LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
[ 1814 ]
Quednau. – Widok na Królewiec. – Poznawanie miasta. – Wiadomości o założeniu miasta. – Jego rozmiary. – Architektura. – Ceny wynajmu mieszkań.
W drodze z Trutenau do Królewca, w pobliżu wsi Quednau, jest samotna góra, na której w czasach podboju Prus przez rycerzy niemieckich stał dobrze umocniony gród znakomitego rodu pruskiego. Wszedłem na tę górę, ale żadnych śladów dawnej twierdzy na niej nie znalazłem.
Choć góra jest piaszczysta, rośnie na niej jednak jakaś roślinność, można by ją zatem z powodzeniem obsadzić drzewami iglastymi. Fakt, że tak blisko stolicy takie miejsce pozostaje zupełnie puste, nie świadczy o pomysłowości miejscowych mieszkańców, chyba że, broń Boże, używają jej jako pastwiska dla bydła.
Z tego wzniesienia, położonego zaledwie pół mili od Królewca, mogłem w całości obejrzeć to miasto ze wszystkimi jego wieżami. Stąd wyraźnie było widać, że Królewiec ma nader znaczne rozmiary.
Na pozostałej części drogi do miasta niemało dręczyła mnie niecierpliwość, by szybciej dotrzeć na miejsce, ale konie, mocno przeciążone w poprzednich dniach, trzeba było oszczędzać. Dlatego jechałem powoli, a okolica, dobrze uprawiona, lecz płaska i bezbarwna, nie cieszyła mych oczu.
Wreszcie dotarłem do lichej, zmurszałej Bramy Rossgarten, zupełnie niegodnej stolicy, i po dobrych pół godzinie podjechałem pod gospodę „Zum deutschen Haus”.
Tę gospodę polecono mi w Kłajpedzie i rzeczywiście miałem wszelkie powody, by być zadowolonym z pokoju, jego umeblowania i obsługi. Myliłem się jednak, sądząc, że gospoda ta znajduje się na skraju miasta. Trochę mnie to martwiło, dlatego byłem mile zaskoczony, gdy powiedziano mi, że leży w samym centrum miasta.
Kiedy oddałem sprawiedliwość swemu żołądkowi i trochę się zdrzemnąłem, zapragnąłem wyjść, by złożyć kilka wizyt w interesach. Ale karczmarz, poczciwy chłop, odwiódł mnie od tego, mówiąc, że dziś nigdzie nie będę mile widziany: była sobota. W tym dniu chrześcijańskie domy handlowe zwykle podsumowują bilans swoich rachunków. Ponadto sobota jest tu dniem sprzątania domu, tak że trudno w tym dniu znaleźć kogoś, z kim można by omówić sprawy handlowe.
W niedziele zaś nie ma tu zwyczaju chodzenia z wizytami, dlatego przez dwa dni byłem pozostawiony samemu sobie. Chcę wykorzystać ten czas, by powłóczyć się po mieście, poznać je i nauczyć się orientować w nim bez przewodnika.
Ten mój list jest na razie zbyt krótki i nie zaspokoi twojej ciekawości, więc na razie przerwę, ale będę kontynuował, gdy tylko będę miał coś do przekazania.
* * *
…Kontynuuję list. Bardzo się ucieszyłem, spotkawszy swojego towarzysza podróży przez litewską nizinę (Niederung), tym bardziej że niestety zgubiłem jego adres. Ten poczciwy człowiek obiecał zapoznać mnie ze wszystkimi osobliwościami miasta. Widzieliśmy już wiele i, biorąc pod uwagę wielką rozległość tego miejsca, zdaje się, że nie ustępujemy sobie nawzajem szybkością chodu. Poniżej dowiesz się, z czym się zapoznałem i co zobaczyłem do tej pory.
Królewiec zawdzięcza swoje powstanie królowi Czech Ottokarowi, który tu, na miejscu starego pruskiego grodu, zbudował twierdzę, ukończoną w 1255 roku i nazwaną na cześć króla Królewską Górą.
Dogodne położenie nad żeglowną rzeką skłoniło kilku niemieckich kolonistów, pozostających pod ochroną mocnych murów okazałego zamku i jego dzielnych rycerzy, do założenia miasta otoczonego murami i wieżami, które obdarzono wszelkimi przywilejami i nazwano od imienia zamku Królewcem.
Wkrótce na pobliskiej wyspie zbudowano drugą umocnioną osadę, a stulecie później – trzecią. Te trzy miasta oddzielone były od siebie jedynie murami i rzeką. Wszystkie uznawały zakon krzyżacki za swojego zwierzchnika, a mimo to nie miały ze sobą nic wspólnego.
Przeciwnie, każde z nich miało swój magistrat i od samego początku swego istnienia toczyły ze sobą krwawe porachunki. Później wokół tych trzech miast powstało czternaście przedmieść, a w XVII wieku każde z nich otoczyło się wałem ziemnym. Aż do końca XVIII wieku były one do tego stopnia od siebie oddzielone, że jeśli ktoś otrzymywał prawa obywatelskie w którymś z miast królewieckich albo na jego przedmieściu, to nie mógł ich mieć w innym. Odpowiednio człowiek trudniący się rzemiosłem w jednym mieście nie miał prawa robić tego w innym. Dopiero niedawno [w 1724 r. – red.] ten niedorzeczny stan rzeczy zniesiono i wszystkie miasta znalazły się pod zarządem jednego magistratu. Te trzy miasta Królewca to Stare Miasto, Knipawa i Lipnik.
Wał miejski ma w obwodzie długość dwóch mil niemieckich1, ale przy tak znacznej powierzchni miasta mieszka tu zaledwie 60 000 mieszkańców. Dlatego w Królewcu jest tak wiele niezabudowanych pustych placów.
Pierwsze wrażenie o tym rozległym mieście dalekie jest od pozytywnego. Ulice Królewca są kręte i krzywe. Wiele z nich, zwłaszcza te w centrum miasta, jest bardzo wąskich.
Samo miasto jest pagórkowate i z wyjątkiem Paradeplatz, który w większości nie jest zabudowany, nie ma ani jednego placu publicznego godnego wzmianki. Pałaców w ścisłym znaczeniu tego słowa brak. Zresztą są tu budynki wzniesione w szlachetnym stylu architektonicznym. Ale większa część zabudowy Królewca jest albo bardzo stara, jeszcze z czasów Hanzy, albo wzniesiona według fantastycznego gustu czy chwilowego kaprysu właściciela, bez uwzględnienia jakiejkolwiek geometrii.
W samym centrum miasta są niezwykle wąskie, ciemne ulice z zupełnie bezbarwnymi domami, w wielu z których mieszczą się browary. Przywileje na otwarcie takiego bardzo niebezpiecznego pod względem pożarowym interesu właściciele tych domów otrzymali dawno temu, przy zakładaniu przedmieść (Vorstädte), a ponieważ warzenie piwa to jedno z najstarszych zajęć, do którego ludzkość jest bardzo nieobojętna, wypłacenie odszkodowania właścicielom browarów przy likwidacji ich browarów w centrum starego miasta jest bardzo niełatwe.
Tu, podobnie jak w Hamburgu, młyny położone są głównie w centrum miasta. Przy tym wielu przyjezdnym wyda się dość dziwne, że stoją na wzniesieniu. Wynika to z tego, że staw, który je zasila, położony jest znacznie wyżej niż samo miasto. [Dlatego nazywał się i nazywa Górnym – red.].
Kamienne bruki pozostawiają tu wiele do życzenia: po nierównych kamieniach trudno chodzić, dlatego, dopóki człowiek się nie przyzwyczai, bardzo szybko się męczy.
O chodnikach nikt tu nie wie, a i brukowanie ich jest niecelowe, po pierwsze dlatego, że brakuje ciosanego kamienia, który trzeba sprowadzać ze Szwecji, a po drugie, każdy tutejszy dom ma przed drzwiami schody o kilku stopniach, które zwykle kończą się przy rynsztoku.
Dzielnice, w których mieszkają kupcy i gdzie znajduje się port, giełda, bank, a także wielkie składy; najbliższe zamku ulice, a także przedmieścia Steindamm, Rossgarten i część Sonkheimu2 są bardzo ruchliwe i co minutę przypominają nam o tym, że znajdujemy się w ważnym mieście handlowym.
Natomiast inne dzielnice: Tragheim, nowy Rossgarten, Laak – są tak wyludnione, że często idzie się tu ulicami, na których zupełnie nie ma ludzi. Biorąc pod uwagę wielkie rozmiary miasta, które w swoich granicach obejmuje pola, łąki, stawy i mnóstwo ogrodów, jest to całkiem zrozumiałe.
Ludzie interesu zamieszkują centrum miasta, by nie tracić niepotrzebnie czasu na drogę, a rzemieślnicy pracujący w domu, rolnicy uprawiający swoje grunty i samotne panny – słowem ci, którym nietrudno zrobić dodatkowe sto kroków – wybierają na miejsce zamieszkania oddalone przedmieście, gdzie żyje się swobodniej, spokojniej i przyjemniej.
Tak więc mieszkania w centrum miasta powinny być trzy razy droższe niż na przedmieściach. Ale tutaj, jak zapewnia mnie mój znajomy, wcale nie są drogie: za dwieście talarów można wynająć całkiem przyzwoite mieszkanie z kilkoma pokojami dla całej rodziny. A jeśli zapłaci się 300 talarów, będzie się mieszkać wspaniale i tak samo dobrze jak w Rydze za 1.500 rubli srebrem.
LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
PRZYPISY TŁUMACZKI
1. Mila niemiecka odpowiada łukowi południka o długości 4 minut i jest zatem w przybliżeniu równa 7,41 km.
2. W oryginale
Najwyraźniej chodzi o Sackheim.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

