LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
Niektórzy uważają, że moda na kurorty nadmorskie już przemija, lecz pogląd ten stoi w sprzeczności z rzeczywistością: popularność wypoczynku nad morzem rośnie z każdym rokiem. Morze wciąż pozostaje dla ludzi silnym magnesem; dla bardzo wielu woda morska stała się uniwersalnym lekarstwem. Jeśli nadal wątpicie w to twierdzenie, spójrzcie na mapę wybrzeża Bałtyku od Kilonii do Kłajpedy i policzcie, ile kurortów nadmorskich powstało i kwitnie w ciągu ostatnich 20 lat.
Tam, gdzie kilka lat temu wśród piasków wydm stały nędzne chaty rybackie, teraz wznoszą się wille podobne do małych pałaców.
Tak jak rząd drogocennych kamieni zdobi złotą bransoletę, tak szeroki, nieprzerwany pas kurortów nadmorskich zdobi Morze Bałtyckie.
Wybrzeże Sambii jest tego wyrazistym potwierdzeniem. Od latarni morskiej na przylądku Brüsterort1, najdalej na północ wysuniętego punktu pruskiego wybrzeża Bałtyku, do Cranz (Cranz), położonego na samym początku Mierzei Kurońskiej, czyli na odcinku sześciu mil, we wszystkich nadmorskich wioskach latem spotyka się mnóstwo kuracjuszy, zarówno pieszych, jak i konnych – a amazonek jest bodaj więcej niż jeźdźców.
O tej porze roku praktycznie wszędzie na wybrzeżu można zobaczyć kabiny kąpielowe zbudowane ze słomy lub drewna, różnobarwne płócienne namioty, a wszystko to często przypomina nam jakieś dzikie afrykańskie osady.
Latarnia morska na przylądku Brüsterort (Taran).
Każdy zamożny mieszkaniec Prus Wschodnich, każdy choć trochę majętny królewczanin dawno upatrzył sobie miejsce nad morzem, które przedkłada nad wszystkie inne. Gdy tylko czerwiec dobiega końca, z Królewca i jego okolic na wybrzeże zaczyna ciągnąć pstrokaty sznur powozów i kolas, wozów i furmanek, nieprzerwanym strumieniem idą ludzie i cwałują jeźdźcy.
Cranz (Zielenogradsk) w XIX wieku.
Wkrótce jednak cała ta ludzka masa dzieli się na dwa równe strumienie. Jedna połowa podąża do Neukuhren lub dalej wybrzeżem na zachód, druga zaś zmierza do Cranz. Podążmy i my za tym strumieniem. Doskonałą drogą zaprowadzi nas on do tutejszego eldorado – błogosławionego Cranz. Zaledwie trzydzieści lat temu była to zasypana piaskami Mierzei Kurońskiej uboga wioska rybacka Cranzkuhren.
Tylko nieliczni mizantropi, unikający towarzystwa ludzi, przyjeżdżali tu latem ze stolicy, by w samotności rozkoszować się wypoczynkiem, słuchając szumu fal i regularnie orzeźwiając się kąpielami morskimi. Stopniowo jednak ludzie zrozumieli, że fale przyboju właśnie tutaj najsilniej uderzają o brzeg, co niewątpliwie bardzo sprzyja zdrowiu. Miejscowość stała się bardzo popularna, wczasowicze zaczęli urządzać się wygodniej i zbudowali tu nawet pierwszy, dość prymitywny dom gościnny, który na szczęście w odpowiednim czasie spłonął, by zrobić miejsce dla przestronnego, komfortowego hotelu.
Wkrótce wokół niego powstało mnóstwo willi, pensjonatów, domów gościnnych na każdy gust i kieszeń, a obecnie w Cranz latem mieszka zwykle ponad dwa tysiące kuracjuszy.
Dachówkowe dachy domków, widoczne w zieleni drzew alei Corso, wielki park zdrojowy „Plantage”, gmach hotelu, bardziej podobny do pałacu, urocze domki à la szwajcarskie, uliczka Kirchengasse, prowadząca do tutejszej świątyni, i zachwycające widoki bezkresnych przestrzeni morza zlewają się w jedną, bardzo przyjemną dla oka kuracjusza całość. Kto oszczędza, przyjeżdża na wypoczynek do chłopskich domów krytych strzechą, podczas gdy gospodarze, mając na względzie własny zysk, przenoszą się na ten czas do obory, dzieląc ją w efekcie niemal przez całe lato z bydłem...
Tutaj na każdych dwunastu ludzi tylko jeden będzie naprawdę chory, czterech okaże się polskimi Żydami, a pozostałych siedmiu – próżnującymi wczasowiczami, szukającymi wszelkich przyjemności, jakie może im zapewnić latem kurort nadmorski. Niezapomniane, barwne wieczory, sobotnie bale i koncerty, przytulne zabawy dla dzieci, wspólne wycieczki do pobliskiego lasu Sarkau i sąsiednich miejscowości plażowych – rzadki kuracjusz opuszcza to miejsce niezadowolony!
Neukuhren (Pionierskij) w połowie XIX w.
Obok Cranz ulubionym kurortem nadmorskim Sambii jest Neukuhren. Droga do niego jest bardzo romantyczna; prowadzi przez położoną w leśnej gęstwinie osadę Eulenkrug, mija słynną „wieś kościelną” Pobethen (Pobethen), szeroko znaną z malowniczych okolic i mnóstwa związanych z nią dawnych legend.
Neukuhren (Pionierskij) na jednej ze swoich pierwszych fotografii.
Tutaj kipi ożywione, niemal miejskie życie. Zostawiamy za sobą Pobethen i wkrótce otwierają się przed nami zachwycające widoki na Neukuhren, najchętniej odwiedzany kurort nadmorski na wybrzeżu Sambii.
Położony jest dość wysoko nad poziomem morza i łączy w sobie wszystko, co czyni kurort nadmorski tak przyjemnym. Kąpielisko znajduje się bardzo blisko. Jest wygodne i bezpieczne. Okolice Neukuhren są przyjemne i pełne osobliwości. Przy niewielkim wysiłku możemy w ciągu kilku dni obejść je wszystkie.
Właśnie dlatego kurort ten z roku na rok staje się coraz popularniejszy. Jeszcze trzy lata temu tutejsze domy niczym szczególnym się nie wyróżniały; teraz zaś cztery wspaniałe domy, niedawno zbudowane tu z wielkim smakiem, nadają dawnej wiosce rybackiej elegancję i styl. Dobiega końca budowa piątego.
Trzeba przyznać, że życie w Neukuhren jest przyjemniejsze niż w Cranz, atmosfera jest swobodniejsza, a miejscowość cieszy się wielkim powodzeniem wśród wczasowiczów.
Jedną z ulubionych tras kuracjuszy jest spacer do „Kamienia Kłamstwa”, ogromnego głazu pośrodku leśnego wąwozu, rozłupanego, jak można przypuszczać, uderzeniem pioruna na dwie części. A któż nie zna związanej z nim legendy!
„Pod Neukuhren, w lasku, tam,
Gdzie niedaleko, mówię wam,
Lecz z dala od zagrody,
Rozłupany wpół jak nóż
Leży kamień, o nim już
Opowiemy osobno...
...Gdy przyjdzie miłości czas,
Swoją lubą przeprowadź raz
Między dwoma kamieniami w dolinie.
Podanie głosi, że tylko ta,
Co lubemu w niczym nie łże,
Między nimi przejdzie i nie zginie.
Inaczej kamienie z miejsc ruszą się
I na śmierć zgniotą ją w sobie…”
„Kamień Kłamstwa koło Neukuhren”. Pełny tekst
Przekład mój. T.K.
*************
Niedaleko Neukuhren znajduje się Rantau (Rantau). To także kurort nadmorski, choć oddalony o ćwierć mili od wybrzeża. Ale droga z wioski na plażę jest łatwa i przyjemna, a brzeg idealny do kąpieli.
Rantau jest szczególnie popularne wśród tych, którzy nie zamierzają dużo wydawać na wypoczynek, ponieważ życie jest tu bardzo tanie. Ale... okolice kurortu są puste i bezludne. Zaraz za Rantau zaczyna się wrzosowisko, całe porośnięte mchami i zaroślami wrzosu. Otacza podróżnika ze wszystkich stron: jak okiem sięgnąć ciągnie się i ciągnie bezkresna, ponura równina. Zresztą i na niej kipi własne życie: kuropatwy, nieśmiało wystawiając z trawy głowy, biegają stadkami przez gęste zarośla, a wysoko na niebie, szeroko rozpostarłszy skrzydła, szybują jastrzębie, wypatrując zdobyczy. Krzyki dzikich gęsi, lecących niczym różowy obłok w promieniach wieczornego słońca, odbijają się echem w pobliskich dolinach i wąwozach, a skądś z oddali dobiega pogwizdywanie ptaków błotnych, spieszących na nocleg nad jedno z pobliskich jezior Sambii.
Rauschen (Swietłogorsk) w połowie XIX wieku.
Przez Wangenkrug (Wangenkrug) i Loppöhnen (Loppöhnen) w ciągu paru godzin można dotrzeć z Neukuhren do dużej wsi rybackiej Rauschen (Rauschen), oddzielonej od morza wysokimi wydmami, a mimo to pięknie położonej. Leży nad brzegiem bardzo malowniczego jeziora; tu i ówdzie na stokach okolicznych zalesionych wzgórz widać mnóstwo wiejskich domków.
Rauschen (Swietłogorsk) na początku XX w.
Wprawdzie droga do samego jeziora jest dość trudna, ponieważ, choć wyłożono ją kładkami z desek, prowadzi przez wysoką piaszczystą wydmę. Doprawdy, nie ma nic bardziej ponurego niż ta monotonna ścieżka.
Ale, przyznając Neukuhren i Cranz wszystkie ich zalety, trzeba wyznać, że najbardziej uroczym miejscem nie tylko wybrzeża, ale i całej Sambii jest bez wątpienia nadmorski kurort Warnicken. Natura postarała się tu na chwałę, by zadowolić najbardziej wymagający gust. Nie jest tajemnicą, że w naszych północnych szerokościach jej dary są skąpe i rzadkie, ale w Warnicken natura tak hojnie trwoni swoje bogactwa, że wydaje się, iż trafiło się na błogosławione południe.
Koło Warnicken zaczyna się wąski, głęboki, gęsto porośnięty lasem Wilczy Wąwóz (Wolfsschlucht). To najdłuższy i najbardziej malowniczy kanion północnego wybrzeża Sambii. Z punktu widokowego „Myśliwski Szczyt” (Jagerspitze), znajdującego się po wschodniej stronie wąwozu, roztaczają się doprawdy zapierające dech w piersiach widoki.
Stojąc tu, na górze, można obserwować, jak daleko w dole fale morskie biją o ostre skały. Wysoko w górę wzlatują pieniste bryzgi, a fale, rozbite przez potężne skały, pospiesznie się cofają, by przypuścić nowy atak, zaciekły i… znów daremny.
Z głębi kanionu – gdziekolwiek spojrzeć – tarasami wznoszą się ku niebu gęste korony drzew, a gdzieś w dole, pod całą tą falującą ścianą zieleni, słychać przyjazny plusk górskiego strumienia, biegnącego dnem wąwozu. Szemrze, niedbale tocząc kamyczki, i nie podejrzewa, że wkrótce jego radosne młode życie się skończy, a bezmierne morze, otwierając mu na spotkanie ramiona, wchłonie strumyk w siebie.
...Tutaj, na górze, można siedzieć godzinami, słuchać szumu fal bijących o skały, szelestu liści potężnych dębów w wąwozie i nie męczyć się tą tajemniczą wieczną muzyką natury. I nawet gdy morze, zmęczone zmaganiem ze skałami, cichnie i pluska w dole, łagodne jak baranek, lśniąc w słońcu stopionym kryształem, pobyt tutaj napełnia dusze śmiertelników harmonią i ukojeniem. Doprawdy, nic na świecie nie leczy naszej duszy tak jak morze...
LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
PRZYPIS TŁUMACZKI
1. Obecnie przylądek Taran. Latarnię morską Brüsterort (Brüsterort) zbudowano w 1846 roku według projektu Alexandra Veitmeyera (Ludwig Alexander Veitmeyer, 1820–99).
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

