Gdyby przyszłą stolicę zakonu odwiedził w tamtym czasie jakiś możny feudał z Francji lub północnych Włoch, zauważyłby, że zamek Marienburg jest dość duży, lecz według zachodnioeuropejskich standardów niedostatecznie umocniony. Wieże zamku są zbyt ciasne, by pomieścić znaczną liczbę obrońców, a ich konstrukcja nie pozwala w pełni kontrolować przestrzeni pod murami. Skrzydła mają potężne i wysokie mury, ale bez modnych wówczas nadwieszonych strzelnic – machikułów, które pozwalały bez ryzyka trafienia strzałą wroga zrzucać mu na głowę kamienie, lać wrzącą smołę czy nieczystości. Na taki zarzut komtur zamku odpowiedziałby jednak, że wszystko zbudowano niezwykle racjonalnie. Dodatkowe elementy obronne wymagają zatrudnienia pierwszorzędnych budowniczych, a to znacznie podnosi koszty budowy. Tymczasem nawet u sąsiadów – Polaków – sztuka umiejętnego szturmu na zamek, z budową przeciwumocnień, wznoszeniem wież oblężniczych i wykorzystaniem rozmaitych machin miotających do burzenia murów, była słabo rozwinięta, a u Litwinów i Prusów nie istniała wcale. Dlatego nawet niewielka załoga murowanego zamku, którego ścian nie dało się podpalić, przy odpowiednim zapasie żywności i sprawnej studni mogła bardzo długo stawiać opór poganom. A tu ważniejsze były obszerne spiżarnie niż liczba wież.

Jeśli załoga liczyła choćby kilkunastu–kilkudziesięciu rycerzy i setkę piechurów-knechtów, bracia zakonni woleli rozprawiać się z niedoświadczonym przeciwnikiem na placu przed zamkiem, w otwartej walce, gdyż przewaga ciężkiej zbroi i wyszkolenia bojowego była nawet większa niż ochrona, jaką dawały ceglane mury.
W latach 80. XIII wieku zamek otoczono murem obronnym. W tym samym czasie przeniesiono do zamku konwent, a w obrębie murów obronnych urządzono cmentarz konwentualny. Przy zamku już w 1276 roku powstała osada, której w 1278 roku nadano prawa miejskie. Do końca XIII wieku do czworoboku skrzydeł dobudowano gdanisko i dużą wieżę obronną. Od północnego wschodu do zamku dobudowano przedzamcze. Ogólnie rzecz biorąc, do 1309 roku Marienburg rozwijał się jak typowy zamek komturski. Po tym, jak w 1308 roku zdobyto Gdańsk, a następnie na mocy układu w Myśliborzu przyłączono całe Pomorze Gdańskie, dla mistrza Zygfryda von Feuchtwangen stało się jasne, że sprawy zakonu idą dobrze jedynie w Prusach, tym bardziej że do mocniejszego zaangażowania się w kierunku pruskim namawiał mistrz krajowy Prus Henryk von Plötzke – postać cieszącą się w zakonie wielkim autorytetem. Dlatego w 1309 roku stolica zakonu i rezydencja wielkiego mistrza przeniosły się z Wenecji do Marienburga.

Wybór Marienburga na stolicę zakonu był uzasadniony, ponieważ zamek znajdował się z jednej strony poza zasięgiem litewskich pogan, którzy najeżdżali ziemie zakonne, z drugiej zaś – w najbardziej ożywionym regionie państwa. Oficjalnie Marienburg ogłoszono stolicą zakonu 14 września 1309 roku.
Oczywiste jest, że status stolicy musiał nieuchronnie odbić się na samym zamku. Konieczność pomieszczenia znacznej liczby urzędników, służby i wojska, a także przyjmowania oficjalnych delegacji i poselstw sprawiła, że przebudowę Malborka rozpoczęto jeszcze w tym samym 1309 roku. W latach 30. XIV wieku zamek uzyskał swój trójczłonowy układ: składał się z Zamku Wysokiego, czyli przebudowanych najstarszych zabudowań, Zamku Średniego, wzniesionego na miejscu dawnego przedzamcza, oraz Zamku Niskiego, który w miejsce starego przedzamcza stał się zapleczem gospodarczo-magazynowym. Na Zamku Wysokim zbudowano kaplicę św. Anny, przyszłe miejsce pochówku niemal wszystkich wielkich mistrzów. Tradycja chowania tam zwierzchników zakonu nie pojawiła się jednak od razu. Sam inicjator przeniesienia stolicy, Zygfryd von Feuchtwangen, został pochowany w 1311 roku w Chełmży (Kulmsee). Jego następca Karl von Trier spoczął w 1324 roku w rodzinnym Trewirze. Werner von Orseln i Luther von Braunschweig znaleźli miejsce wiecznego spoczynku w katedrach w Kwidzynie (1330) i Królewcu (1335). Dopiero w 1341 roku w kaplicy św. Anny pochowano Dietricha von Altenburga. Tradycją pochówki w Malborku stały się jednak dopiero dziesięć lat później, wraz z pogrzebem Heinricha Dusemera, ponieważ jego poprzednik Ludolf König spoczął w Kwidzynie.
Główne życie zamku Marienburg toczyło się na Zamku Średnim, gdzie mieściła się rezydencja mistrza, zwana też Pałacem Wielkich Mistrzów. Ta część Malborka powstała w zasadniczej mierze za rządów Heinricha Dusemera (1345–1351), który nie szczędził środków, by zabudowania zamkowe nabrały rozmachu, a wnętrza – przepychu. Wielki Refektarz Zamku Średniego mógł pomieścić do 400 osób. Do malowania ścian w sali konwentu używano niezwykle kosztownej zielonej farby, wytwarzanej w średniowieczu z mięczaków. Słowem, cały ogrom kompleksu i jego wystrój miały podkreślać potęgę zakonu. Co znamienne, zamek malborski pomnażał swoją wielkość razem z wielkością samego zakonu krzyżackiego i razem z nim ją utracił.

Ciekawe, że od mglistego Albionu po wybrzeża Bałtyku średniowieczne zamki budowano według jednej zasady: napastnicy musieli szturmować przeszkodę za przeszkodą i zdobywać jedną linię obrony po drugiej. Oddział zbrojny, który odważyłby się zdobyć zamek w Malborku od zachodu, z najsłabiej bronionej strony, musiałby pokonać kilkanaście umocnionych bram i cztery mosty zwodzone oraz wyłamać trzy opuszczane żelazne brony.
Interesujące jest jeszcze coś innego: w całej wielowiekowej historii szturmów na tysiące europejskich zamków sytuacja, w której atakujący rzeczywiście zdobywali przeszkodę za przeszkodą, by w końcu oblec resztki załogi w cytadeli – donżonie czy bergfriedzie – zdarzyła się zaledwie kilka razy. Czyżby zatem był to błąd twórców zamkowego systemu obrony? Raczej nie. Najpewniej była to broń psychologiczna – przecież choćby posłowie polscy wielokrotnie bywali na audiencji u wielkiego mistrza. Za każdym razem prowadzono ich zawiłą drogą, opuszczając i podnosząc mosty i brony, otwierając zamki w okutych żelazem drzwiach, pod okiem straży w licznych wieżach i wieżyczkach. A oni po powrocie z Malborka donosili królowi, że zamek ten to istna ceglana pułapka, której nie sposób zdobyć szturmem. A tak przy okazji: wszystkie te liczne przeszkody nie zdołały w 1361 roku utrzymać w zamkowym lochu księcia litewskiego Kiejstuta. Jeden bowiem zdrajca wśród załogi może przekreślić całą przemyślność twórców twierdzy.
Do wielkiej wojny lat 1409–1411 zamek był już w pełni ukończony. Po klęsce zakonu w bitwie pod Grunwaldem wojska polsko-litewskie postanowiły zakończyć wojnę jednym uderzeniem i ruszyły na krzyżacką stolicę. Według wszelkich rachub zdobycie Malborka nie było już zadaniem ponad siły. W zamku pozostała nieliczna, licząca około 50 rycerzy załoga złożona z Krzyżaków i szlachty węgierskiej, która na wieść o całkowitym rozgromieniu wojsk zakonnych i śmierci wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena upadła na duchu i praktycznie straciła zdolność bojową. Polski król Władysław raczył jednak, zgodnie ze zwyczajem zwycięzcy, spędzić na polu bitwy trzy dni. Potem odbył się pochówek poległych Polaków i Krzyżaków. Dopiero 18 lipca 1410 roku wojska królewskie podeszły pod Malbork. Zdążył tam już jednak dotrzeć oddział komtura świeckiego Henryka von Plauena, który ledwie otrzymawszy wiadomość o klęsce zakonu, przewidział plany przeciwnika i wyruszył z wojskiem do Malborka, by go bronić. Już 18 lipca był na zamku i w pierwszej kolejności kazał spalić miasto, by nie mogło posłużyć Polakom i Litwinom za kwatery. Władysław zaś się nie spieszył: po drodze zajmował pomniejsze zamki, przyjmował wysłanników zamków i miast, które chciały dobrowolnie poddać się Koronie Polskiej. Dopiero 25 lipca wojska Władysława stanęły pod Malborkiem. Nazajutrz podjęto pierwszą próbę szturmu, która nie przyniosła powodzenia. Następnie zamek poddano ostrzałowi artyleryjskiemu. Nawet prymitywna artyleria początku XV wieku pokazała, że ceglane umocnienia nie są w stanie długo opierać się jej ogniowi. Kamienne kule, wobec niewielkiej liczby dział po stronie polskiej, nie wyrządziły zabudowaniom zamkowym śmiertelnych szkód, ale napędziły obrońcom strachu. Jedną z kamiennych kul, która uszkodziła letni refektarz Zamku Średniego, wmurowano później w jego ścianę na pamiątkę tamtych wydarzeń. Zresztą artyleria zakonna również nie milczała i ze zmiennym szczęściem posyłała kamienne kule w stronę wojsk polskich. Oblężenie się przeciągało. Krzyżakom udało się za pośrednictwem miejscowego proboszcza wywieźć z zamku skarbiec zakonu i za te pieniądze zaciągnąć wojska najemne.
Wnętrza Malborka zachwycają! Już w XV wieku było tam ogrzewanie podłogowe! A jakie sklepienia!
9 września 1410 roku połączone wojska oblężnicze opuścili Litwini. Potem, nie wierząc w powodzenie, zaczęli odjeżdżać także książęta polscy. Królowi nie pozostało nic innego, jak zwinąć oblężenie i ruszyć w drogę powrotną do Polski. W ten sposób Henryk von Plauen zasłużył na miano „wybawcy Malborka”, a sam Malbork można było uznać za wybawcę zakonu, gdyż jego upadek oznaczałby zupełnie inny wynik wielkiej wojny.
A wynik ten, o czym wielokrotnie wspominano, był dość znośny, zważywszy że pod względem militarnym zakon został rozgromiony, a dalsze działania wojenne nie wróżyły mu sukcesu. Terytorialnie zakon tracił jedynie swój ostatni nabytek – Żmudź, i to wyłącznie na czas panowania króla Polski Władysława i wielkiego księcia litewskiego Aleksandra. Kontrybucja na rzecz króla w wysokości 100 tysięcy groszy praskich wydawała się przy tym zwierzchnikom zakonu w ogóle drugorzędnym punktem traktatu pokojowego. Lecz to właśnie te pieniądze ostatecznie dokonały tego, czego nie zdołała dokonać cała armia polsko-litewska – zniszczyły zakon jako samodzielne państwo i rozbiły jego jedność, zarówno terytorialną, jak i społeczną.
Okres między wielką wojną a wojną trzynastoletnią (1411–1454) był dla zakonu i jego stolicy Malborka pasmem kryzysów politycznych, finansowych i społecznych. Gdy nadszedł czas spłaty pierwszej raty kontrybucji, okazało się, że zakon nie ma pieniędzy, skarbiec, miasta i chłopstwo zostały zrujnowane przez wojnę, a poza kontrybucją zakon był jeszcze dłużnikiem z tytułu pożyczek wewnętrznych i zagranicznych. Mistrz Henryk von Plauen postąpił tak, jak od wieków postępowali wszyscy władcy Europy – na spłatę długu wprowadził specjalny podatek, który objął całą ludność państwa, ale przede wszystkim miasta i samych rycerzy zakonnych. W odpowiedzi w naturalny sposób wyrosła mu opozycja, zarówno w samym zakonie, jak i w miastach. Zbuntował się Gdańsk – najważniejsze źródło dochodów zakonu, potem do buntu przyłączył się Radzyń, a działalność rozwinął antykrzyżacki Związek Jaszczurczy. Mistrz miał na to jedną odpowiedź: wyprawa zbrojna, sąd, egzekucja przywódców. Gdy jednak skazano komtura radzyńskiego, mistrz stracił poparcie również wśród zakonnej starszyzny. Plauen zdecydował się na krok bez precedensu – zaczął naradzać się z mieszczanami i drobną szlachtą, a w 1412 roku powołał „Radę Krajową”, która stała się pierwszą próbą wprowadzenia przedstawicieli miast do systemu zarządzania państwem.
Kolumny na dziedzińcu Zamku Wysokiego w Marienburgu zdobią liczne płasko- i górnoreliefy.
Ten „demokratyczny krok” w rzeczywistości jednak zaszkodził autorytetowi mistrza – teraz niezadowoleni z Henryka von Plauena byli wszyscy: bracia zakonni, mistrz krajowy Inflant, patrycjat miejski, duchowieństwo. Oliwy do ognia dolewał król polski, który słał do papieża i cesarza pisma z propozycją całkowitego zniesienia Zakonu, ponieważ w krajach nadbałtyckich nie pozostały już dla niego żadne zadania.
Mistrz musiał zareagować na taką prowokację i przedwcześnie rozpoczął działania wojenne przeciwko Polsce. Sam z powodu choroby pozostał w Marienburgu, co nie przysporzyło mu autorytetu w kręgach wojskowych. Skończyło się tym, że dowództwo zawróciło wojsko, a zwołana z inicjatywy mistrza kapituła wystąpiła przeciwko niemu, oskarżyła Plauena o zdradę i niewybaczalne błędy, a w końcu zmusiła go do „dobrowolnego” zrzeczenia się władzy. Von Plauena osadzono w więzieniu w Gdańsku, a mistrzem został przywódca spiskowców Michał Küchmeister von Sternberg. Tak w Marienburgu doszło do pierwszego i ostatniego w dziejach stolicy zamachu stanu. Do dziś niejasna pozostaje sprawa późniejszego pochówku Henryka von Plauena. Na krótko przed śmiercią został on w pełni zrehabilitowany i według kronik zakonnych spoczął w kaplicy św. Anny w Marienburgu. Fakt ten pojawia się we wszystkich biografiach Henryka von Plauena. Gdy jednak otwarto kryptę, okazało się, że grób von Plauena jest pusty. A w 2007 roku polscy archeolodzy otworzyli w katedrze w Kwidzynie (Marienwerder) kryptę z pochówkiem trzech osób z okresu zakonnego. W jednej z nich antropolodzy rozpoznali 27. wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego. Obecnie jego pochówek w Kwidzynie uznaje się za fakt powszechnie przyjęty.
Wewnętrzne waśnie w Zakonie, wysokie podatki i nieustanna presja polska doprowadziły do wojny trzynastoletniej (1454–1466), w której po jednej stronie walczył Zakon i wierne mu miasta, a po drugiej Związek Pruski – miasta pragnące wyzwolić się spod władzy zakonnej – oraz aktywnie wspierająca je Polska. Przy tym miasta niekiedy po kilka razy zmieniały stronę – w zależności od tego, czyje wojska stanęły pod ich murami. Zdeklarowanymi przeciwnikami Zakonu i trzonem Związku Pruskiego były Gdańsk (Danzig) i Elbląg (Elbing).

Z dzisiejszej perspektywy państwowej działania Związku Pruskiego, zmierzające do rozbicia państwa krzyżackiego i przejścia pod polską koronę, wyglądają na bezsprzeczną zdradę. W tamtych czasach było to jednak zjawisko normalne, ponieważ zależność wasalna znaczyła znacznie więcej niż przynależność narodowa. Zresztą skład narodowościowy miast pruskich był bardzo pstrokaty – mieszkali w nich Polacy, Litwini i etniczni Prusowie.
O ile trzej kolejni wielcy mistrzowie po Henryku von Plauenie – Michał Küchmeister (1414–1422), Paweł von Rusdorf (1422–1441) i Konrad von Erlichshausen (1441–1449) – obrali drogę współpracy z miastami, a następnie także z przedstawicielami Związku Pruskiego, o tyle następny mistrz, Ludwik von Erlichshausen, był zwolennikiem monopolu Zakonu na władzę, a z miastami rozmawiał wyłącznie z pozycji dyktatu. W odpowiedzi przedstawiciele Związku Pruskiego wysłali do króla polskiego Kazimierza IV pismo z prośbą o przyjęcie ich pod swoje skrzydła. 6 marca 1454 roku strona polska wydała akt inkorporacji, na mocy którego miasta Związku Pruskiego wraz z należącymi do nich terytoriami weszły w skład Polski. Zbuntowani mieszczanie otoczyli najbliższe zamki zakonne, żądając od rycerzy ich opuszczenia i przekazania powstańcom. W odpowiedzi Zakon rozpoczął działania wojenne, choć był do nich zupełnie nieprzygotowany. Od samego początku ponosił klęskę za klęską. Potrzebne były wojska zaciężne, ale brakowało na nie pieniędzy. Marienburg był oblegany przez Polaków już w 1554 roku. Zamek miał wówczas zewnętrzne umocnienia ziemne, w których rozmieszczono artylerię. Był to znak czasu – europejscy fortyfikatorzy w okresie rozwoju artylerii i ręcznej broni palnej wciąż nie byli gotowi zrezygnować ze starych zamków, otaczali je więc zewnętrznym wałem ziemnym z redutami, basztami artyleryjskimi i bastionami, które stawiały czoła ogniowi strony oblegającej. Również przy oblężeniu Marienburga używano dział prochowych.
Stopniowo Zakon zaczął odwracać sytuację na teatrach działań wojennych. Teraz jednak głównym problemem stał się brak pieniędzy w skarbcu. Rozpoczęła się wyprzedaż posiadłości zakonnych, by zdobyć choć trochę środków na najemników. W 1456 roku doszło do tego, że wielki mistrz na poczet długu wobec czeskich najemników oddał im w zastaw stolicę – zamek Marienburg – a sam wyjechał do Królewca. W 1457 roku, gdy pod Marienburg podeszły wojska polskie, najemnicy po prostu go sprzedali, do czego formalnie mieli pełne prawo. W 1466 roku Zakon był już zupełnie wyczerpany i poprosił o pokój. Strona polska, a zwłaszcza miasta uczestniczące w wojnie, również zostały poważnie zrujnowane walkami i wydatkami wojennymi. W tym samym roku podpisano II pokój toruński, na mocy którego Zakon tracił suwerenność i większą część swoich terytoriów. Polsce przypadła także dawna stolica zakonna – Marienburg.
Zeppelin nad Marienburgiem. Niegdyś w Prusach latały one między miastami tak jak dziś samoloty.
Po przejściu pod panowanie polskie zamek Marienburg, nazywany odtąd Malborkiem, utracił dawną świetność. Sam zamek pozostał taki jak dawniej, lecz jego status został znacznie obniżony. Stał się już tylko jedną z wielu rezydencji królewskich, miejscem spotkań delegacji i przyjmowania poselstw, balów i uroczystości. Na terenie zamku mieściły się także warsztat, arsenał i liczny garnizon.
W 1618 roku kościół w Malborku przekazano jezuitom. W latach 1626 i 1656 zamek zdobywali Szwedzi. Tutaj też 29 czerwca 1656 roku elektor brandenburski i książę w Prusach Fryderyk Wilhelm („Wielki Elektor”), rozstrzygając kwestię suwerenności Prus, podpisał traktat malborski, na mocy którego księstwo (według zamysłu Fryderyka Wilhelma – tymczasowo) przechodziło w lenno króla szwedzkiego. W długim okresie wojen polsko-szwedzkich Malbork kilkakrotnie znajdował się w strefie działań wojennych, nie doznał jednak zniszczeń.
Już po rozbiorze Polski w 1772 roku zamek Marienburg stanął w obliczu nowego zagrożenia – zaczęto go intensywnie wykorzystywać do celów gospodarczych, część pomieszczeń przebudowano, część rozebrano na cegłę. Niszczenia zamku oficjalnie zakazano dopiero w 1804 roku – po tym, jak rok wcześniej królewiecki student Max von Schenkendorf zwrócił się za pośrednictwem prasy do opinii publicznej z żądaniem ocalenia średniowiecznego zabytku. Wojny Prus z Napoleonem pokrzyżowały plany ratowania Marienburga. Jednak już po ich zakończeniu, w 1816 roku, rozpoczęto restaurację zamku, głównie ze środków pochodzących z darowizn. Restaurację ukończono w 1850 roku. Zamek odzyskał dawne piękno. W 1872 roku obchodzono tu nawet 100. rocznicę przyłączenia Prus Zachodnich do Niemiec. W uroczystościach uczestniczył cesarz Wilhelm I. Odbudowa zamku trwała także po tych obchodach. Pracami kierował znawca historii zamku Konrad Steinbrecht.
W nazistowskich Niemczech stosunek do zakonu krzyżackiego i pozostawionych przez niego budowli był niejednoznaczny. Z jednej strony ideolodzy niemieckiego nazizmu kreślili bezpośrednie paralele historyczne między III Rzeszą a państwem zakonnym, posługiwali się symboliką zakonną i mitologizowali dzieje Zakonu. Z drugiej – dystansowali się od Zakonu, pamiętając jego dość niechlubny koniec i lenną zależność od Polski. Ponadto naziści uważali, że poznawanie przez młodzież współczesnych realiów jest znacznie pożyteczniejsze niż grzebanie w niejednoznacznej przeszłości. Mimo to nazistowskie struktury dość aktywnie, i to z ideologicznym podtekstem, korzystały z zachowanych budowli zakonnych. Pałac Wielkich Mistrzów w Malborku wielokrotnie gromadził członków partii nazistowskiej na rozmaitych uroczystościach, a teren zamku służył jako obóz letni dla miejscowego oddziału Hitlerjugend i „Związku Niemieckich Dziewcząt”. Zresztą takie wykorzystywanie zabytkowych budowli nie należało do rzadkości również w innych regionach Rzeszy.
Marienburg – największy zamek na świecie zbudowany z cegły.
Gdy do Malborka zbliżały się oddziały Armii Czerwonej, naziści ogłosili zamek twierdzą. Była to decyzja z dużą dawką propagandy, lecz z niewielkim sensem militarnym. W odróżnieniu od Królewca Malbork najpierw bombardowało radzieckie lotnictwo dalekiego zasięgu, które należy nazywać taktycznym, a nie strategicznym, jak w przypadku Brytyjczyków. Potem nastąpił ostrzał artyleryjski i szturm, również z udziałem lotnictwa.
Wszystko to sprawiło, że pod koniec walk o Malbork zamek był stertą gruzów, w których z trudem dawało się rozpoznać dawne zabudowania zamkowe. Jednak już pod koniec lat 40. strona polska przeprowadziła rozminowanie, uprzątnęła część rumowiska i zamknęła dostęp do zamku poszukiwaczom materiałów budowlanych. Pod koniec lat 50. w Malborku powstał społeczny komitet odbudowy zamku, w którego skład weszli miejscowi historycy, ludzie kultury i regionaliści. W 1961 roku utworzono Muzeum Zamkowe. Rekonstrukcja zamku trwała wiele lat i nie została zakończona do dziś. W 1997 roku zamek w Malborku wpisano na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Specjaliści podkreślali wysoką autentyczność odbudowanych zabudowań zamkowych. W latach 2014–2016 konserwatorzy ukończyli odbudowę katedry zamkowej, czyli – jak nazywa się ją obecnie – zamkowego kościoła Najświętszej Maryi Panny. Rekonstrukcja zespołu zamkowego wciąż nie jest w pełni ukończona. Ale i w obecnym stanie zespół muzealny zamku w Malborku to obiekt zachwycający skalą budowli i bogactwem ekspozycji, który co roku przyciąga setki tysięcy turystów z różnych krajów.
Ilustracje: Bildarchiv Ostpreußen, bildarchiv-ostpreussen.de, Michaił Ogorodnikow
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

