Po raz trzeci katastrofa mogła nastąpić w 1700 r., po rozgromieniu armii rosyjskiej pod Narwą na samym początku wojny północnej. Potem Karol XII zamierzał ruszyć w głąb Rosji, na Nowogród, Psków, a następnie i na Moskwę. Był to bez wątpienia kolejny punkt zwrotny w naszej historii. Gdyby Karol zrealizował swój zamysł, mógłby całkiem prawdopodobnie odnieść sukces, wyprowadzić Rosję z wojny, okroić jej terytorium na północnym zachodzie i zmienić cara na jej tronie. Najważniejsze byłoby właśnie to ostatnie. Czym stałaby się Rosja bez Piotra I – dziś nie sposób nawet przypuszczać.
Na szczęście całkowicie słuszny ze szwedzkiego punktu widzenia plan Karola wynikał nie z zamysłów strategicznych, lecz przeciwnie, z młodzieńczej porywczości. Dlatego starzy, mądrzy generałowie odwiedli swojego króla od marszu na Moskwę. Byli przekonani, że pod względem wojskowym Rosja nie stanowi już żadnego zagrożenia, przy tym jest biedna i słabo zaludniona, odległości są tam ogromne, a dróg nie ma. O wiele wygodniej i przyjemniej było rozbijać Polskę, czym Szwedzi się zajęli, podpisując tym samym na siebie wyrok. Zaledwie 9 lat później dostali Połtawę, po której Rosja w ciągu jednego dnia przeszła w nową jakość geopolityczną, zyskując dzięki temu zupełnie nowe możliwości. W połowie tego samego XVIII w. tych właśnie nowych możliwości w najbardziej irytujący sposób nie wykorzystała w trakcie jednej z wielu zapomnianych wojen – siedmioletniej (1756–1763).
Wojnę tę można by z pełnym uzasadnieniem nazwać światową, ponieważ objęła nie tylko całą Europę, lecz toczyła się też w Ameryce (od Quebecu po Kubę) i Azji (od Indii po Filipiny). Po jednej stronie była koalicja Prus, Wielkiej Brytanii, Portugalii, po drugiej – Francji, Austrii, Hiszpanii i Szwecji. Ponadto w obu koalicjach było po kilka nieistniejących dziś państw. Ogólny przebieg tej wojny najlepiej opisać znanym rosyjskim powiedzeniem „Bez pół litra nie rozbierzesz”. Odpowiednio nie ma to też sensu, chodzi tu wyłącznie o Rosję.
Praktycznie od samego początku wojny Rosja, w której panowała wówczas Elżbieta Piotrowna, opowiedziała się po stronie Francji i Austrii. I to czyniło położenie Prus i sprzymierzonych z nimi państw niemieckich, delikatnie mówiąc, bardzo trudnym.
Wielka Brytania bowiem nie zamierzała walczyć na kontynencie, dla niej celem wojny było odebranie zamorskich kolonii Francji i Hiszpanii. Niemcy zaś znaleźli się w całkowitym okrążeniu przez trzy bardzo potężne mocarstwa, których siły łącznie były niemal trzykrotnie większe od ich sił. Jedyną przewagą króla pruskiego Fryderyka II (Wielkiego) była możliwość działania na wewnętrznych liniach operacyjnych, z szybkim przerzucaniem wojsk z jednego kierunku na drugi. Ponadto Fryderyk miał talent wodza i reputację niezwyciężonego.
Co prawda na początku wojny siedmioletniej Prusacy przegrali z Austriakami kilka bitew, ale zwycięstw odnieśli znacznie więcej. Ponadto zadali miażdżącą klęskę formalnie znacznie silniejszej armii francuskiej, po czym ich położenie przestało wydawać się beznadziejne.
Ale wtedy, jak pisał angielski historyk wojskowości i analityk Liddell Hart, „rosyjski »walec parowy« wreszcie rozgrzał kotły i potoczył się naprzód”. Latem 1757 r. wojska rosyjskie pod dowództwem feldmarszałka Apraksina wkroczyły do Prus Wschodnich. W sierpniu doszło do pierwszej poważnej bitwy między armią rosyjską a pruską pod nieistniejącą dziś wsią Gross-Jägersdorf na terytorium współczesnego obwodu kaliningradzkiego.
Do tego czasu o zwycięstwach Rosjan nad Szwedami wszyscy już niemal zapomnieli, armii rosyjskiej w Europie nie traktowano poważnie. I sami Rosjanie także nie traktowali siebie poważnie.
Tj. w pełni powtarzała się sytuacja, która miała miejsce w czasie wojny północnej przed bitwą pod Połtawą. Dlatego niemiecki korpus feldmarszałka Lehwaldta liczący 28 tys. ludzi śmiało zaatakował dwukrotnie liczniejszą armię Apraksina. I początkowo atak miał szanse powodzenia, ponieważ Rosjanie dopiero co przeprawili się przez rzekę Pregołę i przedzierali się przez lesisto-bagnisty teren w zupełnym nieładzie. W takiej sytuacji przewaga liczebna traciła wszelkie znaczenie. Sprawę uratowały jednak wyjątkowa nieustępliwość rosyjskiej piechoty, znakomita praca rosyjskiej artylerii i wreszcie niespodziewane uderzenie brygady generała majora Rumiancewa w skrzydło i tyły przeciwnika. Tego Prusacy nie wytrzymali i zaczęli się cofać, przy czym wkrótce odwrót przerodził się w ucieczkę. Armia pruska straciła w tej bitwie 1818 zabitych, 603 jeńców, kolejnych 303 ludzi zdezerterowało. Rosjanie stracili 1487 zabitych.
Tym bardziej zdumiewające było dalsze zachowanie Apraksina, który nie tylko nie rozwinął sukcesu, lecz zaczął się cofać i opuścił terytorium Prus Wschodnich. Za to słusznie postawiono go przed sądem, ale jeszcze przed wyrokiem zmarł na zawał serca.
W 1758 r. armię rosyjską objął generał feldmarszałek Fermor. Bardzo szybko zajął całe Prusy Wschodnie i odebrał od ich ludności przysięgę na wierność cesarzowej rosyjskiej. Wśród składających przysięgę był też wielki filozof Immanuel Kant, który przeżył całe swoje życie w Królewcu (Kaliningradzie). Następnie wojska rosyjskie ruszyły na Berlin. Główna bitwa kampanii 1758 r. rozegrała się, jak rok wcześniej, w sierpniu, pod wsią Zorndorf (dziś Sarbinowo w zachodniej Polsce). Rosyjskiej 42-tysięcznej armii przeciwstawiło się 33 tys. Prusaków pod dowództwem samego Fryderyka Wielkiego. Udało im się zajść Rosjan od tyłu i zaatakować „Korpus Obserwacyjny”, złożony wyłącznie z rekrutów. Ci jednak wykazali zdumiewającą nieustępliwość, dając całej armii rosyjskiej możliwość zmiany frontu i stoczenia z Fryderykiem bitwy czołowej. Która bardzo szybko przerodziła się w niekontrolowaną i niekierowaną walkę wręcz w tumanach kurzu.
Bitwa okazała się być może najkrwawszą w całej wojnie siedmioletniej.
Rosjanie stracili w zabitych i rannych 16 tys. ludzi, Prusacy – 11 tys.
Dalszych aktywnych działań obie armie prowadzić już nie mogły.
Mimo to kampanię jako całość wygrali Rosjanie. Nie zdołali zdobyć Berlina, ale Prusy Wschodnie pozostały w ich rękach. Położenie Prus ułatwiało jedynie to, że ich wojska przez cały rok skutecznie rozbijały Francuzów.
W 1759 r. u Rosjan znów zmienił się dowódca, został nim teraz generał-anszef Sałtykow. Decydujące wydarzenia kampanii znów rozegrały się w sierpniu (mogły się stać decydujące dla całej wojny, ale, niestety, się nie stały). Na terytorium Śląska (dziś to, znowu, Polska) armia rosyjska połączyła się z austriacką i stoczyła z Fryderykiem walną bitwę pod wsią Kunersdorf (Kunowice).
W tej bitwie Rosjanie mieli 41 tys. ludzi, Austriacy – 18 tys., Prusacy – 48 tys. Podobnie jak pod Zorndorfem, Fryderyk zdołał zajść Rosjan od tyłu, ale ci zdążyli zmienić front. Król pruski zastosował przeciw najsłabszemu, lewemu skrzydłu Rosjan swój popisowy wynalazek – atak szykiem skośnym, który dotąd skutecznie łamał obronę każdego przeciwnika. I początkowo pod Kunersdorfem wszystko także szło dla niego bardzo pomyślnie. Prusacy zdobyli jedno z panujących nad polem bitwy wzgórz i znaczną część artylerii sprzymierzonych. Dla Fryderyka zwycięstwo było tak oczywiste, że wysłał wiadomość o nim do Berlina. Zapomniawszy, że „Rosjanina nie wystarczy zabić, trzeba go jeszcze przewrócić” (sam to powiedział po Zorndorfie).
Jednak szturm na drugie panujące wzgórze Prusakom się nie udał. Piechota rosyjska okazała się ani trochę nie gorsza od pruskiej, szyk skośny ugrzązł w jej obronie. Wtedy do ataku rzucono kawalerię pruską pod dowództwem generała Seydlitza. Ona również uchodziła za najlepszą w Europie. Okazało się jednak, że kawaleria rosyjsko-kałmucka, znowu, wcale nie jest gorsza. Sałtykow dokładnie śledził przebieg walki, przerzucając odwody na potrzebne kierunki. Nie dostąpiwszy nawet 0,01% sławy Fryderyka, ograł go do cna właśnie jako wódz.
Pod wieczór rosyjski dowódca zrozumiał, że Prusakom skończyły się odwody,
po czym wydał rozkaz do natarcia, w wyniku którego armia Fryderyka
w jednej chwili rozpadła się i rozbiegła. Jedyny raz w całej wojnie.
W bitwie pod Kunersdorfem Rosjanie stracili 5614 zabitych, 703 zaginionych, Austriacy – odpowiednio 1446 i 447. Straty Prusaków wyniosły 6271 zabitych, 1356 zaginionych, 4599 jeńców, 2055 dezerterów. W rzeczywistości jednak po bitwie do dyspozycji Fryderyka pozostało nie więcej niż 3 tys. zdolnych do walki i wykonujących rozkazy żołnierzy i oficerów. Rosjanie odzyskali całą artylerię utraconą na początku bitwy, zabierając przy okazji pewną liczbę pruskich armat.
Bitwa stała się największą w całej wojnie siedmioletniej i jednym z najwybitniejszych zwycięstw armii rosyjskiej w całej jej historii (podwójnie wybitnym przez to, że odniesionym nie nad Turkami czy Persami, lecz nad najlepszą armią europejską). Wszyscy ocaleli uczestnicy bitwy otrzymali medal z napisem „Zwycięzcy nad Prusakami” (poniżej na zdjęciu).

Po wojnie pruscy emisariusze przez wiele lat jeździli po Rosji i za duże pieniądze wykupywali te medale, by wymazać z historii swoją katastrofę. Sądząc po tym, że dziś co najmniej 99% obywateli Rosji nie ma pojęcia o bitwie pod Kunersdorfem, emisariusze swoje zadanie wykonali z powodzeniem.
Zresztą do zniknięcia bitwy z pamięci narodu częściowo przyczyniło się to, że przyniosła nam absolutnie zerowe rezultaty polityczne, choć Rosjanom i Austriakom pozostawało po prostu zająć Berlin i podyktować przeciwnikowi warunki kapitulacji. Jednak „zaprzysięgli sojusznicy” pokłócili się o dalsze działania i nie przedsięwzięli w ogóle niczego, dając Fryderykowi możliwość odbudowania sił. W rezultacie bitwa pod Kunersdorfem rzeczywiście stała się przełomowa, tyle że zupełnie nie w tę stronę.
W październiku 1760 r. niewielkie siły rosyjskie i austriackie zdołały nawet zająć Berlin, jednak na bardzo krótko, przy zbliżaniu się głównych sił Fryderyka same się wycofały. Prusacy odnieśli jeszcze kilka zwycięstw nad Austriakami, jednak ich zasoby szybko się wyczerpywały. Wtedy jednak zmarła Elżbieta Piotrowna, a na początku 1762 r. na tron rosyjski wstąpił wielbiciel Fryderyka Piotr III. Który nie tylko zwrócił swemu idolowi wszystkie rosyjskie zdobycze (w pierwszej kolejności – Prusy Wschodnie), ale i wysłał rosyjski korpus, by walczył za Fryderyka przeciw Austriakom.
Zaledwie pół roku po koronacji Piotra obalono i zamordowano,
Katarzyna II odwołała korpus, który nie zdążył nawet powalczyć, z powrotem, ale do wojny już
nie przystąpiła. Dzięki temu wojna zakończyła się zwycięstwem koalicji angielsko-pruskiej.
W pierwszej kolejności – dzięki zajęciu przez Anglię większości francuskich posiadłości kolonialnych w Ameryce Północnej i Indiach. Ale i Prusy, wbrew wszelkim początkowym oczekiwaniom, nie poniosły żadnych strat terytorialnych w Europie.
Rosja pod względem politycznym nic z wojny nie zyskała i nic nie straciła, pozostając „przy swoim”. Pod względem wojskowym armia rosyjska jako jedyna nie poniosła ani jednej porażki, odnosząc jedno prawdziwie wybitne zwycięstwo, i tym samym po raz pierwszy w swojej historii dała się poznać jako jednoznacznie najlepsza w Europie, a co za tym idzie, w odniesieniu do tamtej epoki – na świecie w ogóle. Zresztą nie dało nam to nic poza moralną satysfakcją.
Z punktu widzenia długofalowych skutków historycznych wojna siedmioletnia okazała się dla nas, biorąc pod uwagę utracone możliwości, prawdziwie tragiczna. Gdyby Prusy zostały rozgromione (a po Kunersdorfie było to faktem dokonanym), nie mogłyby stać się „zbieraczem ziem niemieckich” i najprawdopodobniej zjednoczone Niemcy, które w XX wieku rozpętały dwie wojny światowe, po prostu by nie powstały. A nawet gdyby powstały, byłyby znacznie słabsze. Ponadto, gdyby Prusy Wschodnie pozostały w składzie Rosji, I wojna światowa, nawet gdyby w ogóle się zaczęła, potoczyłaby się zupełnie inaczej. Nie byłoby katastrofy armii Samsonowa, dla armii rosyjskiej od razu otwierałaby się prosta i krótka droga na Berlin. Dlatego można śmiało powiedzieć, że pierwszy krok ku katastrofie 1917 r. został zrobiony nazajutrz po triumfie pod Kunersdorfem.
Nawiasem mówiąc, po zwróceniu przez Piotra III Prus Wschodnich Fryderykowi wielki filozof Kant nie złożył ponownie przysięgi królowi, oświadczając, że przysięgę składa się tylko raz. Można uznać, że pozostał poddanym rosyjskim do końca życia. Dlatego jego obecny kult w obwodzie kaliningradzkim jest całkiem logiczny: to naprawdę nasz wielki rodak.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

