/ Europa

I wojna światowa. Jak Rosjanie pod Olsztynem Paryż ratowali

Omówieniu przyczyn, dla których wybuchła I wojna światowa, która praktycznie zniszczyła cywilizację europejską — taką, jaką mogłaby się stać, gdyby nie doszło do tej katastrofy — można by poświęcić książkę, i to niejedną. Dlatego lepiej od razu przejść do czysto wojskowej strony zagadnienia. Jak dobrze wiadomo, Niemcy planowali najpierw szybko rozgromić i okupować Francję, a następnie całą potęgą uderzyć na Rosję. Nie mniej dobrze wiadomo i to, że Rosja nigdy nie odmawiała sojusznikom, gdy prosili o pomoc, choć oni, delikatnie mówiąc, nie zawsze odpłacali jej tym samym.

W ramach planu niemieckiego wszystkie główne siły wysyłano najpierw na front zachodni. Prus Wschodnich na pierwszym etapie wojny miała bronić tylko jedna słaba 8. Armia, obejmująca trzy korpusy armijne i jeden korpus rezerwowy. W ich skład wchodziło 11 dywizji piechoty (w tym 4 rezerwowe i 1 dywizja Landwehry, czyli w istocie pospolitego ruszenia), 3 brygady piechoty, 1 dywizja kawalerii. Naprzeciw nich stały dwie armie rosyjskie, 1. i 2. 1. Armia obejmowała cztery korpusy, w ich składzie było 11 dywizji piechoty (w tym 3 rezerwowe) i 5 dywizji kawalerii, 1 brygada strzelców i 1 brygada kawalerii. 2. Armia składała się z pięciu korpusów, w których skład wchodziło 8 dywizji piechoty i 3 brygady oraz 3 dywizje kawalerii. Po przeliczeniu na jednostki taktyczne przewaga Rosjan stawała się jeszcze wyraźniejsza: mieli 352 bataliony i 204 szwadrony wobec 178 batalionów i 24 szwadronów u Niemców. Przy tym wojska rosyjskie były niemal w całości regularne i zawodowe, niemieckie zaś w znacznej mierze rezerwowe i landwerowe.

Na początku wojny wszystko w zasadzie szło według planu niemieckiego, ich wojska szybko posuwały się w głąb Francji i już poważnie zagrażały Paryżowi. Oczywiście Francuzi i Anglicy poprosili Rosjan o pomoc. Naturalnie ci nie odmówili. W połowie sierpnia 1914 r., nie zakończywszy jeszcze mobilizacji, Rosjanie „na liczne prośby” sojuszników rozpoczęli ofensywę na Prusy Wschodnie.

1. Armia pod dowództwem generała Rennenkampfa, nacierając od wschodu, rozbiła Niemców pod Gumbinnen i ruszyła na Królewiec, 2. Armia pod dowództwem generała Samsonowa nacierała z Polski na północ, na zachód od Jezior Mazurskich.

I tu wszystko początkowo szło już według planu rosyjskiego — choćby dzięki przewadze liczebnej. Obie armie rosyjskie niespiesznie, ale pewnie posuwały się w głąb Prus Wschodnich. Doprowadziło to do tego, że dowódcy niemieckiej 8. Armii, generałowi Prittwitzowi, puściły nerwy: uznał położenie za beznadziejne i postanowił opuścić Prusy Wschodnie i wycofać się za Wisłę, by uratować swoją armię przed okrążeniem i zagładą. Wojska ruszyły na zachód, w tę samą stronę ciągnęły kolumny uchodźców. Wśród Niemców, wojskowych i cywilów, panowało przygnębienie, chwilami przechodzące w panikę.

Niestety szef niemieckiego Sztabu Generalnego Moltke podjął jedyną słuszną decyzję: odwołał niezdolnego do działania Prittwitza z 8. Armii, mianując na jego miejsce generała Hindenburga. Szefem sztabu przy nim został generał Ludendorff. Ci dwaj ludzie byli najzdolniejszymi spośród wszystkich niemieckich generałów. Natychmiast odwołali odwrót za Wisłę. Jednocześnie rosyjska 1. Armia, zadowoliwszy się sukcesami pierwszych dni, praktycznie się zatrzymała, znacznie ułatwiając tym samym położenie Niemców. A Hindenburg i Ludendorff postanowili przejść do kontrofensywy w celu okrążenia i zniszczenia 2. Armii. Plan ten był wyjątkowo ryzykowny: nawet nad samą 2. Armią rosyjską niemiecka 8. Armia nie miała przewagi liczebnej. Przy tym 1. Armia znajdowała się na tyłach Niemców, i to w bardzo niewielkiej odległości. Mimo to niemieccy generałowie całkowicie słusznie ocenili sytuację, jeśli chodzi o niemal zupełny brak współdziałania między obiema armiami rosyjskimi oraz bardzo słabe rozpoznanie i zaopatrzenie wojsk rosyjskich. Dlatego, pozostawiwszy przeciw Rennenkampfowi jedyną dywizję kawalerii, pozostałe wojska skierowali przeciw Samsonowowi. Jego 2. Armia nacierała w oderwaniu od tyłów (żołnierze po prostu głodowali), na zbyt szerokim froncie (ponad 120 km), a dowództwo praktycznie nie miało pełnego obrazu bieżącej sytuacji. Na dodatek Niemcy czytali rosyjskie radiogramy, nadawane otwartym tekstem.

Wreszcie powodzeniu ich działań bardzo sprzyjała dobrze rozwinięta sieć kolejowa Prus Wschodnich, zapewniająca szybki manewr siłami, o jakim Rosjanom nawet się nie śniło.

26 sierpnia Niemcy uderzyli na flankowe 1. i 6. korpus 2. Armii. Działania bojowe rozegrały się w rejonie miejscowości Stębark, Lidzbark, Dąbrówno, Rychnowo, Nadrowo, Waplewo, Orłowo, Gródki, Bartelsdorf, Szczytno, Jedwabno (pod Olsztynem, na terytorium dzisiejszej Polski).

Najpierw 6., a potem 1. korpus zaczęły chaotycznie się wycofywać, nie zawiadomiwszy nawet o tym swego bezpośredniego przełożonego Samsonowa i odsłaniając przy tym flanki 2. Armii. 1. Armia zaś w tym czasie nadal bardzo niespiesznie posuwała się prosto na zachód, na Królewiec, zamiast skręcić na południowy zachód, na pomoc 2. Armii. Koordynacji u Rosjan brakowało nie tylko między armiami, lecz także między korpusami jednej armii, co stanowiło bardzo silny kontrast z nienaganną pracą niemieckich sztabów.

Wskutek całkowitej dezorganizacji struktur dowodzenia 13. i 15. korpus 2. Armii nadal nacierały na północ, nic nie wiedząc o odwrocie flankowych 1. i 6. korpusu, i tym samym wpędzały się coraz głębiej w zorganizowany przez Niemców „kocioł”. Przy tym ani Samsonow, ani wyższe sztaby Armii Rosyjskiej nie mieli zupełnie pojęcia, co naprawdę dzieje się na froncie.

Dopiero rankiem 29 sierpnia Samsonow zaczął mniej więcej pojmować istotę wydarzeń, zareagował jednak w sposób skrajnie nieadekwatny — wyjechał do 15. korpusu, by na miejscu kierować jego dalszym natarciem, czyli dalszym „włażeniem do kotła”! Przy tym ostatecznie stracił wszystkie nici dowodzenia armią.

Niemcy odczuwali znaczny niedobór sił, przecież faktycznie mniejszymi siłami okrążali większe, co jest sprzeczne z kanonami sztuki wojennej. Ale chaos w dowodzeniu skazywał armię rosyjską na katastrofę nawet w tych warunkach.

Wieczorem 29 sierpnia Samsonow wydał rozkaz ogólnego odwrotu swojej armii, ale prawie do nikogo on nie dotarł, zresztą nie miał znaczenia, gdyż pierścień okrążenia praktycznie się zamknął.

Wojska rosyjskie były skrajnie wyczerpane, a rozpoczęty odwrót całkowicie je zdemoralizował. 30 sierpnia pierścień okrążenia zamknął się ostatecznie.

Samsonow, który znalazł się wraz z armią w „kotle”, człowiek odważny i uczciwy, ale nieudolny dowódca, zastrzelił się.

Straty Rosjan wyniosły do 30–40 tys. zabitych i do 90 tys. jeńców, Niemców — nie więcej niż 15 tys. ludzi. Rennenkampf nie tylko nie przyszedł Samsonowowi z pomocą, nie uderzając na tyły Niemców (choć jego kawaleria znajdowała się około 50 km od epicentrum bitwy pod Tannenbergiem), ale po rozgromieniu 2. Armii bez żadnego niemieckiego nacisku wycofał się z Prus Wschodnich, choć mógłby przynajmniej utrzymywać zajęte już do tego czasu terytorium niemieckie (Stallupönen, Gumbinnen, Tylża, Darkehmen, Wystruć, Wehlau, Tapiau — odpowiednio dzisiejsze Niestierow, Gusiew, Sowieck, Oziorsk, Czerniachowsk, Znamiensk i Gwardiejsk), przecież żadnej przytłaczającej przewagi liczebnej armia niemiecka nadal nie miała. I dopiero po zakończeniu operacji do Niemców przybyły posiłki z frontu zachodniego — dwa korpusy armijne i dywizja kawalerii. Hindenburgowi i Ludendorffowi nie były już potrzebne. W efekcie kosztem własnej katastrofy Rosjanie jednak pomogli sojusznikom. Najwidoczniej właśnie tych dwóch korpusów, które nie były już potrzebne do obrony Prus Wschodnich, zabrakło do zdobycia Paryża. Za to w 1915 r. Prusy Wschodnie stały się dla Niemców najważniejszym przyczółkiem, z którego wtargnęli do krajów nadbałtyckich i na Białoruś, pogarszając i tak już bardzo złe położenie armii rosyjskiej po przełomie gorlickim armii niemieckiej i austriackiej. W związku z tymi wszystkimi wydarzeniami nie sposób raz jeszcze nie wspomnieć zdrady Piotra III, który zwrócił Prusy Wschodnie Fryderykowi w czasie wojny siedmioletniej. Gdyby nie tamta zdrada, nie byłoby tych katastrof półtora stulecia później, a najpewniej nie byłoby i samej I wojny światowej.

Autor niniejszego artykułu jest przekonanym antykomunistą, nie może jednak nie zgodzić się ze znanymi komunistycznymi tezami propagandowymi: najpierw wojna rosyjsko-japońska, a potem I wojna światowa pokazały „całą zgniliznę carskiego samodzierżawia”. W Rosji na początku XX w. miał miejsce całkowity rozkład struktur zarządzania, całkowita utrata więzi między władzą a społeczeństwem. Więź sakralna się rozpadła, a instytucjonalnej nigdy nie stworzono. Państwo na niczym się nie opierało, dlatego też rozpadło się przy pierwszym silnym oddziaływaniu z zewnątrz.

Rozkład państwa w pełnej mierze dotknął także armii, jednej z najważniejszych instytucji państwowych.

Zagłada armii Samsonowa stała się szczególnym, ale najjaskrawszym przejawem tego procesu. Sama w sobie nie mogła doprowadzić do przegrania wojny w ogóle (tym bardziej na samym jej początku), ale miała ogromne znaczenie moralne dla obu stron i pokazywała, że Rosja nie ma szans na zwycięstwo, a jej upadek, który nastąpił w 1917 r., jest nieunikniony.

W sierpniu 1914 roku w Prusach Wschodnich Niemcy zwyciężyli w pełnym tego słowa znaczeniu „nie liczbą, lecz umiejętnością”, znakomicie realizując podstawową zasadę tego samego Suworowa, który tak nienawidził pruskich porządków wojskowych i tak nimi gardził. Wyszła bardzo złośliwa ironia losu.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.