/ Memel - Ruß - Tylża

Memel i Litwa Mniejsza na początku XIX wieku

Memel i Litwa Mniejsza na początku XIX wieku

W 1817 roku w Niemczech ukazała się książka „Uwagi Rosjanina o Prusach i ich mieszkańcach, zebrane podczas podróży odbytej po tym kraju w 1814 roku” (niem. Bemerkungen eines Russen über Preussen und dessen Bewohner gesamelt auf einer im Jahr 1814 durch dieses Land unternommenen Reise), złożona z 16 listów rosyjskiego podróżnika, który w 1814 roku po raz pierwszy znalazł się nad Pregołą i Niemnem, do swojego przyjaciela, Niemca. W pierwszym liście książki autor, który z woli wydawców pozostał anonimowy, opowiada o pierwszym mieście na swojej drodze – Memel (obecnie Kłajpeda) – oraz o podróży Niemnem przez Prökuls, Heydekrug i Ruß do Tylży (Priekulė, Šilutė, Rusnė, Sowieck). Tekst ten nie był dotąd tłumaczony na język rosyjski.

LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.

Prusy rzadko odwiedzają podróżnicy pragnący poszerzyć swoją wiedzę o nich. Dlatego w pewnym stopniu jest to wciąż terra incognita. Nieliczni pielgrzymi, którzy pisali o Prusach, w większości przypadków dają o nich całkowicie fałszywe wyobrażenie. Niemal wszyscy przedstawiają je jako pustą, ponurą dzicz, której mieszkańcy stoją na tym samym poziomie kultury co ich sąsiedzi, Polacy i Rosjanie. Francuzi w ogóle uważają, że wszystko tu jest okropne. Dzięki mojemu ulubionemu zajęciu, studiowaniu historii, miałem sposobność czytać kroniki pruskie, z których niektóre dawno stały się bibliograficzną rzadkością: Szymona Grunaua, Kaspra Hennenbergera, Paula Weisela i Christopha Hartknocha. W każdej z tych starych ksiąg znajdowałem raj zwany Prusami, na które natura hojnie wylewa swoje błogosławieństwo. Dlatego w 1814 roku przedsięwziąłem podróż po Prusach, która dała mi znakomitą sposobność, by rozstrzygnąć sprzeczne twierdzenia moich poprzedników.


[ 1814 ]

Granica pruska. – Przybycie do Memel. – Położenie miasta. – Architektura. – Sposób życia. – Płeć piękna. – Przejażdżki dla przyjemności wodą i lądem. – Niebezpieczna żegluga. – Zalew Kuroński. – Mielizny. – Legenda o nich. – Handel. – Przemyt. – Uprowadzenie celników. – Wyprawa na Litwę. – Piękny widok z Prökuls. – Przejażdżka wodna do Heydekrug. – Ruß. – Połów łososia. – Niemen. – Litwini. – Ich zwyczaje i obyczaje. – Litewska Niederung. – Salzburczycy.


Odetchnąłem z ulgą, gdy po długiej i męczącej odprawie celnej szlaban w Połądze1 wreszcie opadł za mną i przekroczyłem granicę pruską. Ogarnęło mnie szczęśliwe uczucie na myśl, że znów jestem na wolnej ziemi niemieckiej, gdzie można bez lęku wyrażać słowami swoje myśli, gdzie strawa duchowa, której potrzebuje każdy wykształcony człowiek, nie jest zakazana i nie stanowi kontrabandy i gdzie żaden ograniczony cenzor nie decyduje, co powinienem, a czego nie powinienem czytać. Żegnaj więc, miła Kurlandio! Zachowam pamięć o twoich dobrych mieszkańcach, a samowolę celników, którzy przysporzyli mi niemało przykrych chwil, wkrótce zapomnę pod tym przyjaźniejszym niebem.

Wjazdu do Prus przy najlepszych chęciach nie można było nazwać przyjemnym, ponieważ niekończące się piaski, zaczynające się w Kurlandii, ciągną się nieprzerwanie aż do samego Memel. Nie ma absolutnie ani jednego przedmiotu, na którym mógłby zatrzymać się wzrok. Dlatego sen, który łatwo was ogarnia w powoli wlokącej się karecie, jest błogosławieństwem. Lecz oto wreszcie osiągnąłem cel swojej podróży: głęboka cisza, przerywana jedynie skrzypieniem karety, zamieniła się w głośną, ożywioną krzątaninę, a gościnny zajazd przyjął wędrowca, zmęczonego nie drogą, lecz nudą.

Memel leży na pustej, ponurej równinie, oblewanej przez Morze Bałtyckie i Zalew Kuroński, na obu brzegach Dangi2, niewielkiej, wolno płynącej, ale zasobnej w wodę rzeki, która w tym miejscu wpada do kanału łączącego zalew z morzem.

Austos tautinės juostos

Wokół nie znajdzie się ani ogrodów, ani promenad, ani zielonych łąk, ani cienistych lasów. Wszędzie piasek i nic poza piaskiem i monotonnymi wodami, na których horyzoncie widać majestatyczne wydmy Mierzei Kurońskiej.

Zabudowa Memel jest nieregularna, ale miasto nie jest złe. Niektóre z jego ulic byłyby w pełni godne stolicy, ale jak we wszystkich miastach nadmorskich dobry gust rzadko się przejawia, gdy chodzi o architekturę miejską. Lindenstraße jest bez wątpienia najpiękniejszą ze wszystkich ulic; obsadzona jest czterema rzędami lip, w których cieniu mieszczanie lubią się przechadzać, ponieważ jest to jedyna promenada. Położony przy tej ulicy hotel Das Argelandersche Haus3 wyróżnia się wytworną architekturą i wygodnymi wnętrzami.

Nad brzegiem Dangi stoi dom kupca Consentiusa, w którym w 1807 roku mieszkali król i królowa Prus. Zbudowany jest w stylu włoskim, z płaskim dachem, i urządzony ze szlachetnym smakiem. Podobieństwo do pałacu następcy tronu w Berlinie, w którym mieszka obecnie król, osłodziło dostojnej parze królewskiej pobyt w tym domu.

Mimo odosobnionego położenia Memel nawet dla tych, którzy zatrzymują się tu na krótko, jest miejscem bardzo przyjemnym. Niezwykła aktywność, panująca tu o każdej porze doby, dostarcza podróżnemu wielu rozrywek. Mnóstwo dużych statków morskich, które przy załadunku i rozładunku pływają po rzece, mniejsze jednostki przewożące żywność i towary, armatorzy, robotnicy, Litwini, Rosjanie, Żydzi, Polacy, Anglicy, przepychający się wokół w ożywionym rozgardiaszu; tu też uszczelnia się statki, pakuje towary, uwijają się celnicy, a na obrzeżach miasta nieustannie obraca się setka wiatraków. A gdy morze zaczyna się burzyć i piloci śpieszą wprowadzić statki do portu, całe widowisko staje się tym bardziej zajmujące.

Jeśli Rosjanin lub Niemiec zamierza odwiedzić Anglię, powinien spędzić trochę czasu w Memel, by przywyknąć do pewnych obyczajów i tonu Anglików, które początkowo budzą odrazę u każdego nie-Brytyjczyka.

Austos tautinės juostos

Mieszkańcy Memel, prowadzący swoje interesy zagraniczne niemal wyłącznie z Anglikami, są tak rozkochani w obyczajach i manierach tych wyspiarzy, że naśladują je przy każdej okazji, przy czym nie brak tu sytuacji komicznych. Mówi się wyłącznie po angielsku, zwłaszcza w dużych domach handlowych, je się, pije, gra i bawi na modłę angielską; ma się te same kaprysy co Anglicy i jest się równie gburowatym i nietowarzyskim jak oni. Nieznajomy, zaproszony do towarzystwa dzięki swoim rekomendacjom, może godzinami być pozostawiony samemu sobie i nikt nawet nie pomyśli, by nawiązać z nim rozmowę. Obecni zachowują się tak, jakby go tu nie było, a każde zadane przez niego pytanie ucinane jest jednosylabową odpowiedzią. Dopiero gdy obecni dowiedzą się, że nowo przybyły przyjechał z miasta handlowego, mogą zadać mu na angielską modłę pytanie: ile jest wart ten czy inny człowiek? To znaczy, jakim kapitałem dysponuje? Kobiety rzadko włączają się do rozmowy, zwłaszcza przy stole: wychodzą, gdy tylko posiłek się kończy i nadchodzi czas picia bez miary i celu.

Jeśli już decyduję się na kieliszek czy dwa, pozwalam sobie pić jedynie lekkie wina francuskie, ale porto i madera, które podaje się tu zwykle po obiedzie, są z reguły tak mocno zaprawione rumem, że doprawdy trzeba się urodzić w tym sławnym mieście, by opróżnić kilka butelek tego trunku bez żadnych skutków dla zdrowia.

Wreszcie pijatyka się kończy, ponownie pojawiają się damy, a wraz z nimi herbata i nieoczekiwanie karty. Jeśli nie chcecie znów odgrywać roli niemego manekina, musicie wziąć udział w grze, w której można przegrać kilkaset rubli. Trwa to do późnej nocy, a po zimnej kolacji i solidnej porcji ponczu idzie się do domu, by strawić to, co się zjadło. I następny dzień powtarza poprzedni. Tak, z pewnymi wariacjami, wygląda tu życie towarzyskie.

Byłem także na kilku wieczorkach damskich, o których niewiele można dodać. Damy źle mówią po francusku, źle śpiewają, bardzo przeciętnie grają na pianoforte i bezlitośnie szarpią struny gitary. Tutejszym kobietom zupełnie obca jest choćby odrobina systematycznego wykształcenia, dlatego rozmowa z nimi bynajmniej nie jest pociągająca.

Obecni młodzi dżentelmeni są zupełnie nieznośni: jeśli Niemki udające Francuzki budzą raczej współczucie, to Niemcy pozujący na Anglików są odrażający.

Austos tautinės juostos

A przecież tutejsze przedstawicielki płci pięknej słusznie mogą rościć sobie prawo do miana pięknych: ich wzrost, sposób bycia, cera, kształty są ponad wszelką pochwałę. Nie sposób też, oddając sprawiedliwość, nie podziwiać ich gustu i wytworności strojów. Lecz gdy dochodzi do rozwoju intelektualnego, piękności – oddajcie mi sprawiedliwość za delikatność – nie błyszczą. Nie są temu winne: nie brak im zdolności do samokształcenia, lecz nie mają możliwości rozwijania swojego ducha. W Memel nie ma uczonych, z wyjątkiem nielicznych, którzy muszą nimi być ex oficio4, nie ma artystów, księgarń, zbiorów malarstwa i dzieł sztuki – zupełnie nic, co mogłoby kształcić gust, zajmować umysł, łagodzić obyczaje. Teatr jest tu nieopisanie nędzny. Sami mieszkańcy Memel też to czują i rzadko go odwiedzają. Dlatego dobrym kobietom nie pozostaje nic innego, jak zajmować się strojami, kartami i miejskimi plotkami, które opowiada się każdemu, kto zechce ich słuchać.

Rozrywkami są tu przejażdżki wodne po Zalewie Kurońskim i chodzenie boso po wydmach, po kolana w piasku. W przejażdżkach wodnych jest naprawdę wiele przyjemności, choć nie zawsze są bezpieczne, bo pogoda na morzu jest zmienna i w każdej chwili może się rozszaleć sztorm. Ale jak można uważać za przyjemność chodzenie w palącym słońcu, w tumanach piasku, po niekończących się wydmach – pozostaje dla mnie niezrozumiałe. A jednak, by nie wydać się nieuprzejmym, musiałem wziąć udział w tej tak zwanej przyjemności.

Klemmenhof to jedyne miejsce w pobliżu Memel, gdzie okolica może nie jest piękna, ale przynajmniej jest dość cienia. Odwiedza się je jednak rzadko, bo mieszkańcy Memel cienia nie lubią.

Żegluga po Zalewie Kurońskim omal nie stała się dla mnie ostatnią. Piękna pogoda skłoniła towarzystwo, do którego i ja należałem, do wyprawy na wodę i wsiedliśmy do otwartej łodzi z masztem, żaglem i sterem. Przepłynęliśmy nią dość dużą odległość po zalewie, ponieważ wiał pomyślny wiatr.

Wkrótce niebo zaczęło się zachmurzać. Wiatr się zmienił, rozpętał się sztorm, fale stały się wysokie i zaczęliśmy obawiać się o swoje życie.

Austos tautinės juostos

Chcieliśmy jak najszybciej dotrzeć do najbliższego brzegu, ale niestety nasz zamiar niełatwo było zrealizować, znaleźliśmy się w rozpaczliwym położeniu. Okazało się, że podczas rejsu sternik natrafił na zabrany przez nas zapas trunków i teraz leżał na pokładzie pijany w sztok. Damy rzuciły się nam w objęcia, kołysanie łodzi narastało z każdą minutą i śmierć w falach zaczęła się nam wydawać nieunikniona. Wtem wiatr przechylił łódź tak gwałtownie, że żagle legły na wodzie.

Nagle jeden z mężczyzn doskoczył do steru, pociągnął go ku sobie z ogromną siłą, jaką może dać tylko strach przed śmiercią, i tym samym nie pozwolił łodzi całkowicie się wywrócić. Na nasze szczęście wiatr akurat nieco osłabł, dzięki czemu mogliśmy szybko zwinąć żagle, i tylko tej jednej okoliczności zawdzięczaliśmy ocalenie.

Po kilku godzinach burza ucichła, zawiał pomyślny wiatr i pod wieczór szczęśliwie przybyliśmy do Memel. Pogoda była tam przez cały dzień dobra, a niebo zupełnie czyste, i nikt nawet się nie domyślał, w jakim niebezpieczeństwie niedawno się znajdowaliśmy.

Zalew Kuroński cieszy się wśród żeglarzy złą sławą, ponieważ jest niesławnie znany ze swojej nieprzewidywalności. Bardzo wiele statków rozbiło się tutaj. Na zalewie często szaleją burze i sztormy, podczas gdy samo Morze Bałtyckie pozostaje zupełnie spokojne. Nie bez powodu pruskie przekleństwo ludowe brzmi: „Żeby cię dopadła kurońska niepogoda!”

Wydaje mi się, że winne silnym sztormom, które czynią to morze wewnętrzne tak niebezpiecznym, są wysokie wydmy Mierzei Kurońskiej. Ten nagle zrywający się silny wiatr przypomniał mi fen5 na jeziorach szwajcarskich. Uderzenia fal na zalewie są krótsze i ostrzejsze niż na morzu, przez co podróżni nieprzywykli do żeglugi w takich warunkach bardzo szybko zapadają na chorobę morską.

Niemal pośrodku zalewu znajduje się piaszczysta mielizna, ciągnąca się przez całą jego szerokość. Leży ona zaledwie kilka stóp poniżej poziomu wody, więc żeglarze muszą w tym niebezpiecznym miejscu zachować ostrożność i wykazać się całym kunsztem, by nie osiąść na mieliźnie.

Austos tautinės juostos

Ludowa legenda opowiada o powstaniu tej mielizny tak:

„Na litewskim wybrzeżu zalewu żył niegdyś olbrzym. Wybrzeże to było bagniste z powodu częstych wylewów Niemna, który tu uchodzi do morza, i olbrzymowi bardzo się to nie podobało. Jego ukochana olbrzymka mieszkała na mierzei, złożonej z wysokich piaszczystych wzgórz, i gdy przekraczała zalew szeroki na siedem mil, by odwiedzić swojego olbrzyma, ciągle moczyła sobie trzewiki na mulistym brzegu.

Postanowiła więc olbrzymka podnieść brzeg swojego ukochanego; w tym celu nabrała pełen fartuch piasku i zaczęła z nim przekraczać zalew. Niestety ciężar był zbyt wielki, fartuch olbrzymki się rozdarł i cały piasek wysypał się do wody. Tak powstała mielizna”.

Trzeba zauważyć, że w tej legendzie wszystko robi kobieta. U ludów, u których płeć żeńska jest bardziej bierna, olbrzymkę zostawiono by w spokoju, a noszenie piasku powierzono by jej kawalerowi.

Handel ma dla Memel wielkie znaczenie, ale eksport obejmuje tylko kilka pozycji, z których największe znaczenie ma drewno. Ciosane belki, maszty, drewno okrągłe, drewno okrętowe, deski, listwy i łaty wywozi się w ogromnych ilościach. Jeśli chodzi o deski, Memel jest w ogóle głównym ośrodkiem handlowym państwa pruskiego. Poza tym wywozi się zboże, choć niewiele, potaż, pierze, szczecinę, surowe skóry, len, konopie, siemię lniane i konopne, a także w ograniczonej ilości grube tkaniny miejscowej produkcji. Inne artykuły eksportowe mają znikome znaczenie. Co najmniej 9/10 wszystkich towarów eksportowych trafia do Anglii; wolumen eksportu do innych krajów jest bardzo mały. Dawniej Memel wysyłało zboże do Anglii w workach z płótna koszulowego. Ponieważ przywóz płótna do portów brytyjskich był zakazany, w ten sposób je przemycano, ale ponieważ Anglia otrzymuje teraz dość płótna ze Szkocji, a przede wszystkim z Irlandii, ta pozycja dochodów dla Memel zniknęła.

Handel przemytniczy prowadzony jest w Memel na ogromną skalę i zupełnie jawnie. Wiąże się to z bliskością granicy rosyjskiej.

Austos tautinės juostos

Większość kupców utrzymuje duże składy u sąsiednich ziemian, a ci biorą na siebie transport i nielegalne przeprawianie towarów przez granicę, zarabiając w ten sposób więcej niż na rolnictwie. Towary kolonialne, które w Prusach są zwykle obłożone wyższymi podatkami niż w Rosji, napływają jako kontrabanda ze strony rosyjskiej, a z Memel do Rosji nielegalnie przerzuca się wyroby manufaktur. Dopóki Rosja nie wprowadzi doskonalszego systemu celnego, ten handel przemytniczy zawsze będzie dla Memel ważnym źródłem dochodu. Wśród mieszkańców Rosji panuje duży popyt na wyroby manufaktur, z których zaledwie setna część wytwarzana jest w samym kraju, a mimo to przywóz większości towarów jest zakazany, inne zaś obłożone są tak wysokimi podatkami, że przyciąga to żądnych zysku kupców, skłaniając ich do wątpliwych machinacji.

Do tego niezliczona armia urzędników służby celnej otrzymuje tak marne wynagrodzenie, że ludzie ci musieliby posiadać nadludzkie cnoty, by pozostać nieprzekupnymi. Ponadto także Kozacy, strzegący granicy przed przemytnikami, nie stronią od wchodzenia z nimi w stosunki „handlowe”.

I wreszcie, jak można tak szczelnie zamknąć granicę długą na kilkaset mil między państwem pruskim i austriackim6, by nie mogli się przez nią przedostać przemytnicy? Już samo to wymagałoby znacznego sztabu urzędników. Gdyby ministerstwo finansów obniżyło cła o jedną czwartą i zaczęło lepiej opłacać pracę celników, państwo rosyjskie zyskałoby miliony. Ale oczywiście jednocześnie potrzebny jest surowszy nadzór nad celnikami, bo dopóki w ich stosunkach z kupcami pozostanie miejsce na „czynnik ludzki”, wszelkie reformy są bezużyteczne.

Notabene miejscowi kupcy wcale nie ukrywają, że zajmują się przemytem. Mówili o nim zupełnie swobodnie podczas naszych spacerów po wydmach, a nawet pokazywali mi składy towarów przemytniczych.

Przemyt odgrywał szczególnie ważną rolę w czasie istnienia powszechnej blokady handlowej. Prowadzono go wtedy z taką przebiegłością, że cała czujność tutejszego konsula francuskiego, skierowana na walkę z tym haniebnym zjawiskiem, okazała się daremna.

Austos tautinės juostos

Sposób, w jaki przeprowadzano takie operacje, świadczy o przedsiębiorczości mieszkańców Memel. Chcę opowiedzieć o jednym przypadku, który stał się tu szeroko znany. Wkrótce po przybyciu konsula francuskiego na redzie pojawił się statek, według wszelkich oznak angielski. Pod pretekstem przeciwnego wiatru nie wszedł do portu. Konsul polecił kapitanowi statku przysłać dokumenty okrętowe. Ujrzawszy je, zrozumiał, że są fałszywe, a ładunek na pokładzie jest własnością Anglii. Wtedy konsul natychmiast wysłał na statek kilku celników, by zarekwirowali ładunek. Jako wsparcie popłynęło z nimi kilku podoficerów, by zapobiec ewentualnemu nieposłuszeństwu ze strony marynarzy.

Właśnie na to liczyli Anglicy. Gdy tylko Francuzi znaleźli się na pokładzie, uzbrojeni marynarze napadli na nich, wzięli ich do niewoli, po czym podnieśli kotwicę i wyszli na pełne morze. Opowiadano mi, że towary przemytnicze zostały nocą wyładowane ze statku na brzeg, a Francuzów wywieziono do Anglii. Pouczony tym incydentem konsul zaczął pozwalać statkom z Memel pozostawać na redzie, choć właśnie stamtąd prowadzono większą część handlu przemytniczego, i ograniczył swoją uwagę wyłącznie do portu. Ten nielegalny handel, a także obecność tutaj w 1807 roku pruskiego dworu królewskiego przyniosły miastu pomyślność, jaką trudno znaleźć w jakimkolwiek innym mieście tej wielkości.

Byłem w Memel już dwa tygodnie, mój pobyt się przeciągał, ponieważ nie mogłem wyruszyć do Królewca, dopóki nie otrzymam potrzebnych mi listów polecających. Postanowiłem więc skrócić sobie czas i odbyć niewielką wycieczkę na Litwę. Opowiadano mi o niej tyle dobrego, że zapragnąłem bliżej poznać ten kraj. Towarzyszyć mi w tej podróży zgłosił się młody uczony z Królewca, który przypadkiem zatrzymał się tutaj, i było to tym przyjemniejsze, że mówił po litewsku.

Pierwsze pięć mil od Memel droga wiedzie przeważnie przez niegościnne pustkowie, przerywane jedynie kilkoma urodzajnymi polami uprawnymi przy osadzie Prökuls7.

Z cmentarza przykościelnego w Prökuls, na który zaszedłem, gdy karmiono konie, roztacza się szeroki i niezwykle piękny widok, co jest bardzo zaskakujące w tej skądinąd ponurej okolicy.

Austos tautinės juostos

Za przystanią widać rozległe pola uprawne, dalej zalew z zielonym wybrzeżem i wreszcie Mierzeję Kurońską z jej białymi wydmami, które stąd wyglądają jak łańcuch alpejskich lodowców.

Żaden mieszkaniec Memel nie zwrócił mojej uwagi na ten cudowny widok, co wydaje mi się dowodem na to, że człowiek, żyjąc obok natury, nie zauważa jej, przedkładając nad piękne krajobrazy widok wypchanej sakiewki.

Od Memel do Heydekrug8 napotyka się wiele niewielkich rzeczek, z których niektóre dość burzliwie wpadają do zalewu. W pobliżu Heydekrug, ważnej miejscowości handlowej, okolica staje się żyzna i wszystko wskazuje tu na bliskość jednego z najbogatszych regionów Prus. Mój towarzysz podróży, który dobrze znał te strony, poradził mi odesłać karetę z powrotem do Memel, gdyż z powodu mnóstwa kanałów i rzek podróż wodą będzie łatwiejsza i przyjemniejsza. Poszedłem za jego radą i nie żałowałem.

Wynajęliśmy łódź do Ruß9, ładnego miasteczka zaledwie milę od Heydekrug. Nasza podróż szerokim kanałem wiodła wśród żyznych łąk, których bujna trawa mnie zdumiała. Gleba i roślinność wydały mi się równie bogate jak w Zelandii. Nawet bydło, pasące się tu i ówdzie na brzegach kanału, ku mojemu zdziwieniu w niczym nie ustępowało rozmiarami holenderskiemu. Wreszcie dotarliśmy do szeroko rozlanej Ruß10, największego z trzech głównych ramion Niemna, który uchodzi tu do zalewu. Ruß to rzeka pierwszej rangi, zasobna w wodę i majestatyczna, płynąca wśród łąk, nie niosąc ze sobą piasku i nie tworząc wysp. Czyste, lśniące zwierciadło wody, zielone, kwitnące brzegi, bogate pastwiska z niezliczonymi stadami najpiękniejszego bydła tworzą przeuroczy, sielankowy obraz. Czułem się tu niezwykle dobrze.

Miasteczko Ruß ma wielkie znaczenie dla handlarzy drewnem z Memel, ponieważ wszyscy mają tu swoje kantory do przyjmowania, obróbki, sortowania i dalszego transportu do Memel partii drewna napływającego z polskiej Litwy.

Austos tautinės juostos

Dlatego miejscowość ta jest bardzo ożywiona i bogata. Kolejnym ważnym źródłem dochodu jest połów łososia, który w tych stronach jest tak obfity, że Tylża, Memel i Królewiec są stąd w wystarczającej ilości zaopatrywane w tę smaczną rybę.

Połów łososia prowadzi się w odnodze rzeki, w pewnej odległości od miasta, w następujący sposób: odnogę na całej szerokości przegradza się drewnianą zaporą, mającą dość otworów, by przepuszczać wodę, ale zbyt małych, by ryba mogła się przez nie prześlizgnąć. Zapora ta wznosi się nad wodą na około trzy stopy, a za nią, w pewnej odległości, wznosi się na osiem–dziewięć stóp nad poziom wody druga zapora. Gdy łosoś, idąc za swoim instynktem, płynie pod prąd i dociera do pierwszej zapory, przeskakuje przez nią. Ale druga jest dla niego zbyt wysoka, a ponieważ nigdy nie zawraca, musi pozostać w obrębie przegrody, gdzie rybacy od czasu do czasu zarzucają sieci, by wyłowić nagromadzone tam ryby. Połów odbywa się wiosną i jesienią, dlatego nie miałem okazji go zobaczyć.

Przenocowaliśmy w bardzo porządnym zajeździe, gdzie dobrze nas obsłużono. Jednocześnie udało nam się umówić z miejscowym przewoźnikiem, by następnego dnia zawiózł nas do Tylży. Ponieważ poprosiliśmy, by przybijał do brzegu tam, gdzie zechcemy, musieliśmy dość drogo zapłacić za jego usługi, choć wiosłowanie pod wolny prąd nie sprawia szczególnego trudu. Mieliśmy jednak tę przewagę, że mogliśmy w pełni dysponować swoim czasem, co jest bardzo cenne w podróży poświęconej poznawaniu kraju.

Niemen, jak nazywają go Polacy i Rosjanie, lub Memel, jak nazywają go Niemcy, to potężna i majestatyczna rzeka, która, sądząc z wrażenia wzrokowego, nie ustępuje wielkością Dunajowi, ale daleko jej do jego prędkości. Niemen bierze początek koło Kozany (Kozana), staje się żeglowny dziesięć mil po tej stronie Grodna i wpada do Zalewu Kurońskiego trzema ramionami, nie licząc mniejszych odnóg i kanałów. Najpotężniejszym z trzech ramion jest Ruß, dwa pozostałe nazywają się Timber11 i Gilge12.

Niemen jest główną drogą wywozu towarów eksportowych, a co za tym idzie źródłem dobrobytu Tylży, Memel i Królewca, ponieważ płyną nim do tych miast wszystkie towary większej części polskiej, obecnie rosyjskiej Litwy.

Austos tautinės juostos

Ze względu na swoje położenie Tylża specjalizuje się w handlu pośredniczącym, podczas gdy Memel skupiło w swoich rękach niemal cały handel drewnem, a Królewiec – zbożem. Przyczynę tego pozornie dziwnego podziału pracy wyjaśniono mi tak: rosyjscy Litwini nie mają dość umiejętności żeglarskich, by pływać po burzliwym Zalewie Kurońskim na swoich niezgrabnych statkach (wicinach), dlatego na początku XVIII wieku hrabina Truchsess zu Waldburg własnym kosztem, dla dobra handlu królewieckiego, kazała przekopać kanał, który połączył Niemen z rzeką Dejmą, wpadającą do Pregoły. Można nim dotrzeć z Memel i Tylży do Królewca z pominięciem zalewu13.

Kanał ten jest jednak za wąski dla ogromnych drewnianych tratew. Dlatego w południowym ramieniu Niemna, Gilge [gdy drewno spławia się w kierunku Królewca – red.], rozbiera się je na pojedyncze kłody i zbija w nowe, ale mniejsze, co oczywiście wymaga wiele czasu i trudu. Za to [w kierunku Memel – red.] tratwy mogą bez zatrzymywania się płynąć aż do Ruß, gdzie kupcy z Memel mają swoje kantory. Tam zawiera się transakcje, po czym flisacy-sprzedawcy wracają do domu lądem. Sprzedawcy zboża znajdują najlepszych nabywców w Królewcu, a jako ładunek powrotny zwykle wiozą stamtąd [do Tylży, Heydekrug, Memel itd. – red.] sól, śledzie, żelazo i przedmioty zbytku.

Cesarz Rosji i król Prus chcieli niegdyś uczynić Niemen żeglownym na całej długości, na co każdy z monarchów ofiarował po 200 000 talarów. Nieszczęsna wojna, która położyła kres wielu dobrym przedsięwzięciom, przeszkodziła w realizacji tego planu, który miał rozwinąć Litwę i wzbogacić Królewiec.

Aż do Tylży Niemen płynie wśród łąk i pól, którym niewiele równych pod względem żyzności. Ziemię wszędzie przecinają tu kanały i jest ona zupełnie płaska. Bezkresne, barwne łąki ze żniwiarzami, pastwiska, na których pasą się niezliczone stada wypasionego bydła, a także wyjątkowo piękne konie, w tle niezliczone stogi siana, pozostałe jeszcze z zeszłorocznych zbiorów – wszystko to razem tworzy niezwykle pociągający obraz, który, choć nie może się równać z wzniosłymi krajobrazami Włoch i Szwajcarii, bez przesady nie ustępuje najpiękniejszym miejscom Zelandii i Fryzji Zachodniej.

W wielu miejscach, gdzie ziemia leży poniżej poziomu wody, nad Niemnem już w dawnych czasach wzniesiono potężne wały do osuszania gruntów.

Austos tautinės juostos

Mówią, że ta rzeka, na której nie ma mielizn i nie bywa silnego spływu lodów, czasem wyrządza wielkie zniszczenia swoimi wiosennymi wylewami. Dlatego utrzymaniu wałów poświęca się wiele uwagi, a wszelkie ich umyślne uszkodzenie ukrócane jest surowymi karami nakładanymi na winnych. I tak, chciałem odłamać gałązkę wierzby z krzaka na wale, ale sternik ostrzegł mnie, żebym tego nie robił, bo grozi za to więzienie.

Ziemia między Ruß a Gilge ma powierzchnię około pięćdziesięciu mil kwadratowych i jest tak żyzna, że jest zbyt tłusta nawet na uprawę pszenicy. Skupiono się tu na gospodarce łąkowej i warzywnictwie. Przy tym warzywa i owoce z tutejszych ogrodów są takiej jakości, że wysyła się je aż do samego Królewca. Uprawia się też nieco anyżu i jęczmienia. Łąki kosi się trzy razy w roku i uzyskuje tak znakomite siano, że konie są syte bez obroku nawet przy najcięższej pracy. Tym sianem karmi się nawet świnie. Ziemie te mają tę zaletę, że nie mieszkają tu ani bogaci ziemianie, ani katolicy, ani Żydzi. Każdy, kto poróżnił się ze szlachtą lub jest wrogiem dwóch wspomnianych grup wyznaniowych, znajdzie tu spokojną przystań, w której nie zobaczy swoich nieprzyjaciół. Nie ma tu też miast.

Mieszkańcy tej okolicy i w ogóle litewskiej części Prus to pierwotnie plemię staropruskie, które zachowało swoje swoiste obyczaje i swoją mowę, rodzoną siostrę języka staropruskiego, obecnie – z wyjątkiem około dwustu słów – całkowicie utraconego.

Litwini pruscy tak bardzo różnią się obyczajami, językiem i wyglądem od dawniej polskich, a obecnie rosyjskich Litwinów, że nie ma między nimi nawet zewnętrznego podobieństwa. Troskliwy stosunek rządu pruskiego do odrębności i swoistości różnych narodowości jest pięknym dowodem jego humanitaryzmu. Kaznodzieje i nauczyciele szkolni, którzy są bardzo dobrze opłacani, muszą głosić kazania i uczyć po litewsku, a nawet urzędnicy są zobowiązani prowadzić dokumenty po litewsku.

Biblie, śpiewniki i podręczniki szkolne na żądanie rządu drukuje się w tym języku i zawsze muszą być w księgarniach w wystarczającej liczbie, by nikt nie odczuwał ich braku.

Austos tautinės juostos

Litwini mają wysokie, szlachetne sylwetki. Są smukli, a dzięki dumnej postawie wydają się jeszcze wyżsi. Mają wyrazistą, często nieco chytrą fizjonomię. Z reguły mają niebieskie oczy, ciemnokasztanowe włosy i świeżą cerę. Płeć żeńska jest niemal zawsze piękna, ale mniej smukła niż męska. Rzadko widziałem tyle kwitnących, tryskających zdrowiem dziewcząt co tutaj. Uderzają też ich żywość i radość życia. Ale jeśli chodzi o ubiór dam… – niczego bardziej fantastycznego jeszcze nie widziałem!

Okrywają swoje piękne kasztanowe włosy chustą, ale potrafią ją wiązać na sto różnych sposobów, tak że czasem końce tworzą parę okazałych psich uszu. Chusta jest jednak codziennym elementem stroju, a odświętnym nakryciem głowy jest kolorowy lub czarny czepiec w kształcie głowy cukru ze ściętym ostrym czubkiem albo czapka w kształcie wojskowego kiwera, albo czapeczka-turban, zwieńczona u góry osobliwym zawojem w kształcie koła.

Pierś kobiety okrywa nie chusta, lecz tylko przylegająca koszula, zakrywająca część szyi. Sznurowany gorsecik w jasnym kolorze, zwykle różowym lub zielonkawym, wyglądałby nieźle, gdyby szwy rękawów koszuli nie były obszyte szerokimi, jaskrawymi wstążkami, rażącymi oko niedobranym zestawieniem barw.

Nie noszą spódnic; zamiast nich kobiety mają na biodrach kawałek tkaniny w drobną kratkę, który sięga do kolan i podtrzymywany jest wąskim pasem owiniętym wokół talii. Jeśli damy schylają się, by podnieść coś z ziemi, albo porywisty wiatr zacznie swawolną grę z tą częścią stroju, nieśmiała dusza musi odwrócić wzrok, by nie rumienić się za te naiwne, prostoduszne piękności. Na zgrabną, smukłą nogę wkłada się albo krwistoczerwoną pończochę z zielonymi klinami, albo trawiastozieloną ze szkarłatnymi klinami; niebieskie pończochy nosi się rzadziej.

Trzewiki mają trzycalowe obcasy. W dni świąteczne kobiety narzucają na ramiona kwadratową, kolorową tkaninę, podobną do szali naszych dam.

Miejscowy strój męski jest bardzo skromny. Wokół kaftana prostego kroju, który wszedł do mody męskiej pod nazwą litewka, a tutaj nazywany jest żupanem, wiąże się wąski tkany pas lub skórzany rzemień. Litwini noszą bardzo szerokie spodnie, a zamiast butów, zwłaszcza latem, sandały.

Austos tautinės juostos

W charakterze tych prawdziwych dzieci natury jest nie tylko wiele światła, ale i wiele cienia, jak to zawsze bywa u ludzi niewykształconych. Jeśli obce są im przywary oświeconego świata, to brak im też cnót ludzkości, które są jedynie owocem wychowania. Litwini są mądrzy, wyrachowani, oszczędni, pracowici, wytrwali, odważni, poważni, dumni, schludni, gościnni. Są jednak także podejrzliwi, kłamliwi, samolubni, skryci, uparci i ponad wszelką miarę skłonni do pijaństwa.

Współczucie jest im tak obce, że widząc kogoś w śmiertelnym niebezpieczeństwie, targują się z nim o cenę jego ocalenia, zanim podadzą mu rękę. Widziałem wiele przykładów ich pijaństwa, mogę więc twierdzić, że daleko tu wyprzedzają Rosjan, z tą tylko różnicą, że w odróżnieniu od Rosjan nigdy nie przepiją ostatniej koszuli. Litwin pracuje z całych sił, by zarobić na wódkę, ale nigdy nie sprzeda, jak Rosjanin, ani swojego dobytku, ani potrzebnej mu rzeczy, by móc zapłacić za trunek. I jeśli wódką można skusić Rosjanina do zrobienia czegokolwiek, to Litwin nawet pijany nigdy nie zrobi tego, czego nie zrobiłby na trzeźwo.

Jeśli chodzi o miłość zmysłową, to litewscy mężczyźni z reguły nie są rozpustni, co prawdopodobnie wiąże się z częstym spożywaniem alkoholu, który, jak wiadomo, osłabia siły rozrodcze. Z drugiej strony są wyrozumiali wobec kobiecej cnoty, tak że dziewczyna puszczalska może liczyć na zdobycie męża tak samo jak ta, która zachowała niewinność do ślubu. Płeć słaba dzieli zalety i wady mężczyzn, ale kobiety zachowują więcej przyzwoitości w piciu wódki, którą nalewają do miski i jedzą jak zupę, łyżkami. Z drugiej strony są bardziej zmysłowe niż mężczyźni i dość pobłażliwe wobec propozycji wątpliwej natury. To, co widziałem, przekonuje mnie, że w tej kwestii mają dość swobodne obyczaje.

Litwini wciąż są pełni zabobonów. Święcie wierzą w istnienie czarownic, upiorów i złego oka, wierzą w dni dobre i złe i uważają czary i gusła za przedmiot wiary.

Austos tautinės juostos

Ważną rolę w ich zabobonach odgrywają karły, czyli duchy ziemi, które nazywają puskajtami, uważając je zarówno za strażników domu, jak i za drobnych szkodników. Składają im nawet ofiary z napojów, co widziałem na własne oczy. Także gdy ogień w palenisku unosi się kłębami, koniecznie wrzucają do niego sól, ponieważ wierzą, że duch domowy poprzez sól daje znać o swoich życzeniach.

Jeśli litewscy sprzedawcy bez skrupułów oszukują kupujących i potrafią wyciągać korzyść z cudzego kłopotliwego położenia, to kradzież uważają za wielką hańbę i złodziei wśród siebie nie tolerują. Pod tym względem są całkowitym przeciwieństwem Rosjan, którzy w kradzieży są prawdziwymi wirtuozami i posługują się zręcznością swoich palców czasem zupełnie bez potrzeby.

Żaden Arab nie może kochać koni bardziej niż Litwin. Są urodzonymi jeźdźcami i ledwie oderwany od piersi matki litewski chłopiec już siedzi na koniu. Nawet najkrótszą drogę Litwin pokonuje tylko wierzchem. Wierzchem jedzie w swaty do narzeczonej, na własne wesele, w interesach do sąsiadów i tak samo, w siodle, odprowadza swoich zmarłych w ostatnią drogę. Każdą wolną chwilę spędza ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi, ale, trzeba przyznać, ma ważny powód, by cieszyć się tymi wspaniałymi zwierzętami, bo nie znajdzie się nic piękniejszego od koni litewskich. Mają wspaniały eksterier: nogi mocne, suche, prawidłowo postawione i szlachetną, suchą głowę.

Język litewski, ponieważ nie jest używany przez uczonych ani przez nich pielęgnowany, jest bardzo ubogi w słowa, ale bardzo obrazowy i kwiecisty, a także ma przyjemne brzmienie. W jego słowniku nie ma zbędnych spółgłosek, co ułatwia wymowę.

Wyrażenia lak laima latet – „tak utkała Lajma” – trudno byłoby oddać krócej, melodyjniej i sensowniej w jakimkolwiek innym języku świata niż po litewsku.

Litwin, choć jest pobożnym luteraninem, zachował jednak pamięć o swoich dawnych bogach, których imiona przynajmniej pamięta do dziś, nawet jeśli już ich nie czci. Ma Lajmę – boginię losu, gdy grzmi – to gniewa się Perkunas, a bóg śmierci Pikollos zabiera do siebie zmarłych.

Ciekawe, że język litewski, podobnie jak grecki, ma liczbę podwójną. Szczególnie dobrze nadaje się do poezji i niemal każdy Litwin, podobnie jak Włoch, jest improwizatorem.

Austos tautinės juostos

Dla tego ludu śpiew jest niezwykle ważny: z reguły pieśń zaczyna się od improwizacji, ale mimo to zachowuje sens i odpowiada zadanemu tematowi. Przede wszystkim swój talent improwizatorski ćwiczą dziewczęta. Ilekroć się zbierają, śpiewają na przemian pieśni, które nazywają dainos. Znawcy języka zapewniają nas, że pieśni te są pełne poezji. Tematem jest z reguły miłość.

Gospodarka Litwy wyróżnia się porządkiem i praktycznością. Ani jednej rozpadającej się chaty, ani przekrzywionego płotu, ani zaśmieconego rowu nie znalazłem na całej swojej drodze. Wszędzie dostrzegałem dobrobyt i najbardziej imponujące przejawy aktywności. Ponieważ Litwini mają mało ziemi ornej, ale więcej łąk, zajmują się głównie hodowlą bydła i koni – i to z wielkim powodzeniem. Ale mleka należycie nie przetwarzają i być może właśnie dlatego nie są tak bogaci jak holenderscy farmerzy. Litwini robią masło, ale niemal całkowicie zaniedbują wyrób sera. Mleko wykorzystują do wychowu źrebiąt, cieląt i świń. Nie można zaprzeczyć, że zyskują na tym znacznie mniej, niż gdyby robili z niego ser.

Bydło rogate rywalizuje z fryzyjskim rozmiarami i urodą i daje dużo tłustego mleka. Litwini nie potrzebują wołów do prac polowych, dlatego gdy byczki kończą trzy–cztery lata, sprzedają je na ubój. Za ten młody inwentarz płaci się bardzo dobrze, bo mięso ma zupełnie szczególny smak i jest bardzo poszukiwane.

To, że źrebięta poi się mlekiem, przede wszystkim kwaśnym i maślanką, jest, jak pokazuje doświadczenie, błędem. Młode konie szybko rosną i stają się piękne, ale bynajmniej nie są wytrzymałe, łatwo się pocą i szybko męczą. Rząd próbował nawet pouczać o tym Litwinów, ale ci obstają przy swoim i śmieją się z dobrych rad, ponieważ wszystkich bez wyjątku Niemców uważają za głupich.

Tylżę, Królewiec i Memel Litwini zaopatrują w masło, a także w owoce i warzywa, które przywożą do tych miast łodziami. Konieczność częstego podróżowania wodą czyni z nich dobrych szyprów.

Austos tautinės juostos

Płeć żeńska jest bardzo biegła w przędzeniu i tkaniu. Widziałem tu kilka próbek znakomitego cienkiego płótna, ale z reguły płótno wyrabia się tylko na własny użytek, ponieważ gleba nie sprzyja uprawie lnu. Litwini są bardzo biegli w wyrobie różnego rodzaju wstążek. Szczególnie piękne wychodzą im jedwabne podwiązki do pończoch, ozdobione kwiatami, ornamentem i literami ze złota i srebra, które są bardzo zgrabne. Zwykle dają je w podarunku bliskim i ukochanym, ale wyrabiają je także na zamówienie, na sprzedaż. Takie zgrabne podarunki litewskie kobiety przekazały rodzinie cesarza rosyjskiego i członkom pruskiej rodziny królewskiej.

Byłem bardzo zdziwiony, widząc na krosnach litewskiej dziewczyny podwiązkę, na której wytkana była francuska dewiza, choć młoda tkaczka, podobnie jak jej matka, nawet nie rozumiała, co to za litery, a już tym bardziej nie wiedziała, że to język francuski. Notabene kobiety nie ograniczają się do prac kobiecych – rąbią drewno, wiosłują, łowią ryby i chętnie krzątają się przy koniach, co nie wygląda zbyt przyzwoicie, zważywszy na ich opisany wyżej strój.

Jedzenie Litwinów jest proste, ale pożywne i sycące. Jedzą czarny, ale smaczny chleb, dużo mięsa i kiszonej kapusty, a jeszcze więcej ryb. Mają też kilka potraw narodowych, które bardzo lubią. I tak, bardzo smaczne są placki z mąki pszennej, mleka i jajek, „kisiel” – wzwar14 z mąki, masła i mleka – oraz „szaltenosy” – rodzaj pierożków z nadzieniem z mięsa lub sera, smażonych na maśle. Napojami Litwinów, oprócz bimbru, są dwa rodzaje piwa: rzadkie piwo, podobne do zwykłego kwasu, i podwójne piwo na szczególne okazje i poczęstunki, zwane „allaus”. Oba rodzaje piwa są smaczne i zdrowe. Kawa, herbata, wino i cukier są im prawie nieznane nawet z nazwy.

Prostota obyczajów Litwinów i ich zupełna nieznajomość przedmiotów zbytku wynikają prawdopodobnie z tego, że nie ma wśród nich warstwy wykształconej. Nie mają ani szlachty, ani wielkich ziemian, ani uczonych, ani panów. Żyją z dala od miast, które odwiedzają dwa–trzy razy w roku tylko po to, by sprzedać swoje towary, dlatego miejskie pokusy pozostają im nieznane. Krzewiciele oświaty ludowej też raczej nie zmienią ich sposobu myślenia, bo poza prowincją język litewski niełatwo zrozumieć. Ich pastorzy i nauczyciele szkolni są zwykle synami pastorów i nauczycieli.

Dzieci uczą się kilka lat w Królewcu, a potem dziedziczą te urzędy po ojcach. Nigdy nie zapuszczają się dalej niż do Królewca, reszta świata pozostaje im nieznana.

Austos tautinės juostos

Żenią się, gdy tylko mogą utrzymać rodzinę, z córkami kaznodziejów ze swojego okręgu, a ponieważ tak było i trwa od początku reformacji, ta narodowość i jej obyczaje pozostają niezmieszane. Ściśle biorąc, dotyczy to tylko Litwinów żyjących nad Niemnem, Tawe15 i Friedrichsgraben aż po Tylżę. Ten obszar o powierzchni od 60 do 70 mil kwadratowych nazywa się tu Niederung – „nizina”16, a mieszkańców, w odróżnieniu od innych Litwinów, nazywa się Kurami, ponieważ żyją niedaleko Zalewu Kurońskiego.

Wyżyny Litwy stanowią większą część tej dużej prowincji. Znajduje się tu kilka ważnych miast, w tym Memel, Tylża, Wystruć, Gumbinnen, w których oprócz Litwinów mieszka wielu Niemców, dlatego język i obyczaje nie są tam już tak archaiczne. Tę prowincję, która z powodu dżumy z początku XVIII wieku17 zamieniła się niemal w pustynię, Fryderyk Wilhelm I zasiedlił 30 tysiącami Salzburczyków, wygnanych z ojczyzny za przekonania religijne.

Ci przesiedleńcy wspaniale odwdzięczyli się za ludzki gest króla-państwowca, bo wszyscy bez wyjątku byli praworządnymi, pracowitymi ludźmi, którzy przynieśli tu kulturę swojej ojczyzny. Nawet dziś gospodarka Salzburczyków jest pochwałą dobrego prowadzenia domu. Na pierwszy rzut oka widać, że pola przesiedleńców z Salzburga uprawiane są lepiej niż inne. Ci koloniści żyją niemal całkowicie we własnej wspólnocie, z nikim się nie mieszając. Miłość do ojczyzny jest tak głęboko wyryta w ich świadomości, że przez kilka pokoleń ci uchodźcy wciąż czują się obcy w gościnnym kraju, który przyjął ich z otwartymi ramionami, obdarzył dobrobytem i wszystkimi prawami swoich obywateli. Zresztą Salzburczycy są lojalni wobec nowej ojczyzny i czują się całkiem szczęśliwi, ale kraj przodków wciąż jest im drogi i trzymają się z dala od innych swoich nowych współobywateli.


LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.

PRZYPISY TŁUMACZKI

1. Połąga (lit. Palangà; do 1917 roku – Polangen, Palangen, niem. Polangen) – miasto i uzdrowisko w okręgu kłajpedzkim na zachodzie Litwy. Nazwa może pochodzić od bałtyckiego rdzenia oznaczającego „niskie, grząskie miejsce”.

2. Danga (daw. Danga; lit. Dangė) lub Danė (lit. Danė) – rzeka na Litwie, płynie przez rejon kretyngański, rejon kłajpedzki i miasto Kłajpedę w okręgu kłajpedzkim na północnym zachodzie kraju. Wpada do Zalewu Kurońskiego.

3. Gdy w latach 1807/08 Memel stało się rezydencją pruską, kupiec Argelander przyjął do swojej rodziny pruskich książąt, a para królewska mieszkała w domu kupca Consentiusa, później ratuszu. Działka miała front od ulicy długi na 80 metrów i głębokość 150 metrów, dlatego w ogrodzie było dość miejsca dla dzieci królowej Luizy. Ich towarzyszem zabaw był Wilhelm Argelander, później znany astronom z Bonn. Dom rozebrano około 1890 roku, a na jego terenie zbudowano urząd pocztowy.

4. ex oficio – z urzędu (łac.).

5. Fen (niem. Föhn) – silny, porywisty, ciepły i suchy wiatr lokalny, wiejący z gór do doliny.

6. Tu w oryginale najwyraźniej jest błąd drukarski, a chodziło o granicę prusko-rosyjską.

7. Prökuls – Priekulė (lit. Priekulė, niem. Prökuls) – miasto w rejonie kłajpedzkim okręgu kłajpedzkiego na Litwie, ośrodek administracyjny starostwa Priekulė. Liczba mieszkańców ok. 1500. Położone nad rzeką Miniją, 22 km od Kłajpedy.

8. Heydekrug (Heydekrug) – obecnie Szyłokarczma (lit. Šilutė) – miasto w rejonie szyłokarczemskim na Litwie, jego ośrodek. Założone jako targ rybny przez Georga Tallata w 1511 roku na terytorium Prus Wschodnich.

9. Miasteczko Ruß (obecnie miasto Rusnė na Litwie) nad odnogą Niemna (niem. Ruβ).

10. Rzeka Ruß – Rusnė (lit. Rusnė, niem. Russ) – część Niemna od miejsca odgałęzienia Gilge do wyspy Rusnė o tej samej nazwie. Do XIX wieku Rusnė wraz z Gilge (obecną Matrosowką) uważano za ramiona Niemna, ale po szeregu prac hydrotechnicznych przeprowadzonych na rzece, w tym przeniesieniu miejsca odgałęzienia Gilge za pomocą sztucznie wykopanego kanału, straciła znaczenie odrębnej jednostki geograficznej. Dziś nazwa Rusnė dla tej części Niemna używana jest niezwykle rzadko, głównie w źródłach litewskich.

11. Kanał Gołowkinski (Timber) (niem. Timber) – kanał w obwodzie kaliningradzkim.

12. Matrosowka (daw. Gilija, Gilge; niem. Gilge) – rzeka w Rosji, płynie przez rejon sławski obwodu kaliningradzkiego. Lewe ramię Niemna.

13. W 1671 roku Wielki Elektor brandenburski i książę pruski Fryderyk Wilhelm (1620–1688) zawarł z budowniczym i generałem-kwatermistrzem Philippe’em de la Chièze kontrakt na budowę kanału łączącego rzeki Gilge i Dejmę. Po jego śmierci w 1673 roku jego żona Katharina de la Chièze (1650–1703) kontynuowała rozpoczęte przez niego dzieło. Znana po powtórnym zamążpójściu także jako Katharina Truchsess zu Waldburg, otrzymała za swoje starania prawo pobierania opłat za przejazd kanałem. W 1710 roku kanał Friedrichsgraben stał się własnością państwa.

14. Wzwar (ukr. uzwar, wywar, odwar) – napój otrzymywany przez długotrwałe podgrzewanie wody lub piwa z ziołami, korzeniami, owocami lub jagodami.

15. Towarnaja (Tawa, Tawelle) – rzeka w rejonie sławskim obwodu kaliningradzkiego. Prawe ramię Matrosowki, dorzecze Morza Bałtyckiego, uchodzi do Zalewu Kurońskiego. Oficjalna nazwa rzeki – Towarnaja – używana jest w informatorach i na mapach. Rybacy i miejscowi mieszkańcy często posługują się nazwą Tawa.

16. Niederung (Elchniederung). Powiat Elchniederung (niem. Landkreis Elchniederung, dosł. „Łosiowa Dolina”) – dawny powiat w Prusach Wschodnich. Powiat leżał na północy Prus Wschodnich i graniczył na północy z powiatem Heydekrug, na północnym wschodzie z powiatem Tylża, na wschodzie z powiatem Ragneta, na południowym wschodzie z powiatem Wystruć, na południu z powiatem Labiawa, a na zachodzie jego naturalną granicę stanowił brzeg Zalewu Kurońskiego.

17. Podczas wielkiej wojny północnej (1700–1721) w Europie Wschodniej i Środkowej doszło do silnego wybuchu dżumy, ze szczytem w latach 1708–1712. Epidemia ta była prawdopodobnie częścią pandemii, która objęła ogromny obszar od Azji Środkowej po basen Morza Śródziemnego.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.