Jak dziś wiemy, Zakonowi Niemieckiemu, sławnemu i w swoim czasie odnoszącemu sukcesy, nie udało się w pełni jasno sformułować własnych praw. W statutach Zakon pozostawił najwyższym władzom część uprawnień, które wygodniej byłoby przekazać niższym urzędnikom. W prawie nie określono też, w jaki sposób precyzyjnie i jednoznacznie ograniczyć władzę zwierzchnią poszczególnych urzędów.
W tych warunkach, kierując się potrzebami praktycznymi, Zakon stworzył „system prowincjonalny” z przełożonymi domu (zamku), prowincji i kraju oraz z przełożonym generalnym, przy którym działała kapituła generalna (wielka kapituła) jako najwyższa władza ustawodawcza i wykonawcza zakonu. Tym samym w zakonie rycerskim nie było żadnych w pełni niezależnych domów ani suwerennych przełożonych.
Niemiecki zakon rycerski dzielił się na następujące jednostki prowincjonalne:
1. Dom Zakonu Niemieckiego, kierowany przez komtura, wójta – zarządcę – lub pflegera – opiekuna.
2. Prowincja, częściej nazywana baliwatem (Ballei), na czele której stał komtur krajowy.
3. Kraj (Land) – z mistrzem krajowym (Landmeister).
4. Całym Zakonem kierował hochmeister (Hochmeister) – wielki mistrz.
Każdy z czterech wymienionych przełożonych miał przy sobie doradców (Berater) i grupę podległych urzędników (Unterbeamteten). Podział terytorialny nie był ścisły, ponieważ baliwaty południowe, podobnie jak niektóre inne, nie podlegały żadnemu mistrzowi krajowemu.
Najwyższą instancją Zakonu była kapituła generalna (Generalkapitel); władza wykonawcza należała do przełożonego generalnego (Generalobern) – hochmeistra. Przydano mu doradców i współpracowników, zwanych w Zakonie Niemieckim „großgebietigerami” (Großgebietiger – najwyżsi dostojnicy). Kapituła generalna, hochmeister i großgebietigerzy tworzyli zatem krąg naczelnych władz Zakonu.
Kapituła generalna, czyli wielka kapituła
W Zakonie istniały trzy rodzaje zgromadzeń braci zakonnych, zwanych „kapitułami”. Zgodnie z przepisami statutu bracia z konwentu komturskiego zbierali się w każdą niedzielę, aby omówić sprawy swojego domu lub konwentu; były to tak zwane hauskonwenty (konwenty domowe). Jeśli jednak omawiano problemy Zakonu w Prusach lub sprawy dotyczące zarządu tym terytorium, wielki mistrz zwoływał do domu głównego urzędników i komturów – wszystkich albo ich większość. Nazywano to zwykle „kapitułą krajową” (ziemską, czyli prowincjonalną) lub po prostu kapitułą. Wreszcie zdarzały się sprawy dotyczące całego Zakonu. Na te kapituły zapraszano mistrzów krajowych Niemiec i Inflant wraz z ich radami i konwentami, najwyższych urzędników oraz najważniejszych komturów z Prus. Takie zgromadzenie nazywano „kapitułą generalną” lub „wielką kapitułą”. Od dnia założenia stała ona ponad całym Zakonem i podlegał jej również wielki mistrz.
Zakon powierzył kapitule generalnej ogromny zakres obowiązków, które można podzielić na pięć grup.
1. Kapituła miała wyłączne prawo stanowienia praw dla całego Zakonu. Prawo to było bardzo rozległe, ponieważ ustawy mogły być wydawane, zatwierdzane, wyłączane i uchylane poprzez objaśnianie i rozszerzanie prawa już obowiązującego, tworzenie nowych i znoszenie dawnych przepisów. (Co do tego ostatniego, na mocy wspomnianej już bulli papieskiej z 9 lutego 1244 r. kapituła mogła znosić nawet same postanowienia reguły, jeśli nie przynosiły one żadnego pożytku wychowawczego ani duchowego).
2. Kapituła generalna zastrzegła sobie decyzje w sprawach finansowych przekraczających kwotę 500 złotych bizantów (Goldbyzantinern) przy wszelkich transakcjach gospodarczych, takich jak ważniejsze sprzedaże, nadania i pożyczki. W większości przypadków było to słuszne rozwiązanie, lecz gdy po kilkudziesięciu latach hochmeister i mistrzowie krajowi stali się władcami niemałych organizmów państwowych, okazało się ono nie tylko kłopotliwe, ale często wręcz niewykonalne.
3. Ważnym prawem kapituły było mianowanie i odwoływanie najwyższych dostojników Zakonu, łącznie z hochmeistrem. Do grona tych dostojników należeli mistrzowie krajowi, komturowie krajowi południowych baliwatów Armenii i Grecji, Apulii i Sycylii, Austrii, a także kasztelan Montfortu (Starkenbergu).
4. Przyjmowanie do Zakonu braci składających śluby wieczyste – rycerzy, kapłanów, braci sariantów (w Ziemi Świętej) – zastrzeżone było dla kapituły generalnej.
5. Kapituła generalna nadzorowała wypełnianie obowiązków służbowych przez hochmeistra. Miała prawo wezwać hochmeistra, a jeśli nie stawił się po trzykrotnym wezwaniu – usunąć go z urzędu. Zgody kapituły generalnej wymagano również wtedy, gdy mistrz zamierzał udać się w podróż morską. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach kapituła mogła wezwać hochmeistra.
„Każdego roku kapitułę generalną należy zwoływać w święto Podwyższenia Krzyża” – 14 września. Ponieważ nie było możliwe zaproszenie na kapitułę wszystkich braci, dalej przepisano: „Na tę kapitułę wzywać komturów Armenii i Cypru oraz każdego, kogo mistrz uzna za konieczne zaprosić”.
Rozstrzyganie spraw przez kapitułę mogło prowadzić do nieprawidłowości z powodu nieokreślonego prawa kasacji przysługującego hochmeistrowi. Ujawniły się one, gdy tylko Zakon uzyskał posiadłości na Zachodzie, ponieważ tamtejsze ośrodki były praktycznie odcięte od najwyższych władz Zakonu, przebywających wciąż na Wschodzie.
Mimo wyraźnie dostrzeganych niedogodności, dopóki siedziba hochmeistrów znajdowała się na Wschodzie, nie podjęto żadnych prób zmiany statutów kapituły. Nie wprowadzono takich zmian również po upadku komturstw w Armenii i na Cyprze. Konserwatywny sposób myślenia zakorzenił się w Zakonie tak głęboko, że dopiero za hochmeistra Zygfryda von Feuchtwangen (Siegfried von Feuchtwangen) postanowiono: „Ustanawiamy, że mistrz corocznie w dzień Świętego Krzyża (14 września), zgodnie ze zwyczajem Zakonu i Ziemi Świętej, zwołuje kapitułę w domu głównym”. Na Bliskim Wschodzie była to Akka lub Montfort, następnie Wenecja, później Malbork. Jednak za czasów Hermana von Salza zdarzało się, że kapituły generalne odbywały się w innych domach zakonnych, na przykład w Marburgu.
Równocześnie z odnowionymi za Zygfryda von Feuchtwangen statutami kapituły generalnej utworzono jeszcze inną kapitułę, która swoim składem znacznie bardziej odpowiadała „odnowionej” kapitule generalnej. Postanowiono w nich: „Mistrz powinien co sześć lat w dzień Filipa i Jakuba (3 maja) zwoływać kapitułę w domu głównym. Powinni na nią przybyć gebietigerzy (mistrzowie krajowi) Niemiec, Prus i Inflant, każdy z dwoma przydatnymi do tego braćmi, oraz komturowie krajowi Austrii, Bozen i Welschlandu (Italii i Grecji), każdy z jednym bratem. Kapituła ta powinna wyznaczyć wizytatorów (Visitatoren) do kontroli samej kapituły oraz jej członków, łącznie z hochmeistrem, i przedstawić to kapitule do rozstrzygnięcia”.
Powód wydania tego prawa nie jest znany. Ta „wąska” kapituła mogła otworzyć drogę do właściwie zorganizowanej kapituły generalnej. Dalszych kroków jednak nie podjęto.
Prawdopodobnie z powodu nadmiaru obowiązków kapituły generalnej niektóre postanowienia po cichu zarzucono. Kapituła generalna Zakonu miała własną pieczęć. Widnieje na niej półpostać Marii z Dzieciątkiem oraz napis: S. Hospitalis Sancte Marie. Pieczęć kapituły przechowywano ze szczególną ostrożnością: znajdowała się pod zamknięciem na trzy różne klucze, które mieli przechowywać wielki mistrz, wielki komtur i tresler. Jeśli któryś z nich był nieobecny, musiał przekazać swój klucz zaufanemu członkowi kapituły.
Z reguły kapituła generalna obradowała w głównym domu zakonnym, siedzibie mistrza. Zgodnie z dawną tradycją bliskowschodnią kapituła generalna miała odbywać się corocznie 14 września. Jednak w miarę rozszerzania się posiadłości zakonnych w całym basenie Morza Śródziemnego i w Europie jednoczesne zebranie wszystkich dostojników stawało się coraz trudniejsze. W późniejszym okresie, jeśli nie zachodziły szczególne okoliczności, w tym dniu zbierała się kapituła krajowa. Zgodnie z prawem zwoływać wielką kapitułę zakonną mógł jedynie wielki mistrz lub jego namiestnik (regent).
Kapituła czuwała nad przestrzeganiem praw zakonnych i doskonaliła ustawodawstwo dotyczące całej korporacji zakonnej. Prawa opracowane przez mistrza wraz z radą jego urzędników nabierały mocy dopiero po zatwierdzeniu przez kapitułę zakonną. Była ona gwarantem przestrzegania obowiązujących statutów, których nie mógł zmienić ani uchylić ani wielki mistrz, ani kapituła prowincjonalna. Kapituła generalna stanowiła dla całego Zakonu najwyższą instancję. W kapitułach prowincjonalnych i domowych miała swoich stałych przedstawicieli, którzy w każdą niedzielę przekazywali braciom zakonnym najświeższe wiadomości i nowe prawa. W niektórych przypadkach wiadomości i prawa odczytywano na głos. Za zaniedbanie obowiązków służbowych, przewinienia przeciwko ślubom i prawom oraz wiele innych występków, popełnionych przez jakiegokolwiek członka Zakonu – od mistrza po urzędnika i zwykłego brata zakonnego – stawiano winnych przed sądem wielkiej kapituły lub kapituły prowincjonalnej. Sprawę badano, a winnego karano stosownie do wagi przewinienia.
W kapitule generalnej i jej oddziałach – kapitułach prowincjonalnych – skupiało się ogólne zarządzanie Zakonem. Na kapitułach odbywały się uroczyste przyjęcia do Zakonu, mianowano na urzędy najwyższych zwierzchników i komturów. W Zakonie istniał dawny zwyczaj, zgodnie z którym na dorocznej kapitule piastujący urzędy musieli zdać zebranym sprawozdanie ze swych rządów i ustąpić ze stanowisk.
Jeśli ich rządy uznano za nienaganne, kapituła ponownie powierzała im ich urzędy. Jeśli urzędnik nie radził sobie ze swoimi obowiązkami i nie spełniał niezbędnych wymagań, nakazywano zwolnić go z zajmowanego stanowiska. W razie popełnienia błędów lub nadużycia władzy przez wielkiego mistrza kapituła generalna miała prawo usunąć go z urzędu. Jeżeli mistrz pragnął dobrowolnie złożyć urząd, musiał przedstawić na kapitule przyczyny swojej rezygnacji, a następnie oczekiwać na jej decyzję. Wielka kapituła rozpoczynała się mszą, a kończyła modlitwą. Wielki mistrz otwierał obrady i im przewodniczył. Na kapitule wolno było mówić wyłącznie o sprawach Zakonu, jego prawach, porządkach itd. Każdy miał prawo głosu, a wszystkie decyzje zapadały większością głosów. Jednym z najważniejszych ślubów składanych przy wstąpieniu do Zakonu było zachowanie w tajemnicy wyników posiedzeń kapituły. Na kapitułę nie wolno było zapraszać osób świeckich ani cudzoziemców.
Wybór mistrza
Reguła Zakonu i cała moc jego statutów opierały się na trzech podstawowych ślubach: czystości, posłuszeństwa i ubóstwa. Wielki mistrz, „który, jak głosi prawo, jest wśród swych braci źródłem naszego Pana Jezusa Chrystusa”, miał być wzorem dla swoich podwładnych. Powinien był łączyć w swojej osobie pobożność i rycerskie męstwo, być najdoskonalszym uosobieniem wszystkich cnót zakonu rycerskiego. Dlatego wybór mistrza był dla całego Zakonu sprawą najwyższej wagi, w której przezorność i sumienność uważano za najświętszy obowiązek. Procedura wyborcza przebiegała następująco: umierający mistrz mógł wyznaczyć jednego z najwyższych urzędników na namiestnika, który rządził Zakonem aż do wyboru nowego mistrza. Jeśli nie zdążył tego uczynić, namiestnikiem zostawał najczęściej wielki komtur, najwyższy doradca mistrza w sprawach zarządu. Namiestnik od razu przejmował wówczas praktycznie wszystkie uprawnienia mistrza. Kierował całą administracją zakonną i państwową, miał prawo prowadzić rokowania z obcymi władcami. Nie przysługiwało mu jedynie noszenie płaszcza i tarczy mistrzowskiej ani zajmowanie honorowego miejsca przy stole i w kościele. Jego obowiązkiem było zwołanie na kapitułę generalną (elekcyjną) do domu głównego1 obu landmistrzów – z Niemiec i Inflant – a także komturów, landkomturów, wójtów i innych urzędników z ziem zakonnych. Po zebraniu się tych urzędników wyznaczano dzień wyborów. Rozpoczynał się on mszą do Ducha Świętego, po czym odczytywano na głos prawo o wyborze mistrza. Następnie namiestnik wyznaczał tak zwanego komtura elekcyjnego (Wahlkomtur). Konwent mógł się na niego zgodzić albo zażądać innego. W razie zgody komtur elekcyjny przechodził z sali kapitulnej do komnaty wyborczej, by utworzyć kolegium elektorów. Stamtąd miał wskazać kolejnego brata (wziąć go „na swoją duszę”), ci dwaj – trzeciego i tak dalej, aż ich liczba osiągnęła trzynaście (tylu, ilu było uczestników Ostatniej Wieczerzy). Każdego z nich musiała zatwierdzić kapituła generalna. Spośród tych trzynastu jeden miał być kapłanem, pozostali – ośmiu braci rycerzy i czterech braci służebnych. W miarę możliwości wybierano ich z różnych baliwatów. Jeśli ktoś z kolegium trzynastu był kandydatem na urząd hochmeistra, musiał opuścić komnatę wyborczą. Zatwierdzeni przez kapitułę generalną członkowie kapituły elekcyjnej wychodzili z komnaty wyborczej i przysięgali na Ewangelię, że bez nienawiści, bez miłości i bez lęku, z czystym sercem pragną wybrać jedynie najgodniejszego spośród braci. Namiestnik przypominał im o wadze tego obowiązku, „albowiem cała cześć Zakonu i zbawienie duszy, i siła życia, i droga sprawiedliwości, i obrona przyzwoitości spoczywa na dobrym pasterzu i głowie Zakonu”. Wszyscy uczestnicy kapituły generalnej przysięgali służyć temu mistrzowi, na którego padnie wybór. Kto po wyborze sprzeciwiał się lub wyrażał odmienne zdanie, miał zostać wygnany z Zakonu jako zdrajca.
W komnacie wyborczej komtur elekcyjny korzystał ze swego prawa, wymieniając tego, kogo uważał za najgodniejszego, a pozostali elektorzy kolejno czynili to samo. Gdy tylko na jedno imię przypadła bezwzględna większość, wybór uznawano za przeprowadzony prawidłowo, zakończony i niepodważalny. Następnie ogłaszano na kapitule generalnej imię wybranego. Przy biciu dzwonów i śpiewie „Ciebie, Boga, wysławiamy” namiestnik prowadził nowego mistrza do najbliższego kościoła zakonnego.
W kościele, przed ołtarzem, wręczał mu pierścień i pieczęć zakonną. W uroczystej atmosferze, z przypomnieniem o jego wzniosłym obowiązku i odpowiedzialności przed czekającym go sądem Bożym, wybranego ogłaszano wielkim mistrzem. Po zakończeniu uroczystego objęcia urzędu nowy mistrz od razu przejmował wszystkie prawa przysługujące jego godności, gdyż nie wymagano zatwierdzenia papieskiego ani cesarskiego – już Innocenty III (1178–1180) zagwarantował zakonom pełną swobodę niezależnego wyboru mistrza, a Honoriusz III (1216–1227) potwierdził te gwarancje. Do 1498 r. przy wyborze hochmeistra zwracano uwagę nie na jego pochodzenie, lecz na jego praktyczne zdolności. Mistrzami Zakonu zdążyło zostać dwóch książąt Rzeszy, czterech hrabiów, pięciu baronów (freie Herren), siedmiu ministeriałów i 17 drobnych szlachciców
Wielki mistrz — Hohemeister
W Zakonie od 1198 r. wprowadzono tytuł mistrza2. W ciągu XIII stulecia najwyższym urzędnikom zakonnym w Niemczech, Prusach i Inflantach nadano tytuły mistrzów i od tego czasu głowę Zakonu zaczęto nazywać Magister Generalis lub Magister Hospitalis S. Mariae Theutonicorum3. Po niemiecku tytuł ten zawsze brzmiał Hohemeister (hochmeister) – wielki mistrz.
Po wyborze hochmeister przenosił się do rezydencji mistrzowskiej – zamku Montfort (Starkenberg). Od 1309 r. – do Malborka, gdzie na zamku wysokim mieściły się sala zgromadzeń (refektarz) oraz komnaty mieszkalne mistrza. O ile na Bliskim Wschodzie dwór mistrza ograniczało surowe prawo zakonne i był on prosty i skromny, o tyle w Malborku miał on bardzo reprezentacyjny charakter. Tutaj hochmeister występował nie tylko jako mistrz Zakonu, lecz także jako władca Prus.
Do obowiązków hochmeistra należała troska o potrzeby Zakonu, o przestrzeganie jego reguł i praw, kierowanie korporacją rycerską i jej przedstawicielami poza granicami posiadłości zakonnych. Hochmeister nie miał żadnych uprawnień ustawodawczych: mianować i odwoływać wielkich gebietigerów, landmistrzów, niektórych landkomturów i kasztelana Montfortu (Starkenbergu) mógł wyłącznie za zgodą kapituły generalnej, z wyjątkiem przypadków, gdy podczas podróży wizytacyjnej wykrył rażące naruszenia. Na wydatki przekraczające 100 złotych bizantów potrzebował zgody dziesięciu braci, na wydatki powyżej 500 złotych bizantów – zezwolenia kapituły generalnej. Możliwości finansowe mistrza bez zgody kapituły były nawet mniejsze niż komtura. Sam hochmeister nie miał dostępu do skarbca Zakonu. Gdy rezydencja znajdowała się w Akce (Akkon), mógł udać się do Europy, „płynąć morzem”, jedynie za zgodą kapituły. Gdy rezydencja mieściła się w Wenecji, aż do przeniesienia jej do Prus, mógł przekroczyć Alpy, „jechać przez góry”, wyłącznie na wezwanie i za zgodą landmistrza. Wymóg ten wydaje się tym dziwniejszy, że zwierzchnik Zakonu mógł odwiedzać prowincję jedynie za zgodą podległego mu landmistrza. Dawna reguła Zakonu ukazuje dążenie do tego, by we wszystkich ważnych sprawach zakonnych uzależnić mistrza od zgody kapituły generalnej lub rad najwyższych doradców – gebietigerów.
Zupełnie inna stała się pozycja wielkiego mistrza po przeniesieniu siedziby do Prus. Odtąd był on dla braci zakonnych nie tylko mistrzem Zakonu, lecz także władcą państwa, co niewątpliwie silnie wpływało na jego status. Już w 1226 r. w bulli cesarskiej mistrz został formalnie obdarzony jurysdykcją i władzą księcia Rzeszy, nie został jednak włączony do ich kolegium. Wielki mistrz nie posiadał lenna Rzeszy i nie był wasalem cesarza.
Ponadto bulla papieska z 15 grudnia 1220 r. zabraniała mistrzowi lub Zakonowi składania przysięgi lennej władzy kościelnej czy świeckiej, a władcom świeckim zabraniała żądania od Zakonu przysięgi lennej. Do końca nie wyjaśniono, czy mistrz jako władca Prus był zobowiązany uzgadniać swoje decyzje z Kapitułą Generalną lub z najwyższymi doradcami.
Jako mistrz Zakonu mógł na mocy przysługujących mu uprawnień rozstrzygać wiele spraw. Prawo usilnie zalecało mu jednak życzliwie wysłuchiwać dobrej rady i samemu zasięgać rady u swoich braci, „…albowiem — jak w nim powiedziano — tam wiele dobra, gdzie wiele rady”, dlatego wiele spraw rozstrzygano w małej radzie za zgodą najwyższych dostojników. Mistrz uważnie śledził sytuację w konwentach i stosunki między braćmi zakonnymi. Żaden rycerz zakonny nie mógł bez jego zezwolenia opuścić jednej komturii i przejść do innej. Jeśli w którymś konwencie sytuacja się zaostrzała, mistrz mocą swojej władzy przenosił rycerzy z jednego zamku zakonnego do drugiego. Na mniej znaczące stanowiska mógł mianować braci zakonnych według własnego uznania, lecz jeśli nominacja mogła wpłynąć na całą korporację, czynił to wyłącznie za radą otaczających go dostojników i komturów. Nominacje na najwyższe stanowiska mogły nastąpić jedynie za zgodą małej rady lub zebranej kapituły. Jeżeli nominacje lub odwołania przyjmowano w drodze głosowania na radach dostojników, komturów lub na kapitule, decyzje te zatwierdzał wielki mistrz. W razie równej liczby głosów rozstrzygające było słowo mistrza. Bez narady z najwyższymi dostojnikami nie mógł odwołać ze stanowiska żadnego komtura. Również za zgodą najwyższych dostojników miał prawo od czasu do czasu wysyłać do różnych krajów zakonnych tak zwanych wizytatorów4. Wizytatorzy dysponowali przy tym niezbędnymi pełnomocnictwami do zbierania informacji o trybie życia braci zakonnych, o nabożeństwach, przestrzeganiu reguły i praw zakonnych, o stanie zamków zakonnych itd. Jeśli wizytatorzy zebrali negatywne opinie o jakimś komturze lub innym urzędniku, mistrz wzywał go na kapitułę, by złożył wyjaśnienia.
Wielki mistrz miał prawo kontrolować skarb zakonny. Tresler — skarbnik zakonu — był zobowiązany co miesiąc i co roku przedstawiać sprawozdanie finansowe. Późniejsze prawo nakazywało mistrzowi co roku, za pośrednictwem skarbnika, przedstawiać radzie najwyższych dostojników bilans oraz przychody i rozchody pieniędzy i majątku. Osobiście mistrz mógł dysponować bardzo niewielką kwotą; na większe wydatki potrzebna była zgoda dziesięciu braci zakonnych, a największe wymagały zezwolenia kapituły.
Mistrz mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności jedynie przez kapitułę generalną, a jeśli nie stawił się po trzecim wezwaniu, za nieposłuszeństwo był usuwany z urzędu. Wielki mistrz pozostawał pod stałą kontrolą i był zobowiązany bezwzględnie przestrzegać praw Zakonu.
Mistrzowi Zakonu przysługiwały prawa honorowe i insygnia urzędu: pierścień i pieczęć. Nie wiadomo, kiedy wprowadzono te insygnia; o pierścieniu brak również wiarygodnych informacji5, natomiast pieczęć jest dobrze znana. Przedstawiała stojącą postać Marii z Dzieciątkiem oraz napis: S: MAGRI HOSPIT. S. MARIAE THEUTONICOR. Tej prostej pieczęci, którą uwierzytelniano dokumenty i listy, posługując się czarnym woskiem, używano aż do wielkiego mistrza Fryderyka Saskiego. Na tarczy, płaszczu i zapinanym kaftanie (Waffenrock) widniał, w odróżnieniu od zwykłych, złoty krzyż zakończony liliami na czarnym tle, a pośrodku, na złotej tarczy z czarnym obramowaniem, czarny jednogłowy orzeł. Wielkiemu mistrzowi, gdy przebywał na Wschodzie, przysługiwał orszak złożony z dwóch braci rycerzy, jednego kapłana i pisarza, pisarza saraceńskiego6, jednego turkopola (wojownika spośród miejscowej ludności) jako posłańca oraz skarbnika, a także brata sarianta jako zarządcy. Na wyprawę musiał zabierać dodatkowo dwóch sariantów i kucharza, a także dwóch knechtów do służby posłańczej i pocztowej oraz duży namiot. Zarówno mistrz, jak i jego orszak mieli odpowiednią stajnię. Wielki mistrz powinien był mieć „jednego ogiera bojowego i jeszcze trzy konie, a na wyprawie dodatkowo konia wierzchowego”. Członkowie orszaku mieli od jednego do trzech koni. Do praw honorowych wielkiego mistrza należała także osobna sypialnia. Przy stole konwentu otrzymywał cztery talerze ryb i mięsa, aby mógł podzielić się nimi z ukaranymi braćmi. Zarazem urząd mistrza zwalniał go ze zwykłych ograniczeń trybu życia, nakazanych prostym rycerzom. Wysoka ranga władcy dawała mu dużą swobodę. Wolno mu było nie uczestniczyć w nabożeństwach. Prawa konwentu nie miały dla wielkiego mistrza mocy wiążącej. Mógł także zwolnić poszczególnych braci zakonnych z niektórych reguł i praw. Wolno mu było mieć przy sobie pieniądze, brać udział w łowach i polowaniach z sokołami, czego prawo surowo zabraniało pozostałym rycerzom zakonnym. Na utrzymanie wielkiego mistrza w rezydencji istniała osobna kasa. Za zmarłego wielkiego mistrza każdy brat zakonny musiał sto razy odmówić modlitwę „Ojcze nasz”.

Najwyższe urzędy w Zakonie
Wielcy gebietigerzy — najwyżsi doradcy
Pierwotnie wielkimi gebietigerami było pięciu dostojników zakonnych, sprawujących najważniejsze urzędy w siedzibie Zakonu, którzy później utworzyli „wąską” radę wielkiego mistrza.
Już w dawnych prawach zakonnych ustalano: „Sprawy mniej ważne, wymagające narady, omawia on (mistrz) z doświadczonymi braćmi” oraz „O innych sprawach i urzędach (niezastrzeżonych dla kapituły generalnej) decyduje po naradzie z fratres discreti (łac. — godnymi braćmi)”. W tym celu określano odpowiednie kwestie, które wielki mistrz mógł rozstrzygać wyłącznie po naradzie z fratres prudentiores, discreti (łac. — braćmi doświadczonymi, godnymi) lub z braćmi z najwyższych urzędów, np. zakładanie szpitali, uzbrojenie braci, dopuszczalną ilość dozwolonych im napojów, wydatki przekraczające 100 bizantów złotych itp.39 Nie określono, kogo należało zaliczać do grona owych „doświadczonych” braci ani w jakiej formie podejmowano takie decyzje. Zrozumiałe, że radzono się braci kierujących najważniejszymi urzędami Domu Głównego, mających największe doświadczenie w sprawach. Z czasem wytworzył się stan, w którym ci najwyżsi dostojnicy Domu Głównego zastrzegli sobie prawo bycia doradcami zwierzchnika Zakonu. Nie wiadomo, kiedy to nastąpiło.
W Zakonie Niemieckim istniało pięć najważniejszych urzędów (u templariuszy było ich więcej): wielki komtur, marszałek, szpitalnik, tresler (skarbnik) i trapier (szatny). Wzmianki o pierwszych trzech spotykamy już w 1208 roku. Trapier pojawia się w źródłach po raz pierwszy w 1228 r., tresler — dopiero w 1240 r. Kształtowanie się rady najwyższych dostojników przebiegało więc dość powoli.
W początkowym okresie wielcy gebietigerzy byli dostojnikami Domu Głównego w Akce i Montfort. Z powodu braku informacji nie wiadomo, czy w czasach, gdy Zakon miał posiadłości jedynie w Ziemi Świętej, ich wpływy obejmowały wszystkie zamki na Wschodzie. Ich kompetencji urzędowych w krajach Zachodu nie sposób ustalić.
Po przeniesieniu siedziby wielkiego mistrza z Wenecji do Malborka wielcy gebietigerzy nadal pozostawali jego doradcami, zaprzestali jednak pełnienia obowiązków w Domu Głównym. Najbardziej oczywistą oznaką tego jest fakt, że szpitalnik, trapier i marszałek zajęli swoje miejsca nie w Malborku, lecz w Elblągu, Dzierzgoniu i Królewcu. Przeniesienie siedzib trzech wielkich gebietigerów z Malborka do innych zamków nie nastąpiło od razu po przeprowadzce wielkiego mistrza do Prus, zostało jednak zakończone do 1330 r.
Wielkich gebietigerów wybierała Kapituła Generalna. Nie mieli oni prawa odmówić objęcia tych urzędów. Ich kadencja trwała teoretycznie zaledwie rok, ponieważ na każdej kapitule generalnej, po złożeniu sprawozdania, wygasały pełnomocnictwa wszystkich najwyższych dostojników z wyjątkiem wielkiego mistrza; mogli jednak być wybierani wciąż na nowo, bez ograniczeń czasowych. Jeśli kapituła przyjęła rezygnację, odwołany wracał do konwentu jako zwykły brat zakonny lub był przenoszony na mniej znaczące stanowisko. Degradacja nie była uważana za uchybienie czci.
Porządek starszeństwa (hierarchia) między poszczególnymi najważniejszymi urzędami (Großämtern) nie został określony w przepisach, ale z czasem się ukształtował. Najwyższe miejsce w hierarchii zajmował wielki komtur. Po nim następowali marszałek, szpitalnik, szatny i podskarbi. Żaden z tych dostojników nie czerpał dochodu ze swojego urzędu. Wszystkie stanowiska w zakonie, od najwyższych po najpośledniejsze, sprawowano nieodpłatnie (społecznie). Jedynie słudzy mistrza lub urzędnika zakonnego otrzymywali określoną zapłatę. Wielcy gebietigerzy nie wyróżniali się z wyglądu spośród pozostałych braci. Nosili takie same szaty, jadali przy stole konwentu, sypiali we wspólnym dormitorium. Pozostawali całkowicie w otoczeniu innych braci. Nie przysługiwały im żadne prawa honorowe. To, że „bracia najważniejszych urzędów” mogli mieć o jednego konia więcej niż inni, wynikało raczej z konieczności niż z chęci ich wynagrodzenia. Jedynie wielki komtur, komtur i marszałek korzystali z pewnych przywilejów: zawsze mieli mieć przy sobie jako eskortę po jednym bracie rycerzu, bracie sariancie i turkopolu, marszałek zaś mógł zapraszać na wyprawę wojenną gości.
Przywilejów tych bynajmniej nie uważano jednak za prawa honorowe – były one wymuszonym środkiem ostrożności, niezbędnym do wypełniania obowiązków służbowych.
Wielki komtur — Grosskomtur
Wielki komtur, po łacinie początkowo praeceptor — „zwierzchnik”, później nazywany wyłącznie Magnus Commendator — „wielki poręczyciel”, po niemiecku Komtur, czyli zwierzchnik okręgu-komturstwa, lub Große Komtur. Wielki komtur był najbliższym doradcą wielkiego mistrza. Zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w Prusach wielki komtur stale przebywał w najbliższym otoczeniu mistrza, zawsze był wtajemniczony we wszystkie okoliczności spraw zakonnych i bezpośrednio znał wszystkie sprawy urzędowe mistrza. Pierwotnie był komturem siedziby w Akce i zwierzchnikiem wszystkich tamtejszych braci, a także wszystkich finansów Domu. Ponadto sprawował współnadzór nad kasą zakonną oraz wszystkimi wpływającymi i wydatkowanymi środkami pieniężnymi. Podczas wyprawy wojennej do jego obowiązków należało kierowanie taborami. W czasie krótkotrwałej nieobecności mistrza zastępował go; dopóki siedziba znajdowała się w Akce, pełnił funkcję namiestnika (Statthalter). W razie nieobecności mistrza w kraju lub jego śmierci wielki komtur był z reguły wybierany przez kapitułę na namiestnika lub zastępcę mistrza i wraz z małą radą kierował zakonem aż do jego powrotu lub wyboru nowego mistrza. Po przeniesieniu siedziby do Malborka początkowo pozostawał komturem tego zamku. Wraz z pojawieniem się komtura domowego został, jak się wydaje, zwolniony z obowiązków komtura malborskiego. Obok tego wspólnie z podskarbim nadzorował skarb zakonny, gdyż wszystko, co wiązało się z zarządzaniem finansami, odbywało się za jego wiedzą i zgodą. Wielki komtur kontrolował również zapasy zboża i spichlerze zarówno w domu głównym, jak i w innych zamkach i miastach kraju (tam, gdzie znajdowały się składy zakonne). Powierzono mu także kierowanie handlem, a później również sprawy żeglugi. Wspólnie z marszałkiem kontrolował stan zamków zakonnych, objeżdżając je co roku i zaopatrując we wszystko, czego nie mogły zdobyć na miejscu. Wykonanie takich postanowień wielki komtur zlecał wielkiemu szafarzowi (zob. dalej). W przypadku niektórych zamków zakonnych obowiązek ten powierzono marszałkowi. Jeśli marszałek z jakichś przyczyn nie mógł sprawować swoich funkcji lub został odsunięty od urzędu, wielki komtur w większości przypadków obejmował dowództwo nad wojskiem rycerskim i prowadził je do bitwy.
Wielki komtur był zarazem komturem Malborka. Spoczywały na nim wszystkie sprawy i obowiązki służbowe właściwe każdemu komturowi w jego okręgu; nadzorował stan uzbrojenia, firmarii (przytułków), pomieszczeń dla chorych, archiwum głównego, czyli – jak je wówczas nazywano – kancelarii akt zakonu.
Podlegali mu komtur domowy, jego najbliżsi współpracownicy, w tym bracia rycerze, bracia kapłani, a także cała służba dworska i domowa. Z racji gruntownej znajomości spraw zakonu często wysyłano go za granicę; w takim przypadku w Malborku zastępował go komtur domowy. W życiu codziennym wielki komtur, jak każdy urzędnik, podlegał wszystkim wymogom i prawom zakonu.
Wielki marszałek
Wielki marszałek, często nazywany po prostu marszałkiem zakonu, sprawował zwierzchnictwo nad całą działalnością wojskową. Podczas wypraw, w których nie uczestniczył wielki mistrz, do jego obowiązków należało – nawet w obecności wielkiego komtura – dowodzenie wojskiem i kierowanie działaniami zbrojnymi. W Prusach marszałek, podobnie jak wielki komtur, łączył dwa urzędy: komtura zamku zakonnego w Królewcu, gdzie miał swoją siedzibę, oraz naczelnego wodza zakonu. Ze względu na oddalenie wschodnich obszarów przygranicznych Prus od centrum w Malborku doszło do sytuacji, w której marszałek zakonu przejął zarząd nad wschodnimi, odległymi terenami. Pod jego nadzorem znajdowały się uzbrojenie i umocnienia zamków zakonnych, machiny oblężnicze, sprzęt i mienie wojskowe, nadzór nad przechowywaniem zbroi i arsenałami, warsztaty płatnerskie, karwany, czyli pomieszczenia rymarskie, oraz tabory (wozy). Nad całością tego mienia czuwali i odpowiadali za nie wyznaczeni do tego bracia zakonni.
Podczas wypraw wojennych przeciwko nieprzyjacielowi marszałek stał na czele wojska i wszyscy musieli być posłuszni jego rozkazom. Jeżeli wojsko prowadził sam wielki mistrz, często zdawał się na decyzje marszałka. W obozie polowym marszałek zwoływał radę wojenną (kapitułę wojenną), na której jego głos miał największą wagę.
Sprawował pieczę nad sądem polowym, czyli wojskowym, któremu podlegali nie tylko rycerze zakonni, lecz także pomocnicze oddziały najemników i słudzy. Stale towarzyszył mu chorąży lub dwóch chorążych (którzy na polu bitwy określonymi ruchami chorągwi przekazywali rozkazy marszałka) oraz rycerz zakonny jako kompan (kompan) – adiutant. Decyzja marszałka i kapituły wojennej była dla komturów na polu bitwy bezwzględnym rozkazem. Każdy manewr przeciwko nieprzyjacielowi należało z nim uzgodnić.
Sprawami handlowymi i podróżami zagranicznymi marszałek zajmował się niezwykle rzadko, zazwyczaj jednak towarzyszył mistrzowi podczas rokowań z sąsiednimi władcami.
Wielki szpitalnik — Spitler
Szpitalnik kierował służbą medyczną domu głównego, przy czym opieka nad chorymi obejmowała także osoby spoza zakonu. Był to urząd najstarszy, istniał bowiem jeszcze przed powstaniem zakonu rycerskiego: niemieckim szpitalem w Akce kierował szpitalnik sprawujący pieczę nad chorymi. Z tego względu w tradycji zakonnej urząd ten uważano za jeden z najważniejszych. Prawo zakonne nakazywało utrzymywanie szpitala dla chorych nie tylko w siedzibie wielkiego mistrza, lecz zalecało prowadzenie takich szpitali również w komturstwach. W związku z tym w większości zamków komturskich, w których mieściły się konwenty, powstawały szpitale, nad którymi nadzór i kierownictwo sprawował brat zakonny mianowany na urząd szpitalnika. Ponadto jednemu z braci zakonnych często powierzano nadzór nad szpitalami w miastach.
W Prusach nadzór i niezbędna kontrola nad całym tym szpitalnictwem należały do obowiązków wielkiego szpitalnika w Elblągu, który był zarazem komturem tamtejszego konwentu. Być może stało się tak dlatego, że właśnie tam znajdował się najstarszy szpital zakonny w Prusach.
Szpitalnik miał obowiązek wizytować szpitale w kraju, osobiście kontrolować stan pomieszczeń i mienia, czuwać nad leczeniem chorych i żądać sprawozdań o stanie rzeczy. Mógł polecać wielkiemu mistrzowi lekarzy, których należało przyjąć do służby; pod jego nadzorem znajdował się cały system opieki zdrowotnej. Była to jednak formalna strona urzędu – w rzeczywistości wszystko wyglądało nieco inaczej. Wraz z przeniesieniem siedziby mistrza z Wenecji do Malborka do Prus przybył również wielki szpitalnik. Przez pierwsze lata pozostawał na dworze mistrza i dopiero 24 czerwca 1314 r. pojawia się informacja o połączeniu urzędu komtura elbląskiego z urzędem szpitalnika. W pierwszym okresie po przeprowadzce, do 1312 r., urząd ten nazywano „szpitalnik”, czyli Gospitalartus. W tym czasie nie kierował on jeszcze szpitalem – tytuł ten świadczył jedynie o jego przynależności do rady mistrza. Tytuł obrister spitaler (wielki szpitalnik) pojawia się po raz pierwszy w 1327 r., a na dobre wchodzi do użycia dopiero od połowy XIV w.
Pod względem pełnionych funkcji szpitalnik był przede wszystkim komturem elbląskim, formalnie zaś doradcą mistrza. Miał własną pieczęć urzędową z wizerunkiem brata zakonnego obmywającego nogi choremu; napis na pieczęci brzmiał: S. Hospitalarii Dom.Theutonicor.
Głównym szpitalem w Elblągu (szpitalem Świętego Ducha) kierował jedynie tytularnie, jako komtur. Faktycznie zarządzał nim Unterspittler, czyli podszpitalnik. Jako doradca mistrza mógł oczywiście decydować w sprawach medycznych, na przykład dotyczących lekarzy, a także sięgać po środki administracyjne. Zasady łączenia urzędów komtura elbląskiego i wielkiego szpitalnika nie zawsze ściśle przestrzegano. Siegfried Waldbott von Bassenheim (Stegfried Waldbott v. Bassenheim) w latach 1388–1396 był wielkim szpitalnikiem. W tym czasie, nie tracąc tego urzędu, w 1384 r. występuje jako komtur toruński, a w 1388 r. jako komtur dzierzgoński.
Wielki trapier — Trapier (szatny)
Trapier, zgodnie ze swoją nazwą pochodzącą od trapus lub drappus (tkanina, odzież), miał troszczyć się o odzież braci domu głównego, z wyjątkiem wyposażenia bojowego, kolczug, pancerzy itp. Te ostatnie podlegały marszałkowi.
Jego najważniejszym zadaniem były zakupy i nadzór nad wszystkim, co dotyczyło odzieży, stołu i pościeli braci rycerzy, a także ich umundurowania. Raz ustanowione w statutach, pedantycznie surowe przepisy dotyczące ubioru i rynsztunku braci wymagały stałego urzędowego nadzoru. Każdy zamek zakonny miał pomieszczenie (trapeję), w którym przechowywano materiały na odzież. Nadzór nad nimi sprawował brat rycerz zwany trapierem. To od niego każdy rycerz i każdy sługa domu zakonnego otrzymywał potrzebną odzież. Zwierzchni nadzór nad tymi konwentualnymi trapierami sprawował wielki trapier w Dzierzgoniu, będący zarazem komturem tamtejszego domu. Za pośrednictwem wielkiego szafarza trapier kupował wszystko, czego potrzebowali bracia zakonni, i rozdzielał to między komturstwa. Przeciwdziałał nadużyciom i żądał od trapierów sprawozdań. Gdy trapier został komturem dzierzgońskim, jego urząd stał się już tylko tytułem honorowym, ponieważ troska o odzież braci w Malborku przeszła odtąd na tamtejszego komtura zamkowego.
Wielki tresler — Tresler (wielki skarbnik)
Urząd treslera pojawił się w kolegium wielkich gebietigerów najpóźniej, był więc najmłodszy. Przyczyny należy szukać w tym, że do 1240 r. skarbem domu głównego zarządzał wielki komtur. Tresler zarządzał tym skarbem również w Prusach. Ponadto przejął zarząd nad kasą wielkiego mistrza. Ponieważ kasa ta stopniowo przekształciła się w skarb państwa, treslera można nazwać ministrem finansów pruskiego państwa zakonnego.
Tresler był bez wątpienia jednym z najważniejszych urzędników zakonu w wewnętrznej administracji głównej siedziby. W odróżnieniu od innych najwyższych dostojników nie łączył swojego urzędu z żadnym innym i nie miał wpływu na politykę zagraniczną zakonu. Wspólnie z wielkim komturem zarządzał finansami zakonu w Prusach i kierował Tressel, czyli skarbem zakonnym w domu głównym, a także kasą mistrza oraz wydzieloną z nich kasą konwentu zamkowego w Malborku.
Przychody i rozchody tych trzech kas zapisywał w trzech księgach rachunkowych. Prawo nakazywało mu przy tym szczególną staranność, sumienność i ścisłą tajemnicę co do stanu skarbu zakonnego. O zasobach złota i srebra tresler miał regularnie składać raport wielkiemu mistrzowi. Mistrz ze swej strony był zobowiązany przekazywać treslerowi na przechowanie wpływające za jego pośrednictwem sumy, z czego sporządzali wspólne sprawozdanie. Co miesiąc tresler musiał przedstawiać bieżące sprawozdanie i składać raport o stanie skarbu wielkiemu mistrzowi lub wielkiemu komturowi oraz komisji wybranych w tym celu rycerzy. Pod koniec roku mistrz za pośrednictwem treslera przedstawiał swojej radzie roczne sprawozdanie o stanie skarbu. Tresler był zarazem rewizorem rachunków wszystkich komturów, którzy pod koniec roku przesyłali mu swoje sprawozdania. Podlegali mu wielki szafarz w Malborku, a także mennica w Toruniu w zakresie bicia monety zakonnej. Tresler zajmował się wszystkimi przekazami pieniężnymi i płatnościami, zarówno wewnątrz kraju, jak i na rzecz obcych władców. Do jego obowiązków należały również wszelkie sprawy rachunkowości i finansów zakonu jako całości.
Mistrzowie krajowi
Znaczna odległość ośrodków zakonnych w Niemczech od siedziby zakonu w Akce na Wschodzie nieuchronnie rodziła trudności w kierowaniu nimi i nadzorze. W tych warunkach ośrodki te — domy zakonu krzyżackiego w Niemczech — trzeba było podporządkować zastępcy wielkiego mistrza, noszącemu tytuł mistrza niemieckiego (Deutschmeister).
Pierwszym, który objął ten urząd w 1219 r., był szeroko znany brat Hermann Balk. Urząd ten istniał nieprzerwanie aż do pierwszej tercji XVI stulecia. Następnie, gdy zakon w latach 1230 i 1237 rozpoczął przedsięwzięcia pruskie i inflanckie, pojawiło się pytanie, jaką władzą należy obdarzyć wysłanych tam najwyższych urzędników. Trzeba było przy tym rozstrzygnąć, czy utworzyć tam różne baliwaty, czy też traktować te ziemie jako jeden baliwat. Za tym drugim rozwiązaniem przemawiało to, że Prusy, podobnie jak Inflanty, nie przewyższały terytorialnie tak dużych niemieckich baliwatów jak Frankonia, Czechy czy Austria. W rzeczywistości kwestia utworzenia w Prusach i Inflantach różnych baliwatów najwyraźniej nigdy się nie pojawiła. Ziemię chełmińską traktowano wówczas jako odrębny obszar i do 1336 r. podlegała ona własnemu komturowi krajowemu, który pod względem wojskowym był podporządkowany mistrzowi krajowemu Prus. Pozycja mistrzów krajowych była znacznie wyższa niż zwykłych komturów krajowych: ci ostatni byli najwyższymi duchownymi urzędnikami zaledwie kilku domów zakonu położonych na jakimś obszarze, natomiast mistrzowie krajowi Prus i Inflant ze względu na swoją pozycję i zadania byli regentami rozległych ziem. Choć mistrzowie krajowi Prus i Inflant nie byli mistrzami niemieckimi, podlegało im po kilka komturstw, co zrównywało ich pozycję z mistrzami niemieckimi. Początkowo najwyraźniej planowano połączyć Prusy i Inflanty pod jednym kierownictwem. Hermann Balk, mistrz krajowy Prus, udał się w 1237 r. jako mistrz krajowy do Inflant, zachowując tytuł mistrza krajowego Prus. Ta oraz dwie inne krótkotrwałe próby dowiodły, że wspólne kierowanie obiema ziemiami jest ze względu na znaczne trudności komunikacyjne praktycznie niewykonalne. Tak oto w zakonie pozostało trzech mistrzów krajowych: Niemiec, Prus i Inflant7.
Urząd pruskiego mistrza krajowego zniesiono po 1309 r., gdy wielki mistrz przeniósł swoją siedzibę do Prus i osobiście objął rządy nad tą ziemią.
Mistrzowi niemieckiemu nigdy nie podlegały wszystkie baliwaty na terytorium Królestwa Niemieckiego. Baliwaty Etsch i Austrii, Czech oraz Koblencji podlegały bezpośrednio wielkiemu mistrzowi. W 1360 r. mistrz niemiecki musiał przekazać mu również obciążony długami baliwat Alzacji.
Te pięć baliwatów nazywano w dawnej Rzeszy kameralnymi baliwatami wielkiego mistrza (baliwatami skarbowymi). Wielki mistrz sam wykonywał w nich te prawa, z których mistrz niemiecki korzystał w tak zwanych baliwatach niemieckich8.
Mistrz niemiecki natomiast pod koniec XIV w. przyłączył do siebie baliwaty Welschlandu (Włochy, Grecja) i odtąd nazywał się mistrzem ziem niemieckich i Welschlandu. Tytuł ten — Meister in deutschen und wälsdien Landen — pojawia się od 1401 r. Niemiecką nazwę „mistrz krajowy” (Landmeister) dla najwyższych dostojników Niemiec, Prus i Inflant ustalono po raz pierwszy dopiero w XIV w. W XIII w. wciąż spotyka się łacińskie nazwy Commendator, Praeceptor, Magister (łac. — zwierzchnik) Alemanniae, Prussiae, Livoniae — zwierzchnik Alemanii (Niemiec; Alemanowie — plemię germańskie), Prus, Inflant, występujące na przemian w zupełnie chaotycznym pomieszaniu, przy czym coraz częściej używa się słowa „magister”. Po niemiecku mistrzem nazywano przeważnie mistrza krajowego. Na pieczęci mistrza niemieckiego przedstawiono siedzącą na tronie Marię z Dzieciątkiem i lilią oraz napis: S. Preceptoris Alemanniae (pieczęć zwierzchnika Alemanii); na pieczęci pruskiego mistrza krajowego — ucieczkę do Egiptu i napis: S. Preceptoris Domus S. Mariae Theuth. in Pruszia (pieczęć zwierzchnika domu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Prusach); na pieczęci inflanckiego mistrza krajowego — narodziny Chrystusa i napis: S. Commendatoris Domus Theut. in Livonia (pieczęć zwierzchnika Domu Niemieckiego w Inflantach). Zdarzają się jednak i drobne odstępstwa. Historycy XVIII i XIX w. używali na przykład wobec mistrza inflanckiego tytułu „Heermeister” (Heermeister — wódz wojsk), który wielokrotnie pojawia się w dokumentach, lecz nigdy u dawnych kronikarzy.
Według statutów mistrza krajowego należało wybierać na kapitule generalnej. Za Zygfryda von Feuchtwangen ustalono jednak, że obszary podległe mistrzom krajowym przedstawiają kapitule dwóch kandydatów. W Inflantach i Prusach, gdzie śmierć na polu bitwy w szybkim tempie zabierała kolejnych mistrzów krajowych i elitę braci zakonnych, przepis ten był praktycznie niewykonalny.
Zdarzył się przypadek, gdy wielki mistrz musiał zostać wybrany na kapitule niemieckiej.
Zgodnie z postanowieniami statutu zakonnego mistrz krajowy, jako wielki gebietiger zakonu, na dorocznej kapitule składał sprawozdanie i rezygnował z urzędu. Było to całkiem możliwe, dopóki siedziba znajdowała się w Akce, i odbywało się na piśmie, ponieważ mistrz krajowy nie miał możliwości odbywania co roku podróży na Wschód.
O uprawnieniach władczych mistrzów krajowych prawa zakonne nie mówią prawie nic, a o prawie zwyczajowym bardzo skąpo. W odniesieniu do mistrza niemieckiego ustalono, że w komandoriach swojego obszaru podejmował on decyzje w najważniejszych sprawach finansowych, takich jak duże umowy, wydatki majątków lennych itd. Jego najważniejszym prawem było coroczne zwoływanie komturów krajowych na kapitułę krajową, przyjmowanie ich sprawozdań i wypracowywanie decyzji wspólnie z kapitułą. Również obaj mistrzowie krajowi w Prusach i Inflantach mieli corocznie zwoływać kapitułę krajową ze swoimi komturami. Ich uprawnienia były oczywiście szersze, ponieważ byli oni nie tylko komturami krajowymi, lecz ponadto regentami kraju. Niezbędne utrzymanie obu mistrzów krajowych zapewniały być może komandorie krajowe w Rydze i odpowiednio w Elblągu.
Mistrz niemiecki miał posiadać własne domy kameralne, które musiały oddawać mu część swoich dochodów. Jako takie wymienia się Horneck, Ramersdorf i Prozelten, Breidbach, Weißenburg, Speier i Weinheim. Później przysługiwały mu również „mortuaria”, czyli część spadku po zmarłych komturach krajowych.
Komturowie krajowi
Komtur krajowy był najwyższym dostojnikiem prowincji zakonnej. Prowincje te zawsze nazywano „baliwatami” (Ballei), po łacinie Ballivia. Pierwotnie tytuł brzmiał „preceptor” (Praeceptor) lub „komandor” (Commendator) w połączeniu z nazwą prowincji, podobnie jak później tytuł mistrza krajowego. Z czasem zwyciężyła nazwa „komandor” (Commendator), i to ostatecznie i wyłącznie. Po niemiecku urząd ten, jak się wydaje, zawsze nazywał się Landkomtur (komtur krajowy).
Prawa i obowiązki komturów krajowych są opisane w prawach zakonnych lepiej niż w przypadku mistrzów krajowych. Rozstrzygali oni o przyjmowaniu półbraci, półsióstr i familiarzy, o potrawach i napojach dla półbraci, o zmianie zakonnych dni postnych, o przejmowaniu szpitali, o mianowaniu lekarzy, księży świeckich do parafii Zakonu i urzędników komandorii, o rozdawaniu jałmużny, o udzielaniu pożyczek oraz o wznoszeniu budowli murowanych.
Ponadto mieli dbać o zapewnienie wychowania zakonnego w zamkach swojego komturstwa krajowego. Wielokrotnie korzystali ze swoich praw przy mianowaniu komturów. Podobnie jak wielcy mistrzowie, we wszystkim stosowali się jednak do zasady, zgodnie z którą żadnych ważniejszych spraw nie wolno było rozstrzygać bez zgody kapituły.
Dlatego komturowie krajowi musieli zwoływać kapitułę z komturami, rozpatrywać ich sprawozdania i rezygnacje, podejmować niezbędne decyzje i dokonywać zmian na stanowiskach.
Komturowie krajowi pierwotnie najprawdopodobniej byli wybierani przez kapitułę generalną. W czasie spisywania statutu zakonnego mistrz niemiecki (mistrz krajowy Niemiec) miał już być może prawo mianowania komturów krajowych na swoim obszarze, ponieważ wybór komturów krajowych przez kapitułę utrzymał się jedynie w Armenii, Achai (Grecji), Apulii, na Sycylii i w Austrii18.
W XIV w. na obszarze mistrzów niemieckich nigdy nie słyszano o wyborze komturów krajowych przez kapitułę generalną. Zamiast tego wielki mistrz wraz z wielkimi gebietigerami mianował i odwoływał komturów krajowych swojego baliwatu kameralnego. W baliwatach niemieckich utrwaliło się jednak prawo, zgodnie z którym po śmierci komtura krajowego mistrz krajowy zasięgał opinii komturów danego baliwatu, a niekiedy korzystali oni wręcz bezpośrednio z prawa przedstawiania kandydatów.
Komturowie i inni urzędnicy Zakonu Niemieckiego
Tytuł „komtur” na określenie głównych urzędników zaczął przeważać od XIV stulecia, wypierając wszystkie pozostałe tytuły. Pierwotnie posługiwano się zupełnie bezładnie, na przemian, tytułami Praeceptor (zarządca) lub Commendator (poręczyciel). Przez kogo mianowani byli komturowie, nie sposób ustalić bez gruntownych badań. We wczesnym okresie mógł ich mianować wielki mistrz. W Prusach zgodnie z postanowieniem z 1251 r. prawo mianowania przeszło na mistrza krajowego i konwent krajowy. W przypadku Inflant można przypuszczać to samo, ponieważ były one jeszcze bardziej oddalone od wielkiego mistrza niż Prusy. Prawdopodobnie takie same uprawnienia miał również mistrz niemiecki (niemiecki mistrz krajowy).
Zgodnie ze statutami zakonnymi konwent tworzyło 12 braci zakonnych i komtur. Wzorem było 12 apostołów Chrystusa. Później jednak, po podboju Prus, sytuacja bardzo się zmieniła, a liczba braci zakonnych tworzących konwent zamkowy była w poszczególnych zamkach bardzo różna. W małych zamkach przebywało od 10 do 12 rycerzy, w średnich od 18 do 30, a w dużych, takich jak Elbląg, Malbork czy Królewiec, od 50 do 70 rycerzy.
Konwent składał się zatem z komtura, komtura domowego (komtura zamkowego, odpowiedzialnego za prowadzenie gospodarki zamkowej), kilku rycerzy zakonnych kierujących różnymi urzędami na zamku, zwykłych braci zakonnych, a także braci kapelanów (kaznodziejów) i braci kapłanów, odpowiedzialnych za odprawianie nabożeństw na zamku. Słudzy zamkowi i dworscy, którzy nie byli członkami zakonu, nie należeli do konwentu.
Na czele konwentów stał komtur, który w niektórych przypadkach pełnił również urząd jednego z wielkich dostojników (Grossgebietiger). Komtur czuwał w konwencie nad przestrzeganiem reguł, praw i zwyczajów zakonu. Prawo zobowiązywało go do pilnego zwracania uwagi na moralny tryb życia (postępowanie) braci jego konwentu. Miał obowiązek karać opieszałych i lekkomyślnych rycerzy i wszelkimi środkami sprowadzać ich na właściwą drogę, a jeśli w konwencie znajdowali się krnąbrni i nieposłuszni, powiadamiać o nich mistrza. W niedziele na kapitule domowej (zebraniu konwentu) odczytywano braciom rycerzom fragment zakonnego zbioru praw, aby żaden winowajca nie mógł tłumaczyć się ich nieznajomością. Statuty nakazywały komturowi słuchać rad członków konwentu zamkowego, prosić o aprobatę najstarszych i najbystrzejszych, stale omawiać sprawy z podległymi mu braćmi „…i uważać się bardziej za sługę innych niż za pana”. Komtur nadzorował właściwe odprawianie nabożeństw, przestrzeganie przepisanych postów, porządek i opiekę w infirmeriach (szpitalu, jeśli istniał przy zamku), dbał o odpowiednie odzienie i wyżywienie braci konwentu – w tym celu musiał jadać przy jednym stole ze swoimi rycerzami i tylko wizyty dostojnych gości pozwalały mu odstąpić od tej zasady. Jeśli komtur był opieszały, naruszał swoje obowiązki służbowe lub nie słuchał uwag członków swojego konwentu, mieli oni prawo przedstawić swoje skargi wielkiemu mistrzowi i oczekiwać jego decyzji9.
Komtur składał mistrzowi sprawozdania o stanie swojego konwentu, o liczbie i zachowaniu braci itd. Nadzorował zarządzanie urzędami zamku, zakup i sprzedaż zboża, dbał o niezbędne zaopatrzenie swojego zamku, zarządzał skarbem konwentu, z czego co roku rozliczał się przed skarbnikiem zakonu na kapitule w Malborku. Był zobowiązany utrzymywać w dobrym stanie całe uzbrojenie i odpowiednie umocnienia swojego zamku. Kierował budowami zarówno na zamku, jak i na dworze, meldował o nich mistrzowi i prowadził księgę rachunkową. Jeśli od mistrza przybywali wizytatorzy (Visitierer), komtur musiał przedstawić im pełne dane o przychodach i rozchodach, stanie zapasów i zamku. Każdy brat konwentu miał prawo zgłosić uchybienia swojego komtura. Zazwyczaj wizytatorzy zwoływali kapitułę domową i poddawali na niej gruntownej kontroli całe zarządzanie zamkiem.
Komtur, podobnie jak każdy inny brat zakonny, nie mógł mieć własnych pieniędzy ani majątku. To, co otrzymywał w toku swojej działalności, musiał przeznaczać na potrzeby konwentu zamkowego, a przy rocznym sprawozdaniu potwierdzić obecność lub brak pieniędzy w komturstwie. Jeśli po jego śmierci znajdowano niezaewidencjonowane pieniądze i majątek, ciało grzebano w gołym polu.
Zaciągać długi lub wydawać komukolwiek gotówkę z kasy komturskiej mógł tylko za zgodą lub na polecenie mistrza. Pod jego kontrolą znajdowało się również przesyłanie listów – dawna służba pocztowa w Prusach, w ramach której każdy zamek musiał pomagać w przekazywaniu listów do mistrza lub innych wysokich urzędników. W tym celu każdy komtur utrzymywał w stałej gotowości kilku gońców – chłopców pocztowych (Briefjungen) lub jeźdźców pocztowych (Postreiter) – oraz specjalne konie pocztowe, tzw. Briefschweike. Za zaniedbania w tej dziedzinie groziły przewidziane statutami upomnienia (nagany) mistrza. Komturom nie wolno było także przyjmować do Zakonu braci, półbraci, półsióstr, familiarzy i służby, z wyjątkiem, być może, posłańców.
Zarządzając majątkiem, komturowie nie mogli sprzedawać ziemi ani zawierać umów dzierżawnych na duże i cenne obiekty.
Komtur domowy, wójtowie i prokuratorzy
Komturowi pomagał komtur domowy, który pod jego nieobecność pełnił funkcję zastępcy, a często także pomocnika w jego rozlicznych obowiązkach służbowych. Komtur domowy kierował przy tym konwentem jako gospodarz zamku i zarządzał wszystkimi zapasami oraz finansami; podlegały mu też wszystkie służby Domu. W większych komturstwach działał ponadto Zinsmeister, który dbał o regularny wpływ danin pieniężnych i w naturze, a w związku z tym także kontrolował udzielanie pożyczek i prowadził ewidencję gruntów ornych. Zinsmeister był zobowiązany prowadzić księgę czynszów. Praktycznie wszyscy bracia konwentu zamkowego mieli obowiązki służbowe i odpowiadali za powierzony im zakres. Mogła to być kuchnia — Kuchmeister, piwnica — Kellermeister, piekarnia — Backmeister, młyn — Muhlenmeister; zapasami zboża zarządzał Kornmeister, za dostawy ryb odpowiadał Fischmeister, infirmerią kierował Firmarienmeister, szpitalnik zamkowy — Hausspittler — odpowiadał za wyżywienie i opiekę nad chorymi i starymi braćmi rycerzami, mieniem kościelnym opiekował się Glockmeister, szatnym zamku był Haustrapier, a za tabor, sprzęt wojskowy i narzędzia rolnicze odpowiadał Karwansherr. Odpowiedzialny za obuwie Schuhmeister nadzorował szewców, Zimmermeister — cieśli, Steinmeister — kamieniarzy. Schnitzmeister sprawował pieczę nad snycerzami i rzemieślnikami pracującymi w Schnitzhausie, gdzie wytwarzano i przechowywano kusze, bełty, łuki i tym podobne. Byli też odpowiedzialni za kuźnię — Schmiedemeister, za stajnię z końmi — Pferdemarschall, za oborę — Viehmeister (był on zarazem zarządcą pobliskich folwarków zakonnych). Ze względu na znaczne pogłowie bydła w większości komturstw zakonnych urząd ten miał szczególne znaczenie. Thormeister odpowiadał za straż zamkową, Gartenmeister — za ogród, a Waldmeister — za las. W każdy piątek zbierała się kapituła, na której komtur domowy wysłuchiwał sprawozdań odpowiedzialnych za poszczególne zakresy. Wszyscy oni byli rycerzami zakonnymi i nadzorowali podległych im majstrów i robotników, a także zarządców gospodarstwa zamkowego i komturskiego. Jeżeli w konwencie komturskim było niewielu rycerzy zakonnych, powierzano im po kilka urzędów naraz. Przy konwentach i balliwatach istniały też inne urzędy.
Do kierowania tymi służbami w zamkach wielki mistrz lub kapituła wybierali najzdolniejszych spośród braci rycerzy. Każdy zarządzał swoją służbą wyłącznie w ramach posłuszeństwa, bez jakiejkolwiek zapłaty czy wynagrodzenia. Nikt nie mógł odmówić przyjęcia nominacji. Odpowiedzialny za finanse musiał składać komturowi sprawozdanie na konwencie zamkowym; kto nie radził sobie z zadaniem, był odwoływany z urzędu.
Do konwentu należeli także rezydujący w pobliskich zamkach zakonnych prokuratorzy (Pfleger – opiekun, zarządca), a niekiedy wójtowie (Fögte). Choć stali na czele odrębnych okręgów terytorialnych i mieszkali we własnych zamkach, nie mieli własnych konwentów i byli przypisani do komturstwa.
W komturstwie malborskim na przykład wójtowie zamków Stuhm, Grebin i Leske oraz prokuratorzy Montau, Meselanz i Lesewitz byli członkami kapituły. Podobnie bywało i w innych komturstwach. Urzędnicy ci byli w istocie komturami domowymi, tyle że bez konwentów. Oprócz wójtów zarządzających zamkami istnieli wójtowie krain: Sambii, Natangii, Kurlandii. Ich zwierzchnikami byli komturowie nadrzędnych konwentów, których rozkazom podlegali jako członkowie tych konwentów.
W rozmieszczeniu całego szeregu urzędników zakonnych wszystko było przemyślane i zorganizowane, a każdy urzędnik pozostawał pod nadzorem i kontrolą. Wielkiego mistrza kontrolowała kapituła generalna, wysokich dostojników i komturów — mistrz i kapituła, urzędników w zamkach — komtur. Prawo wyznaczało każdemu zakres działalności i porządek podległości wobec przełożonych. Przy tym żaden z urzędników zakonnych, od mistrza po najniższy urząd, nie był zwolniony z udziału w wyprawach wojennych.
Bracia duchowni konwentu
Od najdawniejszych czasów w skład konwentu domu zakonnego wchodzili bracia duchowni — kapłani i kapelani. O ich powołaniu mówią statuty zakonne: „Wśród członków Zakonu są także kapłani (duchowni), którzy zajmują godne miejsce, aby w czasie pokoju niczym lśniące gwiazdy działali pośród nich i braci świeckich pouczali, by ci ściśle przestrzegali swojej reguły i by odprawiali swoje nabożeństwa… Jeśli trzeba stoczyć bitwę, mają ich umacniać do walki… iż Bóg także cierpiał za nich na krzyżu. Mają zatem dowodzić się czynem i strzec zdrowych i chorych, i wszystkim pełnić posługę w imię Ducha Świętego”.
Działalność braci duchownych konwentu polegała na odprawianiu nabożeństw, a ich najważniejszym obowiązkiem było utrzymywanie przy tym najściślejszego porządku. Podlegali komturowi, któremu winni byli bezwzględne posłuszeństwo. Miejscowym biskupom nie podlegali. Brat duchowny po wstąpieniu do Zakonu przez rok uchodził za nowicjusza. Bracia duchowni dzielili się na braci kapłanów i braci pomocników. Pierwsi mieli święcenia kapłańskie, odprawiali mszę, a ich najważniejszym obowiązkiem była troska o dusze rycerzy zakonnych. Często odwiedzali szpitale, prowadzili procesje i tak dalej. Bracia pomocnicy w czasie mszy pełnili funkcje asystentów przy nabożeństwie.
Porządek nabożeństw był rozpisany w najdrobniejszych szczegółach i musiał być przestrzegany z całą surowością. Nadzór nad tym sprawował zwierzchni przeor. Bez zgody wyższych instancji brat kapłan nie mógł porzucić swoich obowiązków (zdjąć habitu zakonnego). Habit składał się z białego, zapinanego z przodu surkotu lub sutanny, przepisanej przez papieża Innocentego IV; poza Domem noszono płaszcz koloru szarego.
Bracia kapłani, jak wszyscy bracia konwentu, byli ściśle podporządkowani prawu Domu. Korzystali ze wspólnego stołu i wspólnej sypialni, bez zgody komtura nie mogli opuszczać murów zamku. Na kapitule zamkowej mieli prawo głosu, a w sprawach wiary stanowili dla braci rycerzy swego rodzaju policję kościelną. Najważniejsze miejsce wśród braci duchownych zajmował kapelan mistrza, który zawsze towarzyszył mu w podróżach, a zarazem kierował częścią spraw duchownych i kościelnych kraju. Jego stała obecność przy wielkim mistrzu i szczególne zaufanie, jakim ten go darzył, zapewniały mu znaczny wpływ na otoczenie; często właśnie za jego pośrednictwem zwracano się do wielkiego mistrza. Kapelan mistrza prowadził część jego korespondencji.
Naprawdę wykształconych braci duchownych było w Zakonie niewielu — statut zakonny nie przywiązywał do tego szczególnej wagi. A jednak zdarzały się wśród nich wybitne postacie, między innymi Piotr z Dusburga, autor najstarszej kroniki zakonnej, oraz brat kapłan Mikołaj z Jeroszyna, który przełożył ją na niemiecki wiersz.
Wielki szafarz — Großschäffer
Już w części „Zwyczaje” statutu zakonnego do najbliższego otoczenia mistrza, obok dwóch kompanów (sekretarzy), należy rycerz w szarym płaszczu, zwany „szafarzem”. Jego obowiązki służbowe dotyczyły wyłącznie handlu i kontaktów handlowych: sprzedaży wytwarzanych w kraju produktów i zakupu za granicą wszystkiego, co niezbędne.
Później szafarzy przybyło i podlegali oni już nie tylko mistrzowi. Urząd szafarza pojawił się w państwie zakonnym już na początku XIV w.: w statutach Wernera von Orseln mowa jest o tym, że szafarze prowadzą księgi rachunkowe, a prawa Dietricha von Altenburg zezwalały im na handel, w szczególności handel suknem. Instytucja wielkich szafarzy ukształtowała się ostatecznie do XV w. i stała się oficjalnym przedsiębiorstwem państwa zakonnego, służącym zasilaniu zakonnych finansów.
Obok wielkich szafarzy działali także mali szafarze w Królewcu oraz szafarze w Dzierzgoniu (Christburg) i Ragnecie. Szafarz w Ragnecie otrzymywał z kasy treslera (skarbnika) pieniądze na ochronę granicy (Wartgeld), będąc swego rodzaju bankierem komtura Ragnety.
Głównym zajęciem wielkiego szafarza w Malborku był handel zbożem z Anglią, Szkocją, Skandynawią, Niderlandami i rozmaitymi miastami hanzeatyckimi. Do jego dyspozycji były spichrze najbliższych zamków.
U wielkiego szafarza królewieckiego przeważał handel bursztynem, głównie z Niderlandami, Lubeką, a wcześniej ze Lwowem (Lemberg). Szafarz królewiecki i marszałek zakonny, pod którego nadzorem pozostawał, zawierali z nabywcami bursztynu umowy o cenach i dostawach poszczególnych gatunków bursztynu, zwłaszcza z warsztatem wyrabiającym różańce w Brugii. Zajmował się przyjmowaniem, wydawaniem i sortowaniem różnych gatunków bursztynu oraz wysyłaniem go ładunkami okrętowymi do stałych przedstawicieli i agentów handlowych. Prowadził też ważne interesy związane z woskiem, miodem i futrem wiewiórczym w Niderlandach, zwłaszcza w Brugii.
Wielcy szafarze kontrolowali również znaczną część importu. Za pośrednictwem swoich agentów handlowych za granicą kupowali towary potrzebne Zakonowi i na własnych statkach sprowadzali je do Prus. Co roku do kraju trafiały duże ilości sukna angielskiego i holenderskiego, westfalskiego lnu, soli, uzbrojenia i wielu innych niezbędnych towarów. Wielcy szafarze rozdzielali je następnie między konwenty, a w obrębie konwentów komturowie przekazywali je poszczególnym urzędom. Wielki szafarz w Malborku odpowiadał za zaopatrzenie spichlerzy i kuchni mistrza, a także za zaspokajanie potrzeb konwentu w Domu Głównym. Właściwy tryb życia konwentu regulowały określone przepisy.
Ponadto wielcy szafarze utrzymywali stałe kontakty handlowe z miastami pruskimi. Dostarczali miejskim kupcom na kredyt, pod zastaw lub poręczenie znaczne partie towarów. W tym celu w większych miastach kraju działali agenci handlowi. Aby zbywać zagraniczne sukno wewnątrz Prus, wielki szafarz królewiecki utrzymywał stosunki handlowe aż po Toruń.
Do zakresu jego obowiązków należało także budownictwo okrętowe (Rhederei). Na potrzeby handlu międzynarodowego Zakon musiał budować nowe statki. Często występował jako ich współwłaściciel. Szafarze nadzorowali budowę statków, pokrywali koszty i sporządzali rozliczenia. Ze swojej działalności i ze stanu podległego im urzędu składali niezwykle szczegółowe sprawozdanie w księdze, nad którą kontrolę sprawowali wielki komtur, tresler i marszałek. Ich fundusze bywały bardzo znaczne: w 1369 r. Królewiec dysponował kapitałem obrotowym w wysokości 30 000 grzywien, z którego musiał pokrywać wydatki na potrzeby konwentu w mieście bez rekompensaty ze strony komturstwa królewieckiego. Fundusze wielkiego szafarza w Malborku w latach 1405 i 1406, po odliczeniu wszystkich wydatków, wynosiły na czysto 46–48 tysięcy grzywien.
Ze względu na rozległość spraw każdy wielki szafarz miał jednego pomocnika – podszafarza (Unterschäffer), który podczas częstych nieobecności wielkiego szafarza pełnił funkcję jego zastępcy. Pod nadzorem wielkich szafarzy pozostawali również mistrzowie funtowi (Pfundmeister) w Gdańsku i innych dużych portach, poborcy cła funtowego (Pfundgeld), maklerzy, szkutnicy, szyprowie oraz tak zwani chłopcy okrętowi (Schiffkinder), czyli marynarze.
Prokurator generalny (pełnomocnik Zakonu w Rzymie)
Jak wszystkie zakony rycerskie, Zakon Krzyżacki miał stałego przedstawiciela przy Stolicy Apostolskiej. Działalność prokuratora generalnego miała dla Zakonu ogromne znaczenie. Na to stanowisko powoływano brata zakonnego o dobrych zdolnościach dyplomatycznych. Z polecenia wielkiego mistrza prowadził on rozmowy z papieżem, bronił interesów Zakonu, przedstawiał jego skargi i życzenia. Jego wielką zasługą była przychylność papieża, dzięki której można było uzyskać dla Zakonu dodatkowe przywileje lub zapewnić sobie jego poparcie w sporach międzynarodowych. Szczególnie znany jest prokurator generalny Laurentius Blumenau, który od 1447 r. rozpoczynał karierę jako pełnomocnik i prawnik przy wielkim mistrzu. Pod koniec swojej kariery napisał kronikę „Historia Zakonu Rycerzy Teutońskich”.
Tryb życia konwentu rycerskiego
Znaczną część dnia rycerz zakonny spędzał na regularnych nabożeństwach. Dzień był podzielony według określonych godzin na sześć części. Odprawiano msze dzienne i nocne. Wszyscy bracia konwentu, zarówno duchowni, jak i nieposiadający święceń, musieli uczestniczyć w nich wspólnie. Nabożeństwa i modlitwy odprawiano w całym Zakonie według jednego wzoru. Jedynie niektórzy bracia urzędnicy mogli być nieobecni w razie pilnych spraw. Ci, którzy opuścili nabożeństwo lub się spóźnili, po kilku upomnieniach byli karani przez komtura lub komtura domowego. Zgodnie z regułą każdy przyjęty brat zakonny musiał znać modlitwy „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”. Jeśli ich nie znał, był zobowiązany nauczyć się ich od kapłanów w wyznaczonym terminie. Żaden brat zakonny nie mógł spowiadać się poza Zakonem bez zgody przełożonego. Oprócz codziennych nabożeństw obchodzono w Zakonie szczególne święta kościelne. Za każdego zmarłego brata konwent odprawiał nabożeństwo żałobne. Brat zakonny miał ściśle określone, ile razy musi odmówić „Ojcze nasz” za poległych lub zmarłych braci zakonnych.
W zamku zakonnym wszyscy rycerze byli równi, czy pochodzili z rodu książęcego, hrabiowskiego, czy szlacheckiego – żaden z nich nie miał przewagi ani pierwszeństwa. Każdy brat zakonny nosił ten sam strój co wszyscy. Wszystko, co kosztowne i rzucające się w oczy, było zakazane. Każde odstępstwo dostrzegał i ukrócał szatny.
Zimą do ocieplenia odzieży wolno było używać jedynie futra koziego lub owczego. Reguła nie pozwalała nosić kosztownego obuwia sznurowanego, z wysoką cholewą, z długimi noskami ani na wysokich obcasach; na odzieży nie było też żadnych haftów (galonów) ani drogiej podszewki, żadnych jedwabnych kurtek czy kaftanów z herbami rodowymi i licznymi fałdami. Określona była również fryzura: włosy z tyłu głowy krótkie, z przodu dłuższe; bracia rycerze nie przycinali brody, natomiast bracia kapłani mieli obowiązek ją golić.
Pomieszczenia mieszkalne braci składały się jedynie z jadalni, zwanej w Zakonie „remterem” (Remter), oraz wspólnej sypialni (Dormitorium). W tej wspólnej sypialni musieli spać wszyscy zdrowi bracia, remter zaś służył im za wspólną salę, podobną do salonu. Umeblowanie remteru było proste – toporny dębowy stół i ciężkie ławy. Nawet w wielkim remterze w Malborku meble dla braci były takie same. Wyposażenie wspólnej sypialni można do pewnego stopnia odtworzyć na podstawie statutów Zakonu. Czytamy w nich, że każdy brat powinien zadowolić się siennikiem (Sack) wypchanym zgrzebną wełną (Kotze), lnianymi prześcieradłami i kocem. Posłanie miało być twarde i proste, i nikt nie mógł żądać innego; jedynie w szczególnych przypadkach (stare rany) można je było poprawić, i to wyłącznie za zgodą komtura. Możliwe, że każdy brat zakonny miał we wspólnej sypialni miejsce oddzielone deskowymi przegrodami i zamykane kratowymi drzwiami. Równie skromnie urządzone były kaplica i sala kapitulna.
Sala kapitulna mogła wyglądać tak jak w Malborku, lecz z kamiennymi ławami wzdłuż ścian. W kaplicy i sali kapitulnej dopuszczano też dekorację ścian, zwłaszcza freski. Zdobiły one pomieszczenia w zamkach Malbork, Królewiec, Lochstedt, Sachsenhausen i innych. Komnaty komtura i izby dla chorych urządzano skromnie, ale z bogatymi malowidłami ściennymi – przykładem jest komnata komtura w Lochstedt.
Zakon stworzył w Prusach wzorcowe instalacje grzewcze i sanitarne. Do ogrzewania dużych sal w kraju o stosunkowo surowym klimacie zwykłe piece i otwarte kominki nie wystarczały. Sale wyposażano więc w ogrzewanie centralne, które miało w piwnicy duże, murowane palenisko z pustym sklepieniem w kształcie piramidy, wyłożonym kamieniami polnymi. Nad tą wyłożoną kamieniami komorą wznosił się komin z odgałęzieniami z rur glinianych, biegnących pod podłogami ogrzewanych pomieszczeń i wychodzących w okrągłych otworach w izbach. Rury i otwory można było zamykać metalowymi pokrywami w kształcie dysków. Palenisko rozpalano drewnem przy otwartym kominie. Kamienie rozgrzewały się do czerwoności i utrzymywały ciepło, a dym uchodził przez komin. Gdy drewno się wypaliło, usuwano popiół, zamykano komin i otwierano metalowe pokrywy w pomieszczeniach mieszkalnych. Suche, czyste, mocno nagrzane powietrze napływało wówczas do izb i na długo zapewniało w nich przyjemne ciepło. Taki sposób ogrzewania był higieniczny, a zarazem opłacalny.
Jeszcze ciekawsze było rozwiązanie tak delikatnej kwestii jak latryny. W Prusach pomieszczenia te zawsze umieszczano w wieżach stojących nad bieżącą wodą – nie było to zbyt wygodne, ale higieniczne. Te przyziemne budowle otrzymywały bardzo efektowną formę architektoniczną. W Prusach takie latryny nazywano danskerami (Danzker). Dlaczego – nie wiadomo.
Do posiłków wszyscy, łącznie z komturem, zasiadali przy jednym stole. Jedzenie było proste, lecz pożywne; pito piwo i mocny miód. Na stole nie było wina ani wyszukanych potraw. Wielki mistrz przy stole konwentu również zadowalał się takim jadłospisem. Zazwyczaj posiłki spożywano w remterze przy trzech stołach: przy pierwszym, zwanym stołem panów, zasiadał komtur z urzędnikami Domu i braćmi konwentu; przy drugim, stole witingów, – służba; przy trzecim, stole młodych, – knechci. Żaden z braci nie mógł jadać poza konwentem. Dla chorych i starszych braci przewidziano lepszy stół w infirmerii.
W remterze członkowie konwentu mogli pojawiać się wyłącznie w zapiętym płaszczu, podczas posiłków zachowywali głębokie milczenie, a lektor odczytywał fragmenty Biblii, „aby, jak głosi reguła, nie tylko podniebienie łaknęło jadła, lecz także uszy były głodne słowa Bożego”. Jeśli przy stole obecni byli goście, komtur znosił nakaz milczenia. Nikt nie odchodził od stołu, dopóki wszyscy nie skończyli jeść, a brat kapłan nie odmówił modlitwy dziękczynnej. W dni postne bracia zbierali się po nieszporach w remterze na wieczerzę, by spożyć lekką przekąskę. W dni, w które jedzono dwa razy, przekąski nie było. Mocne napoje, jak na przykład podgrzewany Lutertrank, były zakazane. Po modlitwie wieczornej nastawał czas spoczynku. Wszyscy zdrowi bracia konwentu udawali się do jednej, wspólnej sypialni. Reguła zalecała również tutaj głębokie milczenie aż do pierwszej modlitwy porannej. Jeśli zdarzyło się, że zakaz został złamany, pokutowano za to odmówieniem „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”.
Rycerzom zakonnym nie wolno było trzymać swoich rzeczy pod zamknięciem, nikt nie mógł przyjąć podarunku bez zgody przełożonego, nikt nie miał prawa posiadać pieniędzy ani przyjmować ich na przechowanie. Żaden brat urzędnik nie mógł dawać pieniędzy członkowi konwentu bez pozwolenia przełożonego. Statuty zabraniały również bratu zakonnemu mieć przy sobie pieczęć rodową oraz bez zgody przełożonego wysyłać listy i czytać otrzymane. Jedynie komturowie i inni urzędnicy mieli dostęp do pieniędzy służbowych.
W czasie wolnym rycerze zbierali się w remterze na rozmowy, gry i inne rozrywki. Statuty zezwalały na grę w szachy i Zackunenspiel (?), lecz zakazywały gier na pieniądze. Zakazana była również gra w kości. Niekiedy w wolnych chwilach braci zabawiali wędrowni muzykanci, niewidomi śpiewacy, mistrzowie artystycznego gwizdania, treserzy zwierząt, wędrowni kuglarze i trefnisie. Polowania z psami i z sokołami dozwolone były tylko wielkiemu mistrzowi, urzędnikom i komturom. W razie potrzeby rycerze zakonni mogli odstrzeliwać wilki, rysie, niedźwiedzie i inne dzikie zwierzęta, czasem zezwalano też na odstrzał ptaków.
W życiu zamkowym reguła zalecała rycerzom braterską zgodę; stosownie do tego wszyscy bracia winni byli starać się nikomu nie być ciężarem, lecz odnosić się do siebie nawzajem z miłością, uczynnością i pokorą. Jeśli bracia zakonni się poróżnili, mieli obowiązek niezwłocznie się pojednać. Każdy brat powinien być wzorem przyzwoitości i uczciwości, z jego ust nie mogły wychodzić potajemne obmowy, sprośności, kłamstwa, przekleństwa, wyzwiska ani zuchwałe gadulstwo.
Dla ludzi świeckich rycerze zakonni mieli być wzorem czystego, pobożnego i nienagannego życia. Jedynie w wyjątkowych wypadkach mogli pojawiać się na wielkich uroczystościach, zjazdach rycerskich, przyjęciach i zabawach. W miejscach publicznych nie wolno było rozmawiać z kobietami, zwłaszcza z młodymi. Nikomu nie wolno było nawet ucałować własnej matki czy siostry. Nikt nie mógł wejść do klasztoru żeńskiego. Nie wolno było zostawać ojcem chrzestnym, z wyjątkiem przypadków chrztu z wody w nagłej potrzebie. Statuty zabraniały bliskich kontaktów z ludźmi świeckimi oraz długiej nieobecności w konwencie. Komtur mógł zezwolić rycerzowi zakonnemu na podróż jedynie do najbliższego domu zakonnego. Na dalszą podróż potrzebna była zgoda mistrza.
Jeśli brat zakonny jechał konno z jakimś poleceniem, nie mógł zatrzymywać się na dworach i w domach dłużej niż dwie noce, nie wolno mu było nocować u ludzi świeckich ani w karczmach. Podczas podróży do innego zamku zakonnego rycerz nie miał prawa bez zgody komtura i bez towarzystwa brata zakonnego odwiedzać pobliskiego miasta. Młody rycerz zakonny mógł się przemieszczać wyłącznie w towarzystwie starszego.
Brat konwentu nie posiadał żadnej własności, nie mógł rozporządzać ani swoim koniem, ani bronią, nie mógł nawet sprzedać czy podarować starego, znoszonego odzienia. Jedynie szatny mógł rozdawać odzież knechtom (sługom) lub ubogim. O należyte wyposażenie (zbroję) i o trzy dobre konie, niezbędne rycerzowi, musiał troszczyć się komtur. Kto nie dbał o swoją zbroję lub ją utracił, karany był długim więzieniem. Zakazane były ozdoby na zbroi i rzędzie końskim. Dumy rycerza – miecza – brat zakonny nie miał prawa oddawać w obce ręce.
W wielu zamkach zakonnych istniały firmerie dla starych i chorych braci, a w Malborku nawet dwie: jedna dla rycerzy zakonnych i kapłanów, druga dla knechtów (sług) i czeladzi. Były to całe zespoły złożone z izb szpitalnych, z własnym zarządem gospodarczym, osobną kaplicą, łaźnią, kuchnią i pomieszczeniami mieszkalnymi dla starych braci. Nad porządkiem czuwał mistrz firmerii. Jeśli brat zakonny zachorował tak ciężko, że potrzebne było namaszczenie, komtur domowy opieczętowywał wszystkie jego przybory, a po jego śmierci wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, odsyłano do skarbnika w Malborku. Żaden brat zakonny nie mógł sporządzić testamentu, jedynie przed namaszczeniem mógł przekazać współbraciom na pamiątkę drobiazgi ze swoich przyborów i dobytku. Po zgonie brata niezwłocznie wysyłano do mistrza tak zwany list śmierci. Każdy dom zakonny odprawiał za poległego lub zmarłego nabożeństwo żałobne z mszą i wigilią, a członek konwentu niebędący duchownym odmawiał za niego sto razy „Ojcze nasz”.
Na polu bitwy statuty zobowiązywały rycerza zakonnego do surowej dyscypliny i porządku. Bezwzględne posłuszeństwo marszałkowi zakonu i jego pomocnikom było dla niego naczelnym prawem. Ustalony porządek wojskowy regulował działania rycerzy podczas natarcia i w czasie wypraw wojennych. Kto tchórzliwie porzucił chorągiew lub oddalił się od wojska, otrzymywał najcięższą karę. Gdy podczas wyprawy rozbijano obóz, przy ołtarzu polowym odprawiano nabożeństwo polowe. Na wyprawach o zaopatrzenie rycerzy zakonnych w żywność troszczyli się komtur prowiantowy lub mistrz prowiantowy.
Przy marszałku stale przebywał herold – wywoływacz, który ogłaszał donośnym głosem otrzymywane rozkazy. Jeśli marszałek chciał zaatakować nieprzyjaciela w szyku konnym, brat służebny wznosił chorągiew pościgu (pogoni).
Reguła nakazywała zachowywać się na polu bitwy mężnie i dzielnie, wobec ubogich i chorych zaś – łagodnie i troskliwie. Opieka nad chorymi w szpitalach była pierwszym wzniosłym ślubem rycerzy przyjmowanych do Zakonu. Ubogim często ofiarowywano odzież i żywność. Po śmierci brata zakonnego jego najlepsze odzienie dawano ubogiemu, a przez 40 dni rozdawano potrzebującym jedzenie.
Kapituła domowa i kary (prawo karne)
W każdym konwencie w niedziele zbierała się kapituła domowa, w której musieli uczestniczyć wszyscy bracia rycerze i kapłani. Rozpoczynała się i kończyła modlitwą. Jej zasadniczym celem było stałe przypominanie braciom statutów zakonu, dlatego na każdym zebraniu odczytywano określone fragmenty z księgi statutów. Na kapitule domowej wysłuchiwano i omawiano sprawy dotyczące zarządu okręgu komturskiego oraz inne kwestie domu zakonnego. Pełniła ona także funkcję sądu dla członków konwentu i karała za wykroczenia.
Istniały cztery stopnie kar, zależnie od wagi przewinienia i przestępstwa: wyróżniano winę lekką, ciężką, cięższą i szczególnie ciężką. Jeśli brat popełnił przestępstwo jednego z tych stopni, sprawa trafiała przed kapitułę, a do udowodnienia winy wystarczały zeznania dwóch braci zakonnych. Następnie kapituła sprawowała „sąd pokutny”, przy czym zawsze brano pod uwagę opinię braci zakonnych o oskarżonym. Mógł on znaleźć u kapituły łaskę (pobłażanie). Lepsza część braci decydowała, czy go ułaskawić, czy też wykonać karę. Prawo zakonne określało wiele przypadków, w których w zależności od wagi winy należało stosować różne stopnie kary. Przy lekkich przewinieniach oskarżony skazywany był przez kapitułę na od jednego do trzech dni zamknięcia i otrzymywał w niedzielę na kapitule Juste. Przy ciężkiej winie brat zakonny tracił krzyż zakonny na płaszczu do czasu decyzji przełożonego i okazania mu łaski przez braci. Jeśli pozostawał bez krzyża, karano go na okres jednego roku, dopóki przełożony i bracia nie złagodzili mu kary.
Za cięższą winę wymierzano mu odpowiednio karę roczną, to znaczy oskarżony musiał przez cały rok pozostawać w położeniu knechta, jadać przy ich stole, sypiać na ziemi (na podłodze), służyć bez płaszcza z krzyżem i przez trzy dni w tygodniu poprzestawać na wodzie i chlebie (mogły to jednak zastąpić dwa dni).
Jeśli przestępstwo było znane ludziom świeckim, winny był karany publicznie w niedzielę w kościele. Jeśli jego wina była niezwykle wielka, a on nie chciał poddać się wymierzonej karze, mogli go osadzić w więzieniu, gdzie przez rok siedział w kajdanach, a w wyjątkowych przypadkach skazywano go na dożywotnie zamknięcie. Najcięższe przewinienia kończyły się wydaleniem z Zakonu
Surowo karano nieposłuszeństwo wobec rozkazów przełożonego, łamanie praw Zakonu lub ich lekceważenie. Za takie przewinienia brat rycerz tracił wszelkie godności i honory i nie miał już szans na objęcie jakiegokolwiek urzędu. Wielki mistrz lub jego najwyższy dostojnik mogli uchylić niektóre kary. Prawo wymagało jednak od mistrza, by nie był zbyt pobłażliwy wobec wykroczeń i nie pomijał nawet najdrobniejszych przewinień, „albowiem – jak głosiło – gdy popełniono przewinienie, należy wyznaczyć jego miarę”.
Szare płaszcze, półbracia i bracia służebni
Bracia zakonni należeli do dwóch różnych stanów (klas) i dzielili się na członków Zakonu niebędących duchownymi oraz braci kapłanów. Bracia kapłani, stanowiący kler kraju pruskiego, rzadko byli szlachetnego pochodzenia i wywodzili się przeważnie spośród „obywateli danego kraju”. Wśród braci niebędących duchownymi wyraźnie rozróżniano braci rycerzy i „szare płaszcze”, czyli półbraci. Warstwą polityczną i kierowniczą w Zakonie byli bracia rycerze. Szare płaszcze to bracia walczący nierycerskiego pochodzenia. Wywodzili się przeważnie z miejscowej ludności pruskiej. Najczęściej ci półbracia, noszący szare płaszcze, zajmowali niższe stanowiska w komturii lub na zamku. Część wielkich szafarzy, zajmujących się handlem zagranicznym Zakonu, pochodziła z gdańskiego mieszczaństwa. W Prusach były też nieliczne półsiostry Zakonu Niemieckiego.
Pierwsze przepisy dla półbraci wydano prawdopodobnie za wielkiego mistrza Burcharda von Schwanden. Głosiły one: „W imię Pana naszego, pierwszym warunkiem przyjęcia do grona półbraci jest przyzwoity sposób życia”. Przyjmowany składał Zakonowi przysięgę wierności i zobowiązywał się pracować dla jego dobra w miarę swoich możliwości. W zamian jako półbrat otrzymywał udzielone Zakonowi przez Boga i Kościół odpuszczenie grzechów dla zbawienia swej duszy. Półbrat nadal żył poza domem zakonnym, bez surowych ślubów zakonnych dotyczących ascezy i odosobnienia. Służył Zakonowi i przyczyniał się do jego pomyślności – jako wojownik na polu bitwy, jako dobroczyńca w czasie pokoju. Gdy półbrat się zestarzał i nie mógł już pracować, Zakon zapewniał mu utrzymanie do końca życia, nawet jeśli nie miał on wszystkiego, co niezbędne do opieki nad sobą. Po jego śmierci cały jego majątek przechodził jako dar na rzecz Zakonu. Za zasługi dla Zakonu mistrz za pomocą listów braterskich (Bruderbrief) przyjmował do Zakonu jako półbraci (lecz bez wspomnianego daru) niemieckich i obcych władców (książąt). Nawet królowie Zygmunt i Alfons V Aragoński poczytywali sobie za zaszczyt przyjęcie do Zakonu w charakterze półbraci. Ponieważ półbratem mógł zostać człowiek z każdego stanu, stawali się nimi często zamożni mieszczanie, znani uczeni i bogaci chłopi. Gdy taki półbrat umierał, w najbliższym domu zakonnym odprawiano za niego uroczyste nabożeństwo żałobne. W okresie palestyńskim istniała odrębna od półbraci klasa – bracia służebni. Należeli do nich tak zwani Turcopelen, lekkozbrojni wojownicy piesi i konni. Na wzór templariuszy nazywano ich Sarjanten lub Sergenten (sierżanci) i podlegali swemu Turcopelierowi. Spośród nich mistrz i marszałek wybierali heroldów i adiutantów. Od koloru płaszcza często nazywano ich również „szarymi płaszczami”.
Prawo zezwalało na wstępowanie kobiet do Zakonu w charakterze półsióstr. Małżonka króla rzymskiego Zygmunta była siostrą Zakonu. Przyjmowanie kobiet do „pełnej wspólnoty zakonu” było niedozwolone; dopuszczano je jako półsiostry do opieki nad chorymi w szpitalach i do doglądania zwierząt. Przy przyjęciu składały ślub czystości, nosiły szaty kościelne, lecz mieszkały poza domem zakonnym, tam, gdzie wyznaczył komtur.
W rzeczywistości status prawny półbraci nie jest do końca jasny, gdyż źródła mówią o nich bardzo niewiele. Półbraćmi bywali zarówno słudzy, jak i dobroczyńcy zakonu, których nie obowiązywały reguła ani śluby. Do grona półbraci Zakon zaliczał także Konrada Mazowieckiego i Sambora Gdańskiego. Półbraćmi byli również tercjarze (tercjarze), którzy mogli nosić szary płaszcz z połową czarnego krzyża. W miarę jak bracia „służebni” zaczęli pełnić różne funkcje administracyjne i gospodarcze, różnica między nimi a półbraćmi się zacierała. Wszystko wskazuje na to, że noszący szare płaszcze nigdy nie mieli większego znaczenia w krzyżackich siłach zbrojnych. Nie udało się też ustalić ich dokładnej liczebności. Wyrywkowe badania dużych konwentów pokazują, że odsetek półbraci sięgał 15%. Można powiedzieć, że półbrat w Zakonie Krzyżackim to osoba świecka, pełniąca służbę wojskową, gospodarczą lub inną i nieposiadająca godności rycerskiej. Status półbraci, zdaniem G. Kunzego, zakładał nie ich odsunięcie od życia Zakonu, lecz przeciwnie – ich udział w sprawach Zakonu, w tym także w polityce.
________________________
1 – Początkowo była to siedziba w Akce (Akkon), następnie w Montfort (Starkenberg), po utracie Montfortu ponownie w Akce, dalej w Wenecji, Malborku i Królewcu.
2 – Magister — niem. — Meister. Magister — łac. — przełożony.
3 – łac. — „powszechny lub główny zwierzchnik” albo „zwierzchnik Niemieckiego Szpitala Najświętszej Marii Panny”.
4 – Visitirer, od słowa visitieren — robić obchód, dokonywać oględzin, przeszukiwać — czyli kontrolujący.
5 – Dusburg podaje, że Hermann von Salza otrzymał pierścień w darze od papieża. W jakich okolicznościach to nastąpiło, nie wiadomo. Zawsze uważano, że zwykły złoty pierścień przechowywany w skarbcu zakonnym jest właśnie tym pierścieniem. Dudik B. Des Hohen Deutschen Ritterordens Munz-Samlung in Wien. S. 61.
6 – Pisarz władający językiem arabskim.
7 – Prusy i Inflanty były połączone w latach 1237–1241 (?), 1279–1280 oraz w 1282 (?) r.
8 – Dokładna data podporządkowania czterech wyżej wymienionych baliwatów wielkiemu mistrzowi nie jest znana.
9 – Bracia zakonni konwentu w Radzyniu Chełmińskim skarżą się wielkiemu mistrzowi na komtura, który nie organizuje cotygodniowej łaźni. Probst C. Helfen und Heilen. S. 131.

Książka „Zakon Niemiecki” autorstwa czołowego kaliningradzkiego znawcy tej tematyki
(17.01.1949 – 28.11.2023)
ukazała się nakładem wydawnictwa „Żiwiom” w 2020 roku. Dzięki uprzejmej zgodzie autora publikujemy jej fragment, w którym opowiada on o wewnętrznej strukturze Zakonu.
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

