/ Gdańsk

Z Gdańska do Danzig i z powrotem

Z Gdańska do Danzig i z powrotem

Nad miastem o tysiącletniej historii wstaje nowy świt. Po lewej wznosi się potężna bryła kościoła Mariackiego, pośrodku ratusz Głównego Miasta, na pierwszym planie oświetlona latarniami ulica Piwna.

Połączony z Gdynią i Sopotem w Trójmiasto i odbudowany po najbardziej niszczycielskiej wojnie w dziejach ludzkości, Gdańsk — morska stolica Polski — znów jawi się w całej swojej okazałości. Bywały jednak w historii Gdańska-Danzigu także czarne dni...

Pamięci Pawła Adamowicza —

prezydenta Gdańska, człowieka, który oddał życie

służbie swojemu miastu i jego mieszkańcom.




NA POCZĄTKU BYLI LUDZIE

Zaledwie jakieś 13–14 tysięcy lat temu w miejscu Morza Bałtyckiego rozciągał się lodowiec. Wiele słodkiej i słonej wody upłynęło od tamtej pory, aż i na te brzegi przybyli ludzie. Na swoje chaty wybierali miejsca chronione przed powodziami i nadmierną suszą. Nauczyli się wytwarzać kamienne narzędzia i krzesać ogień za pomocą krzemienia. Uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, łowili ryby i polowali na foki. Zdobili się bursztynem. Starożytne, prawdopodobnie germańskie plemiona, które osiedliły się na bałtyckim wybrzeżu, święcie wierzyły w magiczną moc kamienia słonecznego i wyrabiały z niego amulety — figurki zwierząt i bóstw.

W epoce brązu (3500–1200 p.n.e.) osad było już więcej. Bardziej znaczące są też znaleziska archeologiczne z tego okresu, odpowiadające prawdopodobnie nordyckiej kulturze Pomorza i północy Prus Wschodnich. Miejsce pochówków kurhanowych zajęły zbiorowe obiekty grzebalne, charakterystyczne dla Germanów. Kto by pomyślał, że fakty te pewnego dnia doprowadzą do tragicznych następstw. W 1919 roku Cesarstwo Niemieckie będzie nimi wymachiwać przed uczestnikami traktatu wersalskiego.

Danziger BuchtZatoka Gdańska. Ilustracja Gustava Schönlebera (niem. Gustav Schönleber; 1851–1917) z książki „Wędrówki po wybrzeżach Morza Północnego i Bałtyckiego” (Küstenfahrten an der Nord- und Ostsee).

Z okresu halsztackiego (mniej więcej od 900 do 400 r. p.n.e.) — na przełomie epok brązu i żelaza — obok zwykłych pochówków odnaleziono gliniane urny z prochami. Na ceramice widnieją wizerunki ludzkich twarzy. Od połowy do końca XIX wieku odkryto tu około dwóch tysięcy grobów, z których połowę stanowią pochówki ciałopalne. Znaleziska z tego okresu — pęsety, igły, kolczyki z zawieszkami itp. — dokładnie odpowiadają znaleziskom ze Skandynawii, Danii i północnych Niemiec. Nawet słowiańscy badacze, jak pisali niemieccy politycy na początku XX wieku, nie odważyli się zaprzeczyć germańskiemu charakterowi tej kultury i bliskiemu pokrewieństwu plemion germańskich i skandynawskich.

U schyłku okresu halsztackiego wszystko zmieniło się nie do poznania. Dotychczasowa cywilizacja przerwała się, by ustąpić miejsca nowej — kulturze lateńskiej. Osady przypominały już raczej twierdze, pojawiły się zaczątki miast, które pod koniec epoki przekształciły się w duże ośrodki handlu i rzemiosła.

Niemal zupełnie zniknęły pochówki kurhanowe, przeważała kremacja. Zmieniły się też przedmioty codziennego użytku. Z żelaza wyrabiano broń — sztylety, miecze. Hełmy lateńskie przybrały teraz kształt półkuli z pustymi w środku rogami. Zmienił się rząd koński, pojawiły się podkowy. Przybyli w te strony Celtowie nie tylko jeździli wierzchem, lecz także podróżowali wozami. Wraz z pojawieniem się koła garncarskiego naczynia gliniane zyskały bardziej regularne kształty. Bardziej wytworne i różnorodne stały się również ozdoby: naszyjniki, korale, bransolety z bursztynu. Wiara w jego magiczną moc z biegiem wieków tylko się umacniała. Powstały lądowe „szlaki bursztynowe”, które biegły wzdłuż głównych rzek, w tym Wisły, i prowadziły na południe — w stronę Morza Czarnego, do Rzymu i Grecji.

Celtowie

Plemiona celtyckie ukształtowały się w pierwszej połowie I tysiąclecia p.n.e. w dorzeczach Renu i górnego Dunaju. Autorzy antyczni nazywali ich Galami — od greckiego Γαλάται lub łacińskiego Galatae. Celtowie uchodzili za jeden z najbardziej wojowniczych ludów Europy. Aby zastraszyć wroga, przed bitwą wydawali ogłuszające wrzaski. W I tysiącleciu p.n.e. Celtowie jako pierwsi zaczęli stosować metalowe obręcze, by wzmocnić koła swoich rydwanów. W mitologii starogreckiej eponimem Celtów jest syn Heraklesa lub Polifema. Gdy Herakles wracał z Erytei z krowami Geriona, przybył do króla Bretannosa. Jego córka Keltine zakochała się w Heraklesie i ukryła krowy. W zamian za ich zwrot zażądała, by odwzajemnił jej miłość. Herakles się zgodził, a Keltine urodziła mu syna Keltosa, od którego imię wziął lud Celtów. A celt to także rodzaj starożytnej siekiery.

Podstawą gospodarki plemiennej okresu lateńskiego (500–1 p.n.e.) było rolnictwo. Ziemia zachowała wiele elementów narzędzi rolniczych, a także monety, które Celtowie sami wybijali do rozliczeń z sąsiednimi plemionami. Handel był okazją do poznawania się, zbliżenia i przenikania się różnych kultur. I najwyraźniej zbliżyły się one tak bardzo, że sąsiedzi stopniowo zaczęli wypierać plemiona germańskie z zamieszkanych i zagospodarowanych przez nie ziem. Na początku XX wieku niemieccy ideolodzy bardzo poważnie zajmowali się poszukiwaniem przyczyn tego niezrozumiałego dla nich zjawiska. Z braku źródeł pisanych, wyłącznie na podstawie dostępnych artefaktów doszli do wniosku, że w ostatnich stuleciach przed naszą erą doszło do wielkiej wędrówki na te ziemie ze Skandynawii i pobliskich wysp. Wśród przybyszów byli Burgundowie — po raz pierwszy wspomniał o nich Pliniusz w swojej cudem zachowanej „Historii naturalnej”. Prawdopodobnie byli wśród nich także wschodniogermańscy Rugiowie, którzy przemieścili się w rejon Zatoki Gdańskiej i których z kolei wyparli Goci i Gepidowie. Ci ostatni zajęli wysepkę w ujściu Wisły i nazwali ją Gepedoios. Być może tak właśnie było — dokumenty z tamtej epoki niestety się nie zachowały.

O plemionach zamieszkujących tereny wybrzeża starożytni historycy oczywiście pisali. Pytanie tylko, na ile wiarygodne są te informacje. Szczególnie dociekliwy Johann Aphagen (Johann Aphagen) sięgnął w swoich badaniach aż do czasów perskiego króla Dariusza I Histaspesa, panującego w latach 522–486 p.n.e., i przedstawił własną wersję, powołując się na najwcześniejszego rzymskiego geografa Pomponiusza Melę, autora dzieła „Opis świata”. Ten wspomniał o ludzie, który zamieszkiwał ziemie u ujścia Wisły do morza i nazywał siebie Teutonami (wojownikami) lub Hermionami. Tam też, na obfitującym w zalewowe łąki terenie nad brzegiem zatoki, założono miasto Hermionia. Aphagen doszedł do wniosku, że Hermionowie to ci sami Goci, czyli Germanie. Tej wersji uchwycił się pochodzący z Prus Wschodnich Friedrich August Vossberg, numizmatyk i urzędnik bankowy. W swojej pracy śmiało oświadczył, że to właśnie te plemiona, o których opowiedział starożytny historyk, dały początek przyszłemu niemieckiemu Danzigowi, a nie polskiemu Gdańskowi. Za działalność na rzecz Cesarstwa Niemieckiego Vossberg został odznaczony Orderem Korony, Orderem Domu Hohenzollernów oraz Złotym Medalem za Naukę i Sztukę.

Pierwsze wieki naszej ery upłynęły na terenach dolnej Wisły pod znakiem wielkiej wędrówki ludów. I niemieccy tropiciele znów zabrali się do poszukiwań — tym razem próbowali odnaleźć na ziemiach nadwiślańskich ślad słowiański. Słowianie rzeczywiście tu mieszkali. Do X wieku istniało sporo ich osad, na co wskazują znaleziska archeologiczne.

Germanie nazywali swoich sąsiadów — Słowian połabskich, Serbów łużyckich i Kaszubów, którzy do dziś zamieszkują Pomorze — Wendami.

W próbach dowiedzenia swojego bezpośredniego związku z tymi pradawnymi ziemiami niemieccy historycy napisali całe biblioteki. Szczególnie w obronie niemieckich praw do Prus wsławił się pochodzący z Tylży niemiecki filolog, profesor archeologii germańskiej Uniwersytetu Berlińskiego, najsłynniejszy badacz okresu prehistorycznego i twórca „metody archeologii osadniczej” Gustaf Kossinna. Jego idee były bliskie ideologii narodowosocjalistycznej. Obronił rozprawę doktorską „Najstarsze górnofrankijskie zabytki piśmiennicze”, opublikował kilka książek o pochodzeniu ludów germańskich. A nawet — by pobudzić zainteresowanie tym tematem — założył „Niemieckie Towarzystwo Prehistorii”.

Jego zdaniem ludy germańskie stanowią tożsamość narodową z historycznym prawem do terytorium, które zamieszkiwały od niepamiętnych czasów. W ten sposób usprawiedliwiano późniejsze zagarnięcie przez nazistów terytoriów europejskich. Dotyczyło to przede wszystkim Polski. Pewnego dnia Kossinnie przyszło do głowy, że powinna ona być częścią Cesarstwa Niemieckiego. W 1919 roku Kossinna wysłał na konferencję wersalską swoją książkę „Kraj nad Wisłą — prastara ojczyzna narodu niemieckiego”, by dowieść, że wszystkie ziemie, na których znaleziono germańskie artefakty, są częścią dawnego terytorium Niemiec i nie wolno ich przekazać Polsce.

Vita sancti AdalbertiFragment rękopisu Vita sancti Adalberti z pierwszą wzmianką o Gdańsku.

Na tej samej podstawie wysunął swoją niedorzeczną teorię, jakoby już w epoce brązu istniała nordycka rasa aryjska, której potomkami są współcześni Niemcy. Rasa ta miała pod każdym względem przewyższać intelektualnie wszystkie pozostałe, a jej wędrówka z północy na południe – odmienić bieg całych dziejów świata. Kossinna kategorycznie zaprzeczał też istnieniu osad słowiańskich.

Wendowie

Wendami Germanie nazywali wszystkie sąsiadujące z nimi plemiona słowiańskie. Wendowie (inaczej Wenedowie, Wenetowie) zajmowali niegdyś część obszaru dzisiejszych Niemiec między Łabą a Odrą. Państwo wendyjskie, istniejące na wybrzeżu Bałtyku mniej więcej od 1040 do 1129 roku, było wczesnofeudalnym państwem Słowian połabskich – Bodrytów-Obodrytów, Wieletów-Lucicieli i Pomorzan. W literaturze rosyjskiej Wendów zwykło się nazywać Łużyczanami lub Serbami łużyckimi. W Niemczech ochroną języka i kultury tego ludu zajmuje się od 1991 roku Fundacja na rzecz Narodu Łużyckiego.

Polscy archeolodzy dowiedli jednak czegoś przeciwnego: na ziemi gdańskiej już trzy tysiące lat temu, w okresie długotrwałych i licznych migracji, istniało grodzisko słowiańskie. W VI–VII wieku stałe osady przybierały postać umocnionych grodów, znanych z wykopalisk również w okolicach Gdańska – w Sopocie, Oliwie, Chmielnie i innych miejscowościach. Łącznie na Wybrzeżu Gdańskim archeolodzy odkryli około 50 takich grodów, przez które wiódł starożytny „szlak bursztynowy”. Wśród znalezisk są monety arabskie, greckie, rzymskie i bizantyjskie. Ptolemeusz w swojej „Geografii” nazwał Zatokę Gdańską Słowiańską.

Konrad Jażdżewski, który kierował wykopaliskami w 1948 roku, potwierdził, że gród gdański powstał w latach 970–980. Jego następca Andrzej Zbierski zdołał zaś wyznaczyć granice osady. Badaczom udało się ustalić, że gród gdański jest „materialnym potwierdzeniem polityki państwowej polskiego króla Mieszka I, który przyłączył do swoich władztw Pomorze Gdańskie i Szczecińskie”.

Wykopaliska wykazały również, że gród ten znajdował się w rejonie ulic Grodzkiej, Rycerskiej i Sukienniczej, a jego zarys wyznaczał nieregularny kształt wyspy między ujściami Motławy i Wisły.

Brzegi wyspy umocniono 10-metrowymi wałami usypanymi z bali i ziemi, o typowej dla Słowian konstrukcji hakowej. Pełniły one nie tylko funkcję obronną, lecz także chroniły przed naporem wody. Do drewnianych pomostów po zewnętrznej stronie wałów przybijały statki kupieckie.

Powierzchnia grodu nie przekraczała dwóch hektarów. Ludność (zaledwie około 1200 osób) trudniła się głównie rybołówstwem i rzemiosłem. Piątą część grodu oddzielono wałem ziemnym na siedzibę księcia. Całkiem możliwe, że właśnie taki Gdańsk zastał w 997 roku biskup praski Wojciech Adalbert z potężnego czeskiego rodu książęcego Sławnikowiców. Wysłał go tu pierwszy król Polski Bolesław Chrobry w asyście drużyny wojów, by głosił chrześcijaństwo, i jeszcze w tym samym roku poniósł on śmierć męczeńską z rąk pogańskich Prusów. Ciało Wojciecha Bolesław wykupił za tyle złota, ile ważyło. Benedyktyn z klasztoru na Awentynie Jan Kanapariusz opisał jego pobyt w „urbs Gydannyzc” (grodzie gdańskim), gdzie święty miał nawrócić pomorskich pogan na wiarę Chrystusową. To pierwsza pisemna wzmianka o mieście, którego mieszkańcy nazywali siebie Pomorzanami (ci, co nad morzem).

Adalbertus PragensisMęczeńska śmierć świętego Wojciecha w Prusach. Fragment Drzwi Gnieźnieńskich katedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gnieźnie, gdzie przechowywane są fragmenty jego relikwii.

Na dobre miasto i port zaczęły się rozwijać w drugiej połowie X wieku, u zarania „ery bursztynowej świetności”. Wydobywać bryłki bursztynu wolno było wówczas wyłącznie za zgodą władzy książęcej, która miała na to monopol. Z kamienia wyrabiano amulety i ozdoby, a po ochrzczeniu ludności przez świętego Wojciecha (zwanego też Vojtěchem – w Czechach i Adalbertem – w Prusach) zaczęto robić z bursztynu krzyżyki noszone na piersi. Wyroby miejscowych rzemieślników eksportowano do Flandrii, a później także do innych krajów.

Święty Wojciech

Pierwszy misjonarz chrześcijański, który próbował głosić Ewangelię w Prusach, urodził się około 956 roku w rodzinie miejscowego księcia w Libicach nad Cidliną (Czechy). W dzieciństwie ciężko chorował i w nadziei na uzdrowienie położono go na ołtarzu Najświętszej Marii Panny. Przed ołtarzem rodzice ślubowali, że jeśli syn wyzdrowieje, przeznaczą go do stanu duchownego. Powrót dziecka do zdrowia uznano za cudowny znak. W Libicach młodzieniec poznał Adalberta z Magdeburga, który udzielił mu pierwszego bierzmowania. A gdy Vojtěch – takie imię otrzymał na chrzcie – skończył 15 lat, rodzice wysłali chłopca na naukę do klasztoru w Magdeburgu. Tu, w Magdeburgu, Vojtěch przyjął drugie bierzmowanie i imię swojego duchowego opiekuna, Adalberta. W ciągu niezbyt długiego życia, oddanego żarliwej służbie Kościołowi, zdążył być biskupem Pragi, założył pierwszy w Czechach klasztor męski, przyczynił się do powstania zakonów, lecz ostatecznie musiał uciekać do Rzymu, skąd przeniósł się najpierw na Węgry, a potem do Polski, gdzie zasłynął i doznał czci jako święty Wojciech.

Śmierć z rąk pruskich pogan Adalbert poniósł w kwietniu 997 roku. Według współczesnego kalendarza śmierć świętego przypada na 28 kwietnia. Rozbieżności w źródłach można tłumaczyć także tym, że w X wieku rok liczono niekiedy od Wielkanocy do Wielkanocy.

W XI wieku w Gdańsku rozkwitały rozmaite rzemiosła i kwitł handel. Wagi, monety – nie tylko polskie, lecz także duńskie, angielskie i niemieckie – naczynia na wino z Wołynia, tkaniny bizantyjskie, szkło z Nadrenii, pochwy na miecze ze Szwecji to zaledwie drobna część przedmiotów odnalezionych podczas wykopalisk.

WŁADZA ZAKONU KRZYŻACKIEGO

W XII wieku Gdańsk był już dość ludną osadą z placem targowym, przystanią, murem miejskim i paroma setkami gospodarstw. W 1263 roku książę pomorski Świętopełk II Wielki nadał mu prawa miejskie lubeckie. W 1282 roku doszło do wydarzenia, które pociągnęło za sobą zjednoczenie ziem polskich: piąty i ostatni książę Pomorza Gdańskiego Mściwój II, syn Świętopełka II, przekazał swoje ziemie księciu wielkopolskiemu Przemysłowi II. Jednak oprócz miejscowych książąt do księstwa pomorskiego rościli sobie pretensje także margrabiowie brandenburscy i królowie polscy. W 1294 roku Przemysł objął władzę nad Pomorzem, lecz dwa lata później zginął z rąk Brandenburczyków. Jego następcą został książę polski Władysław I Łokietek.

W sierpniu 1308 roku wojska margrabiów brandenburskich – Ottona IV i Waldemara – wtargnęły na Pomorze Wschodnie i do końca września zajęły Gdańsk. Kierujący obroną miasta namiestnik królewski Bogusza nie zdołał własnymi siłami odeprzeć ataku nieprzyjaciela. Władysław Łokietek, zaabsorbowany innymi sprawami, odmówił pomocy, lecz upoważnił Boguszę, by sam zwrócił się o wsparcie do wielkiego komtura zakonu krzyżackiego Henryka von Plötzkau, zastępującego wówczas wielkiego mistrza Zygfryda von Feuchtwangen, i obiecał za tę przysługę sowite wynagrodzenie. 100 rycerzy i 200 pieszych przybyło do Gdańska w połowie października 1308 roku.

Garnizony książęcy i zakonny umówiły się, że podzielą między siebie po równo obowiązki strzeżenia zamku, co ze strony Polaków było wielce nieprzezorne. Krzyżacy swoje zadanie wykonali, lecz zapłaty nie otrzymali – skarbiec książęcy był pusty. Zakon jakby tylko na to czekał. Sam był gotów zapłacić za te ziemie. Zapewne nie tyle zależało mu na pieniądzach, ile na pretekście, by zagarnąć Pomorze z ośrodkiem w Gdańsku, co dawało ogromne korzyści gospodarcze i polityczne. Rzecz jasna, rycerze nie mogli przepuścić tak dogodnej chwili, by rozwiązać dawny „problem polski” – zdobyć kontrolę nad bałtyckim portem, niezwykle cennym dla wywozu zboża z oddalonych od morza ziem pruskich.

14 listopada 1308 roku rycerze zajęli Gdańsk, spalili go i wymordowali niemal wszystkich mieszkańców. Pogrom urządzony przez Krzyżaków przeszedł do historii jako „rzeź Gdańska”.

Ale to tylko jedna z wersji. Dane o liczbie ofiar w źródłach historycznych znacznie się różnią. Polska oświadczyła przed sądem papieskim, że zginęło dziesięć tysięcy ludzi. Zakon utrzymywał, że żadnej rzezi w ogóle nie było. Zginęło zaledwie 16 rozbójników, wydanych przez samych mieszczan. Winą za spalenie miasta Krzyżacy również obarczyli miejscowych mieszkańców.

W 1309 roku Zakon zawarł z Brandenburgią układ w Myśliborzu i odkupił od niej Pomorze wraz z Danzigiem za 10 tysięcy grzywien srebra.

W tym samym 1309 roku Siegfried von Feuchtwangen przeniósł swoją rezydencję z Wenecji do krzyżackiego zamku w Malborku, który rycerze założyli nad Nogatem, w delcie Wisły, już w 1274 roku. W ten sposób zakon krzyżacki zyskał wszystkie cechy pełnoprawnego państwa – z jednolitym terytorium i stolicą w Malborku.

Karte von DanzigFragment planu centralnej części Gdańska (1615). Całą mapę w wysokiej rozdzielczości można obejrzeć lub pobrać pod tym linkiem.

Biskupi magdeburscy zachęcali osadników do zasiedlania opustoszałych ziem słowiańskich. W delcie Wisły, na stale zalewanych nizinach i nieużytkach, osiedlili się rolnicy flamandzcy, holenderscy i dolnoniemieccy, którzy mieli doświadczenie w osuszaniu i zagospodarowywaniu torfowisk. Przybysze przede wszystkim wznieśli wały, groble i kanały odwadniające. Tutejsze ziemie leżały znacznie poniżej poziomu morza. W 1350 roku prace zostały ukończone. W tym czasie okolice Gdańska i Malborka aż po Elbląg zamieszkiwali już głównie Niemcy. Nieliczna pozostała ludność miejscowa uległa germanizacji.

Zakon krzyżacki

Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie

Zakon rycerski założony w 1190 r. w Palestynie, znany przede wszystkim z podboju ziem pruskich i utworzonego na nich państwa zakonnego (1309–1525). Od końca XIII w. pozostawał w konflikcie zbrojnym z Litwą i Polską. W 1410 r. poniósł klęskę w bitwie z wojskami polsko-litewskimi pod Grunwaldem i utracił znaczne terytoria. Po porażce w wojnie trzynastoletniej (1454–66) stał się lennikiem Polski. Jako twór państwowy przestał istnieć w 1525 r., gdy powstało Księstwo Pruskie. W formie nominalnej istnieje do dziś.

W okresie panowania zakonu krzyżackiego Gdańsk przeżył niespotykany wcześniej rozkwit gospodarczy i polityczny, czemu zresztą nie zaprzeczają nawet współcześni historycy polscy. Terytorium powiększyło się o nowe ziemie i nową ludność. Wznoszono budynki i budowle inżynieryjne. Na sztucznej wyspie na kanale Raduni rycerze zbudowali murowany młyn – największy wówczas w Europie. Kamienie młyńskie poruszało dwanaście kół. Po pożarze w 1391 roku młyn przebudowano i odtąd napędzało go już osiemnaście kół. Wielki Młyn (tak właśnie nazywali go Krzyżacy) – z oficyną i wysokim strychem, służącym do przechowywania ziarna i mąki – przynosił ogromne zyski. Zaopatrywał miasto w ziarno i mąkę, a także w chleb – we wschodniej części budynku mieściła się piekarnia.

Bajecznie zasilał skarbiec również handel bursztynem. Sprzedawano go do Brugii, Lubeki, Amsterdamu, Antwerpii, Kolonii, Norymbergi i Wenecji. Składy bursztynu były pilnie strzeżone. Za ukrywanie znalezionych bryłek groziły kary, z szubienicą włącznie. Cały urobek należało oddawać tak zwanym „bursztynowym panom”. Cały bursztyn trafiał do Lubeki i Gdańska, gdzie obrabiali go tak zwani „paternostermacherzy”, dosłownie „wytwórcy różańców”. Byli to członkowie cechu i tylko oni mieli prawo obrabiać bursztyn.

W 1343 roku zakon nadał miastu rozpowszechnione wówczas na Pomorzu prawo chełmińskie. Regulowało ono nie tylko zasady stosunków między ludnością a administracją krzyżacką, lecz także określało miejsca połowów, granice terenów przekazanych mieszczanom na potrzeby gospodarcze, wysokość czynszu itp. Szczegółowo opisano w nim również prawa zakonu krzyżackiego jako „władcy całych Prus”.

Szczególną uwagę poświęcono zagwarantowaniu rycerzom prawa do polowania na bobry oraz zakazowi połowu ryb słodkowodnych niewodem. Ponadto Krzyżakom przysługiwała łopatka z każdej zwierzyny upolowanej przez mieszczan, a także prawo pobierania opłaty za przeprawę ludzi przez Wisłę.

Prawo chełmińskie wyznaczało granice miasta, zezwalało na budowę fortyfikacji i dawało mieszczanom prawo do samorządu. Po jego przyjęciu trapezowaty obszar miasta nazwano Głównym Miastem (Rechte Stadt lub Urbs Principalis). W tym samym czasie wybrano miejsce pod budowę kościoła Najświętszej Marii Panny. Prawdopodobnie to jego położenie sprawiło, że miasto ma nieregularny kształt, z szerokimi równoległymi ulicami biegnącymi ku rzece i przecinającymi je wąskimi przejściami. Brakuje tu też podstawowego elementu średniowiecznego miasta – głównego placu targowego. Zastąpiły go długa ulica Długi Targ i nabrzeże Motławy.

Po nadaniu praw miejskich rozpoczęto wznoszenie murów obronnych. Krzyżakom wydały się one jednak zbyt słabe, przystąpili więc do budowy nowego pierścienia murów, wzmocnionego dwudziestoma basztami.

Ernst Kolbe St.Marien in Danzig„Kościół Mariacki w Gdańsku”. Ernst Kolbe, 1928.

W 1361 roku Gdańsk wstąpił do Związku Miast Hanzeatyckich. Wśród największych z nich istniał podział ról: główne miasto Hanzy, Lubekę, nazywano składem, Bremę – kluczem, ponieważ zawierano tu największe transakcje, Hamburg – zamkiem, czyli punktem przeładunkowym. Gdańsk zaś porównywano do lwa strzegącego hanzeatyckich spichrzy. Hanza, jako konfederacja wielu miast i regionów, powstała w celu wspólnego handlu na morzu i lądzie, ochrony interesów kupców oraz walki z piratami i rozbójnikami. Gdańsk pozostawał w związku hanzeatyckim aż do jego rozpadu, gdy wojna trzydziestoletnia 1618–1648 niemal całkowicie zniszczyła niemiecki handel i żeglugę. Poza tym szlaki handlowe zaczęły się wówczas przesuwać ku Atlantykowi i na zachód Europy.

Dla Słowian Europy Wschodniej zakon krzyżacki stanowił największe zagrożenie. Wielkie Księstwo Litewskie w sojuszu z Królestwem Polskim dążyło do odzyskania ziem zagarniętych przez agresywnego sąsiada. Krzyżakom natomiast zależało na ich utrzymaniu. Zderzenie interesów doprowadziło do wojny, którą nazwano wielką (1409–1411).

Rozstrzygająca bitwa wielkiej wojny rozegrała się 15 lipca 1410 roku między Stębarkiem a Grunwaldem i zakończyła się pogromem Krzyżaków. Król polski Władysław Jagiełło, protoplasta wielkiej dynastii królewskiej Jagiellonów, odnotował, że „wśród niezliczonych zabitych ponieśliśmy niewielkie straty... Zgładziliśmy wielkiego mistrza, … wielu komturów, zmuszając pozostałych do ucieczki... Pościg trwał na przestrzeni dwóch mil. Wielu potopiło się w jeziorach i rzekach, wielu zabito, tak że liczba ocalałych jest bardzo niewielka”.

Zamek Marienburg (Malbork)

Największy średniowieczny zamek ceglany na świecie, jeden z wzorcowych przykładów gotyku ceglanego, obiekt światowego dziedzictwa ludzkości, od którego wzięło początek polskie miasto o tej samej nazwie; w latach 1309–1456 był siedzibą wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego. Iglicę jednej z najbardziej znanych baszt zamku – Baszty Maślankowej (Baszta Maślankowa) – zdobi chorągiewka w kształcie kobiety ubijającej masło w maselnicy. Według legendy nazwa baszty wiąże się z nadmiernie wysokim dla mieszczan podatkiem od masła – rycerze uwięzili niezadowolonych mieszkańców właśnie w tej baszcie.

Po grunwaldzkiej katastrofie resztki sił zakonnych zamknęły się w głównym zamku w Malborku, pod którego mury wojska polskie podeszły dopiero dziesięć dni po bitwie. W tym czasie Krzyżacy zdążyli przygotować się do odparcia oblężenia. Jan Długosz, polski historyk i dyplomata, miał powody, by ubolewać, że „wspaniałe i pamiętne zwycięstwo grunwaldzkie spełzło na niczym i obróciło się niemal w pośmiewisko...” 1 lutego 1411 roku podpisano pierwszy pokój toruński, na mocy którego mistrz i zakon mieli zapłacić Królestwu Polskiemu 100 tysięcy szerokich groszy praskich. Król z kolei zobowiązał się zwrócić wszystkie zamki zdobyte prawem wojny na ziemiach pruskich i wycofać z nich wojska polskie. Ponadto, zgodnie z warunkami traktatu, Krzyżakom zwrócono wszystkich jeńców wziętych do niewoli w bitwie pod Grunwaldem i we wszystkich późniejszych starciach. Podpisaniem pokoju toruńskiego zakończyła się wielka wojna. Zdaniem Długosza nie przyniosła ona Królestwu Polskiemu żadnych korzyści. Ale to tylko na pierwszy rzut oka.

Po klęsce pod Grunwaldem nieustannie pojawiające się problemy wewnątrz samego zakonu stopniowo prowadziły do jego rozpadu. Jego prestiż spadł tak bardzo, że nowi ochotnicy nie chcieli zasilać przerzedzonych szeregów Krzyżaków.

Najbardziej podkopał prestiż zakonu upadek obyczajów w jego klasztorach, z którego drwiło całe społeczeństwo. Ratunkiem przed wszystkimi nieszczęściami byłoby przywrócenie krajowi pomyślności finansowej. Majątki ziemskie buntowały się przeciwko niebotycznym podatkom. Kupcy skarżyli się, że po Grunwaldzie muszą płacić coraz więcej, a otrzymują coraz mniej ochrony. Próba stłumienia protestów mieszczan i świeckiej szlachty przyniosła Krzyżakom katastrofalne skutki. Wojna trzynastoletnia lat 1454–1466, zwana też wojną miast, praktycznie dobiła Krzyżaków. W jej wyniku zakon stawał się lennikiem króla polskiego i zrzekał się roszczeń do Gdańska.

19 października 1466 roku w Toruniu zawarto między zakonem krzyżackim a Królestwem Polskim drugi pokój toruński, który zakończył wojnę trzynastoletnią. Na mocy traktatu Polsce przypadły Pomorze Gdańskie, ziemia chełmińska i michałowska, Malbork, Elbląg oraz biskupstwo warmińskie.

Kazimierz Jagiellończyk przyłączył Gdańsk do Królestwa Polskiego i obdarzył mieszkańców licznymi przywilejami. Miasto zaczęło bić własną monetę. W jego herbie nad dwoma krzyżami pojawiła się korona królewska dynastii Jagiellonów.

W 1525 roku Zygmunt I dokonał sekularyzacji państwa zakonu krzyżackiego, które odtąd stało się Księstwem Pruskim. Na czele świeckiego państwa stanął były wielki mistrz zakonu Albrecht, który złożył królowi polskiemu hołd lenny.

ZŁOTY WIEK GDAŃSKA

Renesans dotarł do Gdańska, podobnie jak do całej Polski, w drugiej połowie XV wieku. W ślad za nim przyszła reformacja, która przyniosła nowe spojrzenie na stosunki społeczne, przyspieszyła rozwój patrycjatu i doprowadziła do reformy szkolnictwa. Coraz więcej młodych ludzi wyjeżdżało na studia za granicę — do Paryża, Wiednia, Bolonii. Byli studenci wracali do ojczyzny z nowym światopoglądem. Do miasta przybywali z Europy malarze, rzeźbiarze, architekci.

W Gdańsku rozpoczęła się wielka epoka złotego wieku. Pojawiło się mnóstwo bodźców do rozwoju sztuki i architektury. Król Zygmunt I Stary bardzo kochał sztukę i na wszelkie sposoby wspierał nowe talenty. Dla całego państwa polsko-litewskiego okres jego panowania i panowania jego syna, Zygmunta II Augusta, stał się prawdziwym „złotym wiekiem”. Król jako pierwszy podchwycił nowe prądy mody i zainicjował przebudowę dawnej rezydencji królewskiej na krakowskim Wawelu w nowoczesnym stylu, do czego zaprosił architekta z Florencji, Bartolomea Berrecciego.

Danzig

Obok Krakowa do najjaśniejszych ośrodków kultury renesansowej w Polsce zaliczył się także Gdańsk.

Tendencje renesansowe przejawiły się tu głównie w rzeźbie i architekturze — w budowie pałaców, kamienic mieszczańskich, ratuszy — w dużej mierze dzięki mistrzom niderlandzkim i niemieckim. Ramię w ramię z nimi pracowali miejscowi budowniczowie, którzy przyswajali wszystkie nowinki architektury renesansowej i łączyli je z lokalną tradycją.

Budowlą w najlepszych tradycjach renesansu jest wielokondygnacyjny Lwi Zamek przy ulicy Długiej. Wzniósł go w 1569 roku architekt Hans Kramer i ozdobił dwiema rzeźbami lwów. Kto jest ich autorem, nie wiadomo. Prawdopodobnie zdjęto je z przedproża budynku, który stał wcześniej w miejscu pałacu i należał niegdyś do dość zamożnego rodu Czirenbergów. W XVII wieku Lwi Zamek przeszedł w ręce państwa Schwarzwaldów, miłośników przyjęć i balów. Gościł u nich nawet król polski Władysław IV, który odwiedził Gdańsk w 1636 roku.

Renesans

Epoka rozkwitu kultury — innymi słowy odrodzenia — rozpoczęła się we Włoszech w XIV wieku i osiągnęła apogeum w XVI. W tym czasie sztuka dąży do realistycznego przedstawiania rzeczywistości, odchodząc od średniowiecznej umowności i symboliki. W społeczeństwie ukształtowało się przekonanie o panującej w przyrodzie harmonii i o człowieku jako koronie jej stworzenia. Pojawiła się filozofia humanizmu, która wyniosła rolę jednostki. Sam termin „renesans” oznacza odrodzenie tradycji antycznych na gruncie chrześcijańskiego światopoglądu. Najsłynniejsze nazwiska tej epoki to Sandro Botticelli, Piero della Francesca, Leonardo da Vinci, Rafael Santi i wielu innych.

Kolejne dzieło Hansa Kramera to ośmiokondygnacyjny Dom Angielski, zwany też Anielskim, również wzniesiony w stylu renesansowym. Okazała budowla ozdobiona jest rzeźbami, a do wizualnego oddzielenia kondygnacji posłużyły gzymsy dekoracyjne. Wejście do domu ujęto w łuk triumfalny z bocznymi żłobkowanymi kolumnami.

Na początku XVI wieku ukształtował się krąg ludzi oświeconych, dzięki którym sztuka renesansu wkroczyła do Dworu Artusa — miejsca zebrań bractw patrycjuszowskich, które nie szczędziły środków na bogate wyposażenie swojej siedziby. Najdroższe i najrzadsze dzieła sztuki kupowano składkowo. Zbiorowy mecenat był zjawiskiem powszechnym i sprawą honoru.

Rodowód samego Dworu sięga średniowiecznego europejskiego eposu rycerskiego — dzielnego celtyckiego króla Artura. Symbol braterstwa i równości — Okrągły Stół Artura, przy którym wszyscy rycerze czuli się równi — natchnął do budowy Dworu Artusa, pełniącego funkcję oficjalnego domu kupieckiego. Później Dwór stał się ważnym ośrodkiem życia towarzyskiego i handlowego dawnego Gdańska. Wejścia strzegły lwy trzymające herb miasta.

Wnętrze Dworu Artusa było bogate: płótna największych mistrzów, modele statków, największy na świecie, ponad dziesięciometrowy piec kaflowy. A postacie na kaflach to rzeczywiste postacie historyczne. Autor pieca, Georg Stelzener, postawił go w 1545 roku jako ważny element dekoracyjny wnętrza. Czy używano go zgodnie z przeznaczeniem, nie wiadomo. Wszystkie próby ogrzania nim sali kończyły się bowiem remontem.

Gdańsk słynął także ze swoich snycerzy. Meble zachwycającej urody, schody, rzeźbione ławy we wnętrzu Dworu to dzieło ich rąk. Rzeźbione detale (kapitele, ramy obrazów) wykonali gdańscy snycerze — Mistrz Paweł i Adrian Karffycz.

Każde bractwo miało przypisaną swoją część sali. I każde wychodziło ze skóry, by udekorować ją nie gorzej od pozostałych. Świeccy mecenasi rywalizowali ze sobą, zdobiąc ściany Dworu dziełami słynnych mistrzów — przeważnie o tematyce religijnej. Spośród ówczesnych obrazów historycznych znany jest tylko jeden — „Oblężenie Malborka w 1460 roku” Marcina Schonincka. Artysta namalował go w 1533 roku na zamówienie jednego z bractw, które uczestniczyły w oblężeniu i zdobyciu twierdzy.

Fasadę pałacu od końca XV wieku kilkakrotnie przebudowywano — nie bez udziału mistrzów włoskich. A w 1618 roku zyskała ona postać, jaką nadał jej Abraham van den Blocke. Według tego właśnie wzoru po zniszczeniach 1945 roku odtworzono fasadę Dworu Artusa.

W nowym stylu w Gdańsku często albo przebudowywano dawne gotyckie budowle i domy możnych, albo zdobiono ich fasady rzeźbami i fantazyjnym ornamentem. Niekiedy rywalizacja między patrycjuszami skłaniała architektów do kładzenia większego nacisku na efekty zewnętrzne, co przejawiało się nie tylko oryginalnością, lecz także pewnym wymyślnym przepychem. Zaczęły pojawiać się oryginalne, niepodobne do innych domy, otynkowane i pomalowane na różne kolory. Przypuszcza się, że pomalowane były wówczas nawet fasady Ratusza Głównego Miasta i kościoła Mariackiego. Poza tym modne było zdobienie, a czasem wręcz „przeładowywanie” fasad rzeźbami. Właściciele niemal każdego domu starali się zwieńczyć go jakąś postacią antyczną lub mityczną, na przykład rzymskiego wojownika albo starogreckiej bogini.

Zachwycając się dekoracją, architekci naruszali harmonijną równowagę renesansu, co jest najbardziej charakterystyczne dla manieryzmu. Ponieważ maniery­ści pracowali i budowali poza ojczyzną, styl rozprzestrzenił się z Włoch po całej Europie. Gdańsk nie stanowił pod tym względem wyjątku.

Grüne Thor

Za najbardziej typową i wyrazistą budowlę manierystyczną w Gdańsku uchodzi ceglana Zielona Brama. Jej autorstwo przypisuje się niejakiemu Regnierowi z Amsterdamu.

Mistrz pracował pod czujnym nadzorem architekta miejskiego Jana Kramera, twórcy jednej z najbardziej efektownych budowli – Bramy Wyżynnej (zwanej też Górną). Jej dekorację rzeźbiarską zaprojektował i wykonał najsłynniejszy miejscowy rzeźbiarz, Flamand z pochodzenia, Willem van den Blocke. Przez tę bramę orszak króla polskiego wjeżdżał na Trakt Królewski i kierował się dalej ku Złotej Bramie, zwieńczonej figurami alegorycznymi. Ta z kolei uchodzi za przykład zarazem klasycyzmu i manieryzmu. Na fasadzie bramy widnieją słowa „Pokój, Wolność, Bogactwo, Sława”. Od strony miasta – „Roztropność, Pobożność, Sprawiedliwość, Zgoda”. Na ścianie wschodniej umieszczono starożytną maksymę po łacinie: „W zgodzie małe państwa rozkwitają, w niezgodzie wielkie podupadają”. Na zachodniej – życzenie po niemiecku: „Niech szczęście sprzyja tym, którzy cię miłują, aby pokój był w twoich murach, a pomyślność – w twoich pałacach”. W latach 1612–1614 syn Willema van den Blocke, główny rzeźbiarz miasta Abraham, zaprojektował i wzniósł tę bramę przy udziale budowniczego Jana Strakowskiego.

Arcydziełami niderlandzkiego manieryzmu są Katownia – niegdyś gotycka brama, przebudowana przez Jana van Oppberghema – oraz Wielka Zbrojownia, w której przechowywano nie tylko broń i amunicję, lecz także dekoracje na uroczystości, rzeźby i inne przedmioty. W pobliskiej Baszcie Słomianej trzymano proch, a w sąsiednim budynku Starej Apteki odlewano kule.

Manieryzm

Manieryzm (od włoskiego maniera – maniera, sposób) – zachodnioeuropejski styl w literaturze i sztuce XVI i pierwszej tercji XVII wieku. Cechuje go utrata renesansowej harmonii między tym, co cielesne, a tym, co duchowe, między naturą a człowiekiem. Za pionierów włoskiego manieryzmu uważa się Giulia Romana, Jacopa Pontorma, Domenica Beccafumiego i Francesca Parmigianina. Narodziny tego stylu wiąże się niekiedy z degradacją społeczeństwa, szczególnie wyraźną na tle wzniosłego renesansu. Do Gdańska bakcyl manieryzmu, jak wiele innych rzeczy, trafił z Holandii.

Wnętrza Zbrojowni zdobiła broń – armaty, haubice, moździerze, kule armatnie. Niczym w muzeum przechowywano tu ogromną liczbę hełmów, zbroi, machin miotających kamienie i innych wojennych „grzechotek”. Historia budynku Zbrojowni niewiele różni się od dziejów innych zabytków. Prawdopodobnie w 1599 roku przyjęto projekt architekta Antoniego van Obberghena. W 1600 roku robotnicy rozebrali stojącą w tym miejscu dawną budowlę i zaczęli kopać wykop pod fundamenty. Właśnie wtedy wybuchła straszliwa zaraza, która pochłonęła 17 tysięcy istnień. Prace, rzecz jasna, wstrzymano. Aby nadrobić stracony czas, rada miejska postanowiła sprowadzić murarzy z Lubeki, a na budowę skierować robotników z miejscowych warsztatów. Po pięciu latach prace zakończono, choć wykończenie fasady trwało zapewne jeszcze jakieś cztery lata.

Przepychem i urodą zachwyca Złota Kamienica, wzniesiona w stylu renesansu i wczesnego baroku w latach 1609–1614 przez Abrahama van den Blocke z polecenia burmistrza i hojnego mecenasa gdańskiej sztuki Jana Speymanna. Jej fasada wyróżnia się bogactwem i wyrafinowaniem. Ozdobiona złoceniami i rzeźbami mistrza Johanna Voigta z Rostocku kamienica w pełni zasługuje na swoją nazwę. Ma też własną legendę.

Na korytarzach kamienicy pojawia się czasem duch pięknej żony burmistrza, Judyty, szepczący: „Postępuj sprawiedliwie, nie lękaj się nikogo”.

W dekoracji fasad kamienic rzeźba kamienna pełniła funkcję elementu zdobniczego albo pokrywała całą powierzchnię ściany. Tradycja ta tak przypadła do gustu zamożnym gdańszczanom, że zaczęli wręcz ze sobą rywalizować. Ponieważ z czasem domy były zdobione wręcz nadmiernie, przyszła kolej i na kamienne przedproża. Prace w kamieniu były przyjemnością niezwykle kosztowną – na taki luksus mogli sobie pozwolić jedynie ludzie naprawdę zamożni. Za to mistrzów, zdolnych spełnić każde życzenie zleceniodawcy, było pod dostatkiem. Co więcej, z ich usług korzystali nie tylko obywatele polscy, lecz także cudzoziemcy.

Architektura francuska oczywiście wpływała na szkołę gdańską, ale nie tak silnie jak niderlandzka. Być może przyczyna tkwiła w dawnych, mocnych więzach obu państw – Niderlandy były w XV wieku największym partnerem handlowym Gdańska. Zdarzało się też, że Holendrzy przenosili się tu na stałe. Przyciągał ich nie tylko wysoki poziom zamożności miasta, swoboda wyznania i przyzwoite zarobki. Przynętą dla tysięcy bogatych Holendrów była właśnie – choć może się to wydać dziwne – możliwość przebudowy domów w nowym stylu i swoboda jego wyboru. Tym bardziej że pracowało tu wielu kamieniarzy, w tym flamandzkich. Świetnie powodziło się na przykład Willemowi van der Meerowi z Gandawy, znanemu z kominka dla Wielkiej Sali Rady w Ratuszu Głównego Miasta oraz z dekoracji kamiennych fasad Starego Miasta. Flamandowi Willemowi van den Blocke, który w ojczyźnie pracował w warsztacie swojego mistrza Cornelisa Florisa, udało się nawet osiąść w Gdańsku na zawsze. 18 czerwca 1584 roku złożył on w radzie miejskiej prośbę, w której na wszelkie sposoby wychwalał swój kunszt. I dopiął swego, otrzymując wyjątkowy przywilej wykonywania pracy bez przyjmowania obywatelstwa.

 Wojciech Gerson. Gdańsk in the 17th century„Gdańsk w XVII wieku”. Wojciech Gerson, 1865.

Willem szczególnie celował w wykonywaniu okazałych nagrobków. Sławę przyniósł mu pierwszy w czasach nowożytnych kamienny pomnik wysławiający patrycjuszy, wykonany dla kościoła Mariackiego – nagrobek Jana Brandesa. Po tym dziele zamówienia posypały się jedno za drugim.

Van den Blocke po mistrzowsku władał alfabetem motywów ornamentalnych, za co winien był wdzięczność Florisowi oraz twórcy ornamentu manierystycznego Hansowi Vredemanowi de Vriesowi. Konieczność dostosowania się do tradycji polskiej rzeźby nagrobnej sprawiła, że w jego warsztacie powstawały „dzieła szczególnie oryginalne, nietypowe ani dla Niderlandów, ani dla Polski – jednym słowem gdańskie”, jak piszą o mistrzu Willemie historycy sztuki. W odróżnieniu od ojca Abraham van den Blocke zyskał jednak sławę dziełami barokowymi. A to już srebrny wiek, którego przykładów nie brakuje przy jednej z najprzytulniejszych starych ulic – Mariackiej, która zachowała nie tylko dawny wygląd, lecz i funkcję ulicy mieszkalnej. Zgodnie sąsiadują tu ze sobą gotyk, manieryzm i barok.

Barok

Barok w tłumaczeniu z włoskiego oznacza „dziwaczny”, „skłonny do przesady” – i to w całej sztuce, a w architekturze szczególnie. Za ojczyznę tego stylu uważa się Włochy. Epoka baroku od samego początku przeciwstawiała się klasycyzmowi i racjonalizmowi. Według powszechnie przyjętej opinii o kształcie kultury barokowej w krajach Europy Zachodniej przesądziły trzy główne czynniki: gwałtowne zmiany przyrodniczych i geograficznych wyobrażeń o świecie, komplikowanie się systemu porządków w architekturze oraz ruch kontrreformacji w Kościele katolickim. Nowej ideologii musiały odpowiadać nowe formy w sztuce – i nie trzeba było na nie długo czekać.

Z powodu niezwykłej popularności rzeźby dekoracyjnej wszystkie inne dziedziny sztuki w Gdańsku epoki odrodzenia zeszły niejako na dalszy plan.

OD NAPOLEONA DO WESTERPLATTE

Szczyt potęgi Polska osiągnęła za panowania ostatniego króla z dynastii Jagiellonów, Zygmunta II Augusta (1548–1572). W 1561 roku królestwo powiększyło się o Inflanty. A w szczytowym momencie wojny inflanckiej z Rosją personalną unię polsko-litewską zastąpiła 1 lipca 1569 roku unia lubelska. Wspólne państwo polsko-litewskie zaczęto nazywać Rzecząpospolitą. Miasta nadal się rozwijały. Przez ziemie polskie biegły europejskie szlaki handlowe, co sprzyjało rozkwitowi wielkich portów na wybrzeżu Bałtyku – a przede wszystkim Gdańska.

Kolejne stulecia upłynęły w Europie pod znakiem wojen i konfliktów, które nie ominęły również Polski.

W 1654 roku królowa Szwecji Krystyna abdykowała na rzecz swojego kuzyna Karola X Gustawa, a nowy rząd włączył się do wojny rosyjsko-polskiej. Chodziło nie tylko o osłabienie wojsk rosyjskich, lecz także o przekształcenie Morza Bałtyckiego w „szwedzkie jezioro”, dzięki czemu Szwecja mogłaby w pełni kontrolować handel w regionie. W 1655 roku Szwedzi wkroczyli do Polski. Wojna ta przeszła do historii jako „potop szwedzki”. W ciągu trzech lat złupiono wszystkie większe polskie miasta, zginęła niemal połowa Polaków. Krew lała się strumieniami. Następnie armia szwedzka uderzyła na Duńczyków, po czym znów wróciła do Polski, a potem rzuciło ją na Ukrainę… W ten sposób cywilizowani potomkowie wikingów wyludnili niemal jedną trzecią Europy. 3 maja 1660 roku na przedmieściach Gdańska – w Oliwie – podpisano traktat pokojowy, który położył kres tej krwawej wojnie.

W 1733 roku wybuchła nowa wojna – o sukcesję polską. 1 lutego zmarł król Saksonii i Polski August II Mocny, co wywołało walkę o polski tron między kandydatem Francji, Stanisławem I Leszczyńskim, który w latach 1704–1709 był już królem Polski, a synem Augusta II Mocnego – elektorem saskim Augustem Sasem. 12 września na warszawskim sejmie elekcyjnym, po rozłamie między stronnictwami, królem Polski obrano Stanisława I Leszczyńskiego. Jego przeciwnicy zebrali oddziały zbrojnej szlachty, zwrócili się o pomoc do Rosji i 24 września wybrali własnego kandydata na polski tron – Augusta II Sasa. Tym samym w Europie powstały dwie koalicje: Saksonia, Austria, Rosja i ich polscy sprzymierzeńcy przeciwko Francji, Hiszpanii, Sardynii, Bawarii oraz ich polskim sojusznikom.

1734Rok 1734. Oblężenie Gdańska przez wojska rosyjskie.

W lipcu 1733 roku Rosjanie zajęli Warszawę i ruszyli na Gdańsk, jednak miasto udało się zdobyć dopiero pod koniec czerwca następnego roku. 3 października 1735 roku wojna o sukcesję polską zakończyła się rozejmem. Stanisław Leszczyński, przebrany za prostego chłopa (według innych źródeł – w kobiece szaty), ucieka z Gdańska najpierw do Marienwerder (Kwidzyn), a stamtąd do Królewca, gdzie mieszka potem niemal rok. 8 listopada 1738 roku w Wiedniu Austria i Francja podpisały traktat pokojowy, a Stanisław I Leszczyński musiał ustąpić tronu Augustowi II Sasowi. Hiszpania otrzymała od Austrii Neapol i Sycylię, a Sardynia zagarnęła zachodnią część Lombardii. Rosja natomiast umocniła swoją pozycję w Polsce, odsuwając na bok Francję i Austrię.

„Potop szwedzki”

W 1655 roku Szwedzi postanowili wykorzystać osłabienie Rzeczypospolitej i najechali ziemie polskie. W ciągu sześciu miesięcy armii szwedzkiej udało się podbić większą część Polski i Litwy. „Potop szwedzki” poważnie nadwątlił gospodarkę Polski, jednak ludność Rzeczypospolitej stawiła najeźdźcom potężny opór. Powstały oddziały partyzanckie, które walczyły z wielkim powodzeniem, mimo że wojska szwedzkie miały znaczną przewagę liczebną. Wydarzenia związane z najazdem szwedzkim stały się kanwą fabuły historycznej powieści-epopei słynnego polskiego pisarza Henryka Sienkiewicza „Potop”, wydanej w 1886 roku. „Potop” jest drugą częścią trzytomowej trylogii, w skład której weszły również powieści „Ogniem i mieczem” oraz „Pan Wołodyjowski”.

W 1793 roku w wyniku drugiego rozbioru Polski Gdańsk po raz kolejny przypadł Prusom. Nastał kryzys. Wielu rdzennych mieszkańców – Polaków – rozjechało się, kto gdzie mógł, a na ich ziemię przybyli Niemcy, którzy, burząc stare budynki, zaczęli zabudowywać miasto według własnych tradycji.

Tymczasem Napoleon snuł już swoje globalne plany... Największy strategiczny port nad Bałtykiem znajdował się w kręgu jego zainteresowań. Przyznał to w liście do marszałka Lefebvre’a z 18 lutego 1807 roku: „Pańska chwała związana jest ze zdobyciem Gdańska. Musi pan tam wyruszyć”.

W marcu 1807 roku François-Joseph Lefebvre, marszałek Cesarstwa Francuskiego, wyparł wojska pruskie z okolic Gdańska. Jego korpus, złożony z Francuzów, Badeńczyków, Sasów i Polaków, znacznie przewyższał liczebnie gdański garnizon, w którego skład oprócz żołnierzy pruskich i polskich wchodziły trzy rosyjskie bataliony i trzy pułki kozackie. 27 tysięcy ludzi przeciwko 17 tysiącom. Przygotowania Francuzów do zdobycia miasta posuwały się z trudem. Długo czekali na dostarczenie artylerii oblężniczej – przeszkadzały deszcze i roztopy. Najbardziej jednak niepokoił ich nieprzerwany ogień gdańskiego garnizonu, którym dowodzili pruski feldmarszałek hrabia Kalckreuth i rosyjski kniaź, generał major Aleksiej Grigorjewicz Szczerbatow.

Francuska artyleria, która utknęła w drodze do Gdańska, dotarła dopiero 13 kwietnia i Lefebvre rozpoczął natarcie, ostrzeliwując miasto z 78 dział. Na żądanie kapitulacji dowództwo garnizonu odpowiedziało odmową. Tymczasem Francuzi, aby odciąć miastu połączenie z morzem, zajęli wyspę Holm. Stacjonujące tam oddziały pruskie i rosyjskie zostały zaskoczone i rozbite.

Od nieustannego ostrzału Gdańsk płonął. Garnizon wprawdzie trzymał się, lecz siły były na wyczerpaniu. Kończyła się amunicja i żywność. A Napoleon przysłał już Lefebvre’owi posiłki – 15-tysięczny korpus marszałka Jeana Lannes’a. Jednak 29 kwietnia nadzieja pojawiła się także dla oblężonego Gdańska – u ujścia Wisły ukazały się okręty generała majora Nikołaja Michajłowicza Kamienskiego. 3 maja zaatakowały one Francuzów na wyspie Holm, ale zostały zatrzymane. Lannes również wprowadził do walki świeże siły. Angielska fregata, która przybyła wraz z Kamienskim, nie zdołała z powodu silnego przeciwnego wiatru wejść na Wisłę i wesprzeć natarcia. Postanowiono się wycofać. Do hrabiego Leontija Leontjewicza Bennigsena, dowódcy armii rosyjskiej, Kamienski pisał, że z tak niewielkimi siłami nie sposób przebić się do Gdańska, nawet drogą wodną.

Gdańsk potrzebował jednak wsparcia. Postanowiono wysłać Wisłą na żaglowo-wiosłowym statku 300 cetnarów prochu, 200 cetnarów owsa i 50 pruskich strzelców. Znów jednak spotkało ich niepowodzenie – Francuzi otworzyli ogień i uszkodzili żagiel. Ucierpieli również wioślarze, a statek ostatecznie stracił sterowność i osiadł na mieliźnie. Lefebvre ponownie zaproponował poddanie się, lecz generał Szczerbatow odrzucił propozycję, oświadczając, że garnizon będzie bronił się do ostatniego człowieka, jeśli nie pozwoli mu się opuścić twierdzy z honorami wojskowymi i bronią oraz połączyć się z armią rosyjską. Napoleon docenił tę postawę i zgodził się na swobodne wyjście garnizonu. Z jednym wszakże warunkiem – przez rok i jeden dzień nie wolno mu było walczyć przeciwko Francuzom.

Oblężenie Gdańska w 1807 rokuRok 1807. Oblężenie Gdańska. P.J. Fill, 1807 (gedanopedia.pl).

Oblężenie miasta-twierdzy trwało 52 dni, do 27 maja 1807 roku. A 21 lipca Napoleon utworzył półautonomiczne państwo – Wolne Miasto Gdańsk, czyli Republikę Gdańską – ze wszystkimi jego posiadłościami u ujścia Wisły oraz Mierzeją Helską. Gubernatorem mianowano generała Jeana Rappa, który stał na czele francuskiego garnizonu.

Od chwili zdobycia miasta Francuzi zajmowali się jego umacnianiem, budowali nowe forty i lunety. W tym czasie Gdańsk był już niezdobytą twierdzą, otoczoną wałem z 22 bastionami i fosą wypełnioną wodą.

2 stycznia 1813 roku pod miasto podjechały podjazdy kozaków Płatowa, a 9 stycznia rozpoczęły jego blokadę. Po tygodniu dołączyła do nich piechota generałów Faddieja Fiodorowicza Sztejngela i Fiodora Fiodorowicza Lewiza. Do szturmu twierdzy jednak nie doszło, ponieważ uznano go za niecelowy. Wiosną pod miasto nadciągnęły wojska księcia Aleksandra Wirtemberskiego i dopiero wtedy rozpoczęto przygotowania do „prawidłowego” oblężenia twierdzy.

Głównym problemem Rosjan był brak ciężkiej artylerii oblężniczej. Pomoc nadeszła z Prus, które przekazały pół setki dział, a sprzymierzona Anglia nie tylko przydzieliła ponad sto haubic, moździerzy i ciężkich armat, lecz także kilka okrętów wojennych. Sojuszniczka była zainteresowana zdobyciem Gdańska – zyskałaby w ten sposób dostęp do kolejnego dobrze wyposażonego portu. Wraz z angielską pomocą przybył także oddział artylerii konnej, uzbrojony w zupełnie nową broń, skonstruowaną przez pułkownika Williama Congreve’a.

DantzigRok 1813. Wojska rosyjskie bombardują Gdańsk angielskimi rakietami.

Tak zwane rakiety Congreve’a Brytyjczycy po raz pierwszy wypróbowali w 1806 roku podczas ataków na francuską bazę w Boulogne, jednak ich skuteczność uznano wówczas za mało przekonującą. Konstruktor udoskonalił więc swój wynalazek, osiągając prędkość lotu rakiety 330 kilometrów na godzinę przy zasięgu do trzech kilometrów. Congreve’owi udało się ujednolicić kalibry rakiet z kalibrami dział, przy czym ciężkie rakiety otrzymały oznaczenie „calowych”. Siłę nowej broni Congreve wypróbował na Kopenhadze, puszczając z dymem trzy czwarte miasta.

Herb Gdańska

Obowiązujący obecnie herb Gdańsk otrzymał 25 maja 1457 roku wraz z prawem magdeburskim, które nadał miastu król polski Kazimierz Jagiellończyk. Władzę króla polskiego symbolizuje złota korona umieszczona u samej góry czerwonego (tradycyjnej barwy miast hanzeatyckich) pola. Pod nią, jeden nad drugim, znajdują się dwa srebrne krzyże maltańskie św. Jana, przypominające o rycerzach niemieckich, których potomkowie osiedli w mieście. W XVIII wieku herb gdański był herbem rodowym hrabiów Szeremietiewów. Istniała legenda, że ich przodek, pewien pruski wojewoda, pochodził z Pomorza. Wielki herb Gdańska uzupełniają dwa złote lwy trzymacze, a na złotej wstędze u dołu widnieje łacińska dewiza: Nec temere nec timide (Ani lekkomyślnie, ani bojaźliwie). W wersji współczesnej dodano do niej: GDAŃSK — city of freedom. (Z oczywistych względów nie możemy podać tu tłumaczenia – red.)

Przyszła kolej na Gdańsk. Na miasto wystrzelono około 200 rakiet, lecz pożądanego efektu nie osiągnięto. „Angielscy artylerzyści, bardziej dla próby niż dla rzeczywistego działania, wypuścili na miasto kilka tak zwanych rakiet kongrewowskich, od których jednak było wiele hałasu, a mało pożytku” — stwierdził baron Steinheil po niepowodzeniu tej akcji. Z porażki podśmiewali się również Francuzi. Ale 18 października nie było im już do śmiechu. „…o siódmej rano wystrzelili z czterech baterii ogromną liczbę rakiet zapalających, bomb i rozżarzonych kul… Ogień wybuchł w siedmiu czy ośmiu miejscach, ale bez następstw. Około południa Rosjanie przestali wystrzeliwać rakiety, lecz nadal słali bomby i rozżarzone kule na maksymalną odległość, tak że spadały aż na Wyspę Spichrzów… Nikt nie potrafił sobie wyobrazić tak niezwykłego zasięgu. Bombardowanie trwało w nocy z 18 na 19 i przez cały następny dzień” — przytacza Nikołaj Rogożan w swojej publikacji „Zastosowanie broni rakietowej podczas oblężenia Gdańska w 1813 roku”, cytując francuskiego kapitana inżynierii Prospera-Honoré d'Artois i jego „Relację o obronie Gdańska w 1813 roku”.

Szalały pożary. Spłonęły magazyny z głównymi zapasami żywności dla miasta. Całą winą obarczano rakiety Congreve'a. A te wciąż spadały na Gdańsk. Siły Francuzów zostały ostatecznie nadwątlone. Przed oddaniem twierdzy Rapp rozdał zapasy żywności i zniszczył broń oraz amunicję. 29 listopada podpisano ostateczną kapitulację.

W oficjalnym raporcie Rapp donosił: „Kiedy po siedmiomiesięcznej blokadzie i trzymiesięcznym oblężeniu głód zmusił nas do kapitulacji, nieprzyjaciel nie był bliżej twierdzy niż my w 1806 roku, gdy po raz pierwszy uderzyły nasze łopaty”.

2 stycznia 1814 roku francuski garnizon złożył broń. Do niewoli wzięto 14 generałów i 15 tysięcy żołnierzy. Polaków i Niemców puszczono do domów, a 9 tysięcy Francuzów wzięto do niewoli i wysłano do Rosji — podaje w „Opisie wojny 1813 roku” historyk Aleksandr Michajłowski-Danilewski. W 1815 roku, na mocy postanowień kongresu wiedeńskiego, miasto powróciło do Prus.

Kolejne półwiecze zwykło się nazywać okresem wielkiego kryzysu, upadku i katastrofy gospodarczej Gdańska. Dopiero połowa XIX wieku przyniosła pozytywne zmiany. W 1852 roku powstała pierwsza linia kolejowa, łącząca wybrzeże z Bromberg (pol. Bydgoszcz), Schneidemühl (Piła), Thorn (Toruń) i Hohensalza (Inowrocław). W 1871 roku Gdańsk otrzymał nowoczesny system wodociągów i kanalizacji. W tym samym czasie pojawił się pierwszy transport miejski — tramwaj konny. Do uruchomienia tramwaju elektrycznego pozostało zaledwie 25 lat.

Danzig - Gustav SchönleberIlustracja Gustava Schönlebera z książki „Wędrówki po wybrzeżach Morza Północnego i Bałtyckiego”.

W 1914 roku Niemcy rozpętały I wojnę światową i przegrały ją. Wojna ominęła Pomorze, lecz Gdańsk znów znalazł się w centrum wydarzeń.

We wszystkich państwach, które walczyły przeciwko Niemcom, trwały prace przygotowawcze do zawarcia traktatu wersalskiego, którego liczne postanowienia wywołały poważne spory. Zwycięskie mocarstwa miały rozerwać Niemcy na kawałki i podzielić między siebie ich kolonie.

Konferencja rozpoczęła się tego samego dnia i w tej samej Sali Lustrzanej pałacu wersalskiego pod Paryżem, w której w 1871 roku proklamowano powstanie Cesarstwa Niemieckiego. Ton nadawali przywódcy USA (prezydent Woodrow Wilson), Wielkiej Brytanii (premier David Lloyd George) i Francji (prezydent Raymond Poincaré i premier Georges Clemenceau).

Liga Narodów

Organizacja międzynarodowa Liga Narodów została utworzona w latach 1919–1920 z inicjatywy i na żądanie 28. prezydenta USA Thomasa Woodrowa Wilsona, jeszcze przed podpisaniem w Paryżu wersalskiego traktatu pokojowego. Od 28 września 1934 roku do Ligi należały 58 państwa. Ze względu na swoje cele — rozbrojenie, zapobieganie działaniom wojennym, zapewnienie zbiorowego bezpieczeństwa, rozstrzyganie sporów między państwami w drodze negocjacji dyplomatycznych, poprawę jakości życia na planecie — organizacja ta jest pierwowzorem dzisiejszej ONZ. W 1946 roku Liga zakończyła działalność. Zasady pokojowej wspólnoty narodów jako pierwszy sformułował w 1795 roku Immanuel Kant w traktacie „Do wiecznego pokoju”, w którym opisał podstawy przyszłego zjednoczenia narodów, wyrażając tym samym ideę Ligi Narodów.

Poincaré rozpoczął konferencję od przedstawienia programu rozczłonkowania Niemiec. Wilson zaproponował jednak, by najpierw rozpatrzyć kwestię utworzenia Ligi Narodów, która mogłaby stać się narzędziem wpływu na Europę, zadłużoną na dziesięć miliardów dolarów wobec Stanów — jedynego mocarstwa, które wzbogaciło się na tej wojnie. Kwestię kolonii niemieckich Wilson proponował rozstrzygnąć w ramach Ligi. Gdyby nie została ona utworzona, „świat powie — uważał — że wielkie mocarstwa najpierw podzieliły między siebie bezbronne części świata, a dopiero potem stworzyły związek narodów”. Postanowiono, że opiekę nad terytoriami odłączonymi od Niemiec powierzy się na podstawie mandatów Ligi narodom przodującym, zdolnym ze względu na swoje doświadczenie i położenie geograficzne wziąć na siebie taką odpowiedzialność. Wilson mógł dyktować warunki. Przy takim długu Europa stała się zakładniczką, której nie pozostawało nic innego, jak przyjąć propozycję swojego wierzyciela.

Kwestia polska należała na konferencji do najważniejszych. W ogniu debat Clemenceau oświadczył: „Kiedy podniesiono kwestię utworzenia państwa polskiego, chodziło nie tylko o naprawienie jednej z największych zbrodni w historii, lecz także o stworzenie bariery między Niemcami a Rosją…”.

Przy wytyczaniu granicy między państwami brano pod uwagę przede wszystkim przynależność narodową ludności terytoriów odłączanych od Niemiec. Ziemie z bezspornie polską ludnością miały wejść w skład Polski. Ponadto początkowo zakładano, że zwrócony zostanie jej również Gdańsk wraz z terenami przylegającymi do linii kolejowej. Ponieważ główna część Prus Wschodnich miała pozostać przy Niemczech, Polska otrzymywała dostęp do morza w postaci korytarza biegnącego przez niemieckie posiadłości. Rządy państw Ententy obawiały się zwracać Polsce ziemie zachodnie, zagarnięte w różnych okresach przez Prusy, ponieważ musiało to nieuchronnie wywołać w Niemczech nastroje rewanżystowskie i stać się przyczyną nowej wojny.

Ostatecznie Lloyd George, Wilson i Clemenceau postanowili wydzielić Gdańsk jako odrębny twór państwowy — „wolne miasto”. Liczono również na to, że „korytarz polski” obejmie jak najmniej terytoriów zamieszkanych przez ludność niemiecką. Delegacja polska wyraziła na to ubolewanie, że nowy status Gdańska ogranicza obiecany przez przywódców trzech czołowych mocarstw swobodny dostęp Polski do morza. Dopiero budowa Gdyni uczyniła go mniej więcej pełnowartościowym.

Tak oto w minionym stuleciu na mapie Europy odrodził się fenomenalny twór państwowy — „wolne miasto”, tym razem pod protektoratem Ligi Narodów. Z Polską łączyło go niewiele — unia celna oraz prawo metropolii do zakładania instytucji takich jak szkoły i biblioteki i do częściowego uczestnictwa w życiu publicznym nowego tworu. Gdańsk zyskał podstawowe atrybuty suwerenności: własną konstytucję i walutę — gulden gdański, która wywołała alarm w Berlinie: czy ta własna waluta nie zerwie więzi z Niemcami, tak troszczącymi się o zachowanie jedności kulturowej Wolnego Miasta i Rzeszy?!

Gebiet der freien Stadt DanzigMapa Wolnego Miasta Gdańska wraz z przyległymi terenami (owp-stiftung.de).

Wraz ze swoimi przedmieściami — Sopotem, Oliwą i Tiegenhofem (obecnie Nowy Dwór Gdański), a także z 252 okolicznymi wsiami i 62 przysiółkami Wolne Miasto zostało wyłączone z Niemiec, ale nie weszło w skład Polski. Niemcy przyjęli tę decyzję z otwartą wrogością. Przywileje przyznane Polsce zupełnie im nie odpowiadały. Przede wszystkim jednak nikt nie wziął pod uwagę zdania mieszkańców samego Gdańska, gdzie to właśnie Niemcy stanowili większość: na 1966 kilometrach kwadratowych, które miasto zajmowało w 1910 roku, mieszkało wówczas około 330 630 osób, z czego 315 336 stanowili Niemcy, a zaledwie 9 490 Polacy. Po pierwszej wojnie światowej proporcje te niewiele się zmieniły.

„Jednostronna wola wersalskich dyktatorów wzięła górę” — pisali niemieccy publicyści Heinrich Schnee i Hans Draeger w artykule „Dziesięć lat Wersalu”. — „Mieszka tu ludność genetycznie spokrewniona z Niemcami. Walczyła ona o swoje stare hanzeatyckie miasto. I wszystko się powtarza — stoją przed nami ci sami rywale, którzy pragną, by miasto znów weszło w skład imperium polskiego. Postanowili odebrać ludziom język i kulturę. To prawdziwa kolonizacja”.

Próbując podważyć stanowisko strony niemieckiej, Polska przedstawiła w Wersalu dowody na to, że połowę ludności Gdańska stanowią jednak Polacy. Do analogicznego wniosku doszli w opublikowanym memorandum profesorowie uniwersyteccy (Konopczyński, Bujak, Romer, Nitsch): miasto powinno być polskie, ponieważ takie było od początku. Z jednym jednak zastrzeżeniem — bez nacisku politycznego ze strony Polski.

Polski poeta Adam Mickiewicz powiedział wówczas: „Gdańsk, niegdyś nasz, znów będzie nasz. To marzenie wszystkich Polaków”.

W wystąpieniach w Wersalu mówiono o niemieckim duchu i kulturze: „Gdańsk to jądro narodu niemieckiego”. „Ludność Gdańska składa przysięgę: cokolwiek by się stało — niech u naszych progów szaleją burze, niech obiecują nam dowolne dary — jesteśmy Niemcami i Niemcami pozostaniemy. Oddamy wszystko, by uniknąć kolonizacji i przyłączenia do Polski. Będziemy walczyć do dnia, w którym znów będziemy razem z naszymi braćmi z jednego plemienia w jednym imperium – w zjednoczonych Niemczech”.

Strona niemiecka ubolewała, że „ojcowie traktatu wersalskiego padli ofiarą polskiej agitacji i fałszowania historii” i nie biorą pod uwagę, jak bardzo Gdańsk rozwinął się w ciągu ostatniego stulecia. A cóż mogła mu dać Polska? Zniszczyć wszystko, co Niemcy tak starannie urządzili i zbudowali? Gdańsk stanie się ciężkim brzemieniem gospodarczym dla i tak ubogich Polaków, wzrośnie liczba bezrobotnych, a kraj popadnie w jeszcze większy upadek. Takie prognozy przedstawiali przedstawiciele Niemiec na konferencji wersalskiej. Jako alternatywę proponowano, by zamiast Gdańska oddać Polsce Królewiec albo znaleźć jakieś inne dostępy do morza przez Prusy Wschodnie lub Zachodnie.

Traktat wersalski

Podpisany 28 czerwca 1919 roku w Pałacu Wersalskim we Francji traktat oficjalnie zakończył pierwszą wojnę światową 1914–1918. Jego warunki wypracowano po długich tajnych naradach na paryskiej konferencji pokojowej 1919–1920. Z jednej strony dokument podpisały państwa zwycięskie: USA, Imperium Brytyjskie, Francja, Włochy i Japonia, z drugiej — skapitulowane Niemcy. Traktaty pokojowe między Ententą a państwami walczącymi po stronie Niemiec podpisano później. W rokowaniach uczestniczyli delegaci z 27 państw. Przedstawicieli Niemiec, Austrii i Węgier z tego procesu wykluczono. Przy stole rokowań zabrakło także Rosji, której nie zaproszono na konferencję z powodu zawartego w 1918 roku separatystycznego pokoju z Niemcami, na mocy którego Niemcy uzyskali znaczną część rosyjskich zasobów i ziem.

„Oderwanie Gdańska od Niemiec oznaczało dla Polski niezwykle poważne wzmocnienie jej pozycji — korytarz pomorski. Polska postawi wszystko na jedną kartę, by utrzymać przynajmniej status wolnego miasta, jeśli jego pełna aneksja (przyłączenie do Polski) nie zostanie uznana” — pisał niemiecki historyk Karl Thalheim.

Ten grabieżczy i upokarzający z punktu widzenia Rzeszy Niemieckiej pokój zaszczepił w świadomości narodu niemieckiego marzenie o odrodzeniu narodowym i stworzył wszelkie przesłanki do dojścia do władzy nazistów z Hitlerem na czele.

Po przeczytaniu tekstu traktatu francuski marszałek Ferdinand Foch powiedział proroczo: „To nie pokój, to rozejm na 20 lat”...

Istotnie, stosunki Niemiec z Polską z dnia na dzień stawały się coraz bardziej napięte. Już od pierwszych miesięcy po uznaniu Gdańska za Wolne Miasto obie strony zasypywały Ligę Narodów dziesiątkami wniosków o rozstrzygnięcie spornych kwestii. Polacy wypierali Niemców, którzy stanowili większość ludności.

Przywileje przyznane Rzeczypospolitej Polskiej przez Wersal, a później przez umowę warszawską, również wydawały się niewystarczające. W Gdańsku i w całych Niemczech przetoczyła się fala protestów przeciwko przesunięciu polskiej granicy. Miasto znalazło się w izolacji. Rosła obawa, że Polska zajmie również południową część prowincji. Niemcy oświadczyli w jednej z deklaracji, że „nie będą już dłużej tolerować dalszych zaborczych działań”.

Polska wielokrotnie próbowała rozszerzyć swoje wpływy na Wolne Miasto, które oczywiście broniło swojej autonomii. Również jej interesy były naruszane. Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami polscy urzędnicy mieli prawo w każdej chwili wjechać do Gdańska na podstawie dowodu osobistego, bez paszportu. Jednak, jak wszyscy cudzoziemcy, musieli meldować się na policji i podawać cel przyjazdu oraz czas pobytu. W przeciwnym razie byli wydalani jako osoby niepożądane. Upokarzające położenie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby przyłączenie miasta. O to właśnie toczyła się walka, w istocie — wojna psychologiczna wywiadów, czego niemiecki rząd się obawiał: Abwehra była wówczas słabsza i mniej liczna niż polski wywiad.

Niemców oburzało, że Polacy organizowali jawnie podżegające wiece, „coraz bardziej rozpalające ludność, by przygotować ją do wojny”. Żadna ze stron nie miała większego zmartwienia niż Gdańsk. Niemcy zaś po prostu nie miały za co o niego walczyć. Inflacja rosła. Od lata 1923 roku zaczęła się hiperinflacja, jakiej historia jeszcze nie znała. W ciągu czterech miesięcy do końca listopada podaż pieniądza wzrosła 132 000 razy, poziom cen — 854 000 razy, a kurs dolara — niemal 400 000 razy.

50 000 Mark

Suma banknotów Reichsbanku w obiegu zbliżyła się do 100 trylionów, a pod koniec 1923 roku, według danych Reichsbanku, osiągnęła niemal 500 trylionów marek.

W marcu następnego roku Rada Ligi Narodów dolała oliwy do ognia: zezwoliła Polsce urządzić na Westerplatte skład amunicji. Oznaczało to, że dostęp do portu gdańskiego mógł potencjalnie zostać dla Niemiec całkowicie zamknięty. Przeciwko budowie składnicy protestowała nie tylko miejscowa ludność, lecz także gdański senat, a nawet Kościoły chrześcijańskie. Burzę oburzenia wśród miejscowej ludności wywołał tak zwany „pucz skrzynek pocztowych”. Pewnej styczniowej nocy 1925 roku polscy pocztowcy rozwiesili w różnych częściach Gdańska skrzynki pocztowe i uruchomili usługę przyjmowania i doręczania korespondencji — wbrew traktatowi wersalskiemu. Ten zaś zezwalał im jedynie na nadzór i zarządzanie własną pocztą oraz łącznością telegraficzną i telefoniczną z portem gdańskim.

Adam Mickiewicz

W Polsce uważany jest za jednego z największych poetów romantyzmu. Za swojego uważają Adama Mickiewicza nie tylko Polacy, lecz także Białorusini i Litwini. Urodził się 24 grudnia 1798 roku we wsi Zaosie w powiecie nowogródzkim (na Białorusi) guberni wileńskiej (Wilno) Imperium Rosyjskiego. Uczył się w szkole dominikańskiej, ukończył Uniwersytet Wileński. Jak wielu studentów tej uczelni należał do tajnego patriotycznego stowarzyszenia filomatów. Pierwszy wiersz, „Zima miejska”, Mickiewicz opublikował w 1818 roku w wileńskiej gazecie Tygodnik Wileński. W wydanym w 1822 roku przez Józefa Zawadzkiego pierwszym tomie „Poezji” znalazły się „Ballady i romanse” młodego poety oraz przedmowa „O poezji romantycznej”, która stała się manifestem nurtu romantycznego w literaturze polskiej. W drugim tomie „Poezji” opublikowano poematy „Grażyna” i „Dziady”. W październiku 1826 roku Mickiewicz poznał Puszkina i znajomość ta przerodziła się w szczerą przyjaźń. W tym samym czasie w Rosji ukazały się „Sonety” Mickiewicza, a w 1828 roku w Petersburgu wydrukowano poemat „Konrad Wallenrod” z dedykacją dla cesarza Mikołaja I. Utwór ten stał się szczytowym osiągnięciem twórczości poety. W 1834 roku, już w Paryżu, Adam Mickiewicz napisał swoje najważniejsze i najobszerniejsze dzieło — „Pana Tadeusza”. Jesienią 1855 roku poeta wyjechał do Konstantynopola, gdzie zaraził się cholerą i zmarł. Prochy Adama Mickiewicza spoczywają w katedrze wawelskiej w Krakowie.

Polska zyskiwała ustępstwo za ustępstwem. Tymczasem państwa członkowskie Ligi Narodów już rozważały, co się stanie, jeśli Niemcy zaatakują Polskę. Pojęcie bezpieczeństwa oznaczało dla Ligi bierność Niemiec w wyznaczonych im granicach, Niemcom zaś rozwiązywało to ręce i dawało nadzieję na odzyskanie utraconych ziem. Nie wybaczą Wersalowi utraty Danzigu.

Już w grudniu 1925 roku na konferencji w Locarno przygotowano pakiet dokumentów dotyczących przystąpienia Niemiec do Ligi Narodów. Nastąpiło to 10 września 1926 roku. Przy hasłach „Precz z bronią, armatami i karabinami maszynowymi” delegaci płakali ze szczęścia i bili brawo. Jedynie minister spraw zagranicznych Niemiec Gustav Stresemann (laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 1926 r. za zawarcie układów z Locarno), jak zauważyli naoczni świadkowie, „klaskał czubkami palców”. Już wkrótce Niemcy znów zażądają zwrotu swoich kolonii.

Na początku 1930 roku niemieccy nacjonaliści rozpętali kampanię w związku z 10. rocznicą oderwania Danzigu i Prus Zachodnich od Niemiec. Uczestnicy wieców w Danzigu domagali się zmiany granicy wschodniej, powołując się na prawo Niemców pozostałych na oderwanych terytoriach do samostanowienia. Z kolei na wiecach w Warszawie rozbrzmiewały wezwania do walki o „polski Gdańsk”, który po Wersalu wielu uważało za swego rodzaju polsko-niemiecką hybrydę. Koleje, poczta i administracja portu stały się areną drobnych potyczek. Nawet księgarnię na dworcu kolejowym podzielono na dział niemiecki i polski.

Niemcy na wszelkie sposoby podtrzymywały niemieckiego ducha w Danzigu, by jego więź z Rzeszą nie została zerwana. Bardzo intensywnie prowadzono wymianę studentów i profesorów uniwersyteckich. Organizowano wspólne imprezy kulturalne i sportowe, a także rozmaite kongresy.

Podczas gdy politycy toczyli spory terytorialne, mieszkańcy Danzigu żyli własnym życiem. Cudzoziemcy z całego świata zjeżdżali tu, by podziwiać piękno Bałtyku. W krótkich miesiącach letnich ożywało życie towarzyskie i sportowe. Popularnością cieszył się ośrodek tenisowy w Sopocie, gdzie na turnieje zjeżdżali niemal wszyscy najlepsi gracze z całego świata, mimo ówczesnych problemów. Ludzie pływali jachtami, oglądali wyścigi konne. Plaża była pełna wczasowiczów z Niemiec i Polski. Bardzo atrakcyjnym miejscem w Sopocie było kasyno. Tysiące gości przyciągało wyjątkowe wydarzenie muzyczne — przedstawienie operowe pod gołym niebem, odbywające się w szczycie sezonu letniego w Operze Leśnej.

Pełne wczasowiczów były nie tylko kurorty, ale i przytulne, zadbane wioski nad Zatoką Gdańską. Goście podziwiali gotycką architekturę, kosztowali w przytulnych gospodach potraw miejscowej kuchni, popularnych wówczas „różowych likierów” i oczywiście słynnej „Gdańskiej Złotej Wody” — Danziger Goldwasser.

Do 1935 roku sytuacja zaczęła się gwałtownie zmieniać. Większość miejsc w senacie Wolnego Miasta zajęli gdańscy faszyści. Praktycznie zlikwidowano wolność prasy i zgromadzeń, zaczęły się aresztowania niewygodnych działaczy politycznych i nasiliły się prześladowania Polaków. Szczególnie boleśnie odczuli to pracownicy polskiej poczty i kolei, księża, nauczyciele, a także miejscowi Żydzi. Rozpoczęto przygotowania do likwidacji konstytucji Wolnego Miasta.

W październiku 1938 roku Ribbentrop zażądał włączenia Danzigu do Niemiec i nalegał na przyznanie prawa tranzytu lądowego i morskiego przez korytarz polski. Uważa się, że odmowa Polski stała się jednym z powodów wybuchu wojny niemiecko-polskiej, a następnie II wojny światowej.

W sierpniu 1939 roku Niemcy rozpoczęły wywieranie presji psychologicznej na Polskę. Informacje z obu stron były sprzeczne. Polacy twierdzili, że Niemcy formują bandy i oddziały dywersyjne i dokonują napaści. Niemcy z kolei oskarżali Polaków o okrucieństwo i kontynuowanie czystek etnicznych. W Bydgoszczy doszło do krwawego terroru — bydgoskiej „krwawej niedzieli”, której ofiarą padły tysiące Niemców. Wydarzenia te, wykorzystywane przez Rzeszę do celów propagandowych, stały się później pretekstem do masowych egzekucji Polaków w zajętej Bydgoszczy i na Pomorzu Gdańskim. Roszczenia Hitlera do korytarza polskiego i nieustępliwość polskich władz jedynie podsycały napięcia międzyetniczne.

W Polsce czasów socjalizmu starano się w ogóle nie wspominać o wydarzeniach w Bydgoszczy. Rozgruzowywanie historycznych zaszłości rozpoczęło się dopiero wtedy, gdy kraj ledwie otrząsnął się po „terapii szokowej” w latach 90. ubiegłego wieku.

DanzigSylwetka gmachu Muzeum Archeologicznego (na lewo od środka) nad Motławą, w którego wieży mieściło się niegdyś obserwatorium, jest takim samym symbolem Gdańska jak Żuraw (na prawo).

Tracąc czas na spory i konflikty z maleńkim miastem-państwem, Polska jakby nie zauważała, że Niemcy pełną parą szykują się do wojny. I to mimo zawartego w 1934 roku dwustronnego paktu o nieagresji. Polacy zaniepokoili się dopiero wtedy, gdy do Zatoki Gdańskiej wpłynął niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein”.

Przed wojną doszło jeszcze do kilku wydarzeń wartych uwagi. Niemiecki oficer wywiadu Oscar Reile, osobisty asystent admirała Canarisa, napisał w swoich „Tajnych operacjach Abwehry”, że 10 sierpnia 1939 roku do Moskwy przybyła specjalna misja Wielkiej Brytanii i Francji, by wysondować, czy Związek Radziecki jest gotów wspólnie z nimi w jakiś sposób zastraszyć Hitlera, który już nawet nie ukrywał zamiaru przyłączenia do Rzeszy Danzigu i „korytarza polskiego”.

Pakt Ribbentrop-Mołotow

23 sierpnia 2019 roku minie 80 lat od dnia podpisania paktu o nieagresji między ZSRR a Niemcami, znanego jako pakt Ribbentrop-Mołotow. Zgodnie z paktem o nieagresji Związek Radziecki i Niemcy zobowiązały się „powstrzymywać się od wszelkiej przemocy, wszelkich działań agresywnych i wszelkiej napaści na siebie nawzajem, zarówno samodzielnie, jak i wspólnie z innymi mocarstwami”. Pakt podpisali minister spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow i minister spraw zagranicznych Niemiec Joachim von Ribbentrop. Do paktu dołączono tajny protokół dodatkowy, określający rozgraniczenie radzieckiej i niemieckiej strefy wpływów w Europie Wschodniej na wypadek „przekształceń terytorialnych”.

Jednak 22 sierpnia Stalin polecił odprawić delegację Brytyjczyków i Francuzów z niczym, a następnego dnia zawarł z Niemcami pakt o nieagresji. Swoją decyzję uzasadnił tym, że „… należy przyjąć propozycję niemiecką i pod uprzejmym pretekstem odprawić misję francusko-angielską. … W naszym interesie leży, by wybuchła wojna między Rzeszą a blokiem angielsko-francuskim. Istotne jest dla nas, by trwała ona jak najdłużej, dopóki oba ugrupowania nawzajem się nie wyczerpią”.

„Stalin z pewnością wiedział, że od jego decyzji zależy pokój. Wybrał jednak wojnę, która rzekomo obiecywała korzyści dla ZSRR” — pisze Reile.

Hitler natomiast nikomu nie ufał i nie wtajemniczał w swoje plany nawet najbliższych współpracowników, a tym bardziej wywiadu. Dlatego nie wiadomo, w którym momencie podjął ostateczną decyzję o napaści na Polskę. Gdy 31 sierpnia 1939 roku o godzinie 17 podpisał rozkaz do ataku, jego generałowie wciąż sądzili, że to nic więcej niż blef. Führer wydał już podobny rozkaz 25 sierpnia o 15.25, a o 20.30 tego samego dnia go odwołał.

1 września 1939 roku załoga Westerplatte przyjęła pierwsze uderzenia II wojny światowej. O świcie (o 04.45) salwy „Schleswig-Holsteina” otworzyły kolejną i najtragiczniejszą kartę w historii Gdańska. Faszyści zaatakowali Pocztę Polską i niewielki polski garnizon fortu na półwyspie.

Około dwustu ludzi, w tym pracownicy poczty, przez tydzień mężnie się broniło. Dowództwo, które wcale nie zamierzało przysyłać żadnych posiłków, podtrzymywało morale żołnierzy: „To bitwa o nasz honor i o Gdańsk. Polski Gdańsk. Nigdy się nie poddamy. Odpłacimy za wszystkie nasze upokorzenia”. Ale siły się wyczerpały, skończyła się amunicja. Ranni leżeli bez pomocy medycznej. Z wielkim trudem, rozumiejąc, że poświęcenie nikomu nie przyniesie pożytku, ocalali żołnierze wywiesili białą flagę. Skapitulowali bez pisemnego potwierdzenia rozkazu. Gdańsk po raz kolejny wszedł w skład Prus Wschodnich jako Danzig.

Nazajutrz po kapitulacji z Danzigu wyruszył pierwszy transport, głównie z przedstawicielami świata kultury, do jednego z najbardziej piekielnych obozów koncentracyjnych — Stutthofu.

A 17 września 1939 roku do wschodniej Polski wkroczyły wojska radzieckie. Dotarły do granic wyznaczonych w tajnym protokole przyjętym przez Związek Radziecki i Niemcy. 28 września w Moskwie zawarto niemiecko-radziecki traktat o granicach i przyjaźni. Jak mówili niemieccy politycy, Stalin chciał wyciągnąć maksymalne korzyści z wojny polsko-niemieckiej.

Danzig 1945W wyniku bombardowań i działań wojennych w czasie II wojny światowej zniszczeniu uległo do 80% budynków w historycznym centrum Gdańska.

Do końca marca 1945 roku Wolne Miasto pozostawało pod władzą faszystów. Jego wyzwalanie trwało sześć tygodni i drogo kosztowało nie tylko armię radziecką, lecz także Gdańsk, który w wyniku bombardowań lotnictwa szturmowego został praktycznie zrównany z ziemią — zniszczeniu uległo do 90 procent budynków.

Danziger Goldwasser

Swoją nazwę polski likier Goldwasser zawdzięcza katalońskiemu lekarzowi Arnoldowi z Villanovy. Już w XIII wieku swoim eliksirem, przyrządzanym na ziołach i zawierającym drobinki prawdziwego złota, wyleczył on z groźnej choroby samego papieża. Goldwasser zaczęto produkować po raz pierwszy w Danzigu, dzisiejszym Gdańsku, w 1598 roku. Jest mniej słodki niż wiele innych likierów i bezbarwny. Jeśli jednak potrząsnąć butelką, z dna uniosą się drobne złote płatki. Niektóre gatunki likieru aromatyzuje się cytrusami. Moc trunku wynosi 38 stopni. Podobno zawarte w Danziger Goldwasser maleńkie złote płatki przynoszą pijącemu bogactwo i szczęście. Przez bardzo długi czas „złoty likier” był wizytówką Gdańska.

Ale trwała wojna. I jakkolwiek by było, główny cel został osiągnięty. Po konferencji poczdamskiej, na skutek nalegań Moskwy, terytorium Polski powiększyło się w porównaniu z przedwojennym o dobrą jedną trzecią. Co prawda, o tym współcześni polscy politycy również starają się bez potrzeby nie wspominać.

Przy Bramie Oliwskiej, na cmentarzu żołnierzy radzieckich, wzniesiono pomnik trzech tysięcy poległych żołnierzy radzieckich. W 1949 roku stanął tu pomnik-mauzoleum bohaterów radzieckich ufundowany przez mieszkańców Gdańska. A przy Alei Zwycięstwa stał legendarny czołg-wyzwoliciel T-34. Właśnie na tych maszynach bojowych armia pancerna generała Katukowa oraz wyposażona w T-34 polska brygada pancerna im. Bohaterów Westerplatte wspólnie rozbijały wroga w Gdańsku i Gdyni.

A jednak, mimo niezaprzeczalnego wkładu żołnierzy radzieckich w zwycięstwo nad faszyzmem, nie ustają wyrzuty pod adresem Rosji... Uczestnicy tamtych wydarzeń zresztą nie zaprzeczają, że radzieckie samoloty również bombardowały zajęty przez faszystów Danzig. Dowódca Lotnictwa Dalekiego Zasięgu (ADD) marszałek Aleksandr Gołowanow pisze w swoich wspomnieniach: „Armia Czerwona zadała cios niespotykanej siły na całym froncie od Morza Bałtyckiego po Karpaty. Potężna obrona przeciwnika została przełamana na odcinku 1200 kilometrów … Uderzano w węzły kolejowe w Stralsundzie, Swinemünde, Helu, Gdyni, Danzigu. Szczególnie ogromne straty przeciwnik poniósł w porcie i na węźle kolejowym Danzigu. W dziewięciu nalotach na ten cel wzięło udział 2177 samolotów. Zdjęcia lotnicze utrwaliły rozległe pożary obejmujące całe kwartały. Płonęły transportowce, urządzenia portowe, pociągi, składy paliw i drewna …” Uderzenia zadawano z jubilerską precyzją, zauważa autor. I dodaje: „7 kwietnia za dnia zadaliśmy cios okrążonemu przeciwnikowi w Królewcu i jego twierdzy, na którą wyleciało ponad 550 naszych bombowców … Wszystko, co znajdowało się w obrębie wyznaczonego celu, a mowa o twierdzy, zostało w istocie zrównane z ziemią”.

Danzig i Gdynia dobrze przygotowały się na przyjęcie wojsk radzieckich. Ulice zablokowano barykadami i zaminowano, wiele domów przygotowano do wysadzenia. Danzig uchodził za jedną z najsilniejszych twierdz III Rzeszy.

18 marca radzieckie bombowce zniszczyły lotnisko i 64 niemieckie samoloty, co praktycznie pozbawiło armię niemiecką osłony z powietrza. A w nocy z 18 na 19 marca „przepełniony uchodźcami Danzig poddany został niszczycielskiemu bombardowaniu, w którym uczestniczyło od 300 do 400 »latających fortec« produkcji amerykańskiej” — wspominał jeden z niemieckich korespondentów wojennych. — „Musieliśmy bezradnie przyglądać się temu strasznemu tańcowi śmierci … W nocy z 19 na 20 marca pojawiły się znowu, tym razem od wschodu, niemal bez przeszkód zrzuciły na miasto cały swój ładunek bomb i zniknęły na zachodzie … Radzieckie samoloty krążyły na niebie codziennie. Samoloty szturmowe z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach ostrzeliwały z działek pokładowych i karabinów maszynowych każdy samochód na ulicach miasta. Mieszkańcy prawie nie opuszczali piwnic”.

1955-57W latach powojennych władze polskie pospieszyły przede wszystkim z odbudową dominant architektonicznych. Zabudowa ulic musiała poczekać. (Zdjęcie wykonane nie później niż w połowie lat 50.)

27 marca rozpoczął się szturm Gdańska przy wsparciu lotnictwa radzieckiego. Miasto ogarnęły pożary.

Niemiecki historyk wojskowości Kurt von Tippelskirch pisze w swojej książce „Historia drugiej wojny światowej”: „Istnieje tendencja do wszelkiego wyolbrzymiania znaczenia zmasowanych bombardowań terytorium Niemiec przez bombowce strategiczne USA i Wielkiej Brytanii. Jednak te zmasowane uderzenia bombowe, które odegrały pewną rolę w zakłóceniu funkcjonowania zaplecza i transportu Niemiec, w niszczeniu niemieckich miast i zabijaniu ich ludności cywilnej, nie stały się decydującym czynnikiem klęski III Rzeszy”. Tippelskirch wskazuje, że „terrorystyczne naloty lotnictwa wymierzone w ludność cywilną i mające na celu niszczenie niemieckich miast nie przyczyniły się ani do osiągnięcia, ani do przyspieszenia zwycięstwa mocarstw zachodnich. Naloty te nie miały znaczenia wojskowego, nawet w najszerszym sensie tego słowa”.

„Po rozgromieniu III Rzeszy przez Armię Czerwoną Prusy Wschodnie zostały zlikwidowane. Ich południowa część, około 2/3 całego terytorium, w tym również Gdańsk, została przekazana Polsce. Ludność niemiecka została deportowana” — piszą autorzy „Przewodnika Zwycięstwa” M. Biezrukow i A. Turowski.

Ktoś bardzo trafnie zauważył, że wiele z tego, co dziś wydaje się nieprawdopodobne, w czasie wojny było czymś zwyczajnym i codziennym.

SŁYNNI GDAŃSZCZANIE

Gdańsk dał światu całą plejadę utalentowanych i charyzmatycznych ludzi — uczonych, pisarzy, polityków. W tym gronie jest ojciec polskiej dyplomacji Johannes von Höfen, czyli Jan Dantyszek, jeden z najsłynniejszych poetów Europy epoki renesansu. Philipp Clüver — znany historyk i geograf, który przemierzył pieszo Italię, autor głośnego w Europie podręcznika „Wstęp do geografii” z licznymi mapami, w tym także mapą Polski. Martin Opitz — również poeta, autor pięknych sonetów i tragedii, urodzony na ziemi śląskiej, który w 1636 roku osiadł w Danzigu i tam zmarł podczas epidemii dżumy. Opitz przeszedł do historii jako „niemiecki Homer i Horacy”. W Gdańsku nie zapomina się też o Reinholdzie Curickem — prawniku, historiografie i autorze traktatu „Historyczny opis miasta Gdańska”, pierwszej monografii poświęconej miastu.

„Blaszany bębenek”

Film niemieckiego reżysera Volkera Schlöndorffa. W 1979 roku przyznano mu Oscara i najwyższą nagrodę festiwalu filmowego w Cannes. Podstawą filmu stała się nagrodzona Noblem powieść urodzonego w Danzigu Güntera Grassa. Fabuła tej osobliwej filmowej przypowieści odzwierciedla psychopatologię właściwą, zdaniem twórców, ideologii nazistowskiej, która rodzi społeczne szaleństwo. Akcja rozgrywa się niemal w całości w Danzigu i okolicach, od początku XX wieku do 1945 roku, i obejmuje tragiczne wydarzenia pierwszego dnia II wojny światowej.

W 1611 roku złoty wiek Danzigu uszczęśliwił swoimi narodzinami także Jan Hewelke. Urodzony w rodzinie piwowara dziedzic nie tylko kontynuował dzieło ojca, lecz został też konstruktorem teleskopów, a nawet burmistrzem miasta. Jan otrzymał znakomite wykształcenie. Po ukończeniu „Athenaeum” — słynnego Gdańskiego Gimnazjum Akademickiego — rodzice wysłali go na studia do Anglii, a następnie do Francji i Holandii. Studiując prawo na Uniwersytecie w Lejdzie, młody Hewelke przy okazji – i to bardzo gruntownie — poznawał również astronomię. Po powrocie do ojczyzny urządził na dachu rodzinnego domu obserwatorium „Stellaeburgum”, sam szlifował soczewki do teleskopów i sam skonstruował 50-metrowy teleskop, który obsługiwała załoga złożona z emerytowanych marynarzy.

Jan Hewelke opublikował 19 prac z dziedziny astronomii, z których większość wydrukował we własnej drukarni. Astronom wprowadził łacińską formę swojego nazwiska — Hevelius. Jako pierwszy mieszkaniec Danzigu dostąpił w 1664 roku zaszczytu członkostwa honorowego Towarzystwa Królewskiego w Londynie.

Ludwik XVI i Jan III Sobieski przyznali mu stałe pensje. Na cześć polskiego króla-mecenasa Heweliusz nazwał jeden z gwiazdozbiorów Tarczą Sobieskiego i zadedykował monarsze dzieło „Selenographia” – wyniki obserwacji Księżyca. W 1679 roku obserwatorium Heweliusza wraz z unikatowymi instrumentami astronomicznymi, rękopisami i wspaniałą biblioteką spłonęło, a on zbudował nowe.

Nie mniej znane było otoczenie Heweliusza. Z jego działalnością wiążą się nazwiska doświadczonych rysowników. Początkowo astronom sam ilustrował swoje prace, lecz z braku czasu zwrócił się o pomoc do zawodowców. Pierwszym z nich był Adolf Boy. Następnie Heweliusz poznał wybitnego malarza i grafika Andrzeja Stecha oraz jego przyjaciela – nie mniej znanego grafika, miedziorytnika i rysownika Jeremiasza Falcka, z pochodzenia Polaka, który z tego powodu podpisywał niekiedy swoje prace „Polonus”.

Sam Stech urodził się w Słupsku w 1635 roku. Chłopca uczył najpierw ojciec, a następnie wspomniany już Adolf Boy. W 1658 roku Andrzej poślubił córkę swojego nauczyciela – wdowę po malarzu Auguście Ranischu. Wśród licznych prac Stecha są także dwa portrety Heweliusza.

W gdańskim środowisku artystycznym ukształtowała się również twórczość Daniela Schultza, nadwornego malarza trzech polskich królów – Jana Kazimierza, Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana Sobieskiego. W 1793 roku władze pruskie usunęły prace artysty z Ratusza Głównego Miasta.

Na rok przed śmiercią Jana Heweliusza urodził się w Gdańsku kolejny sławny obywatel – Daniel Gabriel Fahrenheit, twórca pierwszych termometrów i autor skali temperatur, z której Anglicy i Amerykanie korzystają do dziś.

Nathanael Matthäus von Wolff, rodem z Królewca, który nie był rdzennym gdańszczaninem, lecz mieszkał w Gdańsku od 1773 roku, zasłynął jako pierwszy, który zastosował szczepienia przeciwko ospie. Uczynił to 23 lata wcześniej niż Edward Jenner, uważany za odkrywcę tej metody. Czas wolny od praktyki lekarskiej Wolff również poświęcał astronomii.

Lech Wałęsa

Charyzmatyczny Lech Wałęsa (na zdjęciu) stał się postacią symboliczną, należącą do panteonu sławnych gdańszczan. Związkowiec i polityk, z wykształcenia elektryk, robotnik stoczni, przywódca strajków robotniczych w latach 70., jeden z założycieli legendarnej „Solidarności”, w 1983 roku otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, a w 1990 roku został wybrany na prezydenta Polski. W Gdańsku urodził się także obecny przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, były premier Polski.

Bez wątpienia najbardziej znanym gdańszczaninem w literaturze światowej i kronikarzem miasta jest Günter Grass (1927–2015), również laureat Nagrody Nobla i honorowy obywatel Gdańska. Światową sławę przyniosła mu powieść „Blaszany bębenek”.

W 1979 roku powieść Güntera Grassa została zekranizowana. Filozoficzny dramat filmowy w reżyserii Volkera Schlöndorffa wywołał bezprecedensowy skandal. Amerykańska fundamentalistyczna organizacja religijna w Oklahomie uznała film za nieprzyzwoity. Mimo to obraz zdobył „Oscara” i Złotą Palmę festiwalu w Cannes. Dziś „Blaszany bębenek” uważany jest za jeden z najwybitniejszych filmów niemieckiej nowej fali.

KASZUBY

Günter Grass pochodził z Pomorza, z Kaszub. Wciąż żywa jest legenda, że gdy Bóg stwarzał ziemię, zupełnie zapomniał o Kaszubach. Jeden z aniołów w porę to jednak zauważył. Bóg zajrzał do swoich spichrzów – a tam zostało już wszystkiego po trochu. I obsypał kaszubską ziemię dąbrowami, borami sosnowymi, błękitnymi jeziorami, krętymi rzekami, piaszczystymi wydmami, zielonymi dolinami, odłamkami skał i kroplami morza. Pośród tego malowniczego piękna od najdawniejszych czasów żyje wspaniały słowiański lud – Kaszubi, rdzenni mieszkańcy Pomorza, stanowiący najliczniejszą grupę etniczną w Gdańsku, Słupsku, Sopocie i Gdyni.

Kaszubi w języku kaszubskim zaliczają Trójmiasto do Kaszub. Źródło: Wikipedia.

Język kaszubski

Przez długi czas toczyły się spory, czy kaszubski jest dialektem polszczyzny, czy samodzielnym językiem. Ostatecznie uznano go za odrębny język. Uzyskał nawet status jedynego w Polsce języka regionalnego. W szkołach naucza się go jednak jako przedmiotu dodatkowego. W 2005 roku uczniowie otrzymali prawo zdawania egzaminów po kaszubsku.

Podobnie jak cała ludność Pomorza, Kaszubi przeciwstawiali się germanizacji, broniąc prawa do ojczystego języka. Lekarz Florian Ceynowa, nazywany „ojcem kaszubskiego regionalizmu”, był autorem pierwszej gramatyki języka kaszubskiego.

W pierwszej połowie XIX wieku Kaszubi zaczęli opuszczać swoje ziemie z powodu kryzysu gospodarczego. Jedni szukali pracy sezonowej za granicą, inni emigrowali do Niemiec, Kanady i USA. Kaszubski pisarz Hieronim Derdowski, który zebrał unikatowe informacje o kaszubskiej emigracji, obliczył, że pod koniec XIX stulecia w USA mieszkało 90 700 Kaszubów, w Kanadzie 25 000, a w Brazylii 15 000. Niewielka część Kaszubów osiedliła się w Australii i Nowej Zelandii.

Kolejne znane na Pomorzu nazwisko to poeta i pedagog, autor słownika polsko-kaszubskiego Jan Trepczyk – twórca nieoficjalnego hymnu kaszubskiego Zemia Rodnô i jeden z założycieli Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie.

W międzywojennej Polsce stosunek do Kaszubów był dwojaki. Z jednej strony Polacy byli im wdzięczni za przyłączenie do Polski, z drugiej – obawiali się, że Kaszubi zaczną domagać się autonomii ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Podczas II wojny światowej Niemcom, mimo całego naporu i starań, nie udało się zasymilować Kaszubów. Dlatego pierwszy obóz koncentracyjny Stutthof powstał przede wszystkim właśnie po to, by wyniszczyć niepokorną kaszubską elitę intelektualną.

Po wojnie skład etniczny zmienił się w wyniku przesiedlenia Niemców do Niemiec, a Pomorzan z niemieckiego Pomorza – do Gdańska. Polaków z głębi kraju zaś przesiedlano – jak ktoś zażartował – „na bałtyckie kurorty”, dla umocnienia jedności narodów. O kaszubskiej autonomii nikt już nie myślał.

Dziś Kaszubi mieszkają w województwie pomorskim. Mają własne media oraz Centrum Kultury Kaszubskiej w „Szwajcarii Kaszubskiej” – Szymbarku. O zachowanie tożsamości dba zaś Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie.

Ziemia kaszubska, bogata w tradycje, co roku przyciąga mnóstwo turystów. Choć świat walczy z nałogiem tytoniowym, to – jak to się mówi – z piosenki słowa nie wyrzucisz: jedną z najbardziej charakterystycznych tradycji Kaszubów jest zażywanie tabaki. Przechowuje się ją w tabakierkach wykonanych z krowich rogów.

TRÓJGRÓD, CZYLI PO POLSKU – TRÓJMIASTO

Taką nazwę otrzymała aglomeracja obejmująca trzy miasta: Gdańsk, Sopot i Gdynię wraz z przedmieściami, które rozciągają się łącznie na około dwudziestu kilometrach wzdłuż Zatoki Gdańskiej. Ich łączna liczba ludności wynosi około miliona osób. W praktyce Trójmiasto stanowi jedno miasto o powierzchni 414,38 kilometra kwadratowego. 28 marca 2007 roku aglomeracja została formalnie usankcjonowana deklaracją „Karta Trójmiasta”.

Historia zaczęła się w 1922 roku od budowy portu Gdynia na niewielkim odcinku bałtyckiego wybrzeża. Po II wojnie światowej Gdańsk i Sopot weszły w skład Polski i wraz z budowaną od 1922 roku Gdynią utworzyły aglomerację. Podobne zjawisko nie jest w Europie niczym wyjątkowym – przykładem może być belgijska Antwerpia z Mechelen i Turnhout. W naszym przypadku można przypomnieć, że również Królewiec (obecny Kaliningrad) powstał niegdyś z połączenia trzech miast: Starego Miasta, Knipawy i Lipnika.

Połączone świetnie zorganizowaną komunikacją Gdańsk, Sopot i Gdynia mogą być uważane za samodzielne miasta, z których każde ma własną historię. Najmłodszym miastem Trójmiasta jest Gdynia, największy współczesny port na Bałtyku. Dziś trudno sobie wyobrazić, że na początku ubiegłego wieku w jej miejscu stała stara, znana od 1253 roku wioska rybacka, która dała nazwę współczesnemu miastu. Od rozpoczęcia budowy do 1926 roku liczba mieszkańców Gdyni wzrosła stukrotnie – z 1000 do 100 000.

Gdynię nazywa się miastem z morską duszą. Pierwszy statek pełnomorski wpłynął do portu w 1923 roku. Do 1939 roku działało tu już sześć dużych nabrzeży postojowych dla statków.

Podczas II wojny światowej Niemcy, którzy okupowali miasto, przemianowali Gdynię na Gotenhafen i doszczętnie zniszczyli port oraz stocznie. Wiele budynków, które cudem ocalały, to przykłady popularnej w Europie na początku ubiegłego wieku secesji.

Dziś przy gdyńskim molo cumują dwa statki-muzea. Jeden z nich – fregata „Dar Pomorza” (Dar Pomorza) – ma bogatą historię. Zbudowano ją w 1909 roku w stoczni Blohm & Voss w Hamburgu pod nazwą „Prinzess Eitel Friedrich” i do wybuchu I wojny światowej służyła jako statek szkolny niemieckiej floty handlowej, a następnie jako baza dla załóg okrętów podwodnych w Kolonii. Po wojnie statek jako trofeum przekazano najpierw Francji, gdzie zmienił nazwę na „Colbert”. W 1929 roku żaglowiec wykupiło za 7 tysięcy funtów polskie społeczeństwo Pomorza i nadało mu imię „Dar Pomorza”. W latach 1934–35 fregata odbyła rejs dookoła świata. II wojnę światową przetrwała w Sztokholmie i w listopadzie 1945 roku powróciła do Gdyni nienaruszona. Dziś to statek-muzeum z oryginalnym wystrojem kajut i kolekcją eksponatów zebranych przez załogę.

Dar PomorzaGdynia. Fregata „Dar Pomorza” przy nabrzeżu.

Port lotniczy im. Lecha Wałęsy

W ostatnich latach duże zmiany przeszedł również gdański port lotniczy: dzięki nowemu terminalowi zwiększyła się liczba połączeń. Wyremontowano także drogę startową. Udoskonalony system kursowo-ścieżkowy (ILS) pozwala samolotom lądować w najtrudniejszych warunkach. Największe europejskie tanie linie lotnicze zabiorą was bezpośrednimi lotami z Gdańska praktycznie we wszystkie zakątki Starego Kontynentu.

„Dar Pomorza” widnieje na polskich srebrnych monetach wyemitowanych z okazji 15-lecia powstania portu morskiego w Gdyni. Pamiątkowe monety jubileuszowe wydano również z okazji 50- i 75-lecia fregaty.

Obok żaglowca stoi prawdziwa narodowa relikwia – polski niszczyciel „Błyskawica”, jedyny zachowany okręt zbudowany przed II wojną światową, na którym wciąż pełnią wachtę marynarze i oficerowie polskiej Marynarki Wojennej.

W Gdyni nie ma wąskich uliczek, jak w dawnych miastach. Są jednak miejsca interesujące ze względu na stosunkowo niedawną przeszłość. Na przykład ulica 10 Lutego, biegnąca przez całe miasto aż do samej plaży, nazwana na cześć dnia, w którym na mocy traktatu wersalskiego Polsce zwrócono 140 kilometrów wybrzeża Bałtyku. Przy tej ulicy znajdują się zachowane historyczne gmachy Poczty i Rady Miejskiej.

Jedna z najbogatszych w Europie ekspozycji poświęconych historii polskich emigrantów, którzy niegdyś wypływali z Gdyni za ocean, zgromadzona jest tutaj w Muzeum Emigracji. Prawdziwym muzeum pod gołym niebem, stworzonym przez naturę, są dzielnice Orłowo i Redłowo, w pobliżu których leży rezerwat przyrody Kępa Redłowska, uważany za perłę Trójmiasta i ulubione miejsce spacerów oraz uprawiania sportu przez mieszkańców.

Jednym z najpopularniejszych kurortów nad Bałtykiem i nieoficjalną „letnią stolicą” Polski (zimową jest ośrodek narciarski Zakopane na południu kraju) jest liczący nieco ponad 40 tysięcy mieszkańców Sopot, wciśnięty między Gdańsk a Gdynię na wybrzeżu Zatoki Gdańskiej. Miasto uchodzi za uzdrowisko dzięki bogatej w jod wodzie morskiej, leczniczym źródłom solankowym i dawnym łazienkom.

Sopot słynie z najdłuższego w Europie drewnianego mola, mierzącego ponad pół kilometra.

Pierwsze molo zbudowali w 1817 roku Rosjanie dla swoich okrętów wojennych, lecz opuszczając miasto, zniszczyli konstrukcję. W 1827 roku wzniesiono tu nowe, niewielkie molo spacerowe, przeznaczone specjalnie dla kuracjuszy. Później przedłużono je do obecnych rozmiarów. Z tarasu widokowego Starej Latarni Morskiej, zbudowanej w 1904 roku, można nie tylko podziwiać panoramę miasta, ale i zobaczyć Zatokę Gdańską z półwyspem Westerplatte.

Tereny, na których leży dziś Sopot, były zamieszkane przez plemiona słowiańskie od VII wieku. W średniowieczu istniała tu wieś, a później pojawiły się podmiejskie dwory zamożnych mieszczan. Od 1772 roku Sopot należał do Prus, a w 1919 roku przeszedł do Polski. Historia miasta jako kurortu zaczęła się w 1823 roku, gdy były lekarz napoleoński Jan Haffner wybudował tu łazienki lecznicze. Od tego czasu to nadmorskie miasteczko należy do najbardziej prestiżowych europejskich kurortów.

Wielu widzów przyciąga Opera Leśna, w której odbywały się festiwale sopockie. Założył ją sto lat temu, w 1909 roku, kapelmistrz Gdańskiego Teatru Miejskiego Paul Walther-Schäffer w otoczonej zalesionymi wzgórzami niecce. Przedstawienia cieszyły się tu ogromnym powodzeniem. Wystawiano głównie opery kompozytorów niemieckich, a szczególną popularnością cieszył się Wagner. Sopot stał się ośrodkiem życia muzycznego. Na otwarcie Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w 1961 roku teatr zmodernizowano, a scenę i widownię przykryto ogromnym zadaszeniem.

SopotSopot. Tutejsze molo (Molo) jest największą w Europie drewnianą przystanią morską.

Miłośnicy sportu mają w mieście mnóstwo możliwości: żeglarstwo, jeździectwo, tenis. Dużą popularnością cieszą się trasy rowerowe wytyczone wzdłuż wybrzeża morskiego. Łączą one miasta i przedmieścia Trójmiasta. Sopot nie ma własnej komunikacji miejskiej, autobusy obsługują tu miejskie przedsiębiorstwa komunikacyjne Gdańska i Gdyni. Do miasta dociera też jedna linia gdyńskiego trolejbusu. Poza tym z Sopotu do pozostałych miast Trójmiasta można dojechać pociągami szybkiej kolei miejskiej – to coś pośredniego między pociągiem podmiejskim a tramwajem.

Zabytków w kurorcie nie ma aż tak wiele, ale jest co oglądać. Na przykład zbudowany w 2004 roku „Tańczący Dom”, który Polacy nazywają „krzywym”. Nie ma w nim ani jednego kąta prostego. Ściany, drzwi i okna wyginają się jak w krzywym zwierciadle. Mimo to „Krzywy Domek” harmonijnie wpisał się w zespół architektoniczny historycznego centrum Sopotu.

Kościół św. Jerzego przy ulicy Kościuszki wzniesiono w latach 1899–1901 przy wsparciu króla pruskiego Wilhelma II i jego małżonki Augusty Wiktorii, która osobiście przekazała fundusze na budowę. Architekt Ludwig von Tiedemann zrezygnował z honorarium za swoją pracę.

Król sam zatwierdzał projekt i wprowadził do niego pewne zmiany – nalegał na podwyższenie wieży, tak aby była widoczna od strony Zatoki Gdańskiej. W ten sposób żeglarze zyskali dodatkowy punkt orientacyjny na brzegu. Na otwarciu i poświęceniu kościoła 17 września 1901 roku obecna była królowa. Do kościoła św. Jerzego dochodzi najsłynniejsza ulica miasta – Bohaterów Monte Cassino, czyli Monciak, jak ją potocznie nazywają.

Nietypową dla miasta budowlą jest kościół Zbawiciela, wzniesiony w stylu secesyjnym w 1919 roku dla sopockich protestantów. W czasie wojny budynek mocno ucierpiał, ale świątynia nie przestała działać. To jedyny kościół w Trójmieście, w którym odprawia się nabożeństwa ewangelickie.

Jedną z kontrowersyjnych atrakcji Sopotu jest fontanna „Jaś Rybak”. Niektórzy z jakiegoś powodu uważają ją za niedorzeczną. Fontannę zbudowano po zakończeniu wojny. Posąg rybaka z koszem ryb stoi pośród strumieni wody. Podobna rzeźba zdobiła niegdyś ogród jednej z willi.

OlivaOliwa. Pałac Opatów w głównym parku Gdańska – Oliwskim.

Nie mniej wyjątkowa jest trójmiejska dzielnica Oliwa. „Rozłożone u stóp malowniczych wzgórz domy skupiały się wokół katedry i wzdłuż biegu Potoku Oliwskiego. Od wczesnego średniowiecza z Gdańska do Słupska i Pucka biegł szlak handlowy zwany Via regia – »Trakt Królewski«. Stąd, przez szeroko otwartą bramę malowniczej Doliny Radości, droga pięła się ku szczytom wzgórz”. Tak pisarz Lech Krzyżanowski opisuje to ciche, przytulne miejsce na północnym zachodzie Gdańska z przepiękną katedrą, pałacem i parkiem.

Katedra Oliwska pw. Trójcy Świętej, Najświętszej Maryi Panny i św. Bernarda

Katedra była główną świątynią Pomorza i miejscem pochówku miejscowych książąt. Wraz z Pałacem Opatów stanowiła część klasztoru cystersów w Oliwie, założonego 2 lipca 1186 roku. Trójnawowa bazylika została wzniesiona w stylu gotyckim z elementami barokowymi. Fasadę flankują dwie wysokie, 46-metrowe wieże z barokowymi hełmami. Wewnątrz znajdują się 23 marmurowe ołtarze w stylu barokowym i rokokowym. W swojej historii katedra kilkakrotnie płonęła. W 1350 roku, po trzecim pożarze, odbudowano ją w stylu gotyckim. W 1925 roku otrzymała status katedry, a w 1992 roku stała się siedzibą archidiecezji gdańskiej. Główną ozdobą katedry są organy, dzieło zakonnika Johanna Wilhelma Wulffa.

Po raz pierwszy Oliwa pojawia się w nieoficjalnych dokumentach klasztoru cystersów w 1186 roku, kiedy książę Sambor sprowadził na te ziemie konwent cystersów z pomorskiego Kołbacza i podarował opactwu siedem okolicznych wsi. Jako ludzie przezorni, mnisi bardzo szybko powiększyli swoje włości, zbudowali stawy i młyny, udoskonalili metody uprawy ziemi.

Przez ponad 600 lat na oliwskiej ziemi istniało opactwo cystersów, wokół którego przez stulecia rozgrywały się dramatyczne wydarzenia. W XIII wieku klasztor dwukrotnie padł ofiarą najazdu Prusów, którzy spalili go doszczętnie. Trzykrotnie łupili go krzyżacy. W końcu mnisi zbudowali kaplicę z cegły. Do połowy stulecia wzniesiono bazylikę z kaplicami w typowo romańskim stylu. Dziś jej budynek zachowuje kształt, jaki uzyskał w wyniku przebudowy po potężnym pożarze w 1350 roku. Po wszystkich nieszczęściach, które jedno po drugim spadały na głowy mnichów – epidemiach, najazdach, pożarach – opactwu się poszczęściło: do XVIII wieku na dobre osiadło tu wiele możnych rodów z Gdańska. Patrycjusze budowali własne młyny, olejarnie, kuźnie, tartaki. Pomogli nawet mnichom w budowie nowego Pałacu Opatów w latach 1754–56. Po pierwszym rozbiorze Polski miasto liczące 500 mieszkańców i 70 budynków przypadło Prusom, a władze pruskie przejęły cały majątek opactwa. Kościół oliwski stał się katolicką parafią, a stary kościół parafialny św. Jakuba przypadł ewangelikom. Tak wraz z początkiem panowania pruskiego zakończył swoje istnienie zakon cystersów w Oliwie.

Spokojne życie przerwała I wojna światowa. Dzwony i piszczałki starych organów katedralnych przetopiono na potrzeby wojska. Na mocy traktatu wersalskiego Oliwa weszła w skład Wolnego Miasta. Ledwie wyremontowano organy w katedrze, wybuchła II wojna światowa i Oliwa wraz z Danzigiem znów znalazła się pod panowaniem Niemców. Po wojnie została uporządkowana i przekształciła się w piękną, malowniczą dzielnicę. Obecny wygląd Katedry Oliwskiej zachował się od XVI wieku. Fasadę zdobią dwie 46-metrowe wieże ze strzelistymi iglicami.

Sto metrów od bazyliki znajdują się stary kościół parafialny św. Jakuba i Pałac Opatów. Atmosferę spokoju i harmonii tworzy piękny park cysterski z starannie przystrzyżonymi trawnikami, stawami i łabędziami, maleńkimi kanałami i wodospadami. W jednym z zakątków parku stoi pomnik polskiego poety Adama Mickiewicza, którego imię nosi ta „oaza ciszy i kontemplacji”.

Największą częścią Trójmiasta jest oczywiście stolica województwa pomorskiego – Gdańsk, z ponad tysiącletnią historią. Miasto odrodziło się z ruin pozostawionych przez II wojnę światową.

GdańskGdańsk. Historyczne centrum miasta, które niczym Feniks powstało z popiołów, zachwyca!

Odbudowano dawne kamienice, kościoły, bramy, ulice. Zabytkowe budynki powróciły na swoje historyczne miejsca. Zmieniły się co najwyżej ich funkcje. W budynku Ratusza mieści się dziś na przykład Muzeum Historyczne Gdańska, a tuż przed nim Fontanna Neptuna niezmiennie cieszy mieszkańców.

Wciąż żywa jest legenda, że pewnego dnia władcy mórz sprzykrzył się brzęk monet, które ludzie wrzucali do fontanny, i z całej siły uderzył trójzębem w wodę. Monety zamieniły się w złoty pył, woda nabrała złocistej barwy i stała się lecznicza. Tak powstała słynna gdańska „Złota Woda” (Goldwasser, lub Złota Woda). Nie ma ona oczywiście nic wspólnego z czysto polskim wynalazkiem – likierem o tej samej nazwie, nastawianym na 20 ziołach i doprawianym drogimi przyprawami.

Nawiasem mówiąc, w 1881 roku profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie Stanisław Tarnowski tak opisywał słynną wytwórnię wódek przy ulicy Szerokiej 52: „Skład gdańskiej wódki, znana na cały świat wytwórnia sławnej «Złotej Wody», jej stolica mieści się «Pod Łososiem». Do dziś zachował się tu polski napis, a ogromny drewniany łosoś wisi nad drzwiami od Bóg wie jak zamierzchłych czasów – być może od dnia założenia tego sklepu, ni mniej, ni więcej, tylko od 1598 roku. Nie wiem, czy w składzie przechowuje się trzystuletnią, archeologiczną «Złotą Wodę» (jeśli tak, to musi być dobra), ale już sama firma jest czcigodnym zabytkiem archeologicznym”. W marcu 1945 roku legendarny „Łosoś” spłonął wraz z Głównym Miastem. Jednak, jak piszą miejscowi historycy i regionaliści, w 1976 roku „znów gościnnie otworzył swoje ciężkie dwuskrzydłowe drzwi w tym samym miejscu, potwierdzając trwałość tradycji”.

Wzdłuż Motławy ciągnie się Długie Pobrzeże, nad którym wznosi się najstarszy i największy dźwig portowy w Europie, zwany Żurawiem (Niemcy nazywali go Krantor – Brama Dźwigowa). Dziś eksponaty mieszczącego się w nim Centralnego Muzeum Morskiego opowiadają o historii polskiego żeglarstwa.

Ruch „Solidarność”

Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” powstał w wyniku masowego ruchu strajkowego w sierpniu i wrześniu 1980 roku, a założony został w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Założycielem i przywódcą „Solidarności” został Lech Wałęsa. Od stycznia 1982 do maja 1986 roku „Solidarność” zmuszona była działać w podziemiu. 17 kwietnia 1989 roku związek został ponownie oficjalnie zalegalizowany. Jako najbardziej masowy ruch antykomunistyczny „Solidarność” zjednoczyła różne siły polityczne – od katolickich konserwatystów i prawicowych liberałów po skrajnie lewicowych socjalistów i anarchistów. W latach 1989–1990 związkowcom udało się przeprowadzić pokojową rewolucję i ostatecznie uwolnić Polskę od reżimu komunistycznego.

Z nabrzeża Motławy do centrum Głównego Miasta można dostać się przez jedną z bram miejskich. Na najpiękniejszą ulicę, Mariacką – przez Bramę Mariacką. Kończy się ona majestatyczną, ceglaną gotycką Bazyliką Mariacką, która może pomieścić ponad 20 tysięcy osób. Pod jej sklepieniami znajduje się 31 kaplic, trzy tuziny wielkich okien i dawny zegar astronomiczny. Od XV wieku pokazuje on fazy Księżyca, znaki zodiaku, datę i godzinę.

W jednym z zaułków Głównego Miasta stoi niemal nietknięty przez wojnę dominikański kościół św. Mikołaja ze złoconym, wielokondygnacyjnym ołtarzem i wielkimi organami.

Obok Głównego Miasta rozwija się także Stare Miasto, gdzie również jest co podziwiać. Zachował się zbudowany przez Krzyżaków Wielki Młyn. Za nim, po przeciwnej stronie ulicy – Ratusz Staromiejski. Naprzeciwko Wielkiego Młyna znajduje się z kolei kościół św. Katarzyny, najstarszy w Gdańsku. Tuż za nim, kilka stuleci później, wyrósł chyba najbardziej dziś „upolityczniony” kościół – św. Brygidy, który w latach 80. był schronieniem dla działaczy antykomunistycznej „Solidarności”.

W dziwny sposób, jakby wybiórczo, ocalało w Gdańsku kilka budynków, których utraty trudno byłoby żałować. To dawny gmach Gestapo (do 1956 roku zajmowało go sowieckie NKWD) oraz dom Rudolfa Spannera, który w czasie II wojny światowej był lekarzem wojskowym. W latach 1943–44 opracował on metodę wytwarzania mydła z ludzkiego tłuszczu. Eksperymenty prowadził na więźniach Stutthofu. Według świadków zeznających w procesie norymberskim chodziło jedynie o zwłoki więźniów. Spanner nie został pociągnięty do odpowiedzialności, ponieważ nie udowodniono mu, że zabijał ludzi, których ciała wykorzystywał w swoich eksperymentach. W 1957 roku sadysta był już dyrektorem Instytutu Anatomii w Kolonii, gdzie stworzył cieszący się wielkim uznaniem atlas anatomiczny, używany do dziś. Sam zmarł na udar w 1960 roku.

Gdansk

Historyczne centrum Gdańska było najbardziej imponującym i bezprecedensowym przedsięwzięciem konserwatorskim.

Potrzebne były nie tylko ręce do pracy, ale przede wszystkim czas. Przed konserwatorami stanęło niezwykle trudne zadanie – odnalezienie wizerunków wszystkich zniszczonych domów. Przedwojenny Gdańsk nie gromadził dokumentacji, wszystkie archiwa wywieziono na zachód. Dlatego historyczne centrum trzeba było składać kawałek po kawałku – z rysunków, wycinków ze starych gazet, rodzinnych fotografii i obrazów. Jako pierwsze powstały szkice fasad ulic Długiej, Ogarnej i Piwnej. Podczas uprzątania powojennych gruzów wszystkie detale architektoniczne gromadzono w pracowniach konserwatorskich, można rzec, co do pyłku. Ustalenie, do którego domu należał dany kamienny fragment, było niezwykle trudne. Pracami konserwatorsko-odbudowlanymi kierowali pracownicy Katedry Architektury Polskiej Politechniki Gdańskiej Jan Borowski i Marian Celiński.

Są jeszcze w Trójmieście dzielnice, do których ręce fachowców dopiero co dotarły. Ich odbudowa to jedynie kwestia czasu – prace nie ustają ani na jeden dzień. Trwają też publiczne dyskusje nad projektami przebudowy miasta.

Podczas 20 lat rządów prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który na początku 2019 roku zginął tragicznie na oczach całego miasta, Gdańsk zmienił się nie do poznania, przeistaczając się z europejskiej prowincji w znany na całym świecie ośrodek turystyczny. Młody prezydent zapisał się w pamięci gdańszczan i wszystkich, którzy śledzili jego działalność, na wiele sposobów. Choćby oryginalnym rozwiązaniem problemu nawierzchni dróg. W 2013 roku polecił zdjąć w centrum Gdańska asfalt, którym pokryty był historyczny bruk. Adamowicz uważał, że dawna nawierzchnia ma mnóstwo zalet: woda deszczowa nie zatrzymuje się na jezdni, kurzu jest mniej niż na asfalcie. Także dla bezpieczeństwa ruchu to same plusy – kierowcy są zmuszeni przestrzegać ograniczeń prędkości. No i oczywiście aspekt estetyczny był dla niego nie mniej ważny: „Wie pan, jak przyjemnie jedzie się taksówką po bruku! Na Polach Elizejskich też jest bruk…”

W przeciwieństwie do stanowiska władz Polski Paweł Adamowicz opowiadał się za przyjmowaniem migrantów i stworzeniem im jak najkorzystniejszych warunków. Gdańsk rzeczywiście stał się pierwszym polskim miastem, które przyjęło bezprecedensowy plan integracji różnych narodów. Prezydent miał nadzieję, że program będzie działał co najmniej przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Jak mówił, wszyscy mają prawo do szczęścia.

Dbając o dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją, Adamowicz zapoczątkował tradycję składania kwiatów na grobach poległych żołnierzy radzieckich w dniu wyzwolenia Gdańska spod faszyzmu, za co opozycja nazywała go „rosyjskim elementem”. „Nieprawdziwym Polakiem” okazał się także po zniesieniu przez stronę polską małego ruchu granicznego z Kaliningradem, kiedy wystąpił z krytyką oficjalnej Warszawy. Jego zdaniem za tą decyzją stały siły polityczne, którym interesy zwykłych Polaków są mało obojętne.

Mieszkańcy uważali swojego prezydenta za uczciwego, wyrazistego i ciekawego polityka, bliskiego ludziom, szanowali go za dużą troskę o programy społeczne. Nie chował się za grubymi ścianami gabinetu. Rozmawiał z ludźmi na ulicy (bez ochrony!), omawiał z nimi swoje pomysły, interesował się ich problemami i je rozwiązywał. Za Adamowicza powstało Biuro Rozwoju Miasta – Biuro Rozwoju Miasta, które przygotowuje i nadzoruje wszystkie inwestycje w mieście, prowadzi badania socjologiczne i techniczne oraz zbiera informacje o potrzebach mieszkańców.

Od 2006 roku w Gdańsku działa program stypendialny dla studentów kierunków informatycznych. Później prezydent wprowadził politykę „otwartego miasta”: w internecie publikowany jest rejestr wydatków i każdy mieszkaniec może sprawdzić, ile pieniędzy przeznacza się na oświatę, służbę zdrowia, kulturę, remonty dróg, utrzymanie instytucji publicznych… Wokół władz miejskich wytworzyło się w Gdańsku środowisko intelektualistów i działaczy społecznych, które stało się główną siłą napędową nieustannych pozytywnych zmian.

Przemiany we współczesnym Gdańsku mają dość duży zasięg. W 2011 roku zbudowano stadion piłkarski PGE Arena Gdańsk na 44 tysiące widzów, którego koszt szacuje się na 623 miliony złotych. Jego budowa rozpoczęła się w 2008 roku. Do grudnia 2009 roku stadion nosił roboczą nazwę Baltic Arena, dopóki PGE Group nie wykupiła praw do nazwy obiektu.

Rok wcześniej pierwszych widzów przyjęła kryta, wielofunkcyjna Ergo Arena na 15 tysięcy miejsc, położona dokładnie na granicy Sopotu i Gdańska. Co więcej, oba miasta uczestniczą w jej finansowaniu. Otwarcie kompleksu sportowo-rozrywkowego zainaugurował mecz siatkówki, który mieszkańcy zapamiętali dzięki temu, że polska drużyna pokonała Brazylijczyków, mistrzów świata. Oprócz zawodów sportowych w Ergo Arenie odbywają się wystawy i koncerty. Przyjeżdżał tu Cirque du Soleil, występowali Lady Gaga, Elton John, Rod Stewart, Jean-Michel Jarre, Sting, Depeche Mode, Scorpions i wielu innych. A w 2014 roku odbyły się tu Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce.

W ostatnich latach w Gdańsku pojawiła się nowa miejska linia kolejowa PKM oraz południowa obwodnica miasta (Obwodnica Trójmiejska) – szybka droga ekspresowa. Przebudowano molo w Brzeźnie i przystań jachtową przy ulicy Szafarnia. Zbudowano szkoły i baseny z salami gimnastycznymi, odnowiono nabrzeże i Targ Rybny, a na Wyspę Sobieszewską przerzucono most zwodzony.

W 2016 roku pod Martwą Wisłą zbudowano tunel drogowy o długości niemal półtora kilometra. Stanowi on ważne ogniwo Trasy Słowackiego, łączącej lotnisko im. Lecha Wałęsy z portem morskim. To jedna z największych inwestycji ostatnich lat w nadmorskiej Polsce i pierwszy tego rodzaju obiekt w kraju.

Aleksandra Dulkiewicz

3 marca 2019 roku mieszkańcy wybrali na nowego prezydenta Gdańska Aleksandrę Marię Dulkiewicz, która od 2017 roku była zastępczynią Pawła Adamowicza, a od dnia jego śmierci pełniła obowiązki prezydenta miasta. Zanim stanęła do wyborów, Aleksandra Dulkiewicz pracowała w Europejskim Centrum Solidarności oraz w Gdańskiej Agencji Rozwoju Gospodarczego Invest. Była przewodniczącą klubu Platformy Obywatelskiej w Radzie Miasta Gdańska. Od 17 marca 2017 do 14 stycznia 2019 roku – zastępczyni prezydenta Gdańska ds. polityki gospodarczej. Podczas wyborów samorządowych w 2018 roku kierowała sztabem wyborczym Pawła Adamowicza.

W ostatnich latach najpoważniejsze zmiany objęły także Port Północny, którego budowę rozpoczęto w 1970 roku, a już cztery lata później został otwarty. Później powstały baza przeładunku paliw płynnych, nabrzeże rudowe oraz terminal przeładunku gazu płynnego (LPG). To kamienie milowe, dzięki którym narodził się wielki port, reprezentujący Gdańsk w europejskiej lidze portów głębokowodnych. W czerwcu 2007 roku otwarto Głębokowodny Terminal Kontenerowy, a następnie nastąpiło przełomowe wydarzenie w życiu portu – uruchomiono regularną oceaniczną linię kontenerową, która połączyła Gdańsk z Dalekim Wschodem. Port nieustannie się rozwija i dziś uchodzi nie tylko za obiekt o znaczeniu regionalnym, ale i za najdalej na wschód wysunięty kontynentalny port zjednoczonej Europy.

Paweł Adamowicz, który był przewodniczącym Rady Nadzorczej portu, powiedział: „Port Północny należy do największych sukcesów, niezależnie od całościowej oceny okresu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Był wówczas namiastką i zwiastunem suwerenności gospodarczej kraju… To jedna z inwestycji, które przetrwały próbę czasu”.

W biografii Adamowicza są karty związane ze związkiem zawodowym „Solidarność”. W latach 1990–94 był jego członkiem. 31 sierpnia 2005 roku na placu Solidarności w Gdańsku, przy pomniku robotników Stoczni Gdańskiej poległych w 1970 roku, podpisano akt powołania Europejskiego Centrum Solidarności. Wtedy też Adamowicz zainicjował utworzenie muzeum ruchu „Solidarność”. Budowa rozpoczęła się w 2010 roku i kosztowała 232 miliony złotych. Połowę środków przekazała Unia Europejska. Na otwarciu kompleksu muzealnego 30 sierpnia 2014 roku obecni byli nie tylko prezydenci Polski i Gdańska, ale także przywódca „Solidarności”, były prezydent kraju Lech Wałęsa. Pięciokondygnacyjny gmach muzeum o powierzchni ponad 25 tysięcy metrów kwadratowych ma kształt budowanego statku. Każda sala opowiada o określonym etapie ruchu.

W Gdańsku działa także Muzeum II Wojny Światowej – największe na świecie i jedyne w Europie. Ekspozycja opowiada nie tylko o losach Polski, ale także o blokadzie Leningradu, o radzieckich partyzantach i o bitwie stalingradzkiej. Muzeum przedstawia pełny obraz wojny. Sam budynek zajmuje powierzchnię 23 tysięcy metrów kwadratowych. 5 tysięcy z nich przeznaczono na ekspozycję, której zasadnicza część znajduje się pod ziemią. Zwiedzanie zaczyna się właśnie w podziemiach, a kończy w wieży, z której roztacza się widok na odbudowany po wojnie Gdańsk.

W ciągu ostatnich dwóch dekad Gdańsk nie tylko odtwarzał to, co zniszczyła wojna, ale także się modernizował. Na ulice, wyposażone w bezpłatną sieć Wi-Fi, wyjechały nowe tramwaje i komfortowe autobusy. Zbudowano nową linię tramwajową z dzielnicy Piecki-Migowo do Wrzeszcza. Obecnie powstają kolejne trzy kilometry. Pojawiły się nowe trasy rowerowe o długości niemal 100 kilometrów. Poprowadzono je również wzdłuż wybrzeża, łącząc miasta i przedmieścia Trójmiasta. Dobiegają końca prace nad miejskim systemem wypożyczania rowerów Mevo. W ramach programu rewitalizacji odnowiono też szare bloki z wielkiej płyty, wzniesione w latach 70. ubiegłego wieku. Teraz nie wydają się już tak ponure.

Wielkie projekty nie obyły się bez inwestycji Unii Europejskiej. I w tym również zasługa Adamowicza. Stworzył zespół, który był w stanie je zrealizować.

Wyjątkowe położenie i duch wolności stworzyły w Gdańsku jego szczególną atmosferę. W dużej mierze to zasługa jego prezydenta. Paweł Adamowicz nie obiecywał rzeczy niemożliwych: „Mówimy konkretnie o tym, co i gdzie chcemy zrealizować… U nas wszystko jest policzone, bo jesteśmy profesjonalistami. Gdańsk nie potrzebuje amatorów. Gdańsk to zbyt poważne, zbyt duże miasto, by poddawać je wątpliwym amatorskim eksperymentom”. Zbudował wolne miasto dla szczęśliwych ludzi. A zapytany, od czego zacząć, odpowiadał: „Po prostu nauczcie ludzi kochać swoje miasto. Zaczynając od dzieci”.

KALENDARIUM HISTORII GDAŃSKA

997 – Pierwsza pisemna wzmianka o Gdańsku w „Żywocie św. Wojciecha”.

1263 – Gdańsk otrzymuje od Lubeki prawa miejskie.

1282 – Książę Mściwój II przekazuje Pomorze Wschodnie (Pomerelię) wraz z jej stolicą Gdańskiem przyszłemu królowi Polski, księciu wielkopolskiemu Przemysłowi II.

1308 – Zajęcie Gdańska przez rycerzy zakonu krzyżackiego i przemianowanie miasta na Danzig.

1309 – Zakon zawiera z Brandenburgią układ w Myśliborzu i odkupuje od niej Pomorze wraz z Danzigiem.

1343 – Zakon nadaje Danzigowi prawo chełmińskie; rozpoczyna się budowa kościoła Najświętszej Marii Panny, Ratusza Głównego Miasta i murów miejskich.

1361 – Danzig zostaje członkiem związku miast hanzeatyckich.

1410 – W wyniku bitwy pod Grunwaldem miasto otrzymuje przywileje królewskie.

1454 – Kazimierz Jagiellończyk wydaje akt inkorporacji Danziga i całego Pomorza do Polski.

1454–1466 – Wojna trzynastoletnia miast pruskich z zakonem krzyżackim, w wyniku której Zakon staje się lennikiem króla polskiego i traci prawo do władania Danzigiem.

XV–XVI w. – „Złoty wiek” Danziga.

1626–1629 – Wojna polsko-szwedzka kończy się 26 września 1629 roku rozejmem w Altmarku. Zawarto go w pobliżu Danziga, w pruskiej wsi Altmark (Stary Targ, województwo pomorskie).

1655–1660 – „Potop szwedzki”. Najazd Szwedów na Polskę (Rzeczpospolitą) doprowadził do zawarcia rozejmu wileńskiego w wojnie polsko-rosyjskiej 1654−1667 i do wspólnej walki zwaśnionych stron przeciwko groźbie szwedzkiej hegemonii. Formalnie szwedzka inwazja kończy się po rozejmie w Oliwie.

1660 – Podpisanie pokoju oliwskiego, który rozwiązał konflikty między Rzecząpospolitą a Szwecją, pozostałe po wojnie polsko-szwedzkiej 1600–1629 i wojnie północnej 1655–1660.

1733–1735 – Wojna o sukcesję polską, w wyniku której królem Polski zostaje August Sas.

1772 – Pierwszy rozbiór Polski. Prusom przypada Pomorze i część Wielkopolski.

1793 – Drugi rozbiór Polski i przyłączenie Danziga do Prus.

1795 – Trzeci rozbiór Polski. Austria i Prusy otrzymują ziemie polskie. W rezultacie Polska przestaje istnieć jako państwo.

1807 – Napoleon zdobywa Danzig i ogłasza go Wolnym Miastem.

1815 – Danzig wraca w granice Prus.

1852 – Pierwsza linia kolejowa łączy Danzig z miastami Bromberg (pol. Bydgoszcz), Schneidemühl (Piła), Thorn (Toruń) i Hohensalza (Inowrocław).

1870 – Uruchomienie tramwaju konnego.

1895 – Uruchomienie tramwaju elektrycznego.

1919 – Na mocy traktatu wersalskiego Gdańsk otrzymuje status „wolnego miasta”

1939 – 1 września w Gdańsku (na Westerplatte) wybucha II wojna światowa

1945 – Koniec wojny, początek odbudowy miasta.

1970 – Początek niepokojów w Stoczni Gdańskiej.

1980 – Powstanie ruchu związkowego „Solidarność”.

1983 – Lech Wałęsa zostaje laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.

1990 – W wyniku pierwszych wolnych wyborów w 1990 roku Lech Wałęsa zostaje prezydentem Polski.

1998 – Prezydentem Gdańska zostaje wybrany Paweł Adamowicz. Później jeszcze czterokrotnie wygra wybory.

3 marca 2019 – w przedterminowych wyborach na prezydenta Gdańska, przeprowadzonych w związku z tragiczną śmiercią Pawła Adamowicza, mieszkańcy miasta wybierają na nową włodarzynię jego zastępczynię Aleksandrę Dulkiewicz.

BIBLIOGRAFIA

  • Freidrich Carl Gottlieb von Duisburg. Versuch einer historisch-topographischen Beschreibung der freien Stadt Danzig.
  • Daniel Gralath. Versuch einer Geschichte Danzigs.
  • О. Райле. Секретные операции абвера. Тайная война немецкой разведки на Востоке и Западе 1921–1945. Бойцы невидимого фронта.
  • Ю. Рубцов. К 70-й годовщине освобождения Гданьска.
  • М. Тымовский, Я. Кеневич, Е. Хольцер. История Польши.
  • Lokarno-Konferenz 1925. Eine Dokumentensammlung.
  • Мирный договор между Союзными и Объединившимися державами и Германией (Версальский договор) 28 июня 1919
  • Lorenz. Die Geschichte der Kaschuben.
  • Friedrich A. Vossberg. Muenzgeschichte der Stadt Danzig.
  • Walther Recke. Der diplomatische Kampf um Danzig vor und in Versailles.
  • Lothar Foerster. Die Abtrennung Danzigs von Preußen und dem Deutschen Reich.
  • Karl C. Thalheim. Das Grenzlanddeutschtum.
  • Табуи Женевьева. Двадцать лет дипломатической работы.
  • https://polski.pro/o-polsce/gdansk-gorod-neptuna
  • www.gdansk.ru
  • https://wikiway.com/poland/gdansk/
  • Ernst Ziehm. Die Entstehung der Freien Stadt Danzig.
  • Kossinna, Zeitschrift für Ethnologie.
  • Лех Кшижановский. Гданьск.
  • Л.Е.Горизонтова, В.А.Дьяков и др. Краткая история Польши.
  • Герберт Дирксен. Москва, Токио, Лондон – Двадцать лет Германской внешней политики.
  • М.П. Безруков, А.Е. Туровский и др. Путеводитель побед.
  • А.Е. Голованов. Дальняя бомбардировочная...
  • В.А. Зубачевский. Проблема Данцига и «польского коридора» в германо-польских отношениях в 1929–1933 гг.
  • Военная энциклопедия под ред. В.Ф. Новицкого. Данциг.
  • А. Самсонов. Победное завершение восточно-померанской операции. Штурм Гдыни, Данцига и Кольберга.
  • Franz Steffen. 4000 Jahre bezeugen Danzigs Deutschtum: Geschichte der ethnographischen, geschichtlichen, kulturellen, geistigen u. künstlerischen Verbundenheit Danzigs mit Deutschland von den ältesten Zeiten bis zur Gegenwart
  • М.Т. Кузьмина. Искусство Польши.
  • Мировая экономика, финансы и инвестиции. globfin.ru


W oprawie graficznej wykorzystano ilustracje z archiwum redakcji VisitPrussia.com, Wikipedii oraz serwisów fotostockowych Pixabay i PxHere. Pozostałe źródła podano w podpisach do ilustracji.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.