W 1558 roku kiełbasa ta miała długość 198 łokci1. Niosło ją 48 ludzi.
W 1583 roku kiełbasę zrobiono z 36 szynek wieprzowych. Zważono ją na wadze i ważyła 434 funty2, czyli prawie 11 kamieni (1 kamień równa się 40 funtom) Miała 596 łokci długości, a niosło ją 91 ludzi, nie licząc starszych cechu idących z przodu i z tyłu oraz towarzyszących, którzy szli po bokach. Wszyscy rzeźnicy byli z tej okazji ubrani odświętnie i schludnie: wszyscy mieli na wierzchniej odzieży białe koszule i jednakowe obuwie na nogach.
Rzeźnik, który niósł kiełbasę jako pierwszy, owijał sznur kilka razy wokół szyi, pozostawiając koniec swobodnie zwisający z tyłu. Za nim kroczyli wszyscy pozostali rzeźnicy. Kiełbasę nieśli na ramionach, a między nimi lekko zwisała. Ostatni rzeźnik, podobnie jak pierwszy, także owijał koniec kiełbasianego sznura wokół szyi, pozostawiając go zwisającym z tyłu.
Procesja kierowała się do zamku margrabiego Jerzego Fryderyka3. Olbrzymią kiełbasę robiono tylko w dniach żałoby po pruskiej szlachcie rodowej, gdy inne rozrywki były zakazane.
Takie kiełbasy były bardzo kosztowne, bo za każdym razem robiono je coraz dłuższe, a nadziewano wieprzowiną najwyższej jakości.
Na osłonkę kiełbasy potrzeba było mnóstwa cienkich jelit, które wkładano jedno w drugie.
Po obniesieniu olbrzymiej kiełbasy po mieście cech rzeźników ofiarowywał ją piekarzom.
Piekarze zaś w dzień Trzech Króli3 odwdzięczali się rzeźnikom ogromną bułką upieczoną z trzech szefli4 mąki pszennej.
W 1583 roku takich bułek zrobiono aż pięć. Aby je upiec, na dziedzińcu zamku królewieckiego zbudowano dwa ogromne piece chlebowe. Między nimi wykonano duży otwór. Następnie piece rozpalano, a bułki, które dzięki temu otworowi znajdowały się jednocześnie w obu piecach, mogły równomiernie się wypiec.
Zarówno kiełbasę, jak i bułki rzeźnicy i piekarze zjadali wspólnie. W tym celu oba cechy zapraszały się nawzajem w gościnę.
PRZYPISY TŁUMACZA
1. Łokieć – dawna miara długości, u różnych narodów wynosiła mniej więcej od 50 do 78 cm.
2. Funt – jednostka masy, w różnych krajach – od 450 do 500 g.
3. Jerzy Fryderyk Hohenzollern, margrabia brandenbursko-ansbachski (1539–1603)
Książę, bratanek Albrechta Brandenburskiego, margrabia Brandenburgii-Ansbach. W 1575 r. (według innych danych w 1578) uzyskał prawo kurateli nad Albrechtem Fryderykiem. Prowadził politykę dość niezależną od Polski, położył kres politycznemu i kulturalnemu zastojowi Prus. Opracowując liczne statuty cechowe, ograniczył konflikty między cechami w księstwie i podniósł poziom produkcji rzemieślniczej. W latach jego regencji Prusy przeżywały względny dobrobyt gospodarczy, zagospodarowywano nowe tereny wokół miast (grunty gminne). W Królewcu mieszkał z przerwami osiem lat, przez resztę czasu rządził Prusami z Ansbachu.
4. Święto Trzech Króli obchodzone jest 6 stycznia.
5. Szefel – ćwiertnia ( dawna miara zboża ); wiadro.
ŹRÓDŁO
Иоганн Грессе, «Книга легенд прусского госудраства» (нем. Johann Georg Theodor Grässe, «Sagenbuch des Preussischen Staats»), Глогау, 1868/71.
LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
———————
W 2008 roku miejscowe wydawnictwo „Żiwiom” wydało książkę znanego rosyjskiego historyka i archeologa, pracownika Instytutu Archeologii Rosyjskiej Akademii Nauk Władimira Kułakowa „Historia Zamku Królewiec”, w której znajduje się osobny rozdział poświęcony obchodom Dnia długiej kiełbasy. Całość książki dostępna jest na stronie Prussia.Online.
Święto kiełbasy: pogańska ofiara i uroczystość cechowa
W miastach otaczających Zamek Królewiec w epoce panowania księcia Albrechta Brandenburskiego zachodziło wiele zmian. Odradzały się organizacje cechowe, aktywnie umacniano zagraniczne więzi handlowe i kulturalne. Życie społeczne pruskiej stolicy stało się bardziej otwarte. Uwolnioną od złowrogich okowów surowych katolickich norm zachowania stolicę dosłownie zalała fala świąt i rozmaitych uroczystości. Poczesne miejsce zajmuje wśród nich powszechnie znane Święto kiełbasy.
Oto jak to radosne wydarzenie w życiu miasta opisuje najsłynniejszy historyk Królewca Fritz Gause: „Święto długiej kiełbasy” odbyło się osiem razy, najweselsze było w Nowy Rok 1601. O ile w 1520 r. kiełbasa miała długość zaledwie 41 łokci (około 20 m – W.K.), o tyle w 1601 r. osiągnęła niewiarygodne rozmiary – 1005 łokci. Trzech mistrzów i 87 czeladników zużyło na jej wykonanie 81 szynek wieprzowych i 18 funtów pieprzu. 103 czeladników w odświętnych strojach niosło na ramionach kiełbasę ważącą 885 funtów. Ze sztandarami i muzyką pochód zmierzał od gospody rzeźników do zamku, gdzie część kiełbasy, o długości 130 łokci, przekazano jako noworoczny dar władcy kraju (czyli księciu lub jego zastępcy – W.K.).
Następnie kolumna skierowała się do burmistrzów trzech miast. Pochód zakończył się przy gospodzie piekarzy na Lipniku, gdzie rzeźnicy i piekarze wspólnie zjedli znaczną resztę kiełbasy i wiele innego jedzenia”.
Uroczystość ta, sądząc z jej opisu, na pierwszy rzut oka wygląda na bezpośrednią reklamę wyrobów królewieckiego cechu rzeźników.
Kiełbasiany pochód rozpoczynał się na wyspie Knipawa (dziś przez nieporozumienie nazywanej „wyspą Kanta”), gdzie stały okazałe domy starszyzny cechowej. Przeszedłszy główną ulicą wyspiarskiego miasta (do 1724 r. Królewiec tworzyły trzy miasta kupiecko-rzemieślnicze), zwaną Kneiphöfsche Langgasse (niem. Długa Knipawska), i opuściwszy Knipawę przez słynną Bramę Kramarską (Krämertor; obecnie znajduje się tam schodkowe wejście na estakadę), mistrzowie i czeladnicy kierowali się do Zamku, gdzie składali owoc swojej pracy – najdłuższą kiełbasę – u stóp władcy państwa pruskiego lub jego namiestnika. Następnie odbywała się degustacja, której na dziedzińcu zamkowym dokonywali przedstawiciele królewieckiej szlachty i kupieckiej elity. Wreszcie święto kończyło się na Lipniku, najbardziej „ludowym” mieście dawnego Królewca, dojadaniem kiełbasy i hucznymi zabawami samych „sprawców” święta – rzeźników i masarzy.
Taki przebieg święta jest w istocie nie tyle reklamą królewieckich wyrobów wędliniarskich (choć i tego nie brakowało!), ile echem ofiar, które składały różne starogermańskie plemiona na początku I tysiąclecia n.e.
Na kultowe źródła „Święta długiej kiełbasy” wskazuje przede wszystkim produkt, który leżał u podstaw tej uroczystości – wieprzowina. Mięso świni było dla Celtów i Germanów święte.
Najwyraźniej wynikało to z tego, że to właśnie świnia została udomowiona jako pierwsza przez Indoeuropejczyków jeszcze w epoce neolitu. „Prawo salickie”, które stało się prawdziwym kodeksem praw (prawo zwyczajowe – jus vulgaris) dla Franków epoki Merowingów, przewidywało karę za kradzież przeznaczonych na ofiarę dzików i świń. Tradycyjną dla wielu Germanów porą tej ofiary był luty, zwany Sporkelmonat (dolnoniemiecka gwara: „prosięcy miesiąc”). Anglowie i Sasi z kolei składali bogom w ofierze bydło w listopadzie.
Można przypuszczać, że główne zwierzę ofiarne – dzik – i związane z nim produkty (mięso i ofiarna krew, umieszczone w jelitach i przemienione w kiełbasę jako produkt długotrwałego przechowywania) składano w ofierze głowom germańskiego panteonu – Wodanowi i Donarowi (później – Odynowi i Thorowi).
Znamienne, że królewieckie „Święto długiej kiełbasy” przypada na zimną porę roku, czas przez samą naturę przeznaczony na spożywanie produktów długotrwałego przechowywania. Co prawda dokładny termin jego obchodów został później powiązany z chrześcijańskim świętem Bożego Narodzenia, co nierzadko spotykało w Europie Zachodniej i Wschodniej święta zrodzone w ramach kultów przodków w zamierzchłej starożytności.
W epoce odrodzenia, równolegle z ożywionym zainteresowaniem władz i najróżniejszych warstw społeczeństwa europejskiego przedchrześcijańską przeszłością swoich narodów, w wielu miastach różnych państw niemieckich pojawia się tradycja urządzania święta kiełbasy.
Opierając się na głębokich tradycjach kultowych, uroczystości te z zewnątrz wyglądały jak triumfy obżarstwa, pomagające mieszczaninowi wybrać najgodniejszego dostawcę spośród licznych jatek mięsnych.
W Berlinie takie święto istnieje do dziś jako swoista wystawa osiągnięć niemieckich specjalistów przemysłu mięsnego. Do naszych czasów święto kiełbasy, mające formę festiwalu i praktycznie zlane z dorocznym świętem plonów (Oktoberfest), odbywa się w uzdrowisku na południowym zachodzie Niemiec – w Bad Dürkheim. W specjalnie zbudowanych, barwnie udekorowanych pawilonach goście tego prawdziwie mięsnego festiwalu mogą skosztować kiełbas ze wszystkich zakątków Niemiec. Obowiązkowym elementem święta kiełbasy w Bad Dürkheim jest picie młodego wina – nieodłączny element Święta Październikowego w krajach nadreńskich.
Tradycja święta kiełbasy w 1961 r. przekroczyła Ocean Atlantycki. Zakorzeniła się w miasteczku New Braunfels (stan Teksas), założonym w XIX wieku przez przybyszów z Niemiec.
Tak oto święto aromatycznego mięsa, zrodzone na początku I tysiąclecia n.e. w ciszy starogermańskich sanktuariów, dumnie kroczy po naszej planecie, przemieniwszy się w ogólnonarodową uroczystość i sławiąc najlepszych wytwórców. A scenariusz królewieckiego święta kiełbasy szczególnie wyróżnia Zamek jako miejsce władzy i prawa, które w umysłach mieszczan faktycznie zastępowało dawne miejsca ofiarne starożytnych Germanów i Prusów, będące dla nich zarazem ośrodkami kultowymi i administracyjnymi.
Książka Władimira Kułakowa „Historia Zamku Królewiec” dostępna jest na stronie Prussia.Online.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

