalnia rowerów przy zejściu z promuWypożyczalnia rowerów i kawiarnia przy zejściu z promu.

Samochodem można wjechać w głąb mierzei na jakieś 3 km.
Rolę drogi pełni pas startowy dawnego lotniska wojskowego.

Molo PołudnioweMolo Południowe, ciągnące się wzdłuż cieśniny (po prawej).


Droga kończy się przy czynnej jednostce wojskowej, dalej wojskowi nie przepuszczą. Ci, którzy chcą dostać się samochodem w głąb mierzei, mogą to zrobić tylko plażą. Miejscowe wydmy od jazdy samochodami nie stają się mocniejsze, a za takie wyczyny grozi pokaźny mandat, ale nie wygląda na to, żeby ktoś tu tego pilnował – terenówki co godzinę swobodnie pędzą po plaży.

Żeby zaznać odosobnienia, zostawiamy samochód i idziemy z żoną pieszo dalej, w głąb mierzei, rozbijamy namiot wyżej, na wydmie. Terenówki tak wysoko nie wjeżdżają, ale i tu, jak się okazało, nie jest spokojnie. Nocami obok namiotu przemykają pijani rajdowcy na quadach. Z jakiegoś powodu co noc znika jedzenie. Najpierw ser, potem makaron. Można zwariować: dwudziesty pierwszy wiek, leżysz w namiocie nad brzegiem morza, pięćset metrów od bazy ze śmiercionośnymi rakietami S-300, a ktoś ciemną nocą kradnie ci z torby z prowiantem paczkę suchego makaronu nitki.

Bardzo chciałoby się wierzyć, że to były lisy, a nie ludzie.

W dzień po plaży wałęsają się jacyś zuchwali faceci w kąpielówkach z wykrywaczami min. Coś znaleźli 10 metrów od naszego namiotu i zaczęli kopać. Żona się zaniepokoiła:

– A co wy tu kopiecie? Coś tu jest ukryte?

– Wiadomo, co ukryte. Echo wojny…

– Co, tam jest bomba?

– No to wykopiemy i zobaczymy…

– Yyy... a nie boicie się, że wybuchnie, zanim ją zobaczycie?

– Wie pani co, trypra nawet od babci można złapać przez pocałunek!

Sensu tej ludowej mądrości z dziedziny wenerologii niezbyt pojąłem i zrobiło mi się od tego jeszcze bardziej nieswojo. Saperzy-amatorzy tymczasem spokojnie wykopali trzy zardzewiałe żelastwa i rzeczowo się oddalili.


Itaka

Przyroda na Mierzei Wiślanej jest niezwykle bogata i w niewielu sprawach ustępuje innemu arcydziełu bałtyckich piasków – Mierzei Kurońskiej, która, przypomnę, znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Przyroda Mierzei WiślanejSzczególne piękno przyrody Mierzei Wiślanej.


Jest tu i morze, i zalew, i wydmy, i świetne piaszczyste plaże, las z grzybami i jagodami. To oczywiście przyciąga ludzi. Dla dzikich turystów pomału mnożą się przyczepy kempingowe, ale większość woli szukać bardziej ustronnych miejsc i zabiera namioty. Szkoda tylko, że wzrost ruchu turystycznego oznacza dla mierzei przybywanie śmieci. Kosze czy kontenery na odpady można tu znaleźć tylko w rejonie przystani, dalej zaczyna się zupełnie inne terytorium, gdzie turyści są dzicy we wszystkich znaczeniach tego słowa.

Gdzieś tam, za kaskadą rosyjskich baz wojskowych, zaczyna się polska część mierzei (tzw. Mierzeja Wiślana). Mierzeją oczywiście się tam nie dostaniesz, przejścia granicznego tu nie przewidziano. Ale wielu kaliningradczyków nie przepuszcza okazji, by dotrzeć tam przez terytorium Polski. Różnice robią wrażenie. W polskiej części oczywiście też wiele przypomina o wojnie. Czego warty jest choćby położony u samej nasady mierzei i przekształcony dziś w teren muzealno-memorialny dawny obóz koncentracyjny Stutthof.


Cieśnina w polskiej części mierzeiCieśnina w polskiej części mierzei.

A jednak polska Mierzeja Wiślana to dziś przede wszystkim popularny kurort Krynica Morska, porządne drogi, ścieżki rowerowe i mnóstwo zadbanych kempingów.

Granica Wolnego Miasta GdańskaNiegdyś przez mierzeję przebiegała granica między Niemcami a Wolnym Miastem Gdańskiem.


Dzień przed Dniem Marynarki Wojennej zaczęliśmy się zbierać do domu. Nazajutrz, w niedzielę, spodziewano się przyjazdu prezydenta do Bałtijska, a więc przeprawa miała być zamknięta. Na sobotę zaś wyznaczono próbę generalną. Na przystani wisiało ogłoszenie, że przeprawa będzie czynna tylko do 11:00. Czyli trzeba się wydostać promem o 10:00. Na wszelki wypadek przyjechaliśmy z żoną wcześniej, o 9:30, ale już o 9:45 kutrami podpłynęli żołnierze piechoty morskiej i zajęli przystań. Kanał łączący mierzeję ze stałym lądem zamknięty, przeprawa odwołana. Aż do wieczora! Nieważne, że było ogłoszenie i że ktoś ma pilne sprawy na drugim brzegu. Po prostu komuś z dużych chłopców zachciało się zacząć godzinkę wcześniej.

A po trzech godzinach do kanału weszły okręty, zagrzmiały działa, nad głowami zaczęły krążyć śmigłowce i myśliwce. Na brzegu zaczął się zbierać mały tłumek fanów z piwem i suszoną rybą. „Chwała Marynarce Wojennej, Rosji chwała!”. Próbę parady morskiej musiałem w tym roku oglądać dwa razy. Wydostać się z tego rekreacyjno-wojskowego terytorium udało się dopiero pod wieczór.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.