/ Królewiec

Juditten

Juditten

W starym słowie Juditten wyczuwa się i dym ognisk pogańskich Prusów, i zarys kościoła św. Jutty, i zielone pola z zagajnikami. Co kryło w sobie to przedmieście grodu Królewca? Opowiada nam o tym artykuł historyka i historyka sztuki Herberta Meinharda Mühlpfordta, opublikowany w lutowym numerze gazety „Ostpreussen-Warte” (Ostpreussen Warte) z 1960 roku.

Dwa dni po zbombardowaniu naszego miasta przez Anglików bombami fosforowymi 29/30 sierpnia 1944 roku przeczytaliśmy w jednej z królewieckich gazet piękne wiersze naszej poetki Charlotte Wüstendörfer (Charlotte Wüstendörfer), płynące z jej głęboko zasmuconego serca:

„Opowiedz mi o starym mieście!

Opowiedz o dawnych czasach!

Gdy setki i setki statków

Płynęły Pregołą ku jasnemu morzu.

…Lecz może kiedyś z czarnych ruin

Miasto powstanie, piękne jak dawniej,

I ulicami dzieciństwa mój cień wtedy

Będzie wiecznie błądził, wspominając…”1.

Ja także często chodzę w myślach drogami dzieciństwa – i dziś proszę moich czytelników, by podążyli za mną daleko za bramy Królewca, do miejsca, które później stało się zaledwie jednym z przedmieść, ale drogiego i znajomego nam wszystkim: do Juditten!


Puszcza KaporskaDroga do Puszczy Kaporskiej od strony Metgethen (obecnie osiedle imienia Aleksandra Kosmodemjanskiego).

Puszcza Kaporska (Kaporner Heide) w czasach zakonu była rozległym dzikim lasem, w którym bracia rycerze musieli być stale gotowi na napaść Prusów.

Kolumna Czterech BraciKarczma i Kolumna Czterech Braci.


Dobrze znana jest też Legenda o czterech braciach. Pogańscy Prusowie napadli na nich i zabili w miejscu, gdzie później, za czasów mistrza krajowego Meinharda von Querfurta (Meinhard von Querfurt), zbudowano karczmę przy drodze z Królewca do Bischofshausen i Lochstedt (Bischofshausen, Lochstedt; Bischofshausen to wcześniejsza nazwa Fischhausen, obecnie miasto Primorsk).

Kolumna Czterech Braci zachowała tę historię2 do naszych czasów, a skromna karczma zmieniła się w przytulną restauracyjkę. Tamtejsze ciastka, a zwłaszcza miejscowe wino „Kopskiekel” (Kopskiekelwein), są nam wszystkim dobrze znane. W tym lesie, na brzegu zalewu koło Margen (Margen), stał niewielki zamek Conovedit (Conovedits Schloß), którego położenie wciąż można odgadnąć po fosach i wałach obronnych.

Puszcza Kaporska aż do panowania Fryderyka Wielkiego sięgała niemal do samego Królewca. Ściślej mówiąc, królewiecki las miejski, łącząc się z nią, stawał się jej częścią.

W pierwszym okresie rosyjskim Królewca, w latach 1758–1762, nowi gospodarze wycięli królewiecki las miejski, zaczynający się tuż za majątkiem Pojentera (Gut Pojenters), jak nazywał się wtedy Luisenwahl (Luisenwahl). Do naszych czasów zachował się tylko niewielki jego skrawek, który znaliśmy i kochaliśmy jako gaj Theodora Krohnego (Theodor Krohne; 1846–1925) albo gaj Juditten (Juditten).

Liczne stare drzewa świadczyły o wieku tego reliktowego lasu. Potwierdzały to dwie stare sosny na skrzyżowaniu dróg przy wyjściu z parku Luisenthal (Luisenthal). Niczym dwaj olbrzymi strażnicy strzegły wejścia do gaju.


Obnażone korzenie sosen w JudittenKorzenie jednej z dwóch sosen „strzegących” wejścia do Luisenthal.

Niezliczone pokolenia dzieci bawiły się w chowanego pod ich korzeniami, które były obnażone i jakby wygarbowane przez wiatr i niepogodę. Niektórzy lubili na nich balansować.

Kąpielisko w WilkieKąpielisko w Wilkie napełniano wodą z Landgrabenu.


A jednak sosny te były młode w porównaniu z potężnymi dębami, które jeszcze z rzadka spotykało się w Juditten. Najwyższy i prawdopodobnie najstarszy dąb rósł przy starym majątku, jeśli wchodziło się do Luisenthal od końcowego przystanku biało-czerwonej linii tramwajowej, później linii nr 7. To drzewo bez wątpienia widziało pogańskich Prusów.

W moim dzieciństwie tam, gdzie później przebiegła ulica Leśna (Am Stadtwald, obecnie ul. Tichonienki), był gaj dębowy złożony z bardzo starych drzew. Jeden z dębów, na wschodnim skraju gaju, miał kilka pięter położonych jedno nad drugim, na które my, dzieci, tak lubiliśmy się wspinać.

Nasze średniowieczne lasy były bardzo bogate w dęby; jeszcze w czasach margrabiego Jerzego Fryderyka niedaleko stąd, w Wilkie, w Wolfswalde (Wilkie, Wolfswalde), rósł gęsty gaj starych dębów.

Szkoda, że potem prawie wszystkie je ścięto, by wykorzystać jako belki stropowe do wartowni w zamku.

Jak piękny był gaj w Juditten wiosną! Prawdziwy dywan zawilców jaśniał między drzewami i ile by ich królewczanie nie zrywali, co roku kwitły równie bujnie. A w dolinie strumienia było mnóstwo złocistych skalnic, niecierpka pospolitego i żółtych zawilców.

Jakże poetycko było zjeść obiad w kawiarni dawnego ogrodu majątku Luisenthal, tego starodawnego, baśniowego ogrodu, a potem rozkoszować się ciszą wieczornego spokoju. Ogród ten około 1760 roku kupił dzierżawca restauracji zamkowej „Blutgericht” (Blutgericht) Balthasar Schindelmeisser. Później, podobnie jak „Blutgericht”, przeszedł on w posiadanie radcy handlowego Richtera.


Weranda restauracji LuisenthalWeranda restauracji-kawiarni „Luisenthal”.

Kiedy wieloletni przewodniczący rady miejskiej Theodor Krohne przed I wojną światową przeszedł w stan spoczynku, gaj o powierzchni 206 hektarów, który uratował przed wycinką w 1898 roku, przemianowano na jego cześć, a on podarował mu wygodną ławkę, którą ustawiono niedaleko wejścia.

Theodor Krohne

Theodor Krohne i sala jego imienia w Stadthalle (obecnie Kaliningradzkie Obwodowe Muzeum Historyczno-Artystyczne).


Pewnego pięknego dnia, może był to rok 1907 albo 1908, w cieniu niewielkiej grupy drzew, niedaleko tej samej ławki podarowanej parkowi przez Theodora Krohnego, rzuciły mi się w oczy dwie duże tablice. Pierwsza myśl była – to jakieś zakazy?!

Na łonie natury zawsze budzi to niezręczne uczucie. Jednak odkrycie okazało się przyjemne: nie zakaz ani groźba kary majaczyły przede mną, lecz na każdej z nich był wiersz!


Jeden z nich głosił:

„Jeśli na drodze życia swej

Cierpienie spotkasz, smutek, żal,

Walcz, i w tej walce bądź wytrwały.

A spłynie na cię błogosławieństwo z góry”.3

Drugi był w treści nie mniej głęboki:

„Nie życz mi nieziemskiego szczęścia,

Nie życz deszczu z gwiezdnych pieniędzy4 –

W tym ciemnym baśniowym lesie

Chciałbym choć raz ujrzeć Boga

I przylgnąć z miłością do rąk Jego!”5

Prawdopodobnie zniknęły w czasie I wojny światowej. Do dziś ze wzruszeniem je wspominam, bo swoim bezpośrednim, przejmującym tekstem tak harmonijnie wpisywały się w baśniowy las Juditten!

Nasz wielki rodak Ferdinand Gregorovius (Ferdinand Gregorovius; 1821–1891) również uległ urokowi tego małego, poruszającego duszę gaju i napisał w swoich „Dziennikach rzymskich”:

„Czasem głos przeszłości dobiega do mnie jak szum lasu w Juditten”.

Jak ze starej, bardzo starej baśni przy wyjściu z parku Luisenthal można było natrafić na fotel-wagę (Wiegestuhl). Szeroki wiklinowy fotel, odkąd go pamiętam, stał tam na prawdziwej wadze. Zestarzał się razem ze swoim właścicielem, a raczej razem z kilkoma pokoleniami swoich właścicieli. Siadasz w nim, a z tyłu od razu cię ważą ogromnymi żelaznymi odważnikami po 100 funtów każdy.

Wyniki ważenia były dokładne i z pewnością bardziej wiarygodne niż na współczesnych wagach. Z opowieści ojca wynikało, że jego także przez wiele lat każdej wiosny ważono w tym fotelu. Ale pewnego „pięknego” dnia w latach 30. fotel zniknął. Nie pasował już do nastałych bezradosnych i okrutnych czasów.


Ferdinand Gregorovius


Ferdinand Gregorovius i kawiarnia „Domek Luizy”.

Oprócz dębów, leśnych ścieżek i mistycznego fotela-wagi w Juditten była jeszcze jedna naprawdę ważna osobliwość: kościół.

Kościół w JudittenKościół w Juditten na obrazie nieznanego malarza z pierwszej połowy XIX wieku.


Osada Juditten jest bardzo stara: końcówka słowa -itten jest pruska. Istniała więc jeszcze w epoce pruskiej. Mówi się, że otrzymała nazwę od imienia pruskiego wodza Joduthe (Joduthe). Kronikarz Piotr z Dusburga nazywa tego znakomitego Prusa z Jaćwieży Jedetusem; w 1288 roku mistrz krajowy Meinhard von Querfurt nadał mu ziemie „prope villam Mednicken” (w pobliżu wsi Mednicken), do których należał także „Gaudithin” (Juditten).

W Juditten bez wątpienia istniał gród. Znajdował się naprzeciwko wzgórza kościelnego, na wzniesieniach majątku Luisenthal. Jego nazwa nie jest nam znana.

W tak starym miejscu nie mogło zabraknąć starego kościoła. Pogląd Hartknocha (Christoph Hartknoch, 1644–1687), jakoby jego nazwa pochodziła od imienia św. Jutty, jest błędny.

W 1402 roku wspomina się o nim w „Księdze Podskarbiego Zakonu” (Ordens-Treßler-Buch) jako o Judynkirchen (Judynkirchen).

To naprawdę prawdziwa perła, choćby dlatego, że jest to najstarszy kościół w Sambii (Samland; obecnie Półwysep Sambijski) i być może w Natangii (Natangen; obecnie cały lewy brzeg Pregoły aż do Mamonowa włącznie). Co więcej, jest to jedyny gotycki kościół w Królewcu, który zachował się do naszych czasów, choć jego wystrój wnętrza został rozgrabiony w czasie wojny siedmioletniej, a organy zniszczono.

Zbudowano go w 1288 roku z głazów narzutowych, miał bardzo grube mury bez przypór i był poświęcony św. Jutcie.


Wnętrze kościoła w JudittenNawa kościoła w Juditten.

Podczas restauracji po I wojnie światowej w prezbiterium odkryto wspaniałe gotyckie malowidła, przedstawiające legendę o Chrystusie.

Podpis artystyPodpis, pozostawiony przez średniowiecznego artystę na ścianie ozdobionego przez niego malowidłami kościoła w Juditten.


Ściany nawy zdobiły liczne herby rodowe braci zakonnych, rycerzy-mnichów, wśród nich herby wielkich mistrzów Ulricha von Jungingena (Ulrich von Jungingen; 1360–1410), Konrada von Wallenrode (Konrad von Wallenrode; między 1330 a 1340–1393) i marszałka zakonu Engelharda Rabe (Engelhard Rabe; 1387–1392). Wyszły one spod ręki nieznanego mistrza z czasów Konrada von Jungingena (Konrad von Jungingen; ok. 1355/1360–1407) i musiały tworzyć wspaniałą harmonię barw.

Być może tym mistrzem był ten sam malarz Peter, który był malarzem zakonnym w latach 1398–1414, mieszkał na dworze wielkiego mistrza Konrada i nabył od niego dla siebie dwa obrazy, odpowiednio za cztery i siedem grzywien srebra. Tak czy inaczej, artysta, tworzący w tym samym stylu, w jakim powstały wspaniałe freski w zamku Lochstedt, doskonale zdawał sobie sprawę ze swego mistrzostwa: na sklepieniu za ołtarzem kościoła w Juditten napisał po łacinie charakterystyczną gotycką minuskułą (małymi literami): LECCATOR MANIAT, QUI PICTORI MALA DICAT (pol. „Usłużyć pragnie nikczemny pochlebca, gdy o malarzu złe rzeczy rozpowiada!”)

W kościele zachowało się także kilka dawnych gotyckich ławek.

Dzwonnicy nie było, ponieważ w Prusach nie odlewano dzwonów, a transport z Niemiec był zbyt daleki i trudny.

PRZYPISY


1.

Erzähl‘ von der alten Kaufmannstadt!

Erzähl‘ von der alten Zeit!

...Erzähl‘ mir vom Schloss und vom Dom.

Als die tausend Schiffe noch zogen den Weg

Zum Meere auf goldenem Strom. – 

Wird vielleicht einst eine schönere Stadt

Aus den Trümmern von heute ersteh’n;

Wird meine Erinn’rung doch nimmersatt

Die Straßen der Kindheit gehn.


2. Na Kolumnie Czterech Braci można było przeczytać:


Zwölfhundertfünfundneunzig – die Chronik nennt dies Jahr

Zur Zeit, als Ordens-Meister Meinhard von Querfurt war,

Da ruhten hier im Haine vier Waffenbrüder aus,

Von Sudau’n siegreich kehrend zurück nach blutgem Strauß.

 

Da war der wackre Dyvel, der rüstge Kobenzell

Und Stobemehl und Röder, ein mutiger Gesel’.

Die Treue, die dem Orden sie hatten angelobt,

War schon in Gau’n voll Aufstands im Kampfe oft erprobt.

 

Sie saßen froh beim Mahle, nach Conovedits Schloß,

Da stürzte aus dem Dickicht hervor der Feinde Troß.

Mit Schwert und Spieß und Keule streckt nieder er die Vier.

und zum Gedenk’ der Toten steht diese Säule hier.

_ _ _


„Tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt pięć – tak kroniki głoszą.

Meinhard von Querfurt był wtedy w zakonie mistrzem.

Tu, w gaju, wiecznym snem czterej bracia śpią,

Wróciwszy z Jaćwieży po wielkim, szybkim zwycięstwie…

I dzielny Diwel był wśród nich, i Kobenzel wytrwały,

I mężny Stobemel, i Reder, mieczem zręczny,

Wszyscy zakonowi wierni, a przysięgę, którą złożyli,

W bojach z wrogiem swoją krwią potwierdzali.

Przy zamku Conovedit raz przy posiłku siedzieli,

Gdy z gęstwiny nagle napadli na nich mordercy.

Mieczem, kołem i włócznią wszyscy czterej zabici,

A na pamiątkę tych bohaterów kolumnę w ziemi wkopano”.

3.  

Wenn dich auf dem Weg der Pflicht 

Einst ein Leid begegnet, — 

Ring' mit ihm und lass es nicht, 

Bis es dich gesegnet! 

4.W oryginale „Sterntalerregen” – „deszcz gwiezdnych talarów”. Nawiązanie do baśni braci Grimm „Gwiezdne talary” (niem. Die Sterntaler) – krótkiej legendy o biednej dziewczynce-sierocie, która za swoją dobroć i bogobojność otrzymała nagrodę z niebios – deszcz złotych talarów.

5. 

Wünsch mir kein Märchenglück, Sterntalerregen, 

Möchte dem Herrgott nur 

Einmal begegnen. 

Wenn ich im dunkeln Tann 

Einmal ihn fände. 

Küsste dem Gütigen dann 

Dankbar die Hände! 


Źródło

https://www.ahnen-spuren.de/Members/inge4013/ostpreussische-nachrichten/ostpreussen-warte/ostpreussen-warte-1960-1/ostpreussen-warte-folge-02-vom-februar-1960.pdf


Zdjęcia

Bildarchiv Ostpreußen bildarchiv-ostpreussen.de.



● Od redakcji: Przeczytajcie na VisitPrussia.com wywiad z tłumaczką niemieckich, a w szczególności pruskich baśni, naszą stałą autorką Tatianą Koliwaj, prowadzącą własny blog, na którym opublikowano niezliczoną liczbę innych przypowieści, legend i baśni w jej przekładach.


Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.