LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
Prusy rzadko odwiedzają podróżnicy pragnący poszerzyć swoją wiedzę o nich. Dlatego w pewnym stopniu jest to wciąż terra incognita. Nieliczni pielgrzymi, którzy pisali o Prusach, w większości przypadków dają o nich zupełnie fałszywe wyobrażenie. Niemal wszyscy przedstawiają je jako pustą, ponurą dzicz, której mieszkańcy stoją na tym samym poziomie kultury co ich sąsiedzi, Polacy i Rosjanie. Francuzi w ogóle uważają, że wszystko tu jest okropne. Dzięki mojemu ulubionemu zajęciu, studiowaniu historii, miałem okazję czytać kroniki pruskie, z których niektóre od dawna stały się bibliograficzną rzadkością: Szymona Grunaua, Kaspra Hennenbergera, Paula Weissela i Christopha Hartknocha. W każdej z tych starych ksiąg znajdowałem raj zwany Prusami, na które natura hojnie wylewa swoje błogosławieństwo. Dlatego w 1814 roku odbyłem podróż po Prusach, która dała mi znakomitą sposobność, by rozeznać się w sprzecznych twierdzeniach moich poprzedników.
[ 1814 ]
Zamek. — Anegdoty. — Rustam. — Murat. — Odwołanie kazania pocieszającego. — Widok z wieży zamkowej. — „Krwawy Sąd” w piwnicy winnej. — Tajna krypta z czaszkami. — Zawalenie się części zamku. — Katedra. — Grobowce. — Krypta książęca. — Gmach uniwersytetu. — Azyl — Inne kościoły. — Wizerunek Chrystusa. — Wielki Teatr. – Stary Teatr. — Napisy. — Giełda. — Ratusz Knipawy. — Inne budynki publiczne.
Listy kredytowe zapewniły mi w Królewcu znakomite przyjęcie, dzięki czemu życie tutaj [w 1814 roku — red.] było dla mnie bardzo przyjemne. Prawdę mówiąc, nie miałem czego więcej sobie życzyć, może poza większym spokojem i ciszą, bo dobrego mam w tym mieście aż nadto. Mógłbym wiele napisać o tutejszych mieszkańcach, ich charakterze, trybie życia i zwyczajach, ponieważ od rana do nocy przebywam wśród ludzi. Zawarłem też kilka interesujących znajomości, nie brak mi więc okazji do obserwacji. Mimo to swoje oceny zachowam jednak dla siebie, bo wiem, jak trudno naprawdę poznać charakter ludzi: przed obcymi pokazują się zwykle w odświętnych strojach, pod którymi skrywają swoją istotę. Zapoznam więc Pana raczej z osobliwościami Królewca.
Dzięki uprzejmości pana R., przyjaciela kasztelana zamku królewieckiego, mogłem, na ile to było możliwe, obejrzeć wszystkie jego liczne sale i komnaty, wchodziłem i schodziłem po niekończących się schodach, prawie cały dzień poświęciłem na to, by wyrobić sobie pojęcie o tej niezwykłej budowli, choć z góry wiedziałem, że znajdę w niej niewiele godnego uwagi.
Koronacja pierwszego króla pruskiego Fryderyka I na zamku królewieckim (1701).
Ta kamienna bryła jest wzorcem stylów budowlanych ostatnich pięciu stuleci, które w najdziwaczniejszy sposób stopniowo dodawano jeden do drugiego.
Dziedziniec zamku królewieckiego w połowie XIX wieku.
I tak jedno skrzydło z pięknymi wieżami i lochami zamku, wzniesionymi w XIII wieku, do dziś pozostało nietknięte. Naprzeciw niego znajduje się zbudowana w XVI wieku część zamku margrabiego Albrechta.
Kościół, zajmujący znaczną część zachodniego skrzydła, wzniesiono w XVII wieku, natomiast stronę naprzeciw niego zbudowano częściowo w XIV, częściowo w XVIII wieku. Do tego wszystkiego należy gmach Wyższego Sądu Krajowego, zbudowany mniej więcej cztery lata temu, który jest bez wątpienia najgorszą częścią zamku i jest tak pozbawiony gustu, że nie chciałbym być na miejscu jego budowniczego, który tak zgrzeszył przeciw dobremu stylowi.
Ta część pałacu, którą zbudowano za Fryderyka I, króla miłującego blask i przepych1, jest wykonana ze smakiem i w dobrym stylu francuskim.
Jednak plan, według którego budowla ta miała stać się jedną z najwspanialszych części zamku, zrealizowano bardzo skromnie. Nie jest jeszcze otynkowana i wygląda nieco pstrokato, ponieważ zbudowano ją z czerwonego kamienia, a występy, parapety i gzymsy – z szarego piaskowca.
W tym skrzydle, tworzącym trójkąt przylegający do wielkiego zamkniętego czworoboku zamku, na dwóch dolnych kondygnacjach mieści się siedziba Królewskiej Rejencji Prus Wschodnich; znajdują się tu także wszystkie główne kasy państwowe. Na trzeciej kondygnacji są apartamenty królewskie, urządzone bardzo skromnie; w niektórych nie ma nawet tapet i nic nie zdradza, że przez długi czas mieszkała tu liczna rodzina królewska. Za to widok z tych pokoi na miasto i port jest niezwykle piękny.
Obraz Adolpha Menzla „Koronacja Wilhelma I w Królewcu, 1861”.
Chciałbym podzielić się z Panem kilkoma anegdotami, które opowiedział mi kasztelan, gdy zwiedzałem apartamenty królewskie, ponieważ historie te pomagają nam lepiej poznać kilka znanych osób.
Meble królewskie w komnacie chorągwi i sztandarów.
* * *
Królowie Prus muszą koronować się w Królewcu i po ceremonii koronacji mieszkać przez kilka dni na zamku. Jak wiadomo, oszczędność jest jedną z zasad tutejszej dynastii panującej, dlatego na krótki pobyt pruskiej rodziny królewskiej na zamku nie kupuje się mebli do jej apartamentów, lecz udostępniają je najbogatsi mieszkańcy miasta. Gdy koronował się tu Fryderyk Wilhelm II2, Żydzi, których ten król bardzo nie lubił, uznali, że zaskarbią sobie łaskę monarchy, jeśli wezmą na siebie urządzenie królewskich komnat. Miejscowe władze nie wiedziały o niechęci króla do dzieci Izraela i chętnie pozwoliły im zająć się umeblowaniem pokoi.
Zaledwie dwa dni przed przyjazdem króla przybył marszałek dworu, uznał wystrój komnat za wspaniały i nie szczędził pochwał. Wtedy zameldowano mu, że jest to wyłącznie zasługa miejscowych Żydów, a niektórzy z żydowskich patriarchów już do niego podchodzili, by osobiście usłyszeć upragnioną pochwałę. Jakież jednak było ogólne zdumienie, gdy marszałek dworu kazał bezzwłocznie wynieść wszystkie meble i urządzić królewskie komnaty na nowo! I choć czasu zostało bardzo mało, rozkazowi trzeba było się podporządkować, z czego, jak mówią, chrześcijańscy kupcy byli równie zadowoleni, jak zasmuceni byli Żydzi – choć wnioski wyciągnięte przez obie strony okazały się z czasem błędne.
* * *
W 1807 roku, w obecności obecnego króla i królowej, najbogatsi ludzie miasta poczytywali sobie za zaszczyt dostarczenie na zamek najkosztowniejszych mebli. Między innymi pan D**, kupiec, przekazał dla królowej wyszukanie piękne łoże z hebanu z nogami w kształcie czterech brązowych lwów. Gdy Francuzi wkroczyli do miasta i zamek przygotowywano na przyjazd Napoleona, łoże to wraz z innymi meblami wciąż tam się znajdowało. Niespodziewanie na zamku pojawił się pan D** w towarzystwie kilku tragarzy i zażądał jego zwrotu. Odmówiono mu, tłumacząc, że w tym łożu będzie spał sam Napoleon. Kupiec oświadczył jednak, że prędzej je połamie, niż zgodzi się, by w tym samym łożu, w którym spoczywała jego królowa, spał tyran. Wyglądał na zdecydowanego i wszystko wskazywało na to, że spełni swoją groźbę. Dlatego, aby uniknąć niepotrzebnego skandalu, żądanie patriotycznie nastawionego właściciela królewskiego łoża spełniono.
* * *
Podczas swojej obecności Napoleon kazał postawić straże przy wszystkich bramach zamku i nikogo nie wpuszczano na dziedziniec wewnętrzny, choć prowadziła przezeń bardzo uczęszczana trasa piesza, którą w ten sposób zamknięto.
* * *
Rustam, przyboczny mameluk Napoleona3, nie stronił od piwa i był zapalonym palaczem tytoniu, dlatego kasztelan, który zaopatrywał go w tytoń, często dotrzymywał mu towarzystwa, gdy mameluk siedział bezczynnie. Rustam chciał okazać wdzięczność i ostrzegł kasztelana przed służbą Napoleona, która zwykle, gdziekolwiek się znalazła, przywłaszczała sobie srebra stołowe.
Kasztelan, któremu powierzono pieczę nad całą srebrną zastawą, jaką miasto udostępniło na stół Napoleona, pospieszył do jadalni, gdzie właśnie skończono obiad, i z przerażeniem stwierdził, że brakuje znacznej ilości srebra. Poskarżył się Rustamowi, a ten poradził mu natychmiast zamknąć wszystkie sąsiednie pokoje i dokładnie je przeszukać: może uda się coś odzyskać, bo złodzieje raczej nie mogli wynieść skradzionych rzeczy daleko. Kasztelan posłuchał rady i rzeczywiście znalazł większą część srebra ukrytą w przewodach kominowych i piecach; kilku drobnych przedmiotów, które łatwo było wynieść w kieszeniach, jednak nie odnaleziono. Cóż się tu dziwić? Jaki pan, taki kram!
* * *
Na zamku zatrzymał się także Murat4, gdy uciekał z Rosji, i najwyraźniej zamierzał zabawić w Królewcu przez jakiś czas.
Jeden z mieszkańców Królewca dał wyraz swojej nienawiści do Francuzów i został aresztowany z rozkazu Jego zbiegłej Królewskiej Mości, której natychmiast doniesiono o tym incydencie. Królewczanina skazano na rozstrzelanie. Usłyszawszy o tym, tłumy mieszczan zebrały się wokół zamku, zamierzając siłą odbić skazańca żołnierzom. I ten „król teatralny” musiał wydać rozkaz uwolnienia więźnia, a wkrótce sam pospiesznie opuścił miasto. Opowiadają, że w Elblągu (dziś polskim mieście) mówił, iż żałuje, że nie kazał spalić Królewca.
______________
W skrzydle zamku zbudowanym przez margrabiego Albrechta mieszka landhofmistrz i nadprezydent von Auerswald5, dlatego nie mogłem obejrzeć go od środka. Mówią, że jest tam wiele sal i pięknie urządzonych pokoi i że jest to najprzytulniejsza część zamku.
W zachodnim skrzydle zamku pod ziemią znajduje się rozległa piwnica winna, w której przechowuje się ogromną liczbę beczek i butelek przywiezionych z całego świata.
Widok na zachodnie skrzydło zamku królewieckiego i domek Immanuela Kanta (po lewej).
W dwóch niezwykle dużych wieżach narożnych, przylegających do tego samego zachodniego skrzydła, znajdują się więzienia, są one jednak puste, ponieważ miejscowe władze, kierując się ludzkością, postanowiły nie używać ich do przetrzymywania przestępców.
W piwnicach pod zachodnim skrzydłem zamku przechowywano wino.
Pomieszczenie na parterze służy jako cekhauz6; oddziela je przejście prowadzące na wewnętrzny dziedziniec zamku. Na drugiej kondygnacji nad nim znajduje się kościół. Jest urządzony skromnie, lecz ze smakiem, natomiast królewska loża modlitewna jest bardzo bogato zdobiona. Na emporze kościoła wiszą herby kawalerów Orderu Orła Czarnego, które Fryderyk I kazał wykonać na dzień swojej koronacji. W tym kościele został namaszczony i własnoręcznie włożył sobie koronę na głowę.
Właśnie tutaj w czasie wojny siedmioletniej nadworny kaznodzieja Arnoldt wygłosił kazanie pocieszające, w którym źle wyrażał się o Rosjanach i twierdził, że popełnili oni wówczas w Prusach wiele niegodziwości. Rosyjski gubernator uznał to za poważną obrazę i chciał bez dalszych ceregieli pojmać dostojnego duchownego i odesłać do Petersburga, skąd zapewne pozwolono by mu odbyć podróż na Syberię.
Dzięki wstawiennictwu magistratu udało się jednak uzyskać dla niego warunkowe przebaczenie, pod warunkiem że w następną niedzielę publicznie odwoła swoje buntownicze kazanie.
Kaznodziei bardzo się to nie podobało, lecz wybór miał niewielki – na szali leżała jego pomyślność – i musiał się zgodzić. Nadeszła niedziela, kościół był wypełniony po brzegi, sam gubernator zasiadał w loży carskiej i wszyscy czekali na pojawienie się duchownego. Ten wstąpił na ambonę, blady i z żałosnym wyrazem twarzy. Z powściągliwym smutkiem wygłosił słowo wstępne i już miał rozpocząć haniebne odwołanie, gdy kościół wypełnił się dymem, a ludzie ze wszystkich stron zaczęli krzyczeć: „Pożar, pożar!” Wszyscy w strachu rzucili się do wyjścia, gubernator pospiesznie oddalił się galerią prowadzącą do jego komnat, nabożeństwo przerwano i kaznodzieja nie musiał w ten sposób publicznie się odwoływać. Wprawdzie w ścisku zginęło kilka osób. Dym wywołało prochem i kalafonią kilku studentów, którzy chcieli oszczędzić swemu rodakowi kompromitacji. To, że sprawę zatuszowano, świadczy o niepamiętliwości rosyjskiego urzędnika.
Widok na zamek z mostu nad Stawem Zamkowym.
Na trzeciej kondygnacji zachodniego skrzydła zamku znajduje się ogromna Sala Moskiewska, dwukrotnie większa od kościoła zamkowego. Jest to jedna z największych sal w Europie, o czym można sądzić choćby po tym, że właśnie tutaj odbył się bal na cześć Fryderyka Wilhelma III7. Na bal przybyło trzy tysiące gości, a sala i tak wydawała się niemal pusta.
W Sali Moskiewskiej eksponowano kolekcję dawnej broni.
Jest urządzona bardzo skromnie i jak na swoje rozmiary zbyt niska. Dlaczego otrzymała taką nazwę, nie udało mi się ustalić. Budowa sali nad kościołem to dziwny pomysł, tym bardziej że aby się do niej dostać, trzeba wejść po schodach wewnątrz głównej wieży zamku, pokonując ponad sto stopni.
Z galerii donżonu roztacza się panoramiczny widok na wielkie miasto z jego portem i malownicze okolice, przez które płynie Pregoła. Na tę czarującą, podobną do kwitnącego ogrodu okolicę nie sposób się napatrzeć i z wielkim trudem odrywa się wzrok od tego urzekającego widoku. Horyzont jest tak przejrzysty, że przez lunetę można zobaczyć nawet Piławę, choć miasto to leży siedem mil od Królewca.
Część zamku zbudowana w XIII wieku nosi ślady swojej epoki: szerokie sklepione sale, ciemne przejścia, tajne schody – wszystko zachowało się w niepowtarzalnej osobliwości, odsyłającej do wczesnego średniowiecza. Dziś mieszczą się tu urzędy Kolegium Kryminalnego, co uważam za słuszne, ponieważ sąd rozstrzygający sprawy życia i śmierci powinien przebywać w poważnym, uroczystym otoczeniu. Mniej stosowne jest to, że tuż pod pomieszczeniami Sądu Kryminalnego znajduje się piwnica winna, która dzięki obfitym zapasom doskonałego wina cieszy się wielką popularnością wśród mieszczan.
Co dziwne, ta piwnica winna nosi nazwę „Krwawy Sąd”8.
Aby odpocząć i odświeżyć się po męczących wspinaczkach po zamkowych schodach, mój przyjaciel R*** zaprowadził mnie tam. Piwnica ta wcale nie jest najlepszym w mieście miejscem dla amatorów trunków, ale słynie z bardzo bogatej karty win. Chciałem się dowiedzieć, dlaczego piwnica otrzymała tak dziwną nazwę, i nie ukrywałem, że uważam ją za niestosowną. Pewien mężczyzna, który nieco wcześniej dołączył do naszego towarzystwa, odpowiedział mi: „Nie ma nic bardziej stosownego niż ta nazwa, bo królewczanie surowo sądzą tu swoich współobywateli”.
Kelner, usłyszawszy tę odpowiedź, uśmiechnął się szeroko i natychmiast podał własne wyjaśnienie: pośrodku piwnicy znajduje się przypominająca wieżę ceglana kolumna, która przechodzi przez całą wysokość budynku i jest szczelnie zamurowana ze wszystkich stron, nie mając żadnych widocznych otworów.
Wnętrze głównej sali restauracji „Krwawy Sąd”.
Przez długi czas ludzie męczyli się domysłami co do przeznaczenia dziwnego szybu, aż wiedzeni ciekawością przebili ścianę, za którą znaleźli mnóstwo ludzkich kości, potwierdzających przypuszczenie, że w dawnych czasach w tym skrzydle mieścił się sąd, a do kamiennej studni wrzucano szczątki straconych. Stąd nazwa – „Krwawy Sąd”.
Detale słynnego wnętrza „Blutgerichtu” na początku XX wieku.
Jakkolwiek by było, to, że zakon krzyżacki zamienił własną siedzibę w miejsce pozbywania się gnijących ludzkich szczątków, jest oznaką barbarzyństwa.
Wyższy Sąd Krajowy, położony w jednej linii z Kolegium Kryminalnym, zbudowano, jak zapewniają, wielkim kosztem, ale z zewnątrz i wewnątrz tak źle i bez gustu, że ten, kto go projektował, można rzec, „rozsławił” się taką fuszerką na wieki. Jak mógł do tego dopuścić kierownik miejscowego departamentu budowlanego, który przy wznoszeniu Nowego Teatru okazał się człowiekiem o dobrym guście – to dla mnie zagadka. Tym bardziej że budowa tego żałosnego tworu odbywała się na jego oczach, mieszka on bowiem tu, na zamku.
Opowiadają, że stary budynek, wzniesiony jeszcze w czasach rycerskich i stojący tu wcześniej, runął w obecności króla, gdy tylko otrzymał on wiadomość o bitwie pod Pułtuskiem9 (grudzień 1806 r.).
Mówią, że zawalenie się ówczesnej siedziby rejencji głęboko wstrząsnęło monarchą i uznał on to za złą wróżbę.
Przed zamkiem, naprzeciw odwachu, stoi piękny brązowy posąg Fryderyka I na cokole z białego i szarego marmuru. Napis głosi, że Fryderyk Wilhelm III poświęca posąg swego przodka narodowi pruskiemu.
Zamek królewiecki jest siedzibą wszystkich kolegiów prowincji pruskiej i wszystkich jej kas. Odbywały się tu również posiedzenia Królewskiego Towarzystwa Niemieckiego i Towarzystwa Fizyczno-Ekonomicznego. W sali tego ostatniego wystawiono obecnie kilka obrazów Philippa Hackerta10, które pokazuje się za opłatą. Ponieważ te cudowne obrazy będę oglądał często, zastrzegam sobie prawo, by opowiedzieć o nich szerzej w przyszłości, gdyż do oceny obrazów potrzeba czegoś więcej niż przelotnego spojrzenia, zwłaszcza jeśli namalował je mistrz, o którym niewiele wiadomo.
Katedra i Wielki Plac Katedralny.
Zbudowana w XIV wieku katedra jest budowlą o bardzo imponujących rozmiarach, pozbawioną wszelkiego zewnętrznego wystroju architektonicznego. Otacza ją mnóstwo koszar i krypt grobowych, które osłabiają wrażenie, jakie mogłaby wywrzeć ta budowla.
Nawa główna katedry. Niegdyś ludzie siedzieli tu twarzą do ołtarza...
Gdy się wchodzi, nie od razu dostrzega się niezwykłe rozmiary tej świątyni, ale jeśli zatrzymać się dłużej, wzrok gubi się w szerokich, śmiałych sklepieniach. Zupełnie zbędne przy tak ogromnej przestrzeni empory, barwne rzeźbione konfesjonały i loże modlitewne, mnóstwo nagrobków nie są w stanie zmienić tego oszałamiającego wrażenia, jakie wywierają te zuchwałe hale.
Za ołtarzem zaczyna się właściwa katedra, do której przylega dawna krypta książęca, zajmująca również niemałą przestrzeń. Sklepienie prezbiterium jest wyższe niż sklepienie nawy kościoła, lecz nieco od niego węższe. Organy odpowiadają rozmiarom katedry. Mówią, że mają 5000 piszczałek, z których największe są grube jak człowiek. Nie wiem, czy rozmiar jest zaletą, ale gdy organy zabrzmiały, gromkie dźwięki przetoczyły się pod szerokimi sklepieniami, wstrząsnęły całą przestrzenią i wywarły na mnie niezwykłe wrażenie, które żyło we mnie jeszcze długo po opuszczeniu świątyni.
Tron biskupi i stalle kanoników do dziś stoją w prezbiterium katedry. Jest też szereg grobowców, z których niektóre są cenne i bardzo kunsztownie wykonane. Przede wszystkim szczególną uwagę przyciąga pomnik von Wallenrodta11 i jego żony. Wykonano go z czarnego marmuru, z kolumnami korynckimi o pięknych proporcjach i kilkoma bardzo dobrze opracowanymi posągami z białego marmuru. Pucołowate anioły zgrupowane wokół grobowca psują ogólne wrażenie, jakie mógłby wywrzeć ten drogocenny pomnik, gdyby ich tam nie było lub gdyby wyrzeźbiono je z większym mistrzostwem.
Mistrzowi prawdopodobnie przeszkodzono w pracy nad grobowcem, który następnie dokończył jakiś partacz.
Nie mniej godny uwagi jest grób kanclerza Coccejiego12. Na antycznym sarkofagu z czarnego marmuru spoczywa posąg zmarłego. Złożył on głowę na prawej dłoni. Posąg wykonano z alabastru, bardzo wytwornie. Smutek wyrażono w rysach leżącego z wielką prawdą, bardzo dokładnie zachowano proporcje całego ciała. Szkoda, że ten wspaniały pomnik ustawiono zbyt nisko i ukryto za stallami! Znacznie ucierpiał od niszczącego działania czasu i wymaga restauracji. Legenda głosi, że kanclerz ten pochopnie skazał na śmierć dziewczynę, która jego zdaniem ukradła cenny pierścień.
Po egzekucji nieszczęsnej kobiety pierścień znaleziono w gnieździe kawki, co świadczyło o niewinności straconej. Niedbały sędzia aż do śmierci opłakiwał swój krwawy wyrok i dlatego rzeźbiarz wyraził w rysach posągu nieudawany smutek.
Widzimy tu także pomnik biskupa sambijskiego Georga von Polentza13, wybitnego męża stanu i gorliwego krzewiciela reformacji w Prusach.
Oprócz tego w prezbiterium znajduje się mnóstwo pomników, epitafiów i płyt nagrobnych biskupów, rycerzy, mnichów i radców, które przedstawiają większe zainteresowanie dla antykwariusza niż dla miłośnika sztuki, powstały bowiem w średniowieczu i zachowują ducha tamtej epoki.
Przestrzeń za ołtarzem w katedrze z licznymi nagrobkami i epitafiami.
Kryptę książęcą oddziela od prezbiterium żelazna krata (zob. wyżej). Spoczywają w niej szczątki sześciu ostatnich wielkich mistrzów Prus, którzy mieszkali w Królewcu, a także margrabiego Albrechta, jego syna Albrechta Fryderyka, ich rodzin oraz przedstawicieli kilku innych szlachetnych rodów pruskich.
Nagrobek księcia Albrechta i jego pierwszej małżonki, księżnej Doroty.
Wszyscy oni spoczywają w różnych podziemnych kryptach, częściowo w miedzianych, częściowo w cynowych trumnach. Na powierzchni stoją ich pomniki. Sarkofagi wielkich mistrzów wyróżniają się niezwykłymi rozmiarami: mają od dziesięciu do dwunastu stóp długości i są dość szerokie. Portrety zmarłych na deskach, wiszące w sali grobowej, niemal całkowicie zatarł czas.
Margrabia Albrecht ma tu dwa pomniki – dlaczego, nie jest do końca jasne. Jeden z nich stoi nad miejscem jego spoczynku i jest ołtarzem w kształcie sześcianu z grubego piaskowca, na którym spoczywają w pozie śpiących posągi margrabiego i jego pierwszej żony. Drugi pomnik ustawiono przy szczytowej ścianie sklepienia krypty; ma co najmniej pięćdziesiąt stóp wysokości i złożony jest z wielu odmian marmuru. Oczywiście nie należy oczekiwać czegoś doskonałego od epoki, w której sztuka rzeźbiarska Północy była w powijakach. Nieudanym jednak posągu nazwać nie można: postać elektora, ustawiona w niszy, ma szlachetny wygląd, a pomnik jest bardzo cenny dzięki wielu rzadkim gatunkom marmuru.
Mniej wytworne, choć zapadające w pamięć i dość kosztowne, są nagrobki Albrechta Fryderyka i jego żony, których klęczące posągi z piaskowca stoją pośrodku mauzoleum zbudowanego z wielobarwnego marmuru.
Stara Albertyna i Stoa Kantiana (po prawej).
W drewnianej skrzyni wmurowanej w ścianę spoczywają szczątki wielkiego mistrza księcia Lutra (Lotara) z Brunszwiku14, fundatora tej katedry, w chwili śmierci którego ściana świątyni miała wysokość, na której widać teraz jego trumnę. Sądząc po kościach, musiał być olbrzymem.
Biblioteka Wallenrodtów w katedrze.
W komnacie pocieszenia (Trostkammer) przechowuje się wiele bogatych szat kapłańskich i ołtarzowych; jest tam też rękopis, w którym pewien człowiek zapisał duszę diabłu, nóż, który szatan dał temu człowiekowi, by się zabił, i wiele innych podobnych osobliwości.
W wieży tej świątyni znajduje się słynna biblioteka von Wallenrodta, o której opowiem później. W niektórych niższych pomieszczeniach mieści się biblioteka kościelna, bogata w rękopisy ojców Kościoła, dzieła z historii Kościoła i literatury teologicznej.
Obok katedry stoją stare, przestronne, lecz nieefektowne budynki uniwersyteckie, do których przylega Collegium Albertinum – zakład naukowy z internatem dla ubogich studentów.
Na placu otoczonym tymi budynkami stoi kamień nagrobny zabitego w pojedynku studenta, który jeden z dawnych władców ogłosił tak zwanym „azylem”. Przywilej nadany tej steli nagrobnej był tak szanowany, że jeszcze za panowania Fryderyka Wielkiego uratował on raz mimowolnego zabójcę.
Dziś trudno uwierzyć, że ktoś może się uratować, po prostu dobiegając do tego kamienia.
Aula uniwersytecka (auditorium maximum) ozdobiona jest dość miernymi wizerunkami władców i kunsztownie wykonanym marmurowym popiersiem Kanta. Jest to jedyny i dość skromny pomnik wielkiego człowieka, jaki wzniósł Królewiec. Oczywiście słynny filozof tego nie potrzebuje, bo dopóki żyje ludzkość, Kant nie zostanie zapomniany, ale honor królewczan wymaga, by jego pamięć czczono „w spiżu i marmurze”, aby uwolnić miasto od podejrzeń o niewdzięczność.
Kościół Staromiejski, zbudowany wcześniej niż katedra, jest dużą, prostą, czcigodną budowlą, wywierającą niezatarte wrażenie znaczną wysokością sklepień krzyżowych i śmiałymi, wznoszącymi się ku niebu kolumnami.
Architekt tak umiejętnie połączył prostotę ze stosownym wdziękiem, że w półmroku tych wspaniałych hal ogarnia człowieka religijne uniesienie i zawsze wychodzi się stąd z pewnym wzruszeniem.
Widok na zamek i Kościół Staromiejski z Placu Paradnego.
Rzadko spotykałem stary niemiecki kościół, który tak poruszałby moje uczucia jak ten, i chciałbym mieć dość wiedzy o architekturze średniowiecza, by zrozumieć przyczynę tak silnego wrażenia.

Kościół Reformowany, lepiej znany dziś jako Burgkirche. / Tak miał wyglądać według projektu.
Spośród niezliczonych grobowców, którymi pokryte są posadzka i ściany tego kościoła, wspomnę tylko dwa, które wydały mi się szczególnie godne pamięci. Wśród nich jest miejsce pochówku niewidomego magistra Greisingera, który, choć w czternastym roku życia stracił wzrok, był jednym z największych uczonych swoich czasów. Jego wizerunek na pomniku wykonano z wielkim mistrzostwem. Greisinger żył w pierwszej połowie XVII wieku.
Drugi pomnik to prosta i dość niepozorna płyta nagrobna, leżąca tuż przed ołtarzem i poświęcona dawnemu kaznodziei tej świątyni Osiandrowi15.
Ten duchowny przybył do Królewca z Norymbergi. Odegrał ważną rolę w nawróceniu braci zakonu krzyżackiego na luteranizm. Żarliwie oddany nauce luterańskiej, prześladował wielu duchownych za ich poglądy, wtrącał ich do więzień, zsyłał na wygnanie tych, którzy mu się nie podobali, siał niezgodę w życiu dworu i całego kraju, zatruwał spokój ostatnich dni swego władcy i niemało przyczynił się do pogrążenia go w swego rodzaju obłędzie.
Swoją nietolerancją, sięgającą okrucieństwa, tak dopiekł przeciwnikom, że nie odważał się wychodzić na ulicę bez broni.
Po śmierci Osiandra ciało trzeba było pochować potajemnie, aby wrogowie go nie zbezcześcili.
Wykonanie bardzo dużego ołtarza, nadmiernie zdobionego rzeźbą i złoceniami, kosztowało w XVII wieku około 30 000 guldenów. Za tę sumę można było wówczas kupić obraz Correggia16 i w ten sposób godniej ozdobić świątynię.
Organy są niezwykle piękne i zostały uznane przez opata Voglera17 za wybitne dzieło mistrza.
Kościół Reformowany to piękna świątynia, w której architekt bardzo udanie zastosował zasady perspektywy. Składa się z pięciu przylegających do siebie rotund. Wszystkie otoczone są pilastrami doryckimi. Gdy patrzy się na kościół z pewnej odległości, wydaje się, że widzi się otwarte sale z kolumnami.
Wieża została zbudowana tylko do połowy (zob. wyżej). Zgodnie z zamysłem miała mieć cztery rzędy kolumn umieszczone jeden nad drugim, ale są tylko dwa. Władcy pruscy zawsze uważali Królewiec za swojego pasierba, tak że większość projektów, które miały upiększyć miasto, pozostała niedokończona.
Kościół katolicki na obrazie Carla Storcha „Przystań na Nowej Pregole”.
Kościół katolicki zbudowano w nowym stylu i z wielkim smakiem. Wyróżnia się wspaniałą kopułą, wzniesioną w zmniejszonej skali na wzór kopuły bazyliki św. Piotra w Rzymie.
Kościół lipnicki (po lewej) i kościół katolicki w Królewcu.
Wewnątrz ta wspaniała budowla ozdobiona jest pozbawionymi gustu ołtarzami, ogórkowymi malowidłami na ścianach i bezwartościowymi obrazami. Pozostaje żałować, że ta piękna świątynia, będąca z wyglądu zewnętrznego jedną z głównych ozdób miasta, nie otrzymała przyzwoitego wystroju wewnątrz.
Kościół na Tragheimie ma kształt krzyża równoramiennego, lecz wady, które nieuchronnie niesie ze sobą ten typ konstrukcji, zostały maksymalnie zmniejszone: każde z czterech ramion krzyża, na którym oparto budowlę, jest tak proporcjonalne, że niemal z każdego punktu można objąć wzrokiem całą świątynię. Sklepienia kolebkowe, tworzące szerokość, połączone są pośrodku kopułą krzyżową, opartą na czterech ogromnych łukach z przerwami na końcach ramion krzyża.
Te śmiałe sklepienia, pozbawione podpór, dają nieopisanie piękny efekt i nadają świątyni, oświetlonej jedenastoma dużymi półkolistymi oknami, nie tylko radosny, ale i wzniosły charakter, tak stosowny dla spokojnej, błogiej modlitwy. Wystrój kościoła jest prosty i w całości bardzo harmonijny.
Żadne zbytki, żadne puste ozdoby nie psują wrażenia, jakie ta pogodna świątynia wywiera na duszę modlącego się.
Na ambonie znajduje się dawny wizerunek Chrystusa w medalionie, który według kościelnego archiwum jest kopią obrazu namalowanego z natury przez Rzymianina Lentusa i wysłanego do senatu rzymskiego. Chrystus przedstawiony jest z profilu. Jego wizerunek odznacza się w rysunku niezrównanym pięknem. Profil jest uderzająco podobny do posągu Jowisza w trzeciej sali Galerii Antyków w Dreźnie. Boski majestat łączy się z niewypowiedzianą łagodnością, oddaną trafnie i wymownie, lecz draperia jest sztywna i niedoskonała i wydaje się dziełem nieudolnego konserwatora.
W pozostałych kościołach nie znalazłem nic godnego uwagi, chyba że niektóre z nich mają wyszukanie piękne wieże, które, oglądane z daleka, nadają miastu majestatyczny wygląd. Większość kościołów spłonęła podczas wielkich pożarów, które ogarnęły miasto w XVIII wieku, dlatego ich wygląd zewnętrzny jest wciąż nowy. Nie wszystkie też podniosły się po spustoszeniu, jakie przeżyły w 1807 roku, gdy musiały służyć jako lazarety.
Fragment królewieckiego afisza teatralnego.
Tutejszy Nowy Teatr jest bezspornie najwspanialszym dziełem architektury w Królewcu; pięknem nie dorównują mu teatry Wiednia i Berlina. Ma zupełnie niezwykłe rozmiary i stoi na pięknym placu.
Teatr na Placu Paradnym. Na jego miejscu stoi dziś budynek mieszkalny przy ul. Uniwiersitietskiej 4–10.
Można go obejrzeć ze wszystkich stron i zdumieć się efektem, jaki wywiera to szlachetne dzieło sztuki. Długiej fasady budynku nie przerywają żadne otwory okienne, a na obu końcach ma ona portyki porządku egipskiego. Zważywszy na wielkie rozmiary budowli, każdy inny porządek architektoniczny byłby małostkowy i niestosowny, ponieważ tylko kolumny o dużej średnicy harmonizują z ogólnym zamysłem architektonicznym. Fasada wygląda jednak nieco monotonnie i ociężale, gdyż brakuje płaskorzeźb, które mają zostać umieszczone na ścianach.
Zamówiono je u dyrektora Schadowa w Berlinie, ale z braku pieniędzy do dziś nie dotarły do Królewca.
Z każdego portyku do wnętrza prowadzą trzy wejścia: lewe – na scenę i do garderoby, prawe – do lóż drugiego i trzeciego piętra oraz na galerię. Od strony frontonu, zwróconego ku stawowi zamkowemu, przez trzy duże arkady wchodzi się do otwartego, przestronnego westybulu, prowadzącego do przejść widowni na parter, do lóż pierwszego piętra, do sali koncertowej i bufetu.
Korytarze, podobnie jak westybul i schody, są szerokie i wygodne, tak że nawet przy największej liczbie widzów nigdy nie ma ścisku, a zupełnie pełna sala pustoszeje w pięć minut, o czym przekonałem się na własne oczy. Pod tym względem teatr zasługuje na to, by stawiać go za wzór. Bufet przylega do westybulu i jest równie przestronny, co wspaniały. Sala koncertowa mieści się nad westybulem i z nawiązką pomieści od 600 do 700 osób. Urządzono ją tak, że muzyka z niej nie dociera do widowni teatru, dlatego koncerty i przedstawienia mogą odbywać się jednocześnie.
Widok na salę ze sceny. W oczy rzuca się wspaniała loża królewska.
Wnętrza teatru urządzono bogato i ze smakiem, przewyższają pod tym względem wszystko, co kiedykolwiek widziałem. Wszystkie loże są otwarte, nie oddzielają ich żadne ścianki, a pośrodku znajduje się wspaniała loża królewska (zob. wyżej).
Déjà vu: pomnik Schillera (po lewej) na placu przed teatrem.
Ma pięknie malowane ściany boczne, ozdobione kinkietami, i oddzielona jest od pozostałych lóż dwiema bogato złoconymi, żłobkowanymi kolumnami korynckimi, podtrzymującymi eleganckie belki stropowe.
Loże nie dochodzą do sceny, lecz są od niej oddzielone z każdej strony ścianami długości od 50 do 60 stóp. W ścianach tych są dwie nisze, w których stoją antyczne kosze z kwiatami. Za orkiestrą jest tak zwana „strefa zamknięta” z miejscami dla widzów. Siadają tam zwykle krytycy sztuki, dlatego bilety do niej sprzedaje się rzadko. Rozmiary parteru pozwoliły rozmieścić siedzenia w trzech grupach, między którymi jest przestrzeń, gdzie można stać. Wszystkie siedzenia mają oparcia, co jest chyba konieczne, by nie zmęczyć się podczas czterogodzinnego pobytu w teatrze. Za parterem znajduje się podium, z którego wszystko doskonale słychać i widać. Widz jest tam w pewnym odosobnieniu od reszty sali18. Za te miejsca płaci się drożej niż za parter.
Po lewej stronie sceny jest zegar, a po prawej w półkolu wypisany jest tytuł spektaklu, który będzie grany następnego dnia.
Scena jest bardzo duża i w odróżnieniu od wszystkich teatrów niemieckich ma następującą osobliwość: nie ma tu kulis, a zamiast nich są dwie pochyłe ściany boczne, które ułatwiają zmiany dekoracji, lepiej wyglądają w perspektywie i harmonizują z tym, co dzieje się na scenie.
Ten wspaniały teatr spłonął w 1808 roku, ledwie go zbudowano. Słynny malarz dekoracji Breysig stracił przy tym swoją kolekcję rysunków najwykwintniejszych budowli i pejzaży, które wykonał w ciągu dwudziestu lat podróży po Europie. Ta kolekcja rysunków, która przepadła w pożarze, była tak bogata, że drugiej, równej jej, może i nie da się znaleźć, a zatem szkoda była niepowetowana. Przyczyny pożaru nigdy nie ustalono, choć za wszelkie wiarygodne informacje wyznaczono nagrodę tysiąca talarów. Najprawdopodobniej było to umyślne podpalenie, ponieważ wcześniej odnotowano wiele przypadków celowego niszczenia ozdób i ruchomych części budynku, a także okien, drzwi, siedzeń i tym podobnych, co właśnie świadczy o złym zamiarze.
Stara giełda królewiecka i wieża Zielonej Bramy (po lewej) na Knipawie.
Drugi teatr królewiecki nazywa się Starym tylko po to, by odróżnić go od nowszego teatru. Zbudowano go na nowo zaledwie jakieś piętnaście lat temu, po tym jak spłonął doszczętnie.

Zielona Brama i stara giełda (po prawej) na Knipawie. Most estakadowy przesłonił ten krajobraz.
Jest to prywatna własność pewnego kupca, który, choć czerpał duże zyski z wynajmu budynku, odbudował go po pożarze z wyraźną oszczędnością i lekceważeniem wszelkich zasad architektury. Mówi się, że królewczanie byli bardzo rozgoryczeni takim skąpstwem budującego, co stało się powodem budowy nowego wielkiego teatru.
Opowiadają, że właściciel Starego Teatru poprosił pewnego profesora, którego od dawna irytowała pozbawiona gustu konstrukcja budynku, by ułożył dla niego stosowny napis. Ten zgodził się i, gdy przypomniano mu o obietnicy, przysłał następujący: „To dom Komedii, a nie koszary”.
Panu B. (tak nazywał się właściciel) to się oczywiście nie spodobało i zwrócił się do Kanta, który był wtedy już bardzo stary, z prośbą o ułożenie stosowniejszej dedykacji.
Kantowi prośba ta wydała się niestosowna i przykra. Profesor Ring, który był wtedy u niego w gościnie, zobaczył na stole tomik Wergiliusza, otworzył go na chybił trafił i przeczytał pierwsze z brzegu zdanie: Amant alterna Camēnae19. To ono zostało umieszczone na fasadzie budynku, choć w tym przypadku, wyrwane z tekstu Wergiliusza, było zupełnym nonsensem.
Budynek teatru podczas mobilizacji armii służył jako magazyn mundurowy, a obecnie stoi pusty.
Giełda, położona na Knipawie przy Zielonym Moście, jest wytwornym pawilonem zbudowanym w szlachetnym stylu antycznym, który, jak mówią, kosztował dużo pieniędzy, ponieważ z dziwnego uporu miejskich kupców zbudowano go na wodzie, czyli na palach. Gmach giełdy ma z dwóch stron piękne perystyle z kolumnami jońskimi, okrągłą kopułę krytą miedzią i wygląda bardzo pięknie.

Ratusz Knipawy. Od drugiej ćwierci XVIII wieku mieścił się w nim
ratusz zjednoczonego Królewca.
Ratusz Knipawy (zob. wyżej) to solidna, bogato i elegancko zdobiona budowla ze wspaniałymi schodami i wytwornym portalem z kolumnami. Wielka sala magistratu, wyłożona marmurem i ozdobiona posągami, także jest godna starego miasta.
Wnętrze ratusza Knipawy.
Ratusz Starego Miasta, Królewski Sierociniec, obecnie zakład naukowy Zellera, oraz Biblioteka Królewska zostały zbudowane na początku XVIII wieku w panującym wówczas stylu francuskim, wyraźnie szlachetniejszym niż styl czasów późniejszych. Dwa ostatnie budynki wyglądają szczególnie dobrze i mają wygląd pałaców. Fasadę pierwszego psują nieproporcjonalnie wysokie schody i kilka bezkształtnych kolumn.
Pozostałe budynki publiczne, podobnie jak prywatne, niczym się nie wyróżniają, ponieważ pierwsze budowano przy skrajnej oszczędności środków, a przy wznoszeniu drugich brano pod uwagę wyłącznie wygodę i komfort ich mieszkańców, dlatego wyraziste rozwiązania dekoracyjne obecne są jedynie we wnętrzach. Tak zwykle bywa w miastach handlowych. Na przykład w Rydze, Gdańsku, Hamburgu, Amsterdamie i Londynie domy zbudowane ze smakiem są tak samo rzadkie jak tutaj, choć i tam, i tu mieszka niemało bogaczy.
LEGENDY PRUS na blogu Tatiany Koliwaj.
PRZYPISY TŁUMACZKI
1. Fryderyk I (niem. Friedrich I.; 1657–1713) – elektor brandenburski jako Fryderyk III od 1688 roku, pierwszy król w Prusach od 1701 roku, przedstawiciel dynastii Hohenzollernów.
2. Fryderyk Wilhelm II Pruski (niem. Friedrich Wilhelm II. von Preußen; 1744–1797) – król Prus od 1786 roku. Syn Augusta Wilhelma i Luizy Amalii Brunszwickiej-Wolfenbüttel, bratanek Fryderyka II Wielkiego.
3. Rustam Raza (fr. Roustam Raza, 1782–1845) – mameluk, ochroniarz i giermek cesarza Napoleona.
4. Joachim Murat (fr. Joachim Murat; 1767 –1815) – marszałek napoleoński, wielki książę Bergu w latach 1806–1808, król Neapolu w latach 1808–1815. Z powodu zamiłowania do efektów teatralnych i wystawnych egzotycznych strojów otrzymał przydomek „król teatralny” (zob. niżej).
Francuski historyk i dyplomata, ambasador Francji na dworze rosyjskiej cesarzowej Katarzyny II, hrabia Louis-Philippe de Ségur, tak opisywał tego człowieka: „Murat, ten król teatralny wyszukaniem swego stroju i prawdziwy monarcha nieposkromieniem i kipiącą energią, był śmiały jak brawurowa szarża i zawsze miał minę wyższości i groźnej odwagi, co było najgroźniejszą bronią w natarciu”.
Murat przyjmuje defiladę. Rysunek Jacques’a Onfroya de Bréville (Jacques Onfroy de Bréville), znanego w swoim czasie pod pseudonimem Job (Job).
5. Hans Jakob von Auerswald (niem. Hans Jakob von Auerswald; 1757–1833) – pruski generał i polityk. Ciesząc się zaufaniem króla, von Auerswald wielokrotnie był mianowany na odpowiedzialne stanowiska: w 1788 roku powierzono mu zorganizowanie kredytu rolniczego, w 1797 roku był prezesem kamery w Prusach Zachodnich, w 1802 roku zajmował to samo stanowisko w Prusach Wschodnich, w 1808 roku został mianowany nadprezydentem Prus Wschodnich i Zachodnich. Gdy urząd nadprezydenta zniesiono, Hans Jakob von Auerswald został mianowany prezesem zarządu głównego Prus Wschodnich, a w 1811 roku wyniesiony do godności landhofmistrza Królestwa Prus. Jako kurator Uniwersytetu Królewieckiego również oddał ojczystemu krajowi wielkie usługi.
6. Cekhauz (niem. Zeughaus) – arsenał, zbrojownia.
7. Fryderyk Wilhelm III (niem. Friedrich Wilhelm III.; 1770–1840) – król Prus od 1797 roku. Syn Fryderyka Wilhelma II i Fryderyki Luizy Heskiej-Darmstadt, wnuk brata Fryderyka II Wielkiego, ojciec rosyjskiej cesarzowej Aleksandry Fiodorowny (Charlotty Pruskiej), dziadek rosyjskiego cesarza Aleksandra II. Uczestnik wojen z Napoleonem i kongresu wiedeńskiego, jeden z przywódców i organizatorów Świętego Przymierza.
8. Restaurację „Krwawy Sąd” we współczesnym Kaliningradzie częściej nazywa się „Blutgericht” (niem. Blutgericht). Sława Blutgerichtu nie daje spokojnie spać kaliningradzkim restauratorom i co jakiś czas podejmują oni próby jego wskrzeszenia.
9. Bitwa pod Pułtuskiem (Bataille de Pultusk) – starcie, które rozegrało się 14 (26) grudnia 1806 roku między armią rosyjską a francuską pod polskim miastem Pułtusk w czasie wojny z czwartą koalicją.
10. Jakob Philipp Hackert (Jakob Philipp Hackert; 1737 –1807) – niemiecki malarz pejzażysta i grafik, przedstawiciel neoklasycyzmu i romantyzmu w sztuce zachodnioeuropejskiej drugiej połowy XVIII wieku.
11. Martin von Wallenrodt (1570–1632) był prawnikiem i kolekcjonerem książek. W 1619 roku książęcy rząd w Królewcu przyjął w swój skład 49-letniego Wallenrodta, ówczesnego starostę Tapiau, i powierzył mu ważny urząd kanclerza Prus. Wallenrodt przez całe życie gromadził bibliotekę i pozostawił po sobie 2000 cennych książek. Stały się one podstawą Biblioteki Wallenrodtów, którą przekazał miastu i uniwersytetowi.
12. Opisując (z pamięci?) epitafia w katedrze, autor błędnie podał nazwisko pruskiego kanclerza – Cocceji (Samuel Freiherr von Coccej, 1679–1755, który zmarł i został pochowany w Berlinie). W katedrze królewieckiej znajdowało się epitafium-sarkofag kanclerza Prus z lat 1663–1665 Johanna von Kospotha (Johann von Kospoth, 1601-1665).

Epitafium biskupa von Polentza (po lewej) sąsiadowało na ścianie katedry z podobnymi obiektami poświęconymi przedstawicielom rodu von Borcków.
13. Georg von Polentz (George von Polentz; ok. 1478–1550) – biskup sambijski i pomezański. Ostatni biskup sambijski w latach 1518–1525, pierwszy biskup katolicki, który przyjął wiarę protestancką.
14. Luter (Lotar) z Brunszwiku (niem. Luther von Braunschweig; ok. 1275–1335) – 18. wielki mistrz zakonu krzyżackiego od 1331 roku. Przyczynił się do budowy katedry w Królewcu nie jako katedry-twierdzy, lecz jako budowli o charakterze czysto religijnym w stylu gotyckim: 13 września 1333 roku wydał zezwolenie na kontynuację rozpoczętej w 1330 roku budowy katedry w Królewcu.
15. Andreas Osiander (Andreas Osiander; 1498–1552) – niemiecki teolog luterański i reformator protestancki. W 1549 roku osiadł w Królewcu i objął katedrę teologii na tutejszym uniwersytecie. Odegrał decydującą rolę w nawróceniu rycerzy krzyżackich na luteranizm. Osiander żył i pracował w Królewcu aż do śmierci w 1552 roku.
16. Antonio Allegri da Correggio (Correggio; Antonio Allegri; ok. 1489–1534) – malarz włoski, jeden z największych mistrzów okresu dojrzałego renesansu.
17. Opat Georg Joseph Vogler (Georg Joseph Vogler, 1749–1814) – niemiecki kompozytor, organista, teoretyk muzyki, pedagog muzyczny, muzykolog.
18. Najwyraźniej chodzi o amfiteatr.
19. Amant alterna Camenae – „Kameny (Muzy) kochają przemienność”. (Wergiliusz, „Bukoliki”, III, 59).
Przetłumaczono z języka rosyjskiego przy pomocy AI (Claude, Anthropic), październik 2026 r.

